Komentarz 68 (112/08)

7 kwietnia 2008 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne koleżanki i koledzy geodeci, rzeczoznawcy majątkowi, pośrednicy i zarządcy nieruchomości!

1. IPE nr 2

W ubiegłym tygodniu wskazaliśmy z mieszanymi odczuciami metodologię odwracania się byłego Głównego Geodety Kraju od geodezji. Wybrał GIS, jego rzecz. W trakcie jazdy decyzje podejmuje kierowca. Od 10 dni zmienił się kierowca ale stoi przed podobnym dylematem. Gwoli jasności wypada napomknąć, że nikt jeszcze kierowcy geodezji nie zwolnił z prowadzenia nadzoru nad realizacją polityki państwa w zakresie geodezji i kartografii.

Ramy tej polityki określone zostały w art. 1 ustawy Prawo geodezyjne i kartograficzne obejmując między innymi w punkcie 8 tego artykułu sprawy numeracji porządkowej nieruchomości w miejscowościach. Wprawdzie w „Kierunkach reformy administracji publicznej wykonującej zadania związane z utrzymaniem ładu przestrzennego w zagospodarowaniu terytorium kraju“ poprzedni Główny Geodeta zdystansował się od tego tematu, ale to nie powód aby w jego realizacji wyręczały go inne organy administracji państwowej, które zajmować się powinny np. statystyką a nie organizowaniem systemów informacji przestrzennej.

A właśnie Główny Urząd Statystyczny w ramach przygotowań do spisu powszechnego 2011 oraz spisu rolnego w 2010 r. zamierza zorganizować system adresowy w Polsce, jakby go dotąd nie było. Centralny organ do spraw geodezji z trudem identyfikował się dotąd z prawie 80-cio letnią polską tradycją zakładania bazy adresowej. Stąd prawdopodobnie zgłoszona chęć zastąpienia GUGiK.

Otóż główny doradca Prezesa GUS w tym zakresie, ten sam co swego czasu organizował IPE, zamierza przekształcić krajowy rejestr podziału terytorialnego TERYT w operat przestrzenny, tworząc coś w rodzaju IPE nr 2, bo trochę jednak będzie uboższy. Jednym z elementów modernizacji będzie rozszerzenie prowadzonego w ramach rejestru TERYT systemu identyfikacji adresowej ulic, nieruchomości, budynków i mieszkań NOBC o tzw. punkty adresowe, tj. współrzędne geograficzne x,y budynków w układzie WGS 84. GUS zainteresowany jest budynkami mieszkalnymi i niemieszkalnymi (o ile znajduje się w nich choć jedno mieszkanie) oraz budynkami składającymi się na obiekty zbiorowego zakwaterowania. W tym celu od wszystkich organów administracji samorządowej zażądano wykazu adresów budynków mieszkalnych i niemieszkalnych z podaniem:

- identyfikatora gminy,

- nazwy miejscowości,

- identyfikatora miejscowości,

- nazwy ulicy,

- identyfikatora ulicy,

- numeru nieruchomości,

- numeru budynku na nieruchomości,

- rodzaju budynku oraz

- współrzędnych geograficznych x i y.

Zaczyna to łudząco przypominać opisywany już w naszych komentarzach spis powszechny w Stanach Zjednoczonych, gdzie z braku katastru i bazy adresowej obleciano przy pomocy GPS-ów wszystkie punkty adresowe i w ten sposób zlokalizowano przestrzennie obiekty spisowe. Nie po to, żeby powstał rejestr aktualizowany w sposób ciągły, ale po to żeby przeprowadzić spis. Że było to wielokrotnie droższe od założenia ewidencji budynkowej, to nie było istotne ale spis przeprowadzono.

Chyba polski GUS jest na jak najlepszej drodze do tego aby ten sukces powtórzyć.

Jako stowarzyszenie niepoprawnych marzycieli o zdrowym rozsądku czujemy się w obowiązku ten pozornie drobny temat zasygnalizować. Podstawowa geodezyjna baza referencyjna już niedługo może okazać się całkowicie zbyteczna.

2. PPP (Partnerstwo Publiczno-Prywatne)?

Z wielkim zainteresowaniem przeczytaliśmy w Geoforum z dnia 21 marca br. iż „najnowsza wersja GPMapy 2007.4 (marzec 2008) zawiera m.in. 1867 miast objętych szczegółowym planem z nazwami ulic  i numerami domów (2 100 272 punktów adresowych), 424 plany miast i miejscowości z nazwami ulic i plany wszystkich miast powiatowych i miejscowości powyżej 20 tys. mieszkańców, 8 miast z obrysami budynków.

Oprogramowanie obejmuje dokładną mapę drogową: złożoną z kompletnej siatki dróg numerowanych (krajowych i wojewódzkich) oraz dróg lokalnych utwardzanych (gminnych i powiatowych), łącznie 401400 kilometrów dróg umożliwiających dotarcie do każdej miejscowości w Polsce, w tym 303820 km dróg asfaltowych i 97580 km dróg gruntowych. W dołączonej do niej bazie POI jest 135 600 obiektów (m.in. stacje benzynowe, restauracje, hotele, warsztaty samochodowe, parkingi, banki i bankomaty, centra handlowe)“.

