Komentarz 64 (108/08)

10 marca 2008 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne koleżanki i koledzy geodeci, rzeczoznawcy majątkowi, pośrednicy i zarządcy nieruchomości!

1. Mieszane odczucia

Mieszane odczucia towarzyszą obserwacji aktywności centralnego urzędu odpowiedzialnego za sprawy geodezji i realizacji dyrektywy INSPIRE, czyli GIS czy SIT (Zapisany w ustawie prawo geodezyjne SIT, obiegowo zwany GIS-em, miał w Komisji Europejskiej swoje coroczne warsztaty GI&GIS. W ubiegłym roku zakończyły one żywot w Porto na nr 13. i niewygłoszonym ze strachu przed ministrem Piętakiem referacie o polskiej SDI. Dla przypomnienia warsztaty nr 10 odbyły się w Warszawie. Odtąd będą to warsztaty INSPIRE. Tegoroczne warsztaty w Słowenii w dniach 23-25 czerwca poświęcone są wdrożeniu dyrektywy INSPIRE i sprawom z tym związanym).

Choć nie trzeba się już bać ministra Piętaka, to strach przed zmianą nawyków stał się drugą naturą. Przed ryzykiem zdobycia wiedzy i skorzystania z doświadczeń innych, też.

Jak parę dni temu była okazja, żeby skonfrontować polski system myślenia o sprawach informacji przestrzennej z rozwiązaniami kolegów z całego świata, to zabrakło pieniędzy na wyjazd, i to pieniędzy nie znowu tak strasznie wielkich, bo nie przekraczających połowy miesięcznej pensji prezesa. Chyba, że reprezentant GUGiK-u nie otrzymał wizy kraju tranzytowego, co by znaczyło, że jest tam podpadnięty albo, że nie był zainteresowany wyjazdem lub nie otrzymał zgody na wyjazd, co by znaczyło, że jest podpadnięty tu.

Taką niepowtarzalną okazją zdobycia obiektywnej wiedzy było 10. forum GSDI w Trynidadzie, odbyte w dniach 25-29 lutego br. na uniwersytecie West Indies w St. Augustine. Konferencja przygotowana została z ogromnym pietyzmem, z ponad 200 referatami i 38 prezentacjami posterowymi. Miała jednak jeden drobny mankament. Nie dotarło na nią wielu referentów. 1/3 ogółu sesji odwołano, inne łączono, gdyż gotowych, opublikowanych referatów nie miał kto wygłosić. Na 38 zapowiedzianych prezentacji posterowych była jedna: trynidadzka, ale za to jaka! O wyznaczaniu metodami GPS pionowych odkształceń wyspy spowodowanych ruchami tektonicznymi. Okazuje się, że wyspa na podobieństwo ciasta wznosi się i opada w granicach 1 m.

Referenci bardzo się starali dotrzeć na obrady, ale wyspa praktycznie połączona jest tylko z Nowym Jorkiem i Miami, gdzie dla tranzytu też są potrzebne wizy. Nieliczne połączenia z Barbadosem i St. Vincent pozbawione są dogodnej łączności zewnętrznej. I w taki oto sposób Amerykanie, którzy na przestrzeni lat przejęli już prawie wszystkie główne funkcje w GSDI strzelili sobie dość niespodziewaną bramkę samobójczą, jako że pod względem merytorycznym obrady były przygotowane na bardzo wysokim poziomie a zabrakło odbiorców.

Najbardziej żal było nieobecnych Europejczyków, których poza byłym i obecnym szefem Eurogeographic, szefem EUROGi i z ramienia Komisji Europejskiej „dyrektorem INSPIRE“ Alessandro Annonim oraz nielicznymi singlami z innych krajów, reprezentowała już tylko grupka holenderska z nowym przewodniczącym GSDI Basem Kokiem na czele, zapraszająca na następne obrady w czerwcu 2009 r. w Rotterdamie.

