2 października 2006 r.

Komunikat ZSK 34/06

Szanowne Koleżanki i Koledzy !

Po dziewięciu miesiącach publikowania komunikatów ZSK znikła główna przyczyna dla których się ukazywały: odwołany został sprawca przyczyny ich redagowania, Główny Geodeta Kraju, pełniący obowiązki od 6 grudnia 2001 r. do 26 września 2006 r. Prawie 5 lat.

W tym czasie geodezja w Europie i na świecie dokonała ogromnego skoku jakościowego. My nawet nie stanęliśmy; cofnęliśmy się, najbardziej w okresie minionego roku, kiedy to z maniackim uporem wdrażaliśmy kuriozalny system informatyczny, którego jedynym celem było pompowanie pieniędzy do firm informatycznych i przybliżonych informacji o właścicielach nieruchomości do jednego centrum dyspozycyjnego, nie przybliżając ani o krok celu jakim było stworzenie katastru nieruchomości.

Odbywało się to pod szyldem Zintegrowanego Systemu Katastralnego, głównie za pieniądze unijne, a Stowarzyszenie GISPOL z racji swych statutowych zadań stowarzyszenia użytkowników krajowego systemu informacji o terenie, próbowało przestrzec przed marnotrawstwem pieniędzy publicznych. Bezskutecznie.

Nowemu Głównemu Geodecie Kraju, gratuluję zaszczytnej nominacji w imieniu własnym, a sadzę że mogę to uczynić również w imieniu wszystkich członków Stowarzyszenia. Życzę wytrwałości w korygowaniu błędów poprzedniego kierownictwa, całego kierownictwa, nie tylko prezesa GUGiK, choć wiadomo, że tak orkiestra gra jak dyrygent nią kieruje.

Współczuję koledze Potrapelukowi z powodu ilości nawarstwionych kłód do pokonania, ale żywię głębokie przekonanie, że da sobie radę, gdyż wywodzi się z grona funkcjonariuszy publicznych, znających z praktyki skutki niedostatecznej wiedzy i braku doświadczenia ekipy sterującej dotąd Głównym Urzędem Geodezji i Kartografii.

Wierzę, że mu się uda, że znajdzie sposób na wydostanie się z matni układów i zależności w jakich znalazł się poprzednik i jego satelici z miesięcznikiem GEODETA na czele.

Pierwsze zjadliwe reakcje internetowego Geoforum GEODETY, które jak wynika z przeprowadzonych eksperymentów publikuje chyba własne lub selekcjonowane treści (próby wielu osób ukierunkowane na zamieszczenie własnych komentarzy zakończyły się niepowodzeniem, co sugeruje, iż publikowane tam opinie dobierane są według określonego klucza lub stanowią twórczość własną) wskazują na to, iż nowemu geodecie łatwo nie będzie. Za dużo pijawek przyssało się do geodezyjnej krwi, by rezygnować z łatwych do tej pory profitów.

Przekonany jestem, że czas już zakończyć redagowanie komunikatów ZSK, aby nie przeszkadzać nowym władzom geodezyjnym i przypuszczam, że koledzy z grupy redakcyjnej podzielą ten pogląd. Sądzę, że zrobimy to natychmiast jak zamilkną upiory krążące nad polską geodezją, pożywiające się z najniższej półki politycznych popłuczyn. Adresuję te słowa do bardzo aktywnego ostatnio redaktora naczelnego GEODETY.

Panie redaktorze, nigdy nie ukrywałem faktu, że pełniłem funkcje publiczne w okresie PRL. Takich jak ja, wywodzących się z "ludu Bożego", którego wydaje się pan nie lubi, były tysiące i to oni przygotowywali grunt pod zmiany drugiej połowy lat siedemdziesiątych. Proces ewolucji ustroju trwał znacznie dłużej niż się niektórym wydaje. Dziś na przykład milczy się o samorządach robotniczych, które powstawały po roku 1956, o ich działaczach szykanowanych bez rekompensaty, jakiej dostąpili późniejsi opozycjoniści.

Nigdy swojej przeszłości nie ukrywałem, bo uczciwie, za niewielkie pieniądze pracowałem (moja płaca jako prezydenta miasta nie przekraczała dwukrotnej średniej krajowej), i zachowałem czyste ręce. Mam prawo się oburzać, patrząc na bohaterów sięgających bez skrępowania po wspólny dorobek jak po swoje. Płaciłem niemałe podatki, nawet "bykowe", które pana już nie dosięgło, a dziś dowiaduję się, że są problemy ze środkami na emeryturę wypracowaną w okresie 50 lat pracy zawodowej.

