Komentarz 99 (143/08)

15 grudnia 2008 r.

Szanowne koleżanki i koledzy!

Nadszedł czas zmian

5 grudnia br. odbyło się Walne Zgromadzenie Śląskiego Oddziału Stowarzyszenia GISPOL.

Dziesięciu obecnych, spośród 16 członków Śląskiego Oddziału Stowarzyszenia wybrało nowe władze Oddziału. Nowym przewodniczącym Oddziału został wieloletni przewodniczący Katowickiego Oddziału SGP Jan Bury, który rozpoczyna działalność od wigilijnego spotkania integracyjnego, na które zaprasza członków i sympatyków Stowarzyszenia, a zwłaszcza członków Koła Seniorów przy SGP, które również prowadzi.

Spotkanie odbędzie się w sali konferencyjnej firmy GEOBID w Chorzowie w dniu 18 grudnia o godz. 14:30.

Celem spotkania jest oczywiście integracja coraz bardziej zatomizowanego obecnie środowiska. Spotkanie odbędzie się pod hasłem „Kataster integratorem pokoleń - wigilia czasem pojednania“. Nowy przewodniczący uważa, że w wigilijnej atmosferze, nawet w kwestii katastru będzie można pomówić ludzkim głosem. Zastrzega jednak, że prelekcje w sumie nie przekroczą pół godziny. Resztę spotkania, aż do oporu, wyczerpie uczona dyskusja.

Narosłe latami nieporozumienia, uprzedzenia i dewiacje wymagają atmosfery wigilijnego opłatka, w celu dogadania się, a nie eskalowania nieporozumień obserwowanych np. ostatnio w działaniach głównego gestora katastru w Polsce, jakim z racji zgrupowania wszystkich starostów, którym zadanie to powierzono, stał się Związek Powiatów Polskich (ZPP).

Kol.J.Bury oświadczył, iż miał już zamiar korzystać z dobrodziejstw emerytury i zabawiać prawnuki, ale nie może spokojnie patrzeć na dogorywanie, skądinąd pięknego, zawodu geodety.

Kol.J.Bury mimo wieku emerytalnego jest dalej czynny w zawodzie i dobrze jest zorientowany we wszystkich uwarunkowaniach jego wykonywania.

Zdaniem kolegi Burego, zauważone przez niego w działaniach związku powiatów, takie aspekty, jak:

  • Sposób zwołania forum przez ZPP, bez konsultacji z inspirującą kadrą geodezyjną, w tym zwłaszcza katastralną, skupioną właśnie w tym związku,

  • Sposób postawienia w zawiadomieniu na dywanik Głównego Geodetę Kraju,

  • Sprawa wcześniejszego przyzwolenia na likwidację funduszu geodezyjnego, bez zasięgnięcia opinii środowiska,

  • Wymuszanie ustosunkowania się w ciągu kilku dni do projektów przepisów, które w Biurze związku leżały od ponad miesiąca,

  • a przede wszystkim demonstrowany od ponad roku totalny brak zainteresowania merytorycznymi aspektami wykazów mienia publicznego,

są poważnym sygnałem konieczności rewizji struktury organizacyjnej funkcjonowania najważniejszego rejestru zabezpieczającego przestrzennie prawo własności. Prawda bowiem jest taka, że kataster, a właściwie jego popłuczyny, bo katastrem nie jest ewidencja gruntów, choć z konieczności pełni jego funkcję, że tenże kataster dość przypadkowo wylądował u starostów przed dziesięcioma laty, jako zadanie zlecone przez administrację rządową. Alternatywą była wtedy administracja specjalna, czyli urzędy katastralne, jak ma to miejsce w większości cywilizowanych krajów. Dlatego starostowie nie mogą sobie dowolnie katastrem dysponować czy zmieniać bez konsultacji ze specjalistami podstawowych reguł jego prowadzenia

Starostom twór ten dotąd nie przeszkadzał, bo go nie rozumieli, a słabo opłacani geodeci powiatowi, mając do dyspozycji środki funduszu, jakoś sobie radzili, osiągając satysfakcję z wykonywanej pracy i porządkowania zasobu, a nie z wyjątkowo niskiego wynagradzania pracy. Dlatego nie widzieli też uzasadnienia, aby za marną pensję jeszcze edukować starostów, jak skomplikowanym narzędziem techniczno-prawnym zarządzają. I to był błąd.

Póki co, jakoś się to dotąd toczyło, ale bardzo starostów denerwował fakt, iż fundusz geodezyjny jest obostrzony kierunkami wydatkowania środków, że nie można nim szastać dowolnie. Wykorzystali więc pierwszą sprzyjającą okazję, aby te środki włączyć do budżetu i nie pytając nikogo o zdanie, pozytywnie zaopiniowali likwidację funduszu.

