Komentarz 91 (135/08)

20 października 2008 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne koleżanki i koledzy geodeci, rzeczoznawcy majątkowi, pośrednicy i zarządcy nieruchomości!

1. Statutowy obowiązek

Nie powinna organizacja społeczna, jaką jesteśmy, milczeć wtedy, kiedy dzieje się coś niedobrego, skierowanego przeciw społeczeństwu. Po to w demokratycznym państwie funkcjonują organizacje pozarządowe aby ostrzegać administrację publiczną przed zagrożeniami, których urzędnicy mogą nie zauważać.

Tak rzecz się ma z likwidacją funduszu gospodarki zasobem geodezyjnym i kartograficznym, która w założeniu ma usprawnić funkcjonowanie administracji, a w konsekwencji narazi państwo i nas obywateli na niewyobrażalne straty.

W imię spolegliwego przytakiwania Unii Europejskiej, chcemy zniszczyć korzenie naszej tożsamości narodowej, chcemy wymazać naszą historię, aby sprawnie zarządzać środkami unijnymi, nie będącymi przecież niczym innym jak naszą składką do Wspólnoty, której na zachętę dostajemy więcej na starcie, aby potem z procentami to zwrócić.

To tak jak z kredytem hipotecznym, który wydajemy na wstępie, a potem w nieskończoność spłacamy, nawet wtedy jak pazerne banki inwestycyjne przeholują, jak miało to miejsce w Stanach Zjednoczonych, i nie tylko (wtedy spłacają nie tylko ci, co kredyt wzięli!).

Jak się ma kredyt hipoteczny i powiatowy fundusz gospodarki zasobem geodezyjnym i kartograficznym do naszej historii i tożsamości narodowej?

Pozornie niezwiązane sprawy łączy rejestr naszej historii, rejestr prowadzony w czterech wymiarach, z których właśnie wymiar czasu urósł do niebywałych rozmiarów.

Minister Finansów, jak despotyczna matka, chce mieć klarowną sytuację w zarządzaniu finansami. Chce z jednej kieszeni wydawać wszystkie pieniądze, nie pozostawiając dzieciom nawet kieszonkowego, co może jest i słuszne w postępowaniu z dziećmi wydającymi kieszonkowe na słodycze, a staje się wątpliwe w postępowaniu z dziećmi wydającymi kieszonkowe na znaczki pocztowe czy numizmaty.

Starostowie są kimś w rodzaju numizmatyków zbierających najcenniejsze dowody historii Polski w postaci zapisów mapowych i rejestrowych zagospodarowania przestrzeni. Wykonują to za symboliczne środki kieszonkowego, wynoszącego dla całego kraju nieco ponad 100 mln zł, przy ponad 200 miliardowym budżecie państwa, ale i tak postanowiono im to zabrać. Przy czym starostowie wyręczają w zbieraniu numizmatów zaborczą matkę - Ministra Finansów, który nie zadbał o przywrócenie w Polsce instytucji katastru, choć w normalnych państwach, właśnie ministrowie finansów o to zabiegają.

Powiedzmy sobie wreszcie szczerze, że tylko dzięki nadludzkim wysiłkom administracji terenowej, najpierw państwowej, potem samorządowej, dzięki ongiś książce zamówień, a obecnie funduszowi gospodarki zasobem geodezyjnym i kartograficznym, udało się nie zniszczyć resztek katastru, który kiedyś funkcjonował, udało się nie spalić lub przekazać na makulaturę większości historycznych map i dokumentów rejestrujących rozwój przestrzenny i zasięg praw do gruntu na przestrzeni dziejów. Nie wojna dokonała największych zniszczeń, a bezmyślne niszczenie katastru, ksiąg wieczystych i jakichkolwiek przejawów rejestrowania własności prywatnej.

I wtedy, kiedy wydawało się, że największy horror już minął, kiedy ożyły księgi wieczyste, instytucja notariuszy, kiedy wydawało się, iż reaktywowany zostanie kataster, co zwiastowało rozporządzenie ewidencyjne z 1996 r., pod hasłem zintegrowanego systemu katastralnego przystąpiono do metodycznego niszczenia resztek katastru jakie pozostały.

Scentralizowanie funduszu w 2004 r. i pomysł z Centralną Agencją Katastralną miały ten proces demolki ostatecznie zakończyć. Udało się go przesunąć o 5 lat. I teraz dzięki likwidacji funduszu cel twórców tak zwanego zintegrowanego systemu katastralnego nareszcie zostanie osiągnięty.

Pani Główny Geodeta ma pretensje do środowiska, że nie walczy ono o zachowanie funduszu.

I to prawda, bo środowisko podejrzewa, że impuls znów wyszedł z GUGiK-u jak za pierwszym razem. Jeśli jest inaczej, to warto powalczyć, bo bezsens zamierzenia jest przerażający.

Jak już pisaliśmy, na szczeblu wojewódzkim fundusz był niepotrzebny, bo spełniał rolę wysoce destrukcyjną, zwłaszcza w województwie śląskim, skąd wyszły najbardziej chore pomysły, próbujące przeflancować na grunt Polski doświadczenia australijskie. Jedyne podobieństwo, jakiego można by się było doszukać, to te torby. Nie kangurze, a żebracze, z którymi mamy szanse pozostać. Tylko dzięki litości kilku naukowców śledztwo w tej sprawie zostało umorzone.

Pozostał jednak problem rozbieżności między katastrem a księgami wieczystymi, który małymi krokami, dzięki środkom funduszu był stopniowo rozwiązywany. Jak fundusz zostanie zabrany, misternie kojarzone systemy rozsypią się błyskawicznie.

A za tymi systemami stoją roszczenia, ogromne. Wcale nie takie proste w zaspokojeniu lub odmowie zaspokojenia, jak się u góry wydaje. Mamy w tej mierze pewne doświadczenia. Zasygnalizowaliśmy część z nich podczas grudniowego seminarium na temat Ewidencji Mienia Publicznego. Wszakże ręce nam opadły patrząc na zainteresowanie jakie problemy i seminarium wywołały u poprzedniego Głównego Geodety Kraju.

Jeszcze nie mamy pewności jakiego nastawienia jest nowa Prezes GUGiK. Są jednak symptomy, że chce rzetelnie kontynuować historyczną misję geodezji i wszcząć proces jej uzdrawiania.

Po deklaracji Pani Prezes z Pogorzelicy i Kołobrzegu odżyły nadzieje na powrót do normalności.

2. Pierwszy wandal IV RP

Wprawdzie zatrzymał się proces tworzenia IV RP, ale to z okresu jej tworzenia datują się pomysły scentralizowania funduszu, czyli jego likwidacji w terenie. O ile nas pamięć nie myli, to w kwietniu 2007 r. z pomysłem wyszła pani prof. Zyta Gilowska. Ani GUGiK, ani najbardziej pomysłem dotknięci jego adresaci, nie zareagowali. Upływ czasu utrwalił zatem pomysł i powoli staje się on czasem przeszłym dokonanym.

To dzięki funduszowi udało się zatrzymać w terenie proces dewastacji najbardziej wartościowego systemu informacyjnego państwa, co często z taką mocą powtarza prof. Zdzislaw Adamczewski, który jako były Główny Geodeta Kraju ma moralne i merytoryczne prawo taką opinię głosić. I nie jest to system informacyjny, który służy zarządzaniu państwem tylko dziś. Ten system przede wszystkim dokumentuje rozwój państwa w czasie, lokalizuje ukryte, niewidoczne ze zdjęć satelitarnych bariery jego rozwoju. Ten system to polskie zwoje z Qumran, na bazie między innymi których prof. Linsenbarth dokonał tak znakomitej identyfikacji miejsc biblijnych. W oparciu o doświadczenia bliskowschodnie wypadało by to samo zrobić z polskim zasobem geodezyjno-kartograficznym.

Pierwsze pergaminy z Qumran wandale pocięli na części, aby na ich sprzedaży więcej zarobić. Rządy kolektywizujące Polskę poleciły makulaturę katastralną zdematerializować w papierniach. Dzięki funduszowi udało się odratować resztki dokumentów, wyremontować pomieszczenia, zakupić szafy i urządzenia i stopniowo przywracać wartość techniczną bezcennych dokumentów.

Jeśli komuś wpadł do głowy pomysł likwidacji funduszu i pozbawienia starostów podstawowego narzędzia troski o historyczne dokumentowanie rozwoju przestrzennego, to autorowi pomysłu w pełni przysługuje tytuł pierwszego wandala IV RP. Żeby ściągnąć do centrali sto milionów zł, a może mniej, bo pozbawieni bodźca starostowie nie będą już tak gorliwie jak dziś egzekwowali dochodów, naraża się na szwank zasób o tysiąc razy większej wartości.

Ktoś absolutnie bez wyobraźni dołączył do innych likwidowanych funduszy, fundusz geodezyjny. To tak jakby do barki spławiającej drzewo zamierzać doładować drzewo z kadłuba barki. W końcu to drzewo i to drzewo. Albo tak jak z tym transportem cystern z alkoholem, który po drodze znikł. Na zadane konwojentom pytanie: A wodka gdzie? pada odpowiedź: Prodali. A diengi gdzie? Propili!

Mentalność likwidatora funduszu jest podobna.

Chyba jest jeszcze czas aby zrewidować pomysł wymierzony w podstawy pamięci narodowej. Jeśli nie, to już tylko posłowie różnych opcji politycznych mogą się przeciwstawić w Sejmie chybionemu pomysłowi. I do posłów należałoby dotrzeć i wyjaśnić, że po to aby wypić piwo niekoniecznie trzeba budować browar, a już wielce nierozważne jest uprzednie tłuczenie kufli.

No i rzecz najbardziej istotna.

Po to aktualnie robi się wykazy mienia publicznego, aby jak najszybciej uregulować formalnie stany prawne nieruchomości publicznych. Na takie regulacje potrzebne są środki, środku funduszu właśnie, środki dyspozycyjne na miejscu. Dlatego apelujemy o ponowne przeanalizowanie sprawy funduszu.

- Powrót -