|
Komentarz 76 (120/08) 2 czerwca 2008 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 1. Co może starosta? W Gazecie Prawnej z 21 maja br. ukazał się artykuł podpisany literami KW pod tytułem: „Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wyjaśnia - Zmiana w ewidencji gruntów i budynków“, w którym to artykule czytamy na wstępie: „Starosta nie może podejmować z urzędu postępowań administracyjnych w celu zmiany użytków gruntowych na podstawie przeprowadzonych przez gminy weryfikacji tych użytków w stosunku do nieruchomości niestanowiących własności gminy.“ Problem sformułowano następująco: W jakich sytuacjach starosta jako organ prowadzący ewidencję gruntów może dokonywać zmian w zakresie danych ewidencyjnych na wniosek właściciela nieruchomości lub z urzędu? I pod tytułem: „MSWiA informuje“ zamieszczono wyjaśnienie, którego fragmenty przytaczamy: Zgodnie z par.46 ust.2 rozporządzenia ministra rozwoju regionalnego i budownictwa z 29 marca 2001 r. w sprawie ewidencji gruntów i budynków (Dz.U. nr 38, poz. 454) działania podejmowane przez starostę z urzędu ograniczone zostały jedynie do zmian wynikających z:
Z powyższego wynika, iż starosta nie może podejmować z urzędu postępowań administracyjnych w celu zmiany użytków gruntowych na podstawie przeprowadzonych przez gminy weryfikacji tych użytków w stosunku do nieruchomości niestanowiących własności gmin. Przeprowadzone przez gminy weryfikacje użytków gruntowych mogą natomiast spowodować zarządzenie przez starostów przeprowadzenia modernizacji ewidencji gruntów i budynków w trybie art.24 a ustawy z 17 maja 1989 r. Prawo geodezyjne i kartograficzne...“ Niby oczywiste. Każdy geodeta, przynajmniej ten z dwójką, o tym wie. Ale jak „trzej tenorzy“ zalecili obciąć mianowniki, bo trzeba było uporządkować dokumentację dla LPIS, to wielu geodetów powiatowych bez wahania to zrobiło. Potem uzupełniali decyzjami. A czy mieli do tego prawo? W świetle dość kategorycznych wyjaśnień MSWiA, nie bardzo. Kto zatem w tak szerokim zakresie prawo do tego posiada? Uważamy, że właśnie wykonawcy kontroli na miejscu LPIS. 2. Użytki gruntowe - Tanie państwo Co to są użytki gruntowe określa § 67 cytowanego wyżej rozporządzenia ewidencyjnego. Zaliczanie gruntów do poszczególnych użytków gruntowych określa załącznik nr 6 do rozporządzenia. Ustawa z 18 grudnia 2003 r. o krajowym systemie ewidencji producentów, ewidencji gospodarstw rolnych oraz ewidencji wniosków o przyznanie płatności (Dz.U. z 2004 r. Nr 10 poz. 76 z późn. zmianami) nie pozostawia cienia wątpliwości, co do pełnej kompatybilności z ustawą Prawo geodezyjne i kartograficzne. To, że wprowadzono dodatkowo pojęcie działek rolnych, tylko uszczegółowiło i doprecyzowało brakujące dane ewidencyjne między innymi o dane dotyczące powierzchni gospodarstwa rolnego, to jest o identyfikację jednego z najpoważniejszych mankamentów rozporządzenia ewidencyjnego, czyli o grunty dzierżawione. W sumie jeśli państwo decyduje się wydatkować rocznie ponad 60 mln zł na kontrolę na miejscu, wcześniej prawie 10 razy tyle na założenie systemu, to nie po to, aby aktualizować jakiś drugi rejestr prowadzony przez inną agendę rządową, tylko po to aby zaktualizować ten rejestr, z którego dane wydało za darmo na wstępie, dla założenia rejestru uzupełniającego, pozwalającego kontrolować prawidłowość dopłat unijnych. Biadolenie, iż dane LPIS nie nadają się do przyjęcia do zasobu jest samooskarżaniem, iż przeglądy wykonano niezgodnie z zasadami sztuki geodezyjnej lub wykonały je niekompetentne organizacje bądź osoby. Dane LPIS jak ulał pasują do § 46 ust.2 pkt.4 rozporządzenia ewidencyjnego, czyli pochodzą z ewidencji publicznej prowadzonej na podstawie innych przepisów i jeśli zachowano wszystkie rygory wykonania pracy geodezyjno-kartograficznej, to