|
Komentarz 10 (54/07) 26 lutego 2007 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Formalnie w miniony piątek, faktycznie z dniem dzisiejszym geodezja znalazła się w nowej rzeczywistości. Znalazła się w resorcie Spraw Wewnętrznych i Administracji kierowanym od 2 tygodni przez byłego Prokuratora Krajowego, bardzo zdolnego zresztą jak wynika to zgodnie z różnych publikacji prasowych. Podczas odbytej 15 lutego br. konferencji prasowej Prezesa Rady Ministrów padły słowa „geodezja i kataster“ w kontekście pytania zadanego przez jednego z dziennikarzy, czy nowy minister spraw wewnętrznych i administracji nie wie, że podlega mu geodezja i dlaczego wśród rejestrów publicznych nie został wymieniony rejestr katastralny? Jesteśmy przekonani, że nie tylko z powodu wypomnienia geodezji na początku urzędowania, nowy minister zapamięta dobrze geodezję i kataster, i to z racji zarówno poprzedniego jak i nowego miejsca pracy. Po prostu środowisko geodezyjne i okołogeodezyjne usilnie pracowało, zwłaszcza w okresie kilku minionych lat na to, aby nowy minister o nim pamiętał. Raczej bezwiednie dobry materiał do bilansu otwarcia przygotowało lutowe wydanie magazynu geoinformacyjnego GEODETA, w którym czytamy między innymi: Na str. 50 „Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) ogłosiła przetarg ograniczony przyspieszony na wykonanie usług kontroli na miejscu ...Szacunkowa wartość całego zamówienia 61 313 000 zł.“ Tuż obok informacja, że „ARiMR zawarła umowę z firmą Intergraph Polska sp. z o.o. na zakup oprogramowania GeoMedia wraz z usługą asysty technicznej i konserwacji. Postępowanie przeprowadzone w trybie zamówienia publicznego z wolnej ręki. Kwota umowy wynosi 4 204 420.99 zł. brutto“. Nad tym wszystkim informacja, że „Agencja zamiast zlecać realizację kontroli firmom zewnętrznym, planuje robić to w przyszłości własnymi siłami.“ W lutowym wydaniu tegoż magazynu z 2003 r. str. 12 redaktor oceniał: „według szacunków z ub. r.w latach 2003-05 budowa LPIS może pochłonąć 690 mln. zł, w tym: ...wektoryzacja map egib i tzw. pól zagospodarowania oraz integracja danych graficznych z opisową częścią egib - 460 mln zł“. Z Rządowego Programu Rozwoju ZSIN z 2004 r. wynikało, że było tego znacznie więcej. Czy coś z tych wielkich pieniędzy usprawniło system katastralny? Na str. 8 i dalszych znajdujemy częściową odpowiedź na powyższe pytanie w artykule „Stan klęski żywiołowej?“, wywiadzie z Geodetą Powiatowym Tarnowskich Gór Andrzejem Skórnikiem, który stwierdza m.in. „A my, zanim zaczniemy modernizację ewidencji gruntów i budynków, musimy najpierw zlikwidować zaległości pozostawione przez poprzedników. Naprawy wymagała numeracja działek, które - choć to nieprawdopodobne - wyglądała np. tak 123*, 123**, 123!. Poza tym u nas, jeśli na arkuszu mapy jest 500 działek, to wcale nie znaczy, że tyle samo jest w części opisowej EGiB. Bywało z tym różnie: mogło być ich równie dobrze 400, jak i 520.“ Wynika z tego, że modernizację ewidencji zamierza się dopiero podjąć, a najpierw trzeba zlikwidować zaległości, w tym między innymi uporządkować numerację działek. W artykule nie wyjaśniono, że numeracja ta w większości jest pruska, ale nie tylko. Nie wyjaśniono, że takich obrębów, gdzie ilość działek na mapie i w rejestrze jest zgodna w opisanym powiecie, jest tylko 2 na 64. Wynikałoby z tego, że z tych wielkich pieniędzy kol. Skórnik wiele nie uszczknął, a spodziewa się dopiero coś załatwić za „cudze“ pieniądze z Geoportalu. Obawiamy się, że bardzo się kolega rozczaruje. Są wszakże w artykule informacje, które wielka szkoda, że nie znali twórcy Zintegrowanego Systemu Katastralnego, bo nie musielibyśmy wtedy tracić 5 lat i setek milionów źle zainwestowanych pieniędzy, w znacznym stopniu unijnych. Cytat z wypowiedzi kol. Skórnika: „Weźmy podział