|
Komentarz 29 (73/07) 9 lipca 2007 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 1. Urok Mazowsza W ubiegły poniedziałek żegnaliśmy naszego członka Zarządu, wspaniałego kolegę Mariana Rękawka. Odszedł przedwcześnie. Powinien był jeszcze długie lata służyć nam swoją ogromną wiedzą, doświadczeniem, umiejętnością zjednywania sobie ludzi, a przede wszystkim tak rzadkimi dzisiaj cechami: dobroci, ciepła, wzajemnego szacunku. Odszedł fizycznie ale pozostanie z nami w naszej pamięci i pomoże w odrