|
Komentarz 77 (121/08) 9 czerwca 2008 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 1. Los geodezji przesądzony W niespełna tydzień przesądzony został merytorycznie los geodezji w Polsce - na długi czas, jeśli nie po wsze czasy. Chyba sami geodeci jeszcze sobie sprawy nie zdają z tego co się stało, bo decyzje zapadały bez ich udziału. Jednak stopniowo będą sobie koledzy geodeci to uświadamiać. Także koledzy rzeczoznawcy majątkowi, pośrednicy i zarządcy nieruchomości powinni sobie uświadomić nową rzeczywistość w jakiej dość nagle się znaleźli. Dwa wydarzenia, jak kamienie milowe, zdecydowały o tym, co geodeci i spokrewnieni z nimi specjaliści będą wykonywali przez wiele następnych pokoleń. Wydarzenia te noszą datę 30 maja i 3 czerwca 2008 roku, a są to: - ustawa z 30 maja 2008 r. o zmianie ustawy o ujawnieniu w księgach wieczystych prawa własności nieruchomości Skarbu Państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego - oraz konferencja prasowa odbyta 3 czerwca br. w Polskiej Agencji Prasowej w związku z udostępnieniem użytkownikom Wielofunkcyjnego systemu precyzyjnego pozycjonowania satelitarnego ASG EUPOS, o czym poinformowano w dniu 3 czerwca na stronie internetowej GUGiK. Czy można traktować na równi ustawę z konferencją prasową? Jeśli chodzi o skutki - tak, gdyż jedno i drugie zdarzenie nagłośniło wolę stosowania przez władze światowych standardów w dziedzinie lokalizacji przestrzennej i związanych z przestrzenią praw. Ustawa przesądziła o zaistnieniu w Polsce katastru nieruchomości, jako podstawowego elementu geoinformacji. Konferencja prasowa potwierdziła, iż geoinformacja będzie określana metodami geodezyjnymi oraz nakreśliła kryteria dokładności. W jakiej formie organizacyjnej, pod czyim przewodnictwem, w jakich ramach czasowych i za ile, to jest rzecz wtórna i w tym zakresie będą się mogły popisać różne federacje, stowarzyszenia, izby a przede wszystkim Główny Urząd Geodezji i Kartografii. Nakreślony jednak został kierunek, zgodny z tendencjami europejskimi i światowymi. Co by nie chciały wymyślać różne uczelnie i instytuty, różni akademicy i profesorowie, zwłaszcza ci wysoko płatni z zewnątrz, podjęte rozstrzygnięcia są nieodwołalne, są niezaskarżalne, bo trudno skarżyć życie, że jest, choć wiele działań z okresu minionych 8 lat było tak irracjonalnych, że miało wymiar temu zaprzeczający. Na pewno służyły jednak przysparzaniu kasy określonym gremiom i z punktu widzenia biznesu, były działaniami jak najbardziej racjonalnymi. A że w wyniku powstały zamki z lodu, to też ucieszyły czyjś wzrok, choć na krótko. 2. Kataster inspirowany przez rząd Wielokrotnie pisaliśmy o historycznej ustawie z 7 września ubiegłego roku o ujawnianiu w księgach wieczystych nieruchomości publicznych. Zorganizowaliśmy w grudniu ubiegłego roku specjalne seminarium poświęcone tej właśnie ustawie. Mało kto jednak się tą ustawą przejmował, a to z racji wybitnie nierealnych terminów, a to z racji rzutu na taśmę przez poprzednią władzę, że to niby miał być atut wyborczy, a to z racji fizycznej niemożliwości wykonania zadania, a przede wszystkim z braku środków na jego wykonanie. A tu nagle stało się! 30 maja br. już nie tylko Pis, a wszyscy obecni w Sejmie posłowie w liczbie 423, czyli jednomyślnie, zdecydowali, że kataster ma być. Że tego tak nie nazwali, to nieistotne, ale sens katastru został w pełni wyeksponowany. A że nie dali na to pieniędzy! A czy ktoś się o te pieniądze ubiegał? Proszę spojrzeć na stanowisko Walnego Zgromadzenia ZPP w tej sprawie. Wszystkie terminy