Żal było nieobecnych Europejczyków, dlatego że nigdy jeszcze nie padło tyle komplementów pod adresem europejskiego modelu GIS opartego na geodezji. Świat już dojrzał do oparcia GIS-ów na dokładnych podstawach, choć póki co szczytem marzeń jest pokrycie jak największych obszarów bazą danych odpowiadającą mapie 1:50000. O jednolitości i aktualności tej bazy jeszcze długo nie będzie mowy.

Dużym zainteresowaniem cieszyła się prezentacja „amerykańskiego katastru“ - NLIS (National Land Information System), który doskonale generalizuje się do krajowego GIS. A jak się ma nie generalizować, jak tenże szumnie określany kataster jest zwykłym polskim GIS-em, określanym orientacyjnie co do położenia przy pomocy centroidu z dokładnością kilkunastu metrów, nazwą lub nazwiskiem i orientacyjną powierzchnią w granicach kilku akrów. Amerykański kataster powstał w oparciu o system rejestracji lasów wykonany na mapach 1:100 000 i spełnia funkcje orientacyjne. Są nieliczne miasta, które założyły ewidencje podobne do naszej, ale cały kraj pokryty jest substytutem katastru. Można odnieść wrażenie, że o coś takiego chodziło w Polsce autorom IPE.

Chociażby po to, aby zobaczyć to na własne oczy, powinien był Główny Geodeta pojechać na konferencję, o którą swego czasu nieskutecznie ubiegała się Warszawa, tym bardziej, że jedna cała sesja poświęcona była spotkaniu szefów krajowych agencji map, których traktowano z ogromną atencją, których wyróżniano jako nadzwyczajnych gości obrad, eksponując jak gwiazdy do środków masowego przekazu, jako że otwarciu obrad towarzyszyło kilka stacji telewizyjnych i gazet. W sesji szefów służb uczestniczyło 18 geodetów krajowych, w tym 2 z Europy (Finlandia i Islandia). Każdy z nich prezentował krajowe kierunki rozwoju i sposób uczestnictwa w infrastrukturze światowej.

W sumie zarówno dla geodezji, jak i światowego GIS czy SDI (obydwa terminy celowo używano zamiennie podczas obrad) obrady 10. forum GSDI były ważnym wydarzeniem.

Trzeba było przynajmniej szkicowo napomknąć o tym, gdzie i jak decyduje się o światowej geodezji i GIS, bo Główny Geodeta zaprosił jako specjalnego gościa obrad elbląskich nowego przewodniczącego GSDI Basa Koka, który zaproszenie przyjął i do Elbląga się wybiera. Z tym, że Bas Kok jako pracownik holenderskiego Kadastru zna inny model geodezji i GIS-u i za rok w Rotterdamie będzie eksponował system holenderski, w którym mowy nie ma o jakichkolwiek rozbieżnościach między zapisami katastralnymi a wieczysto-księgowymi. Dość trudno będzie mu wyjaśnić, że dysponując swego czasu w Polsce niewiele gorszym rozwiązaniem na obszarze większości kraju teraz musimy te dane wiązać sznurkami.

Dlatego tak ważne jest, aby idea ujawniania w księgach wieczystych prawa własności nieruchomości Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego realizowana przez panią dyr. Grzesik znalazła akceptację u starostów, gdyż nie ma innej drogi na uzdrowienie chorej geodezji, rynku nieruchomości i zaległości roszczeniowych. Od tego należało zacząć, rozeznać skalę problemu a potem pisać nowe prawo.

Mamy z jednej strony przejawy europejskiej czy światowej normalności w sprawach gdzie pojawia się signatum pani Arlety Grzesik czy pana Wiesława Graszki, z drugiej błądzenie w gęstej mgle informatycznych absurdów w sprawach pozostałych. Konkretnie chodzi o to, że rozwiązanie, które od kilku już miesięcy przygotowuje pani dyr. Grzesik w zakresie synchronizacji ewidencji gruntów i ksiąg wieczystych, ma już ręce i nogi i upodabnia Polskę do innych krajów europejskich, choć ma też szereg mankamentów, między innymi:

  • jest ogromnie pracochłonne,
  • znacznie rozszerza po stronie ewidencyjnej zakres informacji o tytuły prawne, tam gdzie istnieją księgi wieczyste,
  • ogranicza po stronie ksiąg zakres informacji o działkach, choć tam tkwi główne źródło rozbieżności.

