Komentarz 86 (130/08)

15 września 2008 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne koleżanki i koledzy geodeci, rzeczoznawcy majątkowi, pośrednicy i zarządcy nieruchomości!

Czy fekalia muszą śmierdzieć?

Jadąc przez Śląsk nowoczesną trasą średnicową, na granicy Katowic i Chorzowa wjeżdżamy w strefę potwornego smrodu. To śmierdzi oczyszczalnia Klimzowiec, już od wielu lat. Czy musi tak cuchnąć?

Oczywiście, że nie. Prawidłowo eksploatowana oczyszczalnia ścieków jest bezwonna i może się znajdować w centrum miasta. Oczyszczalnie zaniedbane lub źle eksploatowane śmierdzą. Najczęściej zagniwa w nich osad ściekowy powodując nieprzyjemny odór.

Dziś nie cuchną już nawet szamba jeśli użyć kostki zapachowe.

Tym bardziej nie powinny być uciążliwe dla otoczenia oczyszczalnie ścieków, najbardziej preferowane przez Unię Europejską zakłady ochrony środowiska, wyposażone w super nowoczesne technologie. Jeśli ktoś do tej pory o to nie zadbał, to wykazał wyjątkowo złą wolę lub brak kompetencji.

Płacimy wszyscy bardzo dużo za to, aby wodę oczyścić i to oczyścić w sposób fachowy. W opłacie za wodę mieści się część za jej ujęcie i dostarczenie (około 1/3) ale mieści się też część za jej oczyszczenie, stanowiąc około 2/3 opłaty za wodę. Czyli mieszkańcy ponoszą koszty oczyszczenia ścieków.

Opłaty za wodę są już u nas wyższe niż w krajach zachodnich, a zapowiada się, że jeszcze wzrosną i to wielokrotnie. Jednocześnie Unia Europejska pompuje ogromne pieniądze w budowę oczyszczalni ścieków. Tyle, że w przypadku oczyszczalni Klimzowiec środki te od wielu lat są niewykorzystane. Śmierdzi zatem dalej.

Mieszkańcy zagłębia Ruhry porównywalnego co do wielkości i zlewni z aglomeracją górnośląską wypijają rzekę Ruhr trzykrotnie zanim dopłynie ona do Renu. Wypijają trzykrotnie oznacza, że tyleż razy pobierają wodę z rzeki i zrzucają do rzeki oczyszczone ścieki. My zaś transportujemy wodę z czystych górskich rzek a ścieki zrzucamy na ogół wprost do rzeki lub poprzez źle pracujące oczyszczalnie, jak ta w Klimzowcu, też do rzeki, przerzucając zmartwienie np. na mieszkańców Warszawy i innych miejscowości zmuszonych korzystać z wody w Wiśle. Z tym Klimzowcem to może być niefrasobliwość, może też być upodobanie, bo tuż pod okiem władz miasta, w przepięknym „Parku Róż“ znajduje się doskonale zagospodarowany staw, do którego wpływają ścieki wywołujące zapach nie mający z różami nic wspólnego.

Co ma wspólnego gospodarka wodno-ściekowa z geodezją? Ma, bardzo dużo. Nie tylko poprzez ZUD-y i mapę zasadniczą, na której urządzenia tej gospodarki są rejestrowane. Nie tylko poprzez mapy hydrograficzne i sozologiczne rejestrujące schemat ideowy funkcjonowania gospodarki wodnościekowej. Przede wszystkim podobne są systemy zarządzania informacją przestrzenną i zarządzania zasobami wodnymi. Jeden i drugi może być efektywny tylko wtedy, gdy jest zintegrowany. Wystarczy jeden nagłośniony dziki zrzut ścieków do rzeki aby poprzez „miano coli“ zidentyfikować ten ślad w wodzie i zakazać korzystania z niej. Wystarczy jeden nagłośniony błąd w zasobie geodezyjno-kartograficznym, zwłaszcza w ewidencji gruntów, aby źle oceniać cały zasób. A przecież tych zrzutów i błędów jest ogromnie dużo a poprzez zaproponowany kształt ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej zamierzamy systemowo ilość tych błędów zwielokrotnić.

