Stowarzyszenie Użytkowników
|
|||||||||||||||||||||||||||||||
| SPRAWY ORGANIZACYJNE | FORUM GEODETÓW POWIATOWYCH | ||
| FORUM DYSKUSYJNE ZINTEGROWANEGO SYSTEMU KATASTRALNEGO - INFRASTRUKTURY DANYCH PRZESTRZENNYCH | |||
|
Komentarz 84 (128/08) 1 września 2008 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Smutna rocznica Wznawiamy komentarze po przerwie wakacyjnej. Dziś mija 69 rocznica napadu hitlerowskich Niemiec na Polskę. Ludziom młodym, a nawet tym w średnim wieku, wydaje się, że wojna była taka jak w komiksach czy komediach wojennych. Traktują wojnę światową z przymrużeniem oka, jak prehistorię. 63 lata życia w pokoju przytłumiły ból, ostrość przeżyć i skojarzeń, wyretuszowały z pamięci okrucieństwa wojny. Nie wszystko jednak da się wymazać z pamięci. Obok potężnych archiwów dokumentujących historię wojen, istnieje też urzędowa instytucja przypominania o prozaicznych przyczynach wybuchu i pierwszej, drugiej wojny światowej i innych, o czym za chwilę. Jakkolwiek lista przyczyn wybuchu każdej wojny jest zwykle długa, to w ostatecznym rozrachunku sprowadza się ona do „być“ i „mieć“. A ponieważ istnienie jest kategorią nadrzędną, brutalny sens każdej wojny sprowadza się do posiadania czyjegoś dobra, nawet kosztem eliminacji istnień ludzkich - wielu milionów jak miało to miejsce w trakcie pierwszej i drugiej wojny światowej. Tak było w okresie tysiącleci, że lepiej zorganizowany i uzbrojony zniewalał słabszego, tak jest i dziś. Zwycięzca stara się umocnić posiadanie: kiedyś przez budowanie zamków, warowni, dziś w skali makro przez traktaty, umowy, uzależnienie ekonomiczne, czy w skali mniejszej przez system prawny i zapisy w księgach. I tak doszliśmy do urzędowej instytucji przypominania o przyczynach wybuchu wojen, do zapisów gwarantujących stan posiadania. Nie jest przy tym istotne czy są to zapisy w księgach wieczystych, zbiorach nadań czy aktów notarialnych albo w zwojach papirusów. Istotny jest zapis, że fakt posiadania zaistniał i w jakich granicach miał on miejsce. Na straży posiadania na przestrzeni dziejów stał system plemienny, państwowy czy związków państw, a granice wyznaczały brzegi morskie, jezior, rzek, pasma górskie, a w miarę kurczenia się powierzchni Ziemi na skutek przyrostu ludności, geodeci coraz częściej gwarantowali oznaczanie przebiegu granic po liniach nienaturalnych. Oznaczanie granic i dokonywanie zapisów w księgach odbywało się zwłaszcza tam, gdzie istniały obawy związane ze sposobem nabycia określonego terytorium. W odniesieniu do naszej niezbyt odległej przeszłości wyglądało to tak, jak opisuje Mieczysław Tobiasz w książce „Wojciech Korfanty“ wydanej w Katowicach w 1947 r. „Najwięcej powodu do obaw miały Niemcy, prowadzone przez imperialistyczną politykę Prus, których potęga urosła na ziemiach rdzennie polskich. Jeżeli Rosja zajęła w rozbiorach Polski wielkie połacie Rzeczypospolitej, to składały się na nie w dużej mierze ziemie zamieszkane przez element niepolski. Inaczej było z Prusami. Na pięć dzielnic piastowskich, stanowiących integralną część narodu polskiego, Prusy zagarnęły cztery z nich: Śląsk w r. 1740, Pomorze Wschodnie w r. 1772, Wielkopolskę w r. 1793, Mazowsze w r.1795.“ A obawy było mieć o co. W cytowanej już książce czytamy „... na 14 powiatów na Górnym Śląsku, mających 980 803 ha, na wielką własność przypadało 56 %, tj. 546 875 ha, a z tego tylko 10 Niemców posiadało 329 130 ha czyli 33 %.