|
Komentarz 16 (60/07) 9 kwietnia 2007 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! Zgodnie z obietnicą komentarz rozpoczynamy dziś od listu naszego czytelnika „Robotta“, który zawiera głębokie i rozpowszechnione w środowisku treści, a jest wyjątkowo na czasie. Oto jego treść: Czytam jednak także to co nie zostało zawarte w użytych słowach Nasza geodezja nagle wydaje mi się "przaśna" (nie ma nic wspólnego z Przasnyszem) ! Kataster kontra reszta świata? Po co? Dlaczego? Kiedy uczyłem się prawdziwej geodezji (nomen omen w K-cach) pamięć o mierniczych przysięgłych i oni sami byli jeszcze żywi! Ale to było pół wieku temu !!! Dlatego uczyłem się w swoim życiu poznawać zmiany zachodzące na świecie, pozostając geodetą .... Kiedy słyszę o przywróceniu pewnych wzorców, które obowiązywały pół wieku temu, odczuwam niepokój. Pisałem już, nieco innymi słowami, że "geodezyjny kataster" różnie wyglądał i wygląda w regionach o odmiennej tradycji i historii. Trudno narzucić jeden "najlepszy" sposób prowadzenia ewidencji (choć wszędzie obowiązuje to samo prawo). Mam przekonanie graniczące z pewnością, że powstanie całkiem nowy "kataster" a my dzięki swoim walkom wewnątrz środowiska przegraliśmy już tak wiele... Ale chciałem napisać jeszcze jedno zdanie; geodezja to nie tylko kataster!! Nawet ten najlepszy! Nie zapominajmy, że świat pędzi nie oglądając się za siebie ... Tyle moich przemyśleń. Pozdrawiam wszystkich braci w zawodzie. Tego punktu widzenia nie wolno lekceważyć. Zdajemy sobie sprawę z tego, że reprezentuje go większość środowiska. Bo tak ta większość została wykształcona, bo tak została wychowana. Nas, autorów komentarzy, w większości ludzi nieco wcześniej urodzonych, też wychowywano w określonych konwenansach, chociaż odmiennych od dzisiejszych. Wtedy wychowywano nas w duchu wspólnej własności, jednakowego żołądka i równych praw do cudzego dorobku. Jednak nie wszystkim udało się to wpoić, dlatego ukazują się dziś komentarze, między innymi po to, aby przypomnieć korzenie dzisiejszej rzeczywistości. Dziś też uczy się i wychowuje młodzież, ale w innym duchu i za lat naście czy dzieścia, ta młodzież będzie głosić wyuczone prawdy, wierzymy, że bardziej podobne do tych które przypominamy, niż do tych, które trącą minionym systemem politycznym. Kol. Robott wspomina o nauce prawdziwej geodezji. A czy takowa istnieje? Wspomina kolega o geodezyjnym katastrze. A czy takowy istnieje? Istnieje owszem od prawie 1.5 wieku geodezyjna organizacja zawodowa FIG, chyba najstarsza współczesna organizacja zawodowa na świecie, która promuje pewne wzorce wypracowane na świecie, niezależnie od ustroju politycznego i sytuacji ekonomicznej. Polskie SGP zbliża się powoli do setki lat przynależności do FIG a ile razy zmieniały się preferencje w SGP? W FIG jak dotąd nie zdarzyło się to ani razu i to tam staramy się sięgać po obiektywne wzorce, choć i ten obiektywizm można kwestionować. Kolego Robott, nie ma powrotu do starych technik katastralnych, kolorowych atramentów, szkiców na czarne i czerwone kalki, ale dokładnie wyznaczone i zastabilizowane granice pozostaną, czynności administracyjne czy sądowe z udziałem posiadacza też pozostaną. Nawet wysłużone punkty osnowy pozostaną, choć kontrolowane GPS-em, bo do przeszłości trzeba umieć się nawiązać; bo geodezja to nie fotografia, a film trwający bez przerwy, choć