|
Komentarz 19 (63/07) 30 kwietnia 2007 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 1. Geodezja a geoinformacja W ubiegłym tygodniu przy omawianiu norm geodezyjnych przytoczono cel normalizacji przestrzennej z punktu widzenia geodezyjnego, jakim jest określanie i systematyzacja wzajemnego położenia punktów uzyskanych w wyniku pomiarów, przy czym położenie tych punktów określają współrzędne geodezyjne przestrzenne lub płaskie. Każdy pomiar, nawet ten nie nawiązany, wykonany na pojedynczą linię pomiarową, tworzy w tym rozumieniu lokalny układ współrzędnych, który po nawiązaniu do układu referencyjnego może być źródłem wiarygodnej informacji, a cechuje się tym, że wymiar trwałych obiektów w terenie, lub odległości między nimi, będą wierne stanowi rzeczywistemu (w granicach dokładności pomiaru) i będą niezmienne w czasie i w różnych systemach. Ta podstawowa różnica między geodezyjną normalizacją przestrzenną, bazująca na wynikach pomiarów w terenie, a geograficzną normalizacją przestrzenną, bazującą przede wszystkim na zobrazowaniach satelitarnych i zdigitalizowanych mapach topograficznych, uwidacznia się zwłaszcza w budownictwie, ale także w górnictwie i w problematyce geodezyjno-prawnej. Szczególnie w budownictwie nie do pomyślenia jest wznoszenie zapory, przebijanie tunelu czy budowa wysokościowca tylko przy pomocy geoinformacji. Tu bezwzględnie potrzebne są technologie geodezyjne. O ile zasilanie geoinformacji danymi geodezyjnymi jest możliwe, choć w raczkującej fazie, to wykorzystanie geoinformacji dla potrzeb geodezyjnych jest bardzo problematyczne i jeszcze długo będzie wykorzystywane przede wszystkim jako tło i orientacyjna informacja internetowa. Można się starać tej różnicy nie widzieć ale ona istnieje i będzie się coraz bardziej pogłębiać. Ten sam narożnik budynku udostępniony w Internecie z dokładnością nawet do milimetrów nie jest identyczny z tym wykazanym na wyrysie z mapy, a uzyskanym nawet z mniejszą dokładnością, gdyż jeden uzyskany jest w wyniku identyfikacji pośredniej, a drugi w wyniku identyfikacji bezpośredniej, za którą stoi pomiar, zdatny do sprawdzenia w każdej chwili, jak zajdzie potrzeba (oczywiście jeśli informacja udostępniana w Internecie wywodzi się z pomiaru, to wspomniana różnica się zatraca). Ta pozornie drobna różnica ma fundamentalne znaczenie dla wartościowania geoinformacji. Pomiar, to nie tylko odczytane podziałki i wyniki na przymiarze czy w instrumencie pomiarowym. To dokonana w terenie na podstawie oglądu licencjonowanego specjalisty generalizacja obiektu. Pomiar utożsamiany częstokroć z uzyskanym wynikiem pomiaru jest przetworzeniem stanu rzeczywistego w obraz rejestrowalny dokonany w umyśle odpowiednio przygotowanego specjalisty, podatnego na schorzenia, stan pogody, nastroje wewnętrzne np. kłótnię z teściową itp. Ta sama czołówka, mogąca się różnić w resultacie na skutek używanego przymiaru: taśmy parcianej, czy stalowej, może się różnić u krótkowidza czy osobnika z zezem i są to różnice pomijalne dopóki metr kwadratowy gruntu nie przekracza kilku tysięcy dolarów, do czego nieuchronnie zmierzamy, lub dopóki nie wznosimy obiektów budowlanych wymagających wysokiej precyzji. Stąd między innymi nieporozumienia przy IPE i LPIS. Oczywiście, że można przez Internet udostępniać i dane geodezyjne pod warunkiem, że są one pozyskane przy pomocy pomiarów geodezyjnych i udostępniane z danych źródłowych, a nie z przypadkowej digitalizacji wątpliwej wartości map. Oczywiście, że zwłaszcza w Polsce szeroko wykorzystano dane geodezyjne dla tworzenia geoinformacji z tej prostej przyczyny, że dane geodezyjne były, zostały przewłaszczone i w niegeodezyjny sposób wykorzystane dla stworzenia geoinformacji, która generalnie straciła cechy geodezyjne i może być udostępniana jako geoinformacja ale nie jako dane geodezyjne. To co zrobiono w IPE i LPIS z dostosowaniem danych geodezyjnych do formatu SWDE, to co zrobiono w LPIS z naciąganiem granic ewidencyjnych do granic użytków wykazanych na ortofotomapie może