|
Komentarz 81 (125/08) 7 lipca 2008 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 1. Standardy w życiu codziennym Ostatni komentarz o standardach wyceny wywołał kilka telefonów a w ślad za nimi korekty tekstu odnośnie miejsca zatrudnienia komentatorek standardów geodezyjnych. Że owszem, pracują w administracji ale nie geodezyjnej tylko nieruchomościowej. Korektę wprowadziliśmy ale mamy obiekcje czy podział taki należy utrzymywać a nawet pogłębiać. Źródłem egzystencji klasycznej geodezji jest przestrzenne rejestrowanie i podział nieruchomości, co nawet ma swoje odbicie w nazwie zawodu. Nawet tak zwani geomatycy, chyba nieświadomie, też do tych źródeł sięgają. Nie ma się zatem co wstydzić łączenia geodezji z nieruchomościami, a wręcz w tej nieuzasadnionej awersji trzeba doszukiwać się przyczyn kryzysu jaki geodezja aktualnie przeżywa. Oczywiście na wstępie trzeba wyjaśnić co się pod pojęciem nieruchomości rozumie, co wcale nie jest takie oczywiste w kontekście odgrzewanego dowcipu o dwóch koleżankach, z których jedna tuż po ślubie skarży się na niemoc swego małżonka, a druga zdumiona pyta dlaczego tego nie sprawdziła przed ślubem? W odpowiedzi usłyszała, że owszem poszkodowana pytała i usłyszała, iż przyszły małżonek ma problemy z nieruchomością ale sądziła, iż chodzi o biznes nieruchomościowy np. rzeczoznawstwo, pośrednictwo czy zarząd, stąd i drobne nieporozumienie. Otóż jeśli już zdecydowaliśmy, iż chodzi o nieruchomość w brzmieniu kodeksu cywilnego, co wcale nie jest takie oczywiste jeśli spojrzeć na produkt autorów rozporządzenia ewidencyjnego z 2001 r., mowa o jednostkach rejestrowych nie mających w istocie nic wspólnego z nieruchomością, ani tą kodeksową ani tą wieczysto-księgową, to wchodzimy nieuchronnie w sferę standardu z tej dziedziny, standardu bardzo delikatnego. Otóż we współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym, czy unijno-europejskim, co jest tożsame, ludzie nauczyli się inwestować w nieruchomości, co jest o wiele pewniejsze niż inwestowanie w akcje, złoto czy biżuterię. Aby inwestować w nieruchomościach trzeba się posługiwać zestandaryzowanym pojęciem ich rozumienia a to u nas nie jest wcale takie proste. Niby garaż i mieszkanie są takie same u nas jak na zachodzie, ale już udział w nieruchomości wspólnej nie. Niby księgi wieczyste są podobne ale już lokalizacja nieruchomości oznaczonej w tych księgach wzbudza poważne obiekcje jeśli w ogóle jest możliwa. Rzeczoznawcy zgodnie ze standardami wyceniają nieruchomości, pośrednicy sprzedają a zarządcy zarządzają nieruchomościami, których kształtu i wielkości wcale nie są pewni, bo i geodeci za to odpowiedzialni wcale nie są przekonani do dokumentów które wydają. Gdyby w tym zakresie istniały standardy, to można by się powołać na nie. W obecnej sytuacji wypada tylko czekać kiedy i gdzie trzaśnie, a póki co udawać, że nic takiego się nie dzieje. Dopóki standardem były stare, poczciwe instrukcje techniczne i wytyczne, to zgodnie z logiką naprostowywało się granice wątpliwe i konstruowało „kreatywne“ wykazy zmian, które niekonieczne były zgodne z rzeczywistością ale pasowały do buchalterii katastralno-wieczysto-ksiegowej. Elektroniczna księga wieczysta i zinformatyzowana ewidencja gruntów proces ten usztywniły i zaczęły się schody. Informatyka, jako