Komentarz 90 (134/08)

13 października 2008 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne koleżanki i koledzy geodeci, rzeczoznawcy majątkowi, pośrednicy i zarządcy nieruchomości!

1. Funduszowe Tornado

Nic nie wskazuje na to, że tym razem fundusz uda się wybronić. Jeśli Minister Finansów, choć wielu sądzi, że to GUGiK, czy właściwa rzeczowo Agencja (tak zapisano to w uzasadnieniu do projektu ustawy Przepisy wprowadzające ustawę o finansach publicznych), przewiduje 95% dochodów dla funduszu centralnego, to mało prawdopodobne, aby 380 rozproszonych starostów (prezydentów), nawet przy wsparciu MSWiA, było w stanie wywalczyć pozostawienie funduszu powiatowego. Tym bardziej, że starostowie nie mogą liczyć na merytoryczne wsparcie Forum Geodetów Powiatowych, które paradoksalnie zostało unicestwione przez byłego (także aktualnego) Geodetę Powiatowego, w momencie jak awansował, między innymi po to, aby tych geodetów bronić. Ba, wręcz przegapił czas, kiedy pomysł z likwidacją funduszu się rodził.

Funduszu Wojewódzkiego nie będzie żal, bo przysporzył największych kłopotów, które dotknęły geodezję. Te wszystkie nieszczęsne RSIP-y, każdy na inną modłę, mapy topograficzne w standardzie poszczególnych województw, konkurencyjne ewidencje gruntów prowadzone bezprawnie na szczeblu wojewódzkim, były głównym sprawcą projektu decyzji o racjonalizacji wydatkowania, czyli o centralizacji funduszu, która, wydaje się, rozłoży ostatecznie polską geodezję. Różny był udział województw w tej egzekucji ale rola województwa stołecznego jest nie do podważenia.

Należy tylko żywić nadzieję, że jeszcze komuś zajarzy lampka kontrolna i spróbuje powstrzymać piłowanie gałęzi, na której siedzi polska gospodarka. Stwierdzenie trochę przesadne ale prawdziwe - jak na świecie sypie się cały system ekonomiczny, nieruchomości (poprawnie zarejestrowane) pozostają niezmiennym gwarantem wartości.

To, że gospodarka oparta o rynek nieruchomości jeszcze się toczy (miejmy nadzieję, że po amerykańskim krachu hipotecznym zaczynają to rozumieć i nasi decydenci!), zawdzięczamy heroicznej pracy geodetów powiatowych, którzy w warunkach kompletnej dezorganizacji, braku standardów, bezmyślnych konwersji i wymyślania coraz bardziej złożonych zadań, jeszcze wypełniają funkcję urzędów katastralnych i obsługują coraz bardziej niesamowite polecenia, w sposób minimalizujący błędy i straty. Każdy wydawany dokument jest weryfikowany przy pomocy nagromadzonej wiedzy o mieście, powiecie i lokalnych uwarunkowaniach. Jeszcze nie dochodzi do tragedii, choć już toczą się przerażające procesy (patrz Rzeczpospolita z 30 września str. C4), z których wynika, że tych paragrafów na geodetów jest a jest.

Jak finansowy bodziec zostanie zabrany do Warszawy, rozpierzchną się ludzie i udławi się rynek nieruchomości. Tym bardziej, że po rozdysponowaniu rezerw prostych, czyli jeszcze jako tako dostępnych odrolnionych terenów budowlanych, na arenę wejdzie rynek wtórny z wszystkimi absurdami, które naprodukowaliśmy, zwłaszcza w ostatnim czasie.

I tym absurdom chcieliśmy poświęcić dzisiejszy komentarz, licząc na to, że nasi krytyczni czytelnicy doniosą o tym decydentom i być może decydenci opamiętają się i powstrzymają polską gospodarkę przed samobójstwem, jakim będzie likwidacja funduszu powiatowego i skoncentrowanie w centralnej agencji zadań, które nigdy nie powinny tam trafić.

O centralizacji katastru i funduszu bardzo intensywnie myślał geodeta nr 12. Był owładnięty obsesją centralnej agencji katastralnej, centralnego funduszu i oddania wszystkiego informatykom i bankom. Następna ekipa, raczej nieświadomie i nieudolnie program ten kontynuowała i chyba do dziś nie wie, w czym partycypowała i do czego doprowadziła.

Przypomnijmy zatem, że w okresie minionych 2 lat, za przyczyną jednej akcji wyodrębniania własności mieszkań spółdzielczych, ilość ksiąg wieczystych wzrosła w granicach 20 - 30%, a ilość nie wprowadzonych do ewidencji zmian znacznie przekracza już jeden milion. Nikt nie dał dodatkowych środków na wprowadzenie koszmarnej ilości aktów notarialnych zmieniających spółdzielcze prawo do lokalu w pełną własność, w warunkach niezsynchronizowanych ksiąg wieczystych z ewidencją gruntów (wydłużono natomiast czas oczekiwania na możliwość wprowadzenia zmian).

