Komentarz 78 (122/08)

16 czerwca 2008 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne koleżanki i koledzy geodeci, rzeczoznawcy majątkowi, pośrednicy i zarządcy nieruchomości!

1. Generalne porządki

Wiele koleżanek i wielu kolegów ochłonęło już po niespodziewanej prolongacie terminów na sporządzenie wykazów mienia publicznego, zwłaszcza ci co wykazów nie złożyli, czyli ponad 80%, gdyż do końca nie byli pewni czy się upiecze. No i upiekło się, a kary dla starostów odsunęły się w czasie.

Szczęściarze wzięli udział w konsultacjach na temat wdrażania ASG EUPOS. Wiedzą już jak w oparciu o wytyczne GUGiK będą przyjmować do zasobu dane oparte o wyniki pomiarów pozyskane z sieci precyzyjnego pozycjonowania satelitarnego, w jaki sposób podmieniać dotychczasowe współrzędne orientacyjne współrzędnymi prawdziwymi i w jaki sposób korygować dane, które między innymi rejestrują zasięg władania mieniem prywatnym i publicznym. Przypuszczamy, że to było przedmiotem konsultacji, bo inaczej nie miały by one sensu.

Nachodzą te tematy na siebie po konfrontacjach lewej i prawej strony wykazów mienia publicznego, które co by nie powiedzieć mocno absorbują geodezję samorządową różnych szczebli, rządową mniej.

Dla administracji rządowej roczna prolongata oddaliła zagrożenie i martwić się będzie dopiero za rok, jak wykazy trzeba będzie zestawiać. A praktyka sporządzania wykazów potwierdza, że rzadko i tylko w odniesieniu do bardzo świeżych spraw zgadzają się i numery i powierzchnie działek, o ile w ogóle udaje się je zidentyfikować. Tymczasem mienie publiczne, którego problem dotyczy wywodzi się z zamierzchłych czasów.

Nieco prościej jest z mieniem gminnym (samorządowym), bo było stosunkowo niedawno komunalizowane. Tragicznie natomiast wygląda sytuacja z mieniem Skarbu Państwa, do którego będzie kierowanych najwięcej spraw roszczeniowych. Jeśli już porównania się zgadzają, to ma to miejsce w odniesieniu do pojedynczych nieruchomości. Koszmarem jest porównywanie tak zwanych publicznych dróg i wód.

Geodeci na pewno mierzyć potrafią. Skąd zatem tak znaczne rozbieżności w rejestrach gwarantowanych przez państwo?

Wynikają one na ogół nie z pomiaru a z zarządzania danymi. Oznacza to, że nowoczesne technologie w postaci ASG EUPOS niewiele zmienią. Są kwiatkiem do butonierki znoszonego, poplamionego i podartego garnituru.

Wykonywane gdzie niegdzie modernizacje ewidencji gruntów przypominają próby odprasowania tego zużytego garnituru a na kupno nowego nie ma pieniędzy. Te co były przeznaczone na Zintegrowany System Katastralny zostały zużyte na próby częściowego farbowania starego garnituru. Mamy teraz różnokolorowe rękawy i nogawki.

Nigdy nie mieliśmy jednoznacznych procedur o charakterze katastralnym, w odróżnieniu od sądów gdzie każdy krok jest regulowany procedurą. W wydziałach ksiąg wieczystych dobrze wiedzą jaka jest wartość oznaczenia nieruchomości ale odpowiedzialność obciąża nie ich a geodezję, a prawa i hipoteki można rejestrować nawet do fikcyjnego przedmiotu, aby były zarejestrowane. Odpowiedzialność za przedmiot obciąża inny organ, to niech on się martwi.

Podobne założenie przyjęły zresztą wydziały finansowe. Podstawą wymiaru podatków są dane ewidencji gruntów i nie ich sprawą jest wnikanie w wartość tych danych. Najwyżej niezadowolony obywatel się odwoła a sprawa rykoszetem trafi do geodezji.

Porównania danych ewidencyjnych z wieczysto-księgowymi, tylko w odniesieniu do nieruchomości publicznych i tylko w odniesieniu do nieruchomości dla których w ewidencji gruntów wymieniona jest księga wieczysta wskazują na:

  • rozbieżności w zaliczeniu do poszczególnych kategorii mienia publicznego,

  • rozbieżności w ilości i numeracji działek, parcel,

  • rozbieżności w powierzchni działek, nieruchomości,

  • trudności w dopasowaniu działek, jednostek ewidencyjnych do poszczególnych nieruchomości.