nie w każdym miejscu ciągły. Natomiast zgrozą napawają wypowiedzi różnych napuszonych pajacyków próbujących likwidować całą osnowę geodezyjną, bo za 29 mln zł są w stanie zastąpić ją ASG, próbujących likwidować cały zasób geodezyjno-kartograficzny, bo oni wszystko zrobią porządnie od nowa lub zastąpią geoinformacją. Gdyby to byli ludzie młodzi można by było wytłumaczyć ich fantazją, hormonami. Jeśli jednak prawią to ludzie z oszronionym czołem to dzieje się coś bardzo niedobrego. Mimo woli nasuwa się wspomnienie o takich co palili ksiażki, niszczyli skarby kultury, bo chcieli historię tworzyć od nowa, ale akty notarialne oraz wyrysy i wypisy katastralne pieczołowicie przechowywali. Świat owszem pędzi i nie ogląda się za siebie, ale tam gdzie chodzi o własność jest dziwnie tradycyjny i zachowawczy. Namnożyło się tych, co to tworzą schematy aplikacyjne, modelują dane przestrzenne, wszystko przekładają na języki XML, GML, DDL, SQL ale swoją działkę to wymierzą co do milimetra i denerwują się jak czekają kilka miesięcy na kilkadziesiąt stron wypisu z księgi wieczystej, złorzecząc tym, co to wypis na pół strony zamienili w książkę (to drobna ilustracja polskiej informatyzacji, w której krzywy, zardzewiały gwóźdź wbija się złotym młotkiem). Tak się składa, że kontaktowali się nasi koledzy z kolegą Salomonem von der Brühlem działającym w Brandenburgii i kolegą Klausem Barwińskim działającym w Północnej Nadrenii Westfalii i mamy dostęp do ich przepisów o geodezji i katastrze. Trudno nam uwierzyć, aby takiego dostępu nie mieli pracownicy GUGiK, na których kontakty z Niemcami poszły setki tysięcy, jeśli nie miliony zł. W Niemczech przepisy geodezyjne i katastralne, poza oczywiście furtkami dla nowoczesności, nie uległy zmianie od prawie dwóch wieków i mają swoje lokalne edycje dla poszczególnych landów, a nawet miast (około 40). Tam nigdy nie brakowało pieniędzy na najnowszy sprzęt, na pierwszą ASG dla całego kraju, a dalej uparcie rozgraniczają, podpisują protokóły graniczne i punktom granicznym nadają współrzędne z najwyższą precyzją, wykorzystując stare poczciwe punkty osnowy geodezyjnej. Oni sobie w swoim prawie zapisali, że kataster to jest urzędowy zapis rzeczywistych i prawnych relacji do nieruchomości, w którym konieczne jest zapewnienie zgodności katastru z księgami wieczystymi i że kataster należy tak tworzyć i prowadzić, aby spełnić wymagania jakie przed systemem bazowych informacji o terenie stawia obrót prawny, gospodarka i administracja. W każdym ze znanych nam niemieckich przepisów o geodezji i katastrze jest zapis, iż właściciel działki nie wpisanej do księgi wieczystej na żądanie organu administracji katastralnej ma obowiązek dostarczyć dokumenty, z których wynika jego prawo własności. Porównajcie to z naszym rozporządzeniem ewidencyjnym! Jest u nich szereg innych takich drobiazgów jak ten, że ustalone granice podlegają trwałemu i widocznemu oznakowaniu, że przebieg granicy uważa się za ustalony jeśli określenie przebiegu granicy zostało uznane przez strony i dalej mniej więcej to, co w polskim Prawie geodezyjnym i kartograficznym mieści się w postępowaniu rozgraniczeniowym, a co na odchodnym poprzedni prezes GUGiK zamierzał dokonywać na podstawie zamiaru ogłoszonego na gminnej tablicy ogłoszeń decyzjami administracyjnymi o rygorze natychmiastowej wykonalności (jeszcze