Komentarz 62 (106/08)

25 lutego 2008 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne koleżanki i koledzy geodeci, rzeczoznawcy majątkowi, pośrednicy i zarządcy nieruchomości!

1. Triumf zdrowego rozsądku ?

Dziś w Trynidadzie rozpoczyna się święto światowego GIS, światowe forum informacji geograficznej GSDI_10. O przyznanie tej właśnie imprezy ubiegała się przed trzema laty Polska. Wystąpił o nią jeszcze jako prezydent Warszawy, obecny Prezydent RP Lech Kaczyński. Organizacja dziesiątego forum GSDI w Warszawie wstępnie akceptowana w Kairze podczas GSDI_8 w 2005 r., potwierdzona została dwa miesiące później w Madison podczas obrad 7 Komisji FIG, gdzie wniosek prezydenta Warszawy został formalnie złożony. Ponieważ jednak wniosek nie został potwierdzony po odbytych w 2005 r. wyborach w Polsce, Komitet Wykonawczy GSDI postanowił zorganizować dziesiąte forum GSDI w Oceanii, wybierając jako miejsce obrad Fidżi, a już po odbyciu GSDI_9 w Chile w roku 2006, zdecydowano zmienić lokalizację obrad GSDI_10 na Trynidad. Obrady europejskie, o które ubiegała się Warszawa, zostały jako jedenaste ostatecznie przyznane Holandii i odbędą się w roku przyszłym.

Obrady GSDI są wielką promocją myśli technicznej kraju goszczącego kilkaset, w Kairze ponad 1000 uczestników obrad. W okresie minionych 12 lat, w trakcie których odbywały się kontynentalne fora GSDI, Europa gościła je dwukrotnie: pierwsze w 1996 r. w Bonn (RFN) i szóste w Budapeszcie (Węgry) w 2002 r. Węgrzy jednym głosem pokonali wtedy Kraków, który był kontrkandydatem organizacji tej imprezy. To w Budapeszcie zapadła decyzja o sformalizowaniu organizacji forów i w roku następnym w Bangalore w Indiach zawiązano formalnie organizację GSDI. GISPOL jest jednym z 30 członków założycieli tej organizacji, stąd względy jakimi nas do tej pory obdarzano.

GSDI jest koordynatorem rozwoju infrastruktury danych przestrzennych na świecie. Dyrektywa INSPIRE jest jednym z efektów działań podjętych przez tę organizację w Europie. Podobne są podejmowane na innych kontynentach. Generalnie chodzi o uzyskanie w miarę jednolitej informacji geograficznej o całym świecie. Dane odpowiadające skali map 1:50000 uważa się już za bardzo dokładne, a jak uda się uzyskać punkty adresowe to sukces jest niebywały. Rzecz w tym, aby uzyskać pokrycie informacjami każdego miejsca na globie, a im dokładniejsza będzie ta informacja, tym lepiej. Wiązanie informacji geograficznej z katastrem też się zdarza, jak np. w Australii, gdzie działka o powierzchni kilku czy kilkunastu km2 nie należy do rzadkości i kataster ma inny charakter, ale nikt poza Polską nie wpadł dotąd na pomysł, aby GIS uzależnić od katastru, a kataster aktualizować metodami GIS-owymi.

Jak wspomnieliśmy w ubiegłym tygodniu, jako jedni z pierwszych z katastralno-gisowej łamigłówki otrząsnęli się koledzy z federacji wykonawców, i postanowili wrócić do geodezyjnych korzeni. Niech się jednak za bardzo nie cieszą, bo główny autor katastralno-gisowego horroru jeszcze może geodetów przećwiczyć z ramienia GUS.

Cała nadzieja w zdrowym rozsądku, który ma w końcu szansę zatriumfować, tak jak stało się to w ubiegłym tygodniu z synchronizacją ksiąg wieczystych.

2. A jednak!

Kiedy, patrząc na ciężki poród rozporządzania wykonawczego do ustawy z 7 września 2007 r. o ujawnianiu w księgach wieczystych nieruchomości Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego, już utraciliśmy resztki nadziei na odrodzenie katastru w Polsce, nagle w piątek 15 lutego ukazał się anons o wydaniu w dniu 13 lutego br. Dziennika Ustaw (Nr 23, poz.143), w którym rozporządzenie wykonawcze do ustawy opublikowano. Lepiej późno, niż wcale! Podpisane zostało 31 stycznia br. Główny Geodeta o tym wiedział! Nic nie stało na przeszkodzie, aby ujawnił to na swej prawie martwej stronie internetowej. A przecież wobec trzymiesięcznego już opóźnienia każdy dzień rodzi nieobliczalne skutki, nad którymi proponujemy się zastanowić.

