Stowarzyszenie Użytkowników
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| SPRAWY ORGANIZACYJNE | FORUM GEODETÓW POWIATOWYCH |
|
Komentarz nr 44/IV/10 8 lutego 2010 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Zanim przejdę do frapującego tematu mnogości specjalności uprawiających geodezję katastralną, jak wynika to z europejskiej ankiety katastralnej, przedstawię ciekawostkę z dnia codziennego interesującą, z 10 lub więcej procent obywateli naszego kraju. Koleżanka wykupiła przed ośmiu laty lokal mieszkalny z zasobów gminy i została uświadomiona przez sąsiadów, że należy jej się zwrot kaucji, którą wpłaciła przy obejmowaniu mieszkania w 1971 r. Zapewne tę kaucję odzyska, bo przewiduje to ustawa z 2001 r. o ochronie praw lokatorów. Czy drogą ugody czy sądową, to już zależy od operatywności urzędników gminnych. Interesujący jest inny szczegół: proporcje! I to nie te dotyczące liczb bezwzględnych, bo te, po 40 latach są prawie identyczne, mimo iż w międzyczasie zrewaloryzowano złotówkę i obcięto 4 zera, czyli wartość złotówki jest 10 tysięcy razy mniejsza. Chodzi o względny sposób rewaloryzacji w porównaniu do średniej płacy i wysokości czynszu. Otóż kaucja zrewaloryzowana w oparciu o średnią płacę jest dwukrotnie niższa, niż kaucja zrewaloryzowana w oparciu o czynsz, mimo iż nowy czynsz nie zawiera wszystkich składników, które zawierał stary (woda, śmieci, podatek od nieruchomości). Oznacza to, iż bardzo wzrosły czynsze, a ponieważ wyłączono z nich usługi zewnętrzne, to wzrosły głównie koszty osobowe administracji zasobami mieszkaniowymi. W konkretnym, opisanym przypadku jest mowa o zasobach gminnych, nad którymi jakiś nadzór, mniej lub bardziej rygorystyczny, sprawuje administracja samorządowa. O wiele większe rozpasanie ma miejsce w administracji spółdzielczej, gdzie niepotrzebne zatrudnianie ciotek, pociotek, kuzynów i wujów przybrało monstrualne rozmiary. Tworzenie wspólnot mieszkaniowych, które miały ten proceder ukrócić, jest różnymi sposobami sabotowane. I w ten sposób armia zatrudnionych w administracjach mieszkaniowych urzędników udających zatrudnienie, czyli faktycznie bezrobotnych, obciąża najemców, a po przekształceniu tytułu spółdzielczego na własność, właścicieli mieszkań, bo wyrwanie się z kleszczy spółdzielczych, żeby stworzyć wspólnotę mieszkaniową jest praktycznie niemożliwe. W konsekwencji koszty utrzymania armii markierantów obciążają tych, co regularnie płacą czynsze. Tych, co nie płacą niby też, ale eksmisja jest iluzją, więc żeby administracje mogły brać pensje trzeba podwyższać stawki eksploatacyjne, czyli jeszcze dołożyć tym co płacą, bo tym co nie płacą tylko rośnie zadłużenie. I tak nakręca się spirala absurdu, a dług publiczny rośnie, a koszty jego obsługi też. Pozbyliśmy się banków, pozbyli przemysłu na rzecz zagranicznych gestorów, którzy wprawdzie zatrudniają trochę płatników czynszu, ale tylko do czasu. Zwolnienia grupowe, restrukturyzacyjne itp. tak weszły w obieg, że pączkowanie armii bezrobotnych nikogo już nie dziwi. Kupuje dla przykładu w Polsce firma niemiecka firmę austriacką z polskim aportem, z nieruchomościami i wyrzuca na bruk kilka tysięcy pracowników (autentyk). Zatrudnienie da swoim pracownikom, nieruchomości są czystym uzyskiem, a bezrobotni obciążą państwo, czyli i mnie, jako płatnika podatków utrzymujących to państwo. Wszystko zgodne z unijnymi zasadami swobody przepływu kapitału, zatrudnienia i usług. Bezrobotni wezmą kredyt na spłatę czynszu lub nie będą płacić czynszu, czyli stawkę czynszu spółdzielnia zwiększy mnie i innym emerytom, bo przecież zarząd musi z czegoś żyć. Na straży prawnego zabezpieczenia zobowiązań generowanych przez zarządców, stoją, niestety, urzędowe systemy rejestracji nieruchomości: kataster i księgi wieczyste, jeden i drugi rojący się od błędów, które możesz sprawdzić jak masz interes prawny i znasz numer księgi wieczystej. 99% obywateli nie wie, jak się tymi narzędziami posługiwać ale czynsz płacić musi. A pijawki w postaci oczywiście zarządców mieszkaniowych, oraz przedsiębiorstw wywożących i utylizujących śmieci, dostarczycieli wody, gazu i energii elektrycznej, w znacznym stopniu opanowanych już przez firmy zagraniczne i oczywiście administracja samorządowa w odniesieniu do podatków od nieruchomości i opłat za użytkowanie wieczyste, prześcigają się w podnoszeniu stawek. To co dzieje się aktualnie w dziedzinie opłat za wodę, gaz i energię elektryczną, to nie bieg, a galop, w grę wchodzą nie procenty a wielokrotności. Wszystko to dzieje się w sytuacji, kiedy państwo już jest zadłużone powyżej wartości mienia publicznego, z tendencją rosnącą, a zagraniczne firmy przesyłowe próbują zasiedzieć nieruchomości pod urządzeniami, które otrzymali do użytkowania. Łącznie tworzy to mozaikę obłędu w systemie rejestracji nieruchomości. Coraz częściej nachodzi mnie myśl, iż te rozbieżności w zapisach podmiotu i przedmiotu w jednym i drugim systemie, w warunkach dostępnych środków technicznych wcale nie są tak trudne do identyfikacji, gorzej do usunięcia, ale znajomość defektu jest pierwszym krokiem do jego usunięcia, a tu od czasu jak to australijczycy pomagali nam zidentyfikować problem, nie potrafimy zbilansować powierzchni w gminie, województwie, państwie. Czepiam się od kilku miesięcy tych brakujących 42 tys. kilometrów kwadratowych mienia Skarbu Państwa. Zdaję sobie sprawę z faktu, że w czasie publikacji danych brakowało kilkadziesiąt sprawozdań i po ich uzupełnieniu ten brak mógł się zmniejszyć o 20, może 30 tys. kilometrów kwadratowych, ale i 10 tysięcy po 60 – 70 zł za metr byłoby równoważne długowi publicznemu. W tej sytuacji kataster i księgi wieczyste z instytucji rejestrującej i zabezpieczającej prawa, stają się racją stanu, stają się jednym z narzędzi gwarancji suwerenności i są symptomy wskazujące na docenianie sprawy przez nasze władze. Po takim wstępie mogę z czystym sumieniem przystąpić do omawiania kwalifikacji geodetów katastralnych. Kwalifikacje geodetów katastralnych Otóż w ankiecie przedstawiony został wykres identyfikujący 12 dyscyplin naukowych kształcących geodetów katastralnych po ukończeniu szkoły średniej. Są to:
O ile pięć pierwszych dyscyplin obejmujących 75% ogółu absolwentów przemawia do wyobraźni, to pozostałe przekonują, iż mamy do czynienia z wyjątkowo skomplikowaną instytucją techniczno-prawną, która w dużym stopniu uzależniona jest historii, tradycji i kultury kraju. Patrząc jednak na główne zadania i obowiązki geodetów katastralnych, o czym pisałem już w komentarzu nr 10 z 15 czerwca ubiegłego roku: „Na 24 ankietowane kraje wymieniono 8 funkcji przyporządkowanych geodetom katastralnym (w nawiasach podano ilość krajów, które opowiedziały się za poszczególnymi funkcjami):
nie dziwi tak szerokie spektrum dyscyplin zaangażowanych w realizację zadań katastralnych. Jednak nasze pojęcie o katastrze jako substytucie ewidencji gruntów i budynków, jak wynikałoby z prawa geodezyjnego i kartograficznego, choć w istocie rzeczy jest na odwrót, nie bardzo pokrywa się z europejskim rozumieniem katastru. Trzeba zatem jeszcze spojrzeć na sposób sprawowania nadzoru, odpowiedzialność i trendy w europejskim katastrze o czym będzie mowa w następnych komentarzach, aby wyrobić sobie zdanie na temat zmian: czy my dostosujemy się do Europy czy Europa do nas. Bo, że wcześniej czy później będzie musiało być jednolicie, to raczej nie ulega wątpliwości. Edward Mecha Komentarz nr 43/IV/10 1 lutego 2010 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Sroga zima ochłodziła nastroje tej części środowiska, która krytycznie jest nastawiona do ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej. Jeszcze pojawił się spóźniony sygnał Związku Powiatów Polskich ale to chyba tylko po to, aby przypomnieć, że istnieje i że powiaty bardzo by nie chciały utracić katastru, bo jest to ich racja bytu. Prawda jest taka, że gdyby tak nagle zabrać powiatom kataster, to okazało by się, że te ogromne już urzędy nie mają zadań i że w dobie powszechnych oszczędności może ktoś zacząć zastanawiać się nad sensem ich istnienia. Sprawa jest o tyle istotna, że dalsze utrzymywanie dualizmu administracyjnego w rejestrowaniu przestrzeni i praw z nią związanych, z chwilą wejścia w życie ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej, straci rację bytu. Dla utrzymania założonej ustawą interoperacyjności danych przestrzennych trzeba będzie ujednolicić struktury zarządzania danymi przestrzenno-prawnymi, nie GIS-owymi, bo te mogą sobie funkcjonować według anglosaskich wzorców, a przestrzenno-prawne decydujące o obrocie kapitału muszą wreszcie być zdyscyplinowane i ujednolicone. Wyszła temu naprzeciw obowiązująca od 31 grudnia 2009 r. nowelizacja ustawy o spółdzielczości mieszkaniowej stanowiąca w art. 1 ust.11 iż „Spółdzielnia mieszkaniowa nie może odnosić korzyści majątkowych kosztem swoich członków, w szczególności z tytułu przekształceń praw do lokali“. To oznacza koniec tworzenia tzw. nieruchomości spółdzielczych poprzez masowe łączenie nieruchomości wieczysto-księgowych, aby nie dopuścić do tworzenia wspólnot mieszkaniowych. Jest to istotny impuls do porządkowania struktur zarządzania informacją przestrzenno-prawną i oczywiście do zainteresowania tematem organów ścigania. Środowisko geodezyjne dostrzega ten aspekt sprawy, ale nie widząc go w tekście ustawy o IIP, zwracało na niego uwagę w procesie tworzenia ustawy i w debacie sejmowej, wszakże konsekwencja z jaką rząd ustawę przeprowadza, reaktywacja działalności Rady ds. Zintegrowanego Systemu Informacji o Nieruchomościach, wskazują na zamierzenia daleko idące, które nakazują wierzyć, że tym razem mamy do czynienia z działaniem systemowym porządkującym zarządzanie informacją przestrzenno-prawną i po utworzeniu ram infrastrukturalnych nastąpi uporządkowanie ram katastralnych, na których infrastruktura bazuje, dlatego kontynuowanie tematu europejskiej ankiety katastralnej wydaje się jak najbardziej zasadne Relacje specjalne między krajowymi agencjami map a społecznością geodetów katastralnych Krajowe agencje map odpowiedzialne za wykonywanie zadań prawnych związanych z administrowaniem krajowym katastrem i rejestracją praw do nieruchomości, są żywotnie zainteresowane w pracach wykonywanych przez geodetów katastralnych, jako że te prace są faktyczną podstawą katastralnych baz danych w wielu krajach. Zdecydowana większość odpowiedzi na ankietę podkreślała fakt, że oprócz zbierania danych, krajowe agencje map mają istotne zadania związane z koordynacją prac geodetów katastralnych (zestawienie 1), prowadzeniem dokształcania geodetów katastralnych (zest.2), nadzorem nad ich działalnością (zest.3) oraz ich licencjonowaniem, omówionym w poprzednich komentarzach. Z poniższego zestawienia nr 1 wynika, że głównym koordynatorem działalności geodetów katastralnych są krajowe agencje map (44%).
Sprawowanie funkcji koordynacyjnych oznacza wydawanie, utrzymywanie i aktualizowanie zmian w prawie i zasadach wykonywania zawodu. Oznacza to, istnienie specjalnych relacji między krajowymi agencjami map a społecznościami geodetów katastralnych, które upoważniają agencje map do funkcjonowania jako kanał komunikacyjny między geodetami a decydentami na szczeblu państwa oraz nakładającymi na agencje obowiązek zapewnienia najwyższych standardów pozyskiwania danych przez geodetów, zgodnie w wymaganiami użytkowników. Wymagania edukacyjne Zdecydowana większość respondentów ankiety, uważa, że głównym źródłem szkolenia i dokształcania geodetów katastralnych są szkoły wyższe i uniwersytety. Agencje map dokształcają tylko geodetów katastralnych zatrudnionych bezpośrednio w agencjach (zestawienie 2)
System szkolenia i dokształcania geodetów katastralnych jest bardzo zróżnicowany w Europie, w konsekwencji czego nie można określić jednoznacznie wspólnych kryteriów, niezbędnych dla uzyskania akceptowalnych wymagań kwalifikacyjnych geodety katastralnego. Spróbowano je określić minimalnym poziomem dokształcenia po ukończeniu szkoły średniej. Określono je średnio minimalnym okresem 3-5 lat doskonalenia kwalifikacji po ukończeniu szkoły średniej według poniższego zestawienia.
Z inicjatywy europejskiej organizacji geodetów publicznie mianowanych (Geometer Europas) siedem krajowych izb gospodarczych podpisało „Wzajemne porozumienie“, w którym zdefiniowali i uzgodnili wyjściowe kwalifikacje geodety katastralnego, jako pierwszy stopień wykształcenia wyższego (BAC) plus 5 lat praktyki, albo wykształcenie uniwersyteckie lub tytuł magistra i obowiązkowo minimum dwa lata praktyki. Jakkolwiek porozumienie to nie ma znaczenia obowiązującego prawa, to wiele krajów rozważa je jako rodzaj zaspokojenia ambicji dla zapewnienia wysokiego stopnia profesjonalizmu geodetów katastralnych. W tym samym czasie obserwuje się tendencję do zmniejszenia wymagań kwalifikacyjnych na rzecz specjalnego treningu np. w Wielkiej Brytanii, co nie dziwi, bo w tym kraju nie istnieje kataster w europejskim rozumieniu tej instytucji. Bardzo ciekawy jest profil wykształcenia geodetów katastralnych, co opiszę w przyszłym tygodniu, bo wypada go poprzedzić refleksją z odbytego w miniony piątek spotkania opłatkowego Koła Seniorów śląskiego oddziału SGP. Otóż 30 seniorów ( i seniorek, co podkreślam aby nie narazić się na wytyk Bernadety Wypich, która przypomniała swą rymowankę z okazji pierwszego Dnia Geodety odbytego w 1978 r. w Gliwicach, w której dosadnie wykpiła męską hegemonię w sfeminizowanym zawodzie geodety), w tym wielu jeszcze czynnych zawodowo, siedząc przy bardzo przyzwoicie zastawionym przez organizatorów stole, przypominało w wielu wystąpieniach, że kataster na Śląsku nigdy nie przestał być prowadzony, a niezgodności z księgami wieczystymi, choć też występują, na pewno nie stanowią nawet ułamka procenta w tych 42 tysiącach brakujących kilometrów kwadratowych mienia publicznego. Uświadomiłem sobie, że nie tylko na Śląsku ale w wielu regionach Polski, istnieje jeszcze ogromna rzesza fachowców zdolnych do przekazania młodemu pokoleniu wiedzy katastralnej, zaniedbanej przez uczelnie wyższe. Wszystko zależy od inicjatywy kierownictwa GUGiK, które, jak to wynika z europejskiej ankiety katastralnej, będąc głównym koordynatorem aktywności katastralnej, jest w stanie ruszyć ten ogromny istniejący potencjał doświadczenia katastralnego, o ile w ślad za ustawą o IIP ruszą natychmiast prace nad prawem geodezyjnym i katastralnym. Jedynym zagrożeniem w realizacji tego przedsięwzięcia jest biologia, która nieubłaganie zmniejsza grono fachowców, zdolnych do przekazania wiedzy z zakresu polskiej specyfiki prowadzenia katastru, który jako pierwszy w Europie, po odzyskaniu niepodległości w roku 1918 (1922) zaczął być unifikowany tworząc podwaliny pod przyszły eurokataster. Uświadomili to uczestnikom piątkowego spotkania uzdolniony muzyk – geodeta Ireneusz Wypich i poeta – geodeta Bronisław Kominek, którzy uświetnili spotkanie seniorów występem artystycznym. Mnie osobiście szczególnie utkwiło w pamięci wprowadzenie kolegi Wypicha, do znakomitego zresztą koncertu, iż zapis muzyki, to nic innego jak punkty i linie tworzące nuty, podobnie jak punkty i linie graniczne tworzą działki. Nuty usytuowane są na pięciolinii, jak działki w sieci osnowy geodezyjnej, a wszystko to musi być skomponowane harmonijnie, bo jeden fałszywy dźwięk odbiera urok słuchania muzyki. „Ogniste rydwany“ w wykonaniu kolegi Wypicha potwierdziły, iż muzykiem jest doskonałym, a cała rodzina Wypichów z niedawno zmarłym ojcem rodu, przez pół wieku dokumentowała znakomite przygotowanie katastralne. Stąd i tak wspaniała muzyka w wykonaniu Ireneusza, a mniemam, że równie perfekcyjne są jego pomiary katastralne. Dopiero z powyższą dygresją sensu nabierają rozważania na temat wykształcenia katastralnego, które będą przedmiotem komentarza w przyszłym tygodniu. Edward Mecha Komentarz nr 42/IV/10 25 stycznia 2010 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Zgodnie z zapowiedzią przedmiotem dzisiejszego komentarza miało być licencjonowanie, zamieszczone w europejskiej ankiecie katastralnej, i będzie. Przedtem jednak kilka uwag poświęconych aktualnej sytuacji w geodezji, którą można określić jednym słowem: Sukces Sukcesem obecnego kierownictwa GUGiK można śmiało określić przeprowadzenie ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej (IIP) przez specjalną Podkomisję Nadzwyczajną w Sejmie, a potem przez Sejmową Komisję Spraw Wewnętrznych. Obecnie, drugie i trzecie czytanie w Sejmie, przeprowadzenie ustawy przez Senat i Prezydenta są prawie że formalnością, bo na ogół nie wnosi się zastrzeżeń do ustaw, które tak gładko przeszły przez komisje sejmowe. Jest to zatem sukces obecnego kierownictwa i osobiście prof. Jerzego Gaździckiego, który z żelazną konsekwencją wtłoczył środowiskową infrastrukturę danych przestrzennych do geodezji, choć nic nie stało na przeszkodzie aby ustawa o INSPIRE była ustawą samodzielną. Jako samodzielna, ustawa o infrastrukturze informacji przestrzennej, czyli ustawa o INSPIRE, na pewno zmieściłaby się w terminie i nie podporządkowałaby tak bardzo geodezji sprawom ochrony środowiska; jako wiązana z prawem geodezyjnym i kartograficznym, trochę się omsknęła w czasie i stworzyła nową jakość w postrzeganiu geodezji. Ale ustawa jest, czy raczej za parę tygodni będzie obowiązywać, z drobnym niespełna rocznym opóźnieniem. Czy aby na pewno jest to sukces? Myślę, że tak, jakkolwiek wiele racji miał kolega Dyakowski, który walczył z ustawą do końca, choć osamotniony. Na drugim i ostatnim posiedzeniu Podkomisji Nadzwyczajnej w dniu 19 stycznia br. kolega Dyakowski pozostał sam. Koleżanka Łukowska dojechała do Zawiercia, czyli do 1 trasy, gdzie mrozy, śniegi i zamiecie uniemożliwiły jej dalszą jazdę na obrady. Podobnie, chyba zaspy i gołoledź uniemożliwiły dotarcie na obrady Geodecie miasta Warszawy. O SGP, PGK i GiG słuch zaginął, co oznacza, że w pełni akceptują tekst ustawy. I w taki sposób projekt rządowy przeszedł prawie bez zmian przez Podkomisję Nadzwyczajną, a potem przez Sejmową Komisję MSW. Nawet ta jedna zmiana o terminie analogowej mapy zasadniczej, o czym informuje Geoforum, mieściła się już w przedłożeniu Podkomisji Nadzwyczajnej, zatem zasadnicza robota nad ustawą skoncentrowała się w podkomisji, która funkcjonowała bez udziału jakiegokolwiek posła geodety, co widać po wniesionych uwagach. W sumie Podkomisja dokonała 6 zmian kosmetycznych: Podkomisja dokonała też 3 drobne zmiany merytoryczne: Świadczy to bardzo dobrze o jakości przygotowania ustawy albo o determinacji koalicji rządzącej w jej przeprowadzeniu. Wszystko zależy od tego, czy kierownictwo GUGiK ma asa w rękawie w postaci ustawy katastralnej, czy nie. Jeśli tego asa ma i uruchomi go jeszcze w tym roku, przed zmianami w finansowaniu budżetu, to uzgodniona ustawa jest realna i wszędzie sygnalizowana w niej interoperacyjność i dostępność usług, są możliwe do osiągnięcia. Jeśli tego asa nie ma, w co nie wierzę, to uzgodniona ustawa wcale taka dobra by nie była i zamiast sukcesu byłaby wyrokiem. Wszystkie jednak symptomy wskazują na to, że ustawa katastralna musi być poważnie zaawansowana, bo rząd nie brałby tak poważnych zobowiązań centralizacyjnych na swoją głowę, nie mając nadziei na zharmonizowane dane, tym bardziej, że te 40 tys. brakujących km kwadratowych mienia publicznego (13 % powierzchni kraju) ciągle wisi. Tych danych nikt jeszcze nie skorygował i opublikował, bo skorygowane być może są. Ustawa o IIP została napisana przy założeniu, że podstawowe dane referencyjne są zharmonizowane, gdyż tylko wtedy będą interoperacyjne. Na pewno takim zharmonizowanym składnikiem IIP nie są dane o działkach zamieszczone w Geoportalu.gov.pl, których z ponad rocznym opóźnieniem jest już 99%. Jak będzie 100 %, to będzie można mówić o istnieniu wyjściowego jednolitego materiału do porównań i korekt, ale nie o bazie katastralnej, bo tę trzeba będzie dopiero w żmudny sposób tworzyć. Dla skorygowania rozkojarzonych danych katastralnych i wieczysto-księgowych potrzebni są wysokiej klasy fachowcy, najlepiej licencjonowani katastralnicy, o czym będzie mowa za chwilę. Jestem przekonany o tym, że kierownictwo GUGiK to wszystko wzięło pod uwagę i jeśli tak jest, to uzgodniona ustawa o IIP jest naprawdę wielkim sukcesem, tak jak przedstawiła to podczas geodezyjnego spotkania opłatkowego w Opatowie pani prezes Orlińska. Sukcesem dodatkowym jest odbyte w ubiegłym tygodniu posiedzenie krajowej rady SZIN, w której Główny Geodeta odgrywa niepoślednią rolę. Przypomnę, że powstanie takiej rady a właściwie pełnomocnika rządu do spraw zintegrowanego systemu katastralnego oraz opracowanie ustawy katastralnej, były warunkami uruchomienia środków Phare na budowę Zintegrowanego Systemu Katastralnego w Polsce. Ponieważ ówczesny Główny Geodeta ustawy katastralnej nie przygotował, to przemianował nazwę pełnomocnika, czy rady, z ZSK na SZIN, a przy okazji zgubił ustawę katastralną, ale jak uczy doświadczenie, ci w Unii Europejskiej tak łatwo o zobowiązaniach nie zapominają. A swoją drogą, Muzeum Geodezyjne w Opatowie, w którym 22 stycznia odbyło się kolejne geodezyjne spotkanie opłatkowe, muzeum będące wielkim sukcesem społecznej inwencji geodetów, powstałe w wyniku społecznikowskiej pasji małego grona geodetów i samorządowców, którym bliskie jest dokumentowanie naszego dziedzictwa kulturowego, znalazło się na skraju niebytu. Fundusz umożliwiał jego wspieranie. Likwidacja funduszu, to wyrok, także na Muzeum. Dobrze by było, aby autorzy nowych przepisów w geodezji zechcieli mieć wzgląd na dokumentowanie historii zawodu, zawodu dokumentującego podstawy naszej państwowości. Taki zapis o celowości funkcjonowania placówki muzealnej przechowującej materialne dowody precyzyjnego dokumentowania władztwa przestrzennego naszego państwa, zwłaszcza w Opatowie, gdzie przechowywane są najstarsze polskie akty nadania, mógłby się śmiało znaleźć w ustawie o IIP, jako np. wniosek poselski zgłoszony w trakcie debaty sejmowej; tym bardziej, że placówka istnieje, specjalnych kosztów nie generuje, a splendoru przysparza. Licencjonowanie w europejskiej ankiecie katastralnej Opracowanie Eurogeographics, które już od kilku komentarzy omawiam, stwierdza, że Izby Gospodarcze geodetów albo krajowe agencje map zazwyczaj wprowadzają licencjonowanie. W przypadku gdy geodeci katastralni są zatrudnieni w krajowych agencjach map odrębne licencjonowanie nie jest potrzebne, dlatego dane o tych geodetach nie mieszczą się w statystykach. W opracowaniu mieści się statystyka, z której wynika, że licencjonowaniem zajmują się:
Wymagania odnośnie licencjonowania uzależnione są od:
Nie istnieją w Europie żadne wspólne wymagania odnośnie niezbędnej obowiązkowej praktyki przed uzyskaniem licencji na wykonywanie działalności katastralnej. Okres ten mieści się między jednym rokiem a pięcioma latami:
W krajach, w których prace katastralne wykonywane są przez krajowe agencje map, żaden okres obowiązkowej praktyki nie jest wymagany. Interesujący jest fakt, że tylko w 29% odpowiedzi potwierdzono fakt obowiązkowego ubezpieczenia geodetów katastralnych na wypadek skarg osób trzecich, z zaznaczeniem, iż wymóg taki pojawia się coraz częściej w krajowych systemach prawnych. Zróżnicowany jest zakres i wysokość ubezpieczenia, odnoszącego się tylko do prywatnych geodetów katastralnych. W przyszłym tygodniu komentarz poświęcony będzie specjalnym relacjom między krajowymi agencjami map a społecznością geodetów katastralnych. Edward Mecha Komentarz nr 41/IV/10 18 stycznia 2010 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W piątek pożegnaliśmy kolegę Mariana Nikla. Odszedł jeden z ostatnich katastralników (choć nie geodeta), który wiedział o co w katastrze chodzi i potrafił to zrealizować. Wejherowo jako absolutny ewenement ma wzorowo prowadzony kataster i księgi wieczyste, w pełni zharmonizowane, głównie dzięki determinacji kolegi Nikla. Potrafił publicznie przytaczać argumenty uzasadniające konieczność takiego postępowania, nawet w czasach absolutnej euforii i zauroczenia systemem IPE, z którym nie wiadomo co teraz zrobić i jak uzasadnić jego powstanie. Był pionierem i fascynatem rzetelnej pracy geodezyjnej i to między innymi przyczyniło się do jego przedwczesnej śmierci. Był jednym z nielicznych przedstawicieli młodszego pokolenia katastralników, który nie miał możliwości praktykowania w czasach katastralnych, a jednak bezbłędnie wyczuł intencje tej instytucji. Osobiście bardzo liczyłem, na pomoc Mariana w odradzaniu polskiego katastru, bo jest to dla Polski, jako kraju unijnego - nieuniknione, tyle że po odejściu Mariana będzie trudniej i proces ten potrwa dłużej. Osobiście, a sądzę, że jestem wyrazicielem wielu koleżanek i kolegów, bardzo dziękuję Marianowi, za to co zrobił dla polskiej geodezji i bardzo żałuję, że zabraknie jego profesjonalnej, wnikliwej i krytycznej oceny sytuacji Cześć jego pamięci! Wiem, że kol. Nikel był czytelnikiem komentarzy, mieliśmy szereg okazji wymieniać poglądy do zamieszczanych w nich treści i sądzę, że gdyby nie przedwczesna śmierć, mielibyśmy wiele czasu aby podyskutować o przyszłości katastru podczas przygotowywanego przez niego seminarium katastralnego. Wierzę, że zwłaszcza koledzy Wenta i Klimek sfinalizują organizację seminarium, jako swoisty kwiat na grobie kolegi Mariana. Chętnie włączę się w prace organizacyjne, aby wyrazić wielki szacunek, jakim kolegę Nikla darzyłem. Proponuję kolegom z Wejherowa wykorzystać do organizacji seminarium wyniki europejskiej ankiety katastralnej. W komentarzu nr 38 z 4 stycznia br. przytoczyłem pytania do ankiety. Dziś rozpocznę omawianie odpowiedzi. Odpowiedzi na europejską ankietę katastralną W ramach prawnych W zależności od krajowych struktur organizacyjnych i prawnych, geodeci katastralni funkcjonują albo jako osoby fizyczne albo jako osoby prawne albo jako kombinacja obydwu form. W niektórych krajach stosowane są różne kryteria funkcjonowania prywatnych geodetów katastralnych (indywidualnych lub przedsiębiorstw) lub geodetów publicznie mianowanych (pracowników krajowych agencji katastralnych czy lokalnej lub regionalnej administracji samorządowej). Istnieją kraje, w których nie ma licencjonowanych geodetów katastralnych (np. Norwegia, Hiszpania czy Szwecja). W tych krajach zadania geodetów katastralnych wykonywane są przez pracowników krajowej agencji katastralnej (np. Szwecja), administrację samorządową (np.Norwegia) czy pracowników kontraktowanych indywidualnie przez administrację publiczną (np. Hiszpania). Generalnie 24% geodezyjnych prac katastralnych wykonywanych jest przez osoby fizyczne, 36% przez osoby prawne oraz 40% zarówno przez osoby fizyczne jak i prawne. W ankiecie wykazano ilość geodetów katastralnych wykonujących pomiary katastralne jako osoby fizyczne (nie wykazano geodetów katastralnych wykonujących prace katastralne w ramach administracji publicznej). Do wykazanej w ankiecie liczby geodetów (bez Hiszpanii, Holandii, Litwy i Norwegii) dodałem powierzchnie poszczególnych krajów i liczbę ludności, starając się znaleźć jakąś prawidłowość w funkcjonowaniu systemów rejestrujących nieruchomości. W powierzchni przypadającej na jednego geodetę rozrzut jest największy od 500 km2 w Szwecji do 17 km2 w Belgii, to jest 30:1, w dwóch krajach gdzie funkcjonują stare, dobre systemy katastralne. Wszakże, o ile mi wiadomo, pewnym wyjaśnieniem jest struktura narodowościowa i stopień złożoności techniczno-prawnej katastru belgijskiego, co uzasadnia duże zapotrzebowanie na geodetów. W Szwecji natomiast na wskaźnik powierzchni wpływają mało zamieszkane północne regiony kraju. Po wyeliminowaniu przypadków skrajnych zauważa się, że w krajach o dobrze zorganizowanym i funkcjonującym od lat katastrze (Austria, Finlandia, Francja, Niemcy) na jednego geodetę przypada od 238 do 376 km2 obszaru kraju, natomiast w krajach południowo-wschodnich, w których nie było i nie ma katastru (Czechy, Łotwa, Polska, Rumunia) na jednego geodetę przypada od 39 do 45 km2 czyli prawie 10 razy mniej, gdyż sądzę, znacznie większa jest pracochłonność prowadzenia tam spraw terenowo-prawnych. Potwierdzają to też relacje ludnościowe, wykazujące, iż w krajach o dobrze zorganizowanym katastrze przypada znacznie więcej mieszkańców na jednego geodetę (Austria - 28 tys., Francja - 34 tys., Niemcy - 55 tys.), podczas gdy w krajach południowo wschodnich mniej (Czechy - 5 tys. Łotwa - 2 tys., Polska - 5 tys., Rumunia 4 tys.), co też oznacza, że pracochłonność zaspokojenia potrzeb terenowo-prawnych w krajach o niezorganizowanym systemie katastralnym jest znacznie większa. Są to oczywiście moje spostrzeżenia, bo w ankiecie wykazano tylko liczbę geodetów, czyli pierwsze trzy kolumny.
W opracowaniu ankietowym skomentowano to stwierdzeniem, iż duża ilość geodetów w krajach południowo wschodnich wynika z restytucji prawa własności, prywatyzacji gruntów i zakładania katastru. Gdybym żył w krajach skąd pochodzą autorzy opracowania też bym pewnie tak sądził. Co do Wielkiej Brytanii autorzy zastrzegli się, iż dane są niekompletne bo pochodzą tylko z Anglii i Walii, a w całym kraju obowiązują cztery różne jurysdykcje, stąd dane są nieporównywalne. Myślę, że nie tylko z tego powodu, ale przede wszystkim dlatego, że tam nie ma katastru a jest system rejestracji aktów notarialnych, który w Szkocji nazywają wprawdzie księgami wieczystymi ale i tak po każdej transakcji zakłada się nową księgę wieczystą, co oznacza, że w istocie jest to rejestr aktów notarialnych. W europejskiej ankiecie katastralnej, w części ram prawnych funkcjonowania katastru, zaprezentowano jeszcze dwa wykresy ilustrujące ilość przedsiębiorstw wykonujących prace katastralne oraz średnią ilość zatrudnionych w przedsiębiorstwach. Dane te zestawiłem w poniższej tabeli:
Jak widać dane są niekompletne i nieporównywalne. Nie wiadomo, czy w przedsiębiorstwach tych pracują ci geodeci, których wymieniono poprzednio, czy jako osoby zatrudnione wykazani są wykształceni geodeci, czy pracownicy pomocniczy, a przede wszystkim co w jakiej jurysdykcji rozumiane jest jako przedsiębiorstwo wieloosobowe. Jeśli zatem chodzi o ramy prawne działalności katastralnej można ankietę potraktować jako pierwsze wywołanie tematu, które jednak i tak daje wiele do myślenia. W przyszłym tygodniu będzie mowa o licencjonowaniu działalności katastralnej. Edward Mecha Komentarz nr 40/IV/10 11 stycznia 2010 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W sobotę 9 stycznia upłynęła czwarta rocznica ukazywania się komentarzy stowarzyszeniowych na temat aktualnej sytuacji w geodezji i w GIS-ach. Ukazało się ich 183. Niniejszy jest 184. Czy był i jest sens ich publikowania? Bardzo trudno jest na to pytanie odpowiedzieć. Zaletą komentarzy jest rzetelne i obiektywne rejestrowanie zdarzeń, do których, dzięki Internetowi, łatwo można wracać i odświeżać je. Wadą jest to samo, bo nie każdemu się to podoba. Zaletą komentarzy jest przybliżanie tego, co w zakresie naszej branży dzieje się w Europie i na świecie; i to nie w zakresie ogłoszeń reklamowych, na co jesteśmy skazani w innych publikatorach branżowych, a w zakresie merytorycznym, który z dużym opóźnieniem dochodzi do naszej świadomości w postaci przystosowywania prawa polskiego do europejskiego, co właśnie aktualnie w zakresie geodezji ma miejsce w naszym Parlamencie. Dlatego mimo, iż w dniu dzisiejszym powinienem kontynuować omawianie europejskiej ankiety katastralnej, nie wypada, aby w momencie rozpoczęcia debaty sejmowej nad zmianami w Prawie geodezyjnym i kartograficznym, nie poświęcić komentarza temu wydarzeniu. Formalnie debatę rozpoczęto 16 grudnia ubiegłego roku, kiedy to odbyło się pierwsze czytanie ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej. Pierwsze czytanie oznacza jednak skierowanie ustawy do właściwej Komisji, w przypadku naszej ustawy, do Podkomisji Nadzwyczajnej, gdzie odbywa się właściwa debata. To co dzieje się potem: na Komisji, czy podczas obrad plenarnych Sejmu jest z reguły akceptacją ustaleń organu roboczego. Otóż, to właśnie prace tego najważniejszego merytorycznie organu, czyli Podkomisji Nadzwyczajnej do spraw ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej państwa rozpoczęły się w dniu święta Trzech Króli, co nie ma żadnego związku z Wytycznymi „trzech tenorów“, na których opiera się funkcjonowanie podstawowego układu referencyjnego polskiej infrastruktury informacji przestrzennej. W pracach Podkomisji, obok przedstawicieli Związku Miast Polskich oraz SGP, uczestniczyła Prezes Stowarzyszenia pani Jolanta Łukowska, której obserwacje posłużyły za podstawę skonstruowania uwag niniejszego komentarza Generalne spostrzeżenia są dwa: Po pierwsze, brak w obradach przedstawicieli Polskiej Geodezji Komercyjnej i Geodezyjnej Izby Gospodarczej, przy zachowaniu roli wyłącznie obserwatora przedstawiciela Stowarzyszenia Geodetów Polskich. Po drugie, brak wniosków zgłoszonych przez posłów członków Podkomisji, co oznacza, że jedynym aprobowanym tekstem jest przedłożenie rządowe. Wniosków tych, mimo ogromnej ich listy, przedłożonej przez Związek Miast Polskich, raczej nie należy się spodziewać, bo mimo, iż prawie 3% ogólnej liczby posłów w Sejmie jest geodetami, żaden z nich nie znalazł się w składzie Podkomisji Nadzwyczajnej. Skład Podkomisji podało Geoforum w dniu 21 grudnia 2009 r. : „Na posiedzeniu sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych 16 grudnia powołano podkomisję nadzwyczajną do rozpatrzenia rządowego projektu ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej. W jej skład wchodzi siedmioro posłów: W jednym z komentarzy do tej informacji czytelnik używający pseudonimu: jaaa pisze:
Jest mało prawdopodobne, aby z inicjatywą dokonania jakichkolwiek zmian w przedłożeniu rządowym wyszli posłowie, nie obeznani z nadzwyczaj rozległymi i specjalistycznymi uwarunkowaniami infrastruktury informacji przestrzennej. Być może posłowie skłonili by się do przyjęcia jednolitej opinii zaprezentowanej przez środowisko branżowe ale środowisko to mówi różnym głosem i nie ma jednolitej reprezentacji. Można zatem przyjąć, z prawie stuprocentową pewnością, że ustawa o infrastrukturze informacji przestrzennej przejdzie w takim kształcie, jak zaproponował ją rząd. Osobiście podzielam zdanie kolegów ze Związku Miast Polskich, iż nie należy mieszać geodezji z infrastrukturą informacji przestrzennej, która jak jemioła przyczepiła się do geodezyjnego drzewa i w dodatku zmienia sens unijnej dyrektywy. W dyrektywie chodzi o interoperacyjność zbiorów i zapewnienie usług (wyszukiwania, przeglądania, pobierania i przekształcania), w zmienianym prawie geodezyjnym i kartograficznym o interoperacyjność baz danych, a to są dwie krańcowo różne filozofie. Wprawdzie obie prowadzą do tego samego celu ale w różnych perspektywach czasowych. O ile filozofia pierwsza pozwoli uzyskać interoperacyjność w terminach nakreślonych dyrektywą i to w skali raczej poszczególnych krajów a nie np. w Europie, na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce, to filozofia druga wymaga pracy kilku pokoleń, co najmniej tylu, ilu podstawę tych baz psuły, bo naprawa trwa dłużej niż psucie. Wymaga też żelaznego reżimu opracowania i egzekwowania standardów, o czym wielokrotnie już pisałem. Żadna, nawet najsprawniejsza organizacja nie zastąpi standardów i procedur w tak skomplikowanym przedsięwzięciu jak Infrastruktura Informacji Przestrzennej. Dlatego lepiej już było zaadaptować przetłumaczony tekst dyrektywy. Na to też już jest jednak za późno Dlatego osobiście będę jednak kontynuował temat europejskiej ankiety katastralnej, bo pamiętam, iż podobnie rodziła się infrastruktura informacji przestrzennej dla potrzeb ochrony środowiska, zwana teraz dyrektywą INSPIRE. Zatem przypuszczalnie za kilka lat będziemy przystosowywać polskie prawo do europejskiego, także i w tym względzie, tyle że z trudniejszej pozycji. Ciąg dalszy europejskiej ankiety katastralnej za tydzień. Edward Mecha Komentarz nr 39/IV/10 4 stycznia 2010 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Pokrzepieni Sylwestrowym szaleństwem, przepełnieni najlepszymi życzeniami noworocznymi, wkraczamy w ostatni rok funkcjonowania Funduszu Gospodarki Zasobem Geodezyjnym i Kartograficznym i w pierwszy rok gigantycznej dziury budżetowej, w którym ekonomiści zaczynają nachalnie przypominać, że zaciągnięte długi trzeba zwracać. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia wyczytałem w prasie dramatyczny apel premiera Grecji do rodaków o cięcie wydatków, bo poziom długu publicznego (do którego my się powoli zbliżamy) grozi utratą suwerenności państwa. Grecy, tak jak i my nie mają katastru. Mają coś na wzór naszej ewidencji gruntów. Dobrze jest mieć to na uwadze, śledząc wyniki ankiety opublikowanej w komunikacie z 28 grudnia ubiegłego roku. Wyniki europejskiej ankiety katastralnej 25 krajów uczestniczących w ankiecie to: Austria, Belgia, Bułgaria, Cypr, Chorwacja, Republika Czeska, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Łotwa, Litwa, Niemcy, Norwegia, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia, Szwecja, Szwajcaria i Wielka Brytania. Grupa robocza zdefiniowała geodetę katastralnego jako osobę (fizyczną lub prawną) upoważnioną do oficjalnego wykonywania zadań geodezji katastralnej, określania granic własności nieruchomości (i innych danych) i tworzenia niektórych dokumentów związanych z własnością nieruchomości. Geodeci katastralni wykonując powyższe zadania mają na uwadze wymagania krajowe zdefiniowane na ogół przez prawo. Działalność katastralna jest zazwyczaj uregulowana przez państwo i tylko licencjonowane osoby są dopuszczone do jej wykonywania. Stan rzeczy, odniesienia Najważniejszą działalnością geodezji na rynku nieruchomości jest dostarczanie dokładnych i wiarygodnych (prawnych) danych odnośnie własności. Jakkolwiek jest to najbardziej powszechna działalność wykonywana przez geodetów w całej Europie, to różne kulturowe, polityczne, prawne i inne nie wymienione elementy krajowe wpływają w sposób istotny na wykonywanie tej działalności. Prawo i inne regulacje opisujące krajową geodezję i działalność katastralną, np. Prawo Katastru Nieruchomości czy Prawo geodezyjne i kartograficzne - definiują zakres i wymagania odnośnie działalności geodezyjnej. Zazwyczaj krajowe agencje map są upoważnione do zapewnienia i nadzoru nad właściwą implementacją prawa i innych regulacji, dlatego współpraca i interakcja między geodetami a krajową agencja map jest niezbędna. Niezależnie od prawa krajowego, w najbliższej przyszłości europejskie trendy liberalizacji rynku wewnętrznego będą miały istotny wpływ na działalność katastralną. Generalne wymagania odnośnie liberalizacji usług są zamieszczone w dyrektywie usługowej na rynku wewnętrznym (2006/123/EC, 12 grudnia 2006 r.) Innym istotnym dokumentem, w którym opisane są wymagania dotyczące uznania kwalifikacji zawodowych jest dyrektywa (2005/36/EC, 7 września 2005 r.). Grupa robocza wzięła ponadto pod uwagę:
Ramy prawne W zależności od krajowych struktur organizacyjnych i prawnych geodezja katastralna może funkcjonować jako indywidualne, fizyczne jednostki prawne, jako osoby prawne w przedsiębiorstwie lub organizacji publicznej bądź jako kombinacja obydwu form. Są państwa gdzie nie istnieją licencjonowani geodeci katastralni (Norwegia, Hiszpania i Szwecja), w niektórych państwach zadania katastralne są wykonywane przez osoby zatrudnione w krajowej agencji map (np. Szwecja), zatrudnione w administracji samorządowej (np. Norwegia) albo są indywidualnie kontraktowane przez administrację publiczną (np. Hiszpania). Generalnie w Europie: 25% zadań katastralnych wykonywanych jest przez osoby fizyczne, 36% zadań wykonywanych jest przez osoby prawne, 40% zadań wykonywanych jest przez obydwie formy. Zdaniem autorów raportu ilość geodetów w poszczególnych krajach zależy od wielkości rynku nieruchomości i wielkości prac generowanych przez ten rynek. Doszli do interesującej konkluzji, że w krajach Europy Wschodniej restytucja prawa własności, prywatyzacja gruntów oraz instytucja katastru ciągle jeszcze intensywnie rozwijają się, dlatego ilość geodetów jest znacznie wyższa od krajów Europy Zachodniej. Do takich wniosków skłoniła autorów największa w Europie ilość geodetów katastralnych przede wszystkim w Polsce, których ponoć jest aż 7000, a tuż za Polską znajduje się Rumunia 5400 i potem Republika Czeska 2000. Dopiero na czwartym miejscu znalazła się Francja z 1900 Géomètre-Expert, a Niemcy z 1500 geodetów publicznie mianowanych plasują się ex aequo na miejscu 6 do 9 razem z Bułgarią, Grecją i Łotwą. Żadnych geodetów katastralnych nie wykazały Hiszpania, Holandia, Litwa i Norwegia. Taka opinia poszła w świat i nikt nie uwierzyłby mi, gdybym próbował wyjaśnić, że z tych 7 tysięcy katastralników w Polsce nawet 1% nie wie co to jest kataster i że w Polsce żadnego katastru nie ma, a to że ustawodawca nazwał ewidencję gruntów katastrem jest sprawą całkowicie umowną. Posiadanie uprawnień z dwójki nie jest równoznaczne licencji z zakresu katastru. Podejrzewam, ze podobnie jest w Rumunii. Każdy sądzi według siebie. W taki jak wyżej wymieniony sposób przygotowuje się w Europie stanowienie prawa. Należy przypuszczać, że na podobnych zasadach powstała dyrektywa INSPIRE. Dalej w raporcie po zestawieniu indywidualnych licencjonowanych geodetów katastralnych następuje kolejne zestawienie z wyłuszczeniem przedsiębiorstw zajmujących się katastrem. W Polsce znowu jest ich najwięcej, bo 1590, zatrudniających średnio 5 osób w firmie, Na drugim miejscu jest Francja z 1390 przedsiębiorstwami zatrudniającymi średnio 1 osobę. Są to oczywiście biura Géomètre-Expert, które potrafią zatrudniać i 10 osób, ale licencję ma jeden, to wykazali jednego na biuro. Na trzecim miejscy plasują się Czesi z 780 przedsiębiorstwami, zatrudniającymi średnio 3 osoby, na czwartym Serbia, ze średnio 2 osobami, na czwartym Rumunia ze średnio 9 osobami. W Wielkiej Brytanii, gdzie nie ma katastru, wykazano 20 przedsiębiorstw ze średnio 15 zatrudnionymi. Chciałbym przypomnieć, że ten materiał będzie źródłowym do podejmowania decyzji o ujednolicaniu struktur katastralnych w Europie i że na podobnej zasadzie powstaje w Zjednoczonej Europie wiele regulacji prawnych. A potem mamy obowiązek dostosowania naszego prawa do unijnego. Wszakże w grupie roboczej, która materiał przygotowała żadnego reprezentanta Polski nie było. Była tylko wypełniona ankieta, wypełniona na pewno w dobrej wierze ale do czego doszło widać z przytoczonych danych. Prawie dwukrotnie od nas większe Niemcy mające tylko 1500 katastralników, nie wykazały ponadto żadnych przedsiębiorstw katastralnych, bo funkcje te spełniają urzędy katastralne. Do jednego worka zostały wstawione dynie i kartofle i dane te uśrednia się i przyjmuje za podstawę do wyciągania wniosków. Oczywiście, że w dalszym opisie uwarunkowań organizacyjnych i prawnych różnice już nie są tak drastyczne ale faktem jest, że żadnych obiektywnych studiów nad podstawami i strukturą katastru w Europie nie przeprowadzono, poza nielicznymi obserwacjami poczynionymi przez FIG, ale też tylko w odniesieniu do wąskiej, nie reprezentacyjnej grupy krajów. Myślę, że jak na początek roku, roku gruntownych zmian także w polskim katastrze, przed podaniem następnej porcji informacji potrzebna jest chwila refleksji. Zatem do następnego tygodnia. Edward Mecha Komentarz nr 38/IV/09 28 grudnia 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Europejskie wymagania postawione działalności geodetów katastralnych 15 grudnia upłynął termin złożenia skorygowanego polskiego studium przypadku w sprawie pozycji zawodu geodety w Europie. Stowarzyszenie wystąpiło do głównych organizacji zawodowych geodetów z prośbą o ewentualne uwagi, zaprosiło do wspólnej dyskusji nad dokumentem. W dyskusji uczestniczyli tylko przedstawiciele Gównego Geodety Kraju oraz powiadomił o niemożliwości wzięcia udziału przewodniczący Polskiej Geodezji Komercyjnej. Przewodniczący Stowarzyszenia Geodetów Polskich i Geodezyjnej Izby Gospodarczej nie zareagowali, mimo, iż dyskusja odbywała się w odległości 5 metrów od siedziby GIG i 10 metrów od siedziby SGP. Uważam, iż brak uwag i chęci uczestnictwa w dyskusji na temat dokumentu jest pełną aprobatą dla zawartych w nim tez. W ten sposób wytyczony zostanie docelowy kształt sprawowania zawodu, nieco różny od przewidzianego w projekcie ustawy o informacji przestrzennej. Chciałbym bowiem zwrócić uwagę na krótką wzmiankę pod tytułem „CLGE pisze do polskiego ministra“, zamieszczoną na stronie szóstej grudniowego wydania miesięcznika GEODETA. W notatce tej zamieszczone jest następujące stwierdzenie: „Zdaniem CLGE w naszym kraju funkcjonuje zbyt duża liczba uprawnień niezbędnych do pełnienia samodzielnych funkcji w zawodzie. Fakt ten ostatecznie utrudnia swobodny przepływ europejskich specjalistów, co jest sprzeczne z dyrektywami o swobodnym przepływie usług i wzajemnym uznawaniu kwalifikacji zawodowych. Zdaniem CLGE należałoby zmniejszyć liczbę zakresów uprawnień do jednego - pomiary katastralne.“ Jest to nadzwyczaj poważny głos w dyskusji na temat ustawy o Infrastrukturze Informacji Przestrzennej, którego posłowie nie mogą zlekceważyć. Opracowanie na temat pozycji zawodu geodety w Europie jest wspólnym opracowaniem Eurogeographics i CLGE i jest jednym z kroków zmierzających do ujednolicenia funkcjonowania geodetów w Europie. Dyrektywa INSPIRE jest tylko skromną przygrywką do zmian jakie szykują się w rejestracji i obrocie nieruchomościami w zjednoczonej Europie. Jeśli CLGE zasugerowało jeden zakres uprawnień, katastralnych, to dobrze wie, jak jest i jak będzie postrzegany zawód geodety w Europie. Wspominałem już, że od momentu akcesji Polski i 9 innych krajów Europy południowej i wschodniej do Unii Europejskiej, przed pięcioma laty, bardzo zintensyfikowały się prace geodezyjnych organizacji europejskich Eurogeographics, CLGE i PCC. Przed dwoma tygodniami zakończyłem publikację dokumentu programowego geodetów europejskich. Dziś przystępuję do omawiania źródłowego dokumentu katastralnego, w którego przygotowaniu uczestniczyła również Polska. To z tego właśnie dokumentu wynika 8 asortymentów prac katastralnych, które stoją u podstaw opisu wszystkich studiów przypadku. Opublikowany w ubiegłym roku dokument pod nazwą „European requirements for cadastral surveyor activities“, co można tłumaczyć jako „Europejskie wymagania postawione działalności geodetów katastralnych“ zainicjowany został podczas zorganizowanych przez Eurogeographics w Wilnie w dniach 23-24 marca 2006 r. warsztatów na temat „Roli geodetów w utrzymaniu katastru“. W warsztatach uczestniczyło 39 specjalistów z 16 krajów europejskich, reprezentujących krajowe agencje map. W jesieni 2006 r. powołany został zespół ekspertów do spraw katastru i rejestracji praw do nieruchomości pod kierownictwem Sauliusa Urbanasa z Litwy. W skład zespołu wchodzili: Gerda Schenach z Austrii, Francis Gäbele z Belgii, Knud Villemoes Hansen z Danii, Rafic Khouri z Francji, Volkmar Teetzman i Wilhelm Zieddies z Niemiec, Anita Sidelska z Łotwy, Rob Mahoney z Anglii, Bożena Lipej ze Słowenii oraz Berny Kersten z Holandii, reprezentujący Biuro Eurogeographics. Zespół przygotował kwestionariusz rozprowadzony wśród wszystkich członków Eurogeographics, CLGE i GE (Geometr Experts jest organizacją 6 krajów posiadających geodetów publicznie upoważnionych, wykonujących funkcje w imieniu administracji publicznej, ściśle współdziałającą z CLGE).Odpowiedzi otrzymane z 25 krajów stanowiły bazę opracowania raportu. Raport ilustruje sytuację z roku 2007. W podsumowaniu dla decydentów raport stwierdza, że bezpieczeństwo posiadania jest fundamentem stałego i prosperującego społeczeństwa oraz nowoczesnej gospodarki. Europejskie organizacje katastralne i rejestrujące prawa do nieruchomości od dawna zapewniają bezpieczną, wiarygodną i oficjalną informację. W wielu krajach członkowskich działalność katastralna jest powierzona dobrze wykwalifikowanym i odpowiednio licencjonowanym geodetom prywatnym. Podczas gdy stopień wymagań dla regulacji rozpoznania kwalifikacji zawodowych i dyrektywa usługowa na rynku wewnętrznym rozpoczęły wywieranie wpływu na rynku geodezyjnym, istnieją ciągle jeszcze istotne różnice w niezbędnych standardach dla geodetów zajmujących się katastrem w państwach członkowskich. Raport wskazuje na to, że na rynkach krajowych i europejskim istnieje więcej potrzeb w zakresie zwiększenia zgodności kwalifikacji i licencjonowania zawodu a mniej w zakresie wynagradzania i ubezpieczenia oraz ciągłego rozwoju zawodu i ustawicznego kształcenia. Temat zaspokojenia tych potrzeb był przedmiotem rozwinięcia w krótkiej i wspólnej europejskiej strukturze rozpoznania potrzeb zawodu geodetów katastralnych. Zdaniem autorów raportu znalezienie porozumienia dla zbudowania „platformy“ wynikającej z unijnej dyrektywy 2005/36 odnośnie wzajemnego uznania kwalifikacji może być drogą do zdefiniowania europejskiego standardu funkcjonowania geodetów katastralnych w Europie. W zakończeniu podsumowania dla decydentów znajdujemy stwierdzenie, że trzy organizacje: Ankieta
W celu wykonania zadania powołana w Wilnie Grupa robocza opracowała ankietę zawierającą 43 pytania zgrupowane w 6 działach:
I tak w ramach Spraw ogólnych pytania obejmowały:
W ramach Zadań i obowiązków geodetów katastralnych pytania były związane z:
W ramach Prawnych pytania dotyczyły:
W ramach Licencjonowania pytania identyfikowały:
W ramach Nadzoru pytania dotyczyły:
W ramach Odpowiedzialności pytania obejmowały: Czytając pytania, osobiście mam wątpliwości co do bajki, z której one zostały wyprowadzone, ale skądinąd wiem, że to są realia innych krajów europejskich. Na tle tych pytań widać jak władze geodezyjne i geodezyjne organizacje zawodowe sponiewierały profesję geodety katastralnego w Polsce. Nie wiem kto z Polski odpowiadał na pytania ale miał naprawdę ciężkie zadanie. Jakie rezultaty uzyskano w wyniku wypełnienia ankiety będzie przedmiotem treści następnych komentarzy, już w roku 2010, który za kilka dni będziemy witać. Składam wytrwałym czytelnikom komentarzy najserdeczniejsze życzenia noworoczne. Oprócz zdrowia i sukcesów zawodowych oraz rodzinnych, życzę czytelnikom i sobie, aby się nie spełniły dość pesymistyczne przewidywania zamieszczone w wielu komentarzach, choć osobiście podzielam jedną z maksym prof. Z. Adamczewskiego, że jak ma być źle, to będzie jeszcze gorzej. Przede wszystkim życzę jednak uproszczenia reguł wykonywania zawodu. Aby obowiązujące nas standardy nie liczyły kilku tysięcy stron (800 stron rozporządzeń wykonawczych do ustawy IIP dotyczy tylko 14 aktów nowych i zmienianych. Z niezmienianymi przekroczy 2000 stron. Jeśli dodać 2000 stron aktów wykonawczych do dyrektywy INSPIRE jest się czego uczyć. A 40 tys. km2 mienia Skarbu Państwa brakuje). Życzę autorom regulacji prawnych stanowionych dla geodezji, aby zechcieli skorzystać z doświadczeń przedwojennych mierniczych przysięgłych. Śp. kolega Alojzy Piecuch niezmiennie chwalił się swoim angażem z 1935 r. na ucznia do mierniczego przysięgłego. Angaż liczył tylko dwa paragrafy. Paragraf pierwszy brzmiał “Szef ma zawsze rację“, a paragraf drugi „W przypadku jakichkolwiek wątpliwości - patrz paragraf pierwszy“. Edward Mecha Komentarz nr 37/IV/09 21 grudnia 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Z okazji Świąt Bożego Narodzenia składam w imieniu koleżanek i kolegów ze Stowarzyszenia oraz swoim własnym najserdeczniejsze życzenia spokoju, radości i refleksji nad źródłami zadowolenia, które dał nam czas miniony i które możemy pomnażać w przyszłości, pamiętając, iż są to święta szczególne, podczas których nad doznaniami materialnymi przeważają duchowe. Niestety, od doznań materialnych trudno jest uciec, bo świat na nich jest zbudowany. Rządzi ten, kto ma pieniądze. Kto ich nie ma, żyje „na zeszyt“; pojedynczy ludzie i całe kraje, zaś sklepikarz upycha tym „z zeszytu“ towar gorszej jakości i przeterminowany, bo straty mniejsze. Do takiej świątecznej refleksji naprowadził mnie niby dowcip z ANGORY z dnia 13 grudnia br. Przytoczę go w pełnym brzmieniu; Wycieczka zwiedza nowoczesny zakład produkcyjny. W czasach przedkomputerowych kierowałem zakładem pracy obsługującym duże miasto. Od tamtych czasów zmalała prawie o 10 % ilość mieszkańców tego miasta a wzrosło trzykrotnie zatrudnienie obsługującego zakładu, doszły setki komputerów i znacznie wydłużył się czas obsługi mieszkańców miasta. Sądzę, że sytuacja jest podobna w innych jednostkach administracyjnych. Stąd nie dziwi poziom długu publicznego, jakość towarów na rynku (towary tego samego producenta mają wyższą jakość zagranicą, niż w kraju!), czy sprawność systemów zarządzania. Zagraniczni „sklepikarze“ najpierw wykosili nasze zakłady produkcyjne, a teraz „na zeszyt“ upychają przeterminowane towary. W dodatku dyktują co mamy kupić i za ile. Takim najbardziej spektakularnym i bardzo kosztownym przykładem były samoloty myśliwskie ale w ostatecznym rozrachunku nie wiele im ustępują systemy zarządzania przestrzenią. Nie w pojedynczych przypadkach, a w skutkach, gdyż brak 40 tys. km2 powierzchni kraju znacznie przewyższa wartość samolotów myśliwskich.