dostępne na stronie internetowej GUGiK). Nie ma, bo nie może być jednego uniwersalnego sposobu prowadzenia ewidencji, ale uszanowana i poprawnie zarejestrowana musi być własność i inne prawa do nieruchomości. Nie może się nic co tę własność ogranicza odbywać bez wiedzy posiadacza. Te elementarne zasady prowadzenia katastru zostały w polskiej ewidencji gruntów i budynków naruszone, a poprzez ułomny format SWDE i nieudolne konwersje pogwałcone. Nie przestaniemy o tym mówić dopóki ten gwałt na obywatelu będzie miał miejsce. Między II a III RP miała miejsce 50 letnia przerwa, między cichym końcem katastru a III RP przerwa ta była o 10 lat krótsza, ale trwa już o 18 lat dłużej i wszystko wskazuje na to, że do 20 lat dociągnie, oby nie dłużej. Chyba nie ma pan kolego Robott wątpliwości co do tego, iż to co w IPE nazwano katastrem nie ma z katastrem nic wspólnego. Stąd apel do pana i wielkiej rzeszy trzeźwo myślących geodetów, aby zerwać wreszcie z oszukiwaniem się i docierać do ekspertów prawników w ministerialnej Komisji Ekspertów z wyjaśnianiem istoty katastru i GIS. Można nawet próbować dotrzeć do niektórych funkcjonujących tam geodetów chociaż są to z nielicznymi wyjątkami tylko geoinfoematycy. Błąd może się trafić każdemu. Naganne jest świadome trwanie w błędzie, a występne jest czerpanie korzyści z tego. Niemcy Wschodni skolektywizowali wieś i na wzór czeski połączyli to co pozostało z katastru z księgami wieczystymi. Po zburzeniu muru berlińskiego natychmiast powrócili do katastru i starych ksiąg wieczystych. Myśmy do ksiąg wieczystych wracać nie musieli, bo istniały. A co z katastrem? Co my zrobiliśmy z katastrem opisał precyzyjnie w marcowym Przeglądzie Geodezyjnym prof. Zdzisław Adamczewski. Jeśli złożyć artykuł prof. Adamczewskiego z naszym komentarzem nr 14 z 26 marca br to jest to prawie zwarta całość, czemu się nie dziwimy, bo dużo w tej dziedzinie razem współpracowaliśmy. Jesteśmy wdzięczni panu profesorowi, że dał świadectwo prawdzie, ale jest chyba za późno. Po wystąpieniu Ministra nadzorującego geodezję podczas seminarium w dniu 2 kwietnia stało się jasnym, że do ministra dotarli doradcy, którzy katastru nie znają, lub którzy mają interes w tym, aby kataster przedstawiać jako źródło podatku katastralnego. Tę marginalną funkcję katastru, coraz bardziej zanikającą (zmieniają się sposoby opodatkowania) wyeksponowano, chyba tylko po to, aby ukryć faktyczne funkcje katastru będącego gwarantem zasięgu praw do gruntu. Tę funkcję wymienił Pan Minister na samym końcu, mimochodem, wyłącznie w kontekście rozjechania się systemów informatycznych. Czy nikt z geodetów uczestniczących w pracach zespołu ekspertów nie potrafił wyjaśnić istoty rzeczy? Nie potrafił, czy nie miał odwagi? Pisze prof. Adamczewski o bezprzykładnym, tendencyjnym niszczeniu katastru. A dlaczego to zwłaszcza u nas niszczono zapisy w katastrze? A dlaczego to w 2001 r. dane o podmiocie ulokowano tylko w księdze wieczystej, tej z tymi starymi zapisami, czy też tej do której ktoś przyniesie opieczętowany wypis sprzed ponad pół wieku. A dlaczego w formacie SWDE w trakcie konwersji uległa zniszczeniu rubryka uwagi, gdzie były zapisy o zmianach posiadania? Czy nie za dużo przypadków? Tego sposobu myślenia prof. Adamczewski nie dopuszcza do siebie, ale dał dowody na celowe niszczenie katastru. Czy nie należałoby zatem poszukać