|
Komentarz 12 (56/07) 12 marca 2007 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 7 marca br. w gmachu Sejmu odbył się „Sejmik geodezyjny“. Udział wzięło ponad 250 uczestników, w tym wszystkie opcje polityczne i środowiskowe, wszyscy główni geodezyjni aktorzy minionego półwiecza, czyli reprezentatywny skład uczestników. Reprezentatywne były też wygłoszone referaty, które posegregować można w cztery grupy: 1/ Grupa na wskroś nowoczesna, postępowa, która precyzyjnie wpasowała się we współczesny świat, w ideę społeczeństwa informacyjnego, - to przede wszystkim wystąpienie ministra Piętaka, które po nadzwyczaj surowej ocenie dotychczasowych działań w geodezji (sformułowanej o wiele ostrzej od tych, które były w komunikatach i komentarzach GISPOL-u) klarownie nakreśliło główne kierunki działań geodezji w nowym resorcie, - to znakomite wystąpienie programowe Głównego Geodety Kraju, który precyzyjnie wypunktował co trzeba i co można zrobić w zapętlonej sytuacji merytorycznej i finansowej, - to głęboko technicznie i naukowo uzasadnione wystąpienie wiceprezesa GUGIK o miejscu geodezji we współczesnym świecie, - to z dużym wyczuciem przedstawiona analiza społeczno-samorządowa kol.Dyakowskiego z Łodzi. 2/ Grupa pościgowa złożona, co z przyjemnością odnotowujemy, z dwóch członków zarządu GISPOL-u, prezesa Polskiej Geodezji Komercyjnej oraz przewodniczącego Rady Forum Geodetów Powiatowych, którzy próbowali zdefiniować miejsce kierowanych przez siebie organizacji w nowych warunkach. Tym razem bardziej przekonywująco zrobił to kol. Klocek. 3/ Grupa zachowawczo-demagogiczna reprezentowana przez Geodetę Województwa Łódzkiego i prezesa GIG. 4/ Polska nauka reprezentowana przez IGIK. To ostatnie wystąpienie ujawniło prawdziwe przyczyny obecnej sytuacji polskiej geodezji. Materiały (stenogramy) z seminarium mają być w całości opublikowane, tak że nasi czytelnicy będą mieli okazję zweryfikować ocenę autorów komentarza, którzy w prawie pełnym gronie uczestniczyli w „Sejmiku“. Będą też mieli okazję porównać rzetelność relacji różnych źródeł, z których relacja często przez nas cytowanego miesięcznika może tylko wywołać zdziwienie. Właściwie to na uczestnictwie w seminarium moglibyśmy zakończyć redagowanie komentarzy, bo w świetle deklaracji obecnych tam posłów i przedstawiciela rządu, wszystkie nasze obiekcje i oczekiwania zostały potwierdzone. Mimo licznego uczestnictwa w seminarium, nie wszyscy jednak chętni mieli okazję przedstawić swoje bolączki. Spróbujemy zatem wesprzeć Koleżanki i Kolegów wykorzystując łamy naszej strony internetowej. Wydaje się, że stosunek środowiska jest dość dobrze wyrażony w liście, który otrzymaliśmy 1 marca br. Na łamach forum dyskusyjnego pojawił się kolejny list czytelnika podpisującego się jako „Robott“. List o następującej treści: „Zastanawiam się skąd u piszącego cotygodniowe teksty przekonanie o swej wyższości wobec innej oceny stanu naszej geodezji? Sądząc po treści listu jest kolega naszym stałym czytelnikiem, z pewnością o odrębnym zdaniu, ale myślącym podobnie, dlatego zapraszamy Pana do współredagowania komentarzy. Jest nas na razie osiem osób, które wymieniają poglądy, oceniają tekst, wnoszą uwagi i poprawki lub same proponują tematy. Chętnie przyjmiemy kolegę do swego grona. Tekst z konieczności autoryzowany jest przez prezesa Stowarzyszenia, bo jest to oficjalna strona Stowarzyszenia i do momentu wyboru następcy, za zamieszczone treści odpowiada prezes i rozlicza się merytorycznie przed Zarządem (merytorycznie, jako że finansowych rozliczeń u nas nie ma, bo działalność stowarzyszenia jest działalnością społeczną, czyli jak się to obecnie ładnie określa prowadzoną na zasadach wolontariatu). Jeśli kolega zapoznał się z komentarzem z ubiegłego poniedziałku, to wyraźniej niż poprzednio dostrzegł, że głównym celem