I to jest o wiele większe zagrożenie, niż strata iluś tam miliardów zbędnie wydanych środków, czy nadmiernie wzrastających kosztów obsługi. Po cichu, bez udziału parlamentu zrodził się dyktat systemów komputerowych w miejsce państwa prawa. Pozornie systemy budowane są w oparciu o prawo. W rzeczywistości systemy komputerowe kreują, a właściwie zastępują prawo. Użytkownika prawo nie interesuje. Wykonuje to co mu system każe. On ma wykonać zadanie i zrobi to, co każe system, a nie prawo. W ewidencji gruntów i budynków mamy kilka systemów, które przekłamują dane i nikt z użytkowników nie zwrócił na to uwagi. Przekłamują w trakcie wspomaganego przerzutu systemem SWDE, który część przekłamań pozwala wychwycić, ale nie wszystkie i nie zawsze. SWDE , który jest dobrze przygotowanym formatem wymiany danych, przywiązanym, niestety, do nieudolnie zredagowanego rozporządzenia ewidencyjnego. Jak na czasy w których SWDE powstało, jest wyjątkowo nowoczesne, szkoda, że kontestowane przez TANGO.
Po prawie dziesięciu latach funkcjonowania, na SWDE poprzedzone SWING-iem, przyszedł czas przystosowania do standardów ISO. Wziął się za to Geodeta Mazowsza, a w jego imieniu Opekieka Elbląg z podwykonawcą, który według swoich enuncjacji zintegruje europejskie dane z zakresu ochrony środowiska (oparte na modelach). Wyszło jak zawsze. Dużo stron, za duże pieniądze, robota wykonana, efekt do szuflady. Najbardziej boli fakt, że miało to być potężne wsparcie dla projektu ustawy o Infrastrukturze informacji Przestrzennej. Po wielkim nagłośnieniu języka UML i propozycji zmian do przepisów, jakie miały być rezultatem mazowieckiego projektu, na 777 stronach projektów przepisów wykonawczych do ustawy znalazłem w jednym miejscu ślad przypominający opracowanie elbląskie. A przecież wszystkie przepisy wykonawcze do dyrektywy INSPIRE bazują na modelach wynikających z ISO 19100. Nie ten wykonawca, nie te kompetencje. Gdyby to od początku było zgrane z Wytycznymi INSPIRE w sprawie działki katastralnej, które nie zawahały się przed sięgnięciem do nie obowiązującego jeszcze, choć gotowego, standardu katastralnego, być może można by wykorzystać elbląskie opracowanie do skorygowania i następnie wdrożenia przepisów wykonawczych do zmienianej ustawy Prawo geodezyjne i kartograficzne. Jakkolwiek stan pozostałych norm ISO z serii 19100 nie bardzo jeszcze na to pozwala. Ponieważ tego nie zrobiono, praca zapewne uzyska zaszczytny tytuł półkownika. A dlaczego stan polskich norm ISO 19100 nie pozwala na szersze ich wykorzystanie? Bo uniemożliwił to KT 297 PKN, do którego mam niezbyt chlubną przyjemność należeć. Nie potrafił nadążyć z tłumaczeniem norm, nie potrafił ujednolicić słownictwa, niepotrzebnie zablokował proces porządkowania systemów wydaniem polskich norm w języku angielskim, jakby wszyscy biegle tym językiem władali, co nawet gdyby, to musieliby się posiłkować ujednoliconym słownictwem do czego jeszcze bardzo daleka droga. Przeciwnikiem nr 1 ujednoliconego słownictwa jest przewodniczący komitetu, który jak Rejtan broni różnorodności tłumaczeń z uwagi na kontekstowość języka polskiego. Z pewnością przewodniczący ma rację w odniesieniu do poezji ale nie w odniesieniu do modeli informatycznych, w których każdy znak odgrywa istotną rolę. Do historii przejdzie tłumaczenie angielskiego instance na instancję. Instance oznacza przypadek lub przykład, może też w pewnych okolicznościach oznaczać instancję ale w powszechnym użyciu nie ma nic wspólnego z instytucją wyższego rzędu. W katastralnej normie ISO 19152 instance występuje ponad 100 razy, oczywiście jako „przypadek“. Ileż by to instancji trzeba by stworzyć dla polskiego katastru, który formalnie ma drugą instancję, w praktyce jest jednoinstancyjny i z tego powodu jest niemiłosiernie wykoślawiany przez sądownictwo administracyjne, myślę o tak zwanych wyrokach rzeszowskich, czemu poświęcę odrębny komentarz. Nic pomagały żadne tłumaczenia. Przewodniczący jest niereformowalny. A kiedy wydawało się, że podczas zmiany kadencji, być może zastąpi go ktoś bardziej otwarty na argumenty, to okazało się, iż PKN wymyślił nową strategię demokracji polegającą na kontynuacji funkcji lidera. Znaczy się skład komitetu wybiera się nowy, bo organizacje rekomendujące jego członków biorą na siebie ciężar ich finansowania, ale zostawia się starego przewodniczącego, aby kontynuował pracę. Rozwiązanie iście genialne, które ma szansę zaistnieć również w polityce. Chyba , słusznie, bo ograniczyłoby wojny na górze, którym nie ma końca. Np. wybory do Sejmu nowe, ale Marszałek ma pozostać stary, aby tym nowo wybranym nadać jedynie słuszny kierunek. W polityce takie rozwiązanie chyba miałoby jakiś sens. W normalizacji, też, jeśli porozumiewać się jednym językiem. Jeśli jednak w ramach jednego języka dopuścimy gwary, a coś na wzór różnych gwar ma miejsce z tłumaczeniem standardów ISO z serii 19100, to powtórkę z historii starożytnej w postaci, tym razem geodezyjnej wieży Babel, mamy jak w banku. I tak oto oprócz historycznego odniesienia zbliżających się Świąt, do narodzin Chrystusa, które rozpoczęły liczenie czasów naszej ery, znaleźliśmy się w czasie i przestrzeni w tamtym rejonie, postrzeganym za kolebkę współczesnej cywilizacji, rejonie, który pod względem kartograficznym tak świetnie dokumentuje prof.Linsenbarth, o czym napomykałem już wiele razy. Rejon ten jest godny zainteresowania jeszcze z innego względu. Jak już też wspominałem kilka razy, bogate państwo Izrael jako jedno z pierwszych opublikowało w Internecie 400 warstw swoich GIS-ów, w tym katastralną. Jaki podniósł się szum lepiej nie mówić. Szczegóły sytuacyjne rozjeżdżały się tak jak nasze granice po wektoryzacji, urządzenia nachodziły na budynki, granice cięły nieruchomości sąsiadów. Rząd nie patrząc na koszty zdecydował się na szybkie założenie porządnego katastru, jako układu referencyjnego dla pozostałych informacji. I zrobił to w trzy lata, na terytorium wprawdzie 15 razy mniejszym od Polski, ale zrobił. Myślę, że był to jeden z argumentów, który przekonał Słowaków do powierzenia założenia katastru przedsiębiorstwu izraelskiemu. A zanosiło się na Słowacji na wątek polski, bo doradcą do spraw informatyzacji geodezji był tam polski profesor. Jeśli więc już grozi Polsce osiągnięcie w okresie 10 lat zadłużenia publicznego w wysokości 100 proc.PKB , to jest ponad 1 bln zł, a koszt obsługi zadłużenia zbliży się do połowy rocznego budżetu państwa, to może warto pochylić się nad poprawną rejestracją mienia Skarbu Państwa, które choć już mniejsze od długu, to ciągle jeszcze jest gwarantem wypłacalności. Tym bardziej, że dojdą koszty walki z globalnym ociepleniem a zapewne i składki na wykup bankruta, jakim staje się Grecja po osiągnięciu długu publicznego w wysokości 135 % PKB. Aby jednak zarejestrować mienie w sposób informatyczny, jednolity i pełny, trzeba dysponować spójnym systemem standardów technicznych. A swoją drogą, to żądanie systemu informatycznego prawie w każdym akcie prawnym, jest zastanawiające. Jak nie było informatyzacji, nie było tak monstrualnych błędów jakie zdarzają się obecnie. Udało się jednak lobby informatycznemu (bez korzystania z ustawy lobbingowej) wymusić stosowanie protez w miejsce zdrowego rozsądku. I tak w ustawie o IIP mamy już tylko bazy danych, choć papierowe mapy i rejestry przeżyją jeszcze kilka pokoleń i będą doskonałym narzędziem do prostowania błędów w bazach danych. Jak już zatem informatyzacja być musi, to muszą istnieć dobrze przetłumaczone i sensownie do naszych warunków adaptowane standardy, bo niestety, standardy wymuszają prawo a nie prawo standardy. Wprawdzie ponad 800 stron Prawa geodezyjnego i kartograficznego, które trafiły do Sejmu, jeszcze napisanych zostało w oparciu o logiczne założenia analogowe, ale jeśli mają funkcjonować w systemie informatycznym, to szybko zweryfikowane zostaną przez standardy, których nie ma. Też dziwoląg, którego w historii ludzkości nie było, ale z początkiem XXI wieku stał się faktem, co trzeba przyjąć do wiadomości. Atmosfera Świąt jest po temu sprzyjająca. A propos standardów, użyłem w ubiegłym tygodniu słowa „szefcowania“. Zwrócono mi uwagę, że zamiast „f“ powinno być użyte „w“. I tak i nie. Rzeczywiście źródłem określenia była czynność naprawy butów dokonywana ongiś przez szewca lub też nakładania szwów, bo taki charakter miały operacje naciągania wyników pomiarów (aby pasowały do standardów, jakim były instrukcje techniczne - jeden z najstarszych standardów na świecie). Czasy się jednak zmieniły, narzędzia i metody pomiarowe znacznie udoskonaliły i naciąganie zmieniło swój charakter. Dziś problemem nie jest dokładność pomiaru a identyfikacja obiektu i sposób jego obrazowania. Zarówno w generalizacji terenowej, jak i w redagowaniu mapy, czy rejestru, występuje element podejmowania decyzji, element władczy przynależny szefom. Nie jest to typowe szefowanie a właśnie szefcowanie, którym zwłaszcza cechują się GIS-y tworzone z digitalizacji map i zdjęć różnej dokładności. Modelowanie leżące u podstaw norm ISO 19100 też jest swego rodzaju szefcowaniem, bo z pozycji władczej zamyka formy naturalne w zestawie punktu, linii (polilinii) i powierzchni. Wektoryzacja działek ewidencyjnych była i szefcowaniem i szewcowaniem. Modernizacja ewidencji gruntów wykonywana bez imiennego powiadomienia posiadaczy jest tylko szewcowaniem. Obydwa określenia są żargonalne ale dobrze ilustrują problem standaryzacji. To tak jak z błędem i odchyłką. Operujemy pojęciem błędu średniego rozumiejąc pod nim odchyłkę. Wszakże błąd jest jednosylabowy, łatwiej się wymawia i tak jest przez geodetów używany, wzbudzając popłoch wśród osób trzecich. Był nawet taki prezes GUPK, który stanowczo domagał się od geodetów pomiarów bez błędów, czego z okazji świat wszystkim geodetom z całego serca życzę. Edward Mecha Komentarz nr 36/IV/09 14 grudnia 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Świat według blondynki Po raczej trudnej lekturze dokumentu programowego geodetów europejskich wypada, w obliczu zbliżających się świąt, podjąć temat pozornie lżejszy. Pod nazwą „Świat według blondynki“ nadawana jest audycja w Radiu ZET, całkiem nieźle redagowana, w której interesujące ciekawostki z całego świata podawane są w formie nieudziwnionej: normalnej, rzeczowej, pozbawionej wszechobecnej w mediach sensacji. I tak sobie myślę, że krążące o blondynkach dowcipy są formą frustracji i zazdrości mężczyzn, którzy zgarnąwszy tyle władzy ile tylko było możliwe, zdają sobie sprawę z mizernych efektów jej sprawowania, więc odreagowują na blondynkach. Dla przykładu poziom długu publicznego i dziennie spłacanych 100 mln zł odsetek od niego, są już tak wysokie, a tempo narastania coraz wyższe, że gwałtownie szuka się tematów zastępczych. Jako remedium wymyślono np. system kanclerski, który tak dobrze sprawdza się za zachodnią granicą, że przypuszczalnie ma pomóc i nam. Zapomniano tylko, iż kanclerz, który imponuje całej Europie i po prawdzie faktycznie nią rządzi, jest nadzwyczaj uzdolnioną blondynką, wypełniającą swą funkcję, jak matka, która w tamtejszym kręgu kulturowym dzierży władzę absolutną. W sytuacji kryzysowej każe ciąć budżet o tyle, o ile my się dalej zapożyczamy, a przecież tam odsetki od długu publicznego płacą wielokrotnie mniejsze, bo i dług publiczny jest znacznie mniejszy, a zaciągnięty został dla ratowania rodzimego przemysłu. Ten przemysł zapracuje na likwidację długu publicznego. Nam rodzimego przemysłu zostały śladowe resztówki. Jak mały Jasiu w kraju kanclerz blondynki otrzyma w prezencie pieniążek, to wkłada go do świnki lub pyta mamę o zgodę czy może kupić loda. A pytać mamy nie lubi, więc indaguje ojca, kiedy wreszcie może przestać pytać mamę o zgodę. Na co słyszy, iż jak dorośnie. Jeśli Jasiu jest bystry, to ojciec musi liczyć się z ripostą, kiedy wreszcie dorośnie tata? W kręgu kulturowym kraju kanclerz blondynki finanse gospodarstwa domowego były zawsze domeną pani domu a teraz ekonomią najsilniejszej gospodarki Europy zarządza blondynka. W bliższych nam temacie geodezji, której jednak od gospodarki oderwać się nie da, od prawie dwóch lat wyraźnie się uspokoiło, chociaż jeszcze nie ma radykalnych zmian i chyba nie będzie. Pojawiła się jednak nadzieja na racjonalne rozwiązanie problemów gospodarowania przestrzenią. Fakt, iż sprawy sterowane są przez kobietę o jasnej barwie włosów nie jest bez znaczenia. Za sprawą koleżanki Ludmiły Pietrzak pojawiły się, wreszcie, zdroworozsądkowe komentarze geodezyjno-prawne: pierwsze, odważne, nie lukrowane akademickim lizusostwem. Ktoś kiedyś musiał zacząć nazywać sprawy po imieniu. Wypada tylko pochylić czoła przed złotowłosą czarodziejką, która tego dokonała. Zdałem sobie z tych wszystkich faktów nagle sprawę, gdy od koleżanki po fachu, o włosach ongiś koloru blond, teraz bardziej dystyngowanych, usłyszałem, że trzeba zaspokoić potrzeby świata geodezyjnego i tego rzeczywistego. I to właśnie jest sedno sprawy. Funkcjonowanie obok siebie dwóch światów: - Jednego, jakim świat jest w odbiorze specyficznej grupy ludzi, geodetów, rejestrujących przestrzenne aspekty funkcjonowania świata. Ten świat możemy nazwać geodezyjnym i różni się on od rzeczywistego zespołem przepisów, standardów, nawyków, często lokalnych, - Drugiego, odbieranego przez przeciętnego Kowalskiego, w którym Kowalski chce żyć, być, mieć. Ten drugi świat określa się mianem świata rzeczywistego, choć wcale to nie jest takie oczywiste. Istnienie dwóch światów, z których wbrew logice świat rzeczywisty staje się powoli światem wirtualnym, a sztuczny, rejestrowy świat geodezyjny staje się powoli historyczną rzeczywistością, dokonuje się na naszych oczach. Przestrzeń, w której żyjemy, funkcjonuje nie taka , jaką jest, a jak jest opisana na mapach , w rejestrach. Każdy szczebel administracji, który przestrzenią zarządza, który ją kształtuje, oczywiście w imieniu obywateli, bo taki jest układ funkcjonowania społeczeństw demokratycznych, niby działa w świecie realnym, a de facto w przestrzeni opisanej przez geodetów, kartografów, geografów. Podejmowane decyzje są na tyle trafne, na ile są precyzyjnie opisane w przesłankach do ich podejmowania, czyli w mniej lub bardziej dokładnym modelu przestrzeni. Mapy są takim modelem, rejestry też. Doskonale zdają sobie z tego sprawę rozwinięte społeczeństwa zachodnie i robią wszystko, aby przy modelowaniu map,rejestrów nie ucierpiał obywatel. My, niestety, modelujemy jak za czasów realnego socjalizmu, nie patrząc na interes obywatela. Obywatel, czyli podmiot, na ogół jeszcze nie wie, że za sprawą geodetów, zamiast w garnitur, ubierany jest w kufajkę. Tego faktu nie widzą ani nie rozumieją rządzące elity polityczne, bo ich celem nadrzędnym jest przetrwanie na szczycie, gdzie żyją w świecie obietnic i złudzeń. Aby je spełnić, chociaż w części, zwiększają coraz bardziej dług publiczny. Co dług oznacza, wie Kowalski, który wziął kredyt hipoteczny. Jak oszczędzał i odkładał pieniążki na lokacie to dostawał od banku per saldo nie więcej niż 2% (w ongiś tak zwanych walutach wymienialnych), jak zdarzyło mu się wziąć kredyt, to poniżej 10 % nie zejdzie, przy czym najpierw spłaca odsetki i obsługę, potem przez 20, 30 lat resztę, a w międzyczasie banki wymyślą jakiś kryzys. Zanikło w użyciu, kiedyś bardzo popularne słowo „lichwa“. Chyba nadszedł czas, aby je sobie przypomnieć. Nie widzą i nie rozumieją skutków tworzenia wirtualnego świata informatycy, którym wydaje się, iż możliwe jest stworzenie uniwersalnego modelu funkcjonowania świata, do którego próbują wtłoczyć życie. Stworzenie takiego modelu to sens ich istnienia. Bez niego byliby niepotrzebni. Nie można go stworzyć bez modelowania przestrzeni i zapisania jej w rejestrach. Stąd tak wielkie zainteresowanie GIS-ami, infrastrukturą danych przestrzennych. Wszystko to jednak kosztuje i dług rośnie. Widzą natomiast i czują problem kobiety, zwłaszcza te u władzy, bo w ich genach zakodowane jest przetrwanie gatunku i nie podejmą działań przeciwko przyszłym pokoleniom. Widzenie świata według blondynki, jest widzeniem świata przez kobiety, spośród których blondynki, z uwagi na jaskrawość wyróżnika włosów w otoczeniu, podobnie jak u mężczyzn łysiny, bardziej rzucają się w oczy. Zatem żarty mężczyzn o blondynkach, dotyczą generalnie płci odmiennej, płci wyróżniającej się, co przyznaję z niechęcią, strategicznym myśleniem, a to chłopów boli. Te wszystkie nieprzewidywalne reakcje kobiet kierowców, też mają swoją logikę - kobiecą, dla mężczyzn trudno zrozumiałą. Przed kilkoma dniami byłem świadkiem stłuczki trzech samochodów na skrzyżowaniu. Każdy z kierowców był przekonany, iż ma pierwszeństwo. Każdy z kierowców był kobietą. Żaden nie był blondynką. Oczywisty według spojrzenia żeńskiego, czyli umownie „według blondynki“ podział na świat geodezyjny i rzeczywisty polega na tym, że według geodetów świat jest taki jakim go widać w określonym miejscu i czasie oraz jakim go zarejestrowano. Np. budynek ma swoje wymiary, współrzędne i np. literkę i. Jak został namierzony i zarejestrowany, tak już będzie, praktycznie na zawsze. W świecie rzeczywistym budynku może już nie być, mógł zmienić swoją funkcję np. na hotel, mógł zmienić ilość kondygnacji, kształt (przybudówki) itp. Umowna blondynka widzi funkcje użytkowe budynku. W sposobie myślenia „umownej blondynki“ przeważa aspekt praktyczny, czemu budynek służy, jak można go praktycznie wykorzystać. I trzeba przyznać, że to kobiecy punkt widzenia jest bardziej zbliżony do postrzegania społecznego, do aktualnej rzeczywistości. Z tym, że ten tzw. świat rzeczywisty w istocie jest światem wirtualnym, bo dokumentuje to co widać na zdjęciu, co zapisano w jakiejś bazie danych, bardzo często zdigitalizowanej ze starych map topograficznych, co wcale nie musi odpowiadać rzeczywistości. Przed dwoma tygodniami zaprezentowałem dwie mapki, bez komentarza. Ich autorzy z pewnością są przekonani, iż wykonali pożyteczną robotę i że są co najmniej kartografami, bo chyba do geodezji nie aspirują. Ocenę pozostawiłem czytelnikom. Gdyby mnie ktoś zapytał, czy potrafię wyrwać sobie zęba, to bym potwierdził, bo kilka mlecznych usunąłem sobie palcami ale do miana dentysty nie aspiruję. Jest w Katowicach taka ulica, długości około 200 m., która w okresie 70 lat 8 razy zmieniła nazwę (Quer,Poprzeczna,Pierackiego, Molwitz,Poprzeczna, Korfantego, Wieczorka i Staromiejska). Budynki i ich numery pozostały bez zmian, choć funkcje zmieniły się wielokrotnie. Ale lokalizacja jest niezmienna, chociaż po wektoryzacji, IPE i LPIS mogła się też zmienić lokalizacja. Z prawnego punktu widzenia dowodem jest to, co zapisano w rejestrze przed iluś tam laty, a ponieważ właściciel miał obowiązek zgłaszania zmian, domniemuje się, iż prawdziwy jest stan zapisany. Najistotniejsze zaś jest to, że pod jakością zapisanych danych podpisał się ktoś z licencją, kto za zamieszczone tam dane odpowiada do końca życia, a złe imię za niechlujne pomiary ciągnie się po wsze czasy. Twórca najbardziej skomplikowanego komputera, po jego sprzedaży i upływie gwarancji, niczym się już nie martwi, choćby komputer łącznie z danymi geodezyjnymi rozsypał się w pył. A twórcy danych geodezyjnych, jeszcze się w grobie obracają, czy aby ktoś nie odkryje szefcowanego (za życia) pomiaru. Szczęśliwi są tylko ci, co nigdy w życiu nie zrobili żadnego pomiaru ale mogą tworzyć przepisy i standardy, bo za to się nie odpowiada. Wspominałem już w komentarzach o takim inżynierze z Gliwic, który w latach dwudziestych ubiegłego wieku robił pomiary zza biurka. Jego nazwisko w szkicach podstawowych jest postrachem po dzień dzisiejszy i tak już pozostanie. Myślę, że po latach nasi wnukowie będą tak wspominać tych co robili wektoryzację i LPiS. Ale wtedy lokalne węzły katastralne będą już tak rozwinięte, a młodzi ludzie wyedukowani, że sprawdzenie zapisów katastralnych, wieczysto-księgowych i finansowo-podatkowych będzie tak proste i oczywiste jak dziś internetowe sprawdzenie swojego konta w banku. Wtedy dopiero nasze dzieci i wnuki będą oceniać współczesnych geodetów z byłym prezesem Albinem na czele, tak jak kolega Jan, też z Gliwic namiętnie oceniał geodetów powojennych, jako przyniesionych na moskiewskich bagnetach. Oni wszakże jeszcze przez 7 lat nosili tytuł mierniczych przysięgłych i na takie błędy identyfikacyjne jak obecnie, by sobie nie pozwolili. Bardzo zbliżony punkt widzenia do punktu widzenia blondynki reprezentują obecnie władze Komisji Europejskiej. Być może dlatego, że jest tam duża reprezentacja kobiet, być może dlatego, że jednak większość urzędników unijnych wywodzi się z krajów bardziej rozwiniętych. Ale prawda jest taka, że w dokumentach unijnych na plan pierwszy wybija się użyteczność i funkcjonalność, choć niekiedy przesadna, jak z krzywizną ogórka. Geodetów interesuje droga i kolej, to co widać w terenie. Urzędników unijnych interesuje system transportowy. Dla geodetów tory w terenie, to kolej. Dla tych z Unii jak kolej nie funkcjonuje, to jej nie ma. Dla geodety dom, to dom. Dla tych z Unii, dom to funkcje, które doraźnie spełnia. Blondynka patrząc na dom widzi w nim przydatność do zamieszkania rodziny lub spełniania funkcji związanych z wychowaniem dzieci. Geodeta widzi współrzędne, wymiary i ewentualnie centroid. Geodeta blondynka widzi jedno i drugie, dlatego w administracji terenowej mamy zdecydowaną przewagę kobiet, które lepiej konsumują funkcje użytkowe prac geodezyjnych. I to właśnie ilustruje teza o dwóch światach: geodezyjnym i rzeczywistym, choć rzeczywistość zależy od perspektywy czasowej. Im perspektywa ta się bardziej wydłuża, tym bardziej rzeczywistym staje się świat geodezyjny, bo dokumentuje przejawy rzeczywistości, które z pewnego oddalenia czasowego kreują tę rzeczywistość. Przepięknie opisuje to prof. Adam Linsenbarth w swoich artykułach na temat kartografii biblijnej. Przecież cała starożytność, to jedno pasmo dokonań ówczesnych geodetów i kartografów. A proszę spojrzeć na wykopaliska, starożytne miasta i fortyfikacje: to niemy rejestr sztuki budowlanej opartej zawsze, na sztuce geodezyjnej. Civil engineer, to w jednej osobie geodeta i budowlaniec. Tak zaraz po wojnie próbowano kształcić na Politechnice Warszawskiej. Stąd stwierdzenie, iż trzeba zaspokoić potrzeby świata geodezyjnego i świata rzeczywistego, nabiera zupełnie innego znaczenia. Nie istnieje geodezyjna sztuka dla sztuki, bo nie miałaby ona sensu. Geodezyjna sztuka ma być społecznie użyteczna. Jeśli jakiś starosta trzyma dane ewidencyjne dla siebie i nie chce ich udostępnić gminie, to strzela sobie bramkę samobójczą, bo gmina mu nie da systemu adresowego, gmina nie skontroluje mu bzdur powstałych przy okazji wektoryzacji i obydwa systemy będą ułomne. Jeśli jeden czy drugi Geodeta Województwa chce rządzić ewidencją gruntów z poziomu województwa, a wcześniej był taki co chciał rządzić ewidencją gruntów z poziomu kraju i stamtąd wydawać i kasować za wyrysy i wypisy, to mają oni duży wkład w tych brakujących 40 tys. km2 powierzchni kraju, mają też istotny wkład w niestarannej lokalizacji obszarów NATURA 2000 blokujących dla inwestycji prawie 14% powierzchni kraju (a mowa o powiększeniu do 20%). Obszary takie wyznaczono w całej Europie. Dużo obszarów o małych powierzchniach. My wyznaczyliśmy też dużo obszarów (blisko tysiąc) o ogromnych powierzchniach, często setki hektarów. Na zachodzie wyznaczono obszary Natura po działkach, a nie użytkach z ortofoto, które jak trzeba będzie określić działkami jeszcze zwiększą obszar zablokowanych terenów. Tu aż się prosi logika blondynki, której niestety przy tworzeniu Zintegrowanego Systemu Katastralnego nie było. Czy uda się teraz Głównej Geodecie Kraju? Nie wiadomo, bo ma o wiele trudniej. Dlatego ja jestem jak najbardziej za zasadą parytetu w sprawowaniu rządów. Przynajmniej będzie potem na kogo zrzucić. A może się uda? Edward Mecha Komentarz nr 35/IV/09 7 grudnia 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Dziś druga część dokumentu programowego Eurogeographics. W treści dokumentu sformułowany został sposób w jaki autorzy dokumentu, reprezentujący wszystkie organizacje zrzeszone w Eurogeographics, w tym i nasz GUGiK, widzą przyszłość katastru i rejestracji praw do nieruchomości w Europie 2012 roku. 5. Zrozumienie trendów i wyzwań Wschodzące ponad granicami państw rynki obrotu nieruchomościami w Europie Unia Europejska planuje poprzez strategię lizbońską stać się najbardziej konkurencyjną gospodarką na świecie. Rynek nieruchomości oraz powiązane z nim rynki finansowe odgrywają ważną rolę w gospodarce Unii Europejskiej. Otwartość rynków nieruchomości ma zasadnicze znaczenie dla rozwoju jednego (wspólnego) rynku europejskiego. Efektywne i skuteczne procedury katastralne oraz rejestracji praw do gruntów przyczynią się w znaczący sposób do osiągania celów strategii lizbońskiej. Organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości uznają swoją odpowiedzialność za podstawowe usługi na rzecz ewoluujących rynków obrotu nieruchomościami ponad granicami w Europie. Wiedzą one, że muszą ułatwiać zapewnienie bezpieczeństwa transakcji sprzedaży oraz obciążeń hipotecznych ponad granicami poszczególnych krajów poprzez zapewnienie dostępności do danych dot. nieruchomości ponad granicami państwowymi. 6. Rozwój krajowej i europejskiej infrastruktury danych przestrzennych Informacja katastralna, według definicji w roboczej wersji dyrektywy INSPIRE, stanowiła ważny komponent europejskiej infrastruktury danych przestrzennych. Działka (parcela katastralna) ma istotne znaczenie dla tej infrastruktury, tworząc jeden z „zasadniczych“ referencyjnych zbiorów danych dla zharmonizowanej i zdatnej do współdziałania informacji przestrzennej. Tworzy ona dostęp do informacji o charakterze prawnym, zarówno w zakresie ograniczeń w sferze publicznej jak i obciążeń prywatnych, czy też innych informacji w rodzaju informacji dot. środowiska, użytkowania gruntów, wyceny, informacji o użytkach rolnych i podziale na strefy w planie zagospodarowania przestrzennego. Takie informacje muszą nadawać się do prowadzenia wymiany (inter-operacyjności) z innymi danymi w sektorze publicznym oraz prywatnym, po to, aby można było zbudować skuteczną krajową (i europejską) infrastrukturę danych przestrzennych. 7. Rosnące zapotrzebowanie na zintegrowane informacje i usługi Organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości uznają szybkie tempo rozwoju e-administracji i e-handlu oraz to, że będą one odgrywać coraz bardziej znaczącą rolę w transakcjach nieruchomościami. Jutrzejsi uczestnicy rynku nieruchomości oczekiwać będą, że znajdą wszystkie informacje potrzebne do przeprowadzenia transakcji na rynku nieruchomości w formie elektronicznej w jednym miejscu w Internecie, oraz, iż będą mogli zawrzeć transakcję w formie elektronicznej. Stosowne informacje wymagają integracji, pozostając klasycznymi informacjami katastralnymi lub z zakresu rejestracji praw do nieruchomości, jak też informacjami o ograniczeniach typu publicznego nałożonych na nieruchomość, strefie użytkowania w planie zagospodarowania przestrzennego, czy też w ochronie środowiska. 8. Ciągle rosnąca rola organizacji prowadzących kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości Organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości rozumieją, że mogą spełniać stale rozszerzającą się rolę w odniesieniu do budowy efektywnego rynku obrotu nieruchomościami. Uznają one, że muszą być aktywnymi partnerami w zakresie zmian prawnych oraz innych dot. rozwoju, aby wypełniać swoje obowiązki jako instytucji kluczowych w zakresie świadczenia usług dla rynku nieruchomości, jak też na rzecz innych użytkowników informacji o nieruchomościach, w sektorze publicznym oraz prywatnym. Organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości uznają również, że - poza ich podstawowymi obowiązkami - muszą angażować się w zapewnianie dodatkowych usług potrzebnych dla sprawnego i bezpiecznego wykonywania transakcji dot. nieruchomości, takich jak pewny dostęp do rzetelnych cen nieruchomości. Wspomniane organizacje uznają ważność swojej roli w zapewnianiu odpowiednich informacji o nieruchomościach na rzecz pewnego spektrum użytkowników w sektorze publicznym, na szczeblu centralnym jak też i lokalnym. Dobrze funkcjonujący system katastralny oraz rejestracji praw do nieruchomości służy jako kręgosłup dla administrowania terenami w ogóle. Organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości uznają, że dane katastralne oraz dotyczące praw do nieruchomości odgrywają ważną rolę w infrastrukturach danych przestrzennych, używanych do procesów podejmowania decyzji oraz oceny instrumentów prowadzenia polityki w zakresie ochrony środowiska, spraw socjalnych i gospodarczych. Utworzenie infrastruktury danych przestrzennych na szczeblu krajowym, regionalnym oraz europejskim zapewnia rozproszony (rozdzielony) dostęp do zbiorów danych dot. nieruchomości oraz innych danych przestrzennych, jakie potrzebne są użytkownikom z różnych sektorów społecznych, takich jak środowisko, mieszkalnictwo, transport, rolnictwo i turystyka. Obecne, w większości oparte na geoinformacji, infrastruktury danych przestrzennych wymagają dalszego rozwijania o dane dot. nieruchomości, zapewniając użytkownikom dostęp do informacji na temat własności, wartości i użytkowania, jak też podstawowej mapy topograficznej oraz stosownych informacji adresowych. 9. Budowanie partnerstwa publiczno-publicznego oraz publiczno-prywatnego Organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości zdają sobie sprawę z faktu, że sektor prywatny może odgrywać ważną rolę w rozpowszechnianiu informacji dot. nieruchomości oraz ułatwianiu dostępu do informacji o nieruchomościach, dostosowanych do potrzeb różnych grup użytkowników. Partnerstwo z sektorem prywatnym musi być budowane tak, aby takie usługi stworzyć. Organizacje (katastralne i rejestrujące prawa do nieruchomości) zdają sobie sprawę z faktu, iż sektor prywatny może świadczyć specjalistyczne usługi na ich rzecz, przyczyniając się do odpowiedniego aranżowania działań sektora publicznego oraz zmniejszania kosztów. Partnerstwo publiczno-publiczne stawać się będzie coraz ważniejsze, w miarę jak poszczególne departamenty rządowe „będą łączyć“ swoje bazy danych sektora publicznego, po to, aby oferować zintegrowane i zgodne informacje swoim użytkownikom. Partnerstwo takie będzie również wspierać wspólne ponoszenie kosztów i inwestycji w nowe przedsięwzięcia. 10. Wypełnianie roli zabezpieczania praw do nieruchomości Organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości podkreślają wagę utrzymywania roli gwaranta własności oraz zabezpieczania praw związanych z nieruchomością, jak również fakt, że kontynuacja zaufania publicznego ma zasadnicze znaczenie dla prosperowania rynku nieruchomości. Dostęp do terenów i możliwych do zbywania aktywów w postaci nieruchomości w kontekście rozwoju społecznego i gospodarczego Organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości uznają, że dostęp do nieruchomości oraz do usług, jakie zapewniają bezpieczeństwo transakcji w zakresie nieruchomości, mają zasadnicze znaczenie dla rozwoju społecznego i gospodarczego we wszystkich krajach. Zauważyć można, że kraje o szeroko rozpowszechnionych i zabezpieczonych prawach do nieruchomości są najczęściej krajami o dobrej gospodarce, oraz że takich usług nadal brak jest w większości krajów rozwijających się, jak też gospodarkach okresu przejściowego. Organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości wiedzą, że powinny pomagać w likwidacji takich luk oraz w umożliwianiu ludziom we wszystkich krajach równego dostępu do zabezpieczania i formalizowania swoich aktywów. 11. Określenie wizji Organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości działać będą na rzecz wypełnienia następującej misji: „Zapewnienie najnowocześniejszych usług dla obsługi rynku nieruchomości oraz rynku informacji o gruntach, zintegrowanych z e-administracją oraz współpraca w budowaniu krajowej i europejskiej infrastruktury danych przestrzennych“ W ramach wypełniania tej misji, organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości dokonały identyfikacji oraz nakreślenia usług, jakie powinny one móc świadczyć do roku 2012. Kolejność wymienionych poniżej usług nie odzwierciedla jakiejś hierarchii. Dla niektórych instytucji, może być konieczne skupianie się bardziej na rynku gruntów, dla innych budowanie krajowej infrastruktury danych przestrzennych (NSDI). Jednakowoż, jako społeczność musimy świadczyć wszystkie usługi. Organizacje prowadzące kataster oraz rejestrację praw do nieruchomości w Europie do 2012 roku powinny: Zapewnić najnowocześniejsze usługi dla obsługi rynku nieruchomości oraz rynku informacji o gruntach, w tym:
Współpracować przy budowaniu krajowej i europejskiej infrastruktury danych przestrzennych, w tym:
Wspierać politykę europejską, w tym:
Budować efektywną i skuteczną organizację, w tym:
Wspomagać instytucje katastru i rejestracji praw do gruntu w krajach rozwijających się oraz w gospodarkach będących w trakcie transformacji, w tym:
Uważam, że fakt przynależności do Wspólnoty Europejskiej wymusza na nas znajomość polityki europejskiej prowadzonej w naszej branży, zwłaszcza teraz, jak rozpoczęła się procedura adaptacji geodezji do prawa unijnego (ustawa o IIP). Przytoczony w ubiegłym tygodniu list pani Katarzyny Dopierała, a wcześniej dane o wyparowanych 40 tys, km2 gruntów publicznych są przykładami na to, jak bardzo wnikliwie należy się sprawą zająć. Organizacje zrzeszone w Eurogeographics i PCC, równolegle z dokumentem programowym „Cadastre and land Registration in Europe 2012“ podjęły prace nad „Europejskimi wymaganiami odnośnie działalności geodetów katastralnych“. Ten raport będzie przedmiotem omówienia w kolejnych tygodniach. Edward Mecha Komentarz nr 34/IV/09 30 listopada 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Dziś zapowiedziany dokument programowy geodetów europejskich. Jak wspomniałem w poprzednim komentarzu prace nad nim rozpoczęto w roku 2006 i zakończono w 2008. Zanim jednak przystąpię do cytowania dokumentu chciałbym zaprezentować dwa przypadkowo ściągnięte obrazki z Internetu. Miałem do załatwienia sprawę w Kluczborku i wszedłem na mapę strony internetowej miasta (bez autora) na której można wyszukać ulicę i kilka instytucji. Powiększyć, czy przesunąć mapy nie można (obrazek 1). Skorzystałem zatem z Geoportalu.gov.pl (obrazek 2). Tę mapę firmuje GUGiK. Kto mapę stworzył, nie wiadomo. W odczuciu społecznym są to produkty pracy geodetów.