A na to nałożyło się jeszcze zabójcze zadanie sporządzenia wykazów mienia publicznego, nie mówiąc już o wnioskach, które z wykazów tych mają wynikać. W ośrodkach dokumentacji oczekują na przyjęcie wyniki chorych rezultatów wektoryzacji i nie należy się dziwić różnym formom biernego oporu pracowników samorządowych w postaci masowych zwolnień lekarskich, wniosków o wcześniejszą emeryturę, czy próbom zlecania zadań podstawowych firmom, bo jeszcze są środki funduszu, którymi można to łatać.

A jak fundusz zostanie zabrany do centrali, to ta dziedzina życia zostanie po prostu skutecznie i ostatecznie sparaliżowana. Nie pomogą żadne GIS-y, GPS-y, lasery i elektroniczne dalmierze, jak nie będzie miał kto oznaczać nieruchomości.

A do takiej sytuacji musi doprowadzić centralizacja funduszu i próba dyrygowania gotowaniem obiadu na odległość. Każdy z decydentów chciałby zjeść, jak u mamy, najlepiej z ekologicznych komponentów, a skazuje społeczeństwo na centralną przygotowalnię, żywność genetycznie zmodyfikowaną i ganianie z termosem po posiłek do Centralnego Mac Donalda, gdzie po odstaniu w kolejce może zje, a może nie (łączenie z IPE czy centralnym rejestrem KW potrafi trwać wiele godzin, a niekiedy dni, co po upływie 5 lat od uruchomienia systemu pogłębia się w miarę podłączania do systemu nowych jednostek).

Na kaliskiej konferencji katastralnej do przedstawiciela resortu finansów skierowano pytanie, czy dostrzegła w trakcie prezentacji 40% użytków ewidencyjnych różnych od ortofotomapy, na ogół już zainwestowanych, co znacznie obniża wpływy podatkowe. Odpowiedzi na zadane pytanie nie było.

Aktualizację użytków można akurat wykonać w ramach pomiarów kontrolnych LPIS, uzgodnienie czego nie powinno nastręczyć większych problemów obecnemu kierownictwu GUGiK, chociaż formalne przeprowadzenie zmian wymaga zachodu i środków, funduszowych, których ma nie być. Po prostu gol samobójczy Ministra Finansów, z którego chyba ministerialni urzędnicy nie zdają sobie sprawy.

Jest jednak inna dziedzina, która jak komórki rakowe została wprowadzona do naszego organizmu gospodarczego i toczy go po cichu ale skutecznie.

Zilustrujemy ją przykładem, jaki spotkał naszego znajomego, który od 6 lat stara się bezskutecznie o zamianę własnościowego mieszkania spółdzielczego na pełną własność.

2. Spółdzielczy impas

Posłużymy się cytatem z pisma spółdzielni mieszkaniowej z dnia 15 września 2008 r. (pierwszy wniosek o przekształcenie mieszkania w odrębną własność złożono w styczniu 2003 r.)

„Dot. Wniosku o przekształcenie mieszkania j.w. w odrębną własność.

W związku ze złożonymi wnioskami j.w. uprzejmie wyjaśniamy aktualne możliwości ich realizacji:

W skład nieruchomości wspólnej wchodzi prawo użytkowania działek 75/37, 63/8, 63/10, na których posadowiony jest budynek i dla których prowadzona jest księga wieczysta KW 26108.

Dla poprawy funkcjonowania naszej nieruchomości - poszerzenia dojazdu do garaży - wykupiony został, a następnie wyburzony, skrajny garaż w ciągu garażowym wzdłuż ulicy, z własnością którego związany był udział w 1/19 działek 62/5 i 63/9 zapisanych w księdze wieczystej KW 41580.

Wobec wyburzenia garażu o którym mowa wyżej, Spółdzielnia wystąpiła do Sądu o zamknięcie prowadzonej dla tego garażu księgi wieczystej z pozostawieniem na jej rzecz udziału w gruncie (działki 62/5 i 63/9 - 1/19). Stan taki naszym zdaniem, stanowiłby pewne zabezpieczenie istniejącego status quo w przyszłości, w zakresie dojazdu do garaży w stosunku do pozostałych współudziałowców tych działek, nie związanych z naszą spółdzielnią.

W dniu 5.08.br. Sąd Rejonowy wydał postanowienie odmawiające dokonania wnioskowanych wpisów z argumentacją, że pomimo braku w ustawie o własności lokali wyraźnych przepisów obejmujących przypadki ustania odrębnej własności lokalu, bazując też na Uchwale Sądu Najwyższego z 14.7.2006 r., należy przyjąć, że ustanie prawa odrębnej własności do lokalu skutkuje także ustaniem prawa z nią związanego, czyli udziału w gruncie.