“ Zapisy tych własności w wielu miejscach tkwią w dalszym ciągu w tak zwanych księgach dawnych - niewykreślone i choć same własności przeszły z mocy prawa na własność państwa, a księgi są zamknięte, to zapisy zachowały w dalszym ciągu znaczenie dokumentów (§ 6 ust.1 Rozp. Ministra Sprawiedliwości z 14 lipca 1986 r. (Dz.U. Nr 28 poz.141). Zabieg porządkujący, jaki ma być dokonany w wyniku realizacji ustawy z 7 września 2007 r. o ujawnianiu w księgach wieczystych prawa własności Skarbu Państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego, wcale nie jest zabiegiem drobnym, bo może być dokonany tylko na wniosek (zawierający prawidłowo opublikowaną podstawę przejęcia, aktualny wyrys i wypis nawiązany do stanu z okresu przejęcia, protokół zdawczo-odbiorczy!) i nie jest efektem bałaganu w sądach, jak często próbują to imputować media, a konsekwencji w prowadzeniu bardzo istotnego elementu systemu prawnego związku państw, jakim jest Unia Europejska, do którego wstąpiliśmy przed czterema laty, decydując się na podporządkowanie obowiązującym w nim regułom prawnym. I jakkolwiek nie ma w Unii jednolitego prawa własnościowego, to jego dość precyzyjny zarys został sformułowany w Wytycznych ONZ w sprawie administrowania terenami z 1996 r., które zobowiązaliśmy się przestrzegać przyjmując środki pomocowe PHARE na wdrożenie Zintegrowanego Systemu Katastralnego. Komu zależało wtedy na eliminacji ustawy o systemie katastralnym, zastąpieniu katastru substytutem zinformatyzowanej ewidencji gruntów czy przeorientowaniu środków Banku Światowego, to już zupełnie inna sprawa. W konsekwencji, w pośpiechu przygotowuje się obecnie wykazy mienia publicznego, aby następnie regulować stany prawne, co wcale nie jest takie proste. Bardzo teraz brakuje tych siedmiu straconych lat i zużytych środków na tak zwany zintegrowany system katastralny. W europejskim systemie prawnym funkcjonuje historyczna ciągłość, dzięki której między innymi odzyskaliśmy w 1918 r. niepodległy byt państwowy. Uzyskaliśmy go w wyniku Traktatu Wersalskiego podporządkowując się sposobowi jego realizacji i jego instytucjom („Aktem 5 listopada“ w 1916 cesarze Prus i Austrii utworzyli Królestwo Polskie na zajętych terenach byłego zaboru rosyjskiego i w wyniku Traktatu brzeskiego z 3 marca 1918 r., który pośrednio uznał „Akt 5 listopada“, Niemcy jako strona traktatu wersalskiego gwarantowały ponoszenie skutków traktatu - między innymi wynikających z art.256, przejmowania mienia publicznego w poczet reparacji wojennych). Pewnym uszczegółowieniem Traktatu Wersalskiego była na terenach poplebiscytowych Konwencja Górnośląska, dlatego tym dwom aktom prawnym zapowiedzieliśmy poświęcić pierwszy komentarz powakacyjny, w tym roli geodetów w ich realizacji, co niniejszym czynimy. Rola geodetów w realizacji Traktatu Wersalskiego i Konwencji Górnośląskiej Według Jerzego Wisłockiego, zgodnie z brzmieniem art.256 ust. 1 Traktatu Wersalskiego państwa, które przejęły część terytoriów zajmowanych przez Niemcy, były zobowiązane zapłacić wartość tych nabytków Komisji Odszkodowań, a wartość ta miała być potrącona państwu - cesjonariuszowi z należnych mu sum z tytułu odszkodowań. W przypadku Polski ustalono, że nie będzie ona obciążona wartością budynków, lasów i innej własności państwowej, która należała do dawnego Królestwa Polskiego i przejmuje je bez jakichkolwiek ciężarów. Problemem był sposób rejestracji przejmowanego mienia, gdyż system rejestracji katastralnej i wieczysto-księgowej (hipotecznej) był rozwinięty tylko na obszarach byłego zaboru pruskiego i austriackiego, w mniejszym stopniu na obszarach byłego zaboru rosyjskiego. Brakowało też kadr, które byłyby w