Ale też w okresie tych 50 lat wiele się napatrzyłem, w tym zwłaszcza na metody, którymi się teraz posługuje pan i grupa, postępująca podobnie.

Naruszył pan nietykalność cielesną pracownika firmy (którą przez wiele lat prowadziłem), który rejestrował obrady w Pogorzelicy po uzyskaniu zgody organizatora, choć nie musiał, bo gwarantuje to art. 61 ust. 2 Konstytucji RP. Groził mu pan, choć nie było to potajemne nagrywanie w pokoju hotelowym.

Podczas pierwszej prezentacji IPE w hotelu Sheraton w Warszawie w lutym 2004 roku w podobny sposób groził mi jakiś redaktorzyna z pisma komputerowego, groził użyciem siły jeśli nie zaprzestanę rejestracji, choć w odróżnieniu od pana jej nie użył.

Kilka miesięcy później podczas X warsztatów GI&GIS, których organizację w Polsce przygotowywałem od lat i poręczyłem jako prezes GISPOL-u, z podobnymi pogróżkami spotkałem się ze strony pomocnika wspomnianego już redaktorzyny i jeszcze jednego indywiduum z jakiegoś Instytutu. Żądali wydania taśmy i zaprzestania filmowania. W ten sposób są to jedyne warsztaty nie zarejestrowane, m.in. dlatego, że wtedy zginęła taśma z pozostawionej na sali obrad walizki. Przyjęliśmy w gronie Zarządu wersję, iż taśma się zagubiła.

Wszystkie te przypadki wiąże kuriozalny system niby katastralny, który katastrem nie jest, a pozwala w jednym miejscu zebrać informacje o wszystkich majątkach nieruchomych w Polsce. Po co komu ta wiedza?

Panie redaktorze, zapewniam pana, że od dawna jestem na emeryturze i do żadnych stanowisk nie aspiruję. A w zakresie obrzucania "inwektywami o rodowodzie z PRL" informuję, że wyprzedzili pana w Sejmie poprzedniej kadencji dwaj dość wysoko postawieni geodeci, którzy po mojej krytycznej ocenie sposobu centralizacji ewidencji gruntów, nie znajdując argumentów merytorycznych, przekazali uprzejmy donos do posłów, iż pan Mecha był prezydentem miasta przed zmianą ustroju. Wszakże wiedząc czego się po niektórych tak zwanych kolegach można spodziewać uprzedziłem na wstępie prac Podkomisji wszystkich posłów opozycji o swej drodze życiowej. Posłów z ówczesnej koalicji rządzącej nie musiałem uprzedzać gdyż znali mnie z okresu aktywności zawodowej. Nie bez satysfakcji odbierałem potem od posłów (opozycji!) wyrazy współczucia za trafną ocenę możliwości osób mieniących się kolegami po fachu.

Mam świadomość, że zbyt wiele miejsca poświęciłem osobie, która nie zasługiwałaby na to, gdyby była sama, ale wiele wskazuje na to, że występuje w imieniu grupy zainteresowanej co najmniej wielką kasą. Wątek wykpiwanego "ludu Bożego" nasuwa zaś skojarzenia z pewnymi artykułami Naszego Dziennika.

Ponieważ wspomniana osoba przez lata, a zwłaszcza w minionych miesiącach z determinacją angażowała się w obronę byłego Głównego Geodety, można sobie wyobrazić w jak bardzo trudnych warunkach objął funkcję nowy Główny Geodeta Kraju.

Prawie rok działań starego kierownictwa na konto nowego rządu, mnóstwo podjętych w międzyczasie zobowiązań, merytorycznie wątpliwych, finansowo trudnych do pokrycia i klimat niechęci tworzony przez wspomniany wyżej miesięcznik, ale nie tylko (patrz załączony komentarz kol.Wiesława Piątkowskiego), a jednocześnie zmęczenie materiału, jak trafnie określił to kol.R.Staniszewski, wyznaczają skalę trudności w zestawieniu z ogromną ilością i powagą zadań postawionych do wykonania, przede wszystkim legislacyjnych.

Potrzebna jest specjalna mobilizacja środowiska zepchniętego na margines przez informatyków i garstkę pseudogeodetów.

Szczególna rola stoi przed Stowarzyszeniem Geodetów Polskich (SGP), jako integratora środowiska.

Mogą nowy Geodeta Kraju i SGP z pewnością liczyć na wsparcie Forum Geodetów Powiatowych przytłoczonego obecnie pozaprawną ofensywą IPE i Geoportalu, powinni uzyskać wsparcie federacji firm geodezyjnych, mogą liczyć na wsparcie stowarzyszenia GISPOL, które po okresie szczególnego nękania przez Głównego Geodetę i jego satelitów powróci do efektywnej realizacji swych zadań statutowych, to jest integracji użytkowników krajowego systemu informacji o terenie.

