Komentarz 5 (49/07)

22 stycznia 2007 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne Koleżanki i Koledzy Geodeci Powiatowi, Kierownicy odgik !

Styczeń przywitał nas ostateczną decyzją o przejściu geodezji pod nadzór Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. Podjął ją Sejm w dniu 12 stycznia br. i teraz czeka tylko na podpis Prezydenta, a potem na realizację.

Styczeń przywitał nas też zapowiedzią Wicepremier Gilowskiej o likwidacji wszystkich zakładów budżetowych, wszystkich gospodarstw pomocniczych, wszystkich samorządowych funduszy celowych, wszystkich wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej, części agencji rządowych i części funduszy usytuowanych centralnie.

Styczeń dostarczył też pierwsze w tym roku wydania naszych niskonakładowych ale geodezyjnych czasopism fachowych, chociaż określenie „fachowych“ przynajmniej do jednego z nich zaczyna być coraz bardziej niestosowne.

Wsłuchując się w głosy apologetów GIS-ów, krajowych Infrastruktur Danych Przestrzennych (SDI) i geoportali gdzieś zanikła wartość danych, które mają w GIS-ach i portalach być ujawniane, a za pomocą SDI rozpowszechniane i wykorzystywane, a ci którzy te dane tworzą ucichli jak mysz pod miotłą i dają się, nazwijmy to „powodować“, bo nie wypada używać słowa „manipulować“.

Skromne jak na razie próby ratowania twarzy geodezji, które podjęło nowe kierownictwo GUGiK spotkały się z naiwną i niewybredną krytyką jednego z tych jakoby „fachowych“ czasopism.

Nadzieja w tym drugim, które wszakże wydawane jest z takim opóźnieniem, że publikowane w nim nowości trącą prehistorią. Nie ma zatem kto tych geodetów bronić, a sami się też bronić nie chcą i nie potrafią, bo specyfika zawodu powoduje, że nienawykli są do działań zespołowych, a indywidualne popisy podpisane, najczęściej nie podpisane, nie wywołują żadnego odzewu. Wszystko się zatem toczy siłą bezwładności, którą nieco silniejszy decydent bardzo łatwo wysteruje, oby w pożądanym kierunku.

Na bardzo bliskim horyzoncie decyzyjnym pojawiło się dwoje wicepremierów, którzy bez względu na chcenia geodetów podejmą decyzje, niekoniecznie uwzględniające specyfikę geodezji. Pytanie kto do tych decydentów dotrze i za czym będzie lobbować? Jeśli akurat niniejszy tekst trafi do któregoś z doradców decydentów, to ośmielamy się przypomnieć, że rolą geodezji jest dostarczanie ciągłej informacji o zjawiskach zlokalizowanych w przestrzeni i odniesionych do powierzchni Ziemi, a powinnością Głównego Geodety jest tworzenie warunków do realizacji roli geodezji (w granicach możliwości nakreślonych przez prawo i organ, który go powołał).

Celem geodezji jest zwymiarowanie danych tworzących informację, przedstawienie ich w określonym układzie odniesienia, zobrazowanie danych (kartografia), przechowywanie danych, ich przetwarzanie i udostępnianie.

Szczególnym przypadkiem danych są dane, którym nadaje się moc prawną w oparciu o jurysdykcję krajową lub ponadkrajową (kataster).

Dane generalnie dzielą się na dane gwarantowane przez administrację publiczną, poprzez służbę geodezyjną i dane poglądowe pozyskiwane i udostępniane według reguł gry rynkowej.

Narzędziami realizacji celu są techniki i metody pomiarowe astronomiczne, grawimetryczne, magnetyczne, geodezyjne, korzystające z szerokiego zakresu standaryzacji i wzbogacone technologiami informatycznymi oraz procedurami pozyskiwania, przetwarzania i udostępniania danych.

W przypadku danych katastralnych osiąganie celu uzależnione jest ponadto od obowiązującego systemu prawnego.

W każdym przypadku głównym narzędziem osiągania celu jest wysokiej klasy specjalista.

Ten krótki kurs istoty geodezji dla doradców i decydentów przekazujemy po to, aby nie pomylić przyczyny i skutku, przedmiotu regulacji i narzędzia, jakim dla przykładu jest informatyzacja. Informatyzacja, owszem wymusza porządek w realizacji sensownie określonego celu. Najlepiej zbudowana i skomputeryzowana sieć wodociągowa nie zapewni jednak czystej wody jeśli na ujęciu pobierane będą ścieki. A tak sytuacja wygląda z GIS-ami, infrastrukturami danych przestrzennych i geoportalami. Wszystkie one bazują na założeniu pobierania „czystej wody“, co jest ewidentną nieprawdą, stąd i casus izraelski, o którym wielokrotnie już wspominaliśmy.