Jak geodeci powiatowi w trosce o interes państwa, a zwłaszcza obywateli, spróbowali delikatnie zwrócić uwagę na skutki takich działań, to zostali wielokrotnie i wszechstronnie połajani, gdzie jest ich miejsce w szeregu; że nie są żadnym organem i nie wolno im występować na zewnątrz. Pismo wprawdzie podpisał przewodniczący ZPP, ale geodeci powiatowi dobrze pamiętają z trzech ostatnich forów, kto w Biurze ZPP posługuje się takim językiem i to w tak mało elegancki sposób.

I w tym momencie powinni przejrzeć pozostali geodeci, zwłaszcza ci, co z taką lubością dokuczają sobie wzajemnie. Po komentarzach na temat harmonizacji baz na Mazowszu, odnosi się wrażenie, że pierwsza grupa geodetów już przejrzała. Pozornie niewinne pytanie prof. Nowaka (zadane we właściwym miejscu, bo to główny autor przedmiotowego projektu harmonizacyjnego zaczął ekwilibrystykę katastralną przed dwunastu laty na konferencji w Kaliszu) zdemaskowało intencje niezbyt licznej ale sprytnej grupy sępów żerujących na środkach, jakoby kierowanych na geodezję, sępów bijących pianę tak ostro, że potem trzeba harmonizować to, co według reguł sztuki geodezyjnej powinno być tożsame. Nie ma się zresztą co dziwić konieczności harmonizacji, jak kolejni możni w tej branży promowali tak zwane, jakoby zintegrowane, systemy ewidencyjne oderwane od mapy zasadniczej, systemy jednej zagranicznej firmy cieszącej się szczególnymi względami.

To właśnie przy wigilijnym opłatku jest czas na refleksję nad tym, jak bardzo już udało się zgeomatyzować geodezję, nad tym, że stara jak historia ludzkości maksyma „dziel i rządź“, wyjątkowo skutecznie zadziałała w geodezji. Maksyma zawsze skuteczna, tym skuteczniejsza, im bardziej finezyjnie stosowana. Na polskich geodetach została bezbłędnie przetestowana, i mamy to, co mamy. A dlaczego?

Wydaje się, dlatego, że geodeci potrafią dobrze liczyć, stan posiadania też i gdyby występowali pod jednym szyldem, to by za dużo wiedzieli i dawno by już zadali pytanie, które zadał prof. Nowak. Trzeba więc było ich podzielić i odebrać narzędzia umożliwiające porządkowanie wykazów, dokonywanie synchronizacji, identyfikowanie aktualnego użytkowania najcenniejszego dobra państwa, jakim jest jego terytorium. Likwidacja funduszu jest kolejnym krokiem w tej układance.

Ta likwidacja funduszu w odniesieniu do marszałków jest może i słuszna, bo to właśnie z funduszu dofinansowano wątpliwej użyteczności projekt norweski na Mazowszu, a tworzy się mnóstwo różnych innych niezestandaryzowanych SIP-ów.

Natomiast w odniesieniu do powiatów ma cechy samobójcze - dla państwa, nie powiatów, które coś z uzysku wyremontują. Wszakże, za dług publiczny i terytorium odpowiada państwo, nie powiaty.

Jak w Polsce przed trzydziestu laty zadłużenie zagraniczne przekroczyło 20 mld dolarów, to była to główna iskra, która doprowadziła do zmiany ustroju państwa. Jak w ostatnich tygodniach, dług ten w dwa miesiące wzrósł o 24 mld zł, dochodząc do poziomu 144 mld zł (informacja Gazety Prawnej z 28 października 2008 r.), to traktuje się to jako oczywistość wynikającą z kryzysu światowego.

A przecież ten kryzys został wywołany anarchią na rynku kredytów hipotecznych w USA, bo kredyty dostawał każdy, kto chciał, bez takich zabezpieczeń katastralno-sądowych, jakie funkcjonują w Europie. Wyprodukowano w ten sposób ogromną ilość wirtualnego pieniądza, który w obawie przed chaosem pokryć musiały rządy i społeczeństwa na całym świecie, w tym i my, w kwocie 24 mld zł (na razie).

W Polsce zabezpieczenia katastralno-sądowe wprawdzie istnieją, ale są ułomne, niezsynchronizowane z systemem ksiąg wieczystych. A synchronizować tych danych chyba nie chcemy, bo środki funduszu, które do tej pory na ten cel wykorzystywano, są likwidowane.

Czas zatem pomyśleć kategoriami wielkich liczb. Trudno oprzeć się wrażeniu, że istnieje jakaś relacja między 180 mln złotych rocznie, które geodezja musi stracić, bo gwarantują stopniowe przywracanie porządku w przestrzennym rejestrze własności, a zabezpieczeniem 144 mld długu, jakim są głównie nieruchomości, jako że przemysł w większości w rękach kapitału zagranicznego pracuje na rzecz zagranicznych właścicieli.

