|
Komentarz 93 (137/08) 3 listopada 2008 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 1. Ewidencja Mienia Publicznego Jak dotąd na najpoważniejsze utrudnienia wynikające ze złego wyprofilowania zawodu geodety w Polsce natknęli się geodeci powiatowi w związku z realizacją ustawy o ujawnieniu w księgach wieczystych prawa własności nieruchomości Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego. O zagrożeniach wynikających z możliwości wybuchu tej miny dyskutowali śląscy geodeci powiatowi na spotkaniu zorganizowanym w dniu 25 sierpnia 2008r. w Urzędzie Miasta Siemianowic Śląskich. Spotkanie miało charakter roboczy w celu podjęcia działań usprawniających wykonanie zadania ale temat utknął w miejscu, więc go przypominamy. Siemianowice Śląskie jako miasto nadgraniczne, do 1914 r. z cesarstwem rosyjskim, od 1922 r. z Rzeszą Niemiecką, podlegało postanowieniom Konwencji Genewskiej i ma wyjątkowo trudną genezę stosunków własnościowych. Miasto w okresie maj-sierpień 2008 r. sporządziło wykazy mienia publicznego (4.5 tys. działek, 2,5 tys. ksiąg wieczystych) i dokonało ich porównania z księgami wieczystymi, a wyniki pracy przedstawiło pod fachową ocenę uczestnikom roboczego spotkania odbytego w Urzędzie Miasta. Przed spotkaniem w Urzędzie Miasta odbyło się podsumowanie badania ksiąg w Sądzie Rejonowym. Podsumowanie to, było związane z techniką prowadzenia aktualnych Ksiąg Wieczystych (15 tysięcy) oraz formalnie dotąd niezamkniętych, tak zwanych „ksiąg dawnych“ (blisko 3 tysiące), w tym z dokumentami byłego katastru, funkcjonującymi w przystosowanym ciągu technologicznym po dzień dzisiejszy, co zapewnia bardzo wysoki poziom zgodności tzw. katastru i ksiąg wieczystych, przekraczający 95% ogółem, a 85% w mieniu publicznym (w pracy badawczej KBN „Kaskada“ prowadzonej swego czasu w mieście Bytomiu - też kataster, przyległy do Siemianowic Śl., wyszedł taki procent niezgodności i to należałoby sprawdzić, bo w oparciu o tę pracę wyprowadzono szereg wniosków do elektronicznej księgi wieczystej. Być może tu leży źródło kłopotów jakie obecnie mamy z ewidencją mienia publicznego. Należałoby jednak tę pracę udostępnić do wglądu, o co do tej pory zabiegano bezskutecznie). Mimo wysokiego poziomu zgodności, w trakcie prac synchronizacyjnych wyłoniły się wątpliwości związane głównie z „księgami dawnymi“, które jakkolwiek zachowały już tylko moc dokumentów, są dostarczycielami największej liczby problemów, w tym zwłaszcza spraw roszczeniowych. Wątpliwości te w sprawozdaniu technicznym z wykonanych prac skomentowano następująco: „Jakkolwiek przedmiotem zlecenia nie była analiza wewnętrzna wszystkich ksiąg, tylko mienia publicznego, to w trakcie wyszukiwania kart mienia publicznego (księgi dawne w byłym katastrze pruskim były przechowywane w tomach i kartach. Odpowiednikiem dzisiejszej księgi wieczystej była karta w tomie, złożona z działów, odpowiadających obecnej księdze wieczystej. Oprócz tego były prowadzone „akta gruntowe“ dla poszczególnych kart) oceniono, że 23.5% kart (668 z 2 833) jest czynnych, z czego większość posiada cechy kwalifikujące do rozważenia pod kątem zamknięcia lub przejęcia do mienia publicznego. Do kategorii kart czynnych zakwalifikowano karty z nieskreślonym lub niewykreślonym przedmiotem i podmiotem łącznie. Karty z nieskreślonym tylko podmiotem lub tylko przedmiotem, zakwalifikowano do grupy zamkniętych ale zamarkowano w wykazach, aby jeśli zajdzie potrzeba wrócić do nich. Takich przypadków jest około 300. Jest to o tyle istotne, że podział na karty czynne i zamknięte jest podziałem umownym, bazującym głównie na nieautoryzowanych skreśleniach typu „X“ na całym arkuszu, mimo iż wiele parcel pod takim skreśleniem jest niewykreślonych. Przyjęto jednak założenie, iż celem nadrzędnym jest zdefiniowanie bazy wyjściowej do dalszych analiz. Cel ten oprócz wypełnionych wykazów programu MIENIE osiągnięto w skonstruowaniu szeregu wykazów pomocniczych. Są to zestawienia ksiąg:
Między innymi spośród 668 niezamkniętych kart, określonych mianem czynnych 84 wykazują jako właściciela Skarb Państwa, w tym 21 Skarb Państwa przedwojennego. Spośród 2166 kart zamkniętych (skreślonych lub wykreślonych) 425 wykazało jako właściciela Skarb Państwa, w tym 79 Skarb Państwa przedwojennego. Ponadto mienie publiczne wykazane jest w różnych formach mienia gminnego. W sumie mienie publiczne zapisane jest na 990 kartach. Z punktu widzenia mienia publicznego przedmiotem szczególnego zainteresowania są niezamknięte karty nieruchomości osób fizycznych, których w języku polskim zapisanych jest z okresu międzywojennego i wczesno powojennego łącznie 181 kart, natomiast niezamkniętych kart w języku niemieckim z okresu przed I wojną światową i z czasów II wojny światowej jest 220 (Konwencja Genewska dopuszczała na terenach poplebiscytowych używanie obydwu języków, co na terenach polskiej części Górnego Śląska było stosowane do 1926 r.). Oznacza to, że oprócz 990 kart mienia publicznego, przedmiotem analiz powinny jeszcze być karty osób fizycznych w ilości 401, czyli łącznie 1391 kart, z czego 451 (zamknięte karty Skarbu Państwa i mienia gminnego) raczej z pewnością mieszczą się w wykazie 2387 ksiąg mienia Skarbu Państwa i gminy wykazanych w ewidencji gruntów. Pozostałe mogą w tych wykazach być ale wymaga to przeprowadzenia stosownych analiz lokalizacyjnych. Analizy takie są bardzo utrudnione licznymi próbami zmiany numeracji parcel, wszakże na terenach katastralnych i tak mniej licznymi, niż na terenach ewidencji gruntów w byłej Kongresówce i w Galicji. Najpoważniejszym źródłem mienia Skarbu Państwa są wykazy nacjonalizacyjne. Wymienione w wykazach nacjonalizacyjnych pola górnicze w przypadku Siemianowic należały głównie do Donnesmarcków i Hohenlohego. Pola Donnesmarcków i Hohenlohego stykały się z polami Gischego i Thiele Winklera, które zahaczały o obszar miasta Siemianowice. Źródeł podstaw nacjonalizacji należy zatem szukać u wskazanych właścicieli, a nie w wymienionych wykazach i orzeczeniach nacjonalizacyjnych, które zresztą w dużej części pod przytoczonymi wyżej nazwami także tam figurują, choć w niespodziewanych miejscowo księgach, gdyż przy wpisywaniu do księgi właściciel mniej przestrzegał właściwości miejscowej, bardziej faktu, iż to on jest w księdze, obojętnie gdzie. Nadzwyczaj znamienne jest przy tym zdanie zamieszczone w książce Józefa Piernikarczyka „Historia Górnictwa i Hutnictwa na Górnym Śląsku“ z 1936 r., które przytacza się w oryginalnym brzmieniu: „Wielkie wydatki pociągało za sobą zawsze nabywanie ziemi, którą przemysłowcy kopalniani skupywali, nie chcąc się uwikłać w procesy z właścicielami powierzchni. Zakupywali wielkie obszary za drogie pieniądze, płacili nieraz za hektar i 20 000 marek, gdyż utrzymanie ziemi kosztowało mniej, niż drogie procesy“ (przeciętny roczny zarobek górnika nie przekraczał 500 mk). Wynika z tego, że cena ziemi rolnej była wtedy wyższa, niż obecnie ziemi zurbanizowanej. Takie działki już wtedy dokładnie się mierzyło i stabilizowało, na co wskazują też oznakowania na starych mapach górniczych. Niestety, nie udało się dotrzeć do danych źródłowych czyli akt gruntowych. Wyjaśnienie powyższych wątpliwości wymagałoby utworzenia zespołu konsultacyjnego, który to zespół według posiadanego obecnie stanu wiedzy potrafiłby ocenić na ile naprowadzone wątpliwości mają wpływ na strategię gospodarowania gruntami publicznymi w mieście.