działki. Czasami wyglądało to tak, że właściciel kupował podkładkę przewłaszczeniową z wszystkimi klauzulami, na której następnie rysowano czerwoną kreseczkę i wpisywano dwa nowe numery działek. Na podstawie tak sporządzonych dokumentów wprowadzono zmiany do ksiąg wieczystych. Tylko że żadna zmiana nie była odnotowywana w ewidencji gruntów i na mapach! Jeśli do tego bałaganu dodamy problemy związane z wystąpieniami rolników o dopłaty bezpośrednie i potrzeby ARiMR. to trudno się dziwić, że słyszymy narzekania na funkcjonowanie służby geodezyjnej. Kolejna rzecz - przenoszenie własności w formie tzw. dodatku. Kiedyś nie było wykazów synchronizacyjnych i korzystano z „dodatku“ do księgi wieczystej. Kiedy dwóch rolników chciało się zamienić działkami bez udziału notariusza, to po prostu szli do WBGiTR-u. Tam w jednym „dodatku“ pisano, że działka nr 1 to jest teraz nr 2. a w drugim odwrotnie. Wprowadzano zmiany do ksiąg wieczystych bez wprowadzania ich do ewidencji i na mapy ewidencyjne“. W końcowej części artykułu na pytanie: „Czy wystąpił pan o ukaranie jakiegoś geodety uprawnionego?“ pada odpowiedź: Raz wystąpiłem z takim wnioskiem. W tej sprawie biegły-geodeta wykonał dla sądu opinię na podstawie kserokopii mapki i według niej zrobił rozgraniczenie. Problem polegał na tym, że nie było na niej żadnych miar, żeby cokolwiek wynieść w teren. Mój wniosek o ukaranie geodety został uznany za nieuzasadniony. W praktyce geodeta powiatowy nie ma możliwości wyciagnięcia konsekwencji wobec geodety uprawnionego, który popełnia błędy.“ W tym miejscu przypomina się nam artykuł Andrzeja Surówki i Zbigniewa Piaska „Generacja wykazów synchronizacyjnych na potrzeby geodezyjno-kartograficzne“ opublikowany w sierpniowym wydaniu Przeglądu Geodezyjnego z 2004 roku. Dotyczy on dla odmiany ewidencji gruntów na terenach byłego katastru austriackiego. Cytujemy: [Cytat] „W większości równoważenia parcel katastralnych z działkami ewidencyjnymi odbywały się kameralnie i charakteryzowały się cechą uznaniowości ich wykonawców, a nie kryteriami dokładnościowymi, przewidzianymi dla opracowań geodezyjno-kartograficznych, powstałych z bezpośrednich pomiarów ustalonych granic nieruchomości, o których mowa w § 99 załącznika do zarządzenia [8].(Mowa o załączniku do zarządzenia Ministra Rolnictwa i Gospodarki Komunalnej z dnia 20 lutego 1969 ws. ewidencji gruntów i budynków (MP z 1969 r. nr 11 poz.98)). Standardowe opracowania równoważenia parcel katastralnych z działkami ewidencyjnymi obejmowały część graficzną w postaci wyrysu z mapy ewidencyjnej oraz część opisową, w której zamieszczano dane z operatu ewidencji gruntów i budynków oraz ksiąg wieczystych nieruchomości. Wykazy synchronizacyjne przeważnie przyjmowały postać wg formuły, np.: Działka ewidencyjna El powstała z parcel katastralnych (pgr) nr: pgr N1 pgr N2 pgr N3, objętych (liczba wykazu hipotecznego) Iwh. 195, gminy katastralnej Roki, lub Działka ewidencyjna E2 odpowiada parcelom katastralnym (pgr) nr: pgr N1 pgr N2, pgr N3, objętych księgą wieczystą nr... (KW. Nr...). W analizowanym okresie opracowania dotyczące równoważenia parcel katastralnych z działkami ewidencyjnymi:
Zaniechanie stosowania standardu § 99 ust. 2 załącznika do zarządzenia [8] wynikało najprawdopodobniej z przyczyn ekonomicznych, ponieważ liczba parcel katastralnych wchodzących w skład np. jednego gospodarstwa rolnego na terenie Polski południowej dochodziła od kilkudziesięciu do kilkuset. W konsekwencji właścicieli nieruchomości nie było stać na ustalenie granic lub rozgraniczenie swoich gruntów przed ujawnieniem nowych oznaczeń działek ewidencyjnych w księgach wieczystych. Opisane powyżej kosztowne procedury bardzo spowolniły rozwój wszelkich inwestycji, procesów prywatyzacyjnych oraz spowodowały opracowanie zastępczych rozwiązań, bazujących