Mimo, iż wszystko wskazuje na to, że przygotowanie zestawień sparaliżuje na dłuższy czas obsługę obywateli, to jest nadzieja, że po jego zrealizowaniu powstaną duże szanse na przywrócenie polskiej geodezji poważania jakim geodezja cieszy się w innych krajach.

Podobnie system ASG pilotowany od początku przez pana Wiesława Graszkę zbudowany jest na technicznie i prawnie rozsądnych zasadach, gwarantując w przyszłości precyzyjne podstawy normalnego wykonywania zadań geodezyjnych.

Nie można tego samego powiedzieć ani o geoportalu, ani o IPE, ani o LPIS, ani o TBD, ani o standaryzacji. Główny Geodeta ciągle nie może się otrząsnąć z wytycznych technicznych, z pozaprawnej metody regulacji postawionych przed nim zadań. Nic nie stało na przeszkodzie, aby opublikowane ostatnio wytyczne TBD wydać jako załącznik do nowelizacji rozporządzenia Ministra SWiA z 1999 r. w sprawie standardów technicznych dotyczących geodezji, kartografii oraz krajowego systemu informacji o terenie. Nawet nazwy ministra nie trzeba by było zmieniać. A czasu było wystarczająco dużo. Niestety, tak się nie stało. Znowu opublikowano wytyczne, które obowiązują urzędników GUGiK, a nie obywateli, nie podmioty gospodarcze. Podobnie jak stało się to wcześniej z wytycznymi wykonywania pomiarów na terenach szkód górniczych.

2. Szablon wykazu nieruchomości

Opublikowany 28 lutego br., „Szablon wykazu nieruchomości“ jest jakimś przejawem nowoczesnej standaryzacyjnej roli centralnego organu administracji publicznej. Można mieć odrębne zdanie co do wykazywania w jednej działce różnych ksiąg wieczystych, można mieć obiekcje co do sposobu określania nieruchomości nieposiadających ksiąg wieczystych, można kwestionować ogromną pracochłonność zestawienia, zbyt skromne możliwości wykorzystania narzędzi informatycznych, w tym zwłaszcza bilansowych, można mieć duże obiekcje do przyjętego założenia oderwania wykazu od ewidencji gruntów i ksiąg wieczystych, które funkcjonują w sposób ciągły i w okresie kilku dni rozejdą się z wykazem, ale to wszystko są drobiazgi w porównaniu do sposobu i odwagi podjęcia tematu.

Będzie duży opór.

Już się go wyczuwa, tam gdzie geodezja jest rozdzielona od gospodarki nieruchomościami. Zdaniem służb gospodarowania nieruchomościami (które są zobowiązane do rejestracji dokumentu potwierdzającego posiadanie przez SP praw do nieruchomości tylko w przypadku braku księgi wieczystej) jak sobie geodeci wymyślili tak pracochłonne zadanie, jak określanie tytułu prawnego dla wszystkich działek, to niech je sobie wykonują. Na pewno bez pomocy prawników sami geodeci nie dadzą sobie rady.

Burzyć będą się obywatele, bo sporządzanie wykazów bardzo opóźni ich obsługę. Mądry starosta spróbuje interesantów włączyć w wykonanie zadania. Przeprosi za opóźnienia w obsłudze a poprosi o współpracę przy wyjaśnianiu wątpliwości. Z doświadczenia wiemy, że bez wiedzy starych mieszkańców o nazwach miejscowych czy historii przeobrażeń, wyjaśnienie wielu zapisów jest niemożliwe. Wszakże do tego potrzebny jest czas i pieniądze. Pośpiech jest najgorszym doradcą.

