Komentarz 14 (58/07)

26 marca 2007 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne Koleżanki i Koledzy Geodeci Powiatowi, Kierownicy odgik !

15 marca wieczorem ukazały się na stronie GUGiK rozstrzygnięcia dwóch przetargów z wolnej ręki, wywołując mieszane udczucia:

1/ Przetarg na wykonanie usług kontroli produktów wektoryzacji map katastralnych, cieszy, bo wygrany przez IGiK raczej gwarantuje, że fachowcy ocenią, czy przed wektoryzacją zostały wprowadzone dane liczbowe ze szkiców podstawowych, pomiarów rozgraniczeniowych i innych pomiarów uzupełniających, czy dane wprowadzono z zachowaniem odpowiednich procedur, zatem ten przetarg w jakimś stopniu gwarantuje wykonanie prac zgodnie z zasadami sztuki inżynierskiej,

2/ Przetarg na świadczenie usług serwisowych dotyczących oprogramowania IPE oraz usług nadzoru autorskiego wygrany przez HP, smuci, bo jak słusznie zauważają komentatorzy, jak można było wygrać przetarg na świadczenie usług serwisowych do czegoś co nie istnieje?

3/ Najbardziej jednak dziwi proporcja 1:30 technicznej pracy geodezyjnej do abstrakcyjnej, wirtualnej pracy informatycznej. Albo IGiK zdeprecjonował wartość pracy geodezyjnej, albo HP znacznie przecenił wartość swoich usług. W tej proporcji tkwi sens upodlenia zawodu, do jakiego doprowadziły ostatnie ekipy kierujące geodezją.

Jest tajemnicą poliszynela, że firmy geodezyjne pracują za bezcen jako podwykonawcy firm informatycznych. Aby przeżyć. To jest proza życia, ale za jej wyreżyserowanie odpowiedzialność ponoszą konkretni ludzie.

Przypomnijmy sobie dramatyczny apel kol. Balcera ze Szczecina wygłoszony w Sejmie podczas Sejmiku geodezyjnego w dniu 7 marca br. „Przywróciliśmy wójtów i starostów, a kiedy przywrócimy mierniczych przysięgłych?“

My też zadajemy to pytanie. Nie dlatego żeby stworzyć kolejną korporację zawodową, ale by wytępić nieuctwo i szalbierstwo w dziedzinie otoczonej w każdym demokratycznym społeczeństwie wysokim stopniem zaufania społecznego. Gwarantem spełniania oczekiwań zaufania społecznego w przeszłości był mierniczy przysięgły. Mierniczy przysięgły, jakkolwiek znany był głównie z troski o należyte prowadzenie katastru, był autorytetem w całej geodezji, ale też musiał posiadać bardzo rozległą wiedzę. Obecne uprawnienia geodezyjne obejmują tylko wąski zakres wiedzy, która była niezbędna mierniczemu przysięgłemu.

Rota przysięgi zawodu mierniczego przysięgłego wykonywanego jeszcze przez kilka lat po wojnie brzmiała następująco:

„Przysięgam, pomny dobra demokratycznego państwa polskiego, że jako mierniczy przysięgły będę obowiązki moje sumiennie według najlepszej wiedzy wypełniać, przepisy prawa i instrukcje miernicze ściśle stosować, prawdy wiernie przestrzegać, a w postępowaniu swym kierować się zasadami uczciwości“.

Wydawało się, że podejmując z Niemcami współpracę nad systemem katastralnym, kierownictwo GUGiK przybliży Polsce niemiecki model katastralny z funkcjonującymi do dziś mierniczymi przysięgłymi, ale nic takiego się nie stało.

Jeśli kierownictwo polskiej geodezji przyjęło ofertę pomocy Niemców w budowie Zintegrowanego Systemu Katastralnego, de facto w odbudowie systemu katastralnego, bo system ksiąg wieczystych funkcjonował bez przerwy, to coś w ramach tej pomocy musiało dostać lub czegoś się nauczyć.