prowadzonej przez nas od ponad roku kampanii uświadamiającej jest obrona dość trudnego zawodu przed ingerencją dyletanctwa; jest chęć jak najszybszego powrotu do normalności. Od ośmiu lat, to jest od momentu przyznania polskiej geodezji środków Phare, w stan letargu zapadł zdrowy rozsądek. Tworzy się ogromne systemu informatyczne bez podstawy prawnej i technicznej i w bardzo dużej ilości przypadków z naruszeniem podstawowych zasad sztuki geodezyjnej. Nie wahamy się użyć tego określenia, bo normalna geodezja jest sztuką, a obecna ekwilibrystyką. Nikt nie zlikwidował obowiązujących Polskich Norm i instrukcji technicznych, a jednak się ich nie przestrzega. Nikt nie zmienił zasad wykonywania zawodu, a ich się też nie przestrzega, głównie na skutek ingerencji osób nie przygotowanych do wykonywania zawodu. Jak wróci kolega do komunikatu ZSK nr 3 z 23 stycznia ubiegłego roku, to zobaczy, że wypunktowano tam bardzo szeroki zakres spraw, w jakim naruszone zostały geodezyjne standardy techniczne. To właśnie staramy się uświadamiać. Dostarczyliśmy Głównemu Geodecie Kraju setki stron materiałów oceniających sytuację poza granicami kraju. Sami próbujemy oceniać ją z krajowego punktu widzenia, ciągle wierząc, że zakumulowana energia u fachowców z powołania, a nie u koniunkturalnych łowców dużej kasy, w końcu znajdzie ujście. Rozumiemy rozżalenie kolegi z dyskredytowania naszych osiągnięć. I ma pan rację. Polska geodezja w latach poprzednich za bardzo poszła do przodu, stała się zbyt awangardową. Bardzo by chcieli mieć tak zorganizowaną geodezję np. Amerykanie, którzy mają świetnie rozwinięta technikę komputerową, ale nie geodezyjną. Ostatecznie szalę przechyliła ekspansja technologiczna i poddać musieliśmy się my. I tak jak to zazwyczaj bywa w szkole, w klasie musieliśmy równać do słabszych. Z pewnością dużo nauczyli się w Polsce producenci amerykańskiego oprogramowania, a my dobrze im za to zapłaciliśmy. Dużo nauczyli się również u nas Niemcy i na pewno u siebie nie popełnią błędów, które na nas przećwiczyli. Z prezentacji podczas GSDI9 wynikało, że wiele nie nauczyli się Australijczycy, ale dobrze zarobili na udzielonej Polsce pomocy. Na czym polega wyższość polskiej geodezji nad innymi, jeśli takowa jeszcze istnieje? - Polegała i chyba jeszcze polega na jednolitym, spójnym zorganizowaniu geodezji w skali całego kraju dzięki wyzwoleniu się spod dominacji budowlanej, co ciągle ma miejsce w większości krajów świata, rzutując na sposób tworzenia standardów technicznych. Tam gdzie geodezja jest dodatkiem do budownictwa trzeba tworzyć GIS-y, aby uzyskać informację o terenie. U nas „od zawsze“ informację dostarczała geodezja. - Wyższość polskiej geodezji polegała też na pionierskim zagregowaniu różnych „infrastruktur danych przestrzennych“, jak się to obiegowo obecnie określa. To co w Europie zamierza się zrobić ogromnym nakładem kosztów poprzez dyrektywę INSPIRE, myśmy na własny koszt przećwiczyli przed ponad osiemdziesięciu laty i moglibyśmy zrobić dobry interes na sprzedaży naszych doświadczeń, zamiast kupować prymitywne geodezyjnie, choć rozwinięte informatycznie technologie. Nie trzeba aż tak dużej wiedzy żeby zrozumieć, iż my w okresie międzywojennym musieliśmy wykonać to, co obecnie zamierza się osiągnąć poprzez dyrektywę INSPIRE. Musieliśmy ujednolicić infrastruktury danych przestrzennych wyrosłych na gruncie różnych kultur i doświadczeń historycznych, czego skutki odczuwamy do dziś. Szliśmy tą samą drogą co dziś Unia Europejska. Zaczęliśmy od osnów (w Polsce triangulacje graniczne, w Europie Galileo), od ujednolicenia systemu oznaczeń (w Polsce instrukcja b. Ministerstwa Robót Publicznych (1927), w Europie dyrektywa INSPIRE), od systemu adresowego (w Polsce rozporządzenie Prezydenta RP (1933), w Europie zalecenia Eurostatu odnośnie bazy adresowej), od