25 września 2006 r.

Komunikat ZSK 33/06

Szanowne Koleżanki i Koledzy !

We wrześniowym wydaniu Przeglądu Geodezyjnego ukazał się tekst znanego geodezyjnego felietonisty wykpiwający geodetów powiatowych. To jeden z bardziej kontrowersyjnych, znanych mi felietonów naszego kolegi, a czytałem prawie wszystkie, bo bardzo cenię ich autora za znakomity ścisły umysł rozwiązujący matematyczne problemy niedostępne dla przeciętnego śmiertelnika. Ale coś za coś. Geniusz w jednej dziedzinie nie musi się przekładać na wszystkie, a w połączeniu z rozżaleniem wywołał tekst, który raczej nie powinien się był ukazać.

Jeśli felietonista zdecydował się publicznie obrazić uczucia religijne czytelników podwyższając procent idiotów dla osób miłujących Boga, to było to co najmniej nietaktowne, bo nieistotne jakiego Boga się miłuje, drwienie z uczuć do Boga narusza najwyższą półkę ludzkiej wrażliwości.

A chodziło tylko o to, aby dokuczyć geodetom powiatowym, bo jeden z nich został rekomendowany na następcę Głównego Geodety Kraju. To tak jakby w działaniach zbrojnych sięgnąć po arsenał gazów bojowych.

Na rozżalenie autora felietonu składa się wiele czynników, wśród nich zwłaszcza fakt, że to on wypromował obecnego Głównego Geodetę Kraju, wielokrotnie go wybronił z różnych opresji, a teraz jest świadkiem jego odchodzenia w niesławie z wielu powodów: sprzedaży geodezji firmom informatycznym, pogarszającej się jakości opracowań geodezyjno-prawnych, poderwania autorytetu polskiej geodezji poza granicami kraju, a zwłaszcza manipulacji z przepisami geodezyjnymi w świetle polskiego systemu prawnego. Ale też autor felietonu ma szczególne zobowiązania względem geodezji, które mają pierwszeństwo przed sentymentem do nawet bardzo bliskiej osoby. Wierzę, że te szczególne zobowiązania wezmą górę na emocjami.

Ja kiedyś również starałem się pomóc Głównemu Geodecie, ostrzegałem o zagrożeniach, dostarczyłem tony materiałów z zarejestrowanymi trendami rozwojowymi geodezji i GIS w Europie i na świecie, organizowałem spotkania środowiskowe identyfikujące problemy, ale podjąłem natychmiastowe działania zapobiegawcze, kiedy w działaniach Głównego Geodety zidentyfikowałem cele wymierzone przeciw geodezji, przeciw środowisku, kiedy Główny Geodeta bez zmrużenia oka przekazał bardzo złożoną dziedzinę spraw geodezyjno-prawnych firmom informatycznym zainteresowanym wyłącznie maksymalizacją zysku. To Główny Geodeta nawoływał firmy geodezyjne do łączenia się z informatycznymi, bo przed geodezją, jakoby, nie było przyszłości. Firmy te beztrosko konwertują obecnie dane ewidencyjne, a Główny Geodeta uważa, że jest to kataster nieruchomości.

Autor felietonu wie równie dobrze jak ja i większość geodetów, że żadnego katastru nieruchomości nie zbudowano, że ta namiastka katastru, która dotąd funkcjonowała jako ewidencja gruntów, została zniekształcona lub aktualnie się ją zniekształca i nie ma szans na stworzenie katastru w okresie najbliższych lat. Po eksperymentach Głównego Geodety droga do katastru znacznie się wydłużyła. Tworzy się natomiast przybliżoną bazę danych dla potrzeb wojska, ARiMR i rozpoznania gospodarczego. Jest to z pewnością jakiś rodzaj GIS-u ale nazywanie tego katastrem nieruchomości jest ogromną przesadą.

Pomimo to dokonane przez felietonistę spostrzeżenia i użyte określenia są trafne.

Rzeczywiście "ogary poszły w las", żeby zapolować na grubego zwierza, to jest na "grubą forsę". Ogary goniąc do lasu wystraszyły i przegoniły stada pasących się owiec, myślę o geodetach skrupulatnie wypełniających swoje obowiązki i aktualizujących dane ewidencji gruntów, mapy zasadniczej i ewidencji sieci technicznego uzbrojenia terenu.

Rzeczywiście tworzymy "nowoczesny system informacji przestrzennej" z użyciem najnowszych i najdroższych technologii, podobnie jak nowocześnie wyposażone były armie, które omal doszczętnie nie wybiły polskiego żubra. To wielkie polowanie na grubego zwierza ma zabarwienie kampanii wojennej.