Wierzę, że kol. W. Potrapeluk, którego w okresie niezbyt licznych dotąd kontaktów poznałem z jak najlepszej strony, jako człowieka kompetentnego, sprawiedliwego i dysponującego dużą wiedzą geodezyjno-prawną, będzie potrafił geodezyjny potencjał zorganizować i wykorzystać. Oby umiał skutecznie omijać rafy cwaniactwa, obłudy i draństwa.

Osobiście, na ile nowy Główny Geodeta zechce, stawiam do dyspozycji swą wiedzę fachową, doświadczenie i lojalność i bardzo o to samo proszę członków Stowarzyszenia GISPOL, nawet, a zwłaszcza tych, którzy sympatią darzyli poprzednika. Ważny jest interes branży i sposobu odbioru jej przez społeczeństwo. A w tym zakresie rachunek za minione 5 lat jest dość kłopotliwy.

Mimo zmęczenia długotrwałym okresem oczekiwania na zmiany potrzebna jest teraz mobilizacja i uzbrojenie nowych władz swą doradą i oceną. Zachęcam do przekazywania swych opinii na łamy forum GISPOL-u. Stowarzyszenie nie będzie nikogo selekcjonować, natomiast może obiecać, że uczciwie przekazywać będzie wnioski wynikające z wypowiedzi właściwym adresatom.

Edward Mecha             
Prezes Stowarzyszenia

W załączeniu komentarz jednego z członków grupy redakcyjnej komunikatów ZSK kolegi Wiesława Piątkowskiego. Koleżanki i kolegów chętnych do podzielenia się własnymi komentarzami zachęcamy do skorzystania z Forum GISPOLU.


Wiesław Piątkowski

Geoportal ante portas, czy Antyportal?

Z dużym opóźnieniem przeczytałem "Geofelieton" zamieszczony w ostatnim numerze "Przeglądu Geodezyjnego" (Nr 9/2006) pod znamiennym tytułem "Geoportal amte portas" autorstwa pana prof. Zdzisława Adamczewskiego, wieloletniego pracownika naukowego Wydziału Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej oraz jednego z "doradców" byłego Głównego Geodety Kraju Jerzego Albina. W treści geofelietonu pan profesor mieni się także dziennikarzem. Należałoby się więc spodziewać, że treść artykułu podpisana tak znamienitym nazwiskiem będzie rzetelna, a w przypadkach polemicznych będzie zawierała rzeczowe argumenty i nikogo nie będzie obrażała. Niestety, po jego lekturze zwątpiłem w jakąkolwiek możliwość dyskusji z panem profesorem. Postanowiłem jednak zaprotestować przeciwko obrażaniu znacznej części środowiska geodezyjnego oraz okłamywaniu społeczeństwa, co do rzeczywistej wartości "osiągnięć" poprzedniej ekipy kierującej polską geodezją, pod wodzą pana Jerzego Albina.

Na początku artykułu pan profesor zachwyca się możliwością oglądania "ortobrazów" podkreślając, że jest to tylko jedna z możliwości Geoportalu. Postanowiłem wejść na stronę i zobaczyć, jak to wygląda. Po wielu nieudanych próbach udało mi się obejrzeć ortofotomapę miasta Łomianki i rodzinnego miasta Płocka, które to miasto od początku zaistnienia projektów Matra oraz IPE aktywnie uczestniczy w tych "nowoczesnych" programach. Osobom zainteresowanym polecam dla porównania wejście na stronę Powiatu Warszawskiego Zachodniego - www.podgik.pwz.pl. Strona Geoportalu w porównaniu z możliwościami strony PWZ jest uboga informacyjnie i z punktu widzenia informatycznego przaśna. Powiat Warszawski Zachodni nie uczestniczył w żadnym z wymienionych wyżej programów, nie budował informatycznych baz danych za ciężkie pieniądze wydatkowane z budżetu państwa, bez podstawy prawnej (patrz wyniki kontroli NIK dotyczące budowy systemu katastralnego w Polsce w okresie 2004 - 2005). Służba geodezyjna korzystała jedynie z przychylnej postawy Zarządu i Rady Powiatu oraz z niewielkiego wsparcia finansowego częściowo niwelującego skandalicznie niskie finansowanie zadań z zakresu geodezji i kartografii przez stronę rządową. Dane i informacje zamieszczone na stronie PWZ są aktualne na dzień poprzedni i zawierają dane faktycznie takie, jakie posiada prowadzona przez powiat ewidencja gruntów i budynków, bez zniekształceń powodowanych przez konwersję danych systemem SWDE. Strona jest powiązana ze światowym portalem zobrazowań satelitarnych Google Earth (na stronie głównej PWZ znajduje się link, poprzez który można wejść do portalu), dzięki czemu z każdego punktu kuli ziemskiej można na nią wejść, a jednocześnie żadne wrażliwe dane i informacje nie mają prawa wyciekać do osób i instytucji nieposiadających prawa do ich oglądania lub otrzymywania!

Nie jest możliwe zaistnienie sytuacji przedstawionej przez redaktor Jaworowicz w TVP, o tym, jak bank bez wiedzy właściciela nieruchomości wywłaszczył go z posiadanego dobytku mimo, że żadne umowy kredytowe go z tym bankiem nie łączyły. Takich przypadków w kraju było znacznie więcej. Spowodowane to jest niekontrolowanym wypływem informacji z ewidencji gruntów i budynków, do czego tak gorąco pan profesor namawia. Ciekaw jestem, co by napisał w "geofelietonie", gdyby się jemu coś podobnego przydarzyło?

Myślę, że gdyby pan profesor nie poszerzał sobie "horyzontu myślowego" przy pomocy lektur książek Redlińskiego, to nie pisałby bzdur, jak w omawianym artykule. Twórczość Redlińskiego jest ukierunkowana głównie na "dowodzenie" wyższości wiary w marksistowsko - leninowski materializm dialektyczny, pełno jest w niej szyderstwa i pogardy dla tradycyjnych wartości chrześcijańskich. Mimo usilnych starań, Redliński do panteonu wybitnych polskich pisarzy nawet przez komunistów nie został zaliczony. I dzięki Bogu!

Myślenie w kategoriach materializmu dialektycznego nie jest obce także panu profesorowi. W 1968 roku podczas strajków studenckich na Politechnice Warszawskiej próbował tylnym, niestrzeżonym przez studentów wejściem wprowadzić zbirów z ORMO i ZOMO w celu spacyfikowania strajku. Że skończyło się to spoliczkowaniem Pana przez jednego z pańskich studentów, nie muszę chyba przypominać? W uznaniu pańskich zasług w tamtym nieciekawym czasie został Pan mianowany jednym z prorektorów Politechniki... Zaczęły się czystki wśród studentów i pracowników naukowych. Wielu wybitnych naukowców i dydaktyków, jak prof. Otto, Trajdos-Wróbel, dr. Glitman ... musiało odejść z Wydziału i Uczelni. Na ich miejsce przyszli "mierni, bierni, ale wierni" doktorzy i docenci marcowi. Między innymi pan Bosek, mój kolega z roku, - członek KC PZPR i dorywczo dla większego splendoru, pracownik naukowy naszego Wydziału. Wśród studentów i młodych pracowników naukowych utarło się wówczas powiedzenie "niech cię ręka Boska broni" oczywiście Lecha. Po ciosach zadanych wówczas kadrze naukowej, Wydział już się nigdy nie podniósł i nigdy nie wrócił do dawnej świetności. Wielu młodych naukowców, którzy wtedy odeszli z Politechniki, jest dzisiaj znanymi i cenionymi pracownikami naukowymi i dydaktycznymi na uniwersytecie Warmińsko - Mazurskim, we Wrocławiu, Przemyślu, a także po za granicami kraju.

Chciałbym przypomnieć Panie Profesorze, że czasy "zcentralizowanego demokratyzmu" minęły bezpowrotnie. I każdy, kto działa, na polu naukowym, administracyjnym, politycznym, czy gospodarczym, musi sobie z tego faktu zdawać sprawę! Kataster ma służyć przede wszystkim zapewnieniu bezpieczeństwa zasięgu prawa własności do nieruchomości w odniesieniu do przestrzeni ziemskiej, a więc w miejscu gdzie nieruchomość się znajduje, i ma być rejestrem towarzyszącym rejestrowi ksiąg wieczystych. Dane w nim zawarte muszą zapewniać bezpieczeństwo obrotu nieruchomościami na rynkach lokalnych, a nie w wyimaginowanej cyber-przestrzeni. Dane katastralne, zgodnie z obowiązującym dotychczas prawem mają stanowić podstawę do pobierania podatku od nieruchomości, a jest to, póki co podatek lokalny. Inne funkcje katastru także związane są integralnie z miejscem położenia nieruchomości, a z tego wynika, że to społeczności lokalne i lokalne samorządy będą głównymi beneficjentami katastru. Dane bazowe i informacje źródłowe, także są zbierane na szczeblu lokalnym. Czemu więc miałaby służyć budowa nieszczelnego i wiecznie nieaktualnego supersystemu katastralnego, budowanego za ogromne pieniądze z kieszeni podatników? Napędzaniu pieniędzy zagranicznym firmom informatycznym? Dostarczaniu danych i informacji podmiotom do tego nieuprawnionym, gotowym wykorzystać te dane, przeciwko właścicielom nieruchomości? Czy taki system na pewno zapewni przejrzystość "gospodarki nieruchomościami i obrotu gruntami", czy też tylko ją jeszcze bardziej zagmatwa? A do tego zdaje się Pan namawiać.

