|
Komentarz 75 (119/08) 26 maja 2008 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 1. To już chyba koniec? Koniec geodezji w dotychczasowej postaci. Nowego prawa geodezyjnego i kartograficznego długo jeszcze nie będzie ale tak funkcjonować jak do tej pory też się już nie da. Powstają zatem liczne rozwiązania zastępcze, które niczego nie usprawnią ale pozwalają jakoś żyć. Do tej smutnej ale niestety prawdziwej refleksji skłania odbyte w połowie maja Walne Zgromadzenie Polskiej Geodezji Komercyjnej. Według zapowiedzi pani Prezes GUGiK nie należy się spodziewać nagłych zmian w prawie. Będą te, które zaproponuje Zespół Przyjazne Państwo, być może inne drobne korekty, a opracowanie nowego prawa powierzone zostanie Głównemu Geodecie Kraju, co aktualnie się finalizuje. Z pewnością zajdzie też konieczność zaakceptowania przez rząd „Założeń nowego prawa“ aby nie spotkać się ze zdecydowanym oporem w procesie legislacyjnym, a opracowanie tych założeń jakiś czas potrwa. Oznacza to, że propozycja nowego prawa dość przyzwoicie opracowana przez Federację Wykonawców ma nikłe szanse na rozpatrzenie, a innych tekstów nie ma, czyli zapowiada się pat na dłuższą metę. Interesującą propozycję „Założeń prawnej regulacji działalności zawodowej geodetów i informatyków geodezyjnych w obszarach zadaniowych rynku usług geoinformacyjnych, rynku nieruchomości, infrastruktury informacji przestrzennej oraz administracji publicznej“ autorstwa swojego i Tomasza Myślińskiego przedstawił były Główny Geodeta Kraju dr inż. Remigiusz Piotrowski, wszakże bez analizy stanu obecnego, co powoduje, iż wiele uogólnionych wniosków wzbudza wątpliwości, co do osadzenia ich w realiach obowiązującego prawa. Bardzo pozytywną stroną „Założeń“ jest właściwy dla doktora Piotrowskiego systemowy i fachowy sposób podejścia, czym bardzo pozytywnie odróżnia się od odeszłego w zapomnienie opracowania Zespołu Ekspertów ministra Piętaka. Poprzedni Główny Geodeta dopiero po roku urzędowania podjął pierwsze, niezbyt udane, próby nowych regulacji w geodezji. Od nowej pani prezes oczekuje się cudów natychmiast, co oznacza, że ich raczej nie będzie i trzeba sobie radzić bez prawa, bez pieniędzy, bez fachowców; to znaczy z prawem takim jakie jest, z mizernym, zagospodarowanym przez poprzedników budżetem i z tymi fachowcami, którzy doprowadzili do obecnej sytuacji. Głęboki niepokój wzbudziła prawie jednogłośna dyskusja uczestników obrad na temat nikłej przydatności LPIS-u dla potrzeb aktualizacji pzgik, potwierdzając powszechne już przekonanie o niezbyt trafnych decyzjach związanych z budową ZSK (ZSIN) w dotychczasowej postaci. To przecież LPIS był głównym uzasadnieniem konieczności ściągania danych do centralnej bazy, to LPIS był pretekstem do wystąpienia „trzech tenorów“ w sprawie sztucznego porządkowania użytków. Więcej o LPIS-ie następnym razem. W tej beznadziei jakby niedostrzeżony został nadzwyczaj trzeźwy i racjonalny głos kolegi Dyji z Krakowa, który zrelacjonował europejskie realia funkcjonowania geodezji. Jak zaczął mówić o tych setkach milionów dolarów przeznaczonych na budowę katastru w Rumunii, Czechach, Słowacji, to łza w oku się kręciła, gdzie są ci nasi spece od środków zagranicznych, gdzie jest nasz kataster. A jak jeszcze wspomniał jak silne jest lobby bankowe wymuszające budowę porządnego katastru, to wręcz przymusił do żałosnych wspomnień o zangażowaniu sektora bankowego w Polsce do wykorzystywania danych ewidencyjnych. Kolega Dyja organizuje za niespełna rok w Krakowie kongres europejskich geodetów CLGE. Pokaże im stare miasto, Wieliczkę. Z pewnością będą zachwyceni. Pokaże też swoją firmę i uwierzą, że w Polsce jest dobrze. Takie okazje wykorzystuje się dla lobbowania u władz na rzecz branży, dla wyciągnięcia dodatkowych środków. Nic jak dotąd nie wskazuje na to aby środowisko zdawało sobie sprawę z tego, przed jaką szansą stoimy. Zmarnowaliśmy już kilka takich imprez a polska geodezyjna bieda aż piszczy. Jak wreszcie zapaliła się zielona lampka i rząd potrzebuje geodetów aby stworzyć dokumentację zapobiegającą nadmiernym roszczeniom, to nie wydostano na ten cel środków a starostom zagrożono karami, jak tego nie wykonają w ramach obowiązków służbowych. I nic. Zapadła cisza, chyba oczekiwanie na sezon urlopowy. A potem będzie piekło i rozliczanie biednych urzędników, którzy tak naprawdę nawet nie wiedzieli jak się zabrać do wykonania zadania, którego źródłowe dane zabezpieczone są w archiwach sądowych i nie zrobiono literalnie nic, aby je w jakiś zorganizowany sposób udostępnić. To już rzeczywiście jest koniec. Większość zadań w innych krajach wykonywanych przez geodetów u nas przerzucono na barki rzeczoznawców majątkowych, zarządców i pośredników, którzy z pewnością mają wiele dobrych chęci ale bez porządnej bazy referencyjnej sobie nie poradzą, a ta baza się oddala i oddala, jak horyzont, chyba nawet bardziej. 