wszechobecne narzędzie usprawniania pamięci zaczęła dyktować standardy, niekoniecznie zgodne z logiką i zdrowym rozsądkiem. Podobnie zresztą jak pamięć ludzka, która także rejestruje informacje nie tylko pożyteczne. W odróżnieniu od systemów komputerowych pamięć ludzka dysponuje jednak krytyczną samooceną, co i jak wykorzystywać. Zafascynowane informatyką dzieci dowiadują się np., że po 1 wcale nie następuje 2 a 10, a po 10 zaś następuje 100, 101, po 109 występuje 11, po 11 z kolei 110, 111 itd. a po 119 12, dalej 121 itd. dopiero po 199 mamy długo oczekiwane 2 ale po nim 20, 200, itd. Gdyby liczyć dalej, schody są coraz bardziej strome i w miarę jak zwiększa się zbiór coraz trudniej zauważalne są pułapki. Powyższe problemy zaczynają się wtedy gdy cyfrę poprzedzimy oznaczeniem kierunkowym np. księgi wieczystej czy innym oznaczeniem alfanumerycznym. Jest to jedna z przyczyn przypadkowych zacięć w wielkich zbiorach informatycznych, choć istnieją sposoby na zabezpieczenie się przed nią. Co poniektórzy informatycy do tego przywykli i uważają, że świat powinien się dostosować do tego sposobu liczenia. Dokładnie tak, jak twórcy nowego prawa geodezyjnego. Ale nie cały świat już wie, że ma do czynienia z tak wielkimi zmianami i próbuje liczyć normalnie, po staremu. Kiedyś nauczyliśmy się, że po 1 następuje 2, 3 itd. a tu nagle okazuje się, że po 1 następuje 10. Oczywiście tak też można. Nikt się nie dziwi, że po arabsku czy hebrajsku pisze się z prawej do lewa, a bodajże po chińsku misterne znaczki maluje się z góry w dół. (w piśmie węzełkowym zaplatało się węzły z góry w dół). Tak też można, ale o tym trzeba wiedzieć. Zdarzyło się np. że w procesie ujawniania mienia publicznego w księgach wieczystych, wspaniały zresztą projektant systemów przygotował wykaz ksiąg do identyfikacji w manierze informatycznej, a ci w księgach odczytali go po staremu, jak przeciętni, jeszcze nieprzekonwertowani pracownicy. W konsekwencji powstał produkt też wartościowy, ale znacznie więcej czasu trzeba było poświęcić na jego segregowanie. To, że np. na Śląsku, gdzie wiele ksiąg wieczystych zawiera zapisy w jęz. niemieckim, pracownicy byłych Państwowych Biur Notarialnych mieli problemy z odczytaniem ksiąg opatrzonych wtedy standardowymi gotyckimi zapisami m.in. „geschlossen“ wywołuje szereg nieporozumień w dochodzeniu stanu prawnego. Wszakże pracownicy ci nie mieli prawa znać języka, którego uczenie się było w tym regionie przez szereg lat zakazane. Oznacza to, że standaryzacja to nie tylko jakieś tam ujednolicone normy, czy reguły postępowania. Standaryzacja w życiu to klucz do postępowania z podobną wolą czy intencją w sytuacjach mnogich. Jeśli sprzedaje się 20 mieszkań w bloku lub 20 garaży w jednym kompleksie garażowym, to mogą one być przedmiotem różnych transakcji cenowych ale powinny być zarejestrowane w tym samym standardzie aby nie doprowadzić do cudownego rozmnożenia powierzchni gruntu, co dziś niestety często ma miejsce. Jeśli już tworzy się GIS adresowy, GPS-owy, z na ogół bezprawnie zawłaszczonych danych, to trzeba stworzyć go tak aby lokalizacyjnie i interpretacyjnie nie wprowadzał w błąd, na skutek zastosowania sobie tylko wiadomych reguł. Od tego są standardy ISO czy CEN a nawet PN-y, nawet wtedy gdy decydenci z niewiadomych względów nie lubią ujednoliconego słownictwa. 