przyczyny? Udało się natomiast geodezyjnym doradcom przekonać Pana Ministra do nowej ustawy o geoinformacji, jako najważniejszej, ponadresortowej i słusznie, gdyż będzie to szybka realizacja dyrektywy INSPIRE. Niewiele brakowało abyśmy te dyrektywę mieli w naszym prawie już dwa lata temu, kiedy jej było daleko do obecnego kształtu. Teraz, na szczęście będzie odrębna ustawa o geoinformacji. Jest to wielki osobisty sukces prof. Gaździckiego, że udało mu się wysterować prace Zespołu Ekspertów na ustawę o geoinformacji, bo geoinformacja w kształcie przewidzianym dyrektywą INSPIRE jest z pewnością potrzebna do zarządzania Europą. Jak się uda tę ustawę w miarę szybko przeprowadzić przysporzy nam ona wiele uznania w Europie. Może się okazać, iż będziemy pierwsi, którym się udało pokonać opory resortowe i ujawnić dane gromadzone przez firmy, które nimi handlują. W wyniku ustawy o geoinformacji powstanie GIS, może w pewnych aspektach zasilany przez geodezję, ale w założeniu będzie to odpowiednik zdigitalizowanej mapy topograficznej o zakresie treści i dokładności położenia punktu odpowiadającym gdzieś tam skali 1:50000. Wielu się oburzy, że chce zasilania z pomiarów, bieżącego wprowadzania zmian itp.; na zasadzie, że chcą być młodzi, piękni i bogaci. Jak wynikało z wypowiedzi ministra Piętaka podczas seminarium w dniu 2 kwietnia br., ciężar prac zespołu ekspertów skoncentruje się na ustawie o geoinformacji. Tyle, że nie jest to geodezja. Jest to przetworzony produkt geodezyjny, wykorzystujący techniki geodezyjne, który kiedyś być może zostanie przy pomocy algorytmów sprzężony z geodezją. Do konieczności wykonania czegoś takiego doszli najwcześniej, chyba jakąś dekadę przed innymi, koledzy z Izraela. U nas być może Prawo geodezyjne też będzie znowelizowane, ale z zakresem ewidencji nieruchomości, a kataster się zdematerializuje lub wesprze podatki lokalne. Jedno nie ulega wątpliwości, że po okresie IPE i LPIS przez najbliższe miesiące będzie modna geoinformacja, aby po kilku latach i kolejnych wydatkach doprowadzić do efektu izraelskiego, o którym wielokrotnie już wspominaliśmy. Czy nie lepiej byłoby pojechać do Głównego Geodety Izraela pana Chaima Srebro i sprawdzić na miejscu jakie są efekty podobnych działań? Uważamy, że taką wizytę powinni koniecznie złożyć prof. Gaździcki i Główny Geodeta Kraju. Nie przypominamy sobie przypadku, aby rząd i obywatele Izraela postępowali nieracjonalnie. Jeśli mimo to decydują się na oparcie geoinformacji na porządnym katastrze, to coś w tym musi być. Niemcy wykorzystując dane katastralne jako substrat stworzyli GIS-ową agregację tych danych znaną jako ALKIS. Wykorzystują je też do aktualizacji GIS-owej agregacji danych topograficznych znanej pod nazwą ATKIS. A jak myśmy wykorzystali ich pomoc, ich doświadczenia? 7 lat straciliśmy. Katastru nie odbudowaliśmy, choć zobowiązaliśmy się. Pieniądze zostały przejedzone i jeszcze grozi nam zwrot tych pieniędzy. Nic też nie wskazuje na to, aby miała nastąpić jakaś zmiana. Będziemy z pewnością wdzięczni kolegom profesorom i doktorom prawa za wskazanie nam kolizji, gdzie naruszyliśmy obowiązujący system prawa. Trochę tych miejsc wskazaliśmy we wniosku do Rzecznika Praw Obywatelskich z dnia 5 stycznia 2006 r., ale Komisja Ekspertów zrobi to z pewnością pełniej i chętnie służymy jej pomocą, jeśli zajdzie taka potrzeba. |