“ Powyższe sprawy były przedmiotem dyskusji najpierw w Sądzie Rejonowym, a potem w Urzędzie Miasta. W trakcie dyskusji między innymi: Pan Prezydent Dariusz Bochenek uzasadnił zapotrzebowanie miasta na zsynchronizowane dane, wywodzące się z faktu ponad 80 procentowego pokrycia miasta mieniem publicznym i to na terenach wyeksploatowanych z dóbr naturalnych. Dlatego też osobiście pośredniczył w uzgodnieniach z Sądem, uzgodnieniach mających udostępnić dane do badań. Kol. Jolanta Łukowska scharakteryzowała permanentne kontakty Wydziału Geodezji z Wydziałem Ksiąg Wieczystych w celu bieżącego eliminowania rozbieżności. Podkreśliła przy tym, iż nigdy nie zrezygnowano z katastralnych zasad utrzymywania tej więzi i bieżącego eliminowania różnic. Kol. Weronika Borys zaprezentowała możliwości synchronizacji i analiz przestrzennych przy wykorzystaniu programu MIENIE. Kol. Edward Mecha przypomniał I Seminarium na temat Ewidencji Mienia Publicznego odbyte w grudniu 2007 r. w Katowicach oraz scharakteryzował historię katastru w Polsce. Kol. Ewa Sikora podkreśliła problem filtracji wykazów dla różnych gospodarzy mienia Skarbu Państwa. Zwróciła też uwagę na szczególne utrudnienie jakim są 3 sądy na obszarze jednego powiatu i brak możliwości dotarcia do baz danych KW; potrzebę ustawowego zapewnienia dostępu do ksiąg, aby zidentyfikować nieruchomości, które mają i po 3 księgi wieczyste. Podkreśliła ogromne problemy uzgadniania styków między gminami, a nawet województwami (problem granicy w środku drogi czy wody). Kol. Henryka Bałys zilustrowała problem granic miejscowości dodatkowymi przykładami i zaapelowała o przekazanie wykazów mienia gminnego gminom, jako jedynym kompetentnym. Podkreśliła nierealność oczekiwań władz, iż rozliczne przekształcenia własnościowe są do opanowania przez geodetów. Kol. Jarosław Wawrzyn przytoczył duże niezgodności w byłych gospodarstwach rolnych i leśnych, wymagające ogromnej wiedzy osób wykonujących wykazy. Poza tym potrzebne są środki i czas. Kol. Marzena Danecka przypomniała gromady prawników oczekujących na wyniki prac aby je podważać, jak np. głośna sprawa grupy prawników reprezentujących spółkę Gische (wiele osób prawnych uważanych za niemieckie było zarejestrowanych w innych krajach). Kol. Mieczysław Brasse przytoczył szkody wyrządzone zakładaniem ewidencji na terenach katastralnych. Zapisy, które do tego momentu były zgodne z księgami, obecnie tragicznie się rozjeżdżają. Są w tym także skutki różnych niezarejestrowanych melioracji szczegółowych, błędy w przekazywaniu gospodarstw za rentę itp. a także skutki ostatniej wektoryzacji. Kol. Tadeusz Dębecki zaprezentował dokumenty byłego katastru austriackiego. Kol. Mirosław Puzia przedstawił zamierzenia organizacyjne Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Geodezyjnego i Kartograficznego. Uczestnicy spotkania sformułowali wnioski, które będą przedmiotem następnego komentarza. Jedno wszakże nie ulega wątpliwości. Usunięcie rozbieżności między ewidencją gruntów a księgami wieczystymi jest jednym z najważniejszych zadań państwa polskiego. Ostatni kryzys bankowy nie wyrządził tylu szkód ile może powstać na skutek rozbieżności tkwiących między tymi dwoma rejestrami. Na usunięcie tych rozbieżności potrzebne są środki. Tymczasem w ubiegłym tygodniu miało miejsce pierwsze czytanie ustawy o likwidacji funduszu gospodarki zasobem geodezyjnym i kartograficznym. Wystosowaliśmy interwencję do Marszałka Sejmu RP, zwróciliśmy się do Geodetów Powiatowych z prośbą o interwencje u swoich posłów. Likwidację funduszu właśnie obecnie, kiedy nabrzmiały sprawy roszczeniowe uważamy za wyjątkowo niefortunną. Poniżej teksty wystosowanych listów. 2. Listy interwencyjne w sprawie funduszu 29 i 30 października zwrócono się do geodetów powiatowych z dwoma listami treści następującej: Na naszych oczach znika fundusz gospodarki zasobem geodezyjnym i kartograficznym. Sygnalizowaliśmy sprawę między innymi w komentarzu nr 91 z 20 października br. (www.gispol.org.pl) Znika w momencie, w którym jest najbardziej potrzebny, bo w wyniku już gotowych, zinformatyzowanych wykazów mienia publicznego, wiadomo co trzeba synchronizować w pierwszej kolejności, a w wyniku internetowej nakładki mapy ewidencyjnej na ortofotomapę (geoportal2.pl) wiadomo, gdzie trzeba naprawiać dane geometryczne. Na usunięcie rozbieżności jeszcze przez kilka lat będą potrzebne środki funduszu w powiatach. Niestety, w najbardziej newralgicznym momencie, środki te zamierza się zabrać. Spróbujcie dotrzeć do posłów z Waszego terenu, geodetów i niegeodetów, aby podjęli próbę wyrzucenia z ustawy o finansach publicznych nieszczęsnego art.6., likwidującego fundusz. Zysk dla państwa jest minimalny a strata ogromna. Zasygnalizowaliśmy sprawę w poniższym piśmie do Marszałka Sejmu: Stowarzyszenie Użytkowników Krajowego Systemu Informacji o Terenie GISPOL GP 112/08 Pan Bronisław Komorowski Marszałek Sejmu RP Szanowny Panie Marszałku! W dniu dzisiejszym na pierwsze czytanie w Sejmie skierowany został projekt ustawy o finansach publicznych, a w nim w art.6 projekt likwidacji funduszu gospodarki zasobem geodezyjnym i kartograficznym. Dzięki środkom funduszu jest żmudnie porządkowany stan prawny gruntów, zwłaszcza Skarbu Państwa i samorządów terytorialnych (synchronizowane są dane katastralne z danymi ksiąg wieczystych). Likwidacja tego funduszu wystawia państwo polskie na niezwykle groźne ataki roszczeniowe. Jako profesjonalna organizacja społeczna czujemy się w obowiązku zasygnalizować problem, wnioskując o usunięcie z ustawy art.6. 29 października 2008 r. Z wyrazami szacunku Dr Edward Mecha, Prezes Spróbujcie podjąć działania u swoich posłów. Jeszcze jest szansa. Spróbujcie przekonać posłów nie tylko sprawami roszczeniowymi, czy stosami oczekujących do wprowadzenia zmian stanu własnościowego mieszkań spółdzielczych, ale i faktem, że od 1 stycznia 1999 r. był zakaz tworzenia funduszy celowych, a mimo to ilość ich urosła z 13 do 25. Niechżesz posłowie przedłużą byt istniejącego już przed zakazem funduszu geodezyjnego, na czas tych kilku lat potrzebnych na uporządkowanie spraw własnościowych. Jest to szansa na uratowanie polskiej geodezji. Bez funduszu będzie o wiele trudniej. Następnego dnia, znając już relacje z obrad Sejmowych, podczas których w obronie funduszu stanęli posłowie geodeci, zwróciliśmy się do geodetów powiatowych z prośbą, aby spróbowali dotrzeć także do innych posłów, w celu uświadomienia źródeł i skali zagrożenia. Treść listu była następująca: Szanowne Koleżanki i Koledzy Geodeci Powiatowi! W ślad za wczorajszym listem w sprawie likwidacji funduszu uprzejmie informuję, że kolega Tomasz Kluszczyk z Sulęcina zwrócił uwagę na użyte w piśmie nieprecyzyjne określenie ustawy o finansach publicznych. Oczywiście chodzi o art.6 przepisów wprowadzających ustawę (druk sejmowy 1182), a nie o samą ustawę (druk sejmowy 1181). Gdyby usunąć z ustawy Przepisy wprowadzające artykuł 6. wprowadzający zmiany w ustawie Prawo geodezyjne i kartograficzne, to w konsekwencji pozostałby stan obecny, czyli fundusz w dotychczasowej postaci. O to właśnie chodzi, aby do czasu usunięcia rozbieżności między katastrem a innymi rejestrami, móc korzystać ze środków wypracowanych przez zasób geodezyjno-kartograficzny, a nie