W tym kontekście wypada czytać dokument programowy geodetów europejskich. Dokument nosi oryginalny tytuł: Cadastre and Land Registration in Europe 2012 i już zaczyna się problem, bo nie znający istoty rzeczy tłumacz przyjmuje słowa jak zapisano, czyli Kataster i rejestracja terenu (gruntów), a chodzi o coś kompletnie innego. Chodzi o rejestrację praw do nieruchomości, co zresztą jasno wynika z tekstu dokumentu programowego. Zatem prawidłowa nazwa dokumentu, w duchu języka polskiego, brzmi: Kataster i rejestracja praw do nieruchomości w Europie 2012 r. Dokument oprócz danych adresowych wydawcy zawiera 13 rozdziałów, z których 4 pierwsze uzasadniające, są przedmiotem dzisiejszego komentarza, a pozostałe, wnioskujące, będą przedmiotem następnego komentarza. Polski tekst dokumentu w wykonaniu dobrego, symultanicznego tłumacza, przy mojej korekcie technicznej, przytoczono kursywą, dopowiedzenia autora drukiem prostym. Oryginał dostępny jest na stronie Eurogeographics lub Eurocadastre. Kataster i rejestracja praw do nieruchomości w Europie 2012 EuroGeographics 6 - 8 avenue Blaise Pascal, Champs-sur-Marne 77455 MARNE LA VALLEE Cédex 2, FRANCE Tel.: +33 164 153 239 Fax: +33 164 153 219 E-mail: contact@eurogeographics.org 1. Słowo wstępne EuroGeographics jest europejskim stowarzyszeniem krajowych organizacji map, katastru i rejestracji praw do nieruchomości. Wizją Eurogeographics jest osiągnięcie przez członków stowarzyszenia: - interoperacyjności (zdolności do współdziałania) wartości terenu w poszczególnych krajach (terenu, jako aktywa, jako przedmiot własności /posiadania/ i zdolności do rozporządzania, uczestniczenia w grze rynkowej) oraz - informacji geograficznej o terenie, w celu dostarczenia Europie wartościowej informacji umożliwiającej lepsze współzawodniczenie w zrównoważonym rozwoju gospodarki światowej. Bezpieczeństwo tytułu własności (posiadania) jest fundamentem stabilnego i prosperującego społeczeństwa. Europejskie organizacje katastralne i rejestrujące prawa do nieruchomości od dawna zapewniają taką bezpieczną, godną zaufania i urzędową informację. W okresie następnych 5 lat zamierzają to kontynuować w drodze poprawy dostępu do informacji przez właścicieli nieruchomości i przez zawód wspierający wykonywanie zadania. Magnús Gudmundsson President of EuroGeographics 2.Tło Ponad 30 członków Eurugeographics jest odpowiedzialnych za utrzymanie i rozwój krajowych katastrów i rejestrów praw do nieruchomości. Ta odpowiedzialność wymaga od wielu z nich wykonywania prac ponadgranicznych. Stowarzyszeniu Eurogeographics powierzono efektywną koordynację i reprezentację tych zagadnień, które wpływają i nasilają się w działalności katastru i rejestracji praw do nieruchomości. Stworzona przez stowarzyszenie Eurogeographics „Grupa katastru i rejestracji praw do nieruchomości“ skupia swą działalność na tym właśnie problemie, spośród szerokiego zakresu innych spraw stowarzyszeniowych pozostałych do rozstrzygnięcia. Zadaniem Grupy katastru i rejestracji praw do nieruchomości jest występowanie jako siła napędowa na europejskim rynku nieruchomości, poprzez uczestnictwo w podziale wiedzy i projektowaniu odnośnych zamierzeń. Powierzono nam wykonanie tego zadania poprzez niekonkurencyjną współpracę, partnerstwo oraz rozszerzenie profilu zawodu i poziomu świadomości. Dążeniem organizacji katastru i rejestracji praw do nieruchomości (w rozumieniu różnych krajowych agend zajmujących się tematem w sposób łączny, jak w Holandii czy rozłączny jak w Polsce) jest dostosowanie do wizji niniejszego oświadczenia. Było ono szeroko dyskutowane podczas wielu spotkań i we współpracy z PCC oraz zostało zaakceptowane przez obie organizacje w roku 2007. Oświadczenie niniejsze zostało przygotowane przez zespół specjalistów z ramienia Eurpgeographics: Peter Laarakker (Chair), the Netherlands, Bozena Lipej, Slovenia, Helge Onsrud, Norway, Saulius Urbanas, Lithuania and Wilhelm Zeddies, Germany. Dr. Božena Lipej Cadastre and Land Registry Group Chair 3. Określenie wizji „Europejskie organizacje katastralne i rejestrujące prawa do nieruchomości zapewnią najnowocześniejsze usługi dla rynku nieruchomości oraz rynku informacji o terenie, usługi zintegrowane z e-administracją oraz współpracujące w budowaniu krajowej i europejskiej infrastruktury danych przestrzennych“. 4. Uzasadnienie Informacje dot. katastru i nieruchomości oraz inne informacje tworzone i udostępniane przez instytucje (organizacje) katastralne i rejestrujące prawa do nieruchomości stanowią integralną część krajowej i europejskiej infrastruktury danych przestrzennych. Organizacje odpowiedzialne za rejestrację nieruchomości i informacji o nich, stoją przed poważnymi wyzwaniami wynikającymi z rozwoju technologicznego następującego na całym świecie, oraz ze zmian natury politycznej, jakie mają miejsce w Europie. Coraz więcej przepisów prawa, jakie wytwarza Unia Europejska, wywiera wpływ na organizacje katastralne i rejestrujące prawa do nieruchomości. Niniejszą wizję katastru i rejestracji praw do nieruchomości, stworzono po to, aby wspomóc wymienione wyżej organizacje w przygotowaniu własnej strategii reakcji na wyzwania. Określenie wizji służyć ma również zewnętrznemu komunikowaniu się organizacji katastralnych i rejestrujących prawa do nieruchomości z ich interesantami (użytkownikami udostępnianych danych), łącznie z instytucjami krajowymi i europejskimi. Informacje dot. katastru i nieruchomości stanowią część dyrektywy INSPIRE, która tworzy dla Krajów Członkowskich obowiązki zapewnienia dostępu do zharmonizowanych zbiorów danych. Unia Europejska opracowuje swoją politykę otwartego rynku kredytów hipotecznych w Europie, która ma zasadnicze znaczenie dla ułatwienia powstania jednego rynku finansowego. W Europie szybko wzrasta ilość transakcji na rynku nieruchomości, które wykraczają poza granice jednego kraju. W niektórych regionach znaczna ilość transakcji sprzedaży nieruchomości zawierana jest z osobami wywodzącymi się spoza granic danego kraju lub z profesjonalnymi inwestorami. „Biała księga“ o kredycie hipotecznym w Unii Europejskiej wydana w grudniu 2007 r. jasno dokumentuje ambicje Komisji odnośnie dostępu do informacji katastralnej i jej osiągalności w relacji z hipoteką. Ponadto, zarówno UE jak i władze poszczególnych krajów rozwijają politykę w zakresie e-administracji. Organizacje katastru oraz rejestracji praw do nieruchomości w całej Europie muszą zareagować na powyższe oraz na szybki rozwój technologiczny, jaki stymulować będzie rozwój e-handlu. Przedstawione przedsięwzięcie zmierza do sformułowania ambitnej wizji odnoszącej się do usług, jakie europejskie instytucje katastru oraz rejestracji praw do nieruchomości świadczyć powinny użytkownikom ze sfery prywatnej jak i publicznej. Powinno to pomóc w utrzymaniu roli dostarczycieli zasadniczych informacji i usług dla rynku nieruchomości, w miarę jak rozszerzają się potrzeby rynku, zarówno prywatnego jak i publicznego, w obrębie infrastruktur krajowych oraz europejskiej infrastruktury danych przestrzennych. Określenie wizji obejmuje perspektywę pięciu lat naprzód, stawiając cele na rok 2012. Instytucje katastru oraz rejestracji praw do nieruchomości uznają fakt, iż mają różne mandaty na prowadzoną działalność i funkcjonują w różnych modelach gospodarczych, różnią się też między sobą poziomem rozwoju. To oznacza, że nie każda instytucja może osiągnąć do roku 2012 stan jaki opisuje wizja. Nie mniej, instytucje katastru oraz rejestracji praw do nieruchomości uznają za słuszną drogę rozwoju, jaką określa przedstawiana wizja. Kataster to taki rodzaj systemu informacji o terenie, który opiera się na działkach (parcelach) gruntowych. Obejmuje on różne rodzaje katastrów: prawny, podatkowy, użytkowania gruntów czy kataster wielofunkcyjny. Rejestr praw do nieruchomości zawiera informacje dot. praw podmiotowych do obiektów nieruchomości, tj. informacje o własności, służebnościach, oraz obciążeniach hipotecznych. Te dwa rejestry są w obrębie Europy zorganizowane na różne sposoby. Panuje pewien trend aby te dwa rejestry były prowadzone przez jedną organizację, obsługującą połączoną bazę danych, lecz wiele krajów posiada osobne (oddzielne) organizacje oraz bazy danych dla tych dwu typów informacji o nieruchomościach. W przeszłości wiele organizacji międzynarodowych aktywnie działało na rzecz sformułowania zasad i korzyści katastru i rejestracji praw do gruntów, oraz opisania przyszłości tych funkcji. FIG sformułowała swoją „Wizję katastru 2014“, WPLA swoje „Wytyczne z zakresu katastru i rejestracji praw do nieruchomości“ (Guidelines), zaś PCC swoje „Oświadczenie dot. Katastru“. Przedstawiane w niniejszym dokumencie nakreślenie wizji w zakresie katastru i rejestracji praw do nieruchomości rozwija te prace i nawiązuje do dokumentów oraz stron internetowych, jakie wymieniono poniżej. Wielu członków EuroGeographics oraz PCC wniosło swój wkład, poprzez zaangażowanie w pracach wymienionych organizacji (instytucji). Wizja służyć ma określeniu ram dla rozwoju organizacji katastru i rejestracji praw do nieruchomości w Europie w nadchodzących latach, oraz ma zogniskować działania organizacji międzynarodowych funkcjonujących w dziedzinie katastru i rejestracji praw do nieruchomości, tak abyśmy mogli powiedzieć, że: Zapewniamy najnowocześniejsze usługi dla obsługi rynku nieruchomości oraz rynku informacji o nieruchomościach, zintegrowane z e-administracją oraz współpracujemy w budowaniu krajowej i europejskiej infrastruktury danych przestrzennych. Referencje:
http://www.unece.org/hlm/wpla/publications/laguidelines.html http://www.unece.org/env/documents/2005/wpla/ECE-HBP-140-e.pdf http://www.fig.net/cadastre2014/ http://www.fig.net/pub/figpub/pubindex.htm http://www.fig.net/pub/figpub/pub21/figpub21.htm Na tym w bieżącym tygodniu kończę pierwszą część dokumentu, aby przed przystąpieniem do części drugiej, wnioskowej, czytelnicy komentarza spróbowali wejść na przytoczone strony internetowe, w tym zwłaszcza na specyfikację INSPIRE w sprawie działki katastralnej, opartą ściśle na standarcie ISO 19152, który wejdzie w życie w roku przyszłym ale już został wykorzystany do zbudowania przepisu unijnego. Dobrze by też było popatrzeć na przytoczone na wstępie mapki, na ile spełniają kryteria narzucone przez unijnych decydentów. Autorzy wszystkich wspomnianych dokumentów: przytoczonego dzisiaj, specyfikacji INSPIRE, standardu ISO, działali w porozumieniu, lub imiennie w różnych zespołach, zapewniając im spójność i jednorodność. Adresuję te słowa między innymi do autorów projektu ustawy o IIP oraz przepisów wykonawczych do niej. Po 7 września 2009 r., kiedy to opublikowano większość specyfikacji do dyrektywy INSPIRE, nie powinien się pojawić rozdźwięk między przepisami unijnymi a nowymi krajowymi; przepisy uchwalone poprzednio będą dostosowywane stopniowo. Edward Mecha Komentarz nr 33/IV/09 23 listopada 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W komentarzu z ubiegłego tygodnia zapowiedziałem opublikowanie dokumentu programowego Eurogeographics i PCC na temat katastru i ksiąg wieczystych, co też będzie miało miejsce, ale dopiero w przyszłym tygodniu. Wcześniej zapoznam z listem naszej czytelniczki z dnia 11 listopada br., który przytoczę w całości: Witam serdecznie Nie jestem geodetą i nie mam w tym kierunku żadnej wiedzy. Ale mam trochę problemów z prowadzoną w naszej gminie ewidencją gruntów i budynków. Dlatego też mam zapytanie, na które bardzo proszę o odpowiedź osobę postronną, a zarazem znawcę w temacie. Czy o wprowadzanych zmianach w ewidencji gruntów z tytułu weryfikacji gruntów dotyczących zmian użytków gruntowych (np. B-R na B, RIIIA na RIIIB, Rowy na Wsr), musi być powiadamiany właściciel gruntów (w tym przypadku osoby fizyczne) lub poinformowany, że są prowadzone badania, oględziny (nie wiem jak fachowo to nazwać), w celu weryfikacji gruntów w ewidencji gruntów i budynków prowadzonej przez wydziały geodezji. Powyższe ma istotne znaczenie, gdyż nie byłam świadoma zmian klasoużytków gruntów, a to ma wpływ na obciążenia z tytułu podatku rolnego. Gdyby nie informacja organu podatkowego, nikt by nie wiedział, że ktoś manipulował przy klasyfikacji gruntów. Teraz organ podatkowy zarzuca, że nie złożyłam w danym czasie odpowiedniej informacji podatkowej o gruntach, które nie podlegają już podatkowi rolnemu, tylko od nieruchomości i chcą aby zapłacono podatek za lata poprzednie. W celu obrony swoich praw oraz bezprawnego wprowadzenia zmian w ewidencji gruntów, gdzie nikt nie powiadomił nikogo ze Stron (tj. właścicieli), co mam zrobić, na jakie przepisy i artykuły się powołać oraz czy w ogóle można tak robić w państwie prawa, żeby właściciel nie wiedział, że ktoś wprowadza jakieś zmiany w sprawie jego gruntów. Księgi Wieczyste mają obowiązek informowania wszystkich właścicieli o zmianach. Jak sąsiad chciał się budować na sąsiedniej działce - administracja budowlana powiadamiała o prowadzonym postępowania. A co w przypadku gruntów, zwłaszcza własnościowych osób fizycznych? KPA tak pozwala, w tajemnicy? Za odpowiedź, byłabym niezmiernie wdzięczna. Z góry serdecznie dziękuję. Z wyrazami szacunku Katarzyna Dopierała O prawidłowości rejestracji danych stanowiących podstawę wymiaru podatków mówiła z wielkim zaangażowaniem podczas wrześniowej konferencji w Kaliszu koleżanka dr Ludmiła Pietrzak, potępiając urzędnicze ingerencje w prawa obywateli. Bardzo dobrze problem jest opisany we wspólnym artykule pani L.Pietrzak oraz panów S.Cegielskiego i S. Zaremby w listopadowym wydaniu miesięcznika GEODETA. Kodeks postępowania administracyjnego obowiązuje już pół wieku, a różnym filozofom z Mińska Mazowieckiego czy Płocka wydaje się, że można modernizować ewidencję gruntów bez udziału obywateli, że można ustalać granice nieruchomości czy użytków bez reguł przewidzianych prawem. Odnosi się wrażenie, że świadomość niektórych urzędników zatrzymała się na poziomie kolektywizacji i obowiązkowych dostaw, że nie zauważyli faktu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, koniecznej zgodności prawa polskiego z prawem unijnym i obowiązku przestrzegania tego prawa, przez urzędników też, a zwłaszcza przez urzędników, którzy w prawie unijnym są znacznie bardziej nobilitowani, niż nasi, pod względem zakresu władzy i wielkości zarobków. Prawo własności, i w Unii i w Polsce, należy do najbardziej chronionych i Państwo w sposób bezpośredni lub pośredni angażuje się w jego gwarantowanie. Obciążenie lub ograniczenie tego prawa może się odbyć tylko w drodze ustawy w sposób wyraźnie w niej wymieniony. Dlatego pismo „trzech tenorów” sprzed sześciu lat o obcinaniu użytków powinno wreszcie doczekać się rozliczenia, a sposób ustalania granic, użytków i harmonizowania danych katastralnych z wieczysto-księgowymi i finansowymi, stosownej reakcji ze strony legislatorów, tym bardziej, że w okresie minionych dwóch lat gruntownie zmieniły się podstawy funkcjonowania systemu, to znaczy doprecyzowano je w prawie europejskim i prawo polskie należy do nich dostosować. Jeśli pani Katarzyna Dopierała ma życzenie bliższego zainteresowania poruszoną przez siebie sprawą, proszę o telefon kontaktowy. Faktem jest, iż dotknęła Pani jeden z najbardziej bulwersujących opinię publiczną tematów. Parę dni po pani liście, miałem okazję uczestniczyć w publicznym wyłożeniu Studium planu zagospodarowania przestrzennego w jednej z podpoznańskich gmin, której Stowarzyszenie GISPOL realizując swoje cele statutowe pomaga opracować założenia systemu informacji o terenie. Pomijając ogromną frekwencję, bo w dyskusji nad Studium uczestniczyło przez blisko cztery godziny ponad 100 osób, podkreślić trzeba bardzo wysoki poziom merytoryczny dyskusji, doskonałe przygotowanie oratorskie uczestników, ich świetne rozeznanie uwarunkowań środowiskowych. Chciałoby się wysłuchiwać tak doskonałych wystąpień w Sejmie, jakich miałem przyjemność i satysfakcję być świadkiem w Gminnym Domu Kultury. Otóż były w tej dyskusji dwa akcenty geodezyjne, które pojawiły się w szeregu wystąpień obywateli. Był akcent podatkowy, nie kwestionujący ich wysokości, czy prawidłowości naliczenia, a prawidłowości wydatkowania i udziału mieszkańców w tym procesie. Bo w poznańskim nie do pomyślenia jest jakiekolwiek działanie władzy poza świadomym uczestnictwem mieszkańców. Motywem przewodnim wielu wypowiedzi było właśnie przekonanie, że jak płacę podatek, to chcę wiedzieć na co go wydatkowano, w jaki sposób usprawniono moje warunki bytowania. Oczywiście nie do pomyślenia jest zmiana użytku bez udziału właściciela nieruchomości, czy gospodarstwa rolnego, chyba dlatego, że w tamtych rejonach cena ziemi rolnej jest wyższa niż budowlanej na ścianie wschodniej. Na marginesie, co wprawi w zdumienie wielu kolegów geodetów, w poznańskim (na pewno powiecie, nie wiem czy w całym województwie) nie kolidują z sobą dane ewidencyjno-gruntowe z danymi ksiąg wieczystych! Po prostu każdy wyrys i wypis ewidencyjny, przed wydaniem jest sprawdzany w księgach wieczystych przez pracowników ośrodka dokumentacji. Wydłuża to nieco tryb załatwiania, nie przekraczając wszakże 2 tygodni, ale daje absolutną pewność, że te dwa systemy są spójne. W sumie to się na pewno opłaci i właścicielom i służbie geodezyjnej i sądom wieczysto-księgowym. Na tym właśnie polega dobrze pojęta, przysłowiowa już oszczędność Poznaniaków, ilustrowana przez równie oszczędnych ale zazdrosnych mieszkańców Krakowa dowcipem, iż Wielkopolanie są pradziadami Szkotów, wykluczonych z regionu za rozrzutność. Był też drugi akcent geodezyjny o wiele bardziej wstydliwy, a wałkowany bez przerwy przez uczestników zebrania. Tym drugim akcentem była aktualność mapy topograficznej wykorzystanej jako tło dla Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. Gmina rozwija się bardzo dynamicznie, co ilustruje ponad 400 decyzji o warunkach zabudowy rocznie. W tych warunkach drukowana mapa topograficzna sprzed 15 czy 20 lat jest prehistorią, nie wykazującą ogromnej ilości nowych osiedli mieszkaniowych. I tu zarzuty mieszkańców adresowane były bezpośrednio do władz gminy, iż celowo ukrywają wybudowane już osiedla, aby ograniczyć dalsze możliwości rozwoju gminy. Nie pomogły żadne tłumaczenia, iż tylko taką mapą dysponuje Marszałek, iż jest to dokument urzędowy, na którym tylko można było studium wykonać. Reakcją uczestników były zarzuty, iż GPS-y, techniki satelitarne i inicjatywy informatyczne państwa, obnażyły nieudolność władz lokalnych, winnych użycia nieaktualnej mapy. Truchlałem w kącie, żeby ktoś nie wywołał mnie do odpowiedzi, bo przecież wiem, iż używa się map znacznie gorszych, niż prezentowana tam topograficzna dziesiątka. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło, bo wślizgnąłem się na zebranie incognito. Nie mniej poczuwam się do obowiązku zasygnalizowania tematu w komentarzu, licząc na to, że być może przeczytają go twórcy wektoryzacji działek ewidencyjnych, LPIS-u i TBD. Jedno nie ulega dla mnie wątpliwości, że poziom świadomości sensu informacji zlokalizowanej przestrzenie jest wyższy u mieszkańców gminy, w której zebraniu miałem przyjemność uczestniczyć, niż u niektórych twórców przepisów z tego zakresu, mając na myśli zarówno geodetów i kartografów, geografów, urbanistów czy informatyków. Gmina, o której piszę, to akurat ta, o której w odniesieniu do systemu adresowego wspominałem w komentarzu z 9 listopada br. Wspominałem ze względu na skutek, nie przyczynę, bo to co tam ma miejsce z systemem adresowym ma miejsce w całej Polsce i nie jest to zawinione przez gminy a prawodawcę, który nie uregulował procedur nadawania numerów w czasie, a wręcz celowo wprowadził bałagan w systemie, nakazując nadawanie numerów przed przystąpieniem do budowy. Kiedyś numer nadawano przy wprowadzaniu się do budynku, aby obywatel mógł się w nim zameldować, co skutkowało setkami domów w gminie, stojących latami bez numerów, ale tym którym numer już nadano, to na ogół z większym pietyzmem. Pokazano mi taką ulicę długości 700 m, która miała zanumerowane budynki od centrum, po prawej stronie od nr 1 kolejno do 30 na granicy obrębu i od granicy obrębu do centrum, czyli w kierunku przeciwnym, pod drugiej stronie od nr 31 do 53. Ponieważ w drugiej połowie ubiegłego wieku dobudowano około 20 budynków i pojawiły się numery 5a, 5A(w głębi), 9A,9B,9C, 17a,18a 19a itd., to w roku 1989 specjaliści z Wojewódzkiego Biura Geodezji i Terenów Rolnych, na zlecenie gminy, postanowili budynki przenumerować. Zaczęli od nr 1 na starej 2, stara 10 otrzymała nr 8, itd., stary nr 30 otrzymał nowy nr 45, zaś stary nr 30c otrzymał nr 48. Numery 46 i 47 nadano blokom po drugie stronie ulicy na samym jej początku, na wysokości starego numeru 46 i 47, które i teraz mają 46 i 47, z tym , że do nr 46 dochodzi od strony granicy obrębu nr 75 i oczywiście za nr 47 pojawia się nr 76 i dalej do 80 (stare 53). Oczywiście w okresie minionych 20 lat pojawiło się tam następnych kilkanaście budynków, którym nadawano literki małe a,b, zaś nowym blokom przy numerach 46 i 47 duże litery 46 A, B, C, D 47 A, B, C, D. Żeby było ciekawiej, na początku część mieszkańców powiadomiono o zmianie numeru budynku, potem akcję informacyjną przerwano i nie bardzo wiadomo, kto jakich numerów używa. Straż czy pogotowie i tak dojedzie, choć z opóźnieniem, bo na wsi ludzie się znają i można zawsze dopytać. Kolejnego przenumerowania ludzie nie chcą, bo wiąże się to z dużymi kosztami i nie bardzo wiadomo jak wybrnąć z łamigłówki. Póki co identyfikator jest i to wystarczy. Wypada dodać, że w tej gminie domów jest 7 tysięcy a ulic 370, z tym, że niektóre powtarzają się i 8 razy (nazwy ulic nadawane są w sołectwach). W mniejszym lub większym zakresie taka sytuacja powtarza się w większości gmin, bo ustawodawca zapomniał uregulować procedury nadawania numerów. W projekcie nowego prawa wdrażającym dyrektywę INSPIRE tych procedur też nie ma. Jeśli teraz powrócić do merytorycznych treści zebrania gminnego, to zupełnie inaczej jawi się dojrzałość obywatelska w omawianej gminie. Mieszkańców nie interesują drobiazgi w postaci adresów. Listonosz, ksiądz czy przedsiębiorca wywożący odpady szybko się przystosują do każdego, nawet mało logicznego systemu. Mieszkańców interesuje celowość wydawania pieniędzy i sprawiedliwość nakładania obciążeń. Zwłaszcza w sytuacji nakładania na nas coraz większych obciążeń przez władze unijne. Przecież obszary Natura 2000 pokrywające już prawie 14% powierzchni kraju, to ogromne obciążenie polskich podatników. Ograniczenia w gospodarce rolno-leśnej, większe koszty inwestowania są naturalnym następstwem nakazu pielęgnowania przyrody dla Europy, jako kara za to, żeśmy przyrody wcześniej nie zurbanizowali, czyli nie zdewastowali. Może to i dobrze, bo jest szansa, że nie przeniknie do nas choroba masowego zaniku kolonii pszczelich (CCD - Colony Collapse Disorder), co już ma miejsce w Ameryce i na zachodzie Europy i nie będziemy musieli zapylać kwiatów miotełkami, jak już czynią to Chińczycy. A zanik pszczół, to zanik życia, bo ktoś kwiatki zapylać musi. Chociaż, jeśli potwierdzi się podejrzenie, że masowe ginięcie pszczół wywołane jest telefonią komórkową, to marne i nasze perspektywy. A skąd przyrównanie do pszczół w komentarzu geodezyjnym? Bo geodeci jak pszczoły dbają o sensowne dokumentowanie funkcjonowania przestrzeni, ale chorób cywilizacyjnych w postaci różnych udziwnionych systemów informatycznych też nie zwalczą. Gdyby zamiast na IPE przeznaczono w pierwszej kolejności pieniądze na uporządkowanie systemu adresowego, było by teraz o wiele łatwiej. A przypomnę, że 17 maja 2004 r. na III Forum Geodetów Powiatowych w Warszawie dobitnie protestował przeciw pracochłonności źle przygotowanego przedsięwzięcia właśnie kolega z Poznania. Coś w tym jest. To w końcu Powstanie Wielkopolskie było jedynym zwycięskim w historii zrywem niepodległościowym. Zwycięskim, bo dobrze przygotowanym i przeprowadzonym. Edward Mecha Komentarz nr 32/IV/09 16 listopada 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Zapowiedziałem w ubiegłym tygodniu opisanie przebiegu prac nad ustaleniem wpływu prawodawstwa unijnego na zawód geodety, co jest przedmiotem prac specjalnej grupy roboczej powołanej wspólnie przez CLGE/GE, organizacje reprezentujące europejskich geodetów oraz Eurogeographics, organizację reprezentującą krajowe agencje map z całej Europy (nie tylko z krajów unijnych). Do udziału w spotkaniu grupy, w lutym br. w Brukseli, delegował mnie Główny Geodeta Kraju. Na pierwszym spotkaniu nie udało się osiągnąć konsensusu, prace trwają cały czas poprzez wymianę opinii drogą emailową i w komentarzu nr 10 z 15 czerwca br. przedstawiłem stan zaawansowania prac oraz projekt stanowiska polskiego, z prośbą o uwagi i opinie koleżanek i kolegów. Przymierzał się GUGiK do rozesłania stanowiska jako ankiety, było jednak wiele innych ważniejszych spraw i temat przygasł, chyba niesłusznie. Zaprezentowane w czerwcu stanowisko, przesłałem, podobnie jak inni członkowie zespołu, do zredagowania wspólnego stanowiska i prawie gotowy dokument ostateczny był w dniach 3 i 4 listopada br. przedmiotem oceny końcowej na spotkaniu zespołu w Innsbrucku. Oceny bardzo burzliwej na skutek m.in. polskiego studium przypadku, z którego wynikało, że jako jedyny z prezentowanych krajów nie nakładamy żadnych restrykcji w wykonywaniu pomiarów dla potrzeb ochrony własności, z wyjątkiem oczywiście uprawnień zawodowych, które jednak nie są równoważne delegowaniu uprawnień władzy publicznej, a sedno problemu sprowadza się do wsparcia administracji publicznej przez odpowiednio kwalifikowanych, sprawdzonych i upoważnionych geodetów, nazwijmy ich przysięgłymi, którzy potrafią administrację wesprzeć na wzór np. niemiecki, o czym pisałem w komentarzu nr 8 z 12 lutego 2007 r. Dyskusja była gorąca a Polska bez przerwy wymieniana jako ewenement wspólnotowy. Mając dodatkowo na uwadze fakt, iż komentujący istotę tematu raport prof. Hensslera został dopiero opublikowany we wrześniu br. na Walnym Zgromadzeniu CLGE, wszystkie studia przypadku zostały zwrócone do uzupełnienia przez autorów szczegółowym (choć nie dłuższym jak 600 słów) opisem uwarunkowań organizacyjno-prawnych, rzutujących na ochronę własności w sensie podmiotowym i przedmiotowym, w tym roli geodetów, jako odpowiedzialnych za lokalizację praw w przestrzeni, czynnika który dopuszcza odstępstwa od wspólnotowej swobody wykonywania pracy w każdym kraju unijnym. Te odstępstwa zagwarantowane są Traktatem Unijnym, w tym art.39 ust.4 („postanowienia niniejszego artykułu nie mają zastosowania do zatrudnienia w administracji publicznej“) i art.45 („Postanowienia niniejszego rozdziału nie mają zastosowania do działalności, które w danym Państwie Członkowskim jest związana, choćby przejściowo z wykonywaniem władzy publicznej“). Swobodną wymianę usług gwarantują artykuły 43 i 49 Traktatu. Stosowania art. 43 Traktatu dotyczącego zawodów regulowanych i art. 49 o swobodnej wymianie usług, próbowała wymusić na geodetach niemieckich Komisja Europejska. Organizacja zawodowa geodetów niemieckich BVDI weszła w spór z Komisją Europejską (infringement procedure) i przy pomocy eksperta ds. prawa unijnego przy Trybunale Sprawiedliwości, prof. Hensslera, spór wygrała, co zakomunikowano członkom Walnego Zgromadzenia CLGE w Rzymie we wrześniu br. Ma to ogromne znaczenie dla ustalenia pozycji zawodu geodety w Europie i te ustalenia były główną przyczyną rewizji wszystkich studiów przypadku, w tym i polskiego, z ostatecznym, nieprzekraczalnym terminem złożenia skorygowanego studium do zespołu redakcyjnego do dnia 15 grudnia br. Materiały z prac zespołu wraz z projektem skorygowanego studium przypadku przekazałem Głównemu Geodecie Kraju oraz do wiadomości PGK, GIG i SGP aby uzgodnić wspólne stanowisko, które nie będzie przedmiotem nieporozumień w przyszłości. Sprawa jest ważna o tyle, że wszystkie wspólnotowe zamierzenia, są przedmiotem dyskusji i uzgodnień na tyle, na ile poszczególne kraje chcą się w proces uzgodnień włączyć. Nieobecni nie mają racji. Miało to miejsce z dyrektywą INSPIRE i normami ISO, a toczy się w odniesieniu do pozycji zawodu geodety.Jako były prezes GISPOL-u dbałem o przepływ informacji unijnych, do roku 2005, to jest do czasu „Listu prezesa Albina“, który odciął nas od polityki unijnej. Następny prezes nie rozumiał i nie chciał rozumieć, co to są inicjatywy unijne. Dopiero prezes Orlińska żmudnie odrabia dystans ale ma wiele do nadrobienia a czasu mało, bo terminy unijne upływają nieubłaganie. Minął majowy termin adaptacji dyrektywy INSPIRE. Kolejny termin rozliczeniowy przypada na maj przyszłego roku. Do tego czasu musi być rozpatrzone stanowisko CLGE i Eurogeographics odnośnie pozycji zawodu, sprowadzające się de facto do katastralnej podstawy referencyjnej wszystkich innych zamierzeń przestrzennych w kontekście ponadgranicznego funkcjonowania rynku nieruchomości. Dlatego warto popatrzeć wstecz, jak doszło do obecnego zapotrzebowania na określenie wpływu prawa unijnego na pozycję zawodu geodety. Trzeba jasno powiedzieć na wstępie, że nikogo w Unii Europejskiej nie interesuje zawód geodety. Interesuje przedmiot działalności w kontekście określenia zasięgu i ochrony własności, a za to odpowiada władza publiczna, żyjąca ze składek właścicieli odprowadzanych w postaci podatków i opłat. Jeśli zawód geodety traktuje się jednak inaczej, niż inne, to tylko dlatego, że władza publiczna może, niekiedy musi delegować część swych uprawnień na geodetów. Może, gdy jest na tyle bogata i silna, że utrzymuje swoich geodetów, jako urzędników, którzy mierzą i aktualizują rejestry gwarantujące podmiot i zasięg własności (np. Holandia, Hiszpania, Szwecja); musi gdy nie stać jej na wykonanie zadania siłami własnymi i musi delegować część uprawnień (Niemcy, Szwajcaria), nie zapominając, że są to przecież również urzędnicy i to najwyższej klasy. Nawet w Niemczech nie wystarczy po prostu skończyć odpowiedniej szkoły i założyć działalności gospodarczej jak myśli wielu geodetów z Polski. To są ludzie namaszczeni przez administrację, pod jej kontrolą i nadzorem - pełnomocnicy organu administracji“. Nie wszystkie czynności geodezyjne są związane z wykonywaniem władzy publicznej. Na przykład GIS-owe obrazki wymagają wiedzy technicznej ale do pewnego momentu nie wiążą się z wykonywaniem władzy publicznej. Niebezpieczny jest tylko ten styk, w którym technika przeobraża się w wykonywanie władzy i gwarantowanie odpowiedzialności za dane i za błędy, za które trzeba słono płacić. U nas przykładem chorej interferencji tych dziedzin są wektoryzacja działek ewidencyjnych i LPIS. Pierwsze symptomy choroby wystąpiły w rozporządzeniu ewidencyjnym z 2001 r. a pogłębione zostały instrukcją G-5 (patrz komentarz 20,21 i 22 z 24 i 31 sierpnia br. oraz z 7 września br.). Rezultatem są wyparowane grunty publiczne sięgające 40 tys. km2 kw. (komentarze 24 z 21 września br i 27 z 12 października br.). To jest jednak przeszłość i trzeba jak mawia prezes Jarząbek zacisnąć zęby i iść do przodu, aby mieć sukces, bo innej drogi do sukcesu nie ma. Jednak nawet najlepszy GPS czasem wprowadza w błąd, bo automapy też robili geodeci, a raczej kartografowie, specjaliści od robienia nowych map z przerysowania starych. Wtedy trzeba się zatrzymać i sprawdzić gdzie jesteśmy. To właśnie chcę koleżankom i kolegom zaproponować. Najlepiej zrobić to samemu, wchodząc na stronę http://www.eurocadastre.org/eng/events.html Na tej stronie można dokładnie prześledzić inicjatywy podejmowane przez geodetów europejskich. Na początku strony uwagę zwraca odbyte 7-8 czerwca 2006 r. w Wiedniu wspólne spotkanie grupy specjalistów od Katastru i Rejestru Praw do Nieruchomości (Cadastre and Land Registry - odpowiednikiem terminu Land Registry są w Polsce Księgi Wieczyste, w Niemczech Grundbuch i spotykane niekiedy tłumaczenie jako Rejestr Terenów czy Gruntów jest wysoce nieuprawnione) oraz PCC czyli Permanentnego Komitetu Katastralnego reprezentującego geodetów katastralnych Unii Europejskiej, a właściwie instytucji rejestrujących podmiot i przedmiot własności, bo w wielu krajach np. w Holandii, czy Republice Czeskiej jest to jedna instytucja. Na wspólnym zdjęciu obejmującym 39 osób, w większości znanych mi szefów krajowych służb geodezyjnych, niestety, przedstawiciela Polski nie ma. Na następnym spotkaniu 29-30 listopada 2006 r. w Espoo (Finlandia), gdzie też przedstawiciela Polski nie było, podjęto bardzo ważne ustalenia odnośnie opracowania dokumentu Cadastre and Land Registration 2012. Dokument został opracowany i opublikowany w roku 2008 i stanowi główny dokument programowy geodetów europejskich. Dysponuję tłumaczeniem tego dokumentu i postaram się go przybliżyć w następnych komentarzach. Nikt z Polski nie brał udziału w przygotowaniu dokumentu. Równolegle z dokumentem „Cadastre and Land Registration 2012“ był przygotowany drugi dokument opracowany przez specjalistów Eurogeographics i PCC „ Europejskie wymagania odnośnie działalności geodetów katastralnych (European requirements for cadastral serveyors activities)“. W tym drugim dokumencie mieszczą się odpowiedzi z Polski ale nie jest podany ich autor. Nie dysponuję jego tłumaczeniem ale postaram się go omówić gdyż ustalenia tego dokumentu są wiążące dla obecnych prac grupy roboczej na temat wpływu prawodawstwa unijnego na pozycję zawodu geodety. Na spotkaniu w Espoo prezentowano też współpracę z WPLA(ONZ) i Bankiem Światowym. Z lektury strony internetowej PCC możemy się dowiedzieć, że w marcu 2007 r. odbyło się wspólne spotkanie grupy roboczej na temat Wytycznych INSPIRE w sprawie dziali katastralnej, co oznacza, iż prace INSPIRE oraz PCC i Eurogeographics były w pełni skoordynowane. Tam też reprezentanta Polski nie było. 13-14 czerwca 2007 r. odbyło się kolejne wspólne spotkanie w Hamburgu gdzie reprezentował Polskę pan Potrapeluk. To tam określono rolę działki katastralnej w dyrektywie INSPIRE. 28-29 listopada 2007 r. na spotkaniu w Lizbonie reprezentował Polskę prezes Iwaniak. Uwagę zwraca przedstawiona tam prezentacja Ksiąg wieczystych (Land Register) jako części składowej służby geodezyjnej. 26-27 czerwca 2008 r. w Lublanie odbyło się pełne zgromadzenie PCC i Eurogeographic. Tam zaprezentowano dwa wspomniane wyżej dokumenty, tam uczestnikiem była pani prezes Orlińska i od tego momentu zaczyna się stała współpraca Polski z europejskimi gremiami opiniotwórczymi w zakresie geodezji. Z tego krótkiego podsumowania bliskiej przeszłości wynika, iż nie było przypadkiem wstawienie do dyrektywy referencyjnych układów geodezyjnych, nie są przypadkiem akty wykonawcze do dyrektywy, nie była przypadkiem wygrana geodetów niemieckich w sporze z Komisją Europejską. Jak kto dba, tak ma. My bez katastru, ze słabą i źle wynagradzaną administracją, praktycznie bez samorządu zawodowego, z mizernym rozeznaniem sytuacji u naszych sąsiadów możemy jeszcze nieco wygrać ale znacznie więcej przegrać. Proponuję zatem wrócić do komentarza nr 10 z 15 czerwca br. i wnikliwie popatrzeć na 8 funkcji przypisanych geodetom katastralnym, funkcji z których każda wchodzi w zakres władzy publicznej, która może, choć nie musi być delegowana do osób, które w myśl definicji 57 Słownika INSPIRE stanowią wtedy władzę publiczną. Chodzi o: 1. Techniczne wykonywanie pomiarów katastralnych 2. Wyznaczanie i stabilizowanie narożników parcel 3. Doradztwo właścicielom nieruchomości 4. Uzyskiwanie uwierzytelniania map katastralnych 5. Wycenę wartości terenów 6. Rejestrację zaktualizowanych danych katastralnych do katastralnej bazy danych 7. Określanie zakresu obszarowego ograniczeń w użytkowaniu terenów 8. Udział w korygowaniu terytorialnych dokumentów planistycznych Te i tylko te tematy według Eurogeographic mogą być tematem delegacji uprawnień władzy publicznej, gdyż tak zostało to sformułowane w dokumencie „ Europejskie wymagania odnośnie działalności geodetów katastralnych (European requirements for cadastral serveyors activities)“ przyjętym przez Eurogeographics i PCC i tak określony został w tym dokumencie zakres aktywności katastralnej. Osobiście mam pewne wątpliwości i zgłaszałem potrzebę dokonania korekt ale bez szans na ich uwzględnienie. Chyba jest jednak sens w tym aby w Zjednoczonej Europie zacząć pewne pojęcia uniformizować i tak proponuję do tego podejść koleżankom i kolegom. Przyznam się, że próbowałem punkt pierwszy uzupełnić identyfikacją i harmonizacją danych katastralnych i wieczysto-księgowych przed wykonaniem pomiarów katastralnych ale ten problem przekraczał granice akceptacji przez członków zespołu, którzy wychodzą z prostego założenia: jak możliwe jest aby dane te były niespójne? Jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż w spotkaniu w Innsbrucku, poza mną, uczestniczyli przedstawiciele Austrii, Francji, Holandii, Niemiec (2), Słowenii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii, propozycja rzeczywiście mogła być odebrana jako niestosowna, bo w tych krajach nie do pomyślenia jest rozchodzenie się danych dotyczących właścicieli. Tak prawdę powiedziawszy jak przyjrzeć się naszemu Prawu geodezyjnemu i kartograficznemu (pgik), to ono też na wstępie zostało całkiem dobrze zredagowane, tylko psute było później i źle interpretowane. Weźmy taki rozdział 6 Pgik „Rozgraniczanie nieruchomości“, traktowany na ogół jako przepis szczególny, nie związany z resztą. A przecież jest to integralna część pgik, podstawa systemu katastralnego. Gdyby ten tryb podejścia do granic, przejęty bez zmian z dekretu z 1946 r. opartego na przedwojennej praktyce mierniczych przysięgłych, konsekwentnie zastosować do ewidencji gruntów, to nie rozeszłyby się dane wieczysto-księgowe z danymi ewidencyjnymi. Przecież w artykule 42 ust. 2 pkt 4 pgik wyraźnie zapisano, iż „wykonywanie czynności technicznych i administracyjnych związanych z rozgraniczaniem nieruchomości“ wymaga posiadania uprawnień zawodowych czyli licencji i tak należało postępować w odniesieniu do wszystkich granic, a nie prymitywizować granic ewidencyjnych na zgodne oświadczenie stron, a de facto bez wiedzy właściciela. Tym bardziej, że w cytowanym przepisie jest mowa o rozgraniczaniu nieruchomości, wszystkich i zawsze. Do nieporozumienia związanego z czytaniem rozgraniczania nieruchomości, jako postępowania szczególnego wszczynanego tylko na wniosek strony, choć ustawa wyraźnie stanowi o możliwości wszczynania postępowania także z urzędu, doszło przeniesienie, bez racjonalnych przesłanek, podziałów nieruchomości i wyceny wartości terenów - do innej ustawy. Myślę, że gdyby dziś zapytać autora tego przeniesienia o ocenę skutków, to z pewnością dostarczyłby wielu argumentów na to, iż proces należałoby odwrócić, czyli przywrócić podziały i wycenę wartości do ustawy pgik, tym bardziej, że oznaczanie nieruchomości dla ksiąg wieczystych oraz dla potrzeb wymiaru podatków pozostały niezmiennie w ustawie pgik. Ale to zdarzyło się w ubiegłym wieku, czy tysiącleciu. Potem już było tylko gorzej. Horror wymyślony przez twórców rozporządzenia ewidencyjnego z 2001 r., iż geodetów nie interesuje podmiot tylko przedmiot posiadania, a także masowe rozdawnictwo uprawnień zawodowych przez Stowarzyszenie Geodetów Polskich, spotęgowane torpedowaniem przez tę organizację samorządu zawodowego, dopełniły reszty (jestem członkiem SGP od 1955 r. i gorącym jej zwolennikiem, co nie przeszkadza, że oceniam potknięcia, a nie organizację) i zawód, który jako jeden z nielicznych uhonorowano możliwością delegowania uprawnień władzy publicznej, w Polsce , na obecnym etapie po prostu rozbabrano. Patrząc na różne firmy informatyczne wygrywające przetargi na pomiar i konwersje granic, zdumienie ogarnia, jak daleko można się było stoczyć. Po prostu autorom Zintegrowanego Systemu Katastralnego zwanego obecnie Zintegrowanym Systemem Informacji o Nieruchomościach zabrakło w pewnym momencie wyobraźni. Może lektura dokumentów stworzonych przez PCC i Eurogeographic pobudzi tę wyobraźnię do działań zaprezentowanych przed prawie dwoma laty przez Federację Wykonawców, w kierunku połączenia rozdzielnych systemów w jeden, a póki co do restytucji instytucji mierniczego przysięgłego i stworzenia samorządu zawodowego. Proponuję za tydzień popatrzeć na to, co o tym sądzi Eurogeographics i PCC? Wyrażam jednocześnie głębokie przekonanie, iż szansą geodetów na dostosowanie profilu zawodu do wymogów europejskich jest, imiennie, obecna Główny Geodeta Kraju, która dała dostatecznie dużo dowodów żelaznej konsekwencji w realizacji wytkniętych przez siebie celów. Rzecz w tym, aby te cele były zbieżne z tymi, które reprezentują europejskie organizacje geodezyjne i aby członkowie rządu liczyli się ze zdaniem przestrzennego integratora polityki rządu, a taką role od pierwszych pieniędzy PHARE przewidzieli dla Głównego Geodety Kraju sponsorzy tych pieniędzy, domagający się wtedy powołania rządowego koordynatora. Był to warunek uruchomienia pieniędzy PHARE. I pełnomocnik rządu ds. ZSK czy ZSIN został powołany ale nie mógł nim zostać GGK, bo był za niski rangą w towarzystwie ministrów. I dopóki Główny Geodeta Kraju nie uzyska rangi Sekretarza Stanu i dopóki nie będzie równym wśród równych, dopóty będą problemy z wyegzekwowaniem koordynacji w tej nadzwyczaj trudnej i skomplikowanej dziedzinie. I to koleżanki i koledzy powinni doprowadzić do świadomości posłów debatujących nad ustawą. Rząd w dobie powszechnych oszczędności takiej autopoprawki nie zgłosi ale posłowie mogą to na rządzie wymóc, tym bardziej, że mamy wśród posłów 11 geodetów. Edward Mecha Komentarz nr 31/IV/09 9 listopada 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Oddaliśmy w miniony czwartek hołd wielce zasłużonemu dla geodezji, wieloletniemu przewodniczącemu SGP, Stanisławowi Klusce. Do mnie wiadomość o odejściu Stanisława dotarła podczas obrad wspólnej grupy roboczej CLGE i Eurogeographics w Innsbrucku, powołanej do ustalenia wpływu prawodawstwa unijnego na zawód geodety ( o czym będzie mowa w przyszłym tygodniu). Znaczna część uczestników znała Stanisława i prosiła o przekazanie wyrazów współczucia. W czasie gdy osiągnięcie konsensusu co do pozycji zawodu geodety w Europie jest coraz bliższe, zabrakło człowieka, który wiele umiałby zrobić dla odbudowy prestiżu zawodu, gdyby był wśród nas. Będzie nam go brakowało, zwłaszcza jego talentu negocjacyjnego w sprawach racjonalnego wdrażania postępu technicznego i ochrony zawodu, szczególnie teraz gdy przygotowany został rewolucyjny dla geodezji i geodetów projekt ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej. Jak bardzo rewolucyjny jest, ten zaakceptowany 3 listopada br. przez Radę Ministrów projekt, okazało się po opublikowaniu we wrześniu i październiku br. unijnych aktów wykonawczych do dyrektywy INSPIRE. Rozumiem, że akty te zostały już jednoznacznie przetłumaczone i uwzględnione w projekcie ustawy, o co z pewnością zadbała Rada ds. INSPIRE, choć nie słyszałem, aby ktoś podjął się tłumaczenia 2 tys. stron trudnych technicznie i prawnie dokumentów, napisanych dla innej niż w Polsce rzeczywistości, przy pisaniu których naszych reprezentantów nie było ( z wyjątkiem pani Aliny Kmiecik z firmy Intergraph – patrz komentarz 29 z 26 października br., choć akurat produkt tej grupy roboczej ”Administrative units” mimo, iż ogłoszony 7 września br., nie jest w Internecie dostępny /jako jedyny/ do dziś). Zakończyłem ubiegłotygodniowy komentarz tezą o pożytecznym i szkodliwym zastosowaniu informatyki. Geodezja jest tego smutną ilustracją. Mało kto zdaje sobie sprawę z faktu jak znaczne i rozległe są szkody wywołane toporną informatyzacją geodezji. Informatykom, zwłaszcza tym zza oceanu, wydawało się, iż nic prostszego jak zinformatyzować uporządkowany zbiór i narobili bigosu, za który powinni ponieść konsekwencje finansowe, bo szkody są głównie finansowe, jest to jednak ta skala podejmowania decyzji, że ewentualne roszczenia są nieegzekwowalne. Nieszczęście tkwi w referencyjności danych geodezyjnych. Jak w danych referencyjnych powstanie błąd, to przenosi się on jak wirus do wszystkich dziedzin korzystających z tych danych, czyli do całej gospodarki narodowej. A główne źródła błędów są dwa: - referencyjny układ katastralny, łącznie z danymi o użytkach, które w polskich warunkach osadzone zostały jako podatkotwórcze w układzie katastralnym, - referencyjny układ adresowy, wykorzystywany powszechnie do identyfikacji przestrzennej. Pozostałe elementy referencyjne: - układ współrzędnych, jako matematycznie spójny zawiera nieznaczne możliwości popełnienia błędów - granice administracyjne, są pochodną układu katastralnego, na ogół mają gospodarzy pilnujących ich przebiegu i choć wzbudzają kontrowersje, głównie do granic przebiegających po rzekach, to generują małe ilości błędów, łatwych do identyfikacji - nazwy geograficzne mają opracowane procedury ich nadawania i choć zdarzają się wątpliwości co do prawidłowości nazewnictwa geograficznego, mają one charakter incydentalny, zdatny do negocjacji i administracyjnego sprostowania, - system siatki, rastra geograficznego czyli siatki georeferencyjnej, umożliwiającej dokonywanie analiz statystycznych, jest z założenia przybliżonym układem referencyjnym i ewentualne błędy wiążą się z dokładnością identyfikacji granic ocenianego zjawiska, - system sieci transportowych oraz hydrografia są łatwo identyfikowalnym szczegółem sytuacyjnym widocznym na zdjęciach lotniczych i satelitarnych, stąd ewentualne błędy dotyczą hierarchii i sposobu zaklasyfikowania sieci. Jedynym problemem są tu urządzenia technicznego uzbrojenia terenu, które zaliczone zostały do tej grupy układu referencyjnego a są z reguły niewidoczne. Pod tym względem Polska znacznie wyprzedza inne kraje, prowadząc ewidencję uzbrojenia, której w innych krajach na ogół nie ma. Głównymi i najbardziej licznymi źródłami błędów pozostają więc referencyjny układ katastralny i referencyjny układ adresowy, przy czym zdecydowanie bardziej negatywne jest oddziaływanie układu adresowego. Powiedzmy sobie szczerze, tego problemu nigdy geodeci nie czuli, spychając go jako swoisty prymityw na barki przyuczonych urzędników. Bo cóż to za sztuka nadać nazwę ulicy czy numer budynku? Doraźnie nie jest to żadna sztuka, ale nadawanie tych atrybutów w czasie urasta do rozmiarów gigantycznego problemu. Problem lekceważony w centrali spływał w tej atmosferze w dół, nie miał procedur, norm i uzależniony był od inwencji urzędnika. Wielokrotne nazwy ulic, wielokrotne identyczne numery budynków w tej samej gminie są obecnie chlebem powszednim gmin, którym zadanie powierzono. Brak planów zagospodarowania przestrzennego, brak polityki prowadzenia nazewnictwa ulic i numeracji budynków doprowadził do tego, że w jednej z badanych gmin mamy numerację skaczącą ruchem konika szachowego, małe litery gonią się z dużymi, ten sam numer powtarza się wielokrotnie, bo taka była fantazja autorów nazw ulic i numeracji budynków. Zasady prowadzenia numeracji porządkowej nieruchomości reguluje ustawa z dnia 17 maja 1989 r. Prawo geodezyjne i kartograficzne (tekst jedn. DzU z 2005 r. nr 240, poz.2027 z późniejszymi zmianami) oraz przepis wykonawczy do tej ustawy – rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 28 października 2004 r. w sprawie numeracji porządkowej nieruchomości (DzU nr 243, poz. 2432). Poprzednio sprawy numeracji regulowane były rozporządzeniem Ministra Gospodarki Komunalnej z dnia 25 czerwca 1968 r. w sprawie numeracji nieruchomości (Dz.U. Nr 23, poz.151) oparte o art. 9 ust.2 rozporządzenia z dnia 24 października 1934 r. o ustalaniu nazw miejscowości i obiektów fizjograficznych oraz o numeracji nieruchomości (Dz.U. z 1934 r. Nr 94 poz. 850 i z 1948 r. Nr 36 poz.251), co oznacza, że ten zakres spraw uregulowany jest od 75 lat. Zgodnie z ustawą, do zadań gminy należy: 1) ustalanie numerów porządkowych nieruchomości zabudowanych oraz przeznaczonych pod zabudowę zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego 2) prowadzenie i aktualizowanie ewidencji numeracji porządkowej nieruchomości. Przytoczone na wstępie rozporządzenie określa jednak tylko zasady ustalania numerów, nie reguluje natomiast zasad prowadzenia ewidencji numeracji porządkowej. Brak w ustawie delegacji prawnej do szczegółowego ustalenia w rozporządzeniu zasad prowadzenia i aktualizacji numeracji porządkowej nieruchomości, skutkuje różnym prowadzeniem takiej ewidencji w gminach. Ewidencja porządkowa nieruchomości musi być prowadzona zarówno w formie graficznej, jak i opisowej. Trudności gmin związane z dostępem do ciągle aktualnej mapy, są podstawowym powodem braku ewidencji porządkowej nieruchomości w gminie, pomimo, że adres nieruchomości jest podstawowym identyfikatorem przestrzennym stosowanym w gminie. Rozporządzenie z 2004 r. praktycznie powieliło rozporządzenie Ministra Gospodarki Komunalnej z dnia 25 czerwca 1968 r., łącznie z nieprzystającymi obecnie do życia zasadami nadawania numeracji nowo utworzonym nieruchomościom. Chodzi o stosowanie małych i wielkich liter alfabetu łacińskiego przy istniejącej numeracji porządkowej. Jeśli, dla przykładu, pomiędzy dwoma nieruchomościami powstanie nowa nieruchomość z budynkiem przy ulicy, to nieruchomość taka powinna zostać oznaczona poprzez dodanie małej litery do istniejącego numeru porządkowego, np. 4a. Natomiast, jeśli na nieruchomości oznaczonej nr 4 zostanie wybudowany kolejny budynek mieszkalny (w głębi), to zgodnie z rozporządzeniem powinien mieć nr 4A. Ponieważ system ewidencji ludności PESEL czy system ewidencji dowodów osobistych nie rozróżniają małych i wielkich liter, obydwa budynki (adresy 4a i 4A) zostaną potraktowane jako jeden obiekt (ten sam adres). W dobie komputeryzacji rozróżnianie obiektów posadowionych przy ulicy czy w głębi nieruchomości, za pomocą małych i wielkich liter, jest poważnym utrudnieniem systemowym. Także numerowanie nieruchomości w ramach miejscowości (sołectw) jest przeszkodą systemową, gdyż systemowy numer statystyczny nadawany jest dla gminy. Obydwie przeszkody występują na ogół łącznie. Dodatkowym utrudnieniem jest szereg ulic biegnących wzdłuż granicy sołectw powodujących, iż część mieszkańców ma nieruchomość w innym sołectwie a numer porządkowy z ulicy przynależnej do sołectwa sąsiedniego. Według unijnych wytycznych adresowych INSPIRE identyfikatorem adresowym jest także kod pocztowy. Także i w tym względzie jest wiele niekonsekwencji dzielących obszary gmin po reformie administracyjnej 1999 roku. Numer adresowy powinien być niepowtarzalny. W miastach, zwłaszcza tych nierozwijających się sytuacja jest na ogół ustabilizowana ale na terenach obrzeżnych, zwłaszcza wielkich miast, trwa intensywny rozwój budownictwa bez planów zagospodarowania, decyzjami ustalającymi warunki zabudowy, gdzie nadanie numeru porządkowego jest sprawą ostatniej wagi i nadaje się numery jak popadnie. W sumie system adresowy jest najpoważniejszą przeszkodą w zbudowaniu zintegrowanego systemu zarządzania gminą, jest też źródłem sytuacji konfliktowych z obywatelami, którzy nie chcą ponosić kosztów zdarzających się przenumerowań. Obawiam się, że ten temat dalej nie znajduje uznania w oczach naszych władz i pozostanie pietą Achillesową geodezji. Być może rozwiązali go autorzy rozporządzenia wykonawczego przewidzianego art.23 pkt 16c projektu ustawy o Infrastrukturze Informacji Przestrzennej, choć jako zasady nakładające na obywatela obowiązki (przenumerowań i związanych z tym kosztów), powinny być w ustawie. W sumie system adresowy w obliczu ustawy o Infrastrukturze Informacji Przestrzennej, to mały pryszcz, a raczej czyrak, który źle umiejscowiony potrafi być bardzo dokuczliwy.
