Komentarz 61 (105/08)

18 lutego 2008 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne koleżanki i koledzy geodeci, rzeczoznawcy majątkowi, pośrednicy i zarządcy nieruchomości!

1. Chcieć to móc

Powiedzenie powyższe jest podstawą wiary; wiary w sukces, nieomylność, wyzdrowienie. Jest też podstawą projektu ustawy Prawo geodezyjne opracowanego przez federację wykonawców. Może nie w całości i po pewnych retuszach ale ta ustawa jest możliwa do zrealizowania, jeśli tylko będzie jej towarzyszyć odpowiednia determinacja środowiska. Pierwsze reakcje są dość sceptyczne bo dostrzegają głównie mankamenty. Jak na razie bardzo mało podkreślany jest ogromny walor tego projektu.

Trzy różne organizacje geodezyjne uznały, że czas najwyższy wrócić z geomatycznych obłoków do geodezji. I zrobiły to bez patrzenia na uwarunkowania i te historyczne i te aktualne, bez względu na obowiązujący stan prawny czy możliwości finansowe. Tak, jak to koledzy zaobserwowali u sąsiadów, po długim okresie milczenia środowiska w tej sprawie, jednym głosem stwierdzili, iż kataster nazwany dla bezpieczeństwa „krajowym rejestrem geodezyjnym“ nie może funkcjonować bez korelacji z księgami wieczystymi, łącznie z prawami rzeczowymi ograniczonymi i zobowiązaniowymi, nie może funkcjonować bez zasilania granicami powstałymi w procesie rozgraniczeń, podziałów, scaleń i wymiany gruntów oraz bez odpowiednio wyselekcjonowanych specjalistów nazwanych geodetami licencjonowanymi.

Jest to ogromny walor projektu ustawy, który w miarę narastającej i uzasadnionej krytyki zwłaszcza prawników, jaka niewątpliwie będzie miała miejsce na skutek oderwania projektu ustawy od aktualnych uwarunkowań prawnych, powinien jednak wyznaczać kierunek prac legislacyjnych nad nowymi rozwiązaniami porządkującymi gospodarowanie przestrzenią.

Utrzymaniu tego kierunku sprzyjać będą przygotowania do Kongresu CLGE w Polsce, który odbędzie się już w przyszłym roku, i na którym wypada pokazać, że nie odbiegamy aż tak bardzo od Europy, jak to obecnie ma miejsce. Nie ulega bowiem dla nas wątpliwości, iż pozytywnie podkreślonego wyżej ducha projektu ustawy wywołały peregrynacje kolegów Ziemaka i Dyji do CLGE oraz doświadczenia kolegów z województwa zachodniopomorskiego z kol. Leszką na czele, z kontaktów z geodetami niemieckimi. To, że pozostali koledzy z zespołu autorskiego zaakceptowali ten punkt widzenia, dobrze świadczy o ich wyczuciu i rozumieniu geodezji.

Jeszcze nigdy dotąd środowisko geodezyjne nie wyraziło tak zdecydowanego sprzeciwu wobec chorych koncepcji rozporządzenia w sprawie ewidencji gruntów i budynków z 2001 r., koncepcji Zintegrowanego Systemu Informacji o Nieruchomościach, w tym IPE i wielu innych działań związanych z tworzeniem RSIP-ów różnej maści i wątpliwych merytorycznie konwersji. Gwoli ścisłości sprzeciw ten nie został wyrażony wprost a poprzez formę doboru komponentów projektu nowego prawa.

I chociaż sam projekt z uwagi na wiele kolizji z obowiązującym systemem prawnym w obecnej postaci raczej nigdy nie doczeka się skierowania do procesu legislacyjnego, to jego duch powinien i będzie ciążyć nad rozwiązaniami konkurencyjnymi, jeśli oczywiście chcemy przynależeć do Europy.

Koledzy z federacji zbudowali coś w rodzaju skoczni narciarskiej.

