|
Komentarz 7 (51/07) 5 lutego 2007 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! W ubiegłym tygodniu zapowiedzieliśmy rewelacje równoważne dzieleniu kompetencji Głównego Geodety Kraju. Mieliśmy na myśli finalizującą się dyrektywę INSPIRE, która jak wszystkie znaki na niebie (Gallileo) i ziemi (ISO-CEN) wskazują wejdzie w życie od 1 lipca br. Obecnie znikają ostatnie przeszkody i po posiedzeniu unijnego Komitetu Pojednawczego w dniu 16 stycznia br. aktualnie uzgodniony tekst ma szanse obowiązywać nas przez najbliższe dziesięciolecia. Różni się ten tekst znacznie od opublikowanego w lipcu 2004 r., jest wynikiem kompromisu i konsensusu osiągniętego przez zaangażowane krajowe organizacje map i katastru. Trudno do takich zaangażowanych organizacji zaliczyć nasz Główny Urząd Geodezji i Kartografii. Stał z boku i przyglądał się. Naszej specyfiki w projekcie dyrektywy nie ma. Nie ma ośrodków dokumentacji geodezyjnej i kartograficznej, osnów, mapy zasadniczej, inwentaryzacji i koordynacji uzbrojenia, pomiarów powykonawczych, nie ma idei Topograficznej Bazy Danych, obowiązku zgłaszania i przekazywania prac geodezyjnych. W drodze skomplikowanych interpretacji można tego wszystkiego się tam doszukać i zapewne w tym kierunku będzie zmierzała realizacja dyrektywy, ale na to potrzeba lat. Polska jako kraj startujący z bardzo zróżnicowanych podstaw w dziedzinie informacji geograficznej tak bardzo wyprzedziła innych, że nawet nasi reprezentanci w tworzeniu dyrektywy nie byli tego świadomi albo nie mieli odwagi tych spraw artykułować i cofniemy się o kilkadziesiąt lat po to, aby następne pokolenia ze zdziwieniem mogły odkrywać, że kiedyś startowaliśmy z poziomu, który nasi partnerzy osiągną po wydatkowaniu miliardów euro i latach realizacji. Ślepo zapatrzone w sprzedawców zachodnich technologii, w ich polskojęzycznych dilerów, kierownictwo polskiej geodezji w okresie minionej dekady widziało realizację swoich zadań nie poprzez zaspokajanie potrzeb obywateli i gospodarki a poprzez pryzmat zakupów sprzętu i technologii. Ten proces wyobcowywania zwłaszcza GUGiK z powierzonych mu zadań trwa od lat i wcale nie zdziwilibyśmy się gdyby spełniły się krakania takiego jednego czasopisma geomatycznego o likwidacji GUGiK w nowym resorcie. To co propaguje to czasopismo, to nie jest tylko ankieta, to jest zabieg socjotechniczny mający w podświadomości decydentów wywołać takie myślenie. A jak nie dotrze drogą internetową wprost, to wyniki można wysłać do decydenta z karteczką lub podkreśleniem, co już było praktykowane. Wystarczy to zabarwić sosem o aktywności strony internetowej GUGiK, gdzie wśród aktualności w okresie drugiej połowy stycznia ukazały się jedynie dwa anonsy: jeden o seminarium, drugi o możliwości pobrania wytycznych technicznych, a stąd już prosta droga do raptownych decyzji. Tym bardziej, że jak 26 stycznia poinformowało najlepiej, prawie kreatywnie zorientowane Geoforum, powstał w MSWiA zespół ekspertów już bez przedstawicieli GUGiK. Zespół ten ma, cytat z Geoforum „zaproponować rozwiązanie katalogu problemów związanych z geodezyjnymi zasobami informacyjnymi, wykonywaniem zawodu geodety, finansowaniem geodezji, jej informatyzacji i stanu przepisów prawnych“. W zespole, który ma „zaproponować rozwiązanie“ jest 5 geodetów, z których żaden nie ma praktyki katastralnej. Niektórzy nie posiadają nawet podstawowych informacji o zadaniach i funkcjonowaniu powiatowych ośrodków dokumentacji geodezyjnej i kartograficznej - zalążków przyszłych biur katastralnych. Tylko jeden z nich protestował przeciw wynaturzeniom zintegrowanego systemu katastralnego, kiedy stał się obiektem doświadczalnym pierwszych nieudanych eksperymentów. Potem miał odwagę dawać temu publicznie świadectwo. Reszta wymienionych w zespole geodetów to twórcy lub orędownicy tak zwanego zintegrowanego systemu katastralnego. Będą więc bronić, poniekąd swego dzieła. Czy ktoś z pozostałych profesorów niegeodetów, nieobeznanych ze specyfiką branży będzie miał odwagę się przeciwstawić zespołowi twórców systemu, w którym udało się jak dotąd ukryć nawet światowe tendencje z tego zakresu, o czym pisaliśmy przed dwoma tygodniami. Zespół zaś ma „zaproponować zmiany przepisów prawnych m.in. w zakresie planowania przestrzennego, budownictwa, branżowych sieci uzbrojenia terenu, obrotu nieruchomościami, notariatu, gospodarki komunalnej“, czyli w dziedzinach, w których potrzebne są dane geodezyjno-prawne, a nie GIS-owe. Każdy z zaangażowanych w zespół profesorów ma prawo wierzyć, iż geodeci jako inżynierowie potrafią związać podmiot i prawa z przedmiotem, a niestety zdecydowana większość geodetów tego już nie potrafi, bo nie zna subtelności podmiotu i praw, tak jak prawnicy nie znają subtelności obrazowania przedmiotu. Dla prawników 300 zagubionych tomów akt rocznie to normalka, według Gazety Prawnej z 30 stycznia br. Nie ma do czego bilansować spraw i nie wiadomo co w tych aktach jest zarejestrowane. Cała nadzieja zdaniem autora publikacji w informatyzacji, jakby bałagan można było uporządkować w wyniku informatyzacji. W katastrze coś takiego jest nie do pomyślenia. Błędy i zagubienia odkrywa się po kilkudziesięciu i więcej latach, a niechlujstwo w trakcie wektoryzacji może ukrywać się jeszcze dłużej, ale i tak kiedyś zostanie zidentyfikowane bo ziemia jest dobrem niepomnażalnym i wartość jej będzie stale wzrastać, tak że nasi potomkowie za 100 lub więcej lat będą identyfikować błędy z projektu Phare 2003, tak ja my identyfikujemy wielohektarowe błędy zwłaszcza obszarów dworskich w starych mapach i rejestrach katastru pruskiego czy austriackiego. Nie tylko zresztą katastrów, bo na granicy Pabianic też zidentyfikowano dwa niezarejestrowane oddziały leśne. Na Śląsku całe lotnisko przez długie lata nie miało przynależności administracyjnej. Dla tych błędów nie ma przedawnienia, można natomiast perfidnie wykorzystać zasiedzenie. Taki np. szwedzki Vaterfall, który w wyniku prywatyzacji przejął zakłady energetyczne okręgu południowego może więcej polskich gruntów zasiedzieć w wyniku rozbójniczych inwestycji energetycznych poprzedniego okresu, niż przejął w wyniku prywatyzacji. Każdemu budowlańcowi wydaje się, że jest geodetą po potrafi wytyczyć prostą i odczytać poziom na łacie. Każdemu prawnikowi wydaje się, ze jest specjalistą od katastru jak wie, że hektar to jednak nie jest 1000 m2. Każdy informatyk jest przekonany, że ma geodezję w małym palcu i precyzyjnie określi 10 arów na 1024 m2. Podobne mniemanie o geodezji mają planiści przestrzenni kreślący kontury ołówkiem B6, podobne kartografowie redagujący mapy jak obraz, co za dobrą monetę biorą GIS-owcy tworzący z takich obrazów bazy danych prowadzące w linii prostej do efektu izraelskiego. W dobie GPS-ów, laserów, precyzyjnej grafiki komputerowej ma równolegle miejsce nienotowany w historii przyrost chałtury przestrzennej, a ci co odpowiadają za profesjonalne tworzenie georeferencyjnej bazy danych nie mogą dojść do porozumienia jak chronić jakość tej bazy. W Austrii geodezja jest częścią składową Głównego Urzędu Miar i to Austriacy wprowadzili do dyrektywy INSPIRE najwięcej zapisów chroniących profesjonalizm w informacji przestrzennej. Jest w art.8 ust.3 projektu dyrektywy zapis, iż „przepisy wykonawcze są opracowywane w sposób zapewniający spójność pomiędzy elementami informacji odnoszącymi się do tego samego położenia, pomiędzy elementami informacji odnoszącymi się do tego samego obiektu przedstawionego w różnych skalach“ i ten zapis dedykujemy szczególnie autorowi Mazowieckiego GIS, wcześniej autorowi rozporządzenia ewidencyjnego z 2001 r., który jeśli zaufać wiarygodności informacji zamieszczonej w Geoforum, uzyskał jeszcze jedną szansę majstrowania przy geodezji. Dedykujemy go również tym, którzy chcieliby oskubać GGK z resztek kompetencji, a najlepiej zlikwidować GUGiK, czyli dużym firmom informatycznym, bo stamtąd te sygnały dochodzą. GUGiK był dobry jak dawał. Jest zły jak rozlicza. To tak jak w tej modlitwie chłopa o krowy dla sąsiada. Nie żeby miał, ale żeby mu też zdechły. |