Badania nie są w stanie zidentyfikować nieruchomości publicznych nie wykazanych jako takie w ewidencji gruntów oraz przywłaszczenia mienia publicznego przez osoby fizyczne, co jest zjawiskiem tak powszechnym jak swego czasu zaorywanie i sięganie „po pańskie“.

Pewnym ułatwieniem mogłoby być sięganie do elektronicznej księgi wieczystej, tam gdzie już funkcjonuje ale pojawiły się bariery w ich udostępnianiu. Mimo ustawowego zapisu nie wszystkie zinformatyzowane sądy chcą je starostom udostępniać, czemu nie należy się dziwić, bo wiedzą jaka jest wartość mechanicznie przepisywanych ksiąg.

Jeśli zatem chcemy korzystać z przodującej w Europie technologii jaką jest sieć ASG EUPOS, to niezależnie od potrzeby sformalizowania procedur związanych z wykorzystywaniem pozycjonowania satelitarnego, procedur wprowadzonych standardem geodezyjnym, czyli instrukcją techniczną wymienioną w rozporządzeniu a nie wytycznymi GUGiK, trzeba przystąpić do generalnych porządków w zasobie geodezyjno-kartograficznym. Podkreślamy formę wprowadzania standardów, bo geodeci są mocno osadzeni w instrukcjach i wytycznych. GUGiK też. Dalej próbuje regulować wytycznymi sprawy, w których wymagany jest normalny standard. Wytyczne nie są wymienione w obowiązującym systemie prawnym jako źródło prawa, stanowiąc relikt branży geodezyjnej z czasów realnego socjalizmu.

Na czym te porządki w zasobie geodezyjno-kartograficznym mają polegać?

2. Wyrzucanie zasobu na śmietnik?

Owszem są takie pomysły, aby ośrodki zlikwidować i zasób wyrzucić. Głoszą je ci, którzy nigdy w ośrodku dokumentacji nie byli, żadnej dokumentacji przewłaszczeniowej nie sporządzili, a specjalizują się w infrastrukturach danych przestrzennych i systemach informacji przestrzennej. To mniej więcej tak jak pouczanie o zasadach życia w rodzinie przez osoby żyjące w celibacie. Najłatwiej oceniać coś czego się nie zna. Na poletku geodezyjnym taki sukces odnieśli ostatnio koledzy z Federacji Wykonawców opracowując projekt nowego Prawa geodezyjnego, dyskutując nad nim intensywnie (dziękujemy kolegom z Zachodniopomorskiej Izby Gospodarczej za zaproszenie na taką dyskusję) i dziwiąc się, że projekt jeszcze nie został skierowany do Sejmu.

Nie da się ukryć, że pomysł połączenia z księgami wieczystymi jest imponujący. Tak rzeczywiście powinno być. Pomysł z podziałami, scaleniami też dobry, na wzór zachodni. Pomysł z geodetami licencjonowanymi (czy przysięgłymi) też godny poparcia. I cenne w tych pomysłach jest to, że zostały wyartykułowane publicznie. I tylko to!

Nikt nie zapytał o zdanie tych, co aktualnie zadania te wykonują i dlaczego to właśnie oni a nie geodeci są za nie odpowiedzialni. Nikt nie przeanalizował tła, jak się to ma w odniesieniu do obecnie funkcjonującego systemu prawnego. Nikt nie pomyślał o skutkach, jakie realizacja tak przygotowanej ustawy mogłaby wywołać.

Bo też nie to grono jest od tworzenia prawa. Za podpowiedzi tak, za tworzenie nie. Dokładnie to samo co z wdrażaniem dyrektywy INSPIRE i tworzeniem infrastruktury danych przestrzennych i to w ramach prawa geodezyjnego. To, że dyrektywa INSPIRE czerpie z podstawowej bazy referencyjnej nie oznacza, że można ją utożsamiać z geodezją.

Były już takie cudaczne eksperymenty, wynikające jakoby z Koncepcji SIP w Polsce, a mające swój wyraz w tworzeniu Regionalnego Systemu Informacji Przestrzennej na Śląsku, skutkującego bezprawnym burzeniem ośrodków dokumentacji, które to sprawy jeszcze czekają na rozliczenie. W tym czasie natomiast sądy porządkowały swoje księgi i zapisy w nich. A że bez udziału geodetów, to dlatego, że geodeci nie byli tym zainteresowani.