Jeździły (wiele razy) liczebne ekipy tegoż kierownictwa do Niemiec i uczyły się tamtejszego katastru. Co przywiozły? Czego się nauczyły? Co nam przekazał prof. Knopp z ekspertami za te 19,84 mln zł za doradztwo i szkolenia wymienione w protokole NIK?

Gdzie są chociażby ślady tego niemieckiego, a de facto polsko-niemieckiego katastru, którego nas uczono?

To nie jest przejęzyczenie. Tak „polsko-niemieckiego“, bo ten kataster, który funkcjonuje w Niemczech, o którym napomknęliśmy w Komentarzu nr 8 z 12 lutego br. obowiązywał w Polsce do 1955 r., a na upartego, to pewne jego elementy obowiązują do dziś. Stanowią o tym art.12 ust.1 dekretu z dnia 24 września 1947 r. o katastrze gruntowym i budynkowym (Dz.U.R.P. Nr 61, poz.344), art.14 ust.3 dekretu z dnia 2 lutego 1955 r. o ewidencji gruntów i budynków (Dz.U. Nr 6 poz.32, zm. Dz.U. z 1974 r. Nr 22 poz.131) i art.59 obowiązującej ustawy Prawo geodezyjne i kartograficzne.

Mierniczy przysięgły, aby uzyskać tytuł i prawo wykonywania zawodu mierniczego przysięgłego musiał znać 230 (wg stanu na 31 grudnia 1933 r.) przepisów. Ich wykaz podajemy w załączniku. Każdy z tych przepisów miał wpływ na sposób wykazywania granic i nieruchomości w katastrze i w księgach gruntowych, przekształconych następnie w księgi wieczyste.

Ten, kto chce dzisiaj mieszać w systemie katastralnym też je musi znać plus tych kilkaset wydanych po wojnie. W Instytucie Geodezji i Kartografii, mam nadzieję, że je znają (w końcu to jedyna instytucja, działająca pod niezmienionym szyldem od czasów, w których kataster obowiązywał) stąd przekonanie, że dobrze wykonają swoją robotę, tylko dlaczego za tak niską cenę?

Wróćmy do tego „polsko-niemieckiego“ katastru. Jak wynika z wykazu przepisów, które musiał znać mierniczy przysięgły, przejęliśmy katastry pruski i austriacki dla obszaru 1/3 powierzchni Polski przedwrześniowej i tam funkcjonowały one w niezmienionej postaci aż do wybuchu wojny. Przetłumaczono przepisy, według których kataster był prowadzony, wprowadzono instrukcje pomiarowe zamieszczone na końcu wykazu, przede wszystkim jednak zachowano ciągłość systemu prawnego odziedziczonego po zaborcach, stopniowo dostosowując go do polskich realiów. Katastry prowadzone były również w okresie wojny, a jednym z pierwszych kroków władzy określanej mianem „Ludowej“ był Dekret z 30 marca 1945 r. o pomiarach kraju i organizacji miernictwa (Dz.U.R.P. Nr 11 poz.58 i Nr 24 poz.144), powołujący przy Prezydium Rady Ministrów - Główny Urząd Pomiarów Kraju (GUPK). Celem GUPK było „stworzenie jednolitej mapy gospodarczej Państwa, stale aktualizowanej, jako podstawy do prowadzenia ksiąg hipotecznych i katastru gruntowego“, podkreślamy, do prowadzenia, nie do „założenia“.

Zgodnie z Rozporządzeniem Prezesa Rady Ministrów z dnia 18 maja 1945 r. o organizacji i zakresie działania organów podległych Głównemu Urzędowi Pomiarów Kraju organami tymi były:

przy urzędach wojewódzkich [§ 2 (1) a)] - wydziały pomiarów, mające zgodnie z § 3 pieczę nad sprawami katastru gruntowego w II instancji,

przy starostwach powiatowych [§ 2 (1) b)] - referaty pomiarów, powołane zgodnie z § 4 do prowadzenia katastru w I instancji.

Nie było to zatem zakładanie katastru, a jego prowadzenie, bo on istniał (na obszarze 2/3 powojennej powierzchni kraju).