Za stworzenie progu do wybicia skoczka narciarskiego należą się kolegom słowa podziękowania. Gdzie skoczek wyląduje zależy od jego umiejętności, warunków pogodowych, w tym siły i kierunku wiatru, a czy wygra o tym jeszcze zdecydują umiejętności przeciwników. Na razie koledzy jasno określili o co chodzi, czyli w przenośni „o skoki narciarskie“, jako że dla przykładu GUGiK w Elblągu startuje w zupełnie innej i bliżej nieokreślonej dyscyplinie. Przy okazji Elbląga dyrektor departamentu geodezji GUGiK w nawiązaniu do komentarza z poprzedniego tygodnia przysłał list, w którym zdystansował się od doboru tematyki konferencji elbląskiej, gdyż nie był obecny na spotkaniu, na którym ją zaakceptowano; jednocześnie zachęcił do zapoznania z projektem nowego statutu GUGiK.

Rzeczywiście, w nowym statucie sprawy geodezji zostały oddzielone od kartografii i „geoinformacji“. Ciekawe kiedy Głównemu Geodecie udało się przemycić pojęcie geoinformacji do Prawa geodezyjnego i kartograficznego, bo nie sądzimy aby w statucie mógł zaproponować zapis czegoś, czego nie ma w prawie, dla którego realizacji powołana jest instytucja o nadawanym statucie.

Jeśli już jednak taki fakt miał miejsce, to interesująca jest relacja między geoinformacją a kartografią, którą obiegowa, tak zwana geoinformacja czy geomatyka, de facto eliminuje, co trafnie zauważyli koledzy z federacji wykonawców eliminując kartografię z nazwy Prawa geodezyjnego. Nie wydaje się bowiem prawdopodobne, że powstaje departament dla bytu formalnie nieistniejącego (geoinformacji) i przestającego istnieć (kartografii), podczas gdy ten realnie istniejący (geodezja) przerzucany jest jak niechciane dziecko: najpierw doczepiony został do kartografii, potem do informacji geograficznej, która pod tą nazwą tkwi w zadaniach Głównego Geodety Kraju, a teraz ma być doczepiona do katastru (pod pojęciem, którego dwie ustawy rozumieją „do jakiegoś czasu“ ewidencję gruntów).

Wynikałoby z tego, że tej geodezji nikt w Głównym Urzędzie Geodezji nie chce, katastru zresztą też nie, jeśli od prawie dziesięciu lat Główny Geodeta opracowuje zasady dotyczące techniczno-organizacyjnego przygotowania katastru i opracować nie może. Pętają się zatem między nogami dwa takie kłopotliwe zadania i uprzykrzają spokojne urzędowanie! W dodatku nie ma już ministra Piętaka, na którego można by zrzucić winę za hamowanie inicjatyw, których nie było, za ograniczanie kontaktów z Europą, które się dewaluowało, za niezdecydowanie i strach przed utratą apanaży, które chyba leżały u podstaw wielu przedziwnych zachowań.

2. W sporcie wiele znaczy trener

Jeśli już wspomnieliśmy o terminologii sportowej, to naturalnym trenerem dla geodezyjnych zawodników, powinien być Główny Geodeta, który swoim zawodnikom powinien dyktować warunki treningu, czyli ustalać normy treningu, jego zasady, po to aby uzyskać sukces. Po to zresztą został wyłoniony w drodze konkursu. Jak sukcesu nie ma, czyli trener się nie sprawdza, to w sporcie reguły postępowania są dość przejrzyste.

Gdyby reguły sportowe zaadaptować w geodezji, to oprócz treningów i postępowania z trenerem należałoby za przykładem piłki nożnej karać za ustawianie meczów. Gdyby w geodezji do tego doszło, to byłoby co rozliczać. Wielu niecierpliwie oczekuje na bieg przedawnienia.