2. Sens danych geoprzestrzennych Dr Piotrowski w prezentowanych podczas Walnego Zgromadzenia Polskiej Geodezji Komercyjnej „Założeniach“ użył zdania „Źródłowe dane geoprzestrzenne powstają w oparciu i znajdują potwierdzenie swej wiarygodności w dokumentacji terenu sporządzonej metodami właściwymi geodezji i fotogrametrii“. Święta prawda. Oczywiście z wykorzystaniem technologii informatycznych ale nie ze ślepym zastępowaniem przez nie. Informatyka i elektronika, to takie bystre ale złośliwe karły, które bardzo potrafią dokuczyć jak im się ślepo zawierzy w niejednolitej i nieuporządkowanej wcześniej dziedzinie. I w geodezji tak właśnie się dzieje. Tabuny informatyków i budowlańców próbują konwertować dane geodezyjne i budować systemy przestrzenne jak leci, wykorzystując dane dostępne jak źródłowe ale nie sporządzone „metodami właściwymi geodezji i fotogrametrii“. W każdym szanującym się kraju nie mieliby prawa tknąć danych źródłowych, nie wypłaciliby się też z zasądzonych odszkodowań za bezprawne zniekształcanie danych. U nas, w wykoślawionym trybie zamówień publicznych zgarniają kasę przeznaczoną na prace geodezyjno-kartograficzne. Trochę się jednak prace geodezyjno-kartograficzne różnią od budowy domu, chodnika czy jezdni. Przede wszystkim tym, że w geodezji efekty fuszerek wychodzą po latach, niekiedy wiekach, a w budownictwie efekt widać natychmiast. I na to właśnie liczą ci od koncepcji SIP, SDI czy kontroli na miejscu. Cechą metod właściwych geodezji i fotogrametrii jest wielokrotna kontrola niezależnymi metodami. Cechą tych metod jest teoria błędów, błędów, które w ogromnym materiale obserwacyjnym są nieuniknione. Jednostronnie zasilane księgi wieczyste są najlepszym potwierdzeniem skali gromadzenia się błędów. Cechą metod właściwych geodezji i fotogrametrii jest stojący za nimi człowiek o bardzo wysokich kwalifikacjach, który odpowiada swoim majątkiem i honorem za jakość danych opatrzonych swoim podpisem. To jest podstawa zawodu zaufania publicznego a de facto urzędu mierniczego przysięgłego, w każdym szanującym się państwie europejskim. Wiedzą o tym koledzy z Federacji Wykonawców i zamieścili to w projekcie prawa geodezyjnego, trochę jednak przesadzili z tym przejęciem ksiąg wieczystych. Gdyby wcześniej uzyskali na to przyzwolenie rządowe nie byłoby tego chłodu, jaki wystąpił wokół projektu. Rację ma dr Piotrowski, rację ma pani Prezes GUGiK, że uzyskanie akceptacji idei jest konieczne, ale w tej idei trzeba jeszcze wskazać co zrobić z potworkami, w które w okresie minionych kilku lat władowano górę pieniędzy. I komu one były potrzebne? Czemu obecnie służy, np. IPE? 3. I co dalej? W kilkudziesięciu adresowanych do władz interwencjach, w aktywnym uczestnictwie w ponad 100 godzinach obrad komisji sejmowych, w 119 już komentarzach, przedtem komunikatach, próbowaliśmy identyfikować przyczyny postępującego rozkładu geodezji w Polsce, ze skutkiem nie nadzwyczajnym. Wywołaliśmy istnienie Forum Geodetów Powiatowych i przekazali go po pierwszych dwóch zgromadzeniach Związkowi Powiatów Polskich. Aktywnie włączyliśmy się w organizację trzech następnych. Były obietnice, nieszczere deklaracje poprzedniego Głównego Geodety. I zapadła cisza. Przerzedzający się zastęp aktywistów stowarzyszeniowych być może wykrzesałby jeszcze trochę energii aby wesprzeć administrację geodezyjną i administrację gospodarki nieruchomościami, bo tam jest najtrudniej, ale zaczyna brakować wiary w sens tego co robimy. Wykonawstwo geodezyjne pójdzie tam gdzie są pieniądze. Jeszcze na razie majątkiem i honorem wykonawcy nie odpowiadają (np. za rezultaty LPIS-u). Administracja musi robić to, co wybieralne władze każą i tu pomoc starszych doświadczonych kolegów byłaby potrzebna o ile pomoc ta nie zmieni się biciem głową w ścianę. I to jest dylemat, który na czerwcowym zebraniu zarządu musimy rozwiązać. A że jest nad czym debatować, o tym w komentarzu za tydzień. |