Przede wszystkim co ma wspólnego kataster z tym rozporządzeniem wykonawczym?

Pozornie niewiele, w rzeczywistości ogromnie dużo. Nie rozporządzenie, a załącznik (załączniki) do rozporządzenia, jest absolutnym majstersztykiem, zaprojektowanym przez fachowca, który czuje geodezję. Można podejrzewać, iż jest autorstwa pani dyrektor Arlety Grzesik przy współudziale pani Danuty Błaszczyk, których ogromne doświadczenie zawodowe pozwoliło skonstruować zestawienie tak machiaweliczne, że określenie go mianem gambitu (w poprzednim komentarzu określono rozporządzenie „Gambitem Ministra Schetyny“) jest w pełni uzasadnione. Ta skomplikowana operacja przypominająca grę w szachy pozwoli uzyskać (na papierze, po stronie ksiąg wieczystych) powierzchnię całego województwa, pytanie tylko czy wielkości rzędu województwa opolskiego, czy wielkopolskiego. Pozwoli też o tyle powiększyć (na papierze po stronie ksiąg wieczystych) powierzchnię kraju. Warto przypomnieć, że potężne światowe mocarstwa nie są powierzchniowo większe, a my tyle uzyskamy ze zwykłego podsumowania zobowiązań przyjętych na siebie przez państwo. Tylko zobowiązań, bo fizycznie to my nic nie uzyskamy, ale te grunty, które ujawnione zostaną po stronie ksiąg wieczystych są przedmiotem zabezpieczenia różnych praw na nieruchomościach.

Na czym polega genialność a może machiawelizm autorów?

Na prostym zestawieniu działek, po stronie katastru i po stronie ksiąg wieczystych. Zadanie praktycznie niewykonalne, bo poza nielicznymi przypadkami te działki się już dawno rozeszły. Wszakże przepis nakazuje, to zadanie trzeba wykonać. Więc będą się geodeci powiatowi sami, lub na zlecenie, męczyć dopasowywaniem działek. Trud poniesiony na wyszukiwanie i dopasowywanie, to będą właśnie gambitowe ofiary, które w imieniu starostów zdecydował się ponieść minister wprowadzający rozporządzenie. A trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że żadne pieniądze nie są w stanie zrównoważyć gigantycznego wysiłku, który trzeba będzie włożyć w wykonanie zadania.

Ale samo zestawienie działek to mało.

Autorzy zestawienia w sposób iście szatański postanowili działki posegregować w nieruchomości. Jest to przy okazji afront w stosunku do autorów rozporządzenia w sprawie ewidencji gruntów i budynków z 2001 r., którzy z pełną premedytacją wyrzucili z rozporządzenia z 1996 r. nieruchomości odpowiadające księdze wieczystej i wprowadzili zawieszoną w próżni jednostkę rejestrową. A tu nagle minister odpowiedzialny za administrację upomniał się o nieruchomości i to w dodatku z księgami wieczystymi w tle. Czas zatem zapytać autorów tamtego rozporządzenia co nimi powodowało, że tak zubożyli ewidencję gruntów? Dla tego typu spraw okres przedawnienia jeszcze nie upłynął!

Autorzy zestawienia w sposób konsekwentny operują ilością działek, nieruchomości i ich powierzchni. Co z tego w rezultacie wynika?

Ano, jak zestawimy wszystkie działki i nieruchomości publiczne (z wszystkich zestawień łącznie, przy założeniu, że w odniesieniu do działek i nieruchomości Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego, trzeba wykazać wszystkie i wyróżnić te, które przeszły na własność publiczną w trybie odrębnych przepisów, bowiem intencją ustawy jest wychwycenie prawidłowości i faktu zakwalifikowania do tej grupy spraw, po to, aby ewentualnie brakujące procedury uzupełnić), to pozostaną już tylko działki i nieruchomości prywatne, które już od 27 grudnia 2007 r. sprawdzają (mogą sprawdzać) prywatni posiadacze. Tam tych różnic będzie znacznie mniej i powierzchnię tych działek i nieruchomości można na wstępie potraktować jako constans, do wyjaśnienia różnic w trybie incydentalnym.