Brnąc już w tej sportowej terminologii, koledzy z federacji wykonawców nie rozliczając zaszłości zaproponowali nowe ustawienie reguł gry. I tak powinno być. Najpierw ustalić reguły gry, a potem grać. Niestety w geodezji gra już trwa od kilkuset lat i przyszło nam zmieniać reguły w trakcie gry.

Koledzy z federacji wykonawców zaproponowali powrót do gry w coś w rodzaju katastralnej piłki nożnej, w którą kiedyś już graliśmy, a która za czasów realnego socjalizmu zmieniła się w rugby, a od transformacji ustrojowej w wolną amerykankę, czyli w grę bez zasad.

Otóż proponując powrót do europejskich futbolowych w przenośni, a de facto geodezyjnych reguł gry, koledzy z federacji nie zaakceptowali przyjętych w innych krajach, zmian o charakterze wartościowym, jakie już od dawna zaistniały w funkcjonowaniu tej geodezyjnej odmiany gry, czyli pominęli wartość katastralną, a jedyny jej substytut, jaki funkcjonował od pierwszej powojennej ustawy o geodezji, czyli klasyfikację gruntów, wyeliminowali z prawa.

Jest to błąd, bo bez tego składnika bardzo się ogranicza znaczenie IV działu księgi wieczystej, który jest podstawowym elementem bezpiecznego obrotu nieruchomościami. Decydując się na desperacką propozycję przyłączenia ksiąg wieczystych do geodezji, poprzez wyeliminowanie czynnika wartości autorzy prawa niekonsekwentnie obniżyli rangę tak utworzonego warsztatu. Ta propozycja wywoła zresztą najwięcej krytycznych uwag prawników, ale i rzeczoznawców majątkowych i pośredników i zarządców i starostów i wójtów korzystających z ewidencji gruntów, umownie określanej mianem katastru, a zaproponowanej do nazwania po zaanektowaniu ksiąg wieczystych „krajowym rejestrem geodezyjnym“.

Po prostu do sprawy trzeba powrócić i chłodno ją rozważyć.

Autorzy prawa z federacji wykonawców zaproponowali rozpoczęcie gry od nowa, nie przewidując jak przystosować nowe prawo do rozwiązań podjętych w ustawie o gospodarce nieruchomościami, ustawie o księgach wieczystych i hipotece, prawie wodnym, prawie górniczym i geologicznym i wielu innych. Jest to oczywiście możliwe, ale stosowne przepisy muszą się w ustawie znaleźć.

Autorzy zaproponowali nową organizację administracji państwowej i samorządowej. Jest to trudne do przeprowadzenia ale też możliwe, o ile przeprowadzi się stosowną kampanię i udowodni jakie to przysporzy korzyści. Tego niestety w projekcie ustawy nie ma, ale można to uzupełnić.

Sporo obiekcji rodzi propozycja likwidacji ośrodków dokumentacji geodezyjnej i kartograficznej, rezygnacja ze zgłoszeń robót oraz z mapy zasadniczej. Wszystko to bez uzasadnienia skutków, jakie decyzje takie by wywołały. Chyba pośpiech zaciążył na takim potraktowaniu sprawy.

W sumie jednak te zapomniane, przemilczane lub zmarginalizowane sprawy są, w porównaniu do przejęcia ksiąg wieczystych, detalem, który można dopracować.

Ważne było wyrażenie woli przejęcia tak znaczącego fragmentu wymiaru sprawiedliwości, jakim są księgi wieczyste. Trzeba było niebagatelnej odwagi przedstawicieli kilku tysięcy wykonawców, którzy zdecydowali się żądanie takie wyartykułować i wyrazić gotowość wyprowadzenia bałaganu, który się do ksiąg przez kilkadziesiąt lat zakradł.

I tak należy trzymać! Geodeta potrafi!