Oznacza to ni mniej ni więcej, iż firma IMAGIS wykonała zadanie i za GUGiK i za GUS i za samorządy lokalne i teraz za rozsądną cenę Główny Geodeta, Prezes GUS oraz wójtowie i burmistrzowie mogą sobie bazę adresową kupić. Wygląda na to, że kierownictwo GUS też mogłoby zaeksperymentować, zaopatrzyć się w taką bazę a ankieterów spisowych wyposażyć w najprostsze urządzenia GPS, dzięki którym mogliby przy jednej okazji:

- określić współrzędne geograficzne centroidów spisywanych obiektów i nie zgubić się,

- a szefowie mogliby skontrolować ankieterów czy gdzieś kawy nie piją zamiast spisywać majątek.

Przykład z GPMapą jest jakimś przykładem partnerstwa prywatno-publicznego, może nie tego oficjalnego, mającego wyraz w podpisanych porozumieniach, ale faktycznego, gdzie partner prywatny wychodzi naprzeciw oczekiwaniom partnera publicznego. W wyniku tego PPP partner prywatny w zawrotnie krótkim czasie wykonał to czego partner publiczny nie potrafił wykonać, można już powiedzieć przez wieki, zachodzące o dwa tysiąclecia.

A że nie ma tam jeszcze wszystkich adresów. A czy samorządy albo GUGiK mają?

A że nie są one zbyt dokładne. A czy samorządy mają dokładniejsze? A GUS-owi wystarczą centroidy umieszczone z dokładnością GIS-ową.

Przykład tego partnerstwa publiczno-prywatnego unaocznił gdzie przemieściła się granica między geodezją a GIS-em.

GIS generalnie to biznes - wielki!

Geodezja (w uproszczeniu) to dokładność, odpowiedzialność i prawo.

Oczywiście, że dla celów poglądowych geodezja często korzysta z GIS-u. W niektórych rozwiniętych krajach dane geodezyjne są podstawą GIS-u i nie kłócą się między sobą. Ale żeby centralny organ do spraw geodezji tylko tworzył orientacyjne GIS-y rezygnując z oparcia ich na geodezji jest raczej ewenementem.

Tym bardziej, że dane GIS-owe może sobie kupić za znacznie mniejsze pieniądze, niż te które dotąd wydano na IPE czy Geoportal.

Najbardziej przy tym dziwi fakt, że po długim okresie ciszy GUGiK nagle obudził się i zażądał przekazania pełnej bazy danych ewidencyjnych o budynkach z uwagi na pilną potrzebę budowy bazy danych obiektów topograficznych. Powołał się przy tym na §6 ust.1 rozporządzenia w sprawie szczegółowych zasad i trybu założenia i prowadzenia krajowego systemu informacji o terenie, który uprawnia go do dostępu do baz danych SIT, a nie do danych ewidencji gruntów i budynków.

Wprawdzie według ciągle jeszcze obowiązujących przepisów, które jak zwróciliśmy uwagę w poprzednim komentarzu zamierza się zlikwidować, dane zawarte w ewidencji stanowią podstawę do założenia KSIT, ale ani GUGiK ani WINGiK nie mają dostępu do baz ewidencyjnych (WINGiK przechowuje tylko kopie zabezpieczające). Przecież to było przyczyną kłopotów Głównego Geodety nr 12 i chyba stało się jedną z przyczyn kłopotów Głównego Geodety nr 13 (zwyczaj numerowania GGK zapożyczyliśmy z Geoforum).

Przy okazji rodzi się pytanie, a po co Głównemu Urzędowi Geodezji i Kartografii ASG Eupos jak wystarczy mu mapa o stopniu szczegółowości 1:10000. Dobry geodeta takie mapy wykonuje już na oko. Nawet o większej skali. Natomiast urbaniście wystarczy ołówek B6 lub flamaster, co wcale nie oznacza, że jest to złe, bo dla GIS-owej ilustracji wystarczy, dla przeprowadzenia geodezyjnego dowodu, nie, o czym będzie mowa następnym razem.

3. Geodezyjna baza referencyjna

Wszystko sprowadza się do wykorzystywania lub nie wykorzystywania geodezyjnej bazy referencyjnej opartej o punkty o jednoznacznie określonych współrzędnych geodezyjnych. W takich państwach jak Holandia, Niemcy, Szwajcaria czy Austria problem nie istnieje. Tam od zawsze obiekty topograficzne były efektem generalizacji obiektów podstawowych, zatem przejście od mapy katastralnej do GIS-u i na odwrót nie sprawia żadnej trudności. W Polsce też tak przez długi czas było ale się nadwątliło po wprowadzeniu rozporządzenia w sprawie ewidencji gruntów i budynków z 2001 r., a przestało być, po przeprowadzeniu wektoryzacji (choć nie wszędzie, bo są tereny gdzie najpierw wprowadzono dane liczbowe a zwektoryzowano nie pokrytą miarami resztówkę, co technologicznie jest uzasadnione). W konsekwencji powyższego znaleźliśmy się w „rozkroku“ (jak to obrazowo określono z trybuny sejmowej), czego skutkiem jest, iż tak jest źle i tak niedobrze.