I teraz największa niespodzianka, którą wcale nie traktujemy jako primaaprilisowy żart, choć takowy wypadałoby dziś zrobić bowiem następny komentarz przypada już po 1 kwietnia.

Ten niby dowcip specjalnie adresujemy do pani prof. Grażyny Szpor, specjalisty z dziedziny prawa, przewodniczącej grupy VI zespołu ekspertów do spraw przepisów prawnych w geodezji, a przypuszczać należy, że całego Zespołu Ekspertów.

Otóż naszym zdaniem w praktyce nigdy w Polsce katastru nie zlikwidowano. On dalej choć w zdegenerowanej postaci funkcjonuje, a to że w okresie minionych 60 lat poważnie go wykoślawiono jest, zapożyczymy zwrotu, efektem „zniewolenia przez system komunistyczny“ i powinno być skorygowane podobnie jak uczyniono to z wieloma innymi reliktami tamtej epoki.

To na tę naprawę Unia Europejska dała Polsce pieniądze. Na budowę systemu katastralnego, na przekształcenie ewidencji gruntów i budynków w kataster nieruchomości, a rząd zobowiązał się opracować ustawę o Systemie Katastralnym, która miała być przyjęta przez Radę Ministrów do końca 2000 r. Pieniądze zostały zużyte przez grupę cwaniaków pod różnymi przykrywkami na inne cele (byli w tej grupie nawet tacy, co sobie kazali kataster wstawić do szyldu firmy, choć nie mieli prac geodezyjnych w swoim zakresie działania, ale pieniądze przeznaczone na kataster nawet z Banku Światowego brali, nawet narzędzia kontrolne dla tego katastru tworzyli), ale to już zupełnie inna sprawa, do rozliczenia w innym trybie.

A wracając do katastru, to jego stan faktyczny i prawny wyglądają następująco:

Historyczne źródła katastru ilustruje zwięźle wykaz przepisów, które musieli znać mierniczowie przysięgli (w załączeniu). Prawną kontynuację katastru, tam gdzie był, zapewniał wspomniany już dekret o pomiarach kraju i organizacji miernictwa.

Oznacza to, iż kataster funkcjonował bez przerwy tam, gdzie był założony wcześniej, a podjęcie dekretu z 24 września 1947 r. o katastrze gruntowym i budynkowym (Dz.U. Nr 61 poz.344) miało zapewnić założenie katastru na terenach, gdzie go nie było, to jest tylko na 1/3 obszaru Polski, wchodzącej w skład byłego zaboru rosyjskiego.

O takiej intencji dekretu mówi wyraźnie art.12 ust.1 stanowiący, iż „Do czasu zaprowadzenia jednolitego katastru gruntowego i budynkowego, na poszczególnych obszarach Państwa zachowują moc prawną przepisy dotychczasowe - w zakresie niezbędnym do prowadzenia katastru istniejącego na tych obszarach“. Z przyczyn politycznych dekretu nie wykonano, a od 1950 r. nie pojawiają się już wzmianki o katastrze w publikacjach GUPK, ale kataster funkcjonował siłą rozpędu, tam gdzie wcześniej istniał.

Dekret z dnia 2 lutego 1955 r. o ewidencji gruntów i budynków uchylił moc dekretu z 1947 r., co nie oznacza, że uchylił przepisy o katastrze dopuszczone byłym art.12 dekretu z 1947 r., a wręcz w art.14 ust.3 zachował moc przepisów dotychczasowych, do czasu wydania nowych.

Wprawdzie art.14 ust.2 dekretu z 1955 r. mówi o zastąpieniu operatu katastru gruntowego i budynkowego nową ewidencją, ale nigdzie nie powiedziano w jakim trybie ma to nastąpić, w jaki sposób tak poważną instytucję zastąpić i mimo, iż formalnie ewidencja miała zastąpić kataster, to funkcjonował on dalej, dostarczał dokumenty do ksiąg wieczystych i był podstawą obrotu nieruchomościami. Jak wreszcie po 14 latach ukazał się przepis wykonawczy do dekretu z 1955 r., to okazało się, że były to zasady zakładania i prowadzenia ewidencji gruntów oraz sporządzania wykazów gruntów, bez podania procedur przejścia z katastru na nową ewidencję. Oznacza to, że zarządzenie Ministrów Rolnictwa i Gospodarki Komunalnej z 20 lutego 1969 r. dotyczyło de facto tylko terenów byłego zaboru rosyjskiego.