Scentralizowana sztuka wojenna jawi się na każdym kroku: hermetyczny uniform rozkazów, nieomylny sztab generalny, przewodowa lub bez łączność polowa, rozkazy, raporty, odprawy itp.

Poza zasięgiem pojmowania dowódców pozostał jednak toczący się w świecie proces standaryzacji, tworzenia sieci rozległych i portali, tych właściwych geoportali, bo to czym się felietonista zachwyca, to tylko scentralizowana baza wybranych danych geodezyjnych, wytyk o czym musieli przełknąć podczas warszawskich warsztatów CEN wyizolowani z trendów europejskich i światowych członkowie kadry kierowniczej GUGiK.

Główny Geodeta jak cyrkowiec próbuje udowadniać, że to co robi jest katastrem, jednak nie panuje nad wyciekiem informacji i publikuje, potem zdejmuje, swoje wytyczne z 26 czerwca br., gdzie czarno na białym wyjaśnił, że kataster to sobie mają starostowie założyć sami, "wykorzystując", czyli naprawiając to, co teraz firmy informatyczne zepsują przy ewidencji gruntów.

GGK łamiąc prawo, rozmijając się z faktami, narzucił zamknięty, sprzeczny z obowiązującymi standardami format wymiany danych i wymusza jego stosowanie choć wie, że w świecie rozpowszechniony jest model katastralny FIG, oparty o normy ISO, wypracowany przez kilkudziesięciu wybitnych naukowców i praktyków z różnych krajów, przyjęty na PCC w styczniu 2005 r. W styczniu 2005 r., to jest wtedy, kiedy to kilka godzin przed moim wylotem na posiedzenie PCC, pan Albin wysłał tam wiadomość, że wycofuje udzielone mi pełnomocnictwa, których nigdy nie udzielił. Czyli wiedział i nie chciał, aby informacja dotarła do Polski.

Informacja jednak dotarła, choć z dużym opóźnieniem i zaprezentowałem model katastralny podczas tegorocznej konferencji kaliskiej. Bardzo się różni od tego co za kataster uważa Główny Geodeta Kraju. Model zasadza się bez względu na sposób organizacji, na pełnej synchronizacji danych podmiotowych i przedmiotowych, czego w tak zwanym Zintegrowanym Systemie Katastralnym jest brak.

Mając to na uwadze nawet "pośrodku brodu trzeba wymienić konie", aby uratować co się jeszcze da, tym bardziej, że konie weszły do rzeki kompletnie wyczerpane (przeznaczony dla nich obrok wyszabrowały wielkie firmy informatyczne) i nie są w stanie wozu uciągnąć.

Każdy dzień zwłoki to dla geodezji katastrofa. Dlatego zdecydowaliśmy się 20 września br. wysłać do pana Ministra Budownictwa poniższe pismo:

Stowarzyszenie GISPOL zwraca się do Pana Ministra z prośbą o skrócenie akrobatyki pana Jerzego Albina w sprawowaniu funkcji Głównego Geodety Kraju, która znacznie przerosła już jego kwalifikacje.

Użycie przez pana Albina w piśmie z 7 września br. skierowanym do odwołanego 4 lipca br. Prezydenta Siemianowic Śl. Pawła Szandara stwierdzenia, że

"udostępnianie informacji zgromadzonych w państwowym zasobie geodezyjnym i kartograficznym, w tym również w operacie ewidencyjnym, odbywa się poza trybem administracyjnym określonym przez przepisy kpa", potwierdza albo brak elementarnej wiedzy administracyjno-prawnej, sygnalizowany zresztą wielokrotnie wcześniej, albo świadome manipulowanie prawem.

To właśnie pan J.Albin w swoim niepublikowanym zarządzeniu nr 16 z 3 listopada 2003 r., którym bezprawnie zmienił Rozporządzenie Ministra Rozwoju Regionalnego i Budownictwa z 29 marca 2001 r. (Dz.U. Nr 38, poz.454) w § 59 załącznika upoważnił starostę do orzekania w drodze decyzji faktu wykazywania w ewidencji samoistnych posiadaczy gruntów, a w § 27 załącznika wykazywania w tym samym trybie władających.

Ofiarą manipulacji pana J.Albina stał się już minister Piotr Styczeń, który zawierzył Głównemu Geodecie i jego niemieckiemu doradcy prof.Knoopowi uruchamiając III fazę projektu Phare, która rzekomo miała dotyczyć Zintegrowanego Systemu Katastralnego (ZSK), a według wytycznych GUGiK z 26 czerwca br. jest tylko wsparciem dla ARiMR. Natomiast system katastralny mają sobie starostowie założyć sami na swój koszt. Wstrząsającym potwierdzeniem tego była ocena prof.Knoopa i jego doradców (wg raportu NIK koszt obsługi ekspertów wyniósł 8.5 mln zł) przedstawiona na warsztatach Europejskiego Komitetu Standaryzacyjnego (CEN) w Warszawie w dniu 11 września br., z której wynikało, że właściwie wszystko powinniśmy zacząć od nowa.