stanie rejestrację taką prowadzić. Według Stanisława Tymowskiego (Szkic historyczny organizacji geodezji i kartografii w latach 1918-1939) w I ogólnopolskim zjeździe mierniczych, który odbył się w styczniu 1919 r. wzięło udział zaledwie 250 mierniczych i to głównie z ziem zaboru rosyjskiego, ponieważ z ziem dawnego zaboru austriackiego było tylko 18 przedstawicieli i 13 przedstawicieli ziem dawnego zaboru pruskiego... Co gorsza na ziemiach polskich nie istniało wyższe, a nawet średnie szkolnictwo geodezyjne, poza dwuletnim kursem na geometrów w Szkole Politechnicznej we Lwowie... Dzięki szybkiemu zorganizowaniu szkolnictwa geodezyjnego... według danych z 1924 r. było w Polsce 400 mierniczych przysięgłych i geometrów cywilnych upoważnionych, a ponadto drugie tyle sił pomocniczych i kreślarzy...“ Ten ogromny wysiłek włożony w kształcenie kadr zaowocował tym, że w starych operatach katastralnych i w geodezyjnych archiwach niekatastralnych można zaobserwować bardzo skrupulatną rejestrację granic własności, a w starych księgach wieczystych równie precyzyjną rejestrację praw, mających znaczenie dokumentu w rozstrzygnięciach sądowych podejmowanych także obecnie. Stan taki, mimo zniszczeń wojennych, miał miejsce jeszcze po II wojnie światowej, w końcu lat czterdziestych, a dewastacja zaczęła się dopiero w latach pięćdziesiątych. W księgach wieczystych dewastacja została opanowana na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, w geodezji natomiast się pogłębiała i kiedy wydawało się, że dr Remigiusz Piotrowski opanował rozporządzeniem ewidencyjnym z 1996 r. dewastację katastru trwającą jeszcze po zmianach ustrojowych w Polsce, za przyczyną rozporządzenia w sprawie ewidencji gruntów i budynków z 2001 r. ruszyła ona od nowa i osiągnęła swoje apogeum w ramach tzw. Zintegrowanego Systemu Katastralnego (ZSK), głównie dzięki informatykom, którzy postanowili na branży geodezyjnej zarobić. I zarobili, pozostawiając ruiny tego co mogło być katastrem. Stronom systemu zapewniono podgląd do części składowych systemu (tam gdzie system już wdrożono, to jest w niespełna 20 procentach obszaru kraju po 5 latach realizacji). To tak jakby małżeństwu pragnącemu dziecka zapewniono tylko oglądanie swoich zdjęć w Internecie bez możliwości bezpośredniego kontaktu. Twórcy ZSK uznali, że podgląd wystarczy. Dopiero ustawa o ujawnianiu mienia publicznego w księgach wieczystych, a właściwie rozporządzenie wykonawcze w sprawie wykazów, przesądziło o konieczności kontaktów bezpośrednich stron systemu katastralnego w celu identyfikacji rozbieżności między „katastrem“ a księgami wieczystymi, bowiem do ich usunięcia jeszcze jest daleka droga. Zachęcamy geodetów powiatowych, którzy już mają wgląd do elektronicznej księgi wieczystej aby podsumowali rubrykę 1.5 dla nieruchomości mienia publicznego i porównali ją z danymi ewidencji gruntów (oczywiście tam gdzie publiczne drogi, wody i lasy mają założone księgi wieczyste, co na obszarach byłej „Kongresówki“ należy do rzadkości). Wcale się nie zdziwimy jak w księgach znajdą nawet dwa razy większą powierzchnię, niż w ewidencji. Sedno rozbieżności między ewidencją gruntów a księgami wieczystymi polega bowiem przede wszystkim na różnicach powierzchni. Nie pojedynczych działek, choć też, a całych jednostek ewidencyjnych, głównie z powodu prowadzenia wielu ksiąg dla tej samej nieruchomości (co wyraźnie przewiduje art.62613 Kodeksu postępowania cywilnego), tam gdzie księgi istniały, a nie odpisywano wydzielanych z nich nieruchomości, albo też z nie prowadzenia ksiąg