Znamienny przy tym jest fakt, że nigdy w okresie minionego sześćdziesięciolecia nie przestały obowiązywać przepisy o rozgraniczaniu nieruchomości, które są jedną z podstaw funkcjonowania katastru, nigdy też nie znikło pojęcie właściciela, choć pojawił się dodatkowo bliżej nie określony w systemie prawnym władający.

Prawo geodezyjne i kartograficzne z 1989 r. mimo, iż jest to ostatnia ustawa uchwalona w poprzednim systemie politycznym, zachowało w kwestii katastru neutralność i rozwagę, gdyż nawet art. 53a stanowiący, iż do „do czasu przekształcenia ewidencji gruntów i budynków w kataster nieruchomości przez użyte w ustawie pojęcie kataster rozumie się tę ewidencję“ dotyczy w istocie tej ewidencji pozakatastralnej na terenach kongresówki.

Dopiero rozporządzenie ewidencyjne z 2001 r. i zbudowane na nim IPE odwołują się do najgorszych praktyk z okresu poprzedniego i w III RP dokonały tego, czego nie udało się zrobić w okresie „komunistycznego zniewolenia“. To teraz, a nie wtedy kroi się nieruchomości bez wiedzy obywatela, likwiduje zapisy o posiadaczu, wprowadza fikcyjne zmiany w użytkach.

Wróćmy jednak do katastru. Czy jest czy go nie ma? Z rozlicznych spraw roszczeniowych wynika, że nigdy nie przestał być. Formalnie go nie ma, a faktycznie istnieje, zwłaszcza w wielu jednostkach ewidencyjnych na Śląsku, choć nie tylko.

Już 5 grudnia 1945 r. Prezes GUPK wydał pismo okólne o kontrolach służbowych w zakresie Katastru Gruntowego (Dz.U.GUPK nr 3-4 poz.49) z Wytycznymi dla katastru małopolskiego i dla katastru północno-zachodniego z zaleceniem przestrzegania instrukcji katastralnych I, II i III.

1 lutego 1946 r. Prezes GUPK wydał Okólnik Nr 4 (Dz.Urz.GUPK nr 3-4 poz.43) w sprawie odtwarzania (rekonstrukcji) operatów katastralnych, opartych na przepisach katastru pruskiego z Przepisem przejściowym Nr 1 zatwierdzonym przez Prezesa prof.inż.Jana Piotrowskiego.

3 czerwca 1946 r. Prezes GUGPK wydał okólnik nr 8 o pracach przygotowawczych do założenia katastru gruntowego na terenach nim nie objętych.

13 czerwca 1946 r. podjęty został fundamentalny dla katastru dekret o rozgraniczeniu nieruchomości, który w nieznacznie zmienionej postaci zamieszczony został w Prawie geodezyjnym i kartograficznym, co oznacza, że tryb postępowania nie uległ praktycznie zmianie przez ponad 60 lat.

Dla wykonania dekretu z 1946 r. o rozgraniczeniu nieruchomości wydano Pismo okólne Nr 15 z dnia 28 grudnia 1946 r. o tymczasowym postępowaniu przy rozgraniczaniu nieruchomości (D.U.GUPK Nr 6 poz.112) nakazujące stosowanie Instrukcji Katastralnej II na obszarze województw zachodnich i na ziemiach odzyskanych oraz instrukcje austriackie w woj. krakowskim, rzeszowskim i śląskim (powiaty Bielsko i Cieszyn). W dzienniku urzędowym GUPK nr 6 pod poz.117 jest anons o możliwości nabycia Instrukcji Katastralnej II za 200 zł.