Edward Mecha Komentarz nr 30/IV/09 2 listopada 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! O tym ze Zintegrowany System Katastralny, w tym system wieczysto-księgowy się nie sprawdza, było już wiadomo na etapie pierwszych sześciu miast pilotowych i po to były one pilotowe, aby się wycofać lub skorygować założenia systemu. Nic takiego nie zrobiono, eksperymentowano dalej, stąd mamy coraz bardziej niewydolne księgi wieczyste, które przy obecnych opóźnieniach wpisów zatracają swój sens, stąd mamy Geoportal z namiastką IPE, który z katastrem ma mało wspólnego, jako że zamieszczony tam obraz działek jest efektem wektoryzacji, czyli ładnym obrazkiem, opatrzonym zmyłkowo identyfikatorem katastralnym. Pod ten sam identyfikator ma się podczepić nowy tworek powierzchniowy, tak zwana działka scertyfikowana, o czym w Sieniawie poinformowali przedstawiciele ARiMR. Porównywanie tych danych z wieczysto-księgowymi jest nieuprawnione i nie ma szans na obronę w przypadku zaskarżenia. Można to zresztą sprawdzić (i uniknąć zagrożeń wektoryzacyjnych) na tych lokalizacjach Geoportalu (miedzy innymi Cieszyn, Koło, Mielec, Środa Śląska,Turek i wiele innych), gdzie podano zarówno dane z wektoryzacji, jak i dane ciągnięte bezpośrednio z ośrodka dokumentacji. Tego faktu nie nagłośniło obecne kierownictwo GUGiK, a jest to jeden z jego największych sukcesów. Stworzyło po cichu narzędzie umożliwiające osobom poszkodowanym identyfikację drogą internetową niespójności geodezyjnych Otóż na Przeglądarce Map Geoportalu.gov.pl znajdujemy dwa identyczne hasła „Dane o charakterze katastralnym“, z tym, że jedne mają w nawiasie KIIP, drugie COGiK; oznaczenia wstydliwie schowane, odsłaniające się po przesunięciu ramki. O ile raczej wiadomo, co to jest COGiK, bo wymieniony jest w Statucie GUGiK wprowadzonym Rozporządzeniem Prezesa Rady Ministrów, to nie wiadomo co to jest KIIP. Chyba chodzi o Krajową Infrastrukturę Informacji Przestrzennej, która jednak w sensie prawnym jeszcze nie istnieje (nie została jeszcze transponowana!), zatem raczej chodzi o Katastralną Infrastrukturę Informacji Przestrzennej, która prawnie też nie istnieje, ale którą te pierwsze dane o charakterze katastralnym stanowią. Są to autentyczne dane ciągnięte bezpośrednio z ośrodka dokumentacji . Jest to remedium na wszystkie obrazkowe GIS-y, które w dziedzinie administrowania terenami trzeba będzie stopniowo zastępować danymi urzędowymi. Szukają tego narzędzia na całym świecie, bo od dawna podejrzewano, że jest to możliwe, znalazło je aktualne kierownictwo GUGiK i nie chwali się, nie nagłaśnia, uważając za rzecz oczywistą. Znany polski profesor z zakresu informacji przestrzennej też kiedyś twierdził, że nie mamy żadnej infrastruktury informacji przestrzennej, a okazało się, iż mamy najbogatszą tylko nienagłośnioną i zaśmieconą przez zagranicznych doradców, którzy nawet jak znają język, to nie znają specyfiki polskiej geodezji. Te zamieszczone w Geoportalu drugie dane o charakterze katastralnym opatrzone akronimem COGiK to są obrazkowe dane z wektoryzacji, które z braku danych źródłowych, stanowią orientację w terenie i te dane dla potrzeb prawnych nie powinny być wykorzystywane. Można to łatwiej sprawdzić na powiązanym z Geoportalem, Geoportalu2.pl gdzie są i dane wektoryzowane (działki z Geoportal.gov.pl) i dane katastralne (działki katastralne). Są miejsca, gdzie dane są zgodne, czyli miejsca, gdzie wykonujący wektoryzację wykorzystali dane źródłowe zgodnie z zasadami sztuki geodezyjnej, ale są i miejsca gdzie dane te się rozchodzą, na skutek prymitywnego wektoryzowania map katastralnych i będą się coraz bardziej rozchodzić w miarę dokonywania zmian w strukturze przestrzennej, jako że dane katastralne żyją, a zwektoryzowane nie. Nieuchronnie zbliża się czas, w którym dane w Zintegrowanym Systemie Katastralnym trzeba będzie zharmonizować i GUGiK zrobił ogromny krok w tym kierunku. Teraz trzeba, gmina po gminie, przygotować bazę „Danych o charakterze katastralnym (KIIP)“ do konfrontacji z poszczególnymi już zinformatyzowanymi wydziałami ksiąg wieczystych. Gminami, gdyż jest to jedyny sposób zbilansowania z podziałem wieczysto-księgowym. Trzeba też udostępnić i przygotować do konfrontacji strukturę ksiąg, a potem na wzór organizacji ośrodków migracyjnych stworzyć zespoły specjalistów, które wyselekcjonują przypadki niezgodne, celem ich stopniowej eliminacji przez właściwe organy administracji samorządowej i sądowniczej. Dziś w zderzeniu z obarczonym błędami ale legalnym systemem ksiąg wieczystych nielegalny system ewidencji gruntów ma znikome szanse. Z braku procedur, co tak znakomicie nagłaśnia koleżanka Pietrzak. Wszystko zależy od tego jak w określonej miejscowości dane ewidencyjne były legalizowane. Jeśli obywatele uczestniczyli w procesie zakładania czy modernizacji ewidencji gruntów i budynków, wykorzystano dane archiwalne i dokumenty przedłożone przez strony oraz zachowano etapy postępowania administracyjnego, to nie powinno być rozbieżności z systemem wieczysto-księgowym, a ewentualne skargi obywateli należeć będą do rzadkości. Gorzej będzie z mieniem Skarbu Państwa czy gminy, ale to aktualnie się wyjaśnia. Jeśli jednak resorty MSWiA oraz Sprawiedliwości dogadają się co do zasad harmonizacji, które nie wymagają wielkich pieniędzy tylko dobrej woli, dobrej organizacji i kompetentnych specjalistów, przede wszystkim jednak wyższego umocowania w hierarchii urzędniczej Głównego Geodety Kraju, to problem lawiny skarg na błędy w systemie katastralnym może zostać zneutralizowany w okresie 2-3 lat, zakładając iż zwieńczeniem harmonizacji będzie otwarcie baz dla właścicieli w sposób jak zrobił to kataster w Hiszpanii. Oznacza to, iż stanęliśmy przed szansą zbudowania Zintegrowanego Systemu Katastralnego do końca 2013 r. Przy okazji stworzone zostanie parcie na likwidację bałaganu przestrzennego stworzonego przez spółdzielczość mieszkaniową, a jest okazja, aby równolegle uporządkować sensownie bazę adresową. Że jest to możliwe udowodnił Aleksandrów Kujawski, który z własnej inicjatywy, nie prosząc nikogo o pomoc uruchomił interaktywny geoportal o ogromnej skali treści, z mnogością własnych unikalnych rozwiązań i warstw. Nie miałem dotąd możliwości zetknąć się z Geodetą Powiatowym powiatu aleksandrowskiego, który tego dokonał, ale będę sobie poczytywał za wielki zaszczyt spotkać się z kolegą geodetą o takiej skali inwencji. Zaistniała wreszcie szansa na powrót do normalności, szansa, w której narzędzia informatyczne będą wykorzystane do korygowania błędów, a nie do ich tworzenia, jak to dziś na skutek nieodpowiedzialnych konwersji ma miejsce. Edward Mecha Komentarz nr 29/IV/09 26 października 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Ponarzekałem w ubiegłym tygodniu na niefortunnych autorów referatu na temat „Koncepcji geoportalu tematycznego NATURA-SDIplus w kontekście implementacji zapisów dyrektywy INSPIRE“. Sam wszakże na warsztaty tego projektu poleciałem do Montpellier i dostałem za swoje. Nie wiem czy to autorzy referatu mają tak silne umocowanie w siłach natury, czy był to przypadek, ale tuż po moim przylocie rozpętała się niesamowita ulewa z wyładowaniami atmosferycznymi, która trwała ponad dobę. Ulice zamieniły się w rwące potoki a pod wiaduktami sterczały samochody zalane po dach. Ponad 70 uczestników warsztatów zostało uwięzionych w miejscu obrad, a prowadzący obrady dali nam próbkę intensywności pracy w zintegrowanej Europie. 11 godzin obrad z dwoma piętnastominutowymi przerwami na kawę i jedną półgodzinną na lunch złożony z miniaturowych koreczków i ciasteczek. Była też zapowiedziana uroczysta kolacja w oddalonej restauracji, do której z powodu ulewy dojść nie dało rady. Można zatem było więcej popracować merytorycznie, a było nad czym. Niewątpliwie najciekawsza była idea geoportalu środowiskowego, którego główna koncepcja sprowadza się do utworzenia brokerów (WMS, WFS, CSW), którzy darmo zbierać będą dane środowiskowe oraz udostępniać je zainteresowanym stronom. Czy udostępnianie będzie darmowe czy odpłatne, tego tematu nie rozwinięto. Faktem jednak jest, że wyprowadzone zostało zapotrzebowanie na specjalistyczne usługi brokerskie. Zanosi się na utworzenie potężnej dziedziny usług informatycznych, o które warto powalczyć, bo mają cechy usług dożywotnich, które nawet gdyby były bezpłatne, to wymagają wyposażenia w infrastrukturę przesyłową i oprogramowanie, a jak wiadomo usługi brokerskie bezpłatne nie są. Przedstawiciel firmy INGRIT zaklinał się wielokrotnie, że dla przedstawienia idei projektu potrzeba mu mniej niż dwóch minut, a po upływie czterdziestu minut przewodniczący obrad prawie siłą pozbawiał prezentera głosu. Z pewnością był to jakiś test wiarygodności. Firmę INGRIT Italy reprezentowali pan Carmelo Attardo i pani Alina Kmiecik. Nazwisko pani Kmiecik pojawiło się też jako jedyne z 94, przypisane do Polski, w wykazie osób pracujących nad aktami wykonawczymi INSPIRE. Są w wykazie jeszcze dwa nazwiska o brzmieniu polskim ale nie reprezentujące kraju: Piotr Piotrowski, bez przynależności do państwa i Marek Baranowski reprezentujący PASI. Pogubiłem się też z panią Kmiecik, bo znam panią Alinę z prac w Komitecie Technicznym 297 PKN, ale nie wiedziałem, że specjalizuje się w jednostkach administracyjnych, nie wiedziałem też, że przeniosła się ponownie do Włoch, gdzie swego czasu odbywała studia doktoranckie. A sprawa nie jest błaha, bo 22 osobowy zespół specyfikacji danych oraz 9 tematycznych grup roboczych (w sumie 94 osoby), przygotowało akty wykonawcze do dyrektywy INSPIRE, które zostały już opublikowane (ostatni 14 października) i obowiązują, autorów naszego projektu prawa geodezyjnego i rozporządzeń wykonawczych też. Każdy kraj zadbał o to, aby wepchnąć w zespoły robocze jak najwięcej swoich przedstawicieli, po to, aby nie wywracać swojego systemu prawnego. Opublikowane unijne akty wykonawcze noszą wprawdzie nazwę wytycznych ale są odpowiednikiem naszych rozporządzeń wykonawczych, tak jak dyrektywa jest odpowiednikiem naszej ustawy. Zadałem sobie trud prześledzenia blisko 2 tys. stron wytycznych unijnych i zapewniam czytelników, o ich małym podobieństwie do 1500 stron modeli danych przestrzennych równolegle zleconych przez Mazowiecki Urząd Marszałkowski, wytworzonych przez OPGK Elbląg a patronowanych przez GUGiK. A przecież Geodeta Mazowsza wiedział o toczących się pracach nad INSPIRE i mimo to wydaje miliony złotych na produkt odmienny od ustaleń dyrektywy? Bardzo z tyłu pozostały też polskie teksty norm ISO 19100, norm leżących u podstaw jednego i drugiego opracowania. Ponieważ znana jest mi dobra wola obecnego kierownictwa GUGiK w porządkowaniu spraw geodezji, nie potrafię sobie wyobrazić jak ono wybrnie z zastawionych pułapek w obliczu: - zacieśniających się ram czasowych, - zanikających środków na prace geodezyjne, a raczej na inżynierię (po likwidacji przez GUS działalności geodezyjnej i kartograficznej) i - nawisu brakujących 60 tys. km2 mienia publicznego. Nie znam oczywiście wszystkich uwarunkowań i stanu zaawansowania prac nad ustawą i przepisami wykonawczymi. Być może, że to wszystko jest w nich uwzględnione. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Światełkiem w tunelu jest czarodziejka z Suwałk pani dr inż. Ludmiła Pietrzak, która w Kaliszu wyczarowała zdroworozsądkowe podejście do orzecznictwa administracyjnego w zakresie ewidencji gruntów i budynków oraz gospodarowania nieruchomościami, natomiast w Sieniawie podczas Zgromadzenia Polskiej Geodezji Komercyjnej oczarowała zebranych nadzwyczaj rozsądnym podejściem do odpowiedzialności zawodowej geodetów, w tym do kanonów etyki zawodowej oraz charakteru prac geodezyjnych i kartograficznych. Nie bez kozery określenie czarodziejki przylgnęło do pani Ludmiły, bo wie o co chodzi, umie wyczarować stosowne uzasadnienie i potrafi to sprzedać. Nie zrobiła tego oczywiście wyłącznie sama, bo posiłkowała się oprócz ogromnej wiedzy własnej, zleconymi przez Zarząd Polskiej Geodezji Komercyjnej opiniami prawnymi profesorów Błażeja Wierzbowskiego z Torunia i Dariusza Dudka z Lublina, miała jednak odwagę przeciwstawić się prymitywizowaniu geodezji przez informatyków oraz wytknąć brak elementarnych procedur w rejestrowaniu podstawy bytu państwa, jaką jest jego terytorium. Zaprezentowanym w Sieniawie przemyśleniom pani Ludmiły warto poświęcić odrębny komentarz, co postaram się zrobić jak tylko znajdę się w posiadaniu tekstu prezentacji. Warto wszakże napomknąć, że podczas gdy w trakcie zgromadzenia Polskiej Geodezji Komercyjnej prezentowane były: - prawdziwa do bólu ocena zawodu geodety, - destrukcyjny wpływ niektórych firm informatycznych na dorobek geodezji i - konstruktywne wnioski wyjścia z zapaści w jakiej tkwimy, w tym bezwarunkowa konieczność utworzenia samorządu zawodowego, hamowanego niestety przez czcigodne ale zachowawcze Stowarzyszenie Geodetów Polskich, rządy obejmował nowy minister MSWiA znający doskonale problemy geodezyjne. Fakt, iż w okresie ostatnich lat, kiedy obecny minister był Wojewodą Małopolskim doradzał mu kolega Stanisław Marczyk, znany z rzetelnej wiedzy, konsekwencji i bezkompromisowości, każe wierzyć, że tym razem się uda. W trakcie obrad nie udało mi się tylko zgłosić panu Wicemarszałkowi podkarpackiemu Bogdanowi Rzońcy, który prosił o opinie, wniosku o konieczności związania funkcji Głównego Geodety Kraju z rangą Sekretarza Stanu, gdyż inaczej nie będzie partnerem w sprawowaniu koordynacji wybitnie międzyresortowego zadania, zwłaszcza w styku z księgami wieczystymi i podatkami, a nawet rolnictwem, choć dyrektor Departamentu Baz Referencyjnych ARiMR pan Robert Pośnik oświadczył w Sieniawie, że „interes agencji rozszedł się z interesem ewidencji“. A swoją drogą kataklizm październikowych opadów śniegu jaki towarzyszył obradom w Sieniawie, był chyba ostrzeżeniem sił natury, że i one mają dosyć tego co się dzieje w polskiej geodezji. Na czary to raczej nie wyglądało. Edward Mecha Komentarz nr 28/IV/09 19 października 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W drugim tygodniu października nastąpiło kolejne epicentrum aktywności geodezyjno-geomatycznej i miejmy nadzieję, że było to już przesilenie i zacznie się czas pracy twórczej, której mnogość nasiadówek raczej nie sprzyja. Bardzo żałowałem, że nie mogłem uczestniczyć w próbie generalnej przyszłorocznych warsztatów INSPIRE w Krakowie, bo na XIX Konferencję PTIP w Warszawie, która spełniała funkcję próby generalnej warsztatów INSPIRE, nałożyły się warsztaty projektu NATURA-SDIplus w Montpellier, do których zaangażowałem się wcześniej. Żałowałem z powodu wygłoszonego w Warszawie wspólnego referatu przedstawicieli Politechniki Warszawskiej, Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii oraz firmy Intergraph Polska właśnie na temat warsztatów w Montpellier, a konkretnie na temat „Koncepcji geoportalu tematycznego NATURA-SDIplus w kontekście implementacji zapisów dyrektywy INSPIRE“. Jakoś jednak udało mi się z referatem zapoznać i bardzo się ucieszyłem z faktu, iż ważna problematyka projektów badawczo-rozwojowych Unii Europejskiej doczekała się komentarza osób zaangażowanych w rozwiązywanie problemu. Mniej natomiast ucieszył mnie fakt, iż poważny temat badawczy został przedstawiony niezgodnie z faktami i przedwcześnie zamieniony w biznes, czego w unijnych projektach badawczo-rozwojowych się nie praktykuje. Do takiej konkluzji skłania mnie doświadczenie życiowe, które podpowiada, że fakty przeczą rzeczywistości na ogół wtedy jak chodzi o pieniądze, a rzeczywistość opisana w referacie rozmija się w sposób istotny z faktami, stąd ogromne zdumienie, jak to jest możliwe, żeby autorzy, których znam i szanuję, rozminęli się z prawdą, twierdząc, - iż koncepcja funkcjonalności systemu informatycznego NATURE-SDIplus obejmującego całą Unię powstaje w Polsce, co w świetle dokumentów kreujących projekt nie jest prawdziwe, bo koncepcja taka powstaje we Włoszech, - iż istotną rolę w realizacji projektu odgrywają GUGiK oraz Intergraph Polska, co nie ma żadnego pokrycia w dokumentacji projektu, bo Integraph Polska w projekcie nie uczestniczy, - iż eksperci związani z firmą Intergraph Polska odpowiadają za opracowanie architektury i funkcjonalności serwisów geoinformacyjnych portalu Natura-SDIplus w sposób zgodny ze specyfikacjami ISO i OGC oraz zaleceniami Dyrektywy INSPIRE, co być może ma miejsce ale nie jest odzwierciedlone w dokumentacji projektu i jeśli się odbywa, to poza formalnymi ustaleniami projektu, - że opracowane rozwiązania zostaną wdrożone w skali europejskiej przez koordynujący realizację projektu GISIG, co może kiedyś nastąpić ale nigdzie nie zostało zapisane i nie takie są intencje unijnych projektów badawczo-rozwojowych. Rzecz w tym, że Intergraph Polska nie jest partnerem tego projektu, a formalny partner jakim jest GUGiK ma do wykonania inne zadania, konkretnie udostępnianie danych. Czyżby zatem jakaś zbiorowa hipnoza ogarnęła autorów referatu? Nie sądzę. Wszystko wskazuje na to, że autorzy opisali taki stan rzeczy jaki znają, jaki się aktualnie rozgrywa, czyli w ich przekonaniu opisali prawdę. Ale prawdy są różne a ich klasyfikacji wiele, zależnie od punktu widzenia. Jest np. prawda, szczera prawda i formalna prawda. Formalnie prawda jest taka, że jednym z partnerów projektu jest Intergraph Włochy, który prawdopodobnie zatrudnia specjalistów z Polski albo podzleca im prace. Ewentualny sukces nie będzie więc udziałem firmy Integraph Polska a firmy Intergraph Włochy, która jest partnerem projektu. Wiąże się z tym szereg detali rozliczeniowych środków projektu i unijnych środków na prace badawczo-rozwojowe, ale to jest przedmiotem zainteresowania służb finansowo-księgowych unijnych i rodzimych. Istotny jest element wyeksponowania przez autorów referatu firmy jako całości, firmy, której wszystkie oddziały w różnych krajach pracują na zysk dla zaoceanicznego pracodawcy. Celem działania każdego, zwłaszcza zagranicznego koncernu jest maksymalizacja zysku i to jest tak proste i oczywiste, jak konstrukcja cepa. To, że koncepcję geoportalu tematycznego przygotowali specjaliści polscy, bez względu na to gdzie mieszkają i pracują, jest ważne dla wytwórcy o tyle, o ile na tym zarobi, a specjalistom zapłacił, bo po to ich zatrudnił. Jak rozwiązanie będzie jedyne, będzie można je wyżej wycenić i w przyszłości sprzedać. Wszyscy za nie zapłacą tyle samo, łącznie z krajem zamieszkania specjalistów. Jeśli zatem autorzy referatu z uznaniem podkreślają fakt, iż koncepcja powstaje w Polsce, to wyrażają zadowolenie z faktu, iż zagraniczna firma więcej zarobi, a my będziemy musieli więcej zapłacić. Gdyby referat napisali pracownicy firmy, to byłaby to zwykła reklama. Wiadomo każda sroka swój ogon chwali. W momencie jak w sprawę angażuje się uczelnię i organ administracji publicznej, potwierdzając w dodatku nieprawdę, to trzeba na sprawę patrzeć z zupełnie innego punktu widzenia. Na prawdę omawianego projektu trzeba zatem patrzeć nie z perspektywy techniki a ekonomii, nie z perspektywy sukcesu intelektualnego, a z perspektywy funkcjonowania biznesu, a raczej etyki zawodowej, jeśli w odniesieniu do zagranicznego producenta, tę kategorię pojęć można zastosować. Reprezentanci firmy Intergraph Polska, występując w referacie pod nazwą polskiego oddziału firmy, która w projekcie uczestniczy jako INGRIT - Intergraph Italy, spowodowali sytuację przypominającą ujawnienie przyjaciela pana domu w sypialni pani domu. Rzecz w tym, że tacy przyjaciele na ogół starają się nie wpadać w oko. Ten z projektu zaczął przestawiać meble w domu i dał sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie w postaci wspólnego referatu. W dowcipie mąż zabija kochanka przy pomocy pistoletu, szabli, w ostateczności rogu, zmniejszając w konsekwencji grono przyjaciół. W przypadku projektu Natura-SDIplus można tylko ujawnić rolę przyjaciela domu i jego intencje. W podobny sposób jak wspomniane wyżej fragmenty dyrektywy INSPIRE można by opracować dyrektywę ptasią, wodną, odpadową, środowiskową i inne, byle tylko były zgodne ze specyfikacjami... STOP. Bo w tym miejscu jest „pies pogrzebany“. Tak się mówi. Dlaczego pies pogrzebany? Przyznam się, że nie wiem. Taki zwrot oznaczający sedno sprawy jest w powszechnym użyciu. Podobnie autorzy referatu użyli „specyfikacje ISO i OGC“. Tak się powszechnie mówi, ale to nie jest to samo. ISO jest międzynarodową organizacją standaryzacyjną, której członkami są państwa opłacające za przynależność odpowiednią składkę. Mają za to prawo stosowania wyników prac tej organizacji pod określonymi warunkami, między innymi opublikowania w oficjalnym języku danego kraju i nakazania stosowania w systemie prawnym państwa. OGC jest prywatną organizacją standaryzacyjną producentów, która też dba o standardy techniczne, ale zapewniające zyski zrzeszonym producentom. Składka do OGC jest zróżnicowana ze względu na siłę producenta. Ci co płacą (zarabiają) więcej mogą decydować, ci co płacą mniej mogą słuchać. Prawdą jest, że często specyfikacje OGC są adaptowane przez ISO i wtedy stają się normami międzynarodowymi, które można zalecać do stosowania, ale jako standardy ISO. Autorzy referatu na zasadzie „pogrzebanego psa“ użyli specyfikacji ISO i OGC, bo to prawda. Za chwilę specyfikacje OGC mogą być specyfikacjami ISO, ale dopóki nie są, dopóty są tylko narzędziem kreowania zysków dla członków OGC, co ujawniło się jak w krzywym zwierciadle w opisie projektu Natura-SDIplus. Aby zapewnić interoperacyjność różnych systemów, powszechnie używa się standardów OGC, licząc na to iż ISO też je w końcu wprowadzi. To tak jak z ustawą o Infrastrukturze Informacji Przestrzennej. Wszyscy wiedzą, że będzie ale nie wiadomo w jakiej postaci i od kiedy. Potem ktoś zmieni jedno słowo, jak np. słynne „i czasopisma“ i sadzają za kratki mnóstwo ludzi. Standard OGC, który jeszcze nie jest standardem ISO, jest lobbowaniem za członkami OGC, czyli za ich zyskami. Niezręczność referatu czwórki autorów polega na tym, iż dwoje z nich wystąpiło jako Intergraph Polska, podczas gdy w projekcie są oni Intergraphem Italy, a to nie to samo co firma Intergraph. Nazwa niby ta sama ale podmioty gospodarcze różne, w różnych krajach i różnym fiskusom odprowadzające podatki. Centrala firmy zainteresowana jest monopolem w dziedzinie regulowanej dyrektywą unijną, bo przepisy unijne przymuszają do zakupów. A kto nie ma dostatecznie dużo pieniędzy niech się zadłuża - oczywiście po to, aby wykonać dyrektywę, a nie po to aby przysparzać komuś zyski. Dopiero co musiałem tak zapłacić za wymianę skrzynek na listy według wzoru nakazanego przez Unię! Nie tak dawno temu przetoczyła się burzliwa dyskusja na temat żarówek energooszczędnych, które Unia nakazała wprowadzać (co poniektórzy dopowiadali, aby skoncentrować strumień zysków do dwóch wielkich koncernów produkujących żarówki energooszczędne ale kosztowne). Znalezienie linii demarkacyjnej między żarówkami energooszczędnymi a np. automatami do gry zwanymi jednorękimi bandytami jest coraz trudniejsze. Zyski z kupna jednych i drugich są transferowane do wytwórcy. Bandyci kreują jednak jeszcze zysk wtórny z hazardu, dlatego o tym głośno, no i nie są też nakazani dyrektywą. Zbieranie danych przestrzennych jest nakazane dyrektywą a wypracowanie mechanizmu transferu danych ma wynikać z unijnych projektów badawczo-rozwojowych, wcale jeszcze nie przesądzając o wytwórcy narzędzi transferu, zatem autorzy referatu zbytnio się pospieszyli. Wydawało mi się, że znam mechanizm projektów badawczo-rozwojowych Unii Europejskiej, bo od samego początku w projektach tych uczestniczyłem ale sposób zaprezentowania projektu NATURA-SDIplus podczas konferencji warszawskiej bardzo mnie zadziwił i to właśnie w kontekście z przyszłoroczną konferencją INSPIRE, która może zgromadzić nawet 1000 osób. Kraków jest znany, dobrze rozreklamowany i chętnych do jego zwiedzenia będzie dużo. Dyrektywa INSPIRE dzięki europejskiemu nagłośnieniu też zrobiła już karierę i chętnych do zorientowania się, o co właściwie w tej dyrektywie chodzi, też będzie dużo. Reklama podczas takiej konferencji liczy się jak podczas meczów piłkarskich, bo oglądalność jest duża i specjalistyczna, warto zatem o reklamę zadbać i zaistnieć, występując nawet w czyimś imieniu. Do 15 maja br. należało dyrektywę INSPIRE transponować do polskiego prawa. Ponoć prawnicy z Rządowego Centrum Legislacyjnego proponowali przyjęcie dosłownego tłumaczenia dyrektywy, ale sprzeciwiła się temu administracja rządowa, która postanowiła przy okazji zmienić Prawo geodezyjne i kartograficzne. Czas zatem leci, nie ma ani jednego ani drugiego, a są coraz bardziej rozbujałe spekulacje i jest coraz więcej nieporozumień. Największe nieporozumienie jest wokół struktury baz danych czemu głównie poświęcony jest polski tekst ustawy wdrażającej dyrektywę w swej części dotyczącej zmiany Prawa geodezyjnego i kartograficznego, kosztem usług wokół których skoncentrowany jest tekst dyrektywy. Autorzy dyrektywy mieli pełną świadomość, iż nie da się ujednolicić struktury baz danych według życzenia jednego producenta oprogramowania i skoncentrowali się na usługach umożliwiających sięganie do różnych baz danych. O tym w projekcie części geodezyjnej polskiej ustawy wprowadzającej dyrektywę jakoś zapomniano. Wszystko zmierza do jednej centralnej bazy, na wzór elektronicznej księgi wieczystej, jakby negatywnych doświadczeń z tą bazą było mało. W końcu już przywykliśmy do tego, że standardy i rozwiązania technologiczne dyktuje jeden producent, że kolejni geodeci zalecali na odchodnym stosowanie produktów jednej konkretnej firmy i być może tak by to jeszcze trwało i trwało, gdyby nie dług publiczny i gdyby nie próba generalna przed krakowskim INSPIRE. Co do długu publicznego, w momencie jak jego wielkość przekroczyła wartość majątku Skarbu Państwa, co się właśnie stało, pozostało już tylko sięganie do naszej, obywateli kieszeni. Dopóki państwo miało przemysł, mogły zyski z przemysłu zasilić majątek Skarbu Państwa. Dopóki państwo miało banki, mogły zyski z obrotu kapitałem i długiem zasilać majątek Skarbu Państwa. W sytuacji jak wszystkie te źródła wysychają reguły gry zaczyna dyktować ten co dał lub ma pieniądze, czyli zagraniczny przemysł i banki. Informacja przestrzenna nie będzie od tego wyjątkiem, a wręcz jest informacją kreatywną dochodowo. I w tym aspekcie postrzegać trzeba referat o koncepcji geoportalu tematycznego w wykonaniu firmy nie będącej partnerem projektu. Partnerem projektu jest INGRIT czyli Intergraph Italy, który ma do wykonania zadanie kojarzenia głównie włoskich dostarczycieli danych. Dane partnerów zewnętrznych mają charakter porównawczy o czym świadczy skala środków przeznaczonych na realizację poszczególnych zadań. Unijne projekty badawczo-rozwojowe wygrywa się pod warunkiem posiadania odpowiednich partnerów krajowych i parytet krajów członkowskich jest jednym z najistotniejszych kryteriów wyboru projektu. Reguły projektu przewidują udział partnerów z poszczególnych krajów a nie udział koncernów światowych. Jeśli zatem partnerem został Intergraph Italy, to został nim reprezentant Włoch. Sprawa mnie osobiście dotyczy szczególnie, bo ani GUGiK ani inne krajowe organizacje nie były dotąd zainteresowane unijnymi projektami badawczo-rozwojowymi. Czynił to GISPOL w czasach gdy byłem prezesem tej organizacji (PANEL-GI, ABDS), potem jeszcze dołączyły Uniwersytet Jagielloński i obecnie AGH. Do uczestnictwa w projekcie Natura-SDIplus wręcz przymuszałem poprzedniego geodetę pana Potrapeluka, który tak jeżył się do współpracy międzynarodowej, jak do wszystkiego co przyszło mu rozwiązywać w kraju. Na szczęście przyszła pani Orlińska i w ostatnim momencie zdecydowała się uczestniczyć w projekcie, który słusznie przedstawia obecnie jako osiągnięcie GUGiK, bo nim jest. Firmy Integraph Polska w projekcie nie ma, a to co przedstawiają autorzy referatu jest efektem pracy partnera Integraph Włochy. O prace badawczo-rozwojowe dla Polski zabiegało od 13 lat Stowarzyszenie GISPOL. Środki uzyskane z projektów przeznaczało na ogromną składkę do EUROGI i innych organizacji, po to żeby wiedzieć, co się dzieje w świecie i w Europie i co rzetelnie przekazywaliśmy w biuletynach i komentarzach. Składkę do GISIG, lidera projektu Natura-SDIplus opłaca od 10 lat firma GEOBID, członek wspierający Stowarzyszenia GISPOL. To dzięki tej składce i udziałowi we władzach GISIG-u udaje się od czasu do czasu zapewnić udział polskich partnerów w projektach wygrywanych przez GISIG. Podobnie rzecz ma się z omawianym projektem, którego sensem jest przetestowanie najlepszych rozwiązań, takich które zapewnią, iż w momencie podsumowania powierzchni np. Polski nie zabraknie jej 1/5 części, co się ostatnio stało. Lecąc na warsztaty w Montpellier zacząłem jednak powątpiewać w możliwość zbudowania takiego najlepszego rozwiązania. Latam samolotami już pół wieku. Jak nie było systemów komputerowych to odprawiano pasażerów średnio w minutę a nawet krócej. Obecnie na 2 stanowiskach odprawy LOT w Katowicach odprawiono 20 pasażerów w ponad godzinę, a ponieważ nie zdążono na czas odprawić wszystkich, samolot wyleciał z opóźnieniem. Przy każdym pasażerze były problemy z wlogowaniem się do systemu i obsługa gapiła się w ekran, jak przysłowiowa sroka w kość, a pasażerowie wlepiali wzrok w żałośnie niedołężną obsługę. Potem dostałem bilet tylko do Warszawy, a nie do miejsca docelowego, bo systemy komputerowe LOT i Air France nie współdziałają z sobą. Zaraz przypomniały mi się kilkudniowe próby wejścia w system IPE i wieczne niedrożności w systemie elektronicznej KW. Kolega Olszewski podczas prezentacji projektu Natura-SDIplus przekonywał wielokrotnie, że nie są istotne dane, istotny jest człowiek. To, że dane są nieistotne dowiedzieliśmy się po wyparowanych 60 tys. km kwadratowych mienia publicznego (40 w porównaniu do egib, 60 w porównaniu do KW). A człowiek dla informatyków, to taki marginalny dodatek do komputera. Jest ważny o tyle, żeby zapłacić za komputerowe zabawki, nie po to aby z nich korzystać. Coraz częściej informatyka zaczyna przypominać złoty obuch młotka, którym wbijamy zwykłe gwóździe, a w geodezji rozbijamy miśnieńską porcelanę, co pięknie zilustrował kolega Dudzik w październikowym wydaniu miesięcznika GEODETA. Edward Mecha Komentarz nr 27/IV/09 12 października 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Pozwoliłem sobie na tygodniowy urlop: bez gazet, radia i telewizji. Jedynym, niekwestionowanym źródłem informacji była małżonka, co bardzo ułatwiało życie, nie zmuszając do myślenia. Pamiętam w akademiku były tak zwane kołchoźniki (głośniki zainstalowane pod sufitem), które głosiły prawdę, samą prawdę i tylko prawdę, które można było przyciszyć ale nie wyłączyć i to rzeczywiście bardzo ułatwiało naukę, gdyż uodparniało na szum informacyjny. Dziś, gdy na każdym kroku, nawet w telewizji publicznej, za moje pieniądze, muszę słuchać jak naganiać pieniądze do kieszeni zagranicznego producenta, jak różne organy administracji publicznej zmuszają mnie pośrednio i bezpośrednio do opłacania udziału na rzecz przysporzenia zysku zagranicznym producentom towarów, sprzętu i oprogramowania, a dług publiczny rośnie, przerażenie ogarnia, czym się to skończy. Po powrocie z urlopu, jak przebiłem się przez najdroższy w Polsce i najgorzej zarządzany układ komunikacyjny miasta Katowice, zabrałem się do studiowania zaległych gazet. Oczywiście na czele wszystkich doniesień były gigantyczne korki wywołane niefrasobliwością, a raczej nieudolnością organizacji ruchu. To, że mieszkańcy Sosnowca (Sosnowiec, to chyba jedyne miasto na świecie, którego obszar administracyjny położony jest na terenach trzech byłych katastrów różnych państw) muszą rano i po południu odstać swoje w korku na trasie dojazdowej do Katowic, chyba za nobilitację zatrudnienia w mieście metropolitalnym, potrafię jakoś zrozumieć, ale dlaczego nie mogą w Katowicach wjechać na autostradę do Krakowa, to już trudniej pojąć. Chyba, że prezydenci Katowic i Krakowa porozumieli się w sprawie odciążenia przeładowanej jednojezdniowej, płatnej autostrady łączącej te dwa ośrodki na „k“. Chyba po to, żeby mieszkańcy Zagłębia nie zapatrzyli się na fenomen autostrady zbudowanej przez państwo przed transformacją ustrojową za pieniądze podatników, a remontowanej ze środków użytkowników tzw. autostrady przez cały okres transformacji (zbliża się dwudziestolecie remontu tego siedemdziesięciokilometrowego potworka). Bo wtedy nie mieliby przebudowanego centrum Sosnowca ani nowoczesnej siedziby Urzędu Miasta i Sądu Rejonowego w Dąbrowie Górniczej, co podkreślam, bo wzbudziły zachwyt uczestników unijnych warsztatów esdi-net+. Jednak nie temat korków, choć dokuczliwy, zwrócił moją baczną uwagę w gazetach z końca września i początku października br. Pisząc nie tak dawno temu o długu publicznym zapowiedziałem, iż po wyczerpaniu innych środków, dobierze się fiskus do naszej kieszeni po linii podatków i opłat od powierzchni, bo tu najłatwiej operować stawką. Oczywiście najłatwiej byłoby wprowadzić podatek katastralny, od wartości nieruchomości i podnosić go o te 0.5 czy 1% rocznie. Ponieważ podatku katastralnego jeszcze nie ma, podnosi się opłaty wieczystego użytkowania nawet o 1500% w Warszawie (Gazeta Prawna z 24 września), ale to źle brzmi w uszach wyborców. Łatwiej byłoby zaakceptować pół „punktu procentowego“, niż 1500, choć w wartości bezwzględnej pół punktu może znaczyć więcej niż 1500. Są jeszcze inne wymyślniejsze sposoby drenowania kieszeni obywateli, a za większością z nich w tle stoi geodeta, jako zawód zaufania publicznego, stojący na straży wierności rejestracji przedmiotu posiadania oraz zasięgu praw posiadania. Z atrybutów zaufania publicznego geodeci byli stopniowo oskubywani i wreszcie zostali na straży nic nie mówiącej powierzchni, która teraz będzie podstawą do ładowania kosztów długu publicznego, jego obsługi, podwyżek sfery budżetowej i wielu innych funkcji wykonywania państwa i administracji publicznej, w tym oczywiście płac urzędników, którzy w imieniu administracji publicznej narzędzia powyższe kształtują. W każdym szanującym się kraju, w którym tak zwana władza wykonuje swoje funkcje w imieniu obywateli, chroni tych obywateli i ich kieszeń, między innymi poprzez popieranie rodzimej produkcji i politykę podatkową wspierającą swoich obywateli. Wolny przepływ kapitału, zatrudnienia i usług w Unii Europejskiej wcale nie oznacza przepływ bezpłatny, czy dotowany. Za wolność przepływu płaci się odpowiednią cenę. Zaś na straży rejestracji dóbr nieruchomych, w tym związanych z tym przywilejów, restrykcji i ograniczeń stoi geodeta, z którego różni spryciarze próbowali i jeszcze próbują robić geomatyka, informatora przestrzennego, czy innego rodzaju istotę człeko i geopodobną, aby na jej barki przerzucić odpowiedzialność za skutki drenowania kapitału z jednego z najbogatszych krajów w Europie (ponoć tylko najbogatsi są tak hojni w rozdawaniu swoich dóbr!). I tego się właśnie doczytałem w pourlopowej prasie. Najbardziej szokujące (Gazeta Prawna z 25-27 września br.) to prymitywne dokonywanie zmian w ewidencji gruntów i budynków i naliczanie podatku nawet pięć lat wstecz. Boli szczególnie fakt, że dotyczy to dziedziny pozbawionej z premedytacją standardów i procedur, w której manipulowanie rodzajem użytku należy do wyjątkowo łatwych. Niektórym geodetom się wprawdzie wydaje, że standardy takie i procedury istnieją i mają rację, ale są to standardy i procedury zwyczajowe a nie prawne, zatem ich egzekwowanie uzależnione jest tylko od dobrej woli, a nie od prawa, chyba że prawem nazwiemy też tak zwane „prawo kaduka“. Bardzo ciekawy przykład takiego „prawa kaduka“ podaje Dziennik Polski w dniu 1 października br o powierzchniach działek, które dla potrzeb LPIS-u znikają, a dla potrzeb podatku się pojawiają. No, ale to raptem kilka arów. Ja na konferencji w Kaliszu przytoczyłem wyparowanie 40 tys. km kwadratowych mienia publicznego i łudzę się, iż być może się kiedyś odnajdą. Rzeczpospolita z 30 września br. alarmuje, iż ceny ziemi rolnej w Polsce rosną w zawrotnym tempie przytaczając przykład sprzedaży przez Agencję Nieruchomości Rolnych 11 hektarów za 944 tys. zł, co oznacza, iż 1 m2 ziemi rolnej osiągnął w Polsce prawie 9 zł. wobec 17 zł. w Holandii. Z jednej strony takie ceny, z drugiej znikające tysiące kilometrów kwadratowych, a dług publiczny stale rośnie. I to jest ewenement, na który politycy, ponoszący główną odpowiedzialność za zadłużenie Polski, powinni przede wszystkim zwrócić uwagę. Górnik w Rudzie Śląskiej (Dziennik Zachodni z dnia 30 września br.) nie mając za co spłacać długów założył sobie na szyję koralik z dynamitu i wysadził. Rozwiązał problem. A co teraz ma zrobić rodzina i mieszkańcy zniszczonego bloku? A teraz kilka ciekawostek: * Rzeczpospolita z 26-27 września br. opisała czujność naszego kolegi geodety Wojciecha Dyakowskiego z Łodzi, który zakwestionował podrobiony akt notarialny. W następstwie zgłoszenia sprawy do prokuratora natrafiono na 16 dalszych podejrzanych aktów. Miasto poniosło milionowe straty na nieruchomościach zwróconych jakoby byłym właścicielom na podstawie fałszywych lub podrobionych aktów notarialnych. Jeden z notariuszy za poświadczenie sfałszowanego aktu utracił uprawnienia zawodowe. * Dziennik Zachodni z 30 września br. donosi, że nawet 300 aktów notarialnych, niepodpisanych przez notariusza z Bierunia, jest nieważnych, nieważne są także wpisy dokonane w księgach wieczystych na podstawie odpisów tych aktów, a ludzie którzy władali nabytymi nieruchomościami w przekonaniu iż są ich właścicielami, ponosić muszą obecnie koszty korygowania dokumentów, o ile nie zaszły nieodwracalne skutki prawne, a i takie stwierdzono. * 140 hektarów gruntów na Śląsku odzyskała już reaktywowana Spółka Giesche, a stara się o zwrot prawie połowy miasta Katowice, donosi Dziennik Zachodni z dnia 18 września br. Cytat: Przed II wojną światową spółka Giesche SA była na Śląsku potęgą przemysłową. Teraz jej nowi akcjonariusze roszczą sobie prawo do wartego miliardy złotych majątku. Szanse na jego odzyskanie mają spore. To się już dzieje... W 2007 roku spółka wystąpiła do prezydenta Katowic o wydanie wypisów i rysunków z ewidencji gruntów trzech działek o powierzchni 140 ha w Katowicach. Spółka chce je wpisać do własnych ksiąg wieczystych. Postępowanie wstrzymano jednak, zasłaniając się trwającym wciąż śledztwem. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach uznał to za zasadne do czasu rozstrzygnięcia, czy obecna spółka Giesche SA jest tożsama z przedwojennym koncernem Giesche SA. Niedawno NSA uchylił ten wyrok. Stwierdził, że postępowanie powinno się zakończyć albo wydaniem rysunków i wypisów, albo odmową ich wydania. Toczące się śledztwo nie może być przeszkodą. Ta decyzja otwiera spółce drogę do kolejnych roszczeń. * Tygodnik Polityka z 26 września br. informuje, że w marcu 2006 r. wicepremier Ludwik Dorn i biskup Stanisław Wielgus podpisali porozumienie, na mocy którego rząd przyznał Kosciołowi prawo do ubiegania się o zwrot niemieckich majątków przed Komisją Majątkową. Otworzono w ten sposób drogę kilkudziesięciu parafiom i zgromadzeniom do uzyskania tysięcy hektarów i dziesiątków budynków wartych setki milionów złotych. W tymże artykule (Grunt na wiarę) jest mowa o skutecznym odzyskaniu majątku na podstawie kserokopii darowizny z 1668 r. * W Rzeczpospolitej z 17 września br. czytamy iż ABW i Prokuratura Okręgowa w Warszawie od 2008 r. badają dlaczego grunty w warszawskiej Białołęce dzięki Komisji Majątkowej otrzymały niezwykle tanio poznańskie elżbietanki. Podstawą śledztwa jest kontrowersyjna wycena ziemi - 30 mln. Władze Białołęki twierdzą, że warta jest nawet 240 mln zł. Przytaczam te przypadkowo dobrane informacje po to, aby wykazać, że łączą je dwie cechy:
Zjawisko coraz bardzie się nasila, a rozproszone ośrodki dyspozycji i nadzoru ułatwiają powstawanie nieprawidłowości lub rozstrzygnięć wątpliwych. Nie do mnie należy i nie jestem w stanie ocenić prawidłowości działań, widzę natomiast wyraźnie nieskoordynowaną decyzyjność. Po to w 1996 r. Komisja Gospodarcza ds. Europy ONZ (ECE ONZ) wydała Wytyczne ds. administrowania terenami, po to na ich podstawie otrzymaliśmy środki pomocowe PHARE na utworzenie Zintegrowanego Systemu Katastralnego, aby tego zjawiska uniknąć. Po to też Bank Światowy (działający w tej dziedzinie poprzez ECE ONZ) przyznał Polsce środki na umocnienie administrowania terenami, środki wykorzystane w większości przez podmiot australijski. Co mamy w wyniku zainwestowania już około 1 mld zł w tworzenie systemu? Mamy protezę katastralną zwaną IPE, którą dla potrzeb INSPIRE zamierzamy kontynuować, która jest obrazkiem, a nie dokumentem. Mamy też wiadomej jakości elektroniczną księgę wieczystą, która znacznie osłabiła gwarancje bezpieczeństwa posiadania, a dodatkowo naraziła obywateli na ogromne koszty usuwania błędów powstałych w procesie migracji. Jednym z warunków przyznania środków PHARE było powołanie pełnomocnika rządu ds. koordynacji tych spraw. I został powołany. I to wszystko. Nie wszystko! Brakuje nam ciągle 40 tys. km2 gruntów mienia publicznego. Jak bilansuje się mienie prywatne, tego nikt nie badał. A warto, po konwersjach, w których dla potrzeb SWDE funkcjonują inne wersje programu, a dla zamawiającego inne. Edward Mecha Komentarz nr 26/IV/09 5 października 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Wspominałem w komentarzach wielokrotnie o ćwiczeniach jakie zaaplikowala mi spółdzielnia mieszkaniowa w przekształcaniu spółdzielczego własnościowego prawa do mieszkania w pełną własność. Po sześciu latach obstrukcji ze strony spółdzielni zdecydowałem się skierować sprawę na drogę postępowania sądowego, co pomogło, bo nagle błyskawicznie doszło do spisania aktu notarialnego. Oczywiście w oparciu o uchwałę sprzed sześciu lat i w oparciu o prawo ujawnione w księdze wieczystej przed sześciu laty. Różnica polega na tym, że gdyby fakt ten miał miejsce przed sześcioma laty, to oczekiwałbym na wpis prawa do księgi wieczystej kilka dni, a obecnie będę oczekiwał co najmniej sześć miesięcy. To w wyniku tak zwanego postępu technicznego wprowadzonego w wymiarze sprawiedliwości, a konkretnie w wyniku wprowadzenia elektronicznej księgi wieczystej, bo przed 2003 rokiem w katowickim Wydziale Ksiąg Wieczystych funkcjonował program Feniks II i na wpis oczekiwało się kilka dni, a wypis otrzymywało odręcznie. Potem był rok perturbacji związanych z migracją, a teraz oczekiwanie na wpis jest coraz dłuższe i obawiam się, że zapowiedziane pół roku oczekiwania znacznie się wydłuży, wieszcząc śmierć kliniczną systemu rejestracji i ochrony prawa własności nieruchomości w Polsce Wspominałem w komentarzu nr 16 z 20 lipca br., że: - Opieszałość sądów przy wpisywaniu hipoteki zwiększa koszty kredytu o 1 pkt proc. - Długie oczekiwanie na wpis do księgi umożliwia dwukrotną sprzedaż tego samego lokalu - Sędziowie twierdzą, że opóźnienia spowodował lawinowy wykup mieszkań za złotówkę. Były to spostrzeżenia Gazety Prawnej, z którymi dwoma pierwszymi się w pełni zgadzam, z trzecim niezupełnie, bo jest w nim tylko część prawdy. Wykup mieszkań rzeczywiście spowodował wzrost ilości wniosków i opóźnienia we wprowadzaniu ich do systemu komputerowego. Wcale nie mniej było jednak tych wniosków przy komunalizacji, uwłaszczeniach rolnych, czy wcześniej przy nacjonalizacji, a wnioski były załatwiane w terminie, przy o wiele mniejszych zasobach ludzkich. Zabójcze dla wydziałów ksiąg wieczystych okazało się przyklepywanie treści istniejących ksiąg wieczystych do infantylnego systemu komputerowego, wzorowanego na norweskim, z którego w Norwegii tuż po wizycie naszych tam specjalistów się wycofano, łącząc księgi wieczyste z katastrem. Przytoczyłem treść artykułu, z którego wynikało, iż „Paradoksalnie opóźnienia powoduje również informatyzacja. Wszystkie księgi w formie papierowej muszą przybrać postać elektroniczną. To także zajmuje czas - tłumaczą sędziowie“. Otóż, kłopoty z wpisami w katowickim wydziale ksiąg wieczystych zaczęły się z chwilą przemigrowania ksiąg. W sąsiednim sądzie siemianowickim, który został wyodrębniony z katowickiego i ma ksiąg niewiele mniej od Katowic, ale jeszcze nie przemigrowanych, na wpis i wypis czeka się kilka dni, prosty wypis uzyskuje się nawet odręcznie, nie musztruje się chętnych do przeglądania ksiąg, jak ma to miejsce w Katowicach, Znam sąd jeden i drugi. Katowicki jako klient, siemianowicki jako obserwator w procesie sporządzania wykazów gruntów i potrafię obiektywnie ocenić przyczyny i skutki. Warto sobie te fakty przypomnieć w obliczu decyzji, przed jakimi niewątpliwie stoi GUGiK. W konsekwencji likwidacji Funduszu Gospodarki Zasobem Geodezyjnym i Kartograficznym, GUGiK znalazł się pod ścianą przymusu decyzji centralizacyjnej, no bo jeśli przez 10 lat nic innego nie przygotowano, a fundusz znika, co oznacza, iż system oznaczania nieruchomości pozostanie na łasce budżetów powiatowych, które mają głównie wydatki, a nie mają przychodów, to z konieczności trzeba sięgnąć do IPE. Na to rząd te kilkaset milionów zł znajdzie, bo nie są to wcale takie wielkie koszty. Raptem dwa dni wzrostu naszego zadłużenia publicznego, co wyliczył jeden z posłów opozycji, wskazując, iż zadłużenie wzrasta w tempie 150 mln zł dziennie. A to już jest sprawa racji stanu, bo jeśli przez okres 20 lat przed transformacją dług publiczny urósł do 60 mld zł i funkcjonował przemysł z którego można go było spłacać, a przez następne 20 lat dług wzrósł dziesięciokrotnie a sprywatyzowany przemysł odprowadza zyski do właścicieli, głównie zagranicznych, to pozostały już tylko nieruchomości, których wartość będzie błyskawicznie rosnąć: - raz, że są jeszcze tanie, a siła nabywcza obywateli unijnych ogromna (ANGORA z 16.VII.br. przytacza relacje średnich zarobków unijnych do polskich - 4:1, zasiłków dla bezrobotnych 5:1, emerytur 4:1), przy wygasających ograniczeniach w nabywaniu nieruchomości, oznacza duży popyt (wybrzeże jest tego przykładem), - a dwa, że podatek od nieruchomości będzie odgrywać coraz większą rolę w spłacie naszego długu, czy raczej w obsłudze tego długu, bo to jest właściwy biznes i majstersztyk. W kosztach obsługi myśmy już dawno dług spłacili, a on ciągle rośnie, przynosząc, nie nam oczywiście, zyski na poziomie bardzo wysokiej pięcioprocentowej lokaty. Pomysł jest tak genialny, że nieco osłabia żal, iż to ja także, jako obywatel muszę ten pomysł opłacać (w wysokości połowy miesiąca rocznego przychodu - zatrudnionego i emeryta; wielkość samego długu publicznego, to równowartość rocznego przychodu)! Z tego też powodu oznaczanie nieruchomości okaże się w najbliższym czasie sprawą ogromnej wagi i jak GUGiK wskaże, że jedyną dziś możliwą drogą jest IPE (nie dlatego, że najlepsze, ale nic innego nie przygotowano, choć miał być zintegrowany system katastralny), to się znajdą pieniądze na agencję katastralną i na biura katastralne w terenie. Tyle, że jest to wchodzenie z deszczu pod rynnę, bo te strugi wody, a właściwie wodolejstwa informacyjnego płynącego z niezharmonizowanych systemów katastralnego i wieczysto-księgowego są coraz gwałtowniejsze, a zastoje w elektronicznej księdze wieczystej mają już znamiona lokalnych powodzi niszczących infrastrukturę rynku nieruchomości. Z tego powodu rząd, świadomy wagi sprawy, pieniądze da, choć kryzys w środkach publicznych jest dotkliwy. W końcu, co oznacza jeden dzień wzrostu zadłużenia państwa w obliczu półrocznego zamrożenia rynku nieruchomości? Oznacza, iż pieniądz nie pracuje i dług narasta, a koszty jego obsługi też. Zarówno IPE jak i elektroniczna księga wieczysta mają przede wszystkim wymiar ekonomiczny i jeśli kosztowna ich informatyzacja powoduje zahamowania na rynku, to odpowiedzialny rząd zbada przyczyny i skoryguje już podjęte i zamierzone decyzje, zwłaszcza jeśli chodzi o jeden z najbardziej czułych instrumentów wzrostu gospodarczego, a własność i teren do nich należą. Moim zdaniem nadszedł czas aby przyglądnąć się „Świętej krowie“, jaką są księgi wieczyste. To jest w ponad 90% zwykły rejestr, a w mniej niż 10% wymiar sprawiedliwości. Przez całe lata księgi były prowadzone przez państwowe biura notarialne i gdyby notariusze państwowi zarabiali tyle, ile obecnie prywatni, nie doszłoby do tak ogromnych zaległości. Przypomnijmy sobie, że powodem włączenia ksiąg w zintegrowany system katastralny były zaległości sięgające ponad jeden rok, które stopniowo spadały, a po zinformatyzowaniu gwałtownie wzrosły. Niczego też nie rozwiązało IPE, tam gdzie powiaty w nie weszły Myślę, ze pomysł Federacji Wykonawców aby połączyć księgi wieczyste z katastrem, wcale nie był taki zły i powinien być przedmiotem obiektywnej oceny. Myślę, że reaktywacja IPE w obliczu doświadczeń z elektroniczną księgą wieczystą jest wyciąganiem „trupa z szafy“, bo dostatecznie dużo było doświadczeń potwierdzających, że z centrali spraw terenowych nie da się załatwić. Do tego wszystkiego na swoich piersiach wyhodowaliśmy sobie dokuczliwą żmiję, system spółdzielczości mieszkaniowej, który rozwija w przemyślny sposób najgorsze cechy realnego socjalizmu: kumoterstwo, nepotyzm, arogancję i to właśnie w dziedzinie nieruchomości i na rynku nieruchomości. Po spisanym niedawno akcie notarialnym na zmianę spółdzielczego własnościowego prawa do mieszkania na własność, czułem się wielokrotnie wykiwany, choć z moim przyzwoleniem, bo chciałem mieć dowód czyli akt notarialny w ręce: 1/ po pierwsze, z powodu sześciu lat zwlekania przez spółdzielnię z faktem formalnego uznania transakcji kupna mieszkania, bo zapłaciłem pełną należność na wstępie, wszakże budynek przynosił spółdzielni określone korzyści i dopiero teraz, gdy trzeba do niego dokładać i trochę pod przymusem, zarząd ustąpił. 2/ po drugie, z powodu ujawnienia dopiero po spisaniu aktu notarialnego, iż 20% powierzchni nieruchomości jest we władaniu przedsiębiorstwa wodociągów i kanalizacji (zbiorniki wodne), przy czym urządzenia nie wchodzą w zakres nieruchomości wspólnej, ale ponieważ nie są wydzielone, to podatek od nieruchomości i opłata za użytkowanie wieczyste za teren pod zbiornikami będzie mnie obciążać. 3/ po trzecie, z powodu przemilczenia w akcie notarialnym służebności parkingowej na rzecz ośrodka zdrowia i apteki, stanowiącej ponad 20% nieruchomości, od której podatek od nieruchomości i opłatę użytkowania wieczystego ponoszą mieszkańcy. Trzynaście miejsc parkingowych przed budynkiem zajętych jest w dzień przez interesantów apteki i ośrodka zdrowia, w nocy przez mieszkańców sąsiadującego osiedla. 4/ po czwarte z powodu obcesowego wymuszenia w akcie notarialnym wskazania zarządcy nieruchomością, tejże spółdzielni, co i tak bym zrobił, ale nie pod presją wymuszenia aktu oświadczenia woli, 5/ po piąte z powodu opóźnienia w doręczeniu aktu notarialnego. Wiele aktów już podpisywałem i otrzymywałem do ręki. Nigdy nie zdarzyło mi się podpisać wcześniej dokumentu poddanego dalszej obróbce i odebranego dopiero po kilku dniach, 6/ po szóste z powodu półrocznej niepewności, co do tego, co zmajstrują w zapisach ci od elektronicznej księgi wieczystej, któraż to księga nie jest przygotowana do przypadków szczególnych. Ile też każą zapłacić za błędy w przyklepywaniu (a robią ich bardzo dużo!); za sprostowanie każdego błędu płaci obywatel! 7/ po siódme, z powodu gigantycznej, bo wynoszącej 720 zł opłaty sądowej (prawie równej notarialnej), chyba proporcjonalnej do czasu czekania na wpis. Mogłem oczywiście aktu notarialnego nie podpisywać, ale wtedy bym nie dysponował dowodem na zaistniały stan rzeczy. Jak do tego jeszcze przeczytałem na Geoforum anons z 29 lipca br. pod tytułem:
to poczułem się bardzo nieswojo. Proszę przeliczyć! To wychodzi 11 300 zł. od wydziału ksiąg wieczystych, w każdym z nich jest średnio 20 tysięcy, ale dochodzi i do 100 tysięcy ksiąg wieczystych, co oznacza mniej niż 0,5 zł. od księgi, a to nie pokryje nawet kosztów transportu do ośrodka migracyjnego. Można się domyślić, kto za bezcen będzie to robił i z jakimi błędami, a obywatel za sprostowanie każdego błędu migracyjnego musi zapłacić 60 zł. Proszę teraz zestawić 100 mln. kosztów obsługi długu publicznego dziennie z kwotami wydatkowanymi na dokumentowanie głównego zabezpieczenia długu, jakim są nieruchomości. Z jednej strony spotkał mnie zaszczyt uczestniczenia w pracach zespołu określającego pozycję zawodu geodety w Europie, o czym pisałem w komentarzu nr 10 z 15 czerwca br. Podczas prac tego zespołu nasłuchałem się wiele na temat podstawowych swobód obywatela w Unii Europejskiej i ogromnej roli geodety w gwarantowaniu jednego z podstawowych praw jakim jest prawo własności, z drugiej strony, jako w końcu obywatel tejże Unii spotykam się z naszą dziwną rzeczywistością, która w moich oczach inżyniera geodety i doktora ekonomii jawi się takimi skojarzeniami jak wyżej przytoczone. Ponieważ w okresie prawie już czterech lat pisania komentarzy miałem możliwość poznać część moich czytelników, to były okazje wymiany poglądów na temat mechanizmów funkcjonowania zwłaszcza spółdzielczości mieszkaniowej, co postaram się przybliżyć przy innych okazjach ale to w sumie drobiazg, przy narastaniu problemu wieczysto-księgowego. Tego problemu nie rozwiąże eKW, IPE, Internet czy prywatyzacja ksiąg, choć pierwsze trzy mogą być bardzo pomocne. Z tym problemem Główny Geodeta musi dotrzeć do najwyższych władz, uzyskać zielone światło i bardzo duże pieniądze. Ja ciągle wierzę, że obecnego Głównego Geodetę na to jest stać. Edward Mecha Komentarz nr 25/IV/09 28 września 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Zakończyłem w ubiegłym tygodniu komentarz spostrzeżeniami o długu publicznym. Dziś spróbuję uzasadnić dlaczego tak ważna w tym temacie jest rola geodezji. Dług publiczny osiągnął już poziom 640 mld zł. i ma szansę w okresie roku przekroczyć 700 mld. zł. Roczne koszty obsługi długu sięgają 35 mld zł (trzy razy więcej od spodziewanych wpływów z prywatyzacji). W sierpniu MSWiA ogłosiło, że majątek Skarbu Państwa, który jest głównym zabezpieczeniem długu, skurczył się o 40 tys. km2, wartości około 100 mld zł. To oznacza, że zabezpieczenie długu spadło poniżej poziomu długu, co zwiastuje nieuchronny wzrost obciążeń podatkowych. Zarówno źródło zmniejszenia wartości mienia Skarbu Państwa, jak i skala niezbędnych obciążeń wskazują na powierzchnię nieruchomości lub wartość nieruchomości, jako potencjalne źródło polityki fiskalnej. W myśl obowiązujących regulacji ustawowych źródłem informacji zarówno o powierzchni jak i wartości nieruchomości są dane katastralne odniesione do właściwego podmiotu. Dopóki obciążenia podatkowe z tytułu powierzchni czy wartości nieruchomości nie były zbyt dotkliwe, podatnicy zaciskali zęby i płacili, ale jak obciążenia te wzrosną kilkakrotnie, zacznie się polowanie na czarownice, czyli dostawców danych. Ponieważ zniknęły już bariery techniczne w ujawnianiu informacji publicznej przez Internet i nie tylko jest możliwość ujawnienia obywatelowi przy pomocy usługi WMS danych o jego nieruchomości, ale wręcz jest taki obowiązek, to trzeba się będzie wyspowiadać z tych 870 mln zł wydatkowanych w okresie minionych 8 lat na zintegrowany system katastralny, o czym w Kaliszu mówiła pani prezes (na marginesie 870 mln zł, to równowartość około jednego tygodnia kosztów obsługi długu). Moim zdaniem, im wcześniej udostępni się te dane, poprzez skuteczne i sprawdzone powiatowe węzły katastralne, tym lepiej, bo wyprzedzi się i skatalizuje gniew podatników, który w krótkim interwale czasowym może być groźny i dla dostarczycieli danych i dla ekip sprawujących władzę, a rozłożony w czasie pobudzi do współudziału w wyjaśnianiu różnic. Do tego potrzebne jest jednak zgodne działanie środowiska z władzami geodezyjnymi, do tego potrzebne jest odrodzenie Stowarzyszenia Geodetów Polskich, które ma statutowy, historyczny i moralny obowiązek integrowania środowiska, a koncentruje się na celebrach i biesiadach. Przegapiły i władze (poprzednie) i organizacje zawodowe likwidację działalności geodezyjnej i kartograficznej w PKD, przegapiły i władze (obecne) i organizacje zawodowe likwidację funduszu gospodarki zasobem geodezyjnym i kartograficznym. Gdyby minister Rostkowski wiedział, że będzie tego funduszu potrzebował na odszukanie 100 miliardowej wartości mienia Skarbu Państwa, niezbędnego na spłatę długu publicznego, to zadrżałaby mu ręka przy wnioskowaniu likwidacji funduszu. Jedyna nadzieja w światłym i otwartym kierownictwie GUGiK, które wielu uwarunkowań i zaszłości jeszcze nie zna, które popełnia jeszcze błędy brnąc w meandrach ZSIN i ewidencji gruntów bez podmiotów i praw związanych z nieruchomością, brnąc w niezharmonizowany z księgami wieczystymi system informacji o terenie, ale zostało do tego przymuszone nierozważnymi działaniami poprzedników. Kierownictwo widzi jednak kierunek w jakim powinno się pójść. Wypowiedź pani prezes z Kalisza o pozytywnych rezultatach systemów katastralnych skojarzonych z księgami wieczystymi, każe wierzyć, iż nawet nie w pełni przekonywające działania doraźne, są podporządkowane wizji docelowej, zgodnej z modelem geodezji preferowanym przez FIG, Eurogeographics, PCC, WPLA i inne międzynarodowe organizacje geodezyjne, z którymi obecne kierownictwo nawiązało kontakt, potrafi się porozumieć i nie jest skazane na sugestie polskojęzycznych pseudofachowców GIS-owych czy na dyktat światowych producentów sprzętu i oprogramowania. Przy okazji, co silnie akcentowano w Kaliszu, nadszedł czas na rozliczenie dywersantów ewidencyjno-gruntowych, którzy dla potrzeb testowania zgodności oprogramowania z SWDE prezentowali jedną wersję systemu a dla celów produkcyjnych inną, uniemożliwiającą transfer danych, pracę Geoportalu i bilansowanie danych. Z wypowiedzi kolegów można było domniemać, iż sprawę skierowano do organów ścigania, co nie zmienia postaci rzeczy, iż zaistniała i jest jedną z przyczyn wyparowania gruntów Skarbu Państwa. Wszystko zatem wskazuje na to, iż sytuacja się powoli wyjaśnia i zmierza ku sensownym rozwiązaniom oraz, że wszyscy chcą dobrze, choć różnie to wychodzi. Przykładem nagromadzenia, a może przeładowania dobrej woli, jest Kraków, pretendujący do europejskiej stolicy narad i konferencji. To prawda, że Kraków ma się czym pochwalić, ale żeby w jednym czasie (17 i 18 września 2009 r.) zorganizować cztery imprezy geodezyjne, czy geodezyjno-geomatyczne, o których uczestnicy raczej wzajemnie nie wiedzieli, to duże osiągnięcie. Nie wiadomo, w jakiej kolejności te imprezy wymieniać, bo ważna była każda, więc wykorzystam walory lokalizacyjne, przyjmując jako punkt centralny krakowski rynek i Kościół Mariacki. A więc licząc od centrum: 1/ Najbliżej centrum, w pałacu Larischa zorganizowano V Sympozjum Geoinformacyjne ze 106 prezentacjami. W tym seminarium miałem przyjemność uczestniczyć. 2/ Parę metrów dalej w urzędzie miejskim odbyło się zebranie Zarządu Głównego SGP. 3/ Jeszcze nieco dalej w rektoracie AGH odbyły się warsztaty europejskiego projektu esdi-net+ zajmujące się segregacją najlepszych rozwiązań lokalnych SDI. 4/ Najdalej, bo w Borku pod Krakowem odbyła się narada krakowskiej służby geodezyjnej. Szkoda, że kierownictwo GUGiK nie mogło pogodzić Krakowa z Elblągiem, bo w Krakowie działy się ważne rzeczy. Najważniejsze, bo najbliższe życiu, dyskutowane były w najbardziej odległej lokalizacji. Krakowska administracja geodezyjna miała odwagę jako pierwsza zmierzyć się z tematem skutków likwidacji funduszu. Równie ważne były warsztaty europejskie, na których dyskutowano model najkorzystniejszej SDI w Europie. Może uda się doczepić jakiś przykład z Polski, ale zainteresowanie władz projektem nie jest zbyt wielkie. Dla środowiska najważniejsze były obrady Zarządu Głównego SGP, które ustawiały przyszłoroczną kampanię wyborczą w SGP. Nie ma się co czarować, po nagłym, przedwczesnym odejściu kol. Kazimierza Czarneckiego, sytuacja mocno odbiega od ideału, a chcielibyśmy organizować III Kongres Katastralny. Na V Sympozjum Geoinformatycznym atmosfera była ciekawa, pracowita i dziwna. Polska nauka, w jej aspekcie geodezyjnym, jest prężna i oryginalna. Obok wielu na wskroś nowoczesnych propozycji fotogrametrycznych, mnie osobiście zafrapowała prezentacja Beaty Hejmanowskiej i Wojciecha Woźniaka na temat „Analizy wpływu liczby mierzonych punktów granicznych działki na dokładność określenia jej pola powierzchni“. Chodziło o „działkę“ LPIS-ową (obok zwykłej, katastralnej, ewidencyjnej, budowlanej, gruntowej), której powierzchnię wyznacza się, biegając z GPS-em po obwodzie konturu użytku - szybkość biegania też odgrywa rolę w określaniu powierzchni. Do tego były wzory, zestawienia, krzywe regresji itp., a ja zwątpiłem w realność swojego inżynierskiego dyplomu z Politechniki Warszawskiej. Zaraz potem była znakomita prezentacja Piotra Wężyka, we współautorstwie z Martą Szostak i Piotrem Tompalskim na temat „Porównania dokładności metody „FOTO“ z automatyczną analizą danych lotniczego skaningu laserowego dla celów kontroli dopłat bezpośrednich“, z której można się było dowiedzieć, jak potworne szkody wyrządziły dopłaty bezpośrednie w polskim rolnictwie, do jak wielkiej ilości ugorów i dzikich zalesień się one przyczyniły. I tak powoli układają się w jedną całość kłopoty z katastrem, księgami wieczystymi, finansami geodezyjnymi i długiem publicznym, dla którego tygodniowej obsługi ma stracić emerytury 40 tysięcy emerytów z roku 2009. Okazuje się więc, iż chociaż nie znalazło się miejsca dla działalności geodezyjnej i kartograficznej w Polskiej Klasyfikacji Działalności, to ta działalność ma wielkie znaczenie dla podstaw funkcjonowania innych działalności. Edward Mecha Komentarz nr 24/IV/09 21 września 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W dniach 10-12 września br. odbyła się w Kaliszu XIV Konferencja Naukowo-Techniczna z cyklu „Kataster Nieruchomości“. 80 uczestników z całego kraju plus 40 młodych geodetów z miejscowej Wyższej Szkoły Zawodowej miało możliwość uczestniczyć w jednej z najbardziej wartościowych konferencji, w jakich brałem udział w swojej dość długiej praktyce zawodowej. Konferencję tegoroczną pod względem wartości prezentacji można przyrównać tylko do tych, które odbywały się w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy do Kalisza przyjeżdżało prawie 300 osób, przyjeżdżali też ministrowie, aby wytyczać kierunki polskiej geodezji. Tym razem też reprezentowany był wiceminister MSWiA Tomasz Siemoniak przez panią prezes GUGiK Jolantę Orlińską, Głównego Geodetę Kraju, która w imieniu swoim i pana ministra wygłosiła referat programowy. Był też obecny pan Jacek Jarząbek Wiceprezes GUGiK. Było wielu wybitnych znawców tematu m.in. z Ministerstwa Rolnictwa, Ministerstwa Finansów, Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. Był oczywiście prof. Andrzej Hopfer, merytoryczny przewodnik konferencji od momentu ich powstania, były ikony - twórcy katastralnej ewidencji gruntów w obecnym kształcie, koledzy Zaremba i Radzio, czyli sami swoi. Był jak zwykle przedstawiciel Przeglądu Geodezyjnego, nie widziałem natomiast przedstawiciela GEODETY, i słusznie, bo ten miesięcznik powstał później niż konferencje kaliskie i specjalizuje się w geomatyce. Nie było też, a wielka szkoda, przedstawicieli resortu sprawiedliwości i infrastruktury, bo do tych resortów skierowanych było wiele uwag krytycznych. Jak wspomniałem, merytorycznie konferencja była nadzwyczaj wartościowa. Słowa każdego z mówców trzeba długo i głęboko analizować, bo w tej konferencji, jak i w czerwcowej konferencji nowosądeckiej są wskazania jak wyjść z sytuacji patowej, w którą daliśmy się zapędzić. Bardzo brakowało w gronie uczestników konferencji kolegów Grzechnika i Marca, bo ich wiedza i doświadczenie były tam potrzebne jak tlen, chociaż ich zdroworozsądkowe funkcje z powodzeniem prezentowali podczas konferencji kaliskiej przede wszystkim koleżanka Ludmiła Pietrzak oraz bardzo dobrze zapowiadający się doktorant z Politechniki Warszawskiej pan Robert Łuczyński i niewyczerpany w prześmiewności kolega Kościuk. To dzięki nim i ripostom kolegi Kozłowskiego oraz wyważonej wizji Głównego Geodety Kraju w przedmiocie docelowej konieczności powiązania katastru z księgami wieczystymi, klimat dotychczasowej geodezyjnej niemocy zaszczepiony został iskierką odrodzenia. Od wysokiego poziomu merytorycznego konferencji nieco odstała część organizacyjna, chyba na skutek zmęczenia materiału. Przy nadzwyczaj sprawnej obsłudze komputerów, co trzeba docenić i podkreślić, raził słaby rzutnik, który nie pozwalał odcyfrować najprostszych slajdów. Przesadzili organizatorzy z prawie trzygodzinną sesją otwarcia. Brakowało możliwości zadania pytań prelegentom, co to wskoczyli do Kalisza na moment, aby wygłosić spicz (prof.Szafrański z WAT, pan Rossa z GDOŚ). Ale i tak udało się organizatorom w bardzo krótkim czasie zorganizować wartościową imprezę. W odróżnieniu od masy GIS-owego kiczu, prezentowanego nawet przez jednostki z nazwą instytutu w szyldzie, konferencje kaliska i nowosądecka nacechowane były troską o wyprowadzenie geodezji z dołka infrastruktury informacji przestrzennej, czyli wszystkiego i nic, w który niebezpiecznie wprowadzili ją neofici z ochrony środowiska. Ciarki po grzbiecie przechodziły, słuchając przedstawiciela GDOŚ, iż wszystko ma być najwyższej jakości i obywatele mają pełne prawo do informacji, tylko my im nic nie damy, bo mogliby opacznie informacje użyć. W tym momencie przestałem się dziwić skąd są takie problemy z uzyskaniem danych o środowisku, skąd te pokraczne informacje o obszarach Natura 2000. Wygląda na to, że Pełnomocnik do spraw ZSIN ma do wykonania ogromną robotę. O tym w Kaliszu też była mowa. Powołanie pełnomocnika było warunkiem przyznania Polsce środków PHARE na Zintegrowany System Katastralny i choć minęło już 5 lat jak został utworzony, to nie słychać, aby jakieś działania koordynacyjne podjął. Jednym z istotnych tematów wystąpienia Głównego Geodety Kraju było podsumowanie wykazów mienia publicznego. Na pewno w trosce o tragiczny stan finansów publicznych do wyjaśniania kwalifikuje się zniknięcie 1/3 powierzchni mienia Skarbu Państwa. To, że 23% powiatów nie złożyło wykazów mienia, nie jest wyjaśnieniem, a oskarżeniem. Jak mogło dojść do sytuacji, że 87 powiatów nie wykonało zadania nałożonego ustawą, dlaczego inspektorzy wojewódzcy nie wyegzekwowali wykonania zadania w przedłużonym o rok terminie? Dlaczego MSWiA dopuściło do opublikowania niekompletnych danych? W końcu znikła 1/3 powierzchni gruntów Skarbu Państwa wartości około 100 mld zł. A swoją drogą wykaz 87 starostw, które nie złożyły wykazów powinien być opublikowany. Ściga się i aresztuje łapowników za 10, 20 tysięcy złotych, aresztuje setki działaczy za przekupstwo w piłce nożnej, gdzie w rachubę wchodziły kwoty nawet mniejsze, a jak zniknęły grunty wartości 100 mld zł., to jest cisza. Nie ma sprawy. Sto miliardów ma 11 zer z prawej nie z lewej strony jedynki, dlatego w Kaliszu zaapelowałem o zainteresowanie się sprawą. Jeszcze łudziłem się, że ogromny dług publiczny sięgający 20 tys. od głowy noworodka i staruszka, za którego obsługę każdy z nas płaci bankom jeden tysiąc złotych rocznie, czyli prawie 100 zł miesięcznie, pokryje Skarb Państwa z prywatyzacji, a tu okazuje się, że ten majątek się nagle skurczył, a roszczenia zgłasza coraz więcej podmiotów, w tym znacjonalizowanych, tuż po zmianie miejsca rejestracji. Oznacza to, że podwyżki podatków są nieuchronne, przy czym najłatwiej opodatkować nieruchomości, co wskazuje na rolę i odpowiedzialność, jaka wyrosła przed katastrem. Teraz trzeba spokojnie wpatrzeć się i wsłuchać w relację z obrad, bo w Kaliszu podobnie jak w Supraślu organizatorzy zadbali o dostarczenie uczestnikom obrad prezentacji przedstawionych podczas konferencji. Nareszcie po 16 latach mrówczego rejestrowania przeze mnie obrad na filmach, zdjęciach i innych nośnikach, nadszedł czas efektywnej konsumpcji obrad z płyt CD z możliwością ponownego skorzystania z wartościowych przemyśleń wybitnych specjalistów, przemyśleń, które uciekały dotąd w przestrzeń na ogół bezpowrotnie. Dopiero po obejrzeniu prezentacji pani Orlińskiej z płyty CD uświadomiłem sobie jej wielką wartość. Na sali obrad z racji fatalnego projektora wielu szczegółów nie było widać, a słuchać, po upływie godziny poświęconej przez poprzedników na dygresje, było trudno. Ludzkie możliwości percepcyjne są bardzo ograniczone. Intensywnie słuchać można góra 7 minut w pierwszym cyklu, pięć po chwili w następnym cyklu i tak coraz mniej do około 0,5 godziny. Jeśli zatem np. żona mówi dłużej, to ze względów fizjologicznych jej się po prostu nie słyszy. Podobnie z wykładowcą, prelegentem. A jak mówca zastrzega się, że będzie zwięzły a potem mamrocze pod nosem 45 minut, to zamęczy siebie i innych. Nie dotyczy ta uwaga w żadnym przypadku pani prezes, bo artykułuje bardzo dobrze i w dodatku atrakcyjnie się prezentuje, co ułatwia percepcję. Przedstawionej przez panią Prezes koncepcji wykorzystania ZSIN warto się przyglądnąć, zwłaszcza w aspekcie zgłoszonych w Kaliszu wniosków. Prowadziłem kiedyś kursy dla kandydatów na rzeczoznawców majątkowych i uważałem za całkowicie naturalne nawet dwadzieścia dyktafonów podstawionych na katedrę przez słuchaczy, aby dobrze utrwalić wykład. W Kaliszu reprezentant GDOŚ wyraził wątpliwość czy jego cenne przemyślenia mogą być zarejestrowane. I ja się już przestałem dziwić. Resortowi Środowiska, długowi publicznemu, brakującym kilometrom kwadratowym gruntów Skarbu Państwa. Jak przed dwudziestu laty dług publiczny osiągnął poziom dziesięć razy mniejszy od dzisiejszego, to temat nie schodził ze środków masowego przekazu. Jak obecnie tylko w okresie jednego roku ma się zwiększyć o ten poziom sprzed dwudziestu lat, to mało co drgnęły kursy walut. A jak zabezpieczenie tego długu w postaci mienia Skarbu Państwa spadło poniżej poziomu długu publicznego, to nie ma reakcji (uzasadnienie podałem w Kaliszu). Jest jednak iskierka optymizmu, która zajarzyła na konferencji kaliskiej. Iskierką tą są wnioski. Merytoryczne, przemyślane, precyzyjne, przywołujące w pamięci warsztat najwybitniejszych specjalistów geodezyjno-prawnych Władysława Baranowskiego, Wacława Kłopocińskiego czy prof. Michała Odlanickiego-Poczobuta. W 29 wnioskach nie ma wody, są konkrety. Mam drobną satysfakcję, że znalazły się wśród nich i te moje zgłoszone w Supraślu, które nie znalazły tam uznania u przewodniczącego obrad. Wierzę, że organizatorzy całość wniosków opublikują, bo są godne rozpowszechnienia i poparcia, od tych drobnych: jak z instrukcji G-5 zrobić standard, do tych większych; o zorganizowanie w Polsce III Kongresu Katastralnego oraz o wprowadzenie do Prawa geodezyjnego i kartograficznego pojęcia granicy prawnej, aż do tych największego kalibru; o powołanie jednego rejestru publicznego w miejsce katastru nieruchomości i ksiąg wieczystych oraz o utworzenie rządowej administracji katastralnej. Fakt, iż w Komisji Wnioskowej uczestniczyła pani dyrektor Departamentu Katastru w GUGiK, w zestawieniu z kaliską prezentacją pani prezes GUGiK, każą wierzyć, że w geodezji drgnęło w kierunku profesjonalizmu, obok dobrze już rozwiniętej chmury mydlanych bąbelków geomatycznych. Edward Mecha Komentarz nr 23/IV/09 14 września 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Z projektem komentarza nr 22 zamieszczonego w ubiegłym tygodniu zapoznałem w trakcie swojej prezentacji w Supraślu uczestników szóstego Podlaskiego Forum GIS. Zamieszczone w komentarzu tezy, zwłaszcza o likwidacji działalności geodezyjnej i kartograficznej oraz o ubytku mienia publicznego wywołały duże poruszenie i wiele uwag, zapytań i komentarzy kuluarowych, które skłoniły mnie do zgłoszenia uczestnikom Forum kilku wniosków, proponując ich przedyskutowanie podczas ostatniej dyskusyjnej sesji Forum. Ku memu ogromnemu zdumieniu, prowadzący ostatnią sesję, poprzedni wiceprezes GUGiK zaangażował się emocjonalnie w kwestionowanie wniosków, nie poddał ich pod dyskusję i zamknął obrady. Muszę przyznać, że w okresie pięciu dekad aktywności zawodowej i sześciu dekad działalności społecznej z taką reakcją przewodniczącego obrad spotkałem się po raz pierwszy. Ponieważ wnioski przygotowałem na piśmie, aby łatwiej można je było korygować, pozwolę sobie przytoczyć ich oryginalne brzmienie:
Wnioskuje się o przyspieszenie wdrożenia w Polsce norm ISO z grupy 19100 oraz o udział Polski jako członka w procesie tworzenia standardów. Wnioskuje się o nałożenie ustawowego obowiązku harmonizowania danych, zwłaszcza podmiotowych i przedmiotowych, np. w ustawie o Infrastrukturze Informacji Przestrzennej. Wnioskuje się o podjęcie działań wyjaśniających znaczne zmniejszenie powierzchni gruntów publicznych w wykazach MSWiA w porównaniu z danymi MSP, wskazując na mechanizm internetowego wykorzystania usług WMS do identyfikacji luk i nakładek w stanie posiadania. Doprawdy nie wiem co wywołało tak impulsywną reakcję pana wiceprezesa, który dzień wcześniej wygłosił świetny referat na temat „Nowych paradygmatów baz i rejestrów“, z którego wynikało wiele tez zawartych we wnioskach. Mogę tylko przypuszczać, że specjalizując się w GIS-ach, pan wiceprezes zatracił z pola widzenia geodezyjne i społeczne impulsy kształtujące zapotrzebowanie na GIS. Na wzór tych, co to działalność geodezyjną i kartograficzną, wstawili jako „inżynierię“ do jednego worka z „działalnością agentów lub agencji występujących w imieniu indywidualnych osób...“. Wielka szkoda, że zgłoszone wnioski nie uzyskały formalnego poparcia ponad stuosobowej grupy uczestników Podlaskiego Forum GIS, bo z opinią tego forum powinno się liczyć. To forum za rok, jak z braku funduszu umrą śmiercią naturalną różne seminaria i sympozja, kwalifikuje się do urzędowego wsparcia, jako jedno z nielicznych, wzorowo przygotowywanych, pod względem merytorycznym i organizacyjnym. Forum ma przede wszystkim liczną, wiekowo zróżnicowaną, a zgodnie współpracującą, grupę organizatorów z kolegami Brożyną, Gierasimowiczem i Łopaciukiem na czele, wspieraną wspaniałą młodzieżą, która między innymi, jak starsi koledzy uroczyście podsumowywali obrady, powielała całą noc płyty CD z materiałami obrad, które rano zostały wręczone uczestnikom obrad. Uczestniczyłem w setkach krajowych i zagranicznych zgromadzeń, seminariów i konferencji, z których mam bibliotekę ponad tysiąca filmów, umożliwiających merytoryczne skonsumowanie dorobku spotkań. Z czymś takim jak w Supraślu zetknąłem się po raz pierwszy, konstatując, iż jest to przyszłość, która wyeliminuje potrzebę rejestracji obrad, tym uczestnikom, którzy zechcą z nich skorzystać. Nie zapewniały tego dotąd niepełne pisane, czy nagrane materiały przysłane lub częściej wręczane podczas konferencji, nie zapewniały tego nawet najbogatsze materiały pokonferencyjne, bo jedne i drugie trafiały w lukę percepcyjną zapełnioną, jeszcze czy już, innymi bodźcami. Możliwość odtworzenia treści obrad, w na ogół długiej drodze powrotnej do domu, jest genialnym sposobem na utrwalenie treści istotnych, a takich i tym razem koledzy z Podlasia zapewnili wiele. Dwadzieścia wyselekcjonowanych referatów i pokazów, w tym wiele najwyższej jakości, pozwoliło i tym razem wywieźć z Podlasia uporządkowaną wiedzę i wyobrażenie o nieograniczonych barierach postępu technicznego, na który po likwidacji funduszu nie będzie nas już stać. Myślę, że następne, a nie ostatnie Podlaskie Forum GIS, powinno dać odpowiedź na pytanie, jak kontynuować udział w postępie technicznym przy ograniczonych środkach i jak wyeliminować z branży chmarę pasożytów, które uczepiły się jej w czasie jak środków było w bród. À propos chmary, przywitały nas takie - komarów, ale na czas obrad, imprez i snu, nawet z tym organizatorzy się uporali. Po kakofonii tematycznej i organizacyjnej obrad GSDI i Inspire w Rotterdamie, koledzy z Podlasia pokazali, że można zorganizować obrady na temat i w sposób przyjazny dla uczestnika. Było wiele prezentacji, najwyższej jakości, zwłaszcza z zakresu interoperacyjnosci instytucjonalnej, jak np. pana Bogusława Wilczyńskiego z UM w Białymstoku, czy pana Grzegorza Kwiatkowskiego z Biebrzańskiego Parku Narodowego, były bardzo dobre prezentacje z zakresu interoperacyjności technicznej w wykonaniu Tomasza Stuczyńskiego z IUNG Pulawy, czy Stanisława Oszczaka z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, były znakomite prezentacje z zakresu interoperacyjności technologicznej panów Krzysztofa Borysa z GEOBIDU, czy Waldemara Izdebskiego z GEO-Systemu. Jako uczestnik różnych forów krajowych i międzynarodowych z tej dziedziny, mogę zapewnić czytelników, że jeśli odbiegamy od innych, to wprzód, nie wstecz. Dlatego tak trudno mi pojąć, że jak trzeba podsumować dwa dodać dwa, to nam wychodzi trzy, jak w wykazach mienia publicznego. W części turystycznej forum, organizatorzy pokazali nam trzy obiekty sakralne, zapierające dech w piersiach każdy: kościół katolicki p.w. Trójcy Przenajświętszej w Tykocinie, najstarszą po krakowskiej synagogę w Tykocinie, obecnie Muzeum kultu religijnego Żydów, oraz cerkiew i monaster w Supraślu, każdy obiekt liczący prawie pięć wieków, niektóre po barbarzyńskich okupacyjnych zniszczeniach, z pietyzmem odtworzone, są świadectwem bogatej kultury i tolerancji, które leżą u podstaw wartości, na których zbudowana została Unia Europejska. Ale są też źródłem ogromnej życzliwości i wzajemnego poszanowania Podlasian. To jest przypuszczalna podstawa sukcesów Podlaskich Forów GIS, czego organizatorom gratuluję i zazdroszczę. Edward Mecha Komentarz nr 22/IV/09 7 września 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Wymiana korespondencji między Rzecznikiem Praw Obywatelskich (RPO) a Głównym Geodetą Kraju (GGK) zakończyła się listami przytoczonymi w załącznikach. Moim zdaniem, jako obywatela i działacza Stowarzyszenia, komentującego przebieg sprawy gratisowo, zrobiłem wszystko co było w mojej mocy, aby w 167 komentarzach, na 575 stronach, liczących 250 000 słów, sprawę rzetelnej rejestracji terytorium kraju udokumentować i utrwalić w Internecie pod adresem www.gispol.org.pl W sześciu załącznikach (przytoczonych w trzech ostatnich komentarzach) oraz w wystąpieniu Rzecznika Praw Obywatelskich z 10 grudnia 2007 r. (komentarz 54 (98/07) z 31 grudnia 2007 r.) mieści się ocena osób, którym za kształtowanie polityki państwa w tym zakresie, płaci państwo, czyli my wszyscy, z tego co w podatkach i opłatach oraz z tego na co zaciągnięty został dług publiczny. Jaki będzie finał sprawy? Patrząc na to co dzieje się w innych dziedzinach, chyba będzie potrzebna dyrektywa unijna, bo te realizowane są w miarę skutecznie. Chociaż, geometria działki katastralnej już mieści się w Wytycznych do dyrektywy INSPIRE, ale skutki na razie są mizerne. Wprawdzie, nie udało się w majowym terminie transponować dyrektywy, co nie dziwi, bo z 27 członków Unii udało się to tylko czterem, ale udało się GUS-owi dostosować do europejskiej, Polską Klasyfikację Działalności (PKD), czyli udało się zlikwidować działalność „geodezyjną i kartograficzną“, i to bez słowa protestu ze strony naszych reprezentantów (SGP, SKP, PGK, GIG) czy GUGiK dowodzonego w trakcie wprowadzania tej zmiany przez kolegę Potrapeluka. Nasze podmioty gospodarcze wykonują teraz działalność w zakresie „inżynierii“ i mogą sobie buszować w tej inżynierii różni budowlańcy, jak to już kiedyś z opłakanymi skutkami próbowali czynić (patrz śląski RSIP). A działacze, którzy tak łatwo przełknęli zamianę „geodezji i kartografii“ na „inżynierię“ powinni konsekwentnie przemianować SGP i SKP na Stowarzyszenie Inżynierów Polskich, GIG na Inżynierską Izbę Gospodarczą a Głównego Geodetę na Głównego Inżyniera Kraju. Zapewne znikną też stosowne pozycje w budżecie, bo jak się czegoś nie sprawozdaje, to i nie planuje. A swoją drogą, jeśli w klasyfikacji działalności liczącej 95 działów, 266 grup, prawie 700 klas i 1000 podklas, zniknęła akurat podklasa działalności geodezyjnej i kartograficznej, to coś tu jest nie tak. Z działalności geodezyjnej i kartograficznej, na którą planowano jakieś środki i sprawozdawano ich wykonanie, teraz zrobiła się inżynieria i pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna. Geodeci i kartografowie dostali się do jednego worka z prognozowaniem pogody, projektowaniem urbanistycznym, budowlanym i technologicznym, z działalnością geologiczną i poszukiwawczo-rozpoznawczą, z działalnością morskich, śródlądowych i pozostałych agencji transportowych, doradztwem w zakresie agronomii, z działalnością detektywistyczną i ochroniarską, a także z działalnością agentów lub agencji występujących w imieniu indywidualnych osób! Dla odmiany informatycy zabezpieczyli sobie aż 3 działy (telekomunikacja, oprogramowanie i doradztwo, działalność usługowa w zakresie informatyki, z siedmioma grupami i 12 klasami i podklasami. Cały dział i 3 grupy z 4 klasami ma obsługa rynku nieruchomości, z pośrednictwem, zarządzaniem i obrotem, a najbardziej cieszą się ze zmiany notariusze, bo trzeba zmienić kilka tysięcy aktów notarialnych związanych ze zmianą PKD, gdyż zmiana obciąża oczywiście przedsiębiorców, średnio po 1 tysiącu zł od jednostki gospodarczej. Największy paradoks tej fenomenalnej zagrywki GUS, który zawnioskował wydanie Rozporządzenia Rady Ministrów z 24 grudnia 2007 r. w sprawie PKD (Dz.U. nr 251 z 31 grudnia 2007 r., poz.1885) jest to, że do „inżynierii“ i „agencji występujących w imieniu indywidualnych osób“ wstawiono działalność dokumentującą wielkość terytorium naszego pięknego i drogiego kraju. Jak pisałem przed dwoma tygodniami, każdy metr kwadratowy naszego kraju jest obciążony 2 zł. długu publicznego. A w wyniku zmarginalizowanej działalności, ongiś geodezyjnej i kartograficznej, dziś inżynieryjnej, okazało się, iż zmniejszyły się możliwości spłaty zadłużenia. Jest to jeden z pierwszych rezultatów działalności „inżynieryjnej“ jakim już dysponujemy. W ubiegłym miesiącu organ sprawujący ministerialny nadzór nad „inżynierią“ opublikował wykaz własności Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego (patrz Geoforum z 28 sierpnia br.), z którego wynika, że powierzchnia własności publicznej skurczyła się w porównaniu do danych GUS o powierzchnię równą wielkości państwa Luksemburg, a znacznie większą od państwa Izrael, w którym przypomnę, jak zaczęły się rozjeżdżać dane katastralne, to rząd natychmiast wyasygnował 100 mln dolarów na założenie porządnego katastru. Przypomnę, że państwo Luksemburg, w którym mieści się główny kompleks obiektów Komisji Europejskiej, ma powierzchnię 30 519 km2 czyli 1/10 obszaru Polski, Izrael według Wikipedii ma 20 770 km2. Nam wyparowało 28 534,18 km2 czyli niewiele mniej niż powierzchnia województwa mazowieckiego. Może nie wyparowało, a zmieniło status właściciela (lub uciekło z podsumowania), faktem jest, że stan posiadania gruntów publicznych zmniejszył się o 25% , czyli o około 70 mld. zł. Myślę, że nie potrzeba obiegowego 10% znaleźnego aby grunty publiczne wielkości woj. mazowieckiego odnaleźć. Wystarczy 1%, ale trzeba uporządkować sprawy nieszczęsnej instrukcji G-5 i rozporządzenia ewidencyjnego, które umożliwiły strzelenie sobie samobójczego gola. Trzeba też zdać sobie sprawę z sensu terminu „civil engineer“, który przekonwertowany został do PKD. Po tych wyjaśnieniach, właściwego sensu nabierają załączone listy. Edward Mecha Załączniki: 5/ List GGK z 12 lutego 2009 r. do RPO Szanowny Panie Odpowiadając na wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich z dnia 13 stycznia 2009 dotyczące wdrażania "Instrukcji G - 5 - Ewidencja gruntów i budynków", podzielając jednocześnie pogląd, że obowiązkiem wszystkich organów administracji państwowej jest przestrzeganie zasady legalizmu wyrażonej w art. 7 Konstytucji RP, pragnę przede wszystkim zapewnić, że podejmowane przez Głównego Geodetę Kraju działania nie naruszają tej zasady Główny Geodeta Kraju działa na podstawie i w granicach prawa. Jak słusznie zauważył Rzecznik Praw Obywatelskich w dziedzinie geodezji i kartografii obowiązują standardy techniczne określone w rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 24 marca 1999 r. w sprawie standardów technicznych dotyczących geodezji, kartografii oraz krajowego systemu informacji o terenie (Dz. U. Nr 30, poz. 297). Dlatego też wprowadzona zarządzeniem Nr 16 Głównego Geodety Kraju z dnia 3 listopada 2003 r. w sprawie wytycznych techniczno - organizacyjnych dotyczących prowadzenia ewidencji gruntów i budynków Instrukcja Techniczna G - 5 - Ewidencja gruntów i budynków nie stanowi standardu technicznego i nigdy za taki standard nie była uważana. Zgadzając się z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, że Instrukcja Techniczna G-S nie może stanowić podstawy decyzji administracyjnych, i wyposażać organy władzy publicznej w kompetencję do ich wydawania pragnę zauważyć, że Główny Geodeta Kraju nigdy nie prezentował innego poglądu. W związku z tym, że Instrukcja Techniczna G-5 nie została wprowadzona do stosowania, zgodnie z art. 19 ust. 1 pkt 4 ustawy z dnia 17 maja 1989 r. Prawo geodezyjne i kartograficzne (Dz. U. z 2005 r. Nr 240, poz. 2027 z późno zm.), rozporządzeniem właściwego ministra, stosownie do art. 87 Konstytucji RP nie stanowi źródła powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskie. Instrukcja ta nie stanowi również żadnego z aktów prawnych, o których mowa w art. 93 Konstytucji RP. Wobec powyższego Instrukcja Techniczna G-S nie może stanowić podstawy prawnej decyzji wobec obywateli, osób prawnych oraz innych podmiotów, jak i nie ma charakteru wewnętrznego, obowiązującego jednostki organizacyjne podległe Głównemu Geodecie Kraju. Instrukcja Techniczna G-5 ma jedynie charakter porządkowy, jej celem jest ujednolicenie stosowania przez organy Służby Geodezyjnej i Kartograficznej przepisów prawa geodezyjnego i kartograficznego w zakresie ewidencji gruntów i budynków. Pragnę zapewnić, że podstawą prowadzenia ewidencji gruntów i budynków, w tym ujawniania danych w operacie ewidencji gruntów zarówno w drodze czynności materialno - technicznych, jak i w drodze decyzji administracyjnej stanowią przepisy ustawy Prawo Geodezyjne i Kartograficzne oraz przepisy rozporządzenia Ministra Rozwoju Regionalnego i Budownictwa z dnia 29 marca 2001 r. w sprawie ewidencji gruntów i budynków (Dz. U. Nr 38, poz. 454). Zatem Instrukcja Techniczna G-5 nie kształtuje praw i obowiązków obywateli. Przedstawiając powyższe wyrażam nadzieję, że wszelkie wątpliwości Rzecznika Praw Obywatelskich co do legalności stosowania „Instrukcji G-5“ przez organy Służby Geodezyjnej i Kartograficznej zostały wyeliminowane. Z poważaniem Podpisała Jolanta Orlińska, Główny Geodeta Kraju 6/ List RPO z 22 kwietnia 2009 do MSWiA Szanowny Panie Premierze Pragnę zwrócić uwagę Pana Premiera na problem związany ze stosowaniem w ramach prac geodezyjnych aktu o nazwie "Instrukcja G - 5 - Ewidencja gruntów i budynków". Instrukcja ta jest załącznikiem do Zarządzenia nr 16/2003, wydanego przez Głównego Geodetę Kraju w dniu 3 listopada 2003 r. W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich, ogromne wątpliwości budzą podstawy prawne obowiązywania Instrukcji - zwłaszcza w kontekście zawartych w niej treści. W sprawie tej od półtorej roku prowadzona jest korespondencja z Głównym Geodetą Kraju: zgodnie ze stanowiskiem prezentowanym przez ten Urząd, Instrukcja G -5 jest elementem zasad, dotyczących techniczno - organizacyjnego przygotowania katastru oraz jedną z form współdziałania Głównego Geodety Kraju w jego tworzeniu, a więc rezultatem wypełnienia obowiązku określonego w art. 7 a pkt 5 ustawy z dnia 17 maja 1989 r. - Prawo geodezyjne i kartograficzne (Dz. U. z 2005 r., nr 240, poz. 2027 ze zmian.). Na tę podstawę prawną powołuje się także treść samego Zarządzenia nr 16/2003. Główny Geodeta Kraju podkreśla, że Zarządzenie nr 16/2003 ma charakter porządkowy, a celem Instrukcji G-5 jest ujednolicenie stosowania przez organy Służby Geodezyjnej i Kartograficznej przepisów ustawy Prawo geodezyjne i kartograficzne oraz przepisów rozporządzenia Ministra Rozwoju Regionalnego i Budownictwa z dnia 29 marca 2001 r. w sprawie ewidencji gruntów i budynków (Dz. U. nr 38, poz. 454 ze zmian.), a także w części uszczegółowienie tych przepisów pod względem technicznym i organizacyjnym. Otóż odnosząc się do pierwszego z tych argumentów: należy stwierdzić, że - wbrew opinii Urzędu - sama lektura treści Instrukcji G - 5 prowadzi do wniosku, iż zawarte w niej normy wykraczają poza cel porządkujący dotychczasowe standardy techniczne, ale przekształcają te standardy. Jak wielokrotnie podkreślał w swym orzecznictwie Trybunał Konstytucyjny, o charakterze danego aktu przesądza nie jego nazwa, czy nawet deklarowane cele, ale wyłącznie treść: "akt normatywny jest aktem ustanawiającym normy prawne o charakterze generalnym (a więc skierowane do pewnej klasy adresatów wyróżnionych z uwagi na jakąś ich wspólną cechę) i abstrakcyjnym (to znaczy ustanawiającym pewne wzory zachowań)" (wyrok z dnia 7 czerwca 1989 r. sygn. U 15/88). W orzeczeniu z 19 czerwca 1992 r. (sygn. U 6/92) wskazano, iż "dla oceny merytorycznej charakteru prawnego aktu nie ma ( ... ) znaczenia, w jakim kształcie słownym zostanie sformułowana norma postępowania o charakterze normy generalnej i abstrakcyjnej ( ... ), byleby na podstawie danego tekstu można było niewątpliwie ustalić, że chodzi o skierowany do określonych rodzajów adresatów nakaz w określonych okolicznościach określonego typu postępowania". Z kolei w orzeczeniu w sprawie sygn. U. 5/94 stwierdzono, że "zasadniczą przesłanką kwalifikacji aktu ( ... ) jako aktu normatywnego jest jego treść. Stwierdzenie ustanowienia w danym akcie norm prawnych ( ... ) jest zasadniczą przesłanką jego objęcia kognicją TK [a] forma aktu ma znaczenie drugorzędne". Przytoczone poglądy pozwalały w przeszłości Trybunałowi Konstytucyjnemu na orzekanie o rozmaitych "regulaminach", "instrukcjach", "wytycznych", a nawet "pismach okólnych" czy "pouczeniach" (zob. także wyrok TK z dnia 12 marca 2002 r., sygn. P 9/01). Co więcej, Instrukcja jest obowiązującym standardem technicznym, znajduje szerokie zastosowanie w praktyce obrotu prawnego: według informacji posiadanych przez Rzecznika Praw Obywatelskich, przy okazji wykonywania wszelkich prac geodezyjnych ich notyfikacja w ewidencji następuje według zasad określonych w Instrukcji G - 5, zasady te są stosowane także przy modernizacji ewidencji. Prowadzi to do stopniowego przekształcenia ewidencji gruntów i budynków z uwzględnieniem standardów technicznych Instrukcji - co zresztą spełnia postulat z § 2 Zarządzenia nr 16/2003. Należy też wskazać, że zmiany te często mają charakter fundamentalny (np. zmiana zasad numeracji działek, przewidziana w § 9 Instrukcji). Od zgodności ze standardami tej Instrukcji uzależnia się także przyjęcie materiałów z prac geodezyjnych do państwowego zasobu geodezyjnego i kartograficznego. Tak więc nie można zgodzić się z opinią Głównego Geodety Kraju, że Instrukcja G - 5 nie stanowi źródła powszechnie obowiązującego prawa, gdyż nie jest aktem przyjętym we właściwym trybie (przewidzianym dla takich aktów): w sensie materialnym, jest to akt normatywny, pomimo braku należytego formalnego umocowania. Analogicznie, trudno zgodzić się z opinią, że Instrukcja nie może stanowić podstawy decyzji, wydawanych wobec obywateli - Instrukcja nie powinna stanowić podstawy takich decyzji, co nie zmienia faktu, iż treść Instrukcji zawiera normy kompetencyjne tego rodzaju. Sytuacja taka nie może zyskać akceptacji z następujących względów (szczegółowo rozwiniętych w korespondencji skierowanej do Głównego Geodety Kraju, którą przesyłam w załączeniu do niniejszego pisma): - Instrukcja G - 5 nie jest wymieniona w rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 24 marca 1999 r. w sprawie standardów technicznych dotyczących geodezji, kartografii oraz krajowego systemu informacji o terenie (Dz. U. nr 30, poz. 297), wydanego na podstawie art. 19 ust. 1 pkt 4 ustawy z dnia 17 maja 1989 r. - Prawo geodezyjne i kartograficzne (Dz. U. z 2005 r., nr 240, poz. 2027 ze zmian.), które to rozporządzenie określa standardy techniczne dla potrzeb prowadzenia obecnie istniejącej ewidencji gruntów, - niektóre rozwiązania Instrukcji, pozornie dotyczące wyłącznie "warsztatu pracy" geodety, mają bardzo istotny wpływ na określenie atrybutów nieruchomości - pośrednio decydują więc o zakresie przestrzennym prawa własności i innych praw rzeczowych, a także o obowiązkach publicznoprawnych obywateli (powierzchnia nieruchomości, zaliczenie gruntu do danej kategorii ewidencyjnej, co decyduje o obowiązku podatkowym itd.). Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika natomiast, że ingerencja w sferę praw i wolności obywatelskich może następować wyłącznie w drodze ustawy, ewentualnie w drodze precyzyjnie umocowanego w ustawie rozporządzenia wykonawczego (zob. wyroki Trybunału Konstytucyjnego z dnia 25 maja 1998 r., sygn. U 19/97, z dnia 10 kwietnia 2001 r., sygn. U 7/00). Tak więc treść Instrukcji G - 5 w wielu miejscach wykracza poza problematykę stricte techniczną - w poszczególnych wypadkach zawiera ona takie normy, które mogą zostać wprowadzone wyłącznie w formie przewidzianej przez art. 87 Konstytucji dla prawa powszechnie obowiązującego (np. normy kształtujące zakres prawa własności, normy kompetencyjne do wydania decyzji administracyjnej). - techniczno - organizacyjne przygotowanie katastru odbywa się bez stosownej normy ustawowej, pozwalającej na jego wdrożenie: ramy prawne przyszłego katastru, w tym sposób jego prowadzenia i te informacje, które zostaną przejęte do treści katastru z dotychczasowej ewidencji, nie są w żaden sposób ustalone. Tymczasem o kształcie prawnym przyszłego katastru nie może decydować norma o randze instrukcji technicznej. W świetle powyższego należy więc uznać, że - pomimo deklarowanego "charakteru porządkującego" Instrukcji G - 5 - wprowadzono do niej takie treści, które de facto tworzą normy prawne i kształtują sferę praw i wolności obywatelskich. Tymczasem tworzenie norm tego rodzaju jest zastrzeżone dla ustawodawcy, w tym ewentualnie dla ściśle określonych przez Konstytucję organów wydających akty wykonawcze. Stanowisko Głównego Geodety Kraju koncentruje się natomiast na formalnym umiejscowieniu Instrukcji G - 5 w porządku prawnym - pomijając jej treść i rzeczywisty, a nie nominalny charakter. Trudno też zgodzić się ze stanowiskiem Urzędu, zgodnie z którym Instrukcja nie jest standardem technicznym, skoro stanowi ona podstawę notyfikacji w ewidencji gruntów wykonywania wszelkich prac geodezyjnych oraz modernizacji ewidencji. W związku z powyższym, na podstawie art. 16 ust. 1 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2001 r., nr 14, poz. 147 ze zmian.) w związku z art. 6 ust. 2 ustawy Prawo geodezyjne i kartograficzne, zwracam się do Pana Premiera z prośbą o przekazanie swojego stanowiska w sprawie. Podpisał z upoważnienia RPO Stanisław Trociuk, Zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich Komentarz nr 21/IV/09 31 sierpnia 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Zgodnie z obietnicą, po opublikowanym w ubiegłym tygodniu aktualnym stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie tak zwanej instrukcji G-5 (załączniki nr 1 i 2), dziś zamieszczone są pisma rozpoczynające różnice zdań wokół przedmiotowej sprawy. Otóż po wystąpieniu Rzecznika Praw Obywatelskich z dnia 10 grudnia 1997 do GGK, pana Potrapeluka (patrz komentarz 54(98/07) z dnia 31 grudnia 2007 r.) i po uniku, zrobionym przez ówczesnego GGK, odpowiedzi udzieliła pani Orlińska, jako świeżo powołany GGK, który czyścił sprawy po poprzedniku i treść tej odpowiedzi stanowi załącznik nr 3, co wywołało reakcję RPO z dnia 13 stycznia 2009 r. stanowiącą treść załącznika nr 4. A co z tego wynikło, o tym już za tydzień. Edward Mecha Załączniki: 3/ List GGK z 21 kwietnia 2008 r. do RPO Szanowny Panie Uprzejmie dziękuję za zainteresowanie sprawą wytycznych techniczno organizacyjnych dotyczących prowadzenia ewidencji gruntów i budynków, określanych nazwą „Instrukcja G-5". Podzielam prezentowany przez Pana Rzecznika pogląd, iż sprawy rejestrowania nieruchomości są bardzo istotne z punktu widzenia praw i obowiązków publicznoprawnych obywateli, także ze względu na zapewnienie właściwych warunków wykonywania przez państwo zadań związanych z zarządzaniem przestrzenią. Z tego powodu kwestia modernizacji ewidencji gruntów i budynków i stałego podnoszenia jakości zawartych w niej danych, niezmiennie pozostaje jednym z priorytetowych zadań nie tylko Głównego Geodety Kraju, ale całej Służby Geodezyjnej i Kartograficznej. Zasygnalizowane w Pana piśmie wątpliwości co do zakresu i formy ujednolicania danych objętych ewidencją gruntów i budynków zostaną szczegółowo rozważone, w czym z pewnością pomocne będą obszerne wyjaśnienia Pana Rzecznika. Z poważaniem Podpisała Jolanta Orlińska 4/ List RPO z 13 stycznia 2009 r. do GGK W wystąpieniu z dnia 10 grudnia 2007 r., skierowanym do Prezesa Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii, Rzecznik Praw Obywatelskich wskazywał na problemy, które sygnalizowane są przez obywateli na tle wdrażania "Instrukcji G - 5 - Ewidencja gruntów i budynków." Wątpliwości Rzecznika budzą następujące kwestie: 1. Standardy techniczne dla potrzeb prowadzenia obecnie istniejącej ewidencji określone są w rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 24 marca 1999 r. w sprawie standardów technicznych dotyczących geodezji, kartografii oraz krajowego systemu informacji o terenie (Dz. U. nr 30, poz. 297), wydanego na podstawie art. 19 ust. 1 pkt 4 ustawy z dnia l7 maja 1989 r. - Prawo geodezyjne i kartograficzne (Dz. U. z 2005 r., nr 240, poz. 2027 ze zmian.). Rozporządzenie to nie wymienia "Instrukcji G - 5" jako obowiązującego standardu technicznego w prowadzeniu ewidencji. 2. Jako podstawę wprowadzenia Instrukcji powołano art. 7 a pkt 5 Prawa geodezyjnego i kartograficznego, zgodnie z którym Główny Geodeta Kraju opracowuje zasady dotyczące techniczno - organizacyjnego przygotowania katastru oraz współdziała w jego tworzeniu. Tymczasem przepis ten mógłby stanowić podstawę dla wprowadzenia norm organizacyjno - technicznych, służących przygotowaniu katastru tylko wtedy, gdyby istniała norma wyższego rzędu, wymagająca wdrożenia. Standardy techniczno - organizacyjne mają ze swej istoty charakter wykonawczy i precyzujący, muszą więc znajdować oparcie w bardziej ogólnym projekcie. Innymi słowy - konieczne jest uprzednie stworzenie normatywnej koncepcji katastru na poziomie ustawowym. Dopiero wtedy możliwe będzie jej przygotowanie pod względem technicznym i organizacyjnym. W systemie prawa powszechnie obowiązującego nie może bowiem pojawiać się żadna regulacja podustawowa, która nie znajduje bezpośredniego oparcia w ustawie i która nie służy jej wykonaniu, stosownie do modelu określonego w art. 92 ust. l Konstytucji RP. Zastąpienie ewidencji gruntów i budynków katastrem jest powiązane z przyszłą reformą opodatkowania nieruchomości, której kształt nie jest jeszcze przesądzony. Ramy prawne przyszłego katastru, w tym sposób jego prowadzenia i te informacje, które zostaną przejęte do treści katastru z dotychczasowej ewidencji, nie są w żaden sposób ustalone. W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich, o kształcie prawnym przyszłego katastru nie może decydować norma o randze instrukcji technicznej. Co więcej, szeroka skala takich zmian może postawić ustawodawcę niejako przed faktem dokonanym, gdy treść, przyszłego katastru zostanie "przesądzona" przez te dane, które gromadzone są na podstawie "Instrukcji G- 5". 3. Lektura Instrukcji prowadzi do wniosku, iż jej treść w wielu miejscach wykracza poza problematykę stricte techniczną - w poszczególnych wypadkach zawiera ona takie normy, które mogą zostać wprowadzone wyłącznie w formie przewidzianej przez art. 87 Konstytucji dla prawa powszechnie obowiązującego. W szczególności Instrukcja nie może stanowić podstawy decyzji administracyjnych, i wyposażać organy władzy publicznej w kompetencję do ich wydawania. Bardzo istotną jest okoliczność, że niektóre rozwiązania Instrukcji, pozornie dotyczące wyłącznie "warsztatu pracy" geodety, mają bardzo istotny wpływ na określenie atrybutów nieruchomości - pośrednio decydują więc o zakresie przestrzennym prawa własności i innych praw rzeczowych, a także o obowiązkach publicznoprawnych obywateli (powierzchnia nieruchomości, zaliczenie gruntu do danej kategorii ewidencyjnej, co decyduje o obowiązku podatkowym itd.). Podsumowując: Rzecznik Praw Obywatelskich kwestionował zarówno podstawę prawną obowiązywania Instrukcji, a także zawarte w niej treści - pod kątem wpływu na sferę praw i wolności obywatelskich. Przy czym Rzecznika niepokoi to, że obarczona tak wieloma wadami Instrukcja, której nie sposób traktować jako akt normatywny, kształtuje obecnie prawa i obowiązki obywateli - przy czym następuje to w imię wdrażania nie istniejącej jeszcze koncepcji katastru. Z odpowiedzi nadesłanej przez Panią Prezes w dniu 21 kwietnia 2008 r. wynika, że zaszło pewne nieporozumienie: Rzecznik nie formułował postulatów co do przyszłego kształtu ewidencji gruntów i budynków i sposobu jej modernizacji - nie to jest rolą Rzecznika. Istota przedstawionego przez Rzecznika problemu sprowadza się do obowiązku przestrzegania przez wszystkie organy administracji państwowej zasady legalizmu (art. 7 Konstytucji) czyli działania na podstawie i w granicach obowiązującego prawa. Tylko takie umocowanie pozwala organom nakładać na obywateli obowiązki. W opinii Rzecznika, "Instrukcja G - 5" takiego waloru nie posiada, nie może więc stanowić podstawy prowadzenia obecnie istniejącej ewidencji gruntów i budynków. W związku z powyższym, na podstawie art. 16 ust. l ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2001 r., nr 14, poz. 147 ze zmian.), ponownie zwracam się do Pani Prezes z zapytaniem o legalność stosowania "Instrukcji G - 5" przez organy Służby Geodezyjnej i Kartograficznej. Podpisał z upoważnienia RPO Stanisław Trociuk, Zastępca RPO Komentarz nr 20/IV/09 24 sierpnia 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W ubiegłym tygodniu Stowarzyszenie GISPOL otrzymało z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, Zespołu Prawa Cywilnego i Gospodarki Nieruchomościami, list z dnia 10 sierpnia Nr RPO-476554-IV/04/BB. Jest to wynik korespondencji wszczętej przed czterema laty, listem skierowanym w dniu 5 stycznia 2006 r. do Rzecznika Praw Obywatelskich, listem będącym przedmiotem pierwszego komentarza Stowarzyszenia, których od tego czasu ukazało się 164; obecny jest 165. Wszystkie komentarze mniej lub bardziej związane były z tym pierwszym inicjującym wystąpieniem do Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO), tak że odpowiedź z 10 sierpnia br. jest podsumowaniem 1290 dni, w trakcie których sprawa się toczyła. W jaki sposób czytać wyjaśnienia: każdy z zainteresowanych czytelników musi sobie odpowiedzieć sam. Aby ułatwić percepcję wyjaśnień, w następnych komentarzach będą przytoczone listy poprzedzające, które zostały załączone do odpowiedzi RPO, a mianowicie: 3/ Odpowiedź Głównego Geodety Kraju (GGK) z 21 kwietnia 2008 r. Pragnę przypomnieć, że odpowiedź GGK pani Jolanty Orlińskiej z 21 kwietnia 2008 r. była reakcją na list RPO z 10 grudnia 2007 r. skierowany do byłego GGK Wiesława Potrapeluka. Z pisma RPO z 13 stycznia 2009 r. wymienionego w poz. 4 wynika, iż pan Potrapeluk, jako GGK nie zajął stanowiska do wystąpienia RPO (tekst wystąpienia RPO z 10 grudnia 2007 r. opublikowany został w komentarzu 54 (98/07) z 31 grudnia 2007 r.), choć był jednym ze współtwórców pisma z 5 stycznia 2006 r., kiedy jeszcze nie myślał o tym, iż za kilka miesięcy będzie się ubiegał o stanowisko GGK. Jak mógł wykazać się swą wiedzą w tym zakresie, to wolał zostawić sprawę następcy. Czytając arcyciekawą wymianę korespondencji pomiędzy najbardziej kompetentnymi w tej dziedzinie osobami w państwie, warto pamiętać iż sprawa dotyczy rejestracji najcenniejszego dobra narodowego - wszystkich nieruchomości (prywatnych i publicznych), czyli terytorium, bez którego nie ma państwa. Warto też pamiętać, iż sprawa toczy się w okresie gdy dług publiczny sięga 600 mld zł, a roczna obsługa zadłużenia przekracza 30 mld zł. Oznacza to, że każdy metr kwadratowy powierzchni Polski obciążony jest 2 zł. długu publicznego i z każdego m2 powierzchni Polski co roku 10 groszy kasują wierzyciele. Warto też pamiętać, że ten dług i jego obsługa przed dwudziestu laty, jak weszło w życie Prawo geodezyjne i kartograficzne, były 10 razy mniejsze, zatem i mniejsze było parcie na wartość nieruchomości. Stąd i odpowiedź na pytania:
odpowiedź mieszcząca się w korespondencji RPO oraz naczelnego i centralnego organu odpowiedzialnego za geodezję, należy do wyjątkowo interesujących. Dziś w załączeniu listy wymienione w poz. 1 i 2. Za tydzień będą pozycje 3 i 4, a za dwa tygodnie 5 i 6. Edward Mecha Załączniki: 1/ List RPO z 10 sierpnia 2009 r. skierowany do Zarządu Stowarzyszenia GISPOL Szanowni Państwo, W nawiązaniu do poprzedniej korespondencji, dotyczącej treści "Instrukcji G-5 - Ewidencja gruntów i budynków" pragniemy poinformować o bieżących działaniach Rzecznika Praw Obywatelskich. Otóż odpowiedzi udzielane Rzecznikowi przez Głównego Geodetę Kraju nie wyjaśniały w sposób dostateczny problemów natury prawnej, które związane są ze stosowaniem Instrukcji G-5; Rzecznik uznał więc za konieczne, aby w sprawie konkretnych rozwiązań Instrukcji zajął stanowisko Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, który sprawuje nadzór nad działalnością GGK. Stanowisko MSWiA zostało przedstawione w piśmie z dnia 4 czerwca 2009 r.: w większości wypadków wątpliwości Rzecznika co do stosowania Instrukcji G - 5 nie zostały podzielone. W ocenie Ministerstwa, Instrukcja zasadniczo nie zawiera norm o charakterze generalnym i abstrakcyjnym, nie zmienia także treści aktów wyższego rzędu. Niemniej jednak podjęte zostały prace nad unormowaniem określonych treści, dotychczas regulowanych przez Instrukcję, na poziomie rozporządzenia. Cytując nadesłane pismo: "Mając jednakże na uwadze podnoszone wątpliwości co do zakresu stosowania Instrukcji G-5 - Ewidencja gruntów i budynków oraz rangi prawnej przedmiotowego dokumentu, w Głównym Urzędzie Geodezji i Kartografii podjęte zostały prace nad zmianą rozporządzenia Ministra Rozwoju Regionalnego i Budownictwa w sprawie ewidencji gruntów i budynków, mające na celu włączenie części postanowień Instrukcji G - 5 do przedmiotowego rozporządzenia." Należy w tym miejscu podkreślić, że Rzecznik Praw Obywatelskich wyczerpał wszelkie możliwości działań w niniejszej sprawie - w szczególności nie jest możliwe, aby Rzecznik kwestionował treść Instrukcji G - 5 poprzez wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem, o którym mowa w art. 191 ust. 1 pkt 1 Konstytucji RP. W świetle bowiem art. 188 Konstytucji, w ramach kontroli abstrakcyjnej Trybunał bada wyłącznie przepisy powszechnie obowiązującego prawa (formalnie, akt powinien posiadać taki status). Instrukcja G - 5 nie należy do takich aktów, gdyż no- minalnie jest wyłącznie instrukcją techniczną. W załączeniu przesyłamy kopie korespondencji, prowadzonej przez Rzecznika z Głównym Geodetą Kraju i Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji. Z poważaniem Podpisała mgr Barbara Błońska, Główny Specjalista 2/ List MSWiA z 4 czerwca 2009 r. skierowany do RPO Szanowny Panie Rzeczniku W nawiązaniu do wystąpienia z dnia 22 kwietnia 2009 roku (sygn. RPO-476554-IV/04/BB) w sprawie Instrukcji G-5 - Ewidencja gruntów i budynków, uprzejmie przedstawiam następujące informacje. Kwestia zakresu regulacji ww. aktu, stanowiącego załącznik do zarządzenia m 16/2003 Głównego Geodety Kraju wydanego w dniu 3 listopada 2003 roku była przedmiotem licznych analiz dokonywanych przez przedstawicieli środowiska geodetów oraz prawników. Jak wynika z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego (vide: orzeczenie TK z dnia 7 czerwca 1989 roku, sygn. U 15/88; orzeczenie TK z dnia 19 czerwca 1992 roku, sygn. U 6/92 oraz postanowienie TK z dnia 6 grudnia 1994 roku, sygn. U 5/94), do dnia wejścia w życie obowiązującej Konstytucji RP mogły istnieć uzasadnione wątpliwości co do tego, jaki akt jest źródłem prawa. Konstytucja RP z dnia 2 kwietnia 1997 roku wymienia natomiast w sposób wyczerpujący katalog źródeł prawa. W świetle powyższego, nie może budzić wątpliwości nienormatywny charakter Instrukcji G-5. Główny Geodeta Kraju, realizując obowiązek określony w art. 7a pkt 5 ustawy z dnia 17 maja 1989 roku - Prawo geodezyjne i kartograficzne (t.j.: Dz. U. z 2005 roku Nr 240, poz. 2027 z późn. zm.), w myśl którego: "Główny Geodeta Kraju wykonuje zadania określone w ustawie, a w szczególności (...) opracowuje zasady dotyczące techniczno-organizacyjnego przygotowania katastru oraz współdziała w jego tworzeniu", wydał omawiane wytyczne techniczne. Wskazać również należy, że Główny Geodeta Kraju w swoich wyjaśnieniach podnosi, iż nie aspirował do ustanawiania norm generalnych i abstrakcyjnych. Z wyjaśnień Głównego Geodety Kraju wynika, że Instrukcja G-5 nie zawiera postanowień, które zmieniają obowiązujące przepisy prawa. O sposobie numeracji działek ewidencyjnych rozstrzyga bowiem § 9 ust. 4 i 5 rozporządzenia Ministra Rozwoju Regionalnego i Budownictwa z dnia 29 marca 2001 roku w sprawie ewidencji gruntów i budynków (Dz. U. Nr 38, poz. 454). Z przepisów tych wynika, że numer działki ewidencyjnej może mieć postać tylko liczby naturalnej lub ułamka zwykłego. Instrukcja G-5 nie wprowadza więc w tym zakresie żadnych nowych rozwiązań, odsyłając do postanowień przedmiotowego rozporządzenia. Obowiązek dostosowania ewidencji gruntów i budynków do obowiązujących przepisów, w tym także w zakresie oznaczeń działek ewidencyjnych, wynika z § 55 - 57 i z § 85 rozporządzenia w sprawie ewidencji gruntów i budynków. Mając jednakże na uwadze podnoszone wątpliwości co do zakresu stosowania Instrukcji G-5 - Ewidencja gruntów i budynków oraz rangi prawnej przedmiotowego dokumentu, w Głównym Urzędzie Geodezji i Kartografii podjęte zostały prace nad zmianą ww. rozporządzenia Ministra Rozwoju Regionalnego i Budownictwa w sprawie ewidencji gruntów i budynków, mające na celu włączenie części postanowień Instrukcji G - 5 do przedmiotowego rozporządzenia. Z poważaniem Podpisał Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, z up. Tomasz Siemoniak, Sekretarz Stanu Komentarz nr 19/IV/09 17 sierpnia 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Ponieważ jesteśmy w samym środku najpopularniejszego miesiąca urlopowego, nie wypada przeciążać komentarza zbyt poważną treścią, ale korzystając z zachęty GUGiK, aby opiniować Zintegrowane Modele Danych opracowane przez OPGK Elbląg, przygotowałem ściągawki dla osób chętnych do zagłębiania się w źródłach. Ściągawka dla osób zainteresowanych sięgnięciem do źródeł norm z grupy 19100 mieści się na stronie internetowej GUGiK w zakładce „Linki do stron“ gdzie w katalogu „e-Przewodnik do norm w dziedzinie Informacji Geograficznej“ mieszczą się terminy i definicje dotyczące 21 norm. Jest tam, zwłaszcza w definicjach terminów wielokrotnych, trochę rozbieżności, które aktualnie są usuwane, ale już wiadomo o co chodzi i dopóki nie ukażą się polskie teksty norm, można już sprawdzać intencje autorów i sięgać do oryginałów, kogo stać na ich zakup (możliwy do uskutecznienia drogą internetową, wchodząc np. ze strony Polskiego Komitetu Normalizacyjnego www.pkn.pl. Jest wszakże jeszcze wielojęzyczny słownik, a właściwie tezaurus, opublikowany przez Unię Europejską, GEMET - GEneral Multilingual Environmental Thesaurus, którego zestawienie tematyczne wraz z ilością terminów w trzech językach zamieszczono na końcu komentarza. Ten słownik może być bardzo przydatny do rozgryzania nie tylko tekstów elbląskich ale i wielu innych. Słownik, aktualizowany na bieżąco, jest dostępny pod adresem www.eionet.europa.eu/gemet, zawiera 40 działów, 6562 rekordów (niektóre podane wielokrotnie, tak że w sumie według stanu na 13 czerwca było ich 9859), 28 języków i jest bardzo ciekawy, ze względu na specyficzny sposób myślenia autorów. Tezaurus ma swoje krajowe punkty kontaktowe. W Polsce wymieniona jest Lucyna Dygas Ciołkowska i Anna Katarzyna Wiech z Inspektoratu Ochrony Środowiska. Dla geodetów bardzo ciekawy jest dział pierwszy Administracja, ale nie tylko, bo równie interesujące definicje znajdziemy w dziale prawodawstwo, ekonomia czy informacja. Studiowanie obydwu słowników może być ciekawsze niż rozwiązywanie krzyżówek. Życzę przyjemnej urlopowej lektury. Żadna ściągawka i żaden słownik nie są, niestety, w stanie pomóc nieobytym w geografii specjalistom z Polskiej Telewizji, którzy w Wiadomościach, w dniu 14 sierpnia zaprezentowali oddanie do użytku odcinka autostrady Krzyżowa - Zgorzelec (wreszcie, bo czekał na otwarcie od roku !). Prezentacji dokonał Piotr Kraśko, którego słabej znajomości geografii Polski trudno się dziwić, bo więcej czasu przebywał w Stanach Zjednoczonych, niż w Polsce. Otóż otwarcie tej autostrady zaprezentował pod hasłem „Mieszkańcy Krakowa mogą jechać na urlop nad morze przez Berlin“ pokazując fragment autostrady z Krzyżowej do Olszyny oddanej do użytku dwa lata temu, bez nagłośnienia, i uparcie wykazywanej na różnych mapach jako nieistniejącej. Dzięki tej autostradzie mieszkańcy Krakowa będą mogli rzeczywiście dojechać do Berlina w 6 godzin (o ile kiedykolwiek autostradą stanie się odcinek z Krakowa do Katowic, wiecznie remontowany, który powoduje, że są dni, kiedy szybciej można z Katowic dojechać do Berlina /600 km/ niż do Krakowa /60 km/). Jeśli zatem uda się kiedyś zakończyć remont płatnej autostrady Kraków - Katowice, to mieszkaniec Krakowa będzie mógł szybciej dojechać do Berlina, niż do dwukrotnie bliższej Warszawy. Żeby geograficzną dezorientację jeszcze wzmocnić, to za moment pan Kraśko pokazał na mapie faktyczny odcinek autostrady Krzyżowa-Zgorzelec jako fragment szlaku łączącego Kraków z Brukselą przez Drezno, Berlin, Hannower, jakby w międzyczasie nie wybudowano wielu innych autostrad, znacznie krócej i szybciej komunikujących Polskę z Brukselą. Wiedza redaktora Kraśki i autorów plansz ilustrujących informację sięga ich czasów pobytu w szkole podstawowej, z podkreśleniem, że nie uważali na lekcjach geografii. Dla naszych specjalistów od INSPIRE i kartografii jest to ogromne wyzwanie wskazujące na to, ile trzeba uczyć polityków i reprezentantów mediów, aby nie kompromitowali GIS-ów, tak jak zrobił to pan Kraśko. Mapy w środkach masowego przekazu pojawiają się coraz częściej, jako bardzo sugestywny i zwięzły sposób przekazywania informacji zlokalizowanej przestrzennie. GPS-y, komórki z mapami, edukują w sposób naturalny, trzeba jednak dysponować jakimś minimum wiedzy, jak z mapy korzystać. Wątpliwość taka naszła mnie, jak następnego dnia oglądałem prognozę pogody. Czy mimo wszystko nie jest lepszy na tle źle interpretowanej mapy Polski były reporter zagraniczny, od stale występującego na tle mapy pogody redaktora Kreta, który dysponując ubożuchnym zasobem słów, zamiast mapy, którą objaśnia, eksponuje głównie siebie, imitując pływackie ruchy crawla lub żabki, uniemożliwiające odczytanie informacji zamieszczonych na mapie. Jeden i drugi przypadek wskazują na to, iż czytania mapy trzeba uczyć i nie pomoże żaden GIS, GPS czy ASG, jeśli odbiorca nie wie gdzie są kierunki świata i co to jest skala. A już treści pokazywane na mapie czy ekranie zaczynają graniczyć z wiedzą tajemną. Stąd między innymi tak łatwo jest spółdzielniom mieszkaniowym obciążać miliony polaków powierzchniami wspólnymi czy przynależnymi. W Anglii GIS-u uczą w szkole. Jeśli już mamy mieć organizację geodezji na wzór angielski, to zacznijmy od przejęcia ich modelu kształcenia dzieci i młodzieży. Poniżej zestawienie działów tezaurusa GEMET, który jest wielkim krokiem w kierunku ujednolicenia ontologii i semantyki informacji geograficznej.