Tak jak czysta woda jest warunkiem życia, tak wiarygodna informacja o terenie jest warunkiem bezpiecznego posiadania, czyli poniekąd też warunkiem życia. Dyrektywa INSPIRE jest wynikiem kompromisu wypracowanego przez wiele lat jej przygotowania i jej twórcy dobrze wiedzieli co zamierzają w wyniku jej wprowadzenia osiągnąć. W pełni wiarygodna baza referencyjna leżała u podstaw dyrektywy i tak to w niej zapisano.

Wiarygodna informacja przestrzenna jak czysta woda

Dyrektywa Unijna wyraźnie zastrzegła w ust.3 art.8, że krajowe przepisy wykonawcze powinny zapewnić „...spójność pomiędzy elementami informacji odnoszącymi się do tego samego położenia lub pomiędzy elementami informacji odnoszącymi się do tego samego obiektu przedstawionego w różnych skalach.“

Chodzi o to, aby ten sam obiekt w różnych skalach zachował określone relacje topologiczne właściwe technikom informatycznym.

My natomiast zaproponowaliśmy cztery różne bazy dla tego samego obiektu przedstawionego w różnych skalach, a mianowicie:

- bazę ewidencji gruntów

- bazę państwowego rejestru granic i powierzchni jednostek podziału terytorialnego kraju

- bazę obiektów topograficznych,

- bazę obiektów ogólnogeograficznych.

To tak jakby dla infrastruktury informacji przestrzennej zastosować reguły gospodarki wodno-ściekowej:

- dla państwowego rejestru granic zapewnić taką zwykłą wodę powierzchniową,

- dla celów ewidencji gruntów dostarczyć wodę dodatkowo uzdatnioną,

- dla obiektów topograficznych przewidzieć wodę przemysłową

- a dla obiektów ogólnogeograficznych zaoferować zwykłe ścieki.

Taka mniej więcej jest wartość obiektów wykazywanych w poszczególnych systemach.

A przecież to ma być jedna woda, wielokrotnie, umiejętnie wykorzystana.

Na tym właśnie zasadza się stwierdzenie z poprzedniego komentarza, iż w rozdziale siódmym projekt ustawy poważnie się z dyrektywą rozmija proponując zmianę istoty dyrektywy (patrz uwaga nr 5) i zmiany prawa geodezyjnego i kartograficznego kolizyjne z dyrektywą [kolidują z dyrektywą projektowane zmiany art.4 ust.1a pkt.2 i 3 z pkt.5), 7) i 8)] i ze sztuką geodezyjną, gdyż sztuka geodezyjna nie przewiduje takiego rozdwojenia czy spoczwornienia jaźni jak aplikuje nam to projekt ustawy.

Zastrzegliśmy się, że „być może autorzy tego rozdziału odkryli metodę jednokrotnego zbierania danych wykorzystywanych w różnych edycjach obiektu, bo jest to możliwe, ale powinni ujawnić siebie i metodę, aby można było podjąć dyskusję.

Być może mieści się to w projektach przepisów wykonawczych, które powinny towarzyszyć projektowi ustawy, ale przepisów tych nie dołączono“.

Że jest to możliwe udowadnialiśmy przed 10. laty podczas konferencji naukowo-technicznych w Olsztynie i Ostródzie, w obecności dużej liczby przedstawicieli krajów unijnych, którzy uczestniczyli w projektach PANEL_GI i ABDS. Bardzo ciekawe rozwiązania generalizacyjne prezentował wtedy prof. Chrobak z Krakowa.

W podobnym kierunku zmierzali naukowcy unijni i jeśli w dyrektywie znalazło się zalecenie spójności pomiędzy elementami informacji odnoszącymi się do tego samego położenia lub pomiędzy elementami informacji odnoszącymi się do tego samego obiektu przedstawionego w różnych skalach, to jest to zgeneralizowany przejaw myślenia w tym właśnie kierunku.

Nie wywołało to jednak dalszego oddźwięku w Polsce, a praktyka poszła w kierunku prymitywnego naśladownictwa amerykańskich GIS-ów i tak zwanego amerykańskiego katastru, który z europejskim nie ma nic wspólnego. To co Amerykanie określają mianem katastru jest zilustrowanym na drobnoskalowej mapie leśnej, wspomaganej zdjęciami satelitarnymi, rejestrem aktualnego stanu posiadania, który z dość miernymi rezultatami próbują uszczegółować (około 20 % pokrycia w okresie minionego ćwierćwiecza - utrwalona relacja z marca b.r. z obrad 10 GSDI).

A my to zaczynamy naśladować między innymi poprzez IPE i wektoryzację map obrazków, które nigdy takiemu procesowi nie powinny być poddane. W tym samym duchu jest utrzymany projekt ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej z czterema niepowiązanymi bazami źródłowymi. Skazali się na takie rozwiązanie zwolennicy różnych wielkich i drogich platform sprzętowych czy brzmiących obcojęzycznie programów komputerowych.

Tak oczywiście też można ale dlaczego rezygnujemy z polskiej tradycji i historii, z zintegrowanego modelu infrastruktury informacji przestrzennej wymuszonego na polskiej kadrze przedwojennych naukowców i inżynierów przez konieczność likwidacji skutków przestrzennej infrastruktury pozaborowej?

Byliśmy jedynym tak wszechstronnym i tak wdzięcznym przykładem integracji ponadkrajowej czyli odpowiednikiem dzisiejszej integracji europejskiej i w momencie jak się nam zaleca taką integrację my próbujemy cofać się do rozwiązań pierwotnych, właściwych tym co zaczynają budować infrastrukturę od zera.

Trzeba było spisać na straty okres rządów poprzedniego kierownictwa GUGiK, które początkowo robiło wrażenie, iż wie o co chodzi, ale potem sparaliżował je strach przed ekspertowym wiceministrem, za którego rządów rozwinęła się idea polskiej adaptacji dyrektywy INSPIRE, a nowa ekipa została skazana na kontynuację tamtych prac bo czas naglił. Jednak pośpiech z reguły jest złym doradcą.

Od czasu jak GGK nr 12 próbował przeforsować przez Sejm tak zwany Zintegrowany System Informacji o Nieruchomościach, system dla którego w gospodarce wodnej odpowiednikiem mogłaby być kategoria wód niesklasyfikowanych (przed ostatnimi zmianami funkcjonowały trzy klasy czystości wód i wody poza klasyfikacją, klasa I była wodą pitną, klasa III wodą przemysłową), trochę w prawie geodezyjnym pogrzebali budowlańcy (likwidacja ZUD-ów) i nastała cisza.

Geodecie nr 13 udało się tylko wywołać Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 5 maja 2008 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie ustanowienia Pełnomocnika Rządu do Spraw Rządowego Programu Rozwoju Zintegrowanego Systemu Informacji o Nieruchomościach (Dz.U. nr 86 poz.527). Wyszło ono wprawdzie już za czasów nowego GGK ale było przygotowywane w okresie poprzednim. Rozporządzenie niby to zmienia tylko podporządkowanie resortowe pełnomocnika ale nawiązuje do Rozporządzenia Rady Ministrów z 7 grudnia 2004 r. (Dz.U.nr 264 poz.2631) w sprawie ustanowienia Pełnomocnika Rządu do Spraw Rządowego Programu Rozwoju Zintegrowanego Systemu Informacji o Nieruchomościach. Rodzi zatem cały szereg pytań:

Co to jest za program?

Gdzie ma on oparcie w źródłach prawa?

Jakież to akty prawne dotyczące Programu wywołał Pełnomocnik w okresie minionych 4 lat?

Dyrektywa INSPIRE wywołana została potrzebą ochrony środowiska, w tym między innymi potrzebą zapewnienia czystej wody nam i przyszłym pokoleniom.

Infrastruktura informacji przestrzennej, która ma to zabezpieczyć musi być tak klarowna i czysta jak ta woda, którą mamy w przyszłości dostarczać.

Zużyta woda przejściowo jest ściekiem ale nadaje się do oczyszczenia. Proces oczyszczania przy zachowaniu reguł inżynierii sanitarnej jest procesem bezwonnym. Jeśli proces oczyszczania zostawi się bez opieki i niezbędnych inwestycji, jak w wymienionej na wstępie oczyszczalni Klimzowiec, to jest uciążliwy dla otoczenia.

Informacja przestrzenna nie ma wprawdzie właściwości zapachowych ale nieudolnie skonstruowana lub skonfigurowana może wywołać podobny efekt.

- Powrót -