Na powyższe Postanowienie Spółdzielnia wniosła skargę nie rozpatrzoną do tej pory.“

Nie jest przy tym istotny czas, który spółdzielnia potrzebowała, na opanowanie trybu postępowania w dość złożonej sprawie, bo sama spółdzielnia jest dobrze prowadzona, uczciwie rozliczana, co raczej jest ewenementem. Można powiedzieć, ze władze spółdzielni starają się. Istotny jest absurd odsłonięty przy okazji tej sprawy. Otóż wspomniany wcześniej milion zaległych spraw, to są mieszkania, czy mieszkania i garaże, z udziałem w gruncie.

W omawianej sprawie dla zapewnienia lepszego dojazdu zarówno budynkowi spółdzielczemu jak i właścicielom kompleksu garażowego, trzeba było akurat wykupić garaż, który pomniejszył kompleks garażowy. Według wyjaśnienia sądu, prawo udziału w gruncie wygasło. Fizycznego podziału kompleksu garażowego nie dokonano, choć można było, ale pozostało 18 użytkowników garaży, którzy mają w księdze wieczystej 1/19 udziału w gruncie. Gdyby wykonać podział i odłączyć grunt pod garażem wyburzonym, to i tak zmianie uległyby proporcje związane z częścią wspólną, nie wspominając o konieczności sprostowania 18 aktów notarialnych i tyluż wpisów w księgach.

A teraz rozszerzmy problem na spółdzielnie wyodrębniające lokale w nieruchomościach wspólnych obejmujących cały ich zasób, niekiedy kilkadziesiąt budynków i kilka tysięcy mieszkań (w jednej nieruchomości wspólnej - kolejny absurd!). Ludzie mieszkania łączą, powiększają, przede wszystkim jednak będą się ich stopniowo pozbywać z uwagi na zbliżającą się śmierć techniczną budynków z wielkiej płyty. A udziały w gruncie pozostaną; udziały wyprodukowane przez geodetów, rzeczoznawców majątkowych i oczywiście na wstępie przez twórców, a właściwie interpretatorów prawa o własności lokali. Istnieją wszakże sposoby na rozwiązanie tego problemu np. przytoczone w modelu katastralnym FIG, który jak dotąd nie wywołał zainteresowania decydentów, mimo iż to właśnie w Polsce, w Krakowie był zaprezentowany po raz pierwszy przed pięcioma laty, a opublikowany w Biuletynie GISPOL-u nr 23 przed dwoma laty.

Zapyta ktoś o jakiej śmierci technicznej budynków była tu wyżej mowa? Najlepiej potrafiłby to wyjaśnić prezes spółdzielni, którą tu przytoczono. Otóż prezes ten, doskonały inżynier budownictwa, kiedyś był dyrektorem ogromnego koncernu budującego mieszkania z wielkiej płyty. Budował ich wtedy tyle w jednym województwie ile teraz buduje się w całym kraju i dobrze budował. Budowane wtedy mieszkania, stanowiące obecnie główny przedmiot wyodrębniania, miały określoną żywotność, która właśnie dobiega końca. Budynki dobrze utrzymywane jeszcze jakiś czas wytrzymają, ale spawane łączenia płyt nieuchronnie rdzewieją i trzeba je będzie zastępować nowszymi konstrukcjami, podobnie jak modernizuje się centra starych miast. Wtedy jednak będą się zmieniać nieszczęsne udziały w gruncie.

Nawet największy geniusz nie rozwiąże tego problemu w centrali. Z tym muszą sobie poradzić ojcowie miast i powiatów, ale żeby to zrobić trzeba mieć pieniądze. Nie 5% jak w gospodarowaniu mieniem publicznym, bo to że z mieniem publicznym są obecnie tak duże problemy, w postaci braku jego ewidencji i braku uregulowanych stanów prawnych, jest konsekwencją braku pieniędzy na zarządzanie tym mieniem.

Oszczędzając na złotówkach gubimy miliardy. Gdyby wcześniej były pieniądze na ewidencję i regulację stanów prawnych mienia publicznego, nie byłoby obecnie tak ogromnego wielosetmiliardowego zagrożenia roszczeniowego.

A kolejny błąd chce się popełnić likwidując fundusz powiatowy i centralizując kataster.

Chyba, że celem jest jeszcze większe rozmydlenie informacji o nieruchomościach. Na pewno zarobią wtedy przedstawiciele prawni wielkich korporacji roszczeniowych.

Wypada być wdzięcznym spółdzielni mieszkaniowej za to, że dotknęła problemu, który powinien był być rozwiązany w ustawie o systemie katastralnym, że mimo woli zabrała głos w dyskusji o finansach publicznych.

- Powrót -