Edward Mecha Komentarz nr 18/IV/09 10 sierpnia 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Fakty naprowadzone w komentarzu z ubiegłego tygodnia nie napawają optymizmem. Po prostu jako branża przed którą postawiono wyjątkowo poważne zadania znaleźliśmy się w matni. Z jednej strony administracja rządowa, która musi realizować zadania wynikające z przynależności do Unii Europejskiej i przystosowywać polski system prawny do unijnego. Powoli jest to wdrażane w życie, choć nie odbywa się bez prób przejaskrawień, jakie mają miejsce np. z dyrektywą INSPIRE, w której transpozycji próbujemy być bardziej papiescy od papieża, podciągając poważną zmianę Prawa geodezyjnego i kartograficznego pod w końcu marginalny temat ochrony środowiska. Minister Środowiska gotów jeszcze zażądać podporządkowania sobie GUGiK. Z drugiej strony bagaż nawyków i wykoślawionego przez lata patrzenia na zawód, w wyniku którego geodeci zostali pozbawieni większości atrybutów przynależnych do tego zawodu, zwłaszcza w krajach Unii Europejskiej. Mazowiecki System Informacji o Terenie jest tego dobrym przykładem. A że udało się do szyldu tego systemu doczepić GUGiK świadczy o wysokich dyplomatycznych zdolnościach Geodety Mazowsza. Wszakże dzięki zabiegom Geodety Mazowsza i jego chęci wybicia się na dyktat władzy i nowoczesność, dowiedzieliśmy się, co też po głowie chodziło autorom Zintegrowanego Systemu Katastralnego (którego Geodeta Mazowsza był jednym z twórców) ucieleśnionego w koncepcji IPE, która to koncepcja w odgrzanej formie ma być podstawą zmian organizacyjnych, nieuniknionych po likwidacji funduszu. Wprawdzie mówi się, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Ale zależność jest bardziej złożona. Chodziło oczywiście o władzę, bo kto ma informację, ten ma władzę, a kto ma władzę, ten ma pieniądze. A SIP Mazowsza, to nic innego jak koncentracja informacji na szczeblu wojewódzkim, koncentracja znacznie wykraczająca poza województwo i aktualne unormowania prawne. Dla realizacji tego zamierzenia autorzy systemu znaleźli dobrego wykonawcę. Otóż koledzy z Elbląga decydując się na zaoferowanie władzom i środowisku osadzenia zawodu w realiach standardów z grupy 19100 (choć akurat do wąsko rozumianej geodezji są inne standardy ISO a grupa 19100 związana jest z informacją geograficzną) wykonali na wstępie dla potrzeb Zintegrowanego Modelu Danych (ZMD) analizę aktów prawnych, która nakazuje poważnie zastanowić się nad zakresem zbieranych informacji przestrzennych, czyli nad ontologią geodezji. W końcu ocenę wykonał zespół ambitny, pracowity, o zacięciu badawczo-rozwojowym, który jednak z jakichś powodów widząc rozległość oddziaływania tematu, bardzo wąsko potraktował zakres oddziaływania geodezji. Być może inni koledzy też tak wąsko odbierają geodezję, co nakazywałoby zrewidować strategię transpozycji dyrektywy INSPIRE. Na 30 wymienionych ustaw, które przeanalizowano z punktu widzenia wpływu na Zintegrowany Model Danych, aż w 20 stwierdzono, iż wpływu takiego nie mają, co jest o tyle zaskakujące, że wpływ taki jest i to dość silny. Nie wiadomo zatem, co kierowało autorami analizy, że zrezygnowali z uwzględnienia tego wpływu. Za nie posiadające wpływu na Zintegrowany Model Danych koledzy z Elbląga uznali takie ustawy jak: O ochronie środowiska, O udostępnianiu informacji o środowisku, Prawo budowlane, O ruchu drogowym, O transporcie kolejowym, O żegludze śródlądowej, O transporcie drogowym, O gospodarce nieruchomościami, O bezpieczeństwie morskim, O obszarach morskich, O brzegach morskich, O polityce rozwoju, O archiwach, O ochronie zabytków, Prawo energetyczne, O systemie oświaty. Włos się jeży jeśli wśród ustaw nie mających wpływu na ZMD widzimy ustawę Prawo budowlane, O gospodarce nieruchomościami czy O ochronie środowiska. W szeregu innych wskazano na ich związek z obiektami, które jakoby występują w obowiązujących instrukcjach technicznych, jakby rzeczywiście jakieś instrukcje obowiązywały i jakby ustalenia instrukcji były ważniejsze od zapisów ustawowych. Dotyczy to ustaw: O ochronie przyrody (można przyjąć, że dodatkowo zaproponowana klasa Natura2000 wyczerpuje wszystkie obiekty przestrzenne wymienione w ustawie), O lasach, O zagospodarowaniu przestrzennym, O ewidencji producentów i gospodarstw rolnych (chociaż nie ma wzmianki na temat konfliktu między obiektami katastralnymi a dopłatowymi), O podatkach lokalnych , O zarządzaniu kryzysowym, O zakładach opieki zdrowotnej, O statystyce publicznej, O Klasyfikacji Środków Trwałych (z postulatem przystosowania instrukcji do KŚT), Prawo geologiczne i górnicze (chociaż nie nadmieniono ani słowa o geodezyjnych standardach górniczych wyprowadzonych z geodezyjnych), a także Prawo geodezyjne i kartograficzne. Zastanawia dojście do Prawa geodezyjnego poprzez instrukcje a nie na odwrót, ale jest to punkt widzenia autorów, który trzeba uszanować, bo być może jest to inna koncepcja ontologii geodezyjnej. Dziwi trochę brak ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach, o odpadach, o ochronie gruntów rolnych i leśnych, czy o scalaniu i wymianie gruntów ale w zestawieniu z brakiem w tym zestawie ustawy o księgach wieczystych i hipotece sprawa staje się klarowna - w oczach oceniających za godny oceny uznano tylko przedmiot bez podmiotu i stosunku podmiotu do przedmiotu, mimo iż analizę wykonano w grupach podmiotów. Oznacza to, iż prawo nie zostało uznane za godne znalezienia się w czynnikach kształtujących ZMD, co automatycznie wyjaśnia brak elementów standardu 19152. Jest to oczywiście indywidualna ale znamienna ocena zespołu autorskiego. Taki jest jego poziom wyobraźni o zawodzie i wcale nie jest wykluczone, iż podzielany jest przez większą część środowiska, bo po ubiegłorocznej euforii Federacji Wykonawców z projektem Prawa geodezyjnego integrującego kataster z księgami wieczystymi zapadła totalna cisza, jakby projektu nie było. Pośrednio wskazuje to na to, iż geodeci z prawem nie chcą mieć nic wspólnego. Po analizie ustaw wymieniono jeszcze 4 rozporządzenia wydane przez Radę Ministrów, 16 rozporządzeń Ministra Środowiska, 24 Ministra Infrastruktury, 6 Ministra Obrony Narodowej, 3 Ministra Gospodarki Morskiej, 5 Transportu i Gospodarki Morskiej, 15 zarządzeń i Wytycznych GUGiK, po 1 Ministra Gospodarki, Spraw Wewnętrznych i Administracji, Finansów, Ministra Zdrowia, Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Transportu i Budownictwa, Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa, Rozwoju Regionalnego i Budownictwa, a nie znaleziono aktów Ministra Rozwoju Regionalnego, Sportu i Turystyki, Edukacji Narodowej, Pracy i Polityki Społecznej czy Ministra Sprawiedliwości, Spraw Zagranicznych, Skarbu Państwa i Spraw Wewnętrznych. Patrząc od strony doboru aktów prawnych do analizy oraz sposobu ich prezentacji odnosi się wrażenie, iż strona prawna nie należy do najmocniejszych atrybutów elbląskiego wykonawcy; a także zleceniodawcy, który to wyprofilował i przyjął. Szokujący jest brak odnośnika do Ministra Sprawiedliwości. Oznaczałoby to, że oceniający zupełnie nie widzą w modelu systemu ksiąg wieczystych, czyli całego systemu przestrzennie zlokalizowanych praw i ograniczeń do nieruchomości, na czym w krajach Unii Europejskiej zasadza się funkcjonowanie zawodu. Trudno nie zauważyć swoistej sieczki kompetencyjnej, braku odniesienia do ustawy o działach gospodarki narodowej, całkowicie dowolnej interpretacji zakresu odniesienia ustaw, co powoduje, iż jakoby zintegrowany model danych, jest zintegrowany tylko do zawężonej wyobraźni wykonawcy o świecie realnym. Oznaczałoby to, iż zamieszczone na końcu opracowania daleko idące rekomendacje sięgające prawie całej Rady Ministrów są wysoce nieuprawnione. Mimo to w opracowaniu mieści się ogromna wartość wynikająca z faktu, iż ktoś wreszcie, za odpłatnością, zwrócił uwagę na problem standaryzacji według norm ISO, na potrzebę standaryzacji poza ramami własnego podwórka. Jest to zresztą pośredni skutek dyrektywy INSPIRE, która zmusiła geodetów posiadających podstawową bazę referencyjną do otworzenia się przed użytkownikami. Ale ta podstawowa baza referencyjna musi dysponować standardami i procedurami (jak w księgach wieczystych), które można zmieniać i doskonalić ale one muszą być a na razie od 24 lutego 2007 r. ich nie ma, bo jakkolwiek rozporządzenie z 24 marca 1999 r. wydane jest przez właściwego ministra, to nie opublikowano standardów w prawem przewidzianej formie, a standard ewidencyjny, który leży u podstaw ZMD nigdy nie został wprowadzony w życie w prawem przewidziany sposób. Co do norm ISO 19100 wykorzystanych do budowy ZMD, to na razie tylko dwie są w języku polskim, czyli dopuszczone do wykorzystywania, akurat nie te, które stanowią o konstrukcji modelu, a i tak w ramach tych dwóch rozbiega się słownictwo. Dziś prawnie nie ma zatem, ani instrukcji ani standardów, nawet tych starych niedoskonałych. Są tylko ich materialne ślady w dokumentacji geodezyjnej, mające taką samą wartość (moc dowodową) jak zapisy z czasów Franciszka Józefa, Fryderyka Wilhelma czy cara Mikołaja II. Obawiam się, że proste wykorzystanie ZMD, jako załączników do projektów rozporządzeń nie będzie raczej możliwe, a wydaje się, iż GUGiK bardzo na to liczył. Edward Mecha Komentarz nr 17/IV/09 3 sierpnia 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 24 lipca br. GUGIK ogłosił, do zapoznania się oraz zgłaszania uwag, treść projektów modeli danych przestrzennych, opracowanych w ramach realizacji projektu „Wypracowanie i wdrożenie innowacyjnych metod integracji danych katastralnych, mapy zasadniczej i Bazy Danych Topograficznych oraz modernizacja usług publicznych świadczonych przez Służbę Geodezyjną i Kartograficzną“, które w dniu 22 lipca 2009 r. zostały zamieszczone na stronie internetowej - www.geointegracja.com.pl. Było to właściwie jedyne rozsądne wyjście z bardzo trudnej i niezręcznej sytuacji, w którą wpuścił obecne kierownictwo GUGiK poprzedni GGK. Stowarzyszenie GISPOL uprzedzało poprzedniego Geodetę, aby nie wchodził w projekt przygotowany do realizacji bez podstawy prawnej (24,26,XI.06), bo wtedy miał jeszcze takie możliwości, ale Wiesio potrzebował Stowarzyszenie tylko do rekomendacji konkursowych, a potem miał je w głębokim poważaniu, łącznie z narażeniem na ogromne koszty, których do dziś nie zwrócił ZPP. Dziś, gdy projekt Geodety Mazowieckiego, wyręczający GGK z jego ustawowych funkcji, jest zaawansowany, Głównemu Geodecie pozostało tylko poddanie projektu pod osąd publiczny (GUGiK też jest jego partycypantem, ale tylko po to aby płacił), aby opinia publiczna oceniła co projekt jest wart, zwłaszcza w momencie likwidacji funduszu. Trudno jest mnie się wypowiadać, bo oficjalnie nie mam dostępu do wyników projektu, choć oferta GUGiK z 24 lipca nie była ograniczona. Wszakże powołana strona internetowa stawia szereg obostrzeń i nie wiadomo, czy po zarejestrowaniu osoby nieupoważnionej nie każą płacić za prawa autorskie, tym bardziej, że gościom wstęp jest zabroniony. Są jednak dobrzy koledzy, którzy pozwolili zerknąć na dzieło, no i wrażenie jest takie, jakiego należało się spodziewać. Na pewno wysoko trzeba ocenić pracowitość kolegów z Elbląga. Zabrali się za rzecz, w której dotąd w ogóle się nie poruszali (mowa o normach z grupy 19100) i dość przyzwoicie wybrnęli z klasówki nie robiąc rażących błędów. Na ich plus trzeba niewątpliwie zapisać propagowanie języka UML, a że założenia projektu były chybione, to i wynik pozostawia wiele do życzenia. Generalnie, moim zdaniem, nie wypada GUGiK-owi nic innego jak zabrać zabawki z powrotem do siebie, zwalniając Geodetę Mazowieckiego z ciężaru tworzenia struktur państwowych, przygotowania aktów prawnych czy opracowania standardów krajowych, bo to znacznie wykracza poza zakres uprawnień nawet bardzo ambitnego geodety województwa, który ma do wykonania wystarczająco dużo zadań wsiowych. Głównym założeniem projektu była integracja baz danych na szczeblu wojewódzkim do czego ani przy rozpoczęciu projektu, jak i obecnie nie ma upoważnienia w obowiązujących aktach prawnych. W trakcie tworzenia projektu przestało obowiązywać szereg aktów prawnych, na które projekt się powołuje, o czym w projekcie też nie ma wzmianki. Nigdy nie obowiązywała tak zwana instrukcja G-5 przywołana do podstawowej klasyfikacji obiektów, o czym także nie ma wzmianki. Wszystkie zatem rekomendacje, zamieszczone na końcu opracowania oparte są o nieistniejące byty. Projekt traktuje poszczególne elementy ZSIN jako funkcjonujące i zgodne, nie poświęcając mimo ponad 1100 stronicowej objętości, ani odrobiny miejsca na korelację różnic, zapewne uważając, iż modele zrobią to automatem. A prawda jest taka, że podstawowy układ referencyjny, na którym projekt jest oparty, to jest katastralny układ odniesienia czyli układ ewidencji gruntów jest nielegalny. Jest nielegalny od 24 lutego 2007 r. dlatego, że ustawa z dnia 12 stycznia 2007 r. o zmianie ustawy o działach administracji rządowej oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2007 nr 21 poz. 125) nie przedłużyła ważności rozporządzenia ewidencyjnego z 2001 r. Można wprawdzie powoływać się na art. 59 Prawa geodezyjnego i kartograficznego, iż do czasu wydania przepisów wykonawczych pozostają w mocy dotychczasowe, ale jest tam wyraźne zastrzeżenie jeżeli nie są z ustawą sprzeczne. W tym właśnie największy jest ambaras, że przepisy rozporządzenia z 2001 r. są sprzeczne, bo zawęziły jednoznaczną dyspozycję ustawową o wykazywaniu właściciela, co oznaczało konieczność pełnej synchronizacji z księgami wieczystymi. Są sprzeczne, bo przepisy rozporządzenia zawierają materię ustawową, np. regulacje dotyczące działki, które powinny były być w ustawie, a nie w rozporządzeniu. Ponadto regulacja rozporządzeniowa jest w kolizji z uregulowanym w ustawie pojęciem linii granicznej. Sama ustawa, np. w art.24a też zawiera regulacje wątpliwe co do ich zgodności z Konstytucją, w odniesieniu do trybu modernizacji zezwalającego na manipulowanie w stanie posiadania bez wiedzy właściciela. Pisałem o tym natychmiast po ukazaniu się cudacznego rozporządzenia z 2001 r., które przeoczyło fakt, iż między rozporządzeniem z 1996 r. a rokiem 2001 r. weszła w życie Konstytucja RP i swawole uskutecznione w roku 2001, były już wtedy skazane na zaskarżenie, nie wspominając już o kuriozum legislacyjnym jakim jest tak zwana instrukcja G-5, na którą koledzy geodeci się tak chętnie powołują. Prawnicy coś tam spróbują wymyślić, bo nie może być pustki prawnej ale szansy na taką legalność jak mają prawnicy z księgami wieczystymi, geodeci nie mają. Mają za to geodeci znacznie sprawniejszy system informacyjny, który, chociaż nie zharmonizowany z księgami wieczystymi, działa i obsługuje obywateli i różne działy gospodarki narodowej, dopóki go informatycy nie zepsują, zwłaszcza ci od wielkich systemów informatycznych, którzy dla sprzedaży jednego jabłka muszą sprzedać całe drzewo, bo tylko takimi modułami handlują. I w tym miejscu znowu kłaniają się krasnoludki z poprzednich komentarzy, które wymyśliły sposób na kojarzenie takich spapranych jak u nas systemów. I rzeczywiście wybrały tę drogę co koledzy z Elbląga, co bardzo dobrze świadczy o wyczuciu tendencji światowych przez kolegów elbląskich. Gorzej natomiast z rozeznaniem polskich realiów legislacyjnych i z samokrytycyzmem, zwłaszcza w zakresie rekomendacji. Ambitne rekomendacje, skierowane do naczelnych i centralnych organów administracji publicznej przewidują iż należy: 1/ 6 wyspecyfikowanych geomatycznych modeli danych (w tym egib i zud) dołączyć do projektów rozporządzeń, 2/ dostosować projekty aktów normatywnych do specyfikacji ogólnego obiektu przestrzennego i ogólnego modelu geodezyjnego, 3/ odbywać wymianę danych za pomocą plików GML, 4/ dołączyć do aktów prawnych definicje GML zapisane w postaci pliku XSD, 5/ usunąć z rozporządzeń fragmenty, aneksy, załączniki bądź całe dokumentacje dotyczące technicznych aspektów prowadzenia bazy, 6/ pozostawić w obowiązujących przepisach tylko fragmenty dotyczące reprodukcji kartograficznej powołując się na jakoby obowiązującą instrukcję K-1 oraz wytyczne TBD, 7/ dopracować okres przejściowy dostosowania wszystkich zmian przepisów do specyfikacji modeli danych, 8/ zrezygnować z prowadzenia map na rzecz baz danych, 9/ zobligować organy publiczne do prowadzenia polskiego profilu metadanych, 10/ określić organy odpowiedzialne za organizowanie, koordynowanie i monitorowanie tworzenia metadanych, 11/ zobligować organy do interoperacyjności, 12/ zobligować organy do zorganizowania usług wyszukiwania, przeglądania, pobierania, przekształcania i uruchamiania usług, 13/ zobligować organy do elektronicznego handlu usługami, 14/ wyeliminować z egib rejony statystyczne. Rekomendacje świadczą o bardzo głębokim przeżywaniu swojej misji przez autorów i chęci zastąpienia organów, którym ustawy powierzyły wykonywanie powyższych zadań. Brakuje tylko wskazań kogo należałoby wymienić w rządzie, aby wymienione rekomendacje zrealizować. Fakt, iż GUGiK zdecydował się poddać opracowanie pod osąd publiczny świadczy o dużej czujności obecnego kierownictwa. W końcu nie takie pomysły poprzednie kierownictwa kupowały bez zmrużenia oka, jak np. wielokrotnie tu przytaczany śląski RSIP, który na jakiś czas przenicował od podstaw służbę geodezyjną. Potem był jeszcze taki wiceminister MSWiA, który też tasował solidnie w tej służbie i doprowadził do tego, że obecnie nasza ustawa nie ma większości aktów wykonawczych. Informatyzacja jest nieunikniona, jest konieczna, ale nie informatyzacja wprowadzana z bałwochwalczym zauroczeniem, iż rozwiąże wszystkie zaniedbania legislacyjne. Nie wszyscy są tak genialni jak koledzy z Elbląga, Mazowieckiego Urzędu Marszałkowskiego, miasta Płocka, czy powiatu piaseczyńskiego, którym się nic nie psuje i wszystko chodzi jak w zegarku (choć opinie krążą inne). W moich rodzinnych Katowicach od 2 tygodni w geodezji zawieszony jest system komputerowy i spółdzielnia mieszkaniowa znalazła sobie kolejny pretekst aby mnie wodzić za nos, tym razem z powodu geodezji. Aż przykro słuchać jak się te systemy komputerowe psują i zawieszają, zarówno w geodezji i w księgach wieczystych, a Geodeta Mazowiecki chce nas jeszcze uszczęśliwić centralizacją w województwie, gdzie do psucia będzie o wiele więcej ogniw. Ponoć na środowej Radzie Konsultacyjnej Geodetów Powiatowych, byli koledzy, którzy pytali co mają robić ci, którzy nie mają żadnych systemów komputerowych. Chęć bierze, żeby się dowiedzieć gdzie to jest i przeprowadzić się tam. Prawda zaś jest taka, że aby system komputerowy wiernie przekazywał treść nawet ustaleń prawnych, musi być w detalach zaprojektowany, sprawdzony, oparty o spójne i jednorodne dane, przede wszystkim jednak musi mieć oparcie w prawie. Czarna rozpacz człowieka ogarniała obserwując w okresie mijającej dekady kosztowne wymuszanie, co chwilę nowych, rozwiązań informatycznych bez legitymacji prawnej, opatrujących szyldem nowoczesności zwykle marnotrawstwo pieniędzy publicznych. Modele kolegów z Elbląga są pierwszym, surowym jeszcze przybliżeniem wykorzystania standardu światowego. Oczywiście o standardzie katastralnym zapomnieli. O Wytycznych INSPIRE w sprawie działki katastralnej, też. Wykonali pracę zgodnie z warunkami technicznymi i przyjęli jako wiążące rozporządzenie ewidencyjne z 2001 r. i instrukcję G-5. Wskoczyli w nowoczesność w garniturach z minionej epoki. Gorzej, bo w ustawie i rozporządzeniach wykonawczych jest na razie ten sam punkt odniesienia. Póki co nikomu na myśl nie przychodzi, że dane geodezyjne i transakcje nieruchomościowe mają być wymienialne między krajami unijnymi. Nad elbląskimi modelami trzeba będzie wiele lat pracować zanim się je wprowadzi w życie, żeby nie trzeba było powtórzyć odzywki doradcy GGK z Sejmu, iż IPE tak świetnie się sprawdza na modelu testowym tylko nie chce działać na danych rzeczywistych. To było przed czterema laty i za wyjątkiem masy wydanych pieniędzy nic się nie zmieniło. Nawet wiara w cudowną moc sprawczą systemów komputerowych, iż same przez się usuną błędy pomiarowe i identyfikacyjne. Jedyne co napawa otuchą, to inspirujący klimat terenów otaczających Elbląg. W końcu to w niedalekim Fromborku Kopernik ruszył Ziemię, w niezbyt odległym Grunwaldzie pokonaliśmy potęgę krzyżacką, to może w Elblągu, jak już odkryli, że punkt graniczny jest obiektem, to pójdą dalej i odkryją, że kataster to nie tylko przedmiot ale i podmiot i zlokalizowane przestrzennie prawa. Edward Mecha Komentarz nr 16/IV/09 27 lipca 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Po baśniowej dygresji z poprzedniego komentarza wypada wrócić do polskiej, smutnej rzeczywistości.
Tytuł brzmi: „Na wpis do księgi wieczystej czeka się nawet rok“,a podtytuły: - Opieszałość sądów przy wpisywaniu hipoteki zwiększa koszty kredytu o 1 pkt proc. - Długie oczekiwanie na wpis do księgi umożliwia dwukrotną sprzedaż tego samego lokalu - Sędziowie twierdzą, że opóźnienia spowodował lawinowy wykup mieszkań za złotówkę Potem jest przytoczonych kilka liczb, w tym jedna znamienna, iż w 85 wydziałach KW już zakończono informatyzację (dodajmy w okresie 6 lat na 347 wydziałów ogółem). Przyczyną perturbacji ma jakoby być 3 559 659 wniosków o wpis, które wpłynęły w 2008 r. W tekście artykułu znalazło się też niepozorne zdanie, iż Paradoksalnie opóźnienia powoduje również informatyzacja. Wszystkie księgi w formie papierowej muszą przybrać postać elektroniczną. To także zajmuje czas - tłumaczą sędziowie. Należy to czytać tak, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Fundusz dawał cień nadziei na zharmonizowanie dwóch części jednego systemu, to jest katastru i ksiąg wieczystych. Ta nadzieja po zmianie systemu finansowania bardzo się zmniejszy. Nie każdy geodeta powiatowy ma ze starostą takie układy, że zapewni na geodezję środki w budżecie. Od stycznia przyszłego roku trzeba będzie raczej czekać na cud, aby harmonizacja doszła do skutku. Cud też jest możliwy ale z cudem jest tak jak z grą w Totolotka, aby wygrać trzeba grać. Aby stał się cud, trzeba go chcieć i trzeba w niego wierzyć, a najlepiej wspomóc. Żadnego z tych czynników w przedsięwzięciu zintegrowanego systemu katastralnego jak na razie nie ma. Trudno wymagać od autorki artykułu pani Katarzyny Wójcik-Adamskiej znajomości historii ksiąg wieczystych i rozwiązania informatycznego, które udławiło funkcjonowanie ksiąg. 3 mln wniosków o wpis nie jest niczym szczególnym. Tyle zmian od dawna wprowadzanych jest rocznie w systemie ewidencji gruntów i żaden powiat dotąd się nie zadławił. Ale też geodeci cudem wybronili się od centralnego rejestru, a wisiał nad nimi w postaci IPE, które w obligatoryjnej formie z centralną bazą jeszcze nie zostało nakazane (choć podejść było wiele), a po ustawie budżetowej utrwalającej struktury samorządowe groźba centralnej organizacji znacznie się odsunęła. W związku z powyższym system geodezyjny, choć ułomny ciągle jeszcze jest wydolny. Geodeci też ostrożnie podchodzili do przyklepywania danych, uważając to, co informatycy nazywają redundancją, za obserwacje nadliczbowe, które pozwalają skontrolować poprawność określenia danych. Tym się zresztą różnią dane GIS-owe od geodezyjnych. W GIS-ie dana ma być jedna, wykorzystywana dla różnych celów. W geodezji też. Niby to samo a nie tak samo. Bo w GIS-ie 10 m. w lewo czy w prawo nie odgrywa roli, a w geodezji punkt jest punktem, litera, literą a słowo, słowem - nie w przybliżeniu, a dokładnie. To co w GIS-ie jest mniej lub bardziej skonkretyzowaną informacją, w geodezji jest informacją udokumentowaną, a dane geodezyjne są urzędowo potwierdzonym dokumentem, za który odpowiedzialność bierze państwo lub inny organ administracji publicznej. W księgach wieczystych, podobnie jak w geodezji wszystko jest dokumentem, gwarantowanym przez system prawny, którego księgi są elementem i nie dowierzałem informacjom, iż przyklepywane są przez pracowników z tak zwanego pospolitego ruszenia, bez niezależnego systemu zabezpieczającego. 25% wydziałów KW już jest zinformatyzowanych i uzależnionych od kaprysów prądu, czyli elektrowni i pogody, wydajności sieci teleinformatycznych, sprawności serwerów, kwalifikacji nadzorców informatycznych w sądach, a za chwilę od trwałości nośników, zmieniających się systemów operacyjnych i umiejętności odtwarzania historii zmian. O ile zapisy na pergaminie przetrwały kilka tysięcy lat, strach pomyśleć co będzie z zapisami informatycznymi za 50 lat. Mam całkiem pokaźną bibliotekę miękkich dyskietek sprzed 20 lat, dla odczytania których trudno już znaleźć stosowny komputer. Mam pokaźny zbiór taśm magnetofonowych sprzed pół wieku (Polska wtedy była potęgą w ich produkcji) i nie mam już na czym ich odtworzyć. Teraz dochodzi standaryzacja informatyczna aktualna przez 3 - 5 lat, a potem wejdzie nowy standard, nowy protokół wymiany i wszystkie zapisy biorą w łeb. Ta skrajna nieodpowiedzialność pleni się na najwyższych szczeblach władzy, władzy, która chce mieć sukces i wysokie notowania w mediach. Władzy, która próbuje rynkowy sposób sprzedaży dóbr konsumpcyjnych narzucić systemowi rejestracji praw, ograniczeń i obowiązków posiadaczy nieruchomości. Ponieważ do systemu rejestracji podmiotów, przedmiotów i praw najszybciej doczepili się informatycy, gdyż system od zarania dziejów był względnie uporządkowany, to wszystkie choroby dzieciństwa informatyzacji ukazują się w nim jak w krzywym zwierciadle. Wiadomo, że podstawą informatyzacji jest standaryzacja, gdyż inaczej dane nie byłyby wymienialne, czy jak wolą informatycy interoperacyjne. No to i tworzą te standardy ale chcieliby już zarobić, więc standardy te sprzedają. W grupie ISO 19100 mamy już blisko 50 standardów, oraz ich poprawek i uzupełnień, każdy po co najmniej 200 franków szwajcarskich. Gdyby zatem ktoś chciał wiedzieć o co w tych standardach chodzi, to musiałby na wstępie wydać 10 tysięcy franków szwajcarskich, aby je mieć w wersji angielskiej. A wszyscy je powinniśmy przestrzegać! Takim kuriozum jest obecnie system mazowiecki, który pretenduje do wzorcowego w Polsce. Nawet GUGiK go zaleca, ale dostęp do jego elementów jest tylko dla wybranych, na razie nieodpłatny, bo płatny przez Norwegów. Jak środki norweskie się skończą , to obawiam się, że trzeba będzie płacić, jak za standardy ISO. Coś tu w tej gwałtownej informatyzacji jest chore. Taki Śląski RSIP nie liczył się z żadnymi przepisami. Poszło na niego wiele milionów złotych, jakoby na prace geodezyjne, a ostatecznie posłużył do ewidencji odpadów, rejestrowej, nie przestrzennej. Nikt nie rozliczył celu wydatkowania tych środków, a to przecież tam rodził się monstrualny system elektronicznej KW. Kółko się zatem zamyka. Zasadnicza różnica między księgami wieczystymi a tak zwanym katastrem polega jednak na tym, że system wieczysto-księgowy, choć niewydolny i nieudolny jest całkowicie legalny. Jeszcze w Dzienniku Ustaw Nr 102 z 30 czerwca br. publikowane są 4 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie zakładania i prowadzenia ksiąg wieczystych w systemie informatycznym oraz określenia sądów rejonowych prowadzących księgi wieczyste. W resorcie sprawiedliwości nikomu włos nie spadnie z głowy za stworzenie prymitywnego a kosztownego rozwiązania informatycznego, które w miarę wzrostu ilości zinformatyzowanych wydziałów będzie się klinować coraz bardziej. W odróżnieniu od wieczysto-księgowego system ewidencji gruntów i budynków określany na wyrost mianem katastru był prawie nielegalny, oscylował na granicy legalności, zastępując brak unormowań prawnych interpretacjami urzędników o rzekomej legalności i konieczności wykorzystania pomocy unijnej. Fakt ten był przyczyną rozpoczęcia publikacji komunikatów ZSK, potem komentarzy, był treścią pierwszego komunikatu z 9 stycznia 2006 r., drugiego z 16 stycznia 2006 r. i wielu innych. Od dwóch i pół lat system ewidencji gruntów jest całkowicie nielegalny (o tym za tydzień), bo ówczesnemu Głównemu Geodecie zabrakło odwagi, aby upomnieć się o stosowną delegację w ustawie lub zmienić rozporządzenie. Wszystko to spadło na głowy obecnego kierownictwa, które stara się logicznie powiązać ustawę z rozporządzeniami i standardami ale trudno odrobić zaległości kilkunastu lat, stąd zaczyna brakować czasu. Ci co wydawali pieniądze, zwłaszcza na modernizację ewidencji, mają uzasadnione powody do obaw. Na szczęście geodeci nie wyzbywali się papierowych dokumentów źródłowych i są w stanie, choć wielkim nakładem pracy, dotrzeć do źródeł. To być może zrozumieją kiedyś i fascynaci od INSPIRE, którzy pojedynczym drzewem w dolinie Rospudy chcieliby zarządzać z poziomu Ispry i którzy poza dyrektywą nie widzą lub nie chcą widzieć geodezji. I to jest chyba największy paradoks polskiego systemu katastralnego, że jego legalna część funkcjonuje z trudem, z coraz dłuższymi przerwami i zaległościami, z typowymi objawami przeinwestowania informatycznego, które zamiast usprawniać, powodują paraliż systemu, co wyraźnie już widać w systemie ksiąg wieczystych, natomiast nielegalna część tego systemu, czyli poczciwy kataster zwany ewidencją gruntów, jakoś sobie radzi i oprócz ksiąg wieczystych obsługuje wiele innych klientów, jeszcze przez półtora roku. Klasyczny dylemat między legalnością i racjonalnością. Nie powinno go być, gdyż systemy publiczne powinny być i legalne i racjonalne. Po to płacimy podatki, aby rządzący dobrali sobie fachowców, którzy potrafią zorganizować systemy zarządzania i nadać im legalne ramy. Polityka niestety rządzi się innymi prawami i kluczowe stanowiska w administracji stają się łupami po wygranej kampanii wyborczej. Pani redaktor Wójcik nie musi znać historii ale prawda jest taka, że o tym iż Zintegrowany System Katastralny, w tym system wieczysto-księgowy się nie sprawdza, było już wiadomo na etapie pierwszych sześciu miast pilotowych i po to były one pilotowe, aby się wycofać lub skorygować założenia systemu. Nic takiego nie zrobiono, brnięto dalej, stąd mamy zakorkowane księgi i realną nadzieję na zakorkowanie geodezji, gdyż w okresie najbliższego roku trzeba się pozbyć zakładów pomocniczych. Starostowie zaś zdani tylko na siebie zaczną gorączkowo dopominać się o dofinansowanie zadań rządowych. Zacznie się też pogoń za dochodami z tego, co akurat w ramach dyrektywy INSPIRE miało być za darmo. GUGiK, świadom nadciągającej katastrofy, będzie prawdopodobnie czynił starania o wyodrębnienie administracji specjalnej, co było możliwe, jak istniał fundusz. Wypada więc zadać pytanie kiedyś kierowane do Radia Erywań: „Kiedy będzie lepiej?“ Odpowiedź brzmiała: „Już było!“ Edward Mecha Komentarz nr 15/IV/09 20 lipca 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W ubiegłotygodniowym komentarzu pozwoliłem sobie przyjąć konwencję świata z bajki i coraz więcej znajduję przykładów na przeplatanie rzeczywistości z baśnią. Jak chociażby ten głośny już przetarg ARiMR na LPIS, w którym w dobie niewiarygodnych cięć budżetowych, za produkt ulotny (dane LPIS nie mają trwałego charakteru) trzeba koniecznie zapłacić więcej. Była kiedyś taka zasada, że nie stać nas na kupno rzeczy tanich, ale to chodziło o produkty wielokrotnego użytku i kupowane, za własne pieniądze. W bajce zaś wszystko jest możliwe. Zwłaszcza jak pieniądze są darowane np. unijne. Te można wyrzucać na byle co, byle wydać. Zjawisko jest tak powszechne, jakby dysponenci zapomnieli, że to też są „nasze“ pieniądze, powstałe z naszej składki, które pod określonymi rygorami wolno nam wydawać wcześniej. Dlatego odnosząc się do rozwiązań systemowych bezpieczniej jest korzystać ze świata bajki, który jest lepiej zorganizowany i bardziej przewidywalny niż ten rzeczywisty. Zastrzegłem się, iż to krasnale wymyśliły standard katastralny, bo krasnale lubią mieć porządek. Jak w tej bajce ze „Śpiącą królewną“. Otóż te krasnale, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i za oceanem, chciały zrobić porządek na całym świecie i wymyśliły zunifikowany język modelowania, przy pomocy którego są w stanie wyjaśnić krasnalowi nawet z innej planety, iż podmiot, przedmiot i prawa podmiotu do przedmiotu są podobne bez względu na planetę, czy rodzaj krasnali, co najwyżej inaczej rozumieją prawa do przedmiotu, o ile mają inaczej wykształcony sposób porozumiewania się. Podczas ostatniego zebrania Geodezyjnej Izby Gospodarczej padło na Sali takie zawołanie: „Kolego X, po to masz pan narzędzie mowy, abyś nie gadał od rzeczy!“ To wydaje się zrozumiały wcześniej krasnoludki w swoim zunifikowanym języku modelowania i dokładnie określiły klasy, obiekty, identyfikatory, atrybuty i operacje na nich wykonywane. Jak zaczęły posługiwać się tym językiem, to okazało się, iż reguły wykorzystywania i administrowania terenami, zwane też standardem katastralnym, czy to za pierwszą czy za siódmą górą są takie same. Można zatem przypuszczać, iż to ułatwi nadejście królewicza, który wreszcie obudzi śpiącą królewnę. Nieprzewidzianym skutkiem przebudzenia może być pozbycie się królewny, tak że nie wiadomo, czy krasnoludki nie będą żałować, iż ten zunifikowany język modelowania - UML, wymyśliły. W końcu mieć ładną, nawet śpiącą królewnę, a nie mieć żadnej, to jednak różnica. Faktem jednak jest, że jak inne krasnale z bajkowej Unii Europejskiej się zwiedziały, iż krasnale zza gór i oceanu przygotowały taki zunifikowany język, to go zaadaptowały do realizacji swojej dyrektywy INSPIRE, między innymi w wytycznych grupy roboczej do spraw działki katastralnej. Miało to u krasnali unijnych już obowiązywać w maju br.,ale się trochę opóźniło. Ponieważ nas nie interesuje co się stało lub stanie z królewną, tylko metodologia pracy krasnali, czyli to, jak przystąpili do porządkowania swojego języka, to wypada wyjaśnić, że najpierw ujednolicili terminologię, uzupełnili brakujące definicje, a potem zdefiniowali model administrowania swoim królestwem. Krasnale oczywiście w pełni wykorzystały terminy i definicje z grupy 19100 (opublikowali ich dotąd 479), a potem dodali jeszcze kilka swoich dotyczących ich przedmiotu zainteresowań. Wyjaśnili np. co rozumieją między innymi pod pojęciem:
Jak sobie tak krasnale wyczyściły przedpole, to zdefiniowały, co rozumieją pod pojęciem rdzenia modelu administracji terenami (LADM). Otóż ten rdzeń opiera się na trzech klasach:
Potem następuje konsekwentna rozbudowa tego rdzenia o szereg przynależności, jak np.:
W sumie takich klas jest 28. Klasy te łączone są w pakiety umożliwiające prowadzenie różnych danych przez różne organizacje. Kompletny model może być zatem wdrożony poprzez rozproszony zbiór systemów informacji, z których każdy wspiera działania w zakresie prowadzenia danych, oraz zapewnienia elementów modelu. Model może również być wdrożony przez jedną lub więcej instytucji prowadzących dane, funkcjonujących na szczeblu krajowym, regionalnym lub lokalnym. Podkreśla to znaczenie modelu: różne instytucje, różne organizacje mają swoje własne obowiązki w zakresie prowadzenia i dostarczania danych, lecz mogą się komunikować na bazie standaryzowanych procesów aktualizacji administracyjnej i technicznej (w odróżnieniu np. od krasnali z Mazowsza, którzy koniecznie chcą scentralizować bazę na szczeblu wojewódzkim). Nie należy patrzeć na cały model od razu, ponieważ spójne części modelu reprezentują pakiety UML. Korzyści z rozróżnienia szeregu pakietów są następujące: możność prezentowania LADM we wszechstronnych częściach, a przy tym prowadzenia i opracowywania pakietów niezależnie; oraz możność zastosowania pakietu dla wdrożenia jednego rodzaju, jednego typu funkcjonalności. Pakietów jest w sumie pięć:
Jakkolwiek Standard katastralny w konwencji niniejszego komentarza wymyśliły krasnoludki, to u ich starszych braci, czyli u ludzi, jest podobnie i warto popatrzeć na model, który niczego nie burząc, wykorzystuje techniki informatyczne, do pomocy, a nie zamiast rozwiązań merytorycznych. Nasza śpiąca królewna, która kiedyś zwała się Zintegrowanym Systemem Katastralnym, a teraz Zintegrowanym Systemem Informacji o Nieruchomościach, czeka na swego królewicza. Kilka tysięcy geodezyjnych krasnali, choć bez zunifikowanego języka pracuje już bez wytchnienia, aby kiedyś królewna mogła się przebudzić ze snu. Rolę „prawdziwego“ królewicza wypadałoby, aby podjął Główny Geodeta lub Pełnomocnik Rządu do spraw ZSK lub ZSiN. Poprzednicy, jak wynika z bajki, chyba nie byli dostatecznie prawdziwi i nie mieli mocy sprawczej przebudzenia, a raczej przeprojektowania systemu. Na wzór tego co zbudowali krasnale. Edward Mecha Komentarz nr 14/IV/09 13 lipca 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W tym tygodniu odbywa się ostatnie posiedzenie Sejmu przed wakacjami. Nie doszły mnie słuchy aby do Sejmu wpłynął projekt Prawa geodezyjnego i kartograficznego, czy projekt prawa o transpozycji dyrektywy INSPIRE, bo w świetle tego co relacjonowałem z Rotterdamu są to jednak dwie różne dziedziny spraw. Mamy zatem 1,5 miesiąca absolutnego spokoju, kiedy w dziedzinie legislacyjnej nic się nie będzie się działo. Potem może będzie się i działo, ale już się rozpocznie kampania prezydencka i nie będzie odważnych do podejmowania radykalnych decyzji, chociaż zapowiedzi Głównego Geodety Kraju w lipcowym wydaniu GEODETY są odważne, na pewno trafne, ale mało realne. Nie wierzę w to, aby samorządy, zwłaszcza dużych miast wyzbyły się tak łatwo katastru, zasobu, różnych baz danych, a zwłaszcza pomieszczeń i ludzi. Przypadkowo, chyba bezwiednie (bo pisane znacznie wcześniej) bardzo dobre ustosunkowanie dał na to, niestety, prof. Zdzisław Adamczewski w lipcowym Geofelietonie. Niestety, bo dobrze życzę kierownictwu GUGiK, które ma na koncie wiele rozsądnych działań, ale rację ma prof. Adamczewski. Niestety, bo nikomu dotąd poza obecnym kierownictwem GUGiK nie udało się wyłowić tych wszystkich misternych związków między geodezją, polskim systemem prawnym i standardami ISO, ale skutkami braku ujawnienia tego w przepisach obciąża się obecną centralną władzę geodezyjną. To tak jak z nabywcą nieruchomości; wszystkie wady i obciążenia ukryte obciążają nowonabywcę. Bardzo niewdzięczna jest rola tych, którzy chcą coś zrobić. Wszystko wskazuje na to, że w geodezji będzie się zatem kisić jak do tej pory, a nawet gorzej, bo tak groźnej sytuacji legislacyjnej, jak obecnie, kiedy oprócz starego Prawa geodezyjnego i kartograficznego nie mamy prawie żadnych przepisów wykonawczych, żadnych standardów, jeszcze nie było. Czasu na geodezję GUGiK miał nie będzie, bo jak przeczytałem Decyzję Komisji Europejskiej z dnia 5czerwca br. w sprawie wykonania dyrektywy 2007/2/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w zakresie monitorowania i sprawozdawczości, to mając jakieś wyobrażenie o pracochłonności tego, co się tam wymaga, wiem, że gdyby GUGiK nawet rozbudować wielokrotnie, to nie nadąży z obsługą unijnej biurokracji. GUGiK zresztą opowiedział się po stronie bezwzględnego posłuszeństwa dyspozycjom unijnym, co powinno się opłacić, bo władza lubi karne i zdyscyplinowane podmioty rządzone i jeśli tylko będą się posługiwać tym samym językiem, to jest szansa na dogadanie się i jakieś beneficja. Chodzi jednak o ten język. My w Polsce mówimy jednym językiem i często mamy kłopoty z wzajemnym zrozumieniem, gdyż ponoć punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia i od mocodawców. Ale nie tylko. Także od zapożyczeń, zwłaszcza angielskich, czy amerykańskich. Są zapożyczenia znane i akceptowane, jak np. O.K. ale są zapożyczenia koszmarne, a wymagane między innymi w projektach unijnych jak, np. produkt. Według słownika wyrazów obcych, jest to dobro powstałe w wyniku procesu produkcji, także dzieło, wytwór pracy umysłu ludzkiego. Pierwszą część definicji podziela też unijny Tezaurus w tłumaczeniu polskim, ale w definicji angielskiej, jest to coś produkowanego przez człowieka, maszyny albo przez procesy naturalne. Produktem może zatem być drzewo albo pryzma śmieci. Nie ma się zatem co dziwić, że w banku mamy produkty finansowe. Kredyt, pożyczka, wplata czy wyplata, to produkty finansowe. W przedsiębiorstwach zajmujących się wywozem śmieci produktem jest wydzierżawienie kubła, wywóz zawartości tego kubła, podstawienie pojemnika na gruz. A wszystko to po to, aby mogły funkcjonować systemy informatyczne operujące produktami. Od 13 lat uczestniczę w różnych zgromadzeniach i projektach unijnych (za swoje, nie publiczne pieniądze!) i jedno wiem na pewno. Obowiązującym językiem jest angielski. To nie FIG, gdzie obowiązują trzy języki (angielski, francuski i niemiecki), to nie ONZ, gdzie obowiązują trzy języki (angielski, francuski i rosyjski). Język, niestety, wywodzi się ze sposobu myślenia, kultury, instytucji, zwyczajów i technologii kraju źródłowego. W zakresie technologii informację przestrzenną zdominował model anglosaski (angielski, amerykański, australijski). Cechuje się on z grubsza tym, co zamieściło Geoforum w dniu 25 czerwca br.: pod tytułem: „W USA otwarto największą bazę katastralną Amerykańska firma First American Spatial Solutions (FASS) otworzyła największą dotąd bazę danych katastralnych dla całego kraju, która zawiera ponad 120 milionów działek. W USA dane katastralne przechowywane są w urzędach miast lub samorządach najmniejszych jednostek administracyjnych (hrabstw). Również każdy właściciel zobowiązany jest posiadać mapę działki, która jest potrzebna do opłacania podatków. Już wcześniej istniały regionalne bazy danych katastralnych, ale jeszcze żadna firma czy instytucja nie podjęła się zebrania informacji z całego kraju. Takie przedsięwzięcie wymaga ogromnego nakładu pracy ze względu na liczbę działek w Stanach (140 milionów), jak również wciąż zbyt słabą współpracę pomiędzy jednostkami administracji. Firma FASS zajęła się jednak ujednoliceniem danych zarówno cyfrowych i analogowych oraz wprowadzeniem ich jako zestandaryzowanych informacji do geoprzestrzennej bazy nazwanej ParcelPoint. Dla każdej działki, poza rysunkiem, można sprawdzić jej dokładne wymiary, powierzchnię oraz dokładne współrzędne geograficzne. Co więcej, załączone są tam również informacje o wysokości podatku czy przeznaczenia gruntu. Baza nie jest jeszcze kompletna - szacuje się, że wykonano około 86% całej pracy. Dane katastralne można już kupować na stronach firmy FASS“. Czytam i oczy przecieram ze zdumienia. Bo przecież my wzory czerpiemy stamtąd. Giganty informatyczne z USA pouczają nas jak ma wyglądać kataster. Stworzyli i uważają jako wzorcowy ten z Mazowieckiego systemu informacji o terenie, wzorowany na modelu amerykańskim. IGiK w swojej analizie uznał Piaseczno (sztandarowy przykład mazowieckiego SIP!) za reprezentację polskiego katastru. Szkoli się całą Polskę w tym, jakoby najlepszym rozwiązaniu (patrz Geofelieton prof. Zdzisława Adamczewskiego). Warto przy tym dodać, że nie ma w USA żadnych ksiąg wieczystych. W Anglii to przynajmniej prowadzi się rejestr aktów notarialnych, który z księgą wieczystą ma niewiele wspólnego, choć niekiedy używa się tej nazwy. W Anglii nie prowadzi się też żadnego katastru, a nieruchomości identyfikuje się współrzędnymi siatki kwadratów lub numerem kodu pocztowego. Sądzę, iż z tych względów Anglicy długo jeszcze nie opublikują swego rozwiązania w wydawnictwie PCC „Cadastral Information System“, w którym dotąd zamieszczono 15 państw, łącznie z Polską; wszakże zamieszczono w języku angielskim. Żeby próbować się porozumieć z urzędnikiem unijnym rzeczą podstawową jest znajomość języka angielskiego. Kierownictwo GUGiK na szczęście język zna i potrafi się porozumieć. Ale znajomość języka to mało. Trzeba jeszcze znać treści i instytucje, które się pod słowami tego języka kryją. Jakie one są w interesującym nas zakresie dowiedzieliśmy się z notatki w Geoforum. Co tam jednak w Ameryce! Popatrzmy na Europę! Używając terminów np. Land Register czy Land and Property Register każdy myśli po swojemu. Niemcy, uważają że chodzi o Kataster i Grundbuch i mają rację, bo tak zostało to zapisane w oficjalnym unijnym Tezaurusie. Nam się wydaje, że chodzi o Ewidencję gruntów i budynków oraz Księgi Wieczyste, a tu nieprawda, bo w Tezaurusie jest „Klasyfikacja użytkowania gruntów“ oraz „Rejestr ziemi i własności“. O Tezaurusie dowiedzieliśmy się przy okazji aktu wykonawczego w sprawie metadanych do dyrektywy INSPIRE. Oznacza to, że GUGiK jak będzie tworzył tę niesamowitą sprawozdawczość, o której była mowa na wstępie, to powinien się posiłkować terminami z Tezaurusa. Albo więc szybko jeszcze wprowadzi zmiany do projektu Prawa geodezyjnego, czy prawa o infrastrukturze informacji przestrzennej, albo też zawnioskuje zmianę Tezaurusa, co ma szansę nastąpić po Euro 2012, bo jak już wspominałem, w Tezaurusie Unia Europejska ciągle jeszcze liczy 15 państw, co oznacza, że proces wprowadzania zmian trwa długo. Z tego będą nas rozliczać urzędnicy unijni. Nikt nie będzie wnikał w subtelności polskiego systemu prawnego. Ma być tak, jak zapisano w dyrektywie i aktach wykonawczych, bo żadnych zastrzeżeń z Polski do nich nie zgłoszono. Tam gdzie inni zastrzeżenia złożyli, są one wymieniane jako przypadki szczególne. My takiej potrzeby nie widzieliśmy. Tworzy się obecnie nowe rozporządzenia wykonawcze do ustawy Prawo geodezyjne, którą ma nam zmienić dyrektywa INSPIRE, ale nie ma starych rozporządzeń, bo zapomniano w trakcie zmiany podporządkowania GUGiK przedłużyć ich obowiązywanie „do czasu“ (chociaż zrobiono to w odniesieniu do ustawy Prawo geologiczne i górnicze). Być może uda się Ministrowi Spraw Wewnętrznych i Administracji przemycić jeszcze gdzieś zapis, iż zachowują moc wszystkie rozporządzenia wydane przez ministra właściwego do spraw architektury i budownictwa oraz uzgodnienia dokonane przez tego ministra, ale na razie rozporządzeń jest brak. Nadzieja taka jest jednak coraz mniejsza, bo od czasu wydania ustawy kompetencyjnej zmieniano Prawo geodezyjne i kartograficzne już pięć razy a delegacji przedłużającej ważność przepisów nie ma. Może udało by się doczepić do art.14 ustawy z dnia 12 stycznia 2007 r. o zmianie ustawy o działach administracji rządowej oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2007 nr 21 poz. 125) zapis o postępowaniach wszczętych i zawieszonych na skutek dyrektywy INSPIRE. Trzeba to jednak gdzieś zapisać i opublikować. Na razie jest dokuczliwa luka. W tych nowych rozporządzeniach mają się znaleźć nasze instrukcje techniczne, które aby miały moc obowiązującą muszą się ukazać drukiem w Dzienniku Urzędowym. Okazało się bowiem, że standardy które dotąd były wprowadzone rozporządzeniem, nie mają mocy prawnej, bo nie były formalnie ogłoszone. Nie mówiąc już o instrukcji G-5, która nawet nie była wprowadzona rozporządzeniem, czyli była podwójnie nielegalna. W rozporządzeniach, które chyba kiedyś wejdą w życie, będzie też nawiązanie do norm ISO, które jakkolwiek są dobrowolne, to wprowadzone rozporządzeniem są obowiązkowe. Jest to właściwie jedyna droga aby osiągnąć cel założony przez Głównego Geodetę - centralizacja poprzez standaryzację, a nie organizację. Rozwiązania organizacyjne były możliwe przed dwudziestu laty. Były jeszcze możliwe, dla zadań nowych, takich jak dopłaty dla rolnictwa nawet później, bo stały za tym wielkie pieniądze. Dziś nie ma ani pieniędzy, ani klimatu a dobra wola nie wystarczy. Pozostają standardy i umiejętnie wykorzystywane narzędzia informatyczne, do pomocy, a nie zamiast zadań merytorycznych. Wśród standardów szczególną rolę odgrywają standardy ISO ustalane w sposób demokratyczny przez reprezentacje zainteresowanych krajów (w grupie TC211, niestety, bez Polski, bo oszczędzamy na składce do ISO). Wprawdzie dyrektywa INSPIRE powołuje się na normy ISO, czyli tak niby trochę już obowiązują (to tak jakby można było trochę zajść w ciążę!), ale żeby obowiązywały całkiem, to właśnie muszą być nakazane odpowiednim przepisem i jeszcze muszą być w języku polskim. A my wprowadziliśmy je w języku angielskim. Zaczęliśmy wprawdzie już je tłumaczyć, ale zaraz na wstępie potknęliśmy się o terminy i definicje, które w oryginalnych normach są identyczne, a u nas się różnią, bo zdaniem szefa Komitetu Technicznego PKN, zdaniem konsekwentnym od 8 lat, terminy tworzy się na użytek poszczególnych norm, nie trzeba ich więc ujednolicać. To nic, że w całym systemie ISO terminy i definicje są ujednolicone. My po swojemu, inaczej, i to tak, żeby było jak najdziwniej, jak np. z wielokrotnie już wytykaną „instancją“ przyjętą na tłumaczenie angielskiego „instance“ czyli „przypadku“. Ale to już nie przypadek, to reguła! Można zrozumieć małpowanie słów nowych, obcych w języku polskim, ale niedopuszczalne jest nadawanie innego brzmienia słowu mającemu jednoznaczny sens w języku polskim, jak dla przykładu „instancji“ oznaczającej każdy z kolejnych stopni w systemie podległych sobie instytucji, dawniej wstawiennictwo. Przykład czy przypadek, nijak się z instancją kojarzyć nie chce, a taki jest sens angielskiego słowa „instancje“, które w normie 19152 powtarza się ponad 100 razy... To tak, jakby w dobie powszechnej informatyzacji zakwestionować alfabet i tabliczkę mnożenia. Wtedy szanse na porozumienie z władzami unijnymi byłyby niewielkie. Będziemy więc w końcu realizować to, co nam Unia każe i tak jak zrozumiemy, zakładając, że Opatrzność, Sejm i Minister Finansów pozwolą nam to czynić w formie zaproponowanej przez Głównego Geodetę. Odnoszę wrażenie, że my w geodezji zbliżamy się do granic niedorzeczności, i to nie z powodów merytorycznych, geodezyjnych, a powodu ambicji informatycznych. Współczuję tylko kierownictwu GUGiK, które szamocze się i próbuje jakoś sensownie zadziałać w świecie, który robi wrażenie nierealnego, w świecie coraz bardziej upodabniającym się do świata fantazji czy bajki. Dotyczy to zwłaszcza informatyki, która jako dziedzina relatywnie młoda jest bardzo prężna, próbuje zawładnąć wszystkim ale bez dostatecznych regulacji prawnych. Dla przykładu taka ustawa o działalności podmiotów realizujących zadania publiczne, która zmieniła nawet kpa, nie posiada wielu aktów wykonawczych o zasadniczym znaczeniu, rozporządzenie ws. minimalnych wymagań dla systemów informatycznych kłóci się z zasadami normalizacji. Przepisy nafaszerowane są mądrościami z literatury zachodniej, a specjaliści z RCL-u chyba w obawie o posądzenie o brak nowoczesności, przepuszczają w regulacjach informatycznych ustalenia nielogiczne, których nigdy by nie przepuścili w systemach tradycyjnych. To, że padło IPE, choć ciągle jest przywoływane, to nie wynik błędnej koncepcji, bo ta była dobra, a wynik aroganckich systemów informatycznych. To, że pada elektroniczna KW też nie jest wynikiem błędnej koncepcji, bo ta jest słuszna, a skutkiem prymitywnego systemu informatycznego. Nikt nie ma odwagi przyznać, iż eKW to właściwie nie jest system informatyczny a przepisane (z błędami) do komputera stare księgi wieczyste. Łatwiej i szybciej było sfotografować stare księgi, a nowe prowadzić w poczciwym Feniksie, poświęcając te ogromne środki utopione w przeklepywanie ksiąg, w ich synchronizację z katastrem. Aroganccy informatycy, zwłaszcza ci inspirowani za oceanem, są jak nastolatki przekonani, iż mają remedium na wszystko i dyktują drogi do nikąd, a nikt się nie waży powiedzieć, iż król jest nagi. Do czasu. Nie pozostaje więc nic innego, jak przeczekać przedłużający się wiek informatycznego dzieciństwa, wierząc, iż ten nastolatek też kiedyś wydorośleje i nauczy się być dorosłym i żyć w świecie dorosłych. W tej sytuacji wypada przyjąć założenie, iż przypadkowo znaleźliśmy się w wirtualnym świecie baśni, i że to krasnoludki z Unii Europejskiej i z ISO wyobrażają sobie, że Stary Kontynent zwany Europą, podzielony jest na miliony ściśle oznaczonych kawałków lądu, będących w posiadaniu milionów obywateli, którzy mniej lub bardziej swobodnie mogą tymi skrawkami dysponować: sprzedawać, zabudowywać, uprawiać, w sposób tylko nieco ograniczony przez reprezentujące je gremia. Krasnoludki wyobrażają też sobie, że ktoś te skrawki i znajdujące się na nich obiekty zlokalizuje, zarejestruje i obłoży jakąś daniną na rzecz ochrony przed kataklizmami, naturalnymi i informatycznymi. W tym celu wymyśliły dyrektywę INSPIRE i normy ISO 19100, w tym 19152, o czym bliżej będzie mowa za tydzień. Edward Mecha Komentarz nr 13/IV/09 6 lipca 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Geodezja w rękach młodzieży i spółdzielczości mieszkaniowej