Dlatego zadaniem Głównego Geodety jest jak najszybsze wyjście z inicjatywą legislacyjną nie tylko wydłużającą termin sporządzenia zestawień ale również zmianę innych ustaleń. Nie może też Główny Geodeta mieć węża w kieszeni.

Z wielką przyjemnością przeczytaliśmy w opublikowanych 20 lutego br. Wytycznych (niestety - tylko wytycznych!) Baza Danych Topograficznych, że w grudniu 2001 r. ukazało się pierwsze opracowanie książkowe na temat TBD autorstwa dr. inż. Remigiusza Piotrowskiego wydane przez Stowarzyszenie Użytkowników Krajowego Systemu Informacji o Terenie GISPOL. Opracowanie to w uzgodnieniu z GGK doręczono uczestnikom V Forum Geodetów Powiatowych w Warszawie w grudniu 2006 r. Niestety, do dziś nie została uregulowana zapłata.

Nawet w sklepie, w którym sprzedają na zeszyt, dłużnik kiedyś się rozlicza.

Główny Geodeta ma blisko 200 mln budżet (razem z funduszem). Może w przypadku zadań szczególnie ważnych ubiegać się o środki z rezerwy budżetowej, a wykaz nieruchomości do takich należy. Tam gdzie budżetowi grozi wydatkowanie 200 mld zł na zaspokojenie roszczeń, na pewno zostanie rozważone wydanie nawet 200 mln zł, po to, aby zmniejszyć presję roszczeniową. A przecież o to chodzi.

Jeszcze nigdy żaden Główny Geodeta nie stanął przed taką szansą jak obecny. Dostał ją nie zabiegając. Czy zechce ją wykorzystać to już tylko jego wola. Pani dyr. Grzesik zrobiła co mogła, zrobiła co do niej należało, a nawet więcej, bo 119 aktów normatywnych to była jej inicjatywa, pierwsze tłumaczenie wykazów w Katowicach, także. Szkoda, że nie doszło wtedy do prezentacji przykładu wypełniania wykazów. Wykazywanie po stronie ewidencyjnej wszystkich tytułów prawnych przejęcia na rzecz Skarbu Państwa jest dla geodetów powiatowych zabójcze w pracochłonności i w konsekwencjach.

Już wtedy współorganizator seminarium pokazał, że zadanie można uprościć i wykonać. Dlatego pytamy dziś panią prezes Weronikę Borys, jak widzi wykonanie zadania?

3. Podpowiedzi specjalisty

Zdaniem koleżanki Weroniki Borys:

„To, że zapisy w ewidencji gruntów i księgach wieczystych rozchodzą się, każdy z nas wie. By tak się nie działo, obiekt, jakim jest działka w księdze wieczystej powinien być automatycznie pobierany lub systematycznie (automatycznie) kontrolowany z obiektem (działką) w ewidencji gruntów. To samo dotyczy podmiotu, z tym że pobieranie lub systematyczna kontrola musi działać w drugą stronę.

Z punktu widzenia logiki budowy systemów informatycznych, systemem podobnym do ksiąg wieczystych jest system ewidencji zasobów nieruchomości Skarbu Państwa czy jednostek samorządu terytorialnego. Ustawa o gospodarce nieruchomościami nakłada obowiązek prowadzenia odrębnej ewidencji w oparciu o kataster nieruchomości, czytaj ewidencję gruntów, ale to samo zakładała również ustawa o księgach wieczystych.

Jako firma postawiliśmy sobie zadanie utworzenia takiego oprogramowania do prowadzenia ewidencji nieruchomości, o której mowa w art. 23 ustawy o gospodarce nieruchomościami, by nie doszło do rozejścia się rejestrów, jak to ma miejsce pomiędzy księgami wieczystymi a ewidencją gruntów i budynków. Programem, który realizuje to zadanie jest program MIENIE, działający równocześnie na dwóch bazach, bazie ewidencji gruntów (tylko do odczytu) i bazie ewidencji nieruchomości (do zapisu). Sadzę, że pomysł ten za chwilę zostanie powielony, tak jak miało to miejsce z wieloma rozwiązaniami przygotowanymi w naszej firmie a przejętymi jako standard „de facto“ przez konkurencję.