Bardzo ważne jest pismo okólne nr 2 z 21 marca 1947 r. o współdziałaniu władz mierniczych z Sądami w prowadzeniu ksiąg wieczystych (Dz.U.GUPK nr 1 poz.11), które precyzyjnie lokalizuje jakie dokumenty w jakich powiatach są podstawą wpisu w księgach wieczystych.

Kolejny okólnik Nr 5 z 27 kwietnia 1947 r. stanowi o rekonstrukcji operatów katastralnych, opartych na przepisach katastru pruskiego (Dz.U.GUPK nr 2 poz.26).

Godny zainteresowania jest Okólnik nr 15 Prezesa GUPK z 12 listopada 1947 r. o rejestracji w katastrze akcji osiedleńczej nierolniczej.

Precyzyjny jest Okólnik nr 8 Prezesa GUPK z 22 maja 1948 r. o uzupełnianiu operatów katastralnych dla celów uwłaszczenia nierolniczego na Ziemiach Odzyskanych.

Jednym z ostatnich merytorycznych postanowień Prezesa GUPK w zakresie katastru jest Okólnik nr 12 z 10 września 1948 r. O udostępnianiu do wglądu i wykorzystania osobom zainteresowanym operatów pomiarowych i katastralnych.

Przede wszystkim jednak intryguje zarządzenie Prezesa GUPK z 7 grudnia 1948 o planach i opisach służących do oznaczenia nieruchomości w księgach wieczystych (Dz.U.GUPK nr 7 poz.75) wyjaśniające precyzyjnie gdzie obowiązuje jaki kataster. Zabójcza zaś w swojej wymowie jest Instrukcja stanowiąca załącznik do zarządzenia, w której wyjątkowo czytelnie i precyzyjnie wyjaśnione są zasady katastru budynkowego, który uparcie nam od ponad pół wieku wmawiano, że nie istnieje.

Potem nastąpiła cisza. Nikt niczego nie odwoływał, nie prostował. Po prostu przyszło nowe. Grzegorz Motyka w „Polityce“ z 24 marca 2007r. pisze na str. 78 „W końcu lat czterdziestych, po złamaniu oporu opozycji i podziemia, kierownictwo PZPR zaczęło szukać tzw. wrogów wewnętrznych.“ Wygląda na to, że kataster należał do tego grona.

Trzeba było dużo złej woli, aby mając taką udokumentowaną przeszłość, mając ciągle lokalnie funkcjonujące operaty katastralne, wymyślić rozporządzenie ewidencyjne z 2001 r. i IPE, łącznie z jego kontynuacją w GIS-ie Mazowsza. Doradców b.Prezesa GUGiK nie usprawiedliwia przy tym fakt, że nie zainteresowali się katastrem pruskim i austriackim. Dla nich rejestracja nieruchomości zamknęła się na 1/3 obszaru Polski czyli na byłej kongresówce. Dla autorów instrukcji G-5, która instrukcją nie jest, chyba też. Wspomagały ich i jeszcze wspomagają różne piśmidła informatyczne i geodezyjne, które mieszając w odgrzewanych plotkach najchętniej zlikwidowałyby GUGiK, skłóciły geodetów i nagoniły jeszcze trochę kasy swoim mocodawcom.

Wiedza zaprezentowana w dzisiejszym komentarzu była dostępna na Politechnice Warszawskiej przed pierwszym zrywem niepodległościowym z 1956 r. i co poniektórzy, obecnie profesorowie, powinni ją pamiętać. Chyba, że wtedy wagarowali lub uznali, że Polska kończy się na byłej kongresówce.

Całe szczęście, że nowy minister nadzorujący geodezję sięgnął w jej procesie naprawczym po tak szeroką pomoc prawników. Wprawdzie ani oni, ani nieliczni w zespole geodeci, geodezji nie naprawią, ale być może uświadomią czego od geodezji oczekują polscy obywatele (ci z zewnątrz w znacznym stopniu zostali już usatysfakcjonowani).


Załącznik:

- Powrót -