głównie na danych z ewidencji gruntów i budynków, dość często skażonych błędami dotyczącymi zasięgu własności do nieruchomości gruntowych. W przekonaniu autorów niniejszego artykułu budzą one negatywne oceny oraz potrzeby opracowania racjonalnych i niekosztownych nowych rozwiązań, przy równoczesnej konieczności uzupełnienia dotychczasowych norm prawnych kryteriami dokładnościowymi synchronizowania parcel katastralnych z działkami ewidencyjnymi. W praktyce zastosowanie mają wymuszone sytuacją rozwiązania, w których tytuł własności wymaga ustalenia relacji pomiędzy oznaczeniami parcel katastralnych lub działek ewidencyjnych. Liberalizacja stosowania normy § 99 ust. 2 załącznika do zarządzenia [8], a po 30 września 1999 r. praktycznie brak jednoznacznych kryteriów dokładnościowych sporządzania wykazów synchronizacyjnych, spowodowała zagrożenia powodujące, że wykaz synchronizacyjny mógł stać się „wytrychem“, umożliwiającym ujawnienie nowych oznaczeń nieruchomości (działek ewidencyjnych) w księgach wieczystych, pomimo występujących rażących różnic parametrów liniowych i powierzchniowych obiektów synchronizowanych. Bardzo często parcele katastralne, objęte np. KW. Nr X na mocy błędnie wykonanego równoważenia były wchłonięte do KW. Nr Y, przy małej świadomości zaistniałego stanu rzeczy przez właściciela nieruchomości X.“ [koniec cytatu] Dalej następuje opis trudnych do uwierzenia przemieszczeń działek w ramach synchronizacji skonkludowanych pytaniem: [cytat] „Czy geodeci uprawnieni wykonujący wykazy synchronizacyjne opisane w pkt. od 1 do 4 działali w granicach normy błędu, czy też potwierdzali nieprawdę w swoich opracowaniach geodezyjno-kartograficznych? Należy dodać, że opracowanie opisane w pkt. 5 zostało włączone do państwowego zasobu geodezyjno-kartograficznego, co oznacza, że istnieje przyzwolenie organu (starosty powiatu) na dokonywanie podziałów nieruchomości metodami nieznanymi standardom stosowanym w geodezji i kartografii. Przytoczone przykłady dowodzą, że synchronizowanie parcel katastralnych z działkami ewidencyjnymi całkowicie umknęło kontroli właściwych organów administracyjnych (starostów powiatu), jak i sądu wieczysto-księgowego. W opisanym przykładzie sporządzania wykazu synchronizacyjnego dla działki nr 196 faktyczna istota problemu dotyczy podjęcia przez geodetów uprawnionych próby unicestwienia własności Osady Roki (własności państwowej) w przedmiocie pgr. 1599/2, i 1600/1, przy zupełnie biernej postawie Wójta Gminy Olaboga oraz nieprofesjonalnych działaniach Starosty Powiatu. Jedno jest pewne - działka nr 196 nie powstała z całej PGR 1599/2. Podane przykłady synchronizowania parcel katastralnych z działkami ewidencyjnymi zmuszają do postawienia pytania: czy sporządzone wykazy synchronizacyjne zostały sporządzone w granicach normy błędu, czy też są zwykłymi potwierdzeniami nieprawdy? Ten problem jest aktualnie rozpatrywany przez sąd karny.“ [koniec cytatu]. Przepraszamy czytelników za rozmiar cytatu, ale jest to tekst szczególny. W Przeglądzie Geodezyjnym nie zwrócił na siebie specjalnie uwagi sugerując często tam zamieszczane rozważania naukowe. Tymczasem jest to jedna z nielicznych udokumentowanych prób zwrócenia uwagi na bardzo poważny problem społeczny. Dopiero w kontekście powyższego cytatu jawią się w zupełnie innym świetle informacje zamieszczone w lutowym GEODECIE. Otóż na str. 25 w artykule Marka Ziemaka „Najwyższy czas na nowe prawo“ znajduje się stwierdzenie: [cytat] „... nie są potrzebne żadne ośrodki dokumentacji geodezyjnej i kartograficznej. W ogromnej większości zajmują się zbieraniem makulatury i śmieci. Sprzedają mapy według stanu archiwalnego, czyli bezużyteczne. Przyjmują od geodetów tony nikomu niepotrzebnej tzw. dokumentacji, pieczołowicie przeprowadzając weryfikację i dokonując kontroli, a następnie stemplując, zatwierdzając itp. Potem inkasują należność, ale za nic nie biorą odpowiedzialności. Według mnie ośrodki te na wszystkich szczeblach są po prostu do likwidacji, razem ze wszystkimi procedurami związanymi z ich działalnością.