być geoinformacyjną zabawą ale nie sztuką geodezyjną. Zatem sprowadzanie wszystkiego do WMS-u, WFS-u i metadanych, czy przystosowanie instrukcji geodezyjnych do norm ISO z serii 191xx czy do standardów OGC jest tylko obrazową przenośnią, a nie realnym i jedynym rozwiązaniem, a sprowadzanie geodezji tylko do geoinformacji może wywołać nieobliczalne szkody, czego miejmy nadzieję mają świadomość członkowie Zespołu Ekspertów przy MSWiA. Miejmy nadzieję, że mają też świadomość, iż trendy normalizacyjne rodzą się w cywilizacji posługującej się innym językiem, którego tłumaczenie może prowadzić do absurdów z czym coraz częściej spotykamy się w próbach tłumaczenia norm z serii ISO 191xx, które jako Polskie Normy opublikowane zostały tylko w języku angielskim. 2. Normy geodezyjne w budownictwie Jak przytoczono to w komentarzu 13 (57) jest tych norm 11 oraz 4 projekty norm. Właściwie to tych projektów jest 5, bo jest jeszcze taka norma ISO 7078 ustanowiona przed ponad 20 laty, która jest projektem polskiej normy od 10 lat i chyba długo jeszcze będzie projektem , bo w tej normie zderzyły się dwie geodezje, ta anglosaska przyczepiona do budownictwa i polska zbliżona do krajów niemieckojęzycznych, która jest bardziej samodzielna. Geodezyjne normy w budownictwie to:
Z pośród 15 wymienionych norm 11 to normy typowo sprzętowe zaś 4 to metody pomiarowe w budownictwie. Jest tam trochę terminologii zbieżnej z geodezyjną, w 3 przypadkach (na 16 ogółem) różnej od geodezyjnej (np. grawimetr, tachimetr) ale mieści się to w przyzwoitych granicach. Natomiast w normie ISO 7078 Wznoszenie obiektów budowlanych-Procedury tyczenia i pomiaru-Terminologia, na 181 terminów różna jest ponad połowa i to jest problem do rozwiązania. 3. Casus normy ISO 7078 Norma ISO 7078 podzielona jest na 6 działów: Terminy ogólne, jakość pomiaru, Podziałki, Narzędzia pomiarowe, Instrumenty pomiarowe i Metody pomiaru. Pojęć zbieżnych ale nie identycznych jest 55. To jest w 55 przypadkach można by przyjąć definicję zawartą w Polskich Normach, mimo że nie jest ona identyczna z ISO, ale podobna. Zdecydowanie różnych jest 45 terminów a dla 81 terminów brak jest odpowiedników w Polskich Normach. Dla przykładu „BŁĄD“ według ISO, to: wartość pomierzona minus wartość prawdziwa mierzonej wielkości (w pomiarach budowlanych jest to różnica między wartością zaobserwowaną lub obliczoną pewnej wielkości a wartością prawdziwą lub wartością przyjętą za prawdziwą); Wg.PN, to niezgodność wyniku pomiaru (6.23) z wartością wielkości mierzonej. (W wyjaśnieniu PN podaje, że wartość wielkości mierzonej jest wielkością porównawczą i może równać się w poszczególnych przypadkach: „wartości rzeczywistej“ (5.5) - na ogół nieznanej, „wartości poprawnej“ (5.6) lub średniej arytmetycznej wyników serii pomiarów). Zaś DOKŁADNOŚĆ POMIARU (2.4) wg ISO, to - stopień zgodności między wynikiem pomiaru (rzeczywistą wartością zmierzoną) a wartością prawdziwą lub wartością przyjętą za prawdziwą; PN podaje termin przeciwny tj. „niedokładność pomiaru“ (9.21) określoną jako zespół błędów granicznych zawierający wszystkie błędy systematyczne oraz graniczne błędy przypadkowe. Nie są to różnice nie do uzgodnienia ale spowodowały przyhamowanie prac nad polskimi normami z zakresu geodezji, spowodowały, że do tak zmozaikowanej dziedziny jaką jest geodezja, w której tylko ramowe standardy są w stanie zapewnić wymianę danych, zaczęły wdzierać się hegemonistyczne zapędy informatyków regulowania wszystkiego w drodze monopolu jednego producenta, a właściwie korporacji producentów, jaką jest OGC (Open Geospatial Consortium). Korporacja ta wywarła bardzo silny wpływ bezpośredni także na dyrektywę INSPIRE. Miejmy nadzieję, że w ostatecznym rozrachunku będą jednak dominować zaadaptowane przez CEN normy ISO, przynajmniej z zakresu informacji geograficznej. Co jednak zrobić z pozostałymi dziedzinami geodezji? Spróbujemy zaproponować rozwiązanie po scharakteryzowaniu w następnych tygodniach pozostałych dwóch elementów systemu norm w geodezji. |