dla gruntów państwowych, o czym wspomniano wyżej. Dla sądów i uprawnionych jest to bez znaczenia, gdyż ani obszar ani konfiguracja same przez się nie tworzą stanu prawnego nieruchomości, chyba że skutkiem jest wadliwy wpis prawa własności w dziale II. Jednak dla gospodarującego mieniem publicznym a zwłaszcza dla wnoszących roszczenia różnica jest ogromna. Godzi się przy tym przypomnieć, że za oznaczenie nieruchomości odpowiadają organy prowadzące kataster. Na domiar złego bez usunięcia rozbieżności między oznaczeniem nieruchomości w ewidencji gruntów i w księgach wieczystych, przystąpiono do ogromnych akcji zamiany użytkowania wieczystego we własność i zamiany spółdzielczego prawa do lokalu we własność (w mniejszych sądach ilość ksiąg z tego tytułu wzrosła w okresie minionych 3 lat nawet dwukrotnie; co gdzie niegdzie wywołało euforię z faktu obniżenia wskaźnika niezgodności katastru i ksiąg, co jest oczywiste przy takim wzroście podstawy ale zaszłości nie zmniejszyło!) i teraz na to nałoży się zaspokajanie fali roszczeniowej, a w niej niezałatwione sprawy z traktatu wersalskiego i konwencji górnośląskiej. Realizacja ustawy o ujawnianiu w księgach wieczystych prawa własności Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego zaczyna te sprawy powoli ujawniać. Szczególnie trudną sytuację mają koledzy z obydwu części poplebiscytowych woj. śląskiego, gdyż Konwencja górnośląska zamroziła na 15 lat (22 czerwca 1922 - 22 czerwca 1937) obowiązujące w dniu zmiany suwerenności przepisy prawa materialnego, dopuszczała równoległe stosowanie także w dokumentach obydwu języków, a jednocześnie uprzywilejowywała zawód geometry i miernika górniczego o ile wykonywany był przynajmniej od 1 stycznia 1922 r., chyba po to aby dobrze stany prawne rejestrować. Ciekawy jest przy tym art.143 Konwencji, który stanowił: „Do wniosków o wpisy do ksiąg gruntowych albo do innych rejestrów, prowadzonych przez sądy, jak również do oświadczeń zgody na takie wpisy, winno być, o ile są one sporządzone w języku mniejszości, załączone tłumaczenie, dokonane przez zaprzysiężonego tłumacza;... Tekst wspomnianego tłumaczenia będzie obowiązujący, w razie różnicy pomiędzy oryginałem a tłumaczeniem.“ Na okres 15 lat zamrożone zostały możliwości wywłaszczenia przez Polskę wielkiego przemysłu, przy czym art.8 Konwencji zastrzegał, że: „Nie ulegają, jako takie, wywłaszczeniu: akcye i udziały spółkowe, udziały w kopalniach oraz analogiczne tytuły udziałowe w przedsiębiorstwach czy pokładach“, co poniekąd wyjaśnia dlaczego akcje z tamtego okresu mają wzięcie na rynku. Dalej Konwencja zastrzegała w art.10, że „Jeżeli Rząd polski pragnie wywłaszczyć przedsiębiorstwo należące do wielkiego przemysłu, obowiązany jest zanotyfikować to właścicielowi przedsiębiorstwa pomiędzy 1-szym lipca 1937 r, a 1-ym lipca 1939 r.“, przy czym na przeprowadzenie wywłaszczenia przewidziano góra 4 lata od dnia notyfikacji. Mieliśmy zatem na Śląsku ogromny przemysł, który pracował pod dyktando obcego, głównie niemieckiego kapitału. Warto zaznaczyć, że ten przemysł, który Polska przejęła, został przez Niemców skrupulatnie przepisany na rzecz podmiotów niemieckich, przy czym zrobiono to w ostatnim okresie wojny, kiedy to wydawało się inne sprawy były ważniejsze. Nam mimo upływu pół wieku nie wszędzie udało się te zapisy skorygować. O czymś to świadczy i skłania do głębokiej refleksji, wywołanie której było celem niniejszego komentarza. |
|
Komentarze ZSK |
|
Komunikaty ZSK |
|
ARCHIWUM
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|