Kiedy już zestawimy powierzchnię nieruchomości publicznych (po stronie ewidencyjnej i wieczysto księgowej) i dodamy do nich sumę nieruchomości niepublicznych, to powinny się one zbilansować do powierzchni gminy, miasta, powiatu. A jak jeszcze zbilansujemy je (informatycznie żaden problem) po atrybucie sposobu użytkowania, to uzyskamy wypisz, wymaluj wielki GMS (Global Monitoring System), ten który jest przedmiotem obrad GSDI_10 w Trynidadzie, który w nadzwyczaj zmyślny sposób dostosowany został do polskich warunków przez mały GMS (Gambit Ministra Schetyny).

Pomysł prosty na miarę przytoczonych odkryć Kopernika i Einsteina. Oni też jako pierwsi odkryli i opisali rzeczy dziś dla wszystkich oczywiste, ale ktoś to musiał zrobić jako pierwszy. U nas za przyczyną koleżanek z GUGiK zrobił to minister administracji i on przejdzie do historii jako reaktywator podstaw katastru w Polsce, w nowej informatyczno-geomatycznej formie.

W taki oto sposób wielki GMS, którym w istocie jest forum GSDI odbywające się aktualnie w Trynidadzie, spotkał się w Warszawie z małym GMS-em, który w końcu zdecydował się wprowadzić obecny rząd, mimo iż wymyślił go w ostatnim momencie sejm poprzedniej kadencji (za to przyjął jednogłośnie!).

Jest to w sumie wielki sukces geodezji, która o dziwo za tym sukcesem nie lobbowała, a mimo to go uzyskała. Stąd między innymi wyrazy uznania, które w poprzednim komunikacie skierowaliśmy do federacji wykonawców, że w odróżnieniu od Głównego Geodety wyczuła trendy i poszła we właściwym kierunku. Stowarzyszenie nasze starało się podać rękę prezesowi GUGiK między innymi poprzez organizację seminarium na temat Ewidencji Mienia Publicznego, ale nie było w stanie skłonić prezesa do wysłuchania przebiegu obrad i zainteresowania wnioskami.

Rodzi się oczywiście ogrom pytań jak podołać postawionemu zadaniu, postawionemu do wykonania w absurdalnie krótkim czasie. Postaramy się koleżankom i kolegom pomóc. Piszcie, a merytoryczne odpowiedzi uzyskacie na razie od Stowarzyszenia, w przyszłości być może również od GUGiK.

Póki co dla większości powiatów przygotowany jednak został koszmar. Powiedzmy sobie jasno, że koszmar zafundowany przez kilka kolejnych ekip kierowniczych polskiej geodezji. Wynika on głównie z niekonsekwencji w oznaczaniu nieruchomości, częstych przenumerowań działek, archaicznej treści rozporządzenia ewidencyjnego z  2001 r. oraz z niedostatków wiedzy, przede wszystkim wiedzy organizacyjno - prawnej. W wyjściu z zaułka miał pomóc projekt SGATE zgłoszony przez GUGiK, ale wyparty przez GIS Mazowsza. Trzeba sobie będzie radzić inaczej. Być może grupując się wokół terenowych ogniw stowarzyszenia, dla wymiany doświadczeń, gdyż tryb postępowania będzie bardzo zróżnicowany. Naszym zdaniem trzeba przede wszystkim uzyskać wypisy (odpisy, wydruki) z ksiąg wieczystych dotyczących mienia Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego, aby w przyszłości nie była kwestionowana prawa strona zestawienia. Trzeba to zrobić szybko, bo jakkolwiek zapowiadane są próby przedłużenia terminów, to nastąpi to raczej po upływie terminu ustawowego i geodeci skonfliktowani ze starostą poniosą konsekwencje zanim zdążą się wytłumaczyć. Z lewą stroną nie powinno być problemu, bo bez względu na program, w którym ewidencja jest prowadzona, przerzut głównych danych do jednolitej formy przy pomocy formatu SWDE jest możliwy (oczywiście z wyjątkiem kolumny „tytuł prawny“ oraz „data sprawdzenia danych ewidencji gruntów“, które tylko w niektórych programach można będzie przerzucić automatycznie). Pozostanie problem oceny rozbieżnych i nie przystających do siebie danych.

3. Jak geodetom mogą pomóc rzeczoznawcy majątkowi?

Od szkolenia, od przyswojenia elementarnej wiedzy współczesnej geodezji trzeba zacząć. Wielką rolę mogą tu odegrać ostatnie bastiony SGP oraz dobrze zorganizowani rzeczoznawcy majątkowi, a być może i pośrednicy oraz zarządcy nieruchomości, których tak uszczęśliwiono zadaniami z zakresu gospodarowania nieruchomościami, jak geodetów synchronizacją katastru i ksiąg wieczystych.

Potencjalnie największe merytoryczne możliwości udzielenia wsparcia samorządom powiatowym w wyjaśnianiu różnic zapisów katastralnych i wieczysto-księgowych mają rzeczoznawcy majątkowi, po pierwsze dlatego, że dysponują stosowną delegacją ustawową, a po drugie dlatego, że z racji wykonywania zawodu mają częsty kontakt z obydwoma rejestrami. Byłoby oczywiście najlepiej, gdyby dysponowali jeszcze wiedzą geodezyjną, bo większość rozbieżności będzie miała taką właśnie genezę.

W ubiegłym tygodniu odbyło się w Częstochowie spotkanie Pierwszej Państwowej Komisji Kwalifikacyjnej do spraw szacowania nieruchomości, z okazji piętnastej rocznicy jej utworzenia. Na pamiątkowym zdjęciu spośród 18 osób aż 8 stanowią geodeci. Jest to z pewnością jakiś wyznacznik specjalistycznego potencjału tkwiącego w tej grupie zawodowej. Jeśli ci ludzie potrafili stworzyć od zera zupełnie nowy zawód, u podstaw funkcjonowania którego występują dane katastralne i wieczysto-księgowe, to powinni też potrafić wykreować specjalistów zdolnych ocenić rozbieżności zaistniałe na styku tych rejestrów.

Oczywiście nie ma nic za darmo, o czym bardzo wymownie przypomniała miejscowość goszcząca obrady rzeczoznawców. Obrady odbywały się w dość dobrym hotelu w pobliżu Jasnej Góry. To, że pobyt trzeba było opłacić z góry trochę zaskakiwało ale nie dziwi, bo w minionej epoce zdarzały się przypadki nadużycia zaufania przez klientów. Widocznie w tamtych okolicach było ich więcej, stąd przedsięwzięte środki ostrożności. Ale to, że na wstępie trzeba było zapłacić dość wysoki depozyt na poczet tego, co się ewentualnie zużyje (ukradnie), jest ewenementem na skalę światową ale i genialną przesłanką jak rozwiązać problem finansowania ogromnego zadania synchronizacji ksiąg wieczystych z katastrem, jako że problem środków finansowych leżał u podstaw opóźnionego podpisania rozporządzenia wykonawczego.

Otóż to, że wspomniane rejestry się rozchodzą jest między innymi wynikiem niedopilnowania przez obywateli i urzędy stanu zapisów w rejestrach. Wszystkie samorządy i posiadacze nieruchomości powinni zatem wzorem częstochowskim wpłacić depozyt, z którego płatne będą czynności kontrolne. Tam gdzie zapisy się zgodzą depozyt się zwróci, a koszty sprawdzenia obciążą budżet państwa, a tam gdzie nie, potrąci się urzędowi czy obywatelowi opłatę za brak należytej troski o stan zapisów w rejestrze. I jakkolwiek piszemy to z rumieńcem wstydu, gdyż wiemy co sądzić o zaproponowanym pomyśle, to nie odbiega on zbyt wiele od idei Zintegrowanego Systemu Katastralnego, na realizację którego państwo wydało już kilkaset milionów zł., co oznacza, że depozyt bezzwrotny w postaci podatków wpłacili wszyscy obywatele, tyle że bez efektu, a korzystając z doświadczeń częstochowskich uzyskanie efektu jest wielce prawdopodobne.

A ponieważ nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba się sprężyć i zadanie wykonać. Co najwyżej będzie tak jak z komunalizacją, która miała być wykonana w trzy miesiące a trwa już prawie 20 lat.

- Powrót -