ośrodki nie powinny odmówić ich przyjęcia. Chyba, że jest to zawieszona w próżni abstrakcja przestrzenna, nie powiązana z granicami geodezyjno-prawnymi i danymi ewidencyjnymi dotyczącymi działki ewidencyjnej wg § 60 ust.1 pkt.4 rozporządzenia ewidencyjnego. Wtedy, co mało prawdopodobne, robota taka byłaby zmarnotrawieniem pieniędzy publicznych. Dotyczy to w równej mierze sposobu wykorzystywania działek rolnych czyli użytków rolnych jak i granic powstałych np. z wektoryzacji. Byłoby to całkowitym zaprzeczeniem idei INSPIRE, która zmierza do wszechstronnego wykorzystania raz zgromadzonych danych źródłowych. Dopuszczenie takich dywagacji byłoby jednak wielką niestosownością, bowiem kontrola na miejscu wyrosła na stabilną instytucję o ogromnej precyzji, precyzji jak na razie większej w liczeniu pieniędzy, niż w dokładności pomiarów i synchronizacji danych leżących u podstaw prowadzonych rejestrów. I w tym trzeba upatrywać bardzo ważnego dla rządu impulsu dla tworzenia „Taniego Państwa“. Za 65 milionów, bo tyle ARiMR dostała na tegoroczną „Kontrolę na miejscu“ (informacja Geoforum z 23 maja 2008 r.) 17 konsorcjów / firm w 41, nie 28, złożonych ofertach wyraziło chęć zaktualizowania danych ewidencyjnych w zakresie użytków. Dla kogoś, kto czyta przepisy wprost, tak jak ci przytoczeni na wstępie z MSWiA, którzy poinformowali jak czytać przepis o wprowadzaniu zmian użytków do ewidencji, nie ulega wątpliwości, że złożone oferty obejmują także sporządzenie wykazów zmian. Jeśli, strach pomyśleć, jest inaczej, to byłoby to wykonanie zadania niezgodnie z „metodami właściwymi geodezji i fotogrametrii“, niezgodnie z rejestrowaniem danych wymaganych art. 8 ustawy o krajowym systemie... ewidencji gospodarstw rolnych i niezgodnie z wymogami dyrektywy INSPIRE, która w założeniu ma jednokrotne zbieranie danych źródłowych. I w tym miejscu można podejrzewać istnienie genialnego planu władz odnośnie uporządkowania ewidencji gruntów w ramach koncepcji „Taniego państwa“. Starostowie i wójtowie, burmistrzowie w ramach obowiązków służbowych, czyli za darmo, ujawnią w księgach wieczystych grunty Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego, a przy okazji poinstruują osoby prywatne, jak one swoje grunty mają sprawdzić. Trochę się starostowie buntowali z powodu braku środków na sporządzenie wykazów i nierealnych terminów, ale musieli to zrobić, a że termin minął 19 maja, to prawdopodobnie zrobili. To, że 30 maja Sejm przyjął ustawę wydłużającą terminy i to z datą wsteczną jej obowiązywania od 18 maja, nie zmienia postaci rzeczy, że do 18 maja należało wykazy zrobić i wielu na tyle ile potrafiło, takie wykazy przygotowało. Natomiast firmy w ramach kontroli na miejscu zaktualizują użytki i wskażą miejsca gdzie wektoryzacja wykazała konieczność modernizacji ewidencji, wskażą również granice działek wchodzących w skład gospodarstwa rolnego (art.8 pkt 4 ppkt b ustawy z 18 grudnia 2003 r. Dz.U. Nr 10 z 2004 r. poz 76 z późn. zmianami). Do takich wniosków można dojść po lekturze złożonych ofert. 3. Genialne oferty Zestawienie ofert także w dniu 23 maja zamieściło Geoforum. Na 41 ofert tylko jedna przekroczyła limit środków dysponowanych przez agencję, co nie dziwi, bo z ustawy budżetowej można wyczytać łączną pulę środków na ten cel, ilość działek w województwach zmienia się minimalnie, zatem z bardzo wysokim prawdopodobieństwem można było wyliczyć pulę środków na województwo i przygotować oferty na podobnym poziomie cenowym. Oferty na średnim poziomie 99.65% nie są zmową cenową a precyzyjnym dostosowaniem się do możliwości budżetowych, ilustrując bezsens najniższej ceny w tego typu przetargach. Jeśli ktoś zaoferował rażąco niższą cenę, to albo z ceną dumpingową chciał wepchnąć się na rynek, albo co też możliwe, choć mało