Działki, czyli podstawowe obiekty w obydwu bazach oraz główne atrybuty związane z działką czy podmiotem ewidencyjnym w obecnej sytuacji mogą być za pomocą SWDE przenoszone pomiędzy różnymi bazami danych. Przyjęliśmy, że program MIENIE będzie działał w oparciu o SQL-ową bazę danych Firebird, który jest produktem darmowym typu open source o nielimitowanej liczbie użytkowników. Takie założenie spowodowało, że użytkownicy którzy prowadzą ewidencję gruntów w programie EWOPIS mają ułatwione prowadzenie ewidencji nieruchomości zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami. Natomiast użytkownicy, którzy prowadzą ewidencję gruntów w innych systemach muszą od czasu do czasu poprzez SWDE przenosić bazę ewidencji gruntów do bazy Firebirda, by dokonywać systematycznej synchronizacji bazy mienia z bazą ewidencji gruntów.

Nie wykonaliśmy oddzielnego programu do importowania danych z SWDE, gdyż funkcję tę wykonuje program EWOPIS z okrojoną licencją i tym samym symboliczną kwotą jego nabycia.

Korzystając z okazji, chcę stanowczo zaprzeczyć celowo rozszerzanym plotkom, że jeśli chcesz skorzystać z programu MIENIE to musisz przejść z prowadzeniem ewidencji gruntów na EWOPIS.

Ustawa z dnia 7 września 2007 r. o ujawnieniu w księgach wieczystych prawa własności nieruchomości Skarbu Państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego, a głównie przepis wykonawczy do niej nałożył konieczność prowadzenia kolejnej niezależnej ewidencji tego samego obiektu, jakim jest działka. Gdyby obiekt ten był obiektem statycznym można by to było zrozumieć, ale przecież działki się dzielą (scalają) i uzyskują nowe identyfikatory, czyli rejestr żyje (na marginesie to życie można mu znakomicie utrudnić zalecając wprowadzanie zmian dopiero po zawiadomieniu z ksiąg wieczystych).

W dobie komputeryzacji odręczne wprowadzanie daty porównania danych w wykazie z danymi w ewidencji gruntów (kol. 11 w wykazie) jest nieuzasadnione. To było dobre w dobie rejestrów pisanych i oznacza, że w celu synchronizacji baz katastru i ksiąg wieczystych zakładamy nowy rejestr, który po krótkim czasie będzie wymagał synchronizacji i z ewidencją gruntów i księgami wieczystymi.

Bardzo dokładnie przeanalizowaliśmy intencję ustawy, na pewno nie była nią budowa kolejnego rejestru do prowadzenia (jak sądzę nie przez dwa lata, a znacznie dłużej), a tak to wynika z opublikowanego rozporządzenia i tabel na stronie internetowej GUGiK.

Prawo jest po to by go przestrzegać, ale w sposób rozsądny i społecznie uzasadniony. Dlatego do programu MIENIE dodajemy nową zakładkę WYKAZ i dorabiamy funkcją automatycznego tworzenia wykazu zgodnego z rozporządzeniem, a po opublikowaniu tabel dostosujemy się nawet do rozdzielania kolejnych informacji w kolumnach za pomocą średnika i formatu zapisu daty.

Takie rozwiązanie powoduje, że nie prowadzimy kolejnego rejestru a dane zapisywane dla potrzeb ewidencji mienia publicznego są wykorzystywane do automatycznego tworzenia wykazu. Realizujemy w ten sposób jedną z podstawowych zasad dyrektywy INSPIRE, aby tych samych danych nie wprowadzać do rejestrów wiele razy.“

- Powrót -