Edward Mecha Komentarz nr 12/IV/09 29 czerwca 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Inspire w Polsce W dniu 23 czerwca br. ukazał się komunikat o posiedzeniu Rady ds. INSPIRE. Rada podsumowała obrady trzecich warsztatów INSPIRE (czyli piętnastych JRC) w Rotterdamie i wyraziła zadowolenie z faktu, iż przyszłoroczne warsztaty odbędą się w Krakowie, a ich organizatorami będą Główny Geodeta Kraju oraz Prezydent Krakowa. Po raz pierwszy głęboko i szczerze współczuję Głównym Geodetom: obecnej i byłemu, pełniącego obecnie funkcję wiceprezydenta Krakowa. Oprócz splendoru, który już spłynął i spłynie na nich po warsztatach, bo nie wątpię, że warsztaty będą udane, czeka ich nieprawdopodobnie katorżnicza praca, chyba nadmierna w stosunku do innych zadań, z wykonania których nikt ich nie zwolni. Nie podejrzewam, że nie znają zakresu przedsięwzięcia, ale przypuszczam, że nie docenili jak żywiołowo się ono rozwija. To co rozegrało się w Rotterdamie nakazuje włączenie sygnału alarmowego najwyższego stopnia. Holendrzy mający do dyspozycji znacznie większe możliwości, środki i motywację niż my, przygotowali doskonałe warunki do odbycia konferencji: sale, rzutniki, nagłośnienie, ale też mieli do dyspozycji jedno z największych i najnowocześniejszych centrów konferencyjnych na świecie - Beurs WTC. Tam można odbyć obrady plenarne z udziałem ponad 1000 osób i zorganizować kilkanaście sesji równoległych. Jednak u Holendrów znacznie gorzej było z częścią merytoryczną, a bardzo źle ze specjalną kolacją, o czym pisałem w ubiegłym tygodniu. Rozproszenie obrad w 10 równoległych sesjach, przy braku informacji wizualnej o ich rozkładzie spowodowało, że przy najlepszych chęciach i organizacji, we wszystkim uczestniczyć się nie dało i pozostały tylko materiały konferencyjne, wydane wprawdzie bardzo estetycznie, ale merytorycznie ograniczone do tytułów sesji i skrótów, z których niewiele wiadomo. Pod koniec pierwszego dnia obrad rozdano płytę CD z nagraniem 122 z 422 wygłoszonych referatów i prezentacji, przygotowanych przez organizatorów, prezentacji z zasady popartych slajdami. Do 422 prezentacji nie wliczono oczywiście wystąpień w dyskusji. Wprawdzie na płycie CD mieści się 145 referatów, stąd oficjalnie była mowa o 150 wygłoszonych referatach, ale 23 referaty z nagranych na płytę nie zostały zakwalifikowane do wygłoszenia, a np. do posterów, jak chociażby referat kolegi Krzysztofa Borysa i mój. Liczba 122 referatów (w których 13 tytułów uległo zmianie podczas obrad, w stosunku do zaprezentowanych na płycie CD), to są te, które zostały także wygłoszone podczas sesji plenarnych lub równoległych. Zatem wspomniane brakujące 300 są poza tym. I to by się zgadzało, bo posterów w materiałach wymieniono 83. Dodając do posterów 422 wygłoszone prezentacje otrzymujemy 505 zgłoszonych lub zaprezentowanych opracowań autorskich. Ostatni referat zarejestrowano pod nr 477, co po dodaniu wystąpień moderatorów, z reguły popartych slajdami, wystąpień mających też charakter autorski, potwierdza ilość 500 wystąpień i prezentacji (wraz z posterami, a bez głosów w dyskusji). Organizatorzy obiecali, że do 26 czerwca br. zamieszczą wszystkie prezentacje na stronie internetowej. Powinno ich zatem być jeszcze 300 (bez posterów, których rola zakończyła się podczas obrad, a szkoda bo były bardzo konkretne i interesujące). Do 27 czerwca br. ukazało się 14 prezentacji i obawiam się, że więcej już nie będzie. Komunikat z obrad Rady INSPIRE oparty jest zatem bardziej na obserwacjach i odczuciach, mniej na faktach. W oficjalnym, podanym podczas obrad, komunikacie organizatorów konferencji w Rotterdamie, była mowa o 906 uczestnikach z 77 krajów i to by się zgadzało. 1300 o czym mowa w Komunikacie Rady INSPIRE raczej nie było. Na obradach plenarnych nigdy jednak nie było mniej niż 500 i co najmniej tylu trzeba się spodziewać w Krakowie, a raczej więcej, bo ci wszyscy zawiedzeni, którzy bezskutecznie krytykowali w Rotterdamie INSPIRE z pewnością będą chcieli wziąć odwet w Krakowie. Odmawiać chętnym, np. z braku miejsca nie można, bo dostęp do informacji to jedna z podstawowych swobód europejskich. I to jest główny powód do bólu głowy Głównego Geodety Kraju i Prezydenta Krakowa. Nie wątpię w to, że sobie poradzą. Rzecz w tym, aby uniknąć takiego dyskomfortu merytorycznego, jaki niestety wielu uczestników wyniosło z Rotterdamu. Referatów polskich w Rotterdamie rzeczywiście wygłoszonych było tylko 2 i 2 zamieszczone są na płycie CD, chociaż nie ma tam referatu - prezentacji kolegi Dygaszewicza, który wystąpił jako jeden z moderatorów w sesji EUROSTATU, jest natomiast referat kol. Krzysztofa Borysa. Za to polskich prezentacji posterowych było nie 2 a 3,5. Posterów w materiałach wymieniono wprawdzie 83, ale z tych 83 wystawiono tylko 50. Ponad postery wymienione w materiałach wystawiono jeszcze 7 i wśród nich był jeszcze jeden polski, kolegów z Wrocławia. A skąd ta połówka? Otóż w prezentacji włoskiego Integrapha znalazły się 2 nazwiska z Polski; Pani Aliny Kmiecik i pana Marka Brylskiego, z tym, że w Skrótach referatów na str. 58 pan Marek Brylski wymieniony jest jako przedstawiciel Intergrapha włoskiego, a ponieważ był jednym z 2 czynnych reprezentantów Polski w zespołach roboczych INSPIRE, to o jego osobę należałoby skorygować listę naszych reprezentantów w INSPIRE, która spadłaby do liczby 1. A czy to takie ważne? W związku z organizacją warsztatów w Krakowie jest to bardzo ważne. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że pod względem merytorycznym Holendrzy dali plamę. Za 380 euro kosztów uczestnictwa od osoby w całej konferencji (bez noclegów, bez specjalnej kolacji, przy bardzo oszczędnym kateringu), po raz pierwszy w historii warsztatów INSPIRE i konferencji GSDI:
Wyszło na to, że spotkano się tylko po to aby wysłuchać tego, co mają nam do powiedzenia przedstawiciele władz unijnych i pogadać między sobą. Nie współuczestniczyć! A przecież temat jest nadzwyczaj trudny i skomplikowany, wywołuje coraz więcej obiekcji. Podczas gdy uczestnicy obrad spoza Europy debatowali na temat bazy opartej o mapę 1:1000000, rzadko 1:100000, to spece od INSPIRE zeszli do poziomu działki katastralnej. Na tym zaś poziomie nie sposób wprowadzić system informatyczny w błąd. Punkt w terenie musi mieć swój odpowiednik w punkcie w systemie. A jak nie ma, to się dane rozchodzą, i to był główny motyw większości uwag. Inny to darmowe udostępnianie danych, w które poszczególne kraje zainwestowały ogromne środki. Jeszcze inny to przejmowanie danych od prywatnych producentów. Holendrzy mają wielkie ambicje przewodzenia europejskiemu i światowemu SDI. Patrząc na zamieszczone na końcu komentarza zestawienia ilościowe, stworzono w Holandii ogromną armię specjalistów zajmujących się SDI, okupujących najważniejsze stanowiska z tej dziedziny w Komisji Europejskiej. To w Holandii mieszczą się wszystkie przedstawicielstwa amerykańskiego przemysłu informatycznego, to Holendrzy mają wzorowo zorganizowany kataster z księgami wieczystymi i za sprawą holendra z polskimi korzeniami, pana Kwitowskiego, mają obok prof. Knoppa z Niemiec największy udział w stworzeniu tego systemu jaki obecnie funkcjonuje w Polsce, a któremu bardzo daleko do tego co funkcjonuje w Holandii czy w Niemczech. W Rotterdamie żadne z wątpliwości trapiących państwa członkowskie nie zostały rozwiane. Tym większe będą oczekiwania od Krakowa i to może niepokoić organizatorów. Najbardziej zaś przeraża potencjalna ilość uczestników. Kraków jest już autostradowo osiągalny w 10 godzin jazdy samochodem z większości krajów unijnych (nawet ze Skandynawii). W Rotterdamie było 187 Holendrów, 47 Niemców, 44 Anglików, 33 Włochów, 31 Hiszpanów, 23 Belgów, 20 Szwedów, 19 Polaków, 17 Finów, 15 Francuzów, 15 Czechów, 13 Portugalczyków, 11 Słowaków, 10 Duńczyków, 9 Austriaków (dane z wykresu, nie z listy, której nie było). Ta proporcja z grubsza utrzyma się w Krakowie, bo problemów tylko narasta. Bardziej znamienna jest jednak lista autorów referatów (prezentacji) według nazwisk wymienionych w materiałach. Ci ludzie jeśli już tworzą i piszą, to tworzyć będą dalej i będą zainteresowani pokazaniem się w Krakowie, gdyż jest to najlepszy czas na to, żeby zaistnieć przed zreformowaniem wizji INSPIRE, co zapewne nastąpi po pierwszym etapie wdrażania. W sumie nazwisk autorów jest 709, z czego 562 z Europy. Z pozostałych kontynentów bardzo silna była reprezentacja USA 28 nazwisk, Australii 27, Kanady 17, Malezji 10, Iranu 9, Brazylii 6. Z Indii nazwisk było tylko 3, ale tam potencjał jest nie mniejszy niż w USA. Wielu autorów występowało wielokrotnie, a np. aktualny prezydent GSDI Abbas Rajabifard, Hindus z Australii, miał aż 15 prezentacji. W Europie zdecydowanie na pierwszym miejscu są Holendrzy 186 nazwisk, Hiszpanie 58, Niemcy 52, Anglia 48, Włochy 43, a razem z JRC leżącym na terenie Włoch 56. Potem jest długa przerwa i występuje Belgia 22 nazwiska, Szwecja 15, Francja 14, Rumunia 13, Chorwacja 12, Portugalia 9, na 12-tym miejscu Polska i Finlandia po 8, Dania 7, Czechy i Szwajcaria po 6, Norwegia 5, Luksemburg 4, Islandia 3 i 11 krajów po 1 lub 2 nazwiska. Najsympatyczniejszym z odnotowanych nazwisk jest Karolina Orlińska z Holandii, która wystąpiła aż w trzech prezentacjach. Z ciekawostek, które chciałbym przytoczyć, to spotkanie w kuluarach obrad z ładną i zgrabną Holenderką, która słysząc polską wymianę zdań między panem Dygaszewiczem a mną, podeszła i zapytała gdzie prezentuje się Politechnika Warszawska, bo jako absolwentka tej uczelni chętnie nawiązałaby kontakt? A swoją drogą brak Politechniki Warszawskiej i Mazowieckiego GIS, za którym uczelnia ta stoi, był znamienny. Nie sądzę aby tym potentatom mogło zabraknąć pieniędzy lub odwagi, a jednak w Rotterdamie ich nie było! Jeśli mogłem tymi spostrzeżeniami w czymś pomóc organizatorom krakowskich warsztatów, to będzie mi bardzo miło. W następnych komentarzach postaram się przybliżyć ciekawsze tematy techniczne, co jest o tyle utrudnione, że 122 już opublikowane referaty mieszczą się na 1528 stronach tekstu w jęz. angielskim. Ponieważ jednak mało wskazuje na to, że opublikowanych będzie pozostałych 300 (minus 14) prezentacji, będę się jakoś starał wybrać najciekawsze fragmenty z tych 122. Za darmo oczywiście, nie za pieniądze, które tak rozgrzały dyskusję podczas sobotniego Walnego Zgromadzenia Geodezyjnej Izby Gospodarczej. Zachęciłem uczestników Walnego Zgromadzenia do zgłaszania uwag do koncepcji dokumentu Eurogeographics i CLGE ws. pozycji zawodu geodety w Europie, o czym pisałem w Komentarzu Nr 10 z 15 czerwca br. Pierwszy zarys dokumentu powinien być złożony do 30 czerwca br, a żadna uwaga dotąd nie wpłynęła. Wypadałoby jakąś sensowną propozycję złożyć, jeśli dysponujemy prawie połową geodetów funkcjonujących w Europie. A swoją drogą ciekawi, kto podał do CLGE tych 1500 przedsiębiorstw geodezyjnych zatrudniających średnio 5 osób, jeśli do GIG należy 150 a w Walnym Zgromadzeniu udział wzięło 51? Edward Mecha Komentarz nr 11/IV/09 22 czerwca 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Diabeł z butelki został wypuszczony ! Do takiej konkluzji mogli dojść uczestnicy 11 konferencji GSDI (Światowej Infrastruktury Danych Przestrzennych) i trzecich warsztatów INSPIRE (dawniej warsztatów GI & GIS, których 13. edycja zapoczątkowała liczenie warsztatów INSPIRE, co oznacza, iż tegoroczne były piętnastymi), odbytych w dniach 15-19 czerwca br. w Rotterdamie. Była to ogromna impreza, świetnie przygotowana w części konferencyjnej. Zgromadziła 906 uczestników z 77 krajów, w tym 19 uczestników z Polski, sytuując polską ekipę na 10 miejscu wśród najbardziej licznych. Zgłoszono blisko 400 referatów, z czego 150 wygłoszono. Zgłoszono 83 postery z czego 60 wystawiono. 26 wystawców prezentowało swoje nowości. Obrady prowadzono równolegle nawet na 10. sesjach. Konferencje, w tym zwłaszcza warsztaty INSPIRE poraziły jednak zakresem i głębokością ingerencji biurokracji unijnej w życie półmiliardowej społeczności europejskiej. Ujawniło się to zjawisko w Rotterdamie, a mogę je poświadczyć obserwacjami z konferencji dotychczasowych, w których uczestniczyłem i zarejestrowałem 10 z 15 warsztatów INSPIRE i 6 z 11 konferencji GSDI. To z reguły była życzliwa wymiana doświadczeń, chęć wspierania radą i poznawania innych uwarunkowań rejestracji i wykorzystywania informacji zlokalizowanej przestrzennie. Tym razem zabrzmiały nutki urzędniczej arogancji, które miały miejsce w wielu wystąpieniach urzędników unijnych ale najlepiej zostaną zilustrowane przykładami z otwarcia i zamknięcia obrad warsztatów INSPIRE. Otóż w trakcie sesji otwarcia zaprezentowane zostały wyniki ankiety przeprowadzonej wśród krajów członkowskich na temat stanu wdrożenia dyrektywy w poszczególnych krajach, z uwagi na fakt, iż do 15 maja br. należało to zrobić. Na ankietę odpowiedziało 18 krajów, bez Polski, z tego cztery kraje (Węgry, Finlandia, Holandia i Dania) zadanie wykonały. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż ankietę rozesłano w poniedziałek poprzedzającego tygodnia i dano 4 dni na jej wypełnienie. Osobiście mam wyrazy uznania dla naszych urzędników, że nie pozwolili się przećwiczyć unijnym urzędnikom. Wszakże na sali, wśród tych 900 uczestników obrad można to było odebrać jako podział na kraje lepsze, posłuszne urzędnikom i gorsze, krnąbrne, które poleceń urzędników nie chcą wykonywać. Z kolei podczas sesji zamknięcia, kiedy zawsze podsumowywało się wyniki obrad ze wskazaniem rezultatów osiągniętych w poszczególnych grupach spraw, urzędnik w rozchełstanej koszuli zakomunikował, że wszystko już omówiono i nie ma co powtarzać, co można było odczytać tak, że wy sobie mówcie, a my tam w Isprze i tak zrobimy swoje. Zaczęło się wszystko niewinnie, od zmian ustrojowych w Polsce w 1989 r. Unia Europejska rozwijała się w tym czasie już od czterdziestu lat, wolno, gromadząc 12 państw z zaawansowanym horyzontem na piętnaście, co nastąpiło w pierwszej części ostatniej dekady ubiegłego tysiąclecia i w świadomości urzędników unijnych tak już pozostało do dziś. Pisałem o tym poprzednio, że w oficjalnym, zaleconym do stosowania Tezaurusie, Unia Europejska liczy dalej 15 członków a nie 27. Z tamtego też okresu rekrutuje się większość unijnej administracji. To tak jak w szkole. Dzieci, które dochodzą w trakcie roku szkolnego z reguły siadają w ostatnich ławkach. I są ćwiczone przez tych „starszych“. Bardzo iluzoryczną prawdą jest przekonanie, iż Europą rządzi Parlament Europejski, Rada, Komisarze i eurodeputowani. Nominalnie tak, faktycznie sterują nimi urzędnicy unijni, żądni władzy absolutnej. To było wyraźnie widać i słychać w Rotterdamie. I to, niestety, przerzuciło się też na podwórko geodezyjne, a zwłaszcza na geodezyjne, bo żeby rządzić trzeba mieć terytorium, a terytorium najlepiej rejestruje i opisuje geodezja. Przez 40 lat istnienia Unii Europejskiej przysłowiowy pies z kulawą nogą nie zainteresował się geodezją. Ale jak doszły nowe, wielkie terytoria państw byłego bloku wschodniego, to się zaczął wyścig do informacji przestrzennej i terenowo-prawnej; o tych krajach, który trwa do dziś i miał swoją kulminację w Rotterdamie. Tą kulminacją są przepisy wykonawcze do dyrektywy INSPIRE. Zauważył to podczas otwarcia obrad ojciec duchowy „krzywizny ogórka“ w geodezji pan Allessandro Annoni, stwierdzając z niepokojem, iż niektóre kraje poszły znacznie dalej niż wynikałoby to z dyrektywy INSPIRE. Ale to nie te kraje, a przede wszystkim przepisy wykonawcze do dyrektywy, zaingerowały bardzo głęboko w wewnętrzne sprawy państw członkowskich. I zjawisko to będzie narastać, bo dla przygotowania dyrektywy zespół z Ispry dostał dużo etatów, zatrudnił dobrze wynagradzanych specjalistów, którzy teraz jak już nie ma co robić, bo całą robotę przerzucono na zespoły robocze, wymyślają sztuczne problemy aby uzasadnić rację swego istnienia. Uwarunkowania, które do tego doprowadziły są bardzo skomplikowane. Otóż, jak Polska w 1989 r. otwarła bramy Europy na wschód, była chwila konsternacji i od 1993 r. zaktywizowali się tzw. specjaliści przestrzenni (M.Brand, J.Pollman, K.Barwiński), potem urzędnicy. Zaczęło się od warsztatów GI & GIS, których 13 edycja w 2007 roku przekształciła się, jak już wspomniałem, w pierwszą edycję warsztatów INSPIRE. Ci sami specjaliści w 1996 r. zorganizowali w Bonn pierwszą konferencję GSDI, której 11. edycja odbyła się w Rotterdamie. W konferencjach GSDI szansę na ekspansję odkryli Amerykanie, którzy ze swoim OGC wystartowali równolegle z warsztatami GI & GIS, a potem organizację GSDI przejęli pod swoje skrzydła. GSDI dla świata jest tym czym INSPIRE dla Europy. Pod szczytnymi hasłami informacji dla ochrony środowiska rozpętał się bezwzględny biznes, który ocenia się na setki miliardów dolarów, a celem jego jest zmonopolizowanie produkcji sprzętu i oprogramowania, co pozwoli zwielokrotnić zyski. INSPIRE stało się jednym z trybików tego systemu. Nie dyrektywa INSPIRE, która jest tak ogólna, że jakby ją nie czytać (mimo obiekcji co do sposobu jej przetłumaczenia), zawsze będzie słuszna. Chodzi o akty wykonawcze, które się mnożą jak grzyby po deszczu. Chodzi o zespół INSPIRE z Ispry, który od zawsze promował dwóch największych producentów oprogramowania, a ponieważ dla budowy europejskiego geoportalu wybrał jednego, to prezentacje firmowe się skończyły. Mnogości aktów wykonawczych do dyrektywy: reguł implementacyjnych, specyfikacji danych liczących kilkadziesiąt stron dla każdej z 34 pozycji aneksów I,II i III i głębokości ich ingerencji mieliśmy okazję przyglądnąć się w Rotterdamie. Wywołały one burzę krytycznych uwag i protestów, ale to na sesjach warsztatowych, mniej na plenarnych, gdzie też były ale ograniczone z uwagi na brak czasu na dyskusję. Uwagę zwracała zarozumiałość unijnych urzędników, którzy choć zapewne nigdy sami żadnej danej nie stworzyli, to ex cathedra pouczali jak je tworzyć i w jednolitej formie przekazywać do centrali ( ci sami ludzie, którzy jako doradcy z zewnątrz byli otwarci, samokrytyczni i życzliwi, po przejściu na unijny etat poczuli władzę). Leon Hordijk, dyrektor Instytutu Środowiska i Zrównoważonego Rozwoju JRC w Isprze w wystąpieniu inauguracyjnym potwierdził po raz któryś z rzędu, iż dla unijnych celów ochrony środowiska wystarczy aż nadto baza oparta na mapie topograficznej w skali 1:50000 a nawet 1:100000. Jednak urzędnicy unijni z zabójczą konsekwencją sięgają do działki katastralnej i bazy adresowej, bo tak to zamieścili w załączniku do dyrektywy, chyba nie mając pełnej świadomości jakie wywoła to skutki. Przy okazji w detalach kształtują te bazy, co należy do kompetencji poszczególnych krajów. Gdyby to jeszcze było wykonane z pełnym rozeznaniem wszystkich uwarunkowań, które ukształtowały aktualny stan bazy katastralnej i adresowej w poszczególnych krajach, to można by się doszukać się w tym sensu. Dopóki urzędnicy unijni regulowali krzywiznę ogórka a nie zmieniali jego smaku, można sobie było kpić z ich inwencji. W przypadku geodezji, zwłaszcza tej katastralnej, weszli głęboko w sferę praw i obowiązków obywateli, choć zastrzegają się, iż ich interesuje tylko geometria a nie treść. To musi budzić niepokój, tym bardziej, że próbkę unijnych umiejętności spożytkowania efektów organizacyjnych mieliśmy w czwartym dniu obrad podczas tak zwanego „ Special Dinner Geo World on the Beach“.(Specjalna kolacja Geo Świata na plaży). Warto było dopłacić 85 euro od osoby z prywatnych pieniędzy, aby przeżyć uroczystość, w trakcie której najwybitniejsze umysły informacji przestrzennej, profesorowie, menedżerowie z najwyższej półki, stoją przez kilka godzin w tłoku, na dokuczliwym zimnie i próbują dorwać się do jakiegokolwiek jedzenia, którego było mało i błyskawicznie znikało. Rzecz w tym, że do baraku obliczonego na około 30 osób próbowano wtłoczyć 300 osób z jednym stanowiskiem do wydawania posiłków. Takich kolejek po jedzenie nie było nawet w czasach PRL-u. Tylko piwa i wina wystarczyło do końca imprezy, choć kolejki po napoje też były długie. Szans na odwrót nie było żadnych, bo autobusy dowiozły uczestników i wróciły dopiero po trzech godzinach. A jak się wreszcie pojawiły, to światowa czołówka informacji przestrzennej ewakuowała się w błyskawicznym tempie. I to tak trochę przypomina Unię Europejską. Zapisaliśmy się do niej, podobnie jak do uczestnictwa w konferencji. Opłaciliśmy składkę, z której organizatorzy zorganizowali konferencję. Z tej składki, którą wpłacamy do Unii, kraje członkowskie utrzymują między innymi administrację unijną. W jednym i drugim przypadku otrzymujemy głównie wiedzę i uniformizację określaną mianem standardów. Standardy te de facto sami wypracowujemy, choć pod unijne dyktando. Trzeba też swoje odstać (po jedzenie, czy środki unijne), jeśli uda się je zdobyć (za swoją składkę!). Zasadnicza różnica polega jednak na tym, że po uczestników „Special Dinner“ przyjechały po jakimś czasie autobusy. Krok następny za rok w Krakowie. Prof. J. Gaździcki, jako szef Komitetu Organizacyjnego czwartych warsztatów INSPIRE, przepięknie zareklamował Kraków, chyba lepiej niż Singapurczycy następne GSDI i lepiej niż zrobiliby to rdzenni krakowianie. Należy się zatem spodziewać ogromnej frekwencji u europejskiego potentata INSPIRE, na jakiego wyrosła Polska. Sala z aplauzem przyjęła informację o warsztatach w Polsce, która znana jest z gościnności. Na pewno też lepiej opisze imprezę nasz rodzimy miesięcznik geomatyczny, który powołując się na „Komisję Europejską“ jako źródło, zauważył rzeczywiście interesującą prezentację kolegi Dygaszewicza, nie zauważył wielu innych polskich prezentacji i obecności na konferencjach (konferencji było 3: GSDI, Inspire i RGI) Głównego Geodety Kraju. Obecność Głównego Geodety Kraju, potrafiącego porozumieć się bez tłumacza z kreatorami światowej informacji przestrzennej, napawa optymizmem, po latach Trójkąta bermudzkiego zaaplikowanego przez poprzedników, w którego otchłaniach ginęły informacje o nadchodzących zmianach, zmianach które odbywały się przy naszym znikomym udziale. Wśród ogromnej ilości zespołów roboczych, które zmiany te przygotowały, wymieniono też cztery nazwiska reprezentantów Polski, z czego 2 skreślono za brak aktywności. W następnych komentarzach postaram się przybliżyć meritum zmian i dorobek w sumie bardzo wartościowych konferencji. To przecież za informację przestrzenną wzięli się głównie naukowcy, a dla nauki nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko nadmiernie kosztowne. I o to w Rotterdamie było najwięcej uwag. Edward Mecha Komentarz nr 10/IV/09 15 czerwca 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W ubiegłym tygodniu odbyło się ważne dla środowiska geodezyjnego posiedzenie Grupy roboczej Eurogeographics i CLGE na temat wpływu prawodawstwa unijnego na funkcjonowanie zawodu geodety. Skoncentrowano się na ustaleniu tego wpływu na geodetów katastralnych, których praca decydująco oddziałuje na funkcjonowanie całej geodezji, a na skutek poważnego udziału elementów prawnych różni się w sposób istotny od innych zawodów, co do których nie ma wątpliwości, iż podlegają art. 39, 43, 45 i 49 Traktatu kreującego Unię Europejską, traktatu zwanego też „Traktatem Rzymskim“. Te cztery artykuły, to nic innego jak zestawienie podstawowych swobód unijnych, na których jest skonstruowana idea Unii. Obrady odbywały się w Mainz (Niemcy), do którego trzeba dojechać, najwygodniej autostradami i tu pierwsze spostrzeżenie, związane z pracą geodetów katastralnych. W okresie minionych dwudziestu lat prawie na całym 600 km niemieckim odcinku autostrady, od Zgorzelca do Mainz, skorygowano przebieg i wymieniono betonowe płyty dwupasmowej, przedwojennej autostrady na trzypasmowy asfaltobeton, a tam gdzie prace się jeszcze toczą, ruch odbywa się na dwupasmowych zwężeniach. Większość trasy przebiega po terenach byłego NRD, gdzie ongiś też zlikwidowano kataster, mimo to dla poszerzeń i korekty trasy geodetom niemieckim to nie przeszkadzało i efekty widać. Po stronie polskiej prawie 400 km odcinek autostrady (trochę węższej) też jest gotowy, ale co zwraca uwagę, to 40 km odcinek autostrady od Krzyżowej do Zgorzelca, piękny, pełnoparametrowy, gotowy od roku, ale po nim nikt nie jeździ, bo został wykonany przed terminem i czeka na oficjalne otwarcie na jesieni br. Czyli polskim geodetom też nic nie przeszkadzało, zrobili swoje, ale przyczyny braku autostrad są gdzie indziej pogrzebane i nie wolno dawać sobie wmawiać, że przeszkodą w ich budowie są sprawy terenowo-prawne. Zatem mimo bardzo skomplikowanych uwarunkowań prawnych wykonywania zawodu geodety katastralnego, jak przychodzi do realizacji, to mimo trudniejszych warunków pracy na terenach bezkatastralnych, geodeci sobie jakoś radę dają, wszędzie. I to jest podstawowy wniosek wypływający z obrad grupy roboczej. Pytanie skąd taka grupa i skąd moja tam obecność? Odpowiedź jest prosta. Międzynarodowe grupy robocze, to sposób na integrację Unii Europejskiej. Zaczęło się od wspólnych projektów badawczo-rozwojowych, w których GISPOL uczestniczył od początku istnienia, po to zresztą był utworzony. Grupa odnośnie oceny wpływu legislacji europejskiej na funkcjonowanie zawodu jest jedną z wielu grup roboczych Eurogeographics, w których działają specjaliści, znający języki obce. Ponieważ od pół wieku działam jako korespondent FIG, a także w ramach EUROGI, GSDI, WPLA i PCC, Główny Geodeta powierzył mi zainicjowanie zadania i chyba trafił dobrze, bo akurat w pracy tej grupy roboczej, oprócz geodezji jest dużo problematyki prawnej i ekonomicznej, dość bliskiej moim zainteresowaniom. Rzecz w tym, że we władzach Unii Europejskiej (starych i nowych) o geodezji nikt nic nie wie, w unijnych regulacjach prawnych geodezja pojawiła się po raz pierwszy przy okazji dyrektywy INSPIRE, i to na doczepkę, bo jawił się tam jakiś układ referencyjny. Próbuje się tę geodezję równać z fryzjerami i hydraulikami, jako że nikt z reprezentantów geodetów do tej pory nie próbował dotrzeć do decydentów. I to się powoli zmienia. Rolę lobbystów podjęły Eurogeographic (Europejska Agencja Geodezji i Kartografii) i CLGE (Europejska Asocjacja Geodetów), które na swych Walnych Zgromadzeniach we wrześniu br. mają przyjąć stanowisko przygotowane przez Grupę Roboczą i próbować dotrzeć z nim do nowych władz unijnych. Droga skomplikowana ale jedyna. Grupa robocza licząca na wejściu 12 osób spotkała się w Mainz w siedmioosobowym składzie i zredagowała szkielet stanowiska, w którego sformułowaniu może teraz uczestniczyć każdy. Stosowną ankietę na ten temat przypuszczalnie opublikuje na swej stronie internetowej GUGiK. I to jest wielka niepowtarzalna okazja dla polskich geodetów. Każdy może wnieść swój wkład w zredagowanie pozycji zawodu względem władz unijnych. Oczywiście, że po drodze jest redaktor opinii, potem redaktorzy Grupy Roboczej , potem Walne Zgromadzenia dwóch organizacji, potem ich kierownictwo, aby to w strawny sposób podać, potem urzędnicy unijni, którzy zechcą to przekazać swoim szefom, a potem zaczyna się rola naszych eurodeputowanych, aby zechcieli naciskać. I to jest właśnie demokracja, w każdej dziedzinie. Lepsze to, niż tworzenie nieskoordynowanych aktów normatywnych w oderwaniu od adresatów. Proszę się przedwcześnie nie zżymać. Podobnie powstawała dyrektywa INSPIRE i powstają akty wykonawcze do niej. Prawie 500 SDIC-ów i 200 LMO-owców zgłasza swoje opinie, które jakieś tam grupy robocze (a jest ich kilkanaście, także z polskimi reprezentantami) wertują po swojemu jako głos opinii publicznej. W ten sposób dokumenty te zostają demokratycznie uzgodnione. Nieprawdą też jest, że grupy robocze robią wszystko po swojemu. Coś z uwag zostaje uwzględnione, dlatego warto je zgłaszać. Powołana w lutym br. Grupa robocza do spraw oceny wpływu legislacji europejskiej na zawód geodety po nadzwyczaj burzliwych dyskusjach bezpośrednich i internetowych postanowiła rozpocząć od przyporządkowania swobodom europejskim zdefiniowanym w artykułach 39, 43, 45 i 49 (polską ich treść zamieszczono w przypisie do komentarza), 8 podstawowych funkcji geodety katastralnego zdefiniowanych w wykonanym już przez inną grupę roboczą opracowaniu Eurogeographics pod nazwą „Europejskie wymagania dla działalności geodetów katastralnych“. W tamtej grupie roboczej nie było wprawdzie reprezentanta Polski ale w wynikach ankiety dane z Polski są przytoczone, między innymi takie jak: 7 tys. licencjonowanych geodetów katastralnych, i 1500 przedsiębiorstw, zatrudniających średnio 5 osób, wykonujących prace katastralne. Na 24 ankietowane kraje wymieniono 8 funkcji przyporządkowanych geodetom katastralnym (w nawiasach podano ilość krajów, które opowiedziały się za poszczególnymi funkcjami):
Pierwszym celem Legislacyjnej Grupy Roboczej jest przyporządkowanie poszczególnych funkcji do czterech wymienionych wyżej artykułów traktatu. W moim przekonaniu punkt 1 i 3 odbywa się tylko w trybie art.49, punkt 6 odbywa się w trybie art.45 ale może być wykonywany w trybie art.39 , punkty 2 i 5 w trybie art.43, natomiast 4,7 i 8 odbywają się w trybie art.45 i raczej tak musi pozostać. Zdaniem koleżanek i kolegów kwalifikacja ta może być całkiem inna. Ta pozornie prosta kwalifikacja ma niesłychanie doniosłe znaczenie dla przyszłości zawodu geodety. Dotyczy to zwłaszcza członków Polskiej Geodezji Komercyjnej i Geodezyjnej Izby Gospodarczej. Kierownictwo Eurogeographics i CLGE chciałoby pierwsze przybliżenie dokumentu mieć gotowe na koniec czerwca, uzasadnienie na koniec lipca, aby wystąpić z dobrze przemyślaną propozycją na wrześniowe Walne Zgromadzenia obydwu organizacji. Doniosłość tego wyboru wiąże się przede wszystkim ze skutkami jakie wywrze związana z dyrektywą INSPIRE Specyfikacja danych w sprawie działki katastralnej, która wynikając wprost z przygotowywanej normy ISO 19152, zdecyduje na długie lata o kształcie katastralnego układu referencyjnego, na którym opierają się wszystkie inne bazy danych, w tym zwłaszcza danych związanych z ochroną środowiska. To jest na razie ten etap, kiedy może być uwzględniona każda opinia. We wrześniu jak zredagowany projekt stanowiska przedstawiony zostanie walnym zgromadzeniom Eurogeographics i CLGE odkręcać cokolwiek będzie znacznie trudniej, a potem bez względu na stanowisko mniejszości, będzie to stanowisko środowiska europejskiego, które albo zachowa status „hydraulika“, bo na dziś go ma, albo aspirować będzie do nadania innej rangi tego skomplikowanego zawodu, który Grupa robocza ds. „Europejskich wymagań dla działalności geodetów katastralnych“ przyrównała do zawodu notariusza i prawnika. Apeluję o zainteresowanie ankietą, która sądzę, ukaże się na stronie internetowej GUGiK. Rzadko zdarza się okazja współdecydowania o swoim losie, a być może i losie przyszłych pokoleń. Kierownictwo GUGiK stara się coraz bardziej upodobnić polska geodezję do innych krajów unijnych i odnosi się wrażenie, iż powoli wychodzimy z międzynarodowej izolacji, w której na własne życzenie tkwiliśmy, ograniczając kontakty ze światem do publikacji reklam zagranicznych firm zainteresowanych robieniem interesu w Polsce. Nadszedł czas czynnego uczestniczenia w tworzeniu europejskiego prawa i standardów, aby starosta chojnicki nie musiał w drodze obwieszczenia z 12 marca br. wprowadzać własny standard danych (za ogromne pieniądze!) i stawiać w kłopotliwej sytuacji instytucje standaryzacyjne do tego powołane. Edward Mecha Przypisy: Artykuł 39 l. Zapewnia się swobodny przepływ pracowników wewnątrz Wspólnoty. 2. Swoboda ta obejmuje zniesienie wszelkiej dyskryminacji ze względu na przynależność państwową między pracownikami Państw Członkowskich w zakresie zatrudnienia, wynagrodzenia i innych warunków pracy. 3. Z zastrzeżeniem ograniczeń uzasadnionych względami porządku publicznego, bezpieczeństwa publicznego i zdrowia publicznego, swoboda ta obejmuje prawo:
4. Postanowienia niniejszego artykułu nie mają zastosowania do zatrudnienia w administracji publicznej. Artykuł 43 Ograniczenia swobody przedsiębiorczości obywateli jednego Państwa Członkowskiego na terytorium innego Państwa Członkowskiego są zakazane w ramach poniższych postanowień. Zakaz ten obejmuje również ograniczenia w tworzeniu agencji, oddziałów lub filii przez obywateli danego Państwa Członkowskiego, ustanowionych na terytorium innego Państwa Członkowskiego. Z zastrzeżeniem postanowień rozdziału dotyczącego kapitału, swoboda przedsiębiorczości obejmuje podejmowanie i wykonywanie działalności prowadzonej na własny rachunek, jak również zakładanie i zarządzanie przedsiębiorstwami, a zwłaszcza spółkami w rozumieniu artykułu 48 ustęp 2, na warunkach określonych przez ustawodawstwo Państwa przyjmującego dla własnych obywateli. Artykuł 45 Postanowienia niniejszego rozdziału nie mają zastosowania do działalności, która w danym Państwie Członkowskim jest związana, choćby przejściowo, z wykonywaniem władzy publicznej. Rada, stanowiąc większością kwalifikowaną na wniosek Komisji, może wyłączyć niektóre rodzaje działalności ze stosowania postanowień niniejszego rozdziału. Artykuł 49 W ramach poniższych postanowień ograniczenia w swobodnym świadczeniu usług wewnątrz Wspólnoty są zakazane w odniesieniu do obywateli Państw Członkowskich mających swe przedsiębiorstwo w Państwie Wspólnoty innym niż Państwo odbiorcy Świadczenia. Rada, stanowiąc większością kwalifikowaną na wniosek Komisji, może rozszerzyć korzyści wynikające z postanowień niniejszego rozdziału obywateli państwa trzeciego świadczących usługi i mających swe przedsiębiorstwa wewnątrz Wspólnoty. Komentarz nr 9/IV/09 8 czerwca 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Zakończyła się dwudziesta jubileuszowa konferencja nowosądecka. Bardzo wartościowa, a przez to nietypowa, nie pasująca do ogólnego klimatu biznesu konferencyjnego, zakładającego, że uczestnik konferencji to przede wszystkim płatnik, który pozwala zarobić grupie trzymającej władzę - konferencyjną. Konferencje nowosądeckie, a zwłaszcza konferencje organizowane przez Bogdana Grzechnika, są przygotowane wręcz perfekcyjnie, a odnosi się to szczególnie do ich wartości merytorycznej. Mają świetne materiały i konstruktywne wnioski, doręczane właściwym adresatom. Ostatnia jubileuszowa konferencja była ogromnym osobistym sukcesem Bogdana Grzechnika, który w wyniku tytanicznej pracy zidentyfikował i przeanalizował wszystkie konferencje dotychczasowe, ich ustalenia, wskazania, przyczynki do wprowadzania ładu tam, gdzie władze dawno o potrzebie jego istnienia zapomniały. Wszystko to przedstawione zostało w sposób jasny, zwięzły, pięknym językiem, bez jednego zbędnego słowa, co stawia go na piedestale twórców konferencji nowosądeckich, obok profesorów Odlanickiego-Poczobuta, Kameli czy Wacława Kłopocińskiego. Konferencję, jak zwykle zamknął ogromny rejestr zgłoszonych wniosków, rożnych, nawet kolizyjnych, ale ilustrujących chęć wsparcia władz przez uczestników konferencji. Problem zaczyna się u adresatów wniosków, którzy nie zawsze potrafią zapewnić należyty odbiór merytorycznej treści wniosków, przede wszystkim dlatego, że i działalność geodezji i wnioski dotyczą wielu resortów, z których każdy okopany jest w swoim dziale gospodarki narodowej. Te czasy, kiedy wnioski konferencji nowosądeckiej były wnikliwie brane pod uwagę przez gremia rządzące geodezją, minęły, chyba bezpowrotnie. Ongiś Nowy Sącz miał swoją rangę, organizowali go po części Ci, którzy rządzili geodezją, zatem odbiór głosów uczestników obrad był bezpośredni, a tematy konferencji były dyktowane przez życie, które oczekiwało na ich rozwiązanie. Dziś, gdy geodezja została zdominowana przez GIS-y i infrastruktury danych przestrzennych, pretendujące do samodzielnego bytu, a nie naturalnej osnowy interdyscyplinarnej profesji, jaką jest geodezja, dziś gdy każdego miesiąca odbywa się kilka konkurencyjnych konferencji, seminariów itp., ranga wypracowanych wniosków znacznie zmalała. Dzieje się tak dlatego, że:
to najczęściej nie są przez tych referentów (doradców) rozumiane, są zatem odkładane na bok i tak kończą swój żywot w stosach papieru. Nieliczni szefowie każą swoim referentom przygotować podziękowanie dla organizacji wnioskującej, za cenne rady i wskazówki. Takie podziękowania są potem wykorzystywane w kampanii wyborczej szefostwa organizacji i to wszystko. Czy podobny los czeka wnioski nowosądeckie z bieżącego roku? Raczej tak, mimo iż w większości są trafne, a kierownictwo GUGiK napełnione jest dobrą wolą ich realizacji, ale próg do pokonania jest wyjątkowo wysoki. Po prostu, przeciętni geodeci (choć akurat w Nowym Sączu reprezentacja geodezyjna była znacznie ponadprzeciętna) nadają na zupełnie innych częstotliwościach, niż kierownictwo, a kierownictwo geodezyjne na innych częstotliwościach, niż ich resortowi partnerzy, a nad tym wszystkim roztacza się parasol polityczny, zainteresowany dołożeniem przeciwnikowi, a nie rozwiązywaniem problemów, co oznacza, że zamiast efektu merytorycznego uzyskuje się medialny, kupuje się ileś tam wyborców, a sprawy merytoryczne schodzą na plan dalszy, tak że jeszcze wiele pokoleń geodetów i prawników będzie się zapętlać w katastralny układ referencyjny, który z dnia na dzień staje się coraz bardziej skomplikowany. Referaty nowosądeckie były tego potwierdzeniem. Przygotowali i wygłaszali je najlepsi w tej branży (z nielicznymi wyjątkami), a i tak diagnozy stanu nie usłyszeliśmy. Dekada intensywnej komputeryzacji jeszcze nie pozwoliła na wiarygodne zestawienie ilości budynków i przydatności ksiąg. Najbardziej przejrzyste wyniki oceny choć tylko z własnych przykładów przedstawili koledzy Grzechnik i Marzec. Ale najbardziej znamienny dowód trudności porozumienia się podali koleżanka Kołodziejska i kolega Kunach w swoim referacie na temat Ewolucji w dziedzinie rejestracji praw do nieruchomości. Dla scharakteryzowania ilości jednostek ewidencyjnych w Polsce użyli określenia jednostek rejestrowych i trudno określić to mianem błędu, jak oceniliby to koledzy geodeci. Oni po prostu użyli nomenklatury standaryzacyjnej z norm ISO, a my z naszym żargonem ewidencyjnym zostaliśmy bardzo w tyle. Nie tylko instrukcja G-5 jest niezgodna z Konstytucją RP. W rozporządzeniu ewidencyjnym też są elementy, które powinny były być w ustawie, co dość czujnie wychwyciło obecne kierownictwo GUGiK w projekcie przygotowywanym pod obrady Sejmu. Kto by tam grzebał w rozporządzeniach wykonawczych do ustawy, jak ustaw do zharmonizowania są tysiące. Proces standaryzacji w świecie odbywa się poprzez harmonizację ontologiczną, semantyczną i syntaktyczną. Temu służy ogromny proces standaryzacyjny, reprezentowany w Polsce przez PKN i organy naczelne czy centralne powołane do standaryzacji, jak w przypadku katastru i dyrektywy INSPIRE, Główny Geodeta Kraju, działający w imieniu ministra spraw wewnętrznych. Tyle, że w zakresie geodezyjnych norm ISO, my ciągle jeszcze do ISO nie należymy i nie mamy nic do powiedzenia. Od wielu, wielu lat zadowalamy się pozycją obserwatora. Bez standaryzacji wnioski nowosądeckie są niewykonalne. Nawet gdyby jakimś cudem udało się powołać centralną agencję, to i tak zacząć by musiała od standaryzacji, rzeczywistej, nie hasłowej. Od ponad tygodnia dostępne są na stronie internetowej prezentacje z seminarium zorganizowanego przez GGK dla służby geodezyjnej i kartograficznej. Tam są sformułowania bardzo poprawne z najwyższej półki uogólnień. W Nowym Sączu w większości zaprezentowano problemy z najniższej wykonawczej półki, problemy dnia codziennego. Między tymi dwoma poziomami jest ogromna przepaść, której nie ma kto i czym wypełnić. Przy tych pięknych wyliczankach, iż na 350 wydziałów ksiąg wieczystych, program elektronicznej księgi wieczystej do dnia 31 marca 2009 r. został wdrożony w 243 wydziałach, co stanowi 69.4% wszystkich wydziałów sądów rejonowych, pewne refleksje wzbudza fakt, iż tylko w 81 wydziałach (23.1%) zakładanie zostało zakończone, czyli że w 81 sądach już można normalnie obsługiwać obywatela, a w 107 jeszcze nie objętych komputeryzacją, jeszcze można to normalnie czynić, ale w reszcie czyli w 162, czyli w prawie połowie sądów, obsługa obywatela została zawieszona w próżni. Tam księgi na długi czas są zamrożone. Oznacza to, że dla 2/3 Polski jedynym materiałem dokumentującym stan faktyczny i prawny nieruchomości jest ewidencja gruntów i budynków. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. A ta powszechnie krytykowana ewidencja gruntów (i budynków) jest jedyna, czyli najlepsza. Powoli godzimy się z faktem, że innej możliwości nie ma. Ponieważ po ośmiu latach intensywnej komputeryzacji i setkach milionów zł środków wydanych na zintegrowany system katastralny, w ramach którego powyższe przedsięwzięcie się zrodziło, nie można doszukać się wiarygodnych danych bilansowych świadczących o tym, że nastąpił przyrost i poprawa jakości stanu wyjściowego, czy też ilość zinformatyzowanych ksiąg jest tylko proporcjonalna do ilości nowozakłanych ksiąg w ogóle (głównie mieszkaniowych), to jedynym wiarygodnym odniesieniem jest miażdżąca statystyka przytoczona przez kolegę Grzechnika, wprawdzie tylko na przykładzie swoich operatów, ale za to na dużej zróżnicowanej próbce 2789 nieruchomości (str.8 referatu nr 1). 66% ksiąg na terenach inwestowanych potwierdza, iż biorąc pod uwagę statyczne tereny rolne, ogólna ilość ksiąg być może przekroczyła już 50%, ale dzięki komputeryzacji obsługuje tylko 1/3 nieruchomości. Obsługuje jak umie, to znaczy z tą ogromną ilością błędów powstałych przy przyklepywaniu ksiąg. A za błędy powstałe przy klepaniu danych przez „firmy krzaki“ zapłaci obywatel, tak jak nasz kolega Lucjan z Rzeszowa, któremu imię zniekształcono na Łucjan. I co? Musiał udowadniać, że nie jest słoniem. Pofatygować się po akt urodzenia i zapłacić za skorygowanie błędu popełnionego przez przeklepywaczy. Okazuje się, że urzędnik potrafi, zwłaszcza urzędnik z resortu sprawiedliwości. I to właśnie zostało świetnie zilustrowane w Nowym Sączu. Wszyscy pieją hymny na temat ksiąg wieczystych zapewniających prawa do nieruchomości, a nikt nie wspomni, jaki skrawek tych praw jest w księgach zabezpieczony; że właściwie jedynym, choć ułomnym rejestrem pokrywającym całość jest ewidencja gruntów, tworzona bez standardów, bez ujednoliconych procedur, ale jest. Konferencja w Nowym Sączu była zjazdem tych już nielicznych, za to autentycznych fachowców geodezyjno-prawnych, którzy wiedzą o co właściwie w europejskiej geodezji chodzi. Koledzy Grzechnik, Marzec, Felcenloben, Bojar czy Jędrzejewski, są wybitnymi, choć nielicznymi przedstawicielami eurokatastralników, którzy potrafiliby wyprowadzić geodezję z geomatycznej zapaści, nie zauważyłem jednak, aby chciano z ich ogromnej wiedzy i doświadczenia korzystać. Tak zwane władze reprezentował w Nowym Sączu kolega Witold, który po raz kolejny wyraził zachwyt dla 3m. dokładności położenia punktu przewidzianej w § 82 rozporządzenia ewidencyjnego. Można sobie zatem wyobrazić, co przekaże swoim mocodawcom. Jak przyrówna się to do wspaniałej polskiej historii rejestracji własności sięgającej już tysiąca lat, o czym wspominali koledzy Roszczypała i Kunach, i przyrówna do refleksji kolegi Bojara, że żadnemu wójtowi w Polsce nie udało się zbilansować do jedynki części wspólnych nieruchomości, to trudno doszukać się optymizmu w przyszłości polskiego katastru (dla przypomnienia podstawowego układu referencyjnego dla realizacji dyrektywy INSPIRE), poza być może wspaniałym angielskojęzycznym wydawnictwem PCC o polskim katastrze, które przygotowywane było za zakończenie czeskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Edward Mecha Komentarz nr 8/IV/09 1 czerwca 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W Szwecji obowiązuje specjalna ustawa, która nakazuje zwracać się do obywatela w zrozumiałym dla niego języku. Język urzędowy ma być prosty, dostosowany do możliwości percepcyjnych prostego obywatela, dając mu gwarancję należytej ochrony jego praw. Przychodzi mi na myśl to szwedzkie rozwiązanie ilekroć próbuję korzystać z elektronicznej księgi wieczystej. Jak już urzędnicy, nie wszyscy, są na tyle mili, że pomogą się wlogować do określonego miasta i jak już masz wykuty na pamięć numer księgi (bo o żadnych skorowidzach adresowych, nazwiskowych, czy innych nie ma mowy) to otwiera się tasiemcowa dżungla indeksów i cyferek, których rozszyfrowanie wymaga niebagatelnej wiedzy. Oczywiście geodeci powiatowi, po jakimś czasie nabierają wprawy w posługiwaniu się tajemnicą elektronicznej księgi wieczystej, której zaszyfrowania nie powstydziłaby się ENIGMA, ale prosty obywatel skazany jest na konsumpcję tortu przez szybę lub na zaangażowanie doradcy od czytania ksiąg. Gdyby ogłosić konkurs na najbardziej zagmatwany dokument administracyjny, to księgi wieczyste bezapelacyjnie zdobywają pierwsze miejsce. Na wszelki wypadek urzędowy słownik środowiskowy Unii Europejskiej GEMET, zalecony oficjalnie w grudniu ubiegłego roku przy okazji rozporządzenia wykonawczego do dyrektywy INSPIRE na temat metadanych, wyeliminował w polskim tłumaczeniu pojęcie ksiąg wieczystych (land and property register) i zastąpił je „Rejestrem ziemi i własności“ (Systemem rejestrowania majątków lub udziałów we własności terenu). Niemcy natomiast zostali przy swoim pojęciu „Grundbuch“. Natomiast pojęcie ewidencji gruntów i budynków, czy jak woli ustawodawca - katastru (land register), zastąpione zostało „Klasyfikacją użytkowania gruntów“ (Rejestrem gruntów zawierającym m.in. informację nt. powierzchni, własności, nazwisk właścicieli i historycznej struktury podziału własności). Znamienne przy tym jest to, że na 25 języków, dla których słownik jest prowadzony, aż dla 9 przypadków wykorzystano tradycyjną nazwę katastru. W polskim nie, bo chyba autorzy słownika zdawali sobie sprawę, że z katastrem nasza ewidencja gruntów i budynków ma mało wspólnego. Może też wiedzieli, jakie szkody w tym rejestrze wyrządzili spółdzielcy, przy pomocy, niestety, geodetów. Oto przykład z miasta Ruda Śląska, dostępny na stronie: www.polskiemiasta.pl
Zielone granice, to granice obrębów. Budynki w odróżnieniu od ubiegłotygodniowego przykładu, mają wyodrębnione księgi wieczyste, w skład których wchodzą działki z różnych obrębów. Działki w obrębach stanowią jednostki rejestrowe zgodnie z rozporządzeniem ewidencyjnym, zatem wydanie dokumentacji dla zamiany prawa lokatorskiego na pełną własność nie sprawiało problemu. Zapisanie mieszkania w księdze wieczystej też nie. Ale jak teraz wpisać te wyodrębnione mieszkania do ewidencji gruntów?. W rozporządzeniu ewidencyjnym z 1996 r. zastrzeżono harmonizację danych ewidencyjnych i wieczysto-księgowych. Chodziło o to, aby jednostka rejestrowa pokrywała się z księgą wieczystą. Zatem w takich przypadkach jak na powyższej mapie należało odpowiednio skorygować granice obrębów. Autorzy rozporządzenia z 2001 r. wyrzucili element zgodności jednostki rejestrowej z księgą wieczystą. Niech zatem wymyślą sposób na wyjście z zastawionej pułapki. Można oczywiście jeszcze i teraz skorygować granice obrębów. Ale kto za to zapłaci? I za korektę aktów notarialnych i ksiąg wieczystych. A teraz proszę na to nałożyć spółdzielcze księgi wieczyste łączone w jedną, aby Broń Boże nie dopuścić do wyodrębnienia jakiejś wspólnoty mieszkaniowej, bo prezesi i rady nadzorcze mogliby stracić zasilanie swoich apanaży. Jest to zjawisko powszechne, wygląda na to, iż wewnętrznie skoordynowane. Potem szybko następuje zamiana statusu kilku mieszkań i zarząd z radą nadzorczą są na lata nie do ruszenia. W taki oto sposób, ku wygodzie kilkuset, może kilku tysięcy osób, w majestacie prawa, wprowadzono niesamowity zamęt do ogromnego systemu informacyjnego państwa i sparaliżowano gospodarowanie terenami publicznymi. Rynek nieruchomości mieszkaniowych będzie funkcjonował, ale przekształcanie struktur przestrzennych uległo poważnej komplikacji. Tego samobójczego gola geodeci katastralni strzelili sobie sami, nie bez udziału organizacji zawodowych, które zjawisko zlekceważyły. Nie bez kozery wytyczne unijne zalecają funkcjonowanie w jednym systemie i katastru i rejestracji praw do nieruchomości, najlepiej tak jak w Hiszpanii w skojarzeniu z systemem wymiaru podatków. Podobne rozwiązanie przedstawili również w swojej wersji prawa geodezyjnego i kartograficznego reprezentanci federacji wykonawców, ale zeszli z tematu, jak swoje prace przerwał osławiony zespół ekspertów ministra Piętaka. W podobnym duchu tworzona jest norma ISO 19152, z której skorzystała Specyfikacja danych ws. działki katastralnej w wykonaniu dyrektywy INSPIRE. My, według zasady „Na złość babci odmrożę sobie uszy“ postanowiliśmy ten system doprowadzić do granic horroru. Dziennie zawieranych jest kilkaset aktów notarialnych z milionowymi częściami udziału do części wspólnej, do tak przypadkowo zaprojektowanych nieruchomości jak w przykładzie z ubiegłego tygodnia, lub w takich testach na inteligencję jak przypadek zaprezentowany dzisiaj. Nastała złota era dla notariuszy, kasujących majątki za spisanie aktów, ale jednocześnie zakładamy pola minowe, których nie oczyszczą następne pokolenia. Jakakolwiek inwestycja napotka bariery trudne do przeskoczenia (na terenach rolno-leśnych Natura 2000, na terenach zurbanizowanych osiedla spółdzielcze). Pokonywanie tych barier będzie się przeciągać na długie lata, a społeczne koszty będą rosły jak drożdże, angażując specjalistów o najwyższych kwalifikacjach. To tak jakby pozłacać obręcze kół wozów rozwożących nawóz na pola. Można, ale po co? Żadna spec-ustawa nie zastąpi normalnego inżynierskiego myślenia, które jak na razie wyparte zostało przez megalomanię informatyczną i brak wyobraźni u geodetów katastralnych, którzy dali się nakryć czapką, jakoby postępu technicznego, nielicznej grupie oszołomów informatycznych i zapobiegliwych prezesów spółdzielń mieszkaniowych. Miejmy nadzieję, że Rada Konsultacyjna Geodetów Powiatowych, powstała jako ciało doradcze Głównego Geodety Kraju, powstrzyma tę spiralę zapętlania katastru w Polsce, czego osobiście życzę członkom Rady i kierownictwu GUGiK. Na pocieszenie rodzimym biurokratom mam jednak informację, iż biurokraci z Komisji Europejskiej wcale nie są gorsi i we wspomnianym wyżej Tezaurusie, zalecanym do wykorzystywania przy rozporządzeniu w sprawie metadanych, podali definicję Unii Europejskiej sprzed 1 maja 2004 roku, to jest bez Polski, co oznacza, iż jeszcze nie dostrzegli faktu naszego wstąpienia do Unii, a to by oznaczało, że wiele czasu jeszcze upłynie zanim dostrzegą nasz inny kataster. Edward Mecha Komentarz nr 7/IV/09 25 maja 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Dzisiejszy dzień ma szansę wejść na trwałe do historii polskiej geodezji. Rozpoczynające się w warszawskim hotelu GROMADA dwudniowe obrady służby geodezyjnej mogą wyprowadzić geodezję z zapaści, w jaką wprowadził ją były prezes GUGiK, przed czterema laty - dokładnie w tym samym miejscu, dokładnie tego samego majowego dnia. Wtedy to w wyniku utajnionego potem Raportu Banku Światowego ogłoszono zamiar utworzenia Centralnej Agencji Katastralnej, za której pośrednictwem miały być w ramach IPE sprzedawane dane katastru, czyli ewidencji gruntów, dane wytwarzane przez starostów. Tamte obrady odbywały się dokładnie w tydzień po znamiennej wypowiedzi kol. Artura Majera z Poznania, że musi ładować przez tydzień to, co ma przesyłać codziennie do IPE. (Załadował dane wtedy raz i podczas tegorocznej konferencji w Elblągu wspomniał, iż załadował je ponownie ostatnio, po raz drugi w podobnym czasie). Słowa kol.Majera padły podczas III Forum Geodetów Powiatowych, podczas którego Sekretarz Generalny Związku Powiatów Polskich, ten sam co dziś) próbował spacyfikować Geodetów Powiatowych. Ponieważ dziś koleżanki i koledzy Geodeci Powiatowi wyłonią Radę Konsultacyjną, niezależną od Związku Powiatów Polskich przypominam, że Stowarzyszenie GISPOL dysponuje filmem z III Forum Geodetów Powiatowych, na którym historyczne już wypowiedzi sprzed 4 lat są utrwalone. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, że instrukcja G-5 (świeżo wdrożona) nie jest aktem prawnym umożliwiającym kształtowanie praw obywateli, wtedy jeszcze nie było wiadomo, że żadna geodezyjna instrukcja techniczna nie spełnia takiej roli, bo nie została opublikowana w prawem przewidziany sposób. Wypada żywić nadzieję, że ambitne kierownictwo GUGiK przygotowało tym razem receptę na wyjście z nadzwyczaj trudnej sytuacji, w której na rodzime bagienko geodezyjno-prawne nałożyły się obowiązujące już od 10 dni unijne przepisy wykonawcze do dyrektywy INSPIRE oraz bilansowane od tygodnia wykazy gruntów mienia publicznego. Ponieważ jednym z głównych tematów dzisiejszych obrad jest prezentacja możliwości elektronicznej księgi wieczystej podsuwam koleżankom i kolegom przykład z Chorzowa, do przedyskutowania z przedstawicielami resortu sprawiedliwości.