prawdopodobne, odkrył nową bajecznie tanią procedurę rejestracji użytków. I mimo, że obowiązujące przepisy o zamówieniach publicznych wyjątkowo nie pasują do robót o takim ładunku intelektualno-prawnym, to w tym przypadku nie cena powinna decydować o wyborze wykonawcy, a dopełnienie procedur gwarantujących aktualizację rejestru państwowego. A trzeba przyznać, iż planowanie w firmach osiągnęło szczyty perfekcji jeśli dla takiego województwa opolskiego dwie firmy zaoferowały tę samą kwotę 1 111 469 zł. co stanowi 99,99% środków dysponowanych przez agencję (151.75 zł mniej) ale i tak znalazł się oferent, który dał o 2 tys.156 zł mniej (99.38). W województwie wielkopolskim trzeba było liczyć do 3. miejsca po przecinku bo jedna firma dała 99.953 a druga 99.948%. Oznacza to, że jeśli firmy z taka precyzją potrafiły zaoferować chęć wykonania kontroli na miejscu, co wynika z faktu, iż teren już poznały i na ogół wygrywają tam gdzie poprzednio, to znaczy, że nie ma już tajemnic i przeszkód technicznych i mogą teraz w oferowanej cenie wykonać pełne wykazy zmian i doprowadzić do stuprocentowej zgodności użytki w ewidencji jak i w terenie, przede wszystkim jednak ujawnić dzierżawy wchodzące w skład gospodarstw, co jest taką bolączką obecnego systemu ewidencyjnego. Jest w tej kontroli na miejscu taki mały niuans. Firmom, zwłaszcza informatycznym, wydaje się, że chodzi tylko o powierzchnię zasiewów z oderwaniem od użytków zapisanych w ewidencji gruntów. Takich właśnie opracowań ośrodki nie chcą przyjmować do ewidencji, bo niewiele mają wspólnego z pracą geodezyjno-kartograficzną. Przypuszczamy, że po to właśnie Głównym Geodetą została była pani dyrektor departamentu odpowiedzialnego za LPIS w ARiMR, aby wreszcie zrobić porządek z opacznym rozumieniem ustawy. A że pani prezes tak właśnie postrzega problem, niech zaświadczy ustawa z 30 maja br. o zmianie ustawy o ujawnianiu w księgach wieczystych prawa własności nieruchomości Skarbu Państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego. To czego przez lata nie potrafili załatwić poprzednicy, pani prezes załatwiła w dwa miesiące. Jako że ustawa z 30 maja jest de facto ustawą o reaktywowaniu katastru, o czym będzie więcej mowa w następnym komentarzu. Jeśli ustawodawca zdecydował się oprzeć system ewidencji gospodarstw rolnych na ustawie prawo geodezyjne i kartograficzne, to i kontrola zasiewów jest potwierdzeniem funkcjonowania określonego użytku i musi być dowiązana do tych elementów, które wymienione są w artykule 8 ustawy o krajowym systemie... ewidencji gospodarstw rolnych... według metod „właściwych geodezji i fotogrametrii“ z pełnym udokumentowaniem postaci zmian, jeśli takowe miały miejsce. Jeśli zaś żonglując ceną, o wygranie przetargu ubiegają się niefachowcy lub pośrednicy, którzy wyłudzają usługę od podwykonawców, to Polska Geodezja Komercyjna jest od tego związkiem, aby bronić swych członków i przypadki nieuczciwej konkurencji kierować do organów ścigania. Tym bardziej, że to właśnie Polska Geodezja Komercyjna z taką determinacją przygotowała projekt ustawy o przejęciu ksiąg wieczystych w celu odtworzenia katastru oraz o przywróceniu mierniczych przysięgłych dla jego prowadzenia (mimo, iż projekt znany jest jako autorstwa Federacji Wykonawców, to z rozliczenia wynika szczególny wkład pracy tylko członków Związku Pracodawców). Przy okazji jednak słowa uznania należą się tym firmom informatycznym, które bez doświadczeń w sprawach ewidencyjno-gruntowych i prawno-geodezyjnych ale w rzetelnej współpracy z firmami geodezyjnymi podjęły się uporządkowania dość trudnej ewidencji gruntów w Polsce. Mając powyższe na uwadze wyrażamy nadzieję, że pani Prezes GUGiK bogata w doświadczenia z poprzedniego miejsca pracy pobudzi geodetów do poszanowania swego warsztatu pracy. |