Mając powyższe na uwadze odnotowaliśmy z wielce mieszanymi odczuciami artykuł profesorów Andrzeja Hopfera i Wojciecha Wilkowskiego „Kataster nieruchomości w Polsce - jest czy go nie ma?“ zamieszczony w styczniowym wydaniu Przeglądu Geodezyjnego. Było nie było są to jedyni profesorowie zajmujący się problematyką katastru w Polsce. Bez zarzutu są w tym artykule dywagacje historyczne, stanowiące zresztą jego główną treść. Wstrząsające jest natomiast podsumowanie, w którym za „Katastrem 2014“ FIG przytoczono główne cechy współczesnego katastru, a nawet przytoczono cytat Carstena Bjornssona z artykułu „Cadastre 2014 - From Vision to GIS“, zamieszczonego w materiałach pokonferencyjnych konferencji „Standaryzacja w dziedzinie katastru“ odbytej 9-10 grudnia 2004 r. w Bambergu (Niemcy).

Oznacza to, że panowie profesorowie dysponują tymi materiałami. I tylko tyle z tego wydobyli? Przecież w tych materiałach mieści się cały model katastralny FIG, o którym tyle pisaliśmy w komunikatach ZSK. Zamieściliśmy w komunikatach cały szereg przetłumaczonych artykułów i ani kroku do przodu?

Przecież nawet przytaczając tych kilka tez z Katastru 2014 (bez kometarza) panowie profesorowie weszli w inną rzeczywistość; tę zagubioną w rozporządzeniu ewidencyjnym z 2001 r. Dlaczego panowie profesorowie nie protestowali przeciw błędnym założeniom IPE? Dlaczego nie protestowali przeciwko skutkom konwersji i wektoryzacji?

Nadchodzi czas rozwiązań systemowych. Decydenci muszą sięgać do autorytetów, w tym zwłaszcza kadry naukowej. Zapewne trafią do autorów artykułu, stąd zanim będą doradzać stawiamy panom profesorom pytania; Czy naprawdę jesteście przekonani, że możliwa jest jednolitość katastru w 378 powiatach, jak przytoczyliście to w ostatnim akapicie na stronie 9 Przeglądu Geodezyjnego (punkt 1 wyliczanki warunków istnienia katastru) i w jaki sposób widzicie ujednolicenie stanów prawnych nieruchomości zawartych w katastrze i księgach wieczystych (punkt 3 wyliczanki)?

Pytania są bardzo zasadne, bo od odpowiedzi na nie zależy czy do eksploatacji GISów, SDI czy Geoportali korzystać będziemy:

  • z danych źródłowych, wiarygodnych jak ta czysta woda u źródeł Wisły, którą można pić bez uzdatnienia,

  • z danych przekonwertowanych przy pomocy nie wiadomo której edycji formatu SWDE, mętnych jak wiślana woda w Warszawie, którą próbuje się pić, ale z reguły kawę czy herbatę zaparza się z mineralnej,

  • czy z danych niewiarygodnych pochodzących z wektoryzacji podobnych do tej cuchnącej Wisły pod Oświęcimiem. Tę wodę z Wisły w Oświęcimiu się pić nie da, a takie dane jak ta ostatnia woda pozyskuje się na razie do większości GIS-ów. Oczywiście, że takie dane też są przydatne, podobnie jak zanieczyszczona woda, która nadaje się np. do nawadniania, czy w zbiorniku rybnickim do hodowli amura i piranii.

Tyle, ze takie przybliżone dane z pewnością nie gwarantują bezpiecznego obrotu prawnego, a użyte po zgeneralizowaniu w Geoportalu wywołają efekt izraelski, na skorygowanie którego Główny Geodeta Izraela widzi tylko jeden sposób: założenie w pełni wiarygodnego i dokładnego katastru, do którego będzie naciągać czy dostosowywać wszystkie inne GIS-y powstałe w wyniku radosnej twórczości nawiedzonych informatyków, którym obce są zasady geodezji i terenoznawstwa.

W tymże pierwszym numerze Przeglądu Geodezyjnego jest jednak na ostatniej stronie nutka optymizmu autorstwa Stanisława Kluski. Kolega Kluska, zahartowany w bojach działacz stowarzyszeniowy nie załamał rąk i spodziewa się pozytywnych zmian. My też.

- Powrót -