utworzenia organu koordynującego (w Polsce GUPK, w Europie Komitet). Dorobiliśmy się jednolitego systemu odniesienia i osnów, oryginalnego systemu instrukcji technicznych, obowiązku namierzania na osnowę, obowiązku zgłaszania i przekazywania robót geodezyjnych, sieci ośrodków dokumentacji geodezyjnej i kartograficznej gdzie informacje się gromadzi, systemu mapy zasadniczej, ewidencji gruntów, ewidencji i koordynacji sieci uzbrojenia terenu, bieżąco aktualizowanych, a nawet systemu uprawnień zawodowych, obecnie naśladowanego przez wiele innych branż. Potrzebowaliśmy na to pół wieku. Nie wiele mniej będzie potrzebowała Europa. To nasze wielkie bogactwo, stało się naszym nieszczęściem, gdyż zauważył to przemysł informatyczny i postanowił tym zawładnąć. Atrakcyjność systemu geodezyjnego polegała na tym, że był to jedyny uporządkowany system informacyjny w skali państwa. Kiedy już było wiadomo, że Polska otrzyma pieniądze na Zintegrowany System Katastralny (swoją drogą dobrze by było zidentyfikować kto wpadł na ten pomysł i dlaczego akurat w części katastralnej systemu partnerem naszym zostali Niemcy i co udostępnili nam ze swego systemu) wystarczyło pomajstrować przy rozporządzeniu ewidencyjnym (skład autorów rozporządzenia z 2001 r. odpowie na pytanie kto był tym zainteresowany) i potem mimo ewidentnie nieudanych pilotaży realizować przedsięwzięcia (IPE, Grant Banku Światowego, Śląskiego RSIP-u, LPiS-u, Geoportal-u, GIS-u Mazowsza). W dobie informatyzacji należało w systemie geodezyjnym wymieniać stopniowo narzędzia, ale nie burzyć jego podstaw. Ponieważ informatyka stale się jeszcze rozwija i daleko jej do działania tylko w oparciu o standardy, najłatwiej było narzucać określone technologie i aplikacje i tego byliśmy świadkami w okresie minionych 8 lat. Umiejscawiamy to w czasie, bo piekło zaczęło się jak przyszły wielkie pieniądze: na wabia pomocowe (australijskie, holenderskie), a potem zaczął się wielki transfer środków PHARE do polskich i zagranicznych kieszeni (w niewielkim stopniu geodezyjnych). Obecnie jesteśmy w okresie żniw. Smutnych. Wywiad z kolegą Skórnikiem był tego dobrą ilustracją, a ocena ministra Piętaka podczas seminarium przypieczętowaniem. O wiele łatwiej jest budować od nowa, niż modernizować. O wiele łatwiej być młodym i zdrowym, niż zaawansowanym w latach i schorowanym. Nam w miejsce naturalnych kończyn zaaplikowano elektroniczną protezę. Oczywiście, ze można żyć i z protezą, tyle że trudniej. Gorzej gdyby się okazało, że tą protezą była głowa. Rozpędzona machina radosnej twórczości ciągle się jeszcze toczy, choć na ślepym torze, kiedyś jednak nadejdzie czas jej wstawienia do europejskiego rozkładu jazdy i co wtedy? Wtedy, trzeba sobie będzie przypomnieć jak to i my kiedyś jeździliśmy zgodnie z rozkładem jazdy. Napomknęliśmy o tym w ubiegłym tygodniu. Rozkładem jazdy w skali całego świata są standardy, czy normy (my rozróżniamy te dwa pojęcia, Amerykanie nie). Geodezja jest dziedziną najdłużej zestandaryzowaną. Systemy miar ewoluowały, zasady pomiarów znacznie mniej i za pierwszy polski standard z tej dziedziny można uznać książkę Stanisława Grzebskiego „Geometria, To jest Miernicka Nauka“. Geodezyjne instrukcje techniczne są wzorcowymi przykładami standardów, i te przedwojenne i powojenne, ale zawsze były to zalecane i przestrzegane zasady techniczne. Dopiero w 1994 r. najpierw Polskie Normy z zakresu geodezji, a w 1999 roku także niektóre instrukcje techniczne stały się obowiązującym prawem. Ciekawostką jest fakt, że instrukcje techniczne, które do 1998 roku były szczegółowymi zasadami wykonywania prac geodezyjnych, na skutek zmiany Prawa geodezyjnego i kartograficznego (porządkowanie prawa z tytułu wejścia w życie Konstytucji RP), stały się standardami technicznymi dotyczącymi geodezji, kartografii i krajowego