I proszę powyższego wezwania nie traktować jako kpiny. Do wyprowadzenia różnic w księgach wieczystych i katastrze potrzebna jest przede wszystkim wyobraźnia czasowo-przestrzenna, bardzo rzadka właściwość, której nie można nauczyć nawet wielu geodetów. Bardzo rzadko zdarza się, iż dysponują nią przedstawiciele innych specjalności, z wyjątkiem oczywiście architektów i urbanistów, którzy ten swoisty dar natury nie traktują jednak w kategoriach dokładnościowych, a mało gdzie centymetr kwadratowy potrafi być tak drogi jak w cenie ziemi wielkiego miasta.

O tym koledzy z federacji wykonawców już wiedzą, a reszty się nauczą w podchodzeniu do licencji. Łatwiej będzie geodetom nauczyć się prawa, ekonomii, rzeczoznawstwa majątkowego czy informatyki, niż przedstawicielom innych branż nauczyć się geodezji i zdobyć wyobraźnię czasowo-przestrzenną. Docelowo jedni i drudzy będą naturalnymi doradcami szefów administracji publicznej, którym będą doradzać, jak osiągać dochód z ziemi.

I jest to wielkie zadanie jakie przed geodetami, rzeczoznawcami majątkowymi, pośrednikami i zarządcami nieruchomości postawił polski system prawny, a koledzy z federacji wykonawców spróbowali to ująć w ramy prawne, może trochę chropowato ale od czegoś trzeba zacząć.

Jest nas w GISPOL-u gromadka: dwustu zarejestrowanych, kilkudziesięciu aktywnych członków, którzy z pewnością poprą inicjatywę zaproponowanego Prawa geodezyjnego. Liczymy na wsparcie rzeczoznawców, pośredników i zarządców, bo bez wyobraźni przestrzennej geodetów sami sobie nie poradzą, zwłaszcza w rozkojarzonym systemie ksiąg wieczystych i katastru. Praca na porządnym zsynchronizowanym rejestrze jest łatwa, ale dokonanie synchronizacji wymaga ogromnej wiedzy inżynierskiej i prawnej. Jak koledzy geodeci dopuścili do rozkojarzenia rejestrów (ponosząc wyłączną odpowiedzialność za oznaczanie nieruchomości) to powinni doprowadzić rejestr do stanu używalności, dlatego koncepcja federacji jest słuszna. A że będzie potrzebna pomoc zwłaszcza prawników z zewnątrz, nie ulega wątpliwości. Zatem zaproponowane zaanektowanie ksiąg wieczystych ma raczej charakter wstrząsowego symbolu, podkreślając cel publiczny, który powinien być osiągnięty. Co zaś do geoinformacji przewidzianej projektem statutu GUGiK, to będzie sobie żyła swoim życiem wypierając z wielu miejsc tradycyjną kartografię, tak jak ongiś telewizja wypierała radio i na podobnej zasadzie żyć będą zgodnie w przyszłości.

3. Postscriptum (PS)

Już po napisaniu komentarza, w dniu 15 lutego (piątek) ukazał się „news“ prawie na miarę odkryć Kopernika czy Einsteina (uzasadnienie za tydzień), którego nie wyłapał nawet organ medialny byłego ministra, który w tamtych czasach podawał wiadomości zanim je ogłaszano, a obecnie nie odnotował tak ważnej informacji nawet po fakcie, ograniczając się głównie do publikacji notowań produktów firm geomatycznych.

Otóż w Gazecie Prawnej z 15 lutego poinformowano, iż 13 lutego weszło w życie rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 31 stycznia 2008 r. (DzU nr 23 poz.143) w sprawie wzoru wykazu oraz wzorów zestawień zbiorczych nieruchomości Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego podlegających ujawnieniu w księgach wieczystych oraz nieruchomości zabudowanych niepozostających w posiadaniu ich właścicieli.

Ten swoisty GMS (Gambit Ministra Schetyny) postawił wreszcie polską geodezję na nogi (po 60. latach przebywania w pozycji „protiwpałożnej“).

- Powrót -