Komentarz 82 (126/08)

14 lipca 2008 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne koleżanki i koledzy geodeci, rzeczoznawcy majątkowi, pośrednicy i zarządcy nieruchomości!

1. Katastralnicy czy rzeczoznawcy ewidencyjno-gruntowi?

Chyba już niedługo określenie to znajdzie się w powszechnym użyciu. Któż to taki zapytają koledzy z młodszego pokolenia? To ci, którzy przygotowują dokumentację geodezyjną dla ksiąg wieczystych a obecnie próbują synchronizować dane ewidencyjno-gruntowe z wieczysto-księgowymi. To ci, którzy po partyzancku próbują zastępować rządową administrację geodezyjną w odtwarzaniu jednego z podstawowych elementów zarządzania współczesną gospodarką, jakim jest systemowa informacja geodezyjna w odróżnieniu od informacji przypadkowej będącej w powszechnym użyciu.

Próbowaliśmy wielokrotnie uczulać na wagę tematu ale praca okazała się syzyfową, wyprzedzającą o wiele lat możliwości percepcyjne geodezyjnej kadry kierowniczej, trzeba zatem nastawić się na długi, żmudny proces uświadamiania i kształcenia kadr geodezyjno-prawnych, żywiąc nadzieję, że jak za kilkanaście lat obecnie kształcone kadry obejmą kierownicze stanowiska, być może przywrócą geodezyjną precyzję i wiarygodność danych wykazanych w państwowym rejestrze chroniącym własność.

Wszystko jednak wskazuje na to, że motorem przemian będą nie geodeci a specjaliści od gospodarowania nieruchomościami, zaś katastralnicy czy rzeczoznawcy ewidencyjno-gruntowi usadowią się jako kolejny zawód nieruchomościowy w branży, którą życie zmusza do nadążania za zmianami w systemie prawnym państwa członkowskiego Unii Europejskiej.

Nasze stowarzyszenie, które zostało utworzone dla wdrażania geodezyjnej informacji systemowej będzie przedsięwzięciu patronować aby osiągnąć cel, którym jest informacja o terenie spójna, aktualna, dokładna i powiązana z prawami i ograniczeniami w korzystaniu z terenu, czyli współczesna, w odróżnieniu od GIS-ów tworzonych ze zdeaktualizowanych map topograficznych lub w najlepszym przypadku ze zdjęć satelitarnych interpretowanych przez przygodnych specjalistów przestrzennych.

Proces synchronizacji danych systemowych jest niebywale trudny i złożony, zarówno po stronie geodezyjnej jak i po stronie wieczysto-księgowej. To nie są dane jednorazowe, sfotografowane z mniejszą lub większą precyzją czy spisane z aktu notarialnego. To są dane nakładające się w czasie, rejestrowane przez ludzi o różnym wykształceniu, różnej mentalności, w warunkach różnych kultur wykształconych w okresie historycznym kilku tysiącleci przy tak gwałtownych zmianach państwowości jak opisane w komentarzu nr 74/118 z 19 maja br. No i oczywiście przy zastosowaniu różnych standardów.

Znaczącym powodem jest też mnogość przypadków, mnogość materiału badawczego. Co innego znaczy zbadanie jednej księgi, jednej działki, a co innego kilkadziesiąt tysięcy. Co innego popatrzeć na zapis, jaki aktualnie w księdze figuruje, a co innego jak kształtował się w czasie, przy pomocy jak zmyślnych sposobów był modelowany. Jeszcze w sytuacji jak porównujemy arbuzy z jagodami, bo tak się mają księgi wieczyste do ewidencyjno-gruntowych jednostek rejestrowych.

A porównać i zsynchronizować te dane niestety trzeba, bo na nich opiera się skuteczność rozwoju gospodarczego. Nieuregulowany stan prawny powtarzany jest jak zaklęcie usprawiedliwiające każdą niemoc. Otoczone jest z reguły nimbem tajemniczości odstraszającym od wnikania w sedno sprawy. A przecież tam tkwią zwykłe błędy, nieudolności organizacyjne czy pazerność twórców różnych koncepcji SIP, zintegrowanych systemów katastralnych czy ewidencyjnych. Powoli błędy te stają się historią, znakomicie komplikując wykonywanie zawodu. Do starych uwarunkowań historycznych doszły nowe z pogranicza zainteresowań już historyków czy jeszcze prokuratorów.

Postanowiliśmy te historyczne uwarunkowania uplastycznić, żeby ułatwić zadanie wszystkim zainteresowanym.

2. Szlak historii Polski i geodezji

Wychodzimy zatem z inicjatywą zorganizowania szlaku historii Polski i geodezji, który w okresie tygodniowej wycieczki autokarowej pozwoliłby adeptom sztuki geodezyjnej, nieruchomościowej ale także rodakom i gościom z zagranicy, ciekawym burzliwych dziejów Polski, zapoznać się z kamieniami milowymi historii kraju i dokumentującej ją sztuki geodezyjnej, która jako jedyna w tak reprezentatywny sposób potrafiła historię tę utrwalić i zilustrować. Wprawdzie do kreatywnej rejestracji historii bardziej przyznają się kartografowie ale wykorzystując narzędzia sztuki geodezyjnej, zatem rola żadnej z grup zawodowych nie została pomniejszona.

Szlak zaczynałby się oczywiście od Krakowa, nie tylko z uwagi na historyczną stolicę Polski, bo tych było więcej ale dla zapoznania z katastrem austriackim, dla spotkania z profesorami, którzy profesjonalnie zgłębili problemy towarzyszące temu katastrowi, czego o innych katastrach powiedzieć się nie da. Także dla zwiedzenia Muzeum Nowohuckiego, które jako jedyne tak bogato dokumentuje tysiąclecie celtyckie (przed słowiańskim) na znacznej części obszaru Polski. Celtyckie cechy charakteru, które przetrwały w genach przypuszczalnie sprawiają, że na tych terenach zgodność danych ewidencyjno-gruntowych z wieczysto-księgowymi jest wielokrotnie wyższa niż na pozostałych.

Kolejnym etapem szlaku byłoby zahaczenie o Trójkąt trzech cesarzy, za którym w bliskiej odległości jest możliwość dotknięcia katastru pruskiego, katastru umożliwiającego precyzyjne odtworzenie każdej piędzi ziemi na przestrzeni wieków. To inny świat, w który tak niezręcznie i tak drogo wprowadzał nas jeden profesor z Dolnej Saksonii. W rejonie katastru pruskiego istnieje też możliwość zetknięcia się z przykładami rejestrów prawie w pełni zsynchronizowanych. Niewiarygodne ale prawdziwe!

Dalej szlak wiedzie przez jędrzejowskie Muzeum zegarów i grób błogosławionego Wincentego Kadłubka, autora pierwszej historii Polski, do Kielc, św. Krzyża , św. Katarzyny i dymarek w Nowej Słupii. Przy okazji są to tereny z założoną od podstaw powojenną ewidencją gruntów, którą można i należy rozpatrywać w kategoriach specyficznego katastru, choć nie jedynego jak wielu profesorom i decydentom się wydaje.

Następny etap to Muzeum Geodezji w Opatowie. Przede wszystkim dlatego by oddać cześć władzom Opatowa a raczej opatowskiego, za utrwalenie dorobku polskiej geodezji, nie zapominając, że to właśnie w tych okolicach urodził się Wincenty Kadłubek, tu działał, a w przepięknej, liczącej dziewięć wieków Kolegiacie Opatowskiej przechowywane są oryginały nadań dóbr ziemskich z 1187 r. będące pierwszą formą współczesnej księgi wieczystej. Na tym etapie jest jeszcze Sandomierz, który w okresie Kazimierza Sprawiedliwego pełnił praktycznie funkcję stolicy kraju.

Kolejny etap wiedzie przez Kazimierz i Puławy do Lublina zwanego Jerozolimą Północy z wielu względów, zwłaszcza jednak z powodu majestatycznego piękna nie ustępującego Krakowowi i Toruniowi.

W drodze z Lublina do Warszawy przystanek w Kozłówce, m.in. dla rzucenia okiem na przedmiot zarejestrowany w byłym Katastrze Zamojskim a dalej zapoznanie w Warszawie na Olbrachta z najnowszymi osiągnięciami geodezyjnymi, jako że tam mieści się centrala ASG EUPOS.

Chyba nie popełniliśmy błędu utożsamiając w jakimś stopniu historię Polski z historią geodezji?

Na tym turystycznym akcencie kończąc ogłaszamy przerwę wakacyjną w publikowaniu komentarzy, chyba że koleżanki i koledzy z miejsc wskazanych na szlaku zechcieliby dodatkowo uzasadnić dlaczego należy do nich przyjechać, a jest wiele interesujących miejsc na szlaku, które należałoby koniecznie zobaczyć (np. Bodzentyn, Ćmielów, Janowiec, Lelów, Opole Lub.,Solec n.Wisłą, Ujazd czy Szydłów zwany polskim Carcassone).

Wtedy komentarze są do ich dyspozycji. Zapraszamy również do podzielenia się swymi spostrzeżeniami koleżanki i kolegów, którzy sporządzili już wiadome wykazy ujawniające mienie publiczne, w których to wykazach jest znacznie więcej historii Polski niż wyobrażali sobie nawet twórcy ustawy.

- Powrót -