2. Życie w standardach W życiu codziennym standard nam nie przeszkadza. Chodzimy w L-kach, czy XL-kach, nosimy koszule nr 38, czy 39 buty 42 czy 43, mieszkamy w M-3 czy M-4, jeździmy Fokusem, Oplem Astrą czy inną Toyotą, słuchamy MP3 i tp. A to wszystko są zestandaryzowane produkty. Ale jak trzeba zestandaryzować dane o naszej czy naszych nieruchomościach, to podnosi się krzyk, że to niemożliwe. Skąd się to bierze? Z bardzo prostej przyczyny. Łatwo zgadzamy się na standaryzację rzeczy prostych, oczywistych. Sprzeciwiamy się standardom skomplikowanym bo ich nie rozumiemy. A może ktoś chce nas nabrać? I mimo woli dajemy się nabierać, bo bez standardów te procesy odbywają się poza naszymi plecami i z braku standardów są zdecydowanie mniej przejrzyste. Akceptujemy potrawy z Mac Donalda, KFC, centralnej przygotowalni: żurki, gulasze, bogracze, fasolki po bretońsku, często przepłacamy je np. w barach kolejowych, kupujemy bez zastanowienia bieluchy, galaretki, lody i nawet co rusz wykryte salmonelle nie są nas w stanie powstrzymać nas przed konsumpcją tych standardów żywieniowych. Podobnie łykamy bez zastanowienia różne ranigasty, aspiryny, etopiryny, apapy itp. Potem tylko wybrzydzamy przy wyborze lekarza, bo musi być najlepszy dla dokonania wyboru standardu przeciw chorobom nabytym standardowo lub przy zastosowaniu standardów. Już nic nie mówimy, bo nie jesteśmy w stanie, jak nas standardowo wyprawiają na tematem świat, przy użyciu standardowej trumny, ceremonii, dowodów współczucia. Standardowe są metody zmiany rządów, systemów politycznych, wprowadzania demokracji, kreowania gwiazd, polityków itp. Standardowe są metody stanowienia podatków, także tzw. katastralnego, który mamy jak w banku. To tylko kwestia czasu. I dopiero wtedy wielu obudzi się dla sprawdzenia czy aby go nie naciągnięto przy wpisaniu do rejestru jego standardu nieruchomościowego. Bo choć przed nim się bronimy to on i tak istnieje tylko w zniekształconej postaci. Takim standardem nieruchomościowym jest numer księgi wieczystej. Spróbujcie coś załatwić w sądzie jak go nie znacie! Ciemna mogiła. Wkujcie go zatem na pamięć, jak numeru dowodu osobistego, identyfikacji podatkowej, PESEL-a czy REGONU. To także są standardy! A jak już znacie numer to ciągle jeszcze nie wiecie co wam tam w tej księdze wpisano, zwłaszcza elektronicznej (uczenie się wypisu z nowej księgi wieczystej to jak nauka esperanto, niby są wyrazy znane a całość to język obcy). Bo w międzyczasie zmieniono numery parcel, obrębów, zlikwidowano karty map, albo co nie daj Boże skorygowano granice administracyjne. A to, że powierzchnia zmienia się jakby Ziemia była z gumy, to normalka. Gdybyśmy tak jeszcze wprowadzili wyniki wektoryzacji, to by dopiero była zabawa. Koledzy wykonawcy dobrze wiedzą jaka jest rzeczywistość. Dlatego tak ochoczo zaproponowali przyłączenie ksiąg wieczystych do geodezji. Pomysł w istocie nie jest zły, bo kiedyś porównanie i zsynchronizowanie danych musi nastąpić. Pytanie czy w ten sposób? Ongiś niski poziom techniki i technologii uniemożliwiał precyzyjne pomiary. Dziś nie ma żadnych przeszkód żeby precyzyjnie mierzyć. Znacznie trudniej jest to sensownie zorganizować, zwłaszcza osobom nie mającym elementarnej wiedzy o tym jak do obecnej sytuacji