Stowarzyszenie od 9 miesięcy toczy bezskuteczną batalię (cotygodniowe komunikaty w załączeniu) o zahamowanie marnotrawstwa pieniędzy publicznych.

Spodziewamy się, że wzorem 1997 r. pan Albin przed odejściem z prezesury (wtedy wiceprezesury) zacznie chorować, a reszta zamieszanego w sprawę kierownictwa GUGiK i tak będzie robić swoje, aby jak najdłużej utrzymać władze unijne w przeświadczeniu, że buduje się u nas kataster nieruchomości.

Aby uratować pieniądze unijne, niezbędna jest jak najszybsza wymiana całego kierownictwa GUGiK z panem Albinem na czele i renegocjowanie umów, gdyż część wykonanych prac można będzie wykorzystać, natomiast dalsze brnięcie w obecnym kierunku zakończy się unijną scysją.

Do wiadomości:

Pani Izabella Nowakowska

Dyrektor Jednostki Finansująco - Kontraktującej

A co można uratować?

Można dla przykładu uratować system wyceny nieruchomości, dobrze rozpracowany m.in. przez autora felietonu. Tylko nie w oparciu o sztuczne dane, które powstaną w wyniku projektu Phare 2003.

Można uratować część danych powstałych w wyniku projektu Phare 2003 pod warunkiem wyegzekwowania od wykonawców poprawnych danych uzyskanych w drodze odpowiednich procedur administracyjnych. Żadne polecenie przyjęcia danych do ewidencji nic nie znaczy, jeśli dane te nie będą prawidłowe pod względem administracyjno-prawnym i faktycznego stanu w terenie.

Można skorygować rozporządzenie ewidencyjne i otworzyć hermetyczny (a obciążony błędami) system wymiany danych (SWDE) przystosowując go do wymagań norm ISO.

Są to rzeczy możliwe do wykonania jeśli kierownictwo GUGiK będzie działało wspólnie ze środowiskiem, a nie przeciw niemu, jeśli kierownictwo GUGiK przestanie traktować geodetów powiatowych jak wrogów i zechce przejąć od nich aby trochę wiedzy i doświadczeń z pierwszej linii frontu (jeśli już terminologia wojskowa musi się tu pojawiać!), jeśli GUGiK oprócz zadań związanych z obronnością zechce też normalnie realizować zadania cywilne.

W okresie rządów ekipy prezesa Albina, Europa w zakresie GIS poszła ogromnie do przodu, nastąpiła silna integracja środowisk geodezyjnych i GIS-owych, bez Polski.

GUGiK powołuje się na Europę według relacji turystów, których przypadkowo wysyła na różne gremia decyzyjne. Tenże GUGiK nie liczy się jednak zupełnie w gronie europejskich decydentów. Warsztaty CEN w Warszawie były tego smutnym potwierdzeniem. Osiągnęliśmy już praktycznie dno. Gorzej być nie może. Tak zwany Zintegrowany System Katastralny i Geoportal są tego przykładem. A jeszcze kilka lat temu dysponowaliśmy najlepszą infrastrukturą informacji geograficznej w Europie. Można powiedzieć bywaliśmy na salonach i tworzyliśmy ich śmietankę. Obecnie jesteśmy w przedpokoju, a jak się okaże, że nie mamy katastru zapewniającego bezpieczny obrót nieruchomościami, to inwestorzy przestaną się nami interesować, co będzie oznaczać, że znaleźliśmy się poza drzwiami kreatorów światowego biznesu.

PS 1 Stowarzyszenie GISPOL przetłumaczyło i wydało w ubiegłym roku Wytyczne ONZ na temat jednostek i identyfikatorów nieruchomości, w których znajduje się obszerne omówienie współczesnej tematyki katastralnej w Europie. Postara się również przetłumaczyć i wydać publikację z modelem katastralnym.

PS 2 Zapowiedziany w ubiegłym tygodniu film z wystąpieniem dr. Iwaniaka został już rozesłany do osób zainteresowanych. Od dyr. Uchańskiego jeszcze nie uzyskałem zgody, dlatego wysyłka tego filmu jest jeszcze wstrzymana.

Edward Mecha             
Prezes Stowarzyszenia

- Powrót -