systemu informacji o terenie, a 24 marca 1999 r. katalog ich został zamknięty na czternastu pozycjach i do dziś nie zmieniony. Wcześniej 4 marca tegoż roku, nomen omen ten sam Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji co wprowadził standardy techniczne, wycofał rozporządzenie z 1994 r., którym wprowadzono obowiązkowo normy geodezyjne. Kolejną ciekawostką jest fakt, że poprzez legalizację w 1999 r. instrukcji O-1 w źródle prawa, jakim jest rozporządzenie naczelnego organu administracji państwowej, nastąpiło formalne spięcie instrukcji z systemem Polskich Norm. Od marca 1999 r. nie było zatem potrzeby ponownego obligatoryjnego wprowadzania Polskich Norm, bo wskazanie ich wykorzystania mieści się w instrukcji wprowadzonej do obowiązkowego stosowania jako standard techniczny (§3 instr.O-1). Wcześniej musiało być odrębne rozporządzenie. Świadczy to o uniwersalności systemu geodezyjnych instrukcji technicznych, co nie dziwi jeśli zważyć siłę i tradycję regulacji FIG, które stoją u podstaw instrukcji technicznych wielu krajów, w tym i polskich; regulacji FIG, które stoją u podstaw geodezyjnych norm ISO. Taka np. niemiecka instrukcja katastralna II, która w Niemczech z niewielkimi zmianami obowiązuje do dziś, obowiązywała na obszarze połowy Polski do 1945 r. i w roku 1946 została przez GUPK wprowadzona (w języku polskim) „na obszarze województw zachodnich i na ziemiach odzyskanych“ i o ile nam wiadomo nigdy nie została uchylona. Tekst jej można znaleźć na stronie internetowej GEOBID-u (w archiwaliach działu Lex). Nie zmieniła przy tym obowiązkowego stosowania norm z zakresu geodezji, kartografii i sit ustawa o normalizacji z 2002 r. co wyjaśniono w poprzednim komentarzu. Nie wiemy skąd u niektórych geodetów wątpliwości co do obowiązku stosowania Polskich Norm w geodezji, kartografii i sit. Wątpliwości takich nie mają górnicy dołowi i odkrywkowi, stosujący normy oparte na normach geodezyjnych. Warto natomiast przypomnieć, bo mało kto zwraca uwagę na to, że ustanowiona jako standard techniczny instrukcja O-2 wprowadziła klasyfikację map ogólnogeograficznych w skalach 1:5000 do 1:500 000 i map tematycznych w skalach 1:250 do 1:500 000, stanowiąc iż głównym kryterium klasyfikacji map jest kryterium treści. Jakkolwiek każdy geodeta zna to na wylot, to dla czytelników spoza branży godzi się przypomnieć, że mapy geograficzne zostały podzielone na:
Oczywiście nie bez celu zrobiliśmy te wyliczankę. Wymienione tematy pokrywają w 100% zawartość treści załączników do dyrektywy INSPIRE. Ponad 200 fachowców (w tym także z IGIK) przez 5 lat ustalało treść dyrektywy i załączników do niej, a wystarczyło sięgnąć do naszej instrukcji O-2, prawnie obowiązującej. Jak pan widzi kolego „Robott“ my wartość naszej geodezji znamy i wcale jej nie dyskredytujemy. Chcemy tylko aby odnalazła należne jej miejsce i aby rozliczyć cwaniaków, co nie dość, że na geodezji się wzbogacili, to jeszcze w niej namieszali. Kolega Skórnik z Tarnowskich Gór jest dobrym, doświadczonym wykonawcą z wieloletnim doświadczeniem i przyszło mu zająć „fotel“ geodety powiatowego. To też nazwał sprawy po imieniu i chwała mu za to. Takich jak on i pan kolego Robott trzeba nie ośmiu, a co najmniej kilkudziesięciu lub kilkuset, wtedy być może uda się zneutralizować demagogów i odtworzyć korporację mierniczych przysięgłych, którzy swoją wiedzą, doświadczeniem i podpisem będą w stanie, przestrzegając obowiązujących w geodezji standardów technicznych, prawnych i etycznych, wyprowadzić błędy naturalne, ale przede wszystkim te powstałe w procesie konwersji, wektoryzacji i przeglądów pól. Gwarancją, że tym razem może się to udać, jest dość liczna grupa posłów geodetów w Sejmie. Pytanie, czy środowisko będzie w stanie tę szansę wykorzystać? | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||