przyznanych z łaski decydenta z zewnątrz. Kiedyś z pewnością wszystkie fundusze celowe zostaną wchłonięte przez budżet, ale powinno to nastąpić dopiero wtedy, gdy będą funkcjonować zdrowe podstawy budżetu. Niestety nieruchomości są źródłem największych błędów w dopływie informacji do budżetu. Na występowanie tych błędów świadomie przyzwolił Minister Finansów stanowiąc, iż podstawą wymiaru podatku od nieruchomości są dane ewidencji gruntów, bez zapewnienia zwrotnej wymiany informacji, umożliwiającej wykrycie błędów, zarówno w powierzchni, jak i w rodzaju użytków przyjętych do opodatkowania. Przeprowadzona dla potrzeb LPIS wektoryzacja map ewidencyjnych wykazała znaczne rozbieżności, co demonstrowano podczas konferencji naukowo technicznej w Kaliszu w roku bieżącym. Dla skorygowania tych przypadkowo zlokalizowanych rozbieżności potrzebny jest miejscowy fundusz celowy, po to, aby eliminować błędy tylko w miejscach ich występowania, a nie szukać igły w stogu siana. W momencie kiedy po wielu latach eksperymentów stworzono skuteczne narzędzia umożliwiające lokalizację błędów, w postaci map ewidencyjnych demonstrowanych w Internecie na tle ortofotomapy oraz konfrontacji danych katastralnych i wieczysto-księgowych w wyniku sporządzonych wykazów gruntów, przystąpiono do likwidacji funduszu. Rzecz w tym, że jak pani premier Zyta Gilowska zawnioskowała w kwietniu 2007 r. likwidację funduszu, nie było jeszcze narzędzi identyfikujących kompleksowo błędy w ewidencji gruntów. Obecnie narzędzia te istnieją i w wyniku ich zastosowania do budżetu mogą trafić nie miliony, a miliardy złotych, z których rząd raczej nieświadomie rezygnuje. Identyfikacja tych należnych podatków i opłat wymaga jednak istnienia w terenie środków umożliwiających korygowanie błędów, czyli powiatowych funduszy gospodarki zasobem geodezyjnym i kartograficznym, wspomaganych w miejscach nasilenia błędów środkami wojewódzkimi i krajowymi. Dyskutowana obecnie w Sejmie likwidacja funduszu pod pretekstem usprawnienia finansów publicznych jest w istocie ciosem wymierzonym w te finanse i z obywatelskiego poczucia obowiązku powinniśmy zrobić wszystko, aby jeszcze przez kilka lat utrzymać funkcjonowanie funduszu. Jeśli zatem nie udałoby się usunąć artykułu 6. Przepisów wprowadzających ustawę o finansach publicznych, to należałoby przynajmniej odłożyć datę likwidacji funduszu do czasu np. wprowadzenia euro w Polsce, bo dopiero obecnie zaistniały warunki, aby w okresie 3-4 lat usunąć większość błędów w ewidencji gruntów i zsynchronizować jej dane z księgami wieczystymi i ewidencją finansową. Bardzo natomiast pożądane byłoby zamieszczenie w ustawie wymogu zsynchronizowania ewidencji gruntów z ewidencją podatkową, przed likwidacją funduszu. Decyzje są obecnie w rękach posłów Sejmowej Komisji Finansów Publicznych, w której jest tylko jeden geodeta (lista członków Komisji ze strony internetowej Sejmu w załączeniu). Spróbujcie dotrzeć do posłów i wyjaśnić na czym polega zagrożenie pułapki funduszowej dla sprawnego funkcjonowania państwa. Tylko geodeci powiatowi są w stanie uświadomić parlamentarzystom skalę zagrożeń, jakie kryją się w przyjęciu ustawy w zawnioskowanej przez rząd postaci i o to uświadomienie, apelujemy. Apelujemy też do naszych czytelników, aby wykorzystali swoje możliwości dotarcia do parlamentarzystów z wyjaśnieniem okoliczności skierowania wniosku do Sejmu. Sprawne kierownictwo geodezji w okresie rodzenia się wniosku nie powinno było dopuścić do zamieszczenia w ustawie o finansach publicznych ustaleń kolidujących z porządkowaniem podstaw tych finansów, jakimi z pewnością są ustawy o porządkowaniu ewidencji mienia publicznego. |