Nie mają tych kłopotów koledzy z Niemiec, zwłaszcza z Dolnej Saksonii, ci sami którzy pomagali nam budować Zintegrowany System Katastralny i nie zbudowali, bo byli przekonani, że jak mamy jeden przepis to mamy i jedną ewidencję gruntów. Profesorowi Knoopowi i jego ekipie nie przyszło na myśl, że mamy tyle rodzajów ewidencji ile powiatów.

Im tam w ogóle nie mieści się w głowie możliwość wydawania pieniędzy publicznych bez przepisów czy nie przestrzegania przepisów. Powiedzenie „Ordnung muss sein“ jest szczególnie przestrzegane w geodezji, jako podstawie gospodarki przestrzennej. Oni tam w Niemczech, przy pomocy integrujących systemów ALKIS i ATKIS doprowadzili bazę referencyjną do porównywalności i mogli w ubiegłym tygodniu zaprezentować w Hamburgu podczas „Gi-Tage Nord“ nadzwyczaj szeroką gamę zastosowań GIS w sensorowych i interferometrycznych badaniach powierzchni ziemi i mórz oraz szeroko rozumianej infrastrukturze technicznej, jak również w zarządzaniu kryzysowym oraz w zarządzaniu stymulującym przebudowę struktur przestrzennych, zarówno w  skali kontynentalnej jak i lokalnej, we wzajemnych powiązaniach i w odniesieniu do obiektów rzeczywistych. To co wydawało się niemożliwe, stało się faktem i możemy im tylko pozazdrościć.

Nie rodziło się to oczywiście z dnia na dzień. Jeździło tam wiele GUGiK-owych ekip w czasie jak system ten przygotowywano i co z tego nam przekazano?

To w końcu na bazie umowy z rządem Dolnej Saksonii budowano w Polsce Zintegrowany System Katastralny i wydano duże środki pomocowe. I co za to zbudowano?

Na konferencji w Hamburgu przestrzegano przed zagrożeniem przepoczwarzania się PPP z Partnerstwa Publiczno-Prywatnego w Permanentnego Płatnika Publicznego. Rozliczne wizyty w Polsce specjalistów z Dolnej Saksonii chyba zaowocowały cennymi spostrzeżeniami z dziedziny narzucania przez centralny organ administracji jedynie słusznej platformy sprzętowej (co najmniej dwóch Głównych Geodetów zalecało stosowanie produktów określonej firmy). U nich jest przepis i są standardy, a w ślad za tym oferta prywatnego przedsiębiorcy, u nas ustawiczne studia przypadku przemycane na zewnątrz jako reprezentatywne inicjatywy polskiego partnera w Unii Europejskiej.

Kiedyś w ramach tworzenia dyrektywy INSPIRE pojawił się w opracowaniach wspierających kosztowny śląski RSIP, po którym teraz ani widu ani słychu (i na forum unijnym i w kraju, co może i dobrze, bo autorzy tego kuriozum raczej nie byli świadomi, że działają na obszarze 3 katastrów). Teraz miejsce to zajął GIS Mazowsza w europejskim projekcie NEREUS jako jeden z 36 regionów reprezentujących 10 krajów członkowskich (o czym poinformowano w Hamburgu). Niemcy i Francuzi do projektu wprowadzili po 6 regionów, Włosi 11. Gdyby to jeszcze ten mazowiecki GIS był zgodny z obowiązującym prawem! Gdyby był reprezentatywny dla Polski! Mamy zatem kolejną okazję aby naszych partnerów wprowadzić w błąd. Partnerzy wchodzący do projektów unijnych dają gwarancję, że prezentowane rozwiązanie jest zgodne z obowiązującym w danym kraju prawem. A że w ramach projektów wypracowuje się propozycje zmian czy dostosowań, to od ich wprowadzenia do systemu prawnego są odpowiednie instytucje.

I właśnie z tego zakresu miniony tydzień dał duże powody do satysfakcji. Po ponad trzymiesięcznej przerwie od wystąpienia Rzecznika Praw Obywatelskich do Głównego Geodety Kraju w sprawie bezprawności instrukcji G-5, w jednym dniu pojawiły dwa teksty geodezyjno-prawne najwyższej jakości. Chodzi o rzeczową, prawną krytykę rozporządzenia o opłatach dokonaną przez Polską Geodezję Komercyjną (znaleźli koledzy jakiegoś dobrego prawnika!), wspartą znakomitym wystąpieniem Rzecznika Praw Obywatelskich do Ministra Rolnictwa, co każe wierzyć, że okres geodezyjnego bezhołowia prawnego ma się ku końcowi.

- Powrót -