Podczas procedowania nowelizacji ustawy prawo geodezyjne i kartograficzne w poprzedniej kadencji Sejmu występowałem jako ekspert strony samorządowej. Byłem świadkiem, jak wypowiadał się Pan krytycznie na temat zapisów przedłożonej ustawy, której głównym autorem był ówczesny Główny Geodeta Kraju Jerzy Albin. Byłem pełen podziwu dla Pańskich trafnych uwag dotyczących treści poszczególnych przepisów, bardzo często niezgodnych z ideą pana Jerzego Albina. Tym bardziej jestem zaskoczony Pańskim rozdzieraniem szat nad "uwaloną" ustawą. Sądzę, że to między innymi pańskie uwagi pozwoliły wyrobić sobie zdanie posłom, którzy zadecydowali o jej "uwaleniu" Przypominam Panu, że to nie geodeci powiatowi, ale posłowie zdając sobie sprawę z bylejakości i społecznej szkodliwości przedłożonej przez pana Jerzego Albina ustawy ją "uwalili"!

Co do Geoportalu, to jako jeden z bliskich współpracowników pana Jerzego Albina powinien Pan wiedzieć, że w trakcie realizacji projektów zleconych przez GUGiK i ARiMR dotyczących wektoryzacji map katastralnych oraz pozyskiwania danych na potrzeby Systemu Identyfikacji Działek Rolnych (LPIS) firmy wykonawcze po pobraniu z Geoportalu danych dotyczących Powiatu Wejcherowskiego zwróciły się ponownie do Starosty o wydanie tych danych bezpośrednio z baz danych Powiatu. Dane pobrane z Geoportalu zniekształcone przez systemy konwertujące do Geoportalu nie nadawały się do wykorzystania!

To do czego ma służyć ten Geoportal? Do oglądania ortoobrazów i do wycieku chronionych prawem danych i informacji?

Geodeci Powiatowi nie są przeciwnikami informatyzacji zasobu geodezyjnego i przekazywania informacji za pomocą nowoczesnych technik informatycznych.
Nie mają także ambicji budowania systemów DOOR_TO_DOOR, ale niestety mają więcej zdrowego rozsądku i wiedzy o skali zagrożeń, jakie może nieść ze sobą pseudonowoczesna informatyka, zarówno w stosunku do pana Jerzego Albina, a nie zawahałbym się twierdzić, że także i Pana. Wydawane rokrocznie milionowe kwoty na projekty powiązane z ARiMR, które później w powiatowych ośrodkach, co najwyżej trafiają na półki, jest przysłowiowym wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Powodem tego jest złe prawo, (szczególnie stosowanie instrukcji G-5), a także niespójne przepisy prawa geodezyjnego z innymi ustawami. Ale to nie geodeci powiatowi są temu winni, ale były Główny Geodeta Kraju, który nie chciał ich słuchać i wbrew opiniom fachowców próbował realizować utopijne projekty, za którymi stały firmy informatyczne i tzw. "doradcy" sowicie opłacani z kieszeni podatników. Mam nadzieję, że byłemu Głównemu Geodecie Kraju i jego "doradcom" przyjdzie się zmierzyć z odpowiedzialnością za obecny stan polskiej geodezji i bezprawnie wydatkowane pieniądze podatników.

A wracając do idiotów Panie profesorze. Zgodnie z chrześcijańskim pojmowaniem świata i nie tylko, "tylko idiota nie jest w stanie zrozumieć, że szkodząc innym szkodzi sam sobie". Ale to zapewne przekracza zakres marksistowsko - leninowskich zasad etycznych materializmu dialektycznego. Mój Ojciec, zwracał mi niegdyś uwagę, że nie jest głupcem ten, komu zdarzy się raz popełnić nawet poważny błąd, ale na pewno jest nim ten, kto ciągle ten sam błąd popełnia i szuka winnych po za sobą.

Wiesław Piątkowski                  
geodeta Powiatu Warszawskiego Zachodniego

- Powrót -