Osiedle spółdzielcze: cztery dwuklatkowe bloki mieszkalne na obszarze 10540 m2. 143 lokale (76 mieszkań i 67 garaży w budynkach o pow. użytkowej 7991 m2 na 2816 m2 powierzchni zabudowy) zbudowanych w całości za środki własne mieszkańców. Na obszarze wskazanej przez spółdzielnię mieszkaniową nieruchomości znajdują się: parking miejski (A), za który płacą mieszkańcy osiedla, droga wewnętrzna (B) obsługująca oprócz nieruchomości wspólnej jeszcze trzy wydzielone kompleksy garażowe (kolor niebieski) i klientów pobliskiego domu towarowego (kolor czerwony). Za użytkowanie parkingu oraz drogę wewnętrzną płacą i ponoszą odpowiedzialność cywilną tylko mieszkańcy osiedla (właściciele już wykupionych lokali, około 20%, bezpośrednio, jako współużytkownicy wieczyści, pozostali, pośrednio, poprzez współużytkownika wieczystego spółdzielnię mieszkaniową). Wydzielone kompleksy garażowe i klienci domu towarowego korzystają z drogi wewnętrznej jak z drogi publicznej. Ruch jest duży, zaparkować trudno. Kolizje lub wypadki są tylko kwestią czasu. Rodzi się pytanie, co zrobili współwłaściciele (współużytkownicy wieczyści), aby incydentom zapobiec. Karną odpowiedzialność ponosi zarządca, ale cywilną właściciel. Najbardziej zabawną rolę w tej dziwnej nieruchomości pełni jednak Sąd Rejonowy, Wydział Ksiąg Wieczystych, który wydaje wypisy z elektronicznej księgi wieczystej odniesione nie do nieruchomości, a do poszczególnych budynków, które wydzielone nie są. Program eKW przewidział przyporządkowanie lokali do budynku, nie przewidział przyporządkowania całego osiedla do jednej nieruchomości (to jest powiązania części wspólnych ze wszystkich budynków do lokalu w jednym budynku). Mieszkańcy oprotestowali dziwny projekt podziału, ale orzeczeniem Samorządowego Kolegium Odwoławczego nie przyznano im przymiotu strony, bo na etapie projektu podziału stroną była tylko wnioskująca nielogiczny kształt nieruchomości spółdzielnia mieszkaniowa. Znamienny przy tym jest fakt, że na etapie projektu podziału, zamiast wydzielić nieruchomości budynkowe, jak nakazuje prawo, scalono w jedną nieruchomość, te działki, które już były wydzielone pod budynkami. Zresztą powszechnym zjawiskiem w Polsce, po wprowadzeniu możliwości wykupu mieszkań, było łączenie przez spółdzielnie wielu ksiąg wieczystych w jedną, aby uniemożliwić wyodrębnienie wspólnot mieszkaniowych. Przy okazji zniszczono podstawowe funkcje katastru, o czym będzie mowa w następnych komentarzach. W miarę jak będą rosły podatki od nieruchomości i opłaty wieczystego użytkowania (a rosną jak grzyby po deszczu) mieszkańcy zapewne będą chcieli pozbyć się balastu obciążeń ogólnomiejskich, ale wtedy napotkają barierę udziału w nieruchomości wspólnej, którą zmienić mogą tylko wszyscy współwłaściciele. Można by oczywiście osiedle ogrodzić, ale zawnioskowany przez spółdzielnię kształt jest tak niefunkcjonalny, że zadanie jest trudne do wykonania. Najciekawszy przy tym jest haracz pobierany przez miasto z tytułu podatku od nieruchomości i opłat wieczystego użytkowania, haracz pobierany od wielokrotnie większych powierzchni niż potrzebnych do funkcjonowania budynku. Powierzchnia użytkowa budynku, w blokach niskich jest trzy, czterokrotnie większa od powierzchni zabudowy. W przypadku wieżowców powierzchnia użytkowa potrafi być 7-8 razy większa od powierzchni zabudowy. Do funkcjonowania budynku potrzebne jest dojście, dojazd, śmietnik; czyli nieco więcej od powierzchni zabudowy. Tereny zieleni, parkingi i inne tereny użyteczności publicznej, służące społeczności większej, niż tylko mieszkańcom budynku, powinny stanowić własność gminy. Specjaliści powinni zaprojektować, sposób podziału terenu, w tym funkcje potrzebne do obsługi budynku. W zjednoczonej Europie funkcjonują specjalne zasady wydzielania terenów publicznych i gospodarowania nimi. Nakładanie haraczu jak na załączonym rysunku (gdzie powierzchnia nieruchomości jest czterokrotnie większa od powierzchni zabudowy) jest naruszeniem Konstytucji bo oznacza nierówne traktowanie obywateli. W połączeniu z nieudolną polityką przestrzenną spółdzielń mieszkaniowych, które nie do tego celu są powołane, w miarę wzrostu podatków i opłat, co jest nieuniknione, coraz bardziej poszkodowani będą mieszkańcy domów wielorodzinnych, którym bezzasadnie doczepia się finansowanie mienia gminnego. Mieszkańcy domów jednorodzinnych płacą tylko za to, co jest ogrodzone i należy do nich. Nieogrodzone spółdzielcze osiedla mieszkaniowe przejmują funkcje gminy, a mieszkańców obciąża się kosztami utrzymania ogólnomiejskiej infrastruktury społecznej. W okresie minionych 4 lat z tytułu zmiany statusu mieszkań spółdzielczych ilość ksiąg wieczystych uległa podwojeniu i takich przypadków, jak ten chorzowski, powstało tysiące, nie z setkami a tysiącami współwłaścicieli. Geodezyjna zapaść ten proces ugruntowała. A przyjdzie nam w krótkim czasie dołączyć do dokonywania transgranicznych transakcji nieruchomościowych, opartych o jednolity światowy system norm ISO, do których nijak obecnie nie przystaje nasza praktyka nieruchomościowa. Patrzę ze smutkiem na dwie oryginalne książki, które z pozycji doradców unijnych podpowiadały, jak zorganizować system katastralny. Są to wydane przez ONZ-towską Komisję Gospodarczą ds. Europy: „Land Administration Guidelines“,Genewa 1996, przetłumaczona przez Konrada Pirwitza i opublikowana w miesięczniku „Geodeta“ (To te wytyczne były podstawą przyznania Polsce środków PHARE na Zintegrowany System Katastralny) oraz „Guidelines on Real Property Units and Identifiers“ przetłumaczona i rozprowadzana przez GISPOL, m.in. wśród uczestników IV Forum Geodetów Powiatowych w Zegrzu w 2005 r. Obie książki przestrzegały przed udziwnieniami przestrzennymi, ale pozostały głosem wołającego na puszczy. Obiecałem przybliżyć prezentowane w Elblągu rozwiązania niemieckie i norweskie. Wszakże w tamtych krajach o ładzie przestrzennym decydują geodeci, a nie prezesi spółdzielni mieszkaniowych, którzy z zasady nie mają pojęcia o regułach gospodarowania przestrzenią, a wypełniają tylko funkcje zarządców nieruchomości. Obawiam się jednak, że w kraju mającym najpotężniejszą w Europie armię geodetów uprawnionych, niewielu z nich słyszało o regułach gospodarowania przestrzenią. Cała nadzieja w obecnym kierownictwie GUGiK, które na pewno chce coś zmienić, a czy mu się uda zależy w dużym stopniu od uczestników zaczynających się dziś obrad. Wracając do „przykładu chorzowskiego“, które to określenie od jakiegoś czasu kojarzy się ze skutecznością starań o „Euro2012“, to w jego geodezyjnej odmianie przypomina ono raczej powojenne warszawskie „Kup pan cegłę!“. Edward Mecha Komentarz nr 6/IV/09 18 maja 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Kataster hiszpański Wygłoszony w Elblągu referat pani Amalii Velasco Martin-Vares, Koordynatora Spraw Zagranicznych w Hiszpańskim Katastralnym Dyrektoriacie Generalnym można w angielskiej wersji językowej znaleźć w materiałach konferencyjnych opublikowanych na stronie www.opegieka.pl. Dlatego opis samego katastru ograniczę do niezbędnego minimum. W Hiszpanii, kraju o powierzchni 504 645 km2 zamieszkałym przez 46 157 tys. ludzi, kataster jest prowadzony w 7 575 gminach dla 23,5 mln właścicieli na 74 mln. działek (32 mln miejskich i 42 miliony wiejskich). Ujednolicony po przystąpieniu do Unii Europejskiej kataster prowadzony jest zasadniczo dla celów fiskalnych, ale jest on podstawowym układem referencyjnym dla wszystkich pozostałych domen przestrzennych, natomiast usytuowanie w resorcie finansów powoduje, iż koszt prowadzenia i modernizacji pokrywany jest z podatków, natomiast udostępnianie jest darmowe (danych osobowych po użyciu krajowego numeru identyfikacyjnego). Od 2003 r. część opisowa, a od 2004 roku część graficzna katastru udostępniane są przez Internet. Udostępnienie danych katastralnych spowodowało w okresie pierwszych 2 lat masę interwencji i wniosków o korekty. Od 5 lat jest spokój, a ilość wejść sięga 2,5 miliarda rocznie ( 42 mln tygodniowo). Samych mapek pobieranych jest ponad 120 mln rocznie. Warto dopowiedzieć, że hiszpańskie prawo stworzyło kataster jako rejestr opisujący nieruchomości miejskie i wiejskie w zakresie:
Z powyższych danych korzystają różne służby administracji publicznej, w tym: notariusze, sądy, podatki, dopłaty rolnicze, różne rejestry, a także różne ministerstwa jak np. rolnictwa, środowiska, urbanistyki oraz służby obsługujące drogi, koleje, sieć energetyczną itp. Z referatu pani Velasco warto jeszcze przytoczyć, że po udostępnieniu w 2003 r. przez Internet najpierw informacji opisowych, a w 2004 r. graficznych, od 2005 oferowane są usługi WMS, od 2006 r. WFS, od 2007 r. usługi interaktywne, a od 2008 r. Soap (Simple Object Access Protocol) - protokół wymiany informacji w zdecentralizowanym, rozproszonym środowisku. Jeśli do tego przypomnieć, że to właśnie pani Velasco koordynowała opracowanie Specyfikacji Danych INSPIRE o Działkach Katastralnych, specyfikacji, mającej moc aktu wykonawczego do dyrektywy INSPIRE (według założeń obowiązującego od 15 maja br., czyli od piątku), to możemy się domyślać w jakim kierunku zmierza realizacja dyrektywy INSPIRE. Żeby nie było wątpliwości, to przytoczę ze wstępu do Specyfikacji następujące sformułowania: Działki katastralne są ujęte w Załączniku I, co oznacza, że są one uznawane za dane referencyjne, tj. dane, które stanowią ramy przestrzenne do nawiązywania oraz/lub wskazywania na inne informacje, które należą do konkretnych obszarów tematycznych, takich jak środowisko, gleba, użytkowanie terenu, i wiele innych. Kamieniem węgielnym tworzenia specyfikacji była definicja z Dyrektywy, dotycząca działek katastralnych: „obszary zdefiniowane przez rejestry katastralne lub równoważne“. Zgodnie z określonym systemem prawnym, każdy kraj członkowski prowadzi odnośny rejestr pod odpowiedzialnością rządu. Rejestry takie są często nazywane katastrem, czasami rejestrem gruntowym (lub innego typu). Niezależnie od nazwy systemu, podstawową jednostką obszaru jest działka. Działki katastralne tworzą zwykle ciągły podział terytorium kraju, z wyjątkiem pewnych obszarów stanowiących własność państwową, nie stanowiących przedmiotu rejestracji. W konsekwencji, działki katastralne w sensie INSPIRE oznaczają pojedyncze obszary powierzchni Ziemi, podlegające jednorodnym prawom dot. nieruchomości oraz niepowtarzalnej własności. INSPIRE nie zmierza do harmonizowania koncepcji własności oraz praw związanych z działkami, lecz skupia się na aspektach geometrycznych, jak są one przedstawione w krajowych systemach krajów członkowskich. Działki katastralne w INSPIRE służyć powinny jako ogólne lokalizatory informacji, tj. wyszukiwaniu i wiązaniu z innymi informacjami przestrzennymi. Włączywszy krajowe identyfikatory katastralne jako właściwość (atrybut) działek w INSPIRE, może zostać dowiązana zawartość krajowego katastru lub rejestru gruntów. Posługując się tym dwustopniowym podejściem do informacji o użytkownikach, prawach, ograniczeniach itp., można uzyskiwać dostęp zgodnie z krajowym prawodawstwem w zakresie ochrony danych. Model danych dla działek katastralnych INSPIRE przygotowany został w sposób taki, który wspiera zgodność z wprowadzanym międzynarodowym standardem dla Modelu Dziedziny Administrowania Terenami (LADM). LADM (Standard ISO 19152) zapewnia szerszy kontekst dla Specyfikacji Danych INSPIRE o działkach katastralnych, jako że zawiera dodatkowe informacje o prawach (związane z prawodawstwem krajowym) i właścicielach, które znajdują się poza bezpośrednim zakresem INSPIRE. Wnioski do przemyślenia Można przez jakiś czas udawać, że my mamy inną specyfikę i że nas to nie dotyczy, ale podjęta przed 5 laty decyzja o przynależności do Unii Europejskiej zmusi nas do przestrzegania uzgodnionych standardów także i w tej dziedzinie. To, że poprzednicy obecnego kierownictwa GUGiK nie uczestniczyli w procesie przygotowawczym wymienionych wyżej dokumentów stwarza jeszcze trudniejszą sytuację przed obecnym kierownictwem, które jest w pełni świadome postawionego przed nim wyzwania i stara się odrobić wiele straconych lat. Wydaje się, iż nie ma innego wyjścia, jak poddanie się internetowej konfrontacji danych. Kolega Adamczyk z Mielca udowodnił w Elblągu (referat w materiałach konferencyjnych), że jest to możliwe, bo u siebie to już zrobił, na tyle ile mu przepisy pozwalały. Inicjatywy podejmowane przez kierownictwo GUGiK, w tym między innymi prezentacja na konferencji elbląskiej, wskazują na to, iż taki program, plan i harmonogram są przygotowywane. Edward Mecha Komentarz nr 5/IV/09 11 maja 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Doświadczaliśmy wielokrotnie tego, co można określić jednym zdaniem: „Jeśli chce się wywoływać konflikty, nawet wojny, to wystarczy zniszczyć kataster“ (We learned it again and again, you can say it in one word: if you want to create conflicts, even wars, then destroy cadastres). Te słowa wypowiedział prof. dr Klaus Töpfer, podczas wprowadzenia do Kongresu FIG w Monachium w 2006 r. Te słowa przychodzą na myśl, obserwując proces rozpadu katastru w Polsce i kontynuując temat własnych doświadczeń ze współczesną geodezją zasygnalizowany w ubiegłym tygodniu. Kataster kiedyś istniał na obszarze ponad połowy powierzchni kraju, na pozostałym zaś był stopniowo zakładany i nawet pod postacią ewidencji gruntów miał wiele cech katastru, tak że przyrównanie w ustawie tych dwóch instytucji było uzasadnione. W ramach celu 30.9 Programu Przystąpienia Polski do Unii Europejskiej miała nawet powstać ustawa katastralna, ale gdzieś znikła. Pisze na ten temat Rzecznik Praw Obywatelskich w swoim wystąpieniu z 22 kwietnia br. do Wicepremiera G. Schetyny (wzmianka w ubiegłotygodniowym komentarzu błędnie odwołała się do Gazety Prawnej; artykuł ukazał się w dodatku prawnym Rzeczpospolitej z 29 kwietnia na str. C6, a pełny tekst zamieszczono w Geoforum w dniu 6 maja br.) „techniczno-organizacyjne przygotowanie katastru odbywa się bez stosownej normy ustawowej, pozwalającej na jego wdrożenie: ramy prawne przyszłego katastru, w tym sposób jego prowadzenia i te informacje, które zostaną przejęte do treści katastru z dotychczasowej ewidencji, nie są w żaden sposób ustalone. Tymczasem o kształcie prawnym przyszłego katastru nie może decydować norma o randze instrukcji.“ Zaczął się kataster sypać dopiero od momentu wszczęcia budowy zintegrowanego systemu katastralnego, czyli od 2001 r., kiedy to przy pomocy unijnego partnera zaczęliśmy budować coś, czego ten partner nigdy nie zastosował u siebie. Tenże partner zaproponował nam potem budowę topograficznej bazy danych w oparciu o podstawową, katastralną bazę referencyjną, czego też nigdy u siebie nie wdrożył. Był to chyba wyraz zaufania do naszych ogromnych możliwości improwizacyjnych. A jak wielkie są te możliwości niech zaświadczą księgi wieczyste założone dla nieruchomości zabudowanej wieloma budynkami mieszkalnymi z przynależnymi wolnostojącymi garażami, pawilonami, miejscami parkingowymi, drogami osiedlowymi. Wszystko to w jednej księdze wieczystej, z tysiącami właścicieli mieszkań, będących współużytkownikami wieczystymi gruntu, na którym bloki posadowiono. Wszystko to na podkładzie starych działek, do których teraz pojawiają się roszczenia. Nie są to pojedyncze przypadki. To praktyka starych spółdzielń mieszkaniowych gospodarujących prawie połową zasobów mieszkaniowych w Polsce. Praktyka, bo ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych zobowiązuje do podziału nieruchomości na jednobudynkowe. Spostrzeżenia te, choć w innej formie, odnoszą się również do moich problemów związanych z wykupem mieszkania. W ubiegłym tygodniu przytoczyłem argumentację urodziwej pani notariusz, która przeszkody uzasadniała niezgodnościami między katastrem a księgami wieczystymi. Chodziło o zbyt dokładne dokonanie oznaczenia nieruchomości. Oprócz ulicy właściwej, w księgach ujawniono jeszcze drugą ulicę, do której nieruchomość przylega. Ewidencja gruntów, czyli kataster, używa obecnie tylko jednej nazwy, a to już jest niezgodność. Albo pretekst do odwleczenia sprawy. Obiecałem wyjaśnić prawdziwą, a nie domniemaną przyczynę niemożliwości zamiany spółdzielczego własnościowego prawa do mieszkania w pełną własność. Niezgodność danych katastralnych z wieczysto-księgowymi była tylko misterną przykrywką przewlekania sprawy przez spółdzielnię mieszkaniową. Przyczyną właściwą jest jedna z pozostałości poprzedniego systemu politycznego w Polsce: specyficzna spółdzielczość mieszkaniowa, która trzyma monopol gospodarowania zasobami mieszkań spółdzielczych. Monopol ułatwia dyktowanie opłaty eksploatacyjnej, monopol skutecznie eliminuje ewentualne wspólnoty mieszkaniowe, czyli zarzewie konkurencji. Im zasobów więcej, tym większy przychód dla spółdzielczej biurokracji. I to można zrozumieć choć trudno zaaprobować. Przy okazji jednak spółdzielnie mieszkaniowe dewastują kataster, tworząc dziwaczne nieruchomości (wyżej opisane), zabezpieczające interes kierownictwa spółdzielni z poprzedniej epoki, a nie spółdzielców zainteresowanych racjonalnymi kosztami zamieszkiwania. Tak jak kiedyś tworzyło się nieruchomości pod obrysem budynku, aby ponosić jak najmniejsze opłaty, tak teraz zagarnia się całe połacie mienia publicznego, za które podatki zapłacą lokatorzy przekształceni w właścicieli (łącznie z drogami wewnętrznymi obsługującymi i inne nieruchomości), a pożytki pozostaną po stronie zarządu. Nikt jak dotąd, nie potrafił się z problemem uporać, a koledzy geodeci mimo woli dokładają do tego procederu rękę, akceptując przedziwne kształty nieruchomości. Unijne dyrektywy: środowiskowa, wodna, odpadowa, powodziowa wiążą politykę przestrzenną i egzekwowanie obowiązków i odpowiedzialności z właścicielem i zasięgiem przestrzennym jego praw. Do tego też sprowadza się sens katastru. Każde zakłócenie w tej dziedzinie wprowadza destrukcję w funkcjonowanie systemu katastralnego, stojącego u podstaw zabezpieczania praw do nieruchomości. Mnie akurat dotknął przypadek dość prymitywny. Przez 8 lat nie wykonano inwentaryzacji powykonawczej i nie ujawniono budynku w ewidencji gruntów i budynków, w związku z czym nie można obecnie zmienić statusu prawnego znajdujących się tam mieszkań. Do stycznia 2008 r. można było wyodrębnić mieszkania na podstawie wyciągu z ewidencji gruntów i operatu szacunkowego. Wszakże do tamtego czasu Spółdzielnia skutecznie temat odsuwała i mimo ciążącego na niej obowiązku zgłoszenia zmian (art. 22 ust. 2 Prawa geodezyjnego i kartograficznego), nie zgłosiła przez 8 lat zmian do rejestru budynkowego, a prezydent miasta nie zażądał udokumentowania tych zmian (ust. 3, tegoż art.22). Teraz Spółdzielnia poczeka, aż zrobi to miasto, za rok lub dwa, bo ponoć już się do tego przymierza. Mogę oczywiście zlecić sam geodecie namierzenie budynku na swój koszt, co zaoferowano mi w referacie zasobu geodezyjnego. Pozwoliłoby to na wprowadzenie budynku do rejestru, miastu na wydanie wypisu umożliwiającego skorygowanie oznaczenia nieruchomości, a pani notariusz na spisanie aktu. W moim konkretnym przypadku na skutek celowej gry na zwłokę, dane katastralne i wieczysto-księgowe tylko się rozjechały i przez 8 lat były nieaktualne i prawdopodobnie jeszcze przez parę lat będą nieaktualne, zaś Zarząd Spółdzielni nie straci opłatodawców. Znacznie gorsze i destrukcyjne są poczynania zarządów „starych“ spółdzielni mieszkaniowych, które dla uzasadnienia swej racji bytu potrafią ze swoich zasobów w całym mieście uczynić jedną nieruchomość. W takiej sytuacji sprzedać mieszkanie wraz z przynależnym udziałem w milionowych częściach nieruchomości, owszem można, ale nie daj Boże, odsprzedać część osiedla pod poszerzenie drogi, czy wybudowanie miejskich urządzeń użyteczności publicznej, albo też rozliczyć się z terenów o nieuregulowanym stanie prawnym, w przejmowaniu których „stare“ spółdzielnie mieszkaniowe się specjalizowały. Wtedy do aktu notarialnego stawać muszą wszyscy współwłaściciele. A niech np. na skutek szkód górniczych trzeba będzie jakiś budynek wyburzyć. Wtedy mogą się zmienić wszystkie pozostałe udziały w terenie przynależnym. A co będzie, jeśli w jakimś budynku uda się wyodrębnić wszystkie mieszkania i powstanie wspólnota, która wypowie zarządzanie dotychczasowemu monopoliście i wyodrębni nieruchomość pod swoim budynkiem? Są na świecie przyjęte pewne zasady prowadzenia katastru, tworzenia nieruchomości i terenów przynależnych. Są one między innymi przedmiotem przygotowywanej normy ISO 19152, a za kilka dni będą uregulowane Specyfikacją Danych o Działkach Katastralnych, opartą na wspomnianej normie ISO. Są one przestrzegane i wdrażane tam oczywiście, gdzie poziom świadomości społecznej i dyscypliny organizacyjnej na to zezwalają. Na straży ich przestrzegania stoją geodeci: przysięgli, publicznie mianowani, eksperci, którzy w imieniu państwa dbają o poprawność zarówno kształtu, jak i granic nieruchomości, określania zasięgu praw oraz ich ograniczeń. My mamy geodetów uprawnionych, więcej niż reszta Europy razem wzięta. Jak się udałem do Urzędu miasta (miasta, w którym funkcjonuje rejestr budynkowy), aby uzyskać wypis z rejestru budynkowego, to się dowiedziałem, że budynek owszem na mapie jest ale nie ma go w rejestrze, bo nie dostał ID. W kolejnym referacie, gdzie odesłano mnie aby dowiedzieć się dlaczego nie ma ID, dowiedziałem się, iż budynek jest ale nie został zainwentaryzowany. Na wyrażoną wątpliwość, iż namierzenia z pewnością były przed 8. laty, kiedy budynek został oddany do użytku, usłyszałem, iż to jest gestia nadzoru budowlanego, który geodezji nic nie przekazuje. Potem miała miejsce zachęta, że mogę sobie sam zlecić dokonanie takiego pomiaru. Nie skorzystałem z oferty ale przyznać muszę, że po raz pierwszy ucieszyłem się z faktu, iż jestem wiekowy i nie muszę już nic sprzedawać, kupować, budować, nie muszę korzystać z usług geodetów i sądów, zaś chęć przekształcenia tytułu do mieszkania wynikała nie z potrzeby a ciekawości poznania pracy administracji w aktualnych uwarunkowaniach, gdyż ponad połowę swej aktywności zawodowej przepracowałem w niej, ale w innych czasach. Będąc w urzędzie miasta skorzystałem z okazji aby porównać pomieszczenia, w których przed równo 50.laty zaczynałem stałą pracę zawodową. Lokalizacyjnie nic się nie zmieniło. Nawet odgrodzona część korytarza na szóstym piętrze służy obecnie, jak wtedy, ewidencji gruntów. Doszło natomiast kilkanaście razy więcej pracowników (wtedy było ich 2) i ogromnie dużo komputerów. Meble też są nowe. Wtedy tych dwóch zatrudnionych w referacie geodezji załatwiało sprawy od ręki, a zgodność z księgami wieczystymi prowadzonymi przez Państwowe Biuro Notarialne akurat w tym mieście, z racji prowadzonego tu swego czasu urzędu katastralnego, była prawie pełna. Wprawdzie w okresie funkcjonowania urzędu katastralnego urzędników było więcej, bo aż 6, ale też wtedy była pełna własność prywatna, a przed 50. laty było jej jednak nieco mniej. Jedno, nie zmieniło się przez te pół wieku, a sądzę, że miało i będzie miało miejsce zawsze, zwłaszcza w Polsce. Urzędnik choćby najgorzej opłacany potrafi dać odczuć swoją wyższość petentowi, zwłaszcza w Sądzie. Musisz znać numer księgi (numer sprawy). Musisz odstać (odsiedzieć) swoje w kolejce - coraz dłuższej, bo tworzą ja ci, co nie znają numeru sprawy i dopytują się. Jeśli już zdarzają się urzędy, gdzie możesz dowiadywać się o losie swojej sprawy przez Internet, to musisz znać numer sprawy (księgi) i cykl się zamyka. Czy tak jest i być musi w Europie, o tym już za tydzień na zaprezentowanym w Elblągu przykładzie Hiszpanii. Przykład referowała pani A.Velasco, która koordynowała opracowanie Specyfikacji Danych o Działkach Katastralnych, specyfikacji, mającej moc aktu wykonawczego do dyrektywy INSPIRE. Edward Mecha Komentarz nr 4/IV/09 4 maja 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! XI Konferencja Elbląska ODGiK przeszła do historii. Z dziesięciu lat ograniczonych konferencją I. i XI., połowa przypada na czas przynależności do Unii Europejskiej. To się zauważa: po coraz wyższym poziomie merytorycznym, po zainteresowaniu konferencją gości zagranicznych. Podczas konferencji wielu uczestników zapytywało mnie o komentarze GISPOL-u. Czy powrócą w cotygodniowej formie, bo ułatwiały obiektywne podejmowanie decyzji. Odpowiadam. Zarząd GISPOL-u zastanawia się nad formą komentarzy zespołowych, jak miało to miejsce do 5 stycznia br. Póki co, postaram się przekazywać oceny własne. By może zainteresują koleżanki i kolegów. Chciałbym przede wszystkim przybliżyć elbląskie prezentacje naszych gości zagranicznych, bo były bardzo wartościowe. Na ich tle prezentacja kierownictwa GUGiK była równie atrakcyjna, w ocenie czego różnimy się z redaktorem GEODETY. Były wszakże i wystąpienia rewolucyjne, które na długo utkwią w pamięci uczestników obrad, w tym ekscytujące wystąpienie Geodety Województwa Mazowieckiego, do tej pory najbardziej zdecydowanego zwolennika centralizacji ewidencji gruntów i budynków, startującego w Elblągu z pozycji zdecydowanie przeciwnej. Widocznie efekty projektów centralizacyjnych skłoniły władze województwa do zmiany punktu widzenia. Dlatego chętnie przedstawię w następnych komentarzach argumentację uzasadniającą korzystanie z rozproszonych baz danych i z bezpośrednich kontaktów z wszystkimi organami administracji publicznej. To wszystko jednak jest tylko tłem do własnych doświadczeń ze współczesną geodezją, które jak bolesny czyrak dały o sobie w pewnym momencie znać. Zgodność egib z księgami wieczystymi Jak pojawiła się możliwość zamiany tytułu spółdzielczego mieszkania własnościowego na pełną własność, złożyłem przed 6 laty stosowny wniosek. Oczekiwałem, od czasu do czasu interweniowałem, bez rezultatu. Przeszkody były różne, częściowo opisane w komentarzu 90(134)/08 z dnia 13 października 2008 r. Na początku kwietnia br. zostałem powiadomiony o terminie spisania aktu notarialnego w dniu 30 kwietnia br. Do spisania aktu jednak nie doszło, bo pani notariusz Anna S. z Katowic, skądinąd bardzo ładna i zgrabna blondynka, zatem predestynowana do załatwiania spraw trudnych, oświadczyła, iż przeszkodą do spisania aktu jest niezgodność miedzy danymi ewidencji gruntów i ksiąg wieczystych. Niezgodność polega na tym, iż przy zakładaniu księgi wieczystej wpisano do oznaczenia nieruchomości adres właściwy: ul.Brzozową 21 oraz ul.Modrzewiową, do której budynek jako narożny też przylega, a w aktualnym wypisie z ewidencji gruntów wpisano tylko ul.Brzozową 21, bez wymienionej poprzednio ul.Modrzewiowej. Wszystkie pozostałe dane były zgodne. Zdaniem pani notariusz jest to istotna niezgodność danych ewidencji gruntów i budynków z księgami wieczystymi, którą komputer natychmiast wyłapie (Katowice mają elektroniczną księgę wieczystą!). Stąd odmowa spisania aktu notarialnego. Żadne argumenty w postaci wyjaśnienia, iż wszystkie pozostałe elementy oznaczenia nieruchomości, łącznie z numerami działek, a nawet ich powierzchniami są identyczne, a nieszczęsna ul. Modrzewiowa jest elementem nadliczbowym ale prawdziwym, co podczas spisywania aktu mogłaby pani notariusz opisać, nie uzyskały aprobaty pani „na urzędzie“, jak się to kiedyś w tym mieście mawiało. (W książce Jadwigi Lipońskiej - Sajdak „Katowice wczoraj - Kattowitz gestern“ znalazłem cytat „Każdej soboty popołudniem, jak wspomina A.O.Klausmann, można było spotkać przy jednym stoliku protestanckiego pastora, katolickiego księdza i żydowskiego rabina skupionych przy grze w szkata i posłuchać, jak w grzeczny sposób ze sobą rozmawiali, zwracając się do siebie zawsze per 'Panie bracie na urzędzie'.“) Z ust pani notariusz padła w końcu propozycja wyboru innego notariusza, co z uwagi na doznania estetyczne i lokalizację biura notarialnego (200 m od wydziału ksiąg wieczystych), byłoby pogorszeniem komfortu obsługi. Padła też oferta zaczekania do 2011 roku z uwagi na fakt, iż do 2010 r. geodezja ma czas zakończyć ewidencję gruntów i budynków, a wtedy wszystkie niezgodności będą wyczyszczone z urzędu i przeszkoda niezgodności w oznaczeniu nieruchomości z pewnością zniknie. Mam oczywiście świadomość prawdziwej przyczyny odmowy spisania aktu, ale o tym będzie mowa dopiero za tydzień. Do koleżanek i kolegów zwracam się jednak z apelem o sygnalizowanie podobnych przypadków. Jesteśmy u progu poważnych zmian w sposobie rejestracji nieruchomości. Zapowiada to standard ISO 19152. Przepisy wykonawcze do unijnej dyrektywy INSPIRE już za kilka dni doprecyzują europejski standard oznaczania działki katastralnej. Koledzy wykonawcy wyszli z projektem prawa geodezyjnego przyłączającego księgi wieczyste do geodezji. Wcale nie jest przesądzona na zawsze sprawa spisywania aktów przeniesienia własności przez notariuszy. W sąsiadującej z nami Republice Czeskiej funkcje zarówno ksiąg wieczystych jak i przenoszenia własności umieszczono w wydziałach geodezyjnych i problem niezgodności między rejestrami zniknął.W Hiszpanii, o czym będzie mowa w jednym z następnych komentarzy, umożliwiono od 5 lat każdemu obywatelowi internetowy dostęp do danych katastralnych i po lawinie interwencji w pierwszym roku funkcjonowania, obecnie jest spokój, mimo kilkuset milionów wejść rocznie. U nas regulacja stanów prawnych, zwłaszcza dróg, mieszkań spółdzielczych i mienia publicznego, podwoiła w okresie minionej dekady ilość ksiąg wieczystych (w porównaniu do czasów likwidacji państwowych biur notarialnych (PBN) przed 18 laty ilość ksiąg na terenach inwestycyjnych uległa potrojeniu). Ilość ksiąg w przeciętnym wydziale KW waha się od 20 do ponad 100 tysięcy. Porównania z ewidencją gruntów przeprowadzone przed 15 laty w jednym sądzie, na ponad 20 tys. ksiąg, wykazały ponad 80 % rozbieżności, w tym 500 ksiąg podwójnych. Badania przeprowadzone w początkowej fazie wdrażania eKW w Bytomiu (w ramach pilotażu projektu Phare 2001) wykazały 100% błędów (więcej niż jeden błąd na księgę). W sumie jednak procent niezgodności stale spada, bo przyrasta ksiąg nowych, ale ogon z okresu PBN pozostał. Tymczasem dochodzą takie przypadki jak opisany na wstępie. Oczekiwanie na wpis do księgi, trwa 3, 4 miesiące. Niezgodność, która mnie dotknęła, nie jest błędem, ale czas zabiera wielu urzędnikom i oczywiście obywatelom. Obywatele na ogół nie są świadomi tego, co zmajstrowano w ich księgach podczas migracji ksiąg albo w trakcie modernizacji ewidencji gruntów. A właśnie teraz jest doskonała okazja aby to sprawdzić, kiedy to starostowie (prezydenci) zostali zobowiązani do uruchomienia specjalnych punktów informacyjnych. Oczywiście lepiej by było zrobić to przez Internet, jak w Hiszpanii, ale to jeszcze potrwa, choć obecne kierownictwo GUGiK jest bardzo ambitne i być może do tego doprowadzi. W okresie minionych 10 lat większość krajów europejskich uporządkowała swoje systemy rejestracji nieruchomości, co bardzo klarownie wykazali w Elblągu zagraniczni goście konferencji. My dla połowy jednostek administracyjnych założyliśmy IPE i eKW, dla całego kraju bazę LPIS, różną od danych IPE i eKW. Budujemy wielkie GIS-y, geoportale, infrastruktury danych przestrzennych, a referencyjne dane ewidencyjne, na których zgodnie z przepisami unijnymi się one opierają kwestionuje kolejny już raz Rzecznik Praw Obywatelskich (patrz str.C6 Gazety Prawnej z 29 kwietnia br). Za tydzień ciąg dalszy. Komunikat nr 3/IV/09 6 kwietnia 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Nasz apel z 2 marca br. o wymianę poglądów nie wywołał reakcji, co nie dziwi, bo w świecie geodezyjnym od dziesiątków lat niewiele się dzieje, a od czasu jak geomatycy czapką nakryli geodetów, dzieje się jeszcze mniej. Chyba nie byłby w stanie wywołać zdziwienia wniosek o zmianę nazwy Głównego Geodety Kraju na Głównego Geomatyka Kraju, jako coś bardziej „na topie“. Nie wywołała reakcji informacja o Wytycznych INSPIRE ws. działki katastralnej, nie wywołała też reakcji informacja o katastralnej normie ISO 19152 (na bazie której opracowane zostały Wytyczne INSPIRE), łączącej w rewolucyjny sposób podmiot z przedmiotem i prawami, co wywraca model ewidencji gruntów funkcjonujący w Polsce. Ale ponieważ żadne wytyczne unijne ani standardy międzynarodowej, „de jure“ lub „de facto“, nie mogą naruszać prawodawstwa krajowego, więc nikt się specjalnie tymi działaniami z zewnątrz nie przejmował. Kiedy jednak zaczęły dochodzić sygnały, iż sądy kwestionują Rozporządzenie ws. ewidencji gruntów i budynków, jako nie stanowiące podstawy prawnej do wydawania decyzji, powiało grozą. Z uzasadnień wynikałoby, że praktycznie żaden z przepisów wykonawczych do ustawy Prawo geodezyjne i kartograficzne nie zachował mocy prawnej po zmianie podporządkowania GUGiK w 2007 r. Już 5 marca br. na zebraniu Głównej Komisji Katastralnej SGP kol. Witold Radzio zakomunikował, że żadna geodezyjna instrukcja techniczna nie ma mocy prawnej (wcześniej moc prawną instrukcji G-5 zakwestionował Rzecznik Praw Obywatelskich). To tak jakby meteoryt uderzył w skorupę naszego zawodu, wywołując legislacyjny potop . Wprawdzie Główna Geodeta Kraju, zamierza błyskawicznie wydać wszystkie nowe rozporządzenia, ale to jednak potrwa, a z tych 33 mln działek wg. ewidencji gruntów, a 24 mln wg LPIS, 10% każdego roku dotkniętych jest zmianami. Nie każda zmiana wymaga decyzji, ale każda oparta jest o procedury wynikające z kwestionowanych przepisów. Oznaczałoby to, że zaskarżyć można wszystko. Geomatykom w publikowaniu GIS-wych obrazków to nie przeszkadza, geodetom stwarza zły klimat do pracy, zwłaszcza w obliczu majowego terminu wykazów gruntów mienia publicznego. W biblijnym potopie Noe zbudował arkę, gdzie zgromadził gatunki do przetrwania. Geodeci mają Muzeum Geodezji w Opatowie, w którym są pieczołowicie przechowywane materialne przyrządy tworzenia produktów geodezyjnych na przestrzeni lat, w wyniku których powstały dane wiążące po dzień dzisiejszy. Dane geodezyjne, to jednak nie tylko dane pomiarowe ale i całe prawno-historyczne tło towarzyszące ich tworzeniu. To, że na jakimś etapie brak było dostatecznej czy wyraźnej podstawy prawnej, nie dyskwalifikuje samych danych, co najwyżej kwestionuje procedury ich legalizacji. Stowarzyszenie GISPOL zamierza muzealne zbiory narzędziowe uzupełnić historycznymi dokumentami rozwoju geodezji, z których wiele już opublikowaliśmy w ramach Komunikatów ZSK. Źródłem bardzo cennych historycznych i obiektywnych publikacji merytorycznych są Przeglądy Geodezyjne, których pełnymi rocznikami dysponujemy dla lat 1956-1972 i 1990-do dziś, część w większej ilości egzemplarzy. Jeśli koleżanki i koledzy są w stanie odstąpić lub odsprzedać (choć Stowarzyszenia na wiele nie stać) brakujące egzemplarze, będziemy bardzo wdzięczni. Zamierzamy wesprzeć pomysłodawców Szlaku Polskiej Historii i Geodezji zbiorem historycznych dokumentów tworzenia merytorycznej infrastruktury danych przestrzennych, czyli katastru i rejestru praw do nieruchomości, w promowanym przez FIG światowym rozumieniu tego pojęcia. Koleżanki i kolegów zainteresowanych wymianą lub odsprzedażą starych Przeglądów Geodezyjnych, lub wyrażeniem swojej opinii na ten temat prosimy o listy pod adresem gispol@gispol.org.pl Komunikat nr 2/IV/09 2 marca 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Tydzień temu, zapraszając do współpracy przy opracowywaniu komunikatów na naszej stronie internetowej, mieliśmy nadzieję na odzew... Cisza jednak wybrzmiewa okrutna, wywołując refleksję i stawiając pytania o przyczyny. Wiadomo, że:
Ten katalog 7 grzechów koleżeńskich z pewnością nie wyczerpuje wszystkich wariantów przyczyn braku dialogu, a w istocie funkcję wzajemnego porozumiewania się może spełniać komunikat. W zamyśle naszym ma to być wyższa forma wymiany poglądów - nie proste forum, w którym internauci operują krótkimi zdaniami, kierując się populizmem i emocjami. Dojrzała wymiana zdań wymaga odpowiedniej oprawy i skupienia, nieść ma z sobą treść merytoryczną i wątki osobistej oceny tematu, tak by pobudzić potencjalnych adwersarzy do przemyśleń. W takiej dyskusji chcemy jako GISPOL uczestniczyć, nie narzucając swojego punktu widzenia i w tym celu udostępniamy naszym członkom i sympatykom tę stronę internetową. Jeszcze raz zatem zachęcamy do aktywności we wzajemnych kontaktach a póki co w tym miejscu zamieszczać będziemy autorskie lub zespołowe opracowania w pierwszy poniedziałek każdego miesiąca. Komunikat nr 1/IV/09 23 lutego 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W dniu 18 lutego br. odbyło się drugie zebranie Zarządu czwartej kadencji. Tematem podjętym przez zebranych, obok wysłuchania sprawozdania z działalności Prezesa, zatwierdzenia bilansu finansowego za rok 2008 oraz ustalenia ramowego planu pracy na rok 2009, było przeanalizowanie zasadności i możliwości dalszego publikowania cotygodniowych komentarzy Stowarzyszenia. Ustalono, że istnieje społeczne zapotrzebowanie na publikowanie racjonalnych przemyśleń środowiska, zwłaszcza w odniesieniu do toczących się wdrożeń zmian w systemie prawnym unijnym i polskim. Zmiany te w ostatnim okresie są liczne i sprawiają kłopot m.in. środowisku geodetów powiatowych, które zmuszone jest dostosować je do swoich warunków. Postanowiono zatem, że tematem komentarzy będą przykłady praktycznych doświadczeń z pracy poszczególnych ośrodków z naświetleniem wyłaniających się problemów. Sprawa nabiera szczególnego znaczenia w związku z propozycją wprowadzenia języka UML do opisu wszystkich procedur geodezyjnych, co było przedmiotem toczącej się równolegle z zebraniem Zarządu Stowarzyszenia, debaty w GUGiK. Po zebraniu Zarządu Prezes Jolanta Łukowska spotkała się z kierownictwem GUGiK dla omówienia sposobów wspierania działań GUGiK przez Stowarzyszenie GISPOL. Pani Prezes Jolanta Orlińska i pan Wiceprezes Jacek Jarząbek wyrazili zadowolenie z dotychczasowych efektów współpracy z GISPOL-em, przekonanie o potrzebie współdziałania dla dobra całej społeczności geodezyjnej i nadzieję na integrację środowiska, która jest niezbędna w procesie wzmacniania rangi naszego zawodu. Zapraszamy wszystkich przedstawicieli służby geodezyjnej i kartograficznej oraz szeroko rozumianego środowiska geodezyjnego, do współpracy w zakresie ożywienia naszej strony internetowej. Niech sukcesy i problemy Wasze staną się naszymi wspólnymi, a dzięki temu świadomość w prawidłowej realizacji zadań zwiększy się... Oferujemy pomoc w redakcji autorskich tekstów, które zamieszczane będą na stronie i prosimy o przesyłanie ich na adres: gispol@gispol.org.pl Dodatkowe informacje w przedmiocie komunikatów: Jolanta Łukowska - Geodeta Miasta Siemianowic Śląskich, tel. +48 32 760 54 07. Komentarz 101 (145/09) 5 stycznia 2009 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Podsumowanie Przed trzema laty 9 stycznia 2006 r. ukazał się na internetowej stronie Stowarzyszenia GISPOL pierwszy komentarz, zwany wtedy Komunikatem ZSK. Celem pierwszego i następnych komentarzy była identyfikacja niedorzeczności zawartych w tak zwanym Zintegrowanym Systemie Katastralnym. Wtedy nie ulegało już wątpliwości, że kierownictwo GUGiK zapętliło siebie i polską geodezję, a przy okazji całą gospodarkę narodową, w nadzwyczaj trudną sytuację. Trzeba było trzech lat, aby świadomość tego stała się w miarę powszechna i aby rozpoczęło się poszukiwanie dróg wyjścia z pułapki. Sprawa jest o tyle trudna, że istnieje przekonanie, że jak mamy jeden przepis, to można stworzyć jeden system, którym można centralnie zarządzać. A że mamy też standard wymiany danych, który przepuszcza podstawowe informacje (niekiedy ze wspomaganiem), to nawet skądinąd rozsądnym ludziom wydaje się, że mamy jednolity system rejestracji własności, który co bardziej odważni nazywają urzędowym, choć za system określany mianem urzędowego odpowiedzialność bierze państwo. To mniej więcej tak, jak z tymi automatycznymi tłumaczami komputerowymi, przy pomocy których można się domyślić, o co w tekście chodzi, ale nikt odpowiedzialny nie podpisze się pod takim tłumaczeniem, czy pod tak napisanym listem. Mamy tyle odmian ewidencji gruntów ile powiatów, a nawet więcej, bo tam gdzie na jeden powiat przypadają dwa a nawet trzy sądy rejonowe, to funkcjonuje tyle edycji ewidencji ile sądów, a nawet sędziów, bo nie jest tajemnicą fakt, iż dokumenty zwłaszcza w sprawach spadkowych i spornych bada się i przygotowuje w dostosowaniu do zwyczajów miejscowych, sposób rozumienia ewidencyjnego władania niewiele ma wspólnego z kodeksowym posiadaniem czy różnymi formami posiadania zależnego czy zobowiązaniowego, identyfikacja w ewidencji ograniczonych praw rzeczowych ma charakter przypadkowy, a wiarygodność wykazywanych granic i wyliczonych powierzchni nie zawsze odpowiada danym rzeczywistym. Stosunkowo najbardziej wiarygodny jest wykazany w ewidencji właściciel, o ile jego zapisy wynikały z aktu notarialnego lub postanowienia sądowego, a termin zdarzenia nie był zbyt odległy, mając na uwadze spadkobrania. Wszystko to wynika z tępego rozdziału właściwości podmiotowych do kompetencji wieczysto-księgowej a przedmiotowych do właściwości ewidencyjnej, na wyrost określanej mianem katastralnej. A przecież nieruchomości nie da się podzielić na podmiot i przedmiot, ona zawsze występuje jako całość. Dopóki więc prawnie nie zostaną zabezpieczone mechanizmy synchronizacyjne, to mimo, iż podstawowe atrybuty nieruchomości formułuje się w jednym przepisie i w założeniu są one identyczne, to z braku obowiązkowych standardów synchronizacyjnych, z braku procedur, niekiedy groteskowych, ale procedur, takich jak w księgach wieczystych, ewidencje będą różne, uzależnione od sposobu ich rozumienia przez geodetów powiatowych, ich pracowników, czy obsługujących ich geodetów uprawnionych. Ci płytko wykształceni geodeci z okresu późnego PRL-u zachłystują się, w znaczeniu negatywnym, ilością 30 systemów informatycznych do prowadzenia ewidencji gruntów, nie bacząc na różne rozumienie w nich podmiotu i przedmiotu. Gdyby nawet tych systemów było trzy razy tyle, to prawidłowo zaprojektowane powinny dać ten sam efekt użytkowy, o ile dostatecznie uregulowane byłyby standardy tworzenia i procedury prowadzenia rejestru. A ponieważ nie są uregulowane (tak zwana instrukcja G-5 oprócz tego, że jest nielegalna, to jest wewnętrznie niespójna i niedostosowana do funkcjonujących katastrów), to winowajcy się szuka w systemach do prowadzenia ewidencji gruntów, a byli i tacy, co wymyślili testy do fikcyjnego wzorca. Nikomu nie przeszkadza fakt, że na drogach jeżdżą różne marki samochodów (Nawet jeśli tak jak w Rosji mają to być tylko samochody krajowe, to zagraniczne są dopuszczone ale za odpowiednio wyższą cenę). Jedne są mniej inne bardziej komfortowe, ale kierowcy mają przestrzegać reguł ruchu drogowego a samochody nie zanieczyszczać środowiska ponad ustalone normy, a ktoś samochody i kierowców dopuszcza do ruchu. Można oczywiście, tak jak na trasie Katowice - Bielsko ustawić w dwa miesiące 10 fotoradarów - przez lata był tam tylko jeden, ale są ustawione legalnie z ostrzeżeniami i za pamiątkowe zdjęcie trzeba zapłacić. W geodezji rolę takich radarów odgrywa blisko setka wytycznych technicznych, nielegalnych, bo prawo ich nie przewiduje, a są tacy co próbują je egzekwować lub w poszczególnych ośrodkach uzupełniać inwencja własną. Nieruchomość, tak jak samochód, stanowi jedną całość, wykorzystywaną gospodarczo bądź będącą przedmiotem obrotu na rynku nieruchomości. Nikomu dotąd na myśl nie wpadło aby w samochodzie odrębnie eksploatować karoserię a odrębnie układ napędowy. A w nieruchomościach ten od układu napędowego przyjmuje na wiarę oznaczenie karoserii i tak poskładany wehikuł wypuszcza na drogi publiczne. Pozornie identycznym wypisom i wyrysom uwierzytelnienie nadaje podpis geodety powiatowego, potwierdzający fakt wykonania kontroli makroskopowej w zakresie zgodności wykazanego w dokumentach stanu faktycznego i prawnego. Z tym podpisem wiąże się odpowiedzialność cywilna i karna. System informatyczny może bardzo ułatwić złożenie podpisu, ale go nie zastąpi. Tak jak komputer nie zastąpi sędziego w orzekaniu, choć może orzekanie ułatwić, tak żaden system informatyczny nie zastąpi geodety powiatowego (formalnie starosty!) w oznaczaniu nieruchomości. Oczywiście gdyby istniały standardy, o które tak zabiegali koledzy Grzechnik i Marzec, sami dając ogromny wkład w ich powstanie, to stopień jednolitości byłby znacznie wyższy, ale raczej już nigdy niemożliwy do stworzenia i funkcjonowania czegoś na wzór KRS-u, bo KRS nie musi się bilansować do jednej powierzchni określonej granicami państwa, a rejestr własności, niestety tak, zwłaszcza wtedy jak własność (przynależna nawet do innego państwa) jest wielopoziomowa. Trochę tu sobie pofiglowaliśmy z przyrównaniem nieruchomości do samochodu, ale ktoś musiał już wcześniej na to zwrócić uwagę, jeśli w planie informatyzacji państwa wymienił równorzędnie rejestr nieruchomości obok centralnej ewidencji kierowców i pojazdów. Zwracaliśmy na to uwagę w komentarzach, staraliśmy się oszołomom geomatycznym tłumaczyć, że GIS to nie są tylko obrazki ale i odpowiedzialność za związane z tymi obrazkami prawa. Wyrażamy przekonanie że dzięki komentarzom udało się proces tego uświadamiania nieco przyspieszyć, a na pewno zarejestrować fakty, których odświeżenie będzie pomocne w drodze powrotnej do normalności. Dlatego z okazji trzeciej rocznicy ukazywania się komentarzy, których w sumie opublikowano 145, zamieszczamy dziś spis komentarzy, wraz ze wskazaniem gdzie można je znaleźć, zarówno w postaci internetowej jak i drukowanej. Uważamy, że swoje zadanie wykonaliśmy. Nowe władze Stowarzyszenia zastanowią się czy i w jakiej formie przedsięwzięcie kontynuować. koordynator Edward Mecha
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Komentarze ZSK | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Komunikaty ZSK | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
ARCHIWUM
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|
|