Ten dług obciąża każdego z nas. To w przeliczeniu 4 tys. zł zadłużenia na głowę, głowę noworodka też, przy czym prawie tysiąc dołożył nam chaos hipoteczny w USA. Gdyby rząd miał do dyspozycji te 24 mld zł, które straciliśmy w wyniku amerykańskiego kryzysu hipotecznego, to nie byłoby żadnych napięć społecznych, protestów, strajków i dalszych strat.

Gdyby nie likwidowano funduszu, to w krótkim czasie moglibyśmy zsynchronizować nasz kataster z księgami wieczystymi, zabezpieczając nasz rynek hipoteczny, a nadwyżka naszych dobrze wyszkolonych w procesie synchronizacji geodetów, mogłaby pomóc w założeniu katastru w USA, zabezpieczając ich rynek hipoteczny, a nas chroniąc przed wzrostem zadłużenia.

To o tym pod choinką muszą „pogodać starzyki“, jak się to mówi na Śląsku i na tym polega wyróżnik nowego przewodniczącego Śląskiego Oddziału Stowarzyszenia, że zaczyna od postawienia problemu, według pierwszych geodezyjnych instrukcji technicznych: od ogółu do szczegółu.

A trzeba to czynić mądrze, z powagą i w duchu wzajemnego zrozumienia, dla którego najlepszym czasem w roku są Święta Bożego Narodzenia. I z taką właśnie ofertą wyszedł nowy przewodniczący Śląskiego Oddziału Stowarzyszenia GISPOL.

Na kandydowanie na przewodniczącego oddziału Kol.J.Bury zdecydował się po zapoznaniu z komunikatem ZPP o zwołaniu forum geodetów powiatowych.

Kol. Bury umocnił się w swym postanowieniu, jak w dniu 9 grudnia zapoznał się z komunikatem odwołującym forum w stylu do złudzenia przypominającym aktualny sposób prowadzenia dysput politycznych.

Zdaniem kolegi Burego świat geodetów, ludzi o bardzo wysokich kwalifikacjach zawodowych, musi być ponad to, ale po to, aby taką postawę zamanifestować musi działać wspólnie, a nie w rozproszeniu i skłóceniu.

Świat rejestracji prawa własności, ukształtowany swego czasu przez europejczyków, stoi na porządku prawnym związanym precyzyjnie z przestrzenią, co przez wieki gwarantowane było kwalifikacjami zawodowymi geodetów czy geometrów. Rejestrację tego porządku aktualnie w Polsce powierzono starostom i powinni go chronić jak oka w głowie a nie pozbywać się tego oka. Starostowie pozbywając się funduszu geodezyjnego doraźnie zyskają trochę środków na szkoły, zdrowie, czy drogi ale rzucą potężną kłodę pod nogi następcom, a być może i sobie jak zechcą porządzić w przyszłości.

Jak z tą prawdą dotrzeć do osób, którym społeczeństwo powierzyło sprawowanie władzy, ma być przedmiotem wymiany uwag przy wigilijnym opłatku przez tych, którzy życie oglądają najdłużej, czyli seniorów czyli rady starców jak ją nazywano w plemionach pierwotnych.

Coś w tym jest i zachęcamy koleżanki i kolegów z innych regionów do podobnych przemyśleń i podzielenia się nimi na naszej stronie internetowej.

Warto też w atmosferze świątecznej refleksji przypomnieć sobie, kto geodetom najbardziej się przysłużył do powstania obecnego dołka. Jak tak dobrze popatrzeć, to okaże się, iż byli to informatycy, ale nie ci wykształceni w tej specjalności, którzy są tak dobroduszni jak geodeci, ale różni chemicy czy budowlańcy aspirujący do określania się mianem specjalistów od GIS, zasiadający w różnych radach informatycznych i kreujących decyzje polityczne, dla których informatyzacja jest celem sama w sobie, a nie efektem dla społeczeństwa, efektem który przy pomocy informatyzacji powinien być osiągnięty.

Jedno z porzekadeł mówi, iż przekazy historii utrwalone na papierowym czy pergaminowym nośniku, skutecznie i bezpowrotnie niszczyły tylko pożary, a te utrwalone na nośniku magnetycznym równie skutecznie niszczy postęp technologiczny, przez coraz gwałtowniejszy przyrost nowych generacji nośników, czytników i konwersji, wypaczających często sens danych źródłowych, o czym też starzyki muszą pamiętać, zastanawiając się nad przyczynami upadku zawodu, rejestrującego przekazy historii przestrzennej lokalizacji prawa własności. Aby przypadkiem nie przedobrzyć.

- Powrót -