doszło. I tym co uwierzyli, iż informatyka jest lekiem na wszystko. W USA były już czynione próby stworzenia informatycznego lekarza, który na podstawie standardowych badań aplikował standardowe lekarstwa, bez udziału lekarza. Okazało się, że bez lekarza się jednak nie da. Kogo oczywiście na lekarza stać. Jak cię nie stać, to skorzystasz ze standardowych ceremonii pożegnalnych, także zestandaryzowanych dla bogatszych i biedniejszych. Czymś podobnym do informatycznego lekarza jest wykaz nieruchomości dla ujawnienia w księgach wieczystych mienia publicznego. Idea piękna, bardzo trudna w realizacji ale sama niczego nie zmieni. Brakuje jeszcze tego lekarza, który być może zaaplikuje standardowe lekarstwo, ale będzie wiedział w jakich okolicznościach, jakie zastosować aby nie zaszkodzić. Sprawy różnic między księgami wieczystymi a katastrem, sprawy rozbieżności działek czy powierzchni w określonych warunkach trzeba nie znać a czuć. To tak jak z leczeniem hindusów czy murzynów przez polskich lekarzy. Oczywiście, że lekarze po jakimś czasie się zaadaptują i będą równie sprawni jak w Polsce ale poznanie warunków miejscowych i miejscowych odmian chorób wymaga oprócz wiedzy odpowiedniej praktyki To z braku dostatecznej wiedzy i praktyki dostosowanej do warunków miejscowych tyle problemów wywołali koledzy z Mińska Mazowieckiego i Płocka próbując całej Polsce narzucić model, funkcjonujący w ich byłym rejonie działania. Mieli przy tym odwagę zaproponować użycie dla tego modelu nazwy katastru dopóki właściwy nie powstanie. I w ten sposób powstał substytut, który nam bokiem wychodzi ale innego nie ma. Mamy też geodezyjny standard z nazwy (SWDE), który w świetle prawa standardem nie jest. W swej pierwotnej postaci jest przepisem prawa, który jakkolwiek nosi nazwę źródła prawa, nie został w ustawie wywołany, stąd jego przytoczenie w rozporządzeniu zakwestionowaliśmy w wystąpieniu do rzecznika Praw Obywatelskich. Natomiast instrukcja G-5 i wszystkie erraty do niej czy testy są bezprawiem. Na odpowiedź Głównego Geodety Kraju do Rzecznika czekamy już ponad pół roku. Format SWDE można przyrównać do Trabanta. W czasach powszechnego niedostatku ten pojazd też spełniał funkcje samochodu. Prymitywnie, ale spełniał. Smrodził ale jechał i był zdecydowanie łatwiejszy w naprawie niż auta współczesne. A że wymagał częstych napraw, to już zupełnie inna sprawa. Teraz na szczęście koledzy od geodezyjnego odpowiednika Trabanta uwzięli się tylko na jedno województwo. Trochę duże, ale każdy ma to na co sobie zasłużył. Przy tych standardach geodezyjno-prawnych jakie od lat serwują nam koledzy z rzeczonego województwa zapowiedź Platiniego o losach Euro 2012 można traktować nie jako ostrzeżenie a wyrok. Ekipy budowlane można za odpowiednią cenę ściągnąć z całej Europy ale uregulować sprawy terenowo-prawne muszą przede wszystkim geodeci a nie ma najmniejszych symptomów o pojawieniu się na horyzoncie kogoś, kto by wiedział jak. To tak jak z tym mechanikiem co stuknął raz młotkiem i zdefektowane auto ruszyło a za usługę zawinszował sobie tysiąc złoty. Oburzony kierowca, profesor skądinąd, zaprotestował, iż on na tysiąc złoty musi pracować cały tydzień a tu taka cena za jedno uderzenie młotkiem? Odpowiedź była krótka. To cena za wiedzę gdzie tym młotkiem należy uderzyć. |