wydłużone zostały o rok i to z mocą wsteczną od 18 maja br., co oznacza, że jak ktoś nie wykonał zadania w pół roku, to w półtora roku powinien wykonać je śpiewająco i to bez dodatkowych pieniędzy. Co jednak wyraźnie zaakcentowano, bardziej niż 7 września ubiegłego roku, to zaangażowanie obywateli do wyjaśniania różnic. Wszystkich obywateli, na obszarze całego kraju, nie tylko na ziemiach zachodnich i północnych. Mamy po prostu do czynienia z nienazwanym katastrem, który starostowie stworzą i własnymi siłami będą synchronizować z księgami wieczystymi. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to niech wzorem Maliniaka ubierze gumowce i idzie na budowę kopać grunt pod fundamenty lub zabijać paliki, bo do wykonywania czynności mierniczych raczej się nie nadaje. Nie chcieli geodeci zaproponować swoje zapisy, nie chcieli składać zapotrzebowania na środki i inne wsparcie, to rząd i posłowie wyznaczyli cel a geodeci niech się teraz martwią jak go zrealizować. Iście szatańskie rozporządzenie MSWiA z 31 stycznia br. w sprawie wzorów wykazów wyszło daleko poza kodeksowe terminy zasiedzeń, ustawowe zamknięcia ksiąg wieczystych i systemowe regulacje prawne, nakazując (w odniesieniu do mienia publicznego) badać historyczne źródła tak daleko wstecz, że nieomal zbliżone do horyzontów biblijnych, co w pełni uzasadnia organizowanie konferencji i prowadzenie geodezyjnych prac badawczych z tego zakresu. O ile lewą stronę wykazu można było wypełnić relatywnie szybko (większość tych co wykonali zadanie do 19 maja br. ograniczyło się do części lewej ale bez badania tytułów prawnych) o tyle część prawa wymaga nadzwyczaj skomplikowanych badań w księgach wieczystych, które w związku z ogromną ilością wniosków o zamianę spółdzielczego prawa do lokalu na pełną własność, nie cieszą się przychylnością wydziałów ksiąg wieczystych sądów rejonowych. Sprawy należą do bardzo pracochłonnych. Ilość działek (parcel) do zbadania w przeciętnym powiecie sięga nawet 20 tysięcy i to wcale nie zgrupowanych w pojedynczych księgach. Oznacza to konieczność zbadania kilku tysięcy ksiąg wieczystych w powiecie i to przez wysoko kwalifikowanego specjalistę. Zbadanie 10 ksiąg na dzień wymaga dużej koncentracji i niemałej wiedzy, co oznacza, że na wiele miesięcy starostowie muszą oddelegować do sądu swych najlepszych pracowników nie mając żadnej pewności, że zbadają wszystko, bo dysponują tylko kluczem ewidencyjnym. Te wszystkie księgi gdzie mienie publiczne jest ujawnione tylko w księgach, a nie w ewidencji gruntów, pozostaną niezbadane. Wszędzie tam gdzie księgi oddano do migracji badanie ksiąg jest po prostu niemożliwe. Ci co próbowali badanie takie przeprowadzić wiedzą jakie to pracochłonne i ile przeszkód napotkali. Ale dla świętego spokoju i bezpieczeństwa zatrudnienia siedzą cicho. Gniotą problem w sobie, jak wiele innych nieracjonalnych żądań szefów i władz. Pracy stracić nie chcą, a chętnych do kierowniczego stołka dużo, zwłaszcza po ostatnim zakreśleniu widełek płacowych w administracji samorządowej. O tym, jak wielka wiąże się z tym odpowiedzialność kandydaci na następców nie myślą, zakładając, że chcieć to móc. I jakkolwiek trudno jeszcze wyegzekwować indywidualną odpowiedzialność urzędnika za błędy w decyzjach, czy w przygotowaniach przetargów i odbiorów robót, to moment ten nieuchronnie się zbliża, a kataster zwany jakimś tam rejestrem prawnym (żeby się źle nie kojarzyło) uprzytomni to bardzo boleśnie. Ten kataster, który ma powstać w wyniku sporządzenia wykazów, złożonych wniosków o ujawnienie nieruchomości i wyedukowanie obywateli, co mają i gdzie sprawdzać, aby wszystkie możliwe sprawy roszczeniowe ujawnić. A najlepiej by było aby móc je jeszcze odręcznie oszacować, aby było wiadomo o jaki rząd roszczeń chodzi. Ci niedouczeni będą sobie z nałożonego zadania kpić ale do czasu. Do czasu kiedy trzeba się będzie rozliczyć z tych ogromnych środków zmarnotrawionych na systemy przestrzenne i katastralne, skonsumowanych bez efektu użytkowego. Potworzono różne RSIP-y z prehistorycznymi danymi a tu trzeba się zderzyć z brutalną rzeczywistością geoinformacji opartej na danych źródłowych, co szczególnie wyraziście unaoczniło drugie, wymienione na wstępie wydarzenie - konferencja prasowa Głównego Geodety Kraju. 3. ASG EUPOS Nie da się ukryć, że rozpoczęcie działania Wielofunkcyjnego systemu precyzyjnego pozycjonowania satelitarnego ASG EUPOS, co podczas konferencji prasowej oznajmiła Główny Geodeta Kraju jest rewolucją techniczną w geodezji. Jeśli Główny Geodeta oznajmiła, że współfinansowany przez Unię Europejską system zapewniający centymetrowe dokładności udostępniono użytkownikom, to oznacza, że: - skutecznie wdrożono europejską inicjatywę EUPOS i system jest kompatybilny z innymi europejskimi systemami pozycjonowania, - w wyniku siedmiu lat testowania na Śląsku, kosztem wielu milionów złotych, osiągnięto wdrożenia produkcyjne, nie tylko badania techniczne i wypracowano cały system zgłaszania i oddawania prac do zasobu łącznie z niezbędnymi podstawami prawnymi, - opracowano niezbędny zestaw standardów technicznych i ofert cenowych, umożliwiających produkcyjne wykorzystywanie systemu a nie oglądanie zamków lodowych jak miało to miejsce w innych projektach realizowanych w tamtych czasach. Udostępnienie użytkownikom do produkcyjnego wykorzystywania systemu umożliwiającego jednoznaczną identyfikację z centymetrową dokładnością trwale zamarkowanego punktu w terenie: narożnika budynku czy znaku granicznego usunie na zawsze zmorę wędrujących współrzędnych tego samego punktu na skutek przeliczeń, transformacji, nowych pomiarów, interpretacji zdjęć itp. Możemy sobie teraz zamiast np. urlopu zafundować określenie współrzędnych punktów granicznych swojej posesji w sposób jednoznaczny i obliczyć powierzchnię działki, która już nigdy nie ulegnie zmianie. Automatycznie dział I księgi wieczystej będzie mógł być objęty rękojmią wiary publicznej i zniknie ten horror, który obecnie się identyfikuje przy porównywaniu danych ewidencyjnych z wieczysto-księgowymi. Na pewno też powstanie jakiś nowy rejestr państwowy (katastralny?), który w odróżnieniu od zwykłej ewidencji gruntów będzie prowadził dane gwarantowane przez państwo (niekwestionowane). Wara wtedy wszystkim sąsiadom, urbanistom i specom od GIS-u, SDI i różnych RSIP-ów od naruszania tej świętości. Ponieważ szczęście nigdy nie może być pełne, to znajdzie się w Polsce kilkadziesiąt takich miejsc gdzie współrzędne i tak będą wędrować z przyczyn naturalnych (na skutek szkód górniczych na Śląsku i Lubelszczyźnie oraz w miejscach osuwiskowych) ale na tę okoliczność GUGiK z pewnością przygotuje standard (nie wytyczne) po sługiwania się systemem w miejscach zagrożonych, więc i ten problem będzie rozwiązany. A co z tymi tonami makulatury geodezyjnej zalegającej obecnie w ośrodkach dokumentacji? Czy w świetle nowoczesnych technologii nie należałoby wyrzucić ją na śmietnik i zacząć wszystko od nowa? O tym następnym razem. Wydaje się, iż nie przesadziliśmy ze stwierdzeniem, iż na przełomie maja i czerwca 2008 r. rozpoczęliśmy rewolucję w geodezji? |