W sądzie nikt nie odważyłby się wyrzucić jakiegokolwiek dokumentu. Dokumenty można zamknąć, przekazać do archiwum, bowiem w miarę upływu czasu nabierają wartości historycznych, zwłaszcza w aspekcie spraw roszczeniowych.

W geodezji jest podobnie, a to że wielu geodetów, zwłaszcza tych od których kupowano podpis, teraz wstydzi się fuszerki i chętnie pozbyło by się dowodów na jej popełnienie, to nie powód żeby dokumenty niszczyć.

Każdy skrawek dokumentu, nawet najbardziej podejrzanego, a zwłaszcza te podejrzane, ma bezcenną wartość w dochodzeniu do zgodności z księgami wieczystymi, a poświadczanie zapisanych w księgach praw, posługując się oznaczeniami geodezyjnymi wydają księgi, nie geodezja. Zatem ciężar synchronizacji, jak słusznie zadecydowali posłowie, ciąży na geodetach. Oczywiście na geodetach a także prawnikach wiedzących o co chodzi, a tych poza geodetami powiatowymi jest garstka.

Niewątpliwie największą wartość mają wykazy zmian z okresu powojennego, głównie z lat 1951-1956. Tam gdzie zachowały się resztówki operatów katastralnych warto sięgnąć do wpisów z tamtego okresu. Najlepiej zaś sięgnąć do pozamykanych ksiąg wieczystych i starych zbiorów akt, aby spróbować ustalić stan na wyjściu. Bałagan celowy i przypadkowy został wprowadzony dopiero potem.

Dalej, krok po kroku trzeba odtworzyć, kto zajmował się przygotowaniem i wydawaniem dokumentacji dla ksiąg wieczystych, kto zajmował się gospodarką gruntami, sprawdzić kto jeszcze żyje i poprosić starostę o zorganizowanie spotkania z nimi. Za kawę i ciastko można się w trakcie tego spotkania dowiedzieć więcej niż z opasłych tomów akt. Trzeba obgadać kolegów. Kto był dobry, a kto naciągał. Jaka jest wartość dokumentacji pomiarowej przez nich tworzona. Dopiero według takiego klucza można przystąpić do klasyfikowania obserwacji niezbędnych do synchronizowania dokumentów z księgami oraz do wytypowania specjalistów, którzy mogą to robić.

Sprawy synchronizacyjne należą do wyjątkowo trudnych i najgorszą rzeczą w tych sprawach jest przypadkowy wybór wykonawcy w trybie zamówienia publicznego. Takich co chcieliby mieć wgląd w dokumentację prawną, aby potem nią handlować są całe pęczki.

Zamówienia publiczne w tej dziedzinie, to tak jakby wybór sędziów do prowadzenia spraw cywilnych czy karnych dokonywać w trybie zamówienia publicznego. Wszędzie tam, gdzie określone prace wpływają na kształtowanie praw i ograniczenia praw obywateli, tryb zamówienia publicznego jest bezsensowny. Prezes sądu może w trybie zamówienia publicznego wykonać remont schodów do budynku sądu ale do prowadzenia konkretnych spraw wyznacza sędziów według najlepszego rozeznania ich kompetencji.

W geodezji natomiast modernizację ewidencji gruntów czyli katastru, czyli podstawy oznaczania nieruchomości w księgach wieczystych, wykonuje się w trybie zamówienia publicznego i wygrywa ten co zaoferuje najniższą cenę.

Kontrolę użytków (które powinny być podstawą wymiaru podatków a są podstawą wymiaru dopłat bezpośrednich) znaną pod kryptonimem kontroli powierzchni zasiewów może wykonać każda firma informatyczna działająca przez podzlecenia, byle dała najniższą cenę.

To tak jakby sędziego w sprawie karnej wybrać w trybie zamówienia publicznego bez względu na kwalifikacje oferenta, byle tylko oferent dał najtańszą ofertę. Sądzimy, że znalazło by się wielu, którzy by nawet dopłacili, byle mieć wpływ na wymierzenie sprawiedliwości według swego uznania.

Jakoś zapomnieliśmy o tym, iż w uprawianiu geodezji mieszczą się elementy kreowania wymiaru sprawiedliwości. Nie darmo ugody zawarte przed geodetą mają moc ugody sądowej.

Wypada o tym pamiętać rzucając hasła o wyrzucaniu dokumentów geodezyjnych na śmietnik, a jeszcze bardziej trzeba o tym pamiętać wnioskując przejęcie do geodezji ksiąg wieczystych, co dedykujemy kolegom których szczególne zasługi za ten pomysł zostały uhonorowane gratyfikacją finansową.

- Powrót -