“ [koniec cytatu] Na str. 7 w artykule „Rada Federacji ukonstytuowana“ czytamy, że w dniu 25 stycznia br. ukonstytuowała się Rada Federacji Organizacji Przedsiębiorców Geodezyjnych a w skład dziewięcioosobowej Rady wchodzi m.in. kol. Marek Ziemak z ramienia GIG. Na str. 6 wymieniony został skład zespołu „ekspertów, który ma przygotować analizę obowiązujących obecnie 100 ustaw i kilkuset rozporządzeń odnoszących się do informacji przestrzennej oraz zaproponować rozwiązanie katalogu problemów związanych z geodezyjnymi zasobami informacyjnymi, wykonywaniem zawodu geodety, finansowaniem geodezji, jej informatyzacji i stanu przepisów prawnych“. Na str. 26 i następnych kol. W.Tokarski „W artykule czy geodezja jest reformowalna?“ potwierdził niemoc administracji geodezyjnej i pozytywnie wyróżnił nietypowe formy gospodarowania w geodezji: spółkę akcyjną w Słupsku, spółkę cywilną w Gdańsku, przedsiębiorstwo państwowe w Katowicach czy zakład budżetowy w Sieradzu. Do tego na str. 46 zamieszczony został przykład „Jak założyć ewidencję za 1/3 ceny“, perypetie firmy z Żor z częstochowską administracją geodezyjną, które przeszły już wszystkie szczeble sądownictwa w Polsce. Jak na jedno wydanie magazynu geoinformacyjnego przygotowany został wyjątkowo bogaty materiał dla obejmującego geodezję ministra. Wypadałoby jeszcze przypomnieć brak podstaw prawnych projektów IPE i GEOPORTAL, wytknięte przez NIK mankamenty w ewidencji mienia Skarbu Państwa oraz w wyłączaniu gruntów z produkcji rolnej i leśnej, zaniedbaną działalność normalizacyjną i nowy resort będzie mógł przestać zajmować się innymi sprawami, tyle bowiem zajęcia jest w stanie przysporzyć geodezja. Będąc już przy magazynie GEODETA, to w styczniu 2002 r. ukazał się w nim artykuł Katarzyny Pakuły-Kwiecińskiej przedstawiający wtedy nowego Głównego Geodetę Kraju Jerzego Albina. Artykuł ukazał się pod znamiennym tytułem „Po czynach nas poznacie“. I poznaliśmy:
To w instrukcji G-5 znalazły się wykazy synchronizacyjne, przy pomocy których można przewłaszczać mienie bez jakiejkolwiek podstawy prawnej. Oczywiście najczęściej mienie Skarbu Państwa na rzecz osób prywatnych. I nie są to tylko półhektarowe działeczki, jak opisano wyżej. Znane są też korekty sięgające 50 ha. Jak tak dalej pójdzie, to może przy pomocy wykazu synchronizacyjnego zlikwiduje się jakąś małą wieś (na dobry początek)? Oprócz instrukcji G-5 było jeszcze szereg rozporządzeń, które miały zastąpić ustawę pgik, był też projekt ustawy z lipca 2006 r. ale na szczęście dotychczasowy minister nadzorujący geodezję odebrał byłemu GGK inicjatywę legislacyjną. Pozostały jednak ogromne roboty prowadzone według specyfikacji przygotowanej pod prawo, które miało być. Aby te czyny właściwie ocenić należałoby zadać nieco zmodyfikowane pytanie postawione na początku komunikatu: Co zdołano usprawnić w bazach danych ewidencji gruntów i budynków, wydając ogromne pieniądze na budowę bazy LPIS, w budowie której bazy ewidencji gruntów i budynków (egib) były i zawsze pozostaną bazami referencyjnymi? Albo inaczej. Jaką część z tych środków w postaci opracowań geodezyjno kartograficznych wykonanych przez ARiMR administracja geodezyjna była w stanie zaadaptować w celu ulepszenia baz danych egib? Dane zawarte w bazach LPIS odnoszące się do gruntów i budynków powinny być tożsame z danymi, które od 1955 roku (dekret o ewidencji gruntów i budynków) zobowiązana jest zbierać i aktualizować egib. Fakt ten był znany zarówno kierownictwu ARiMR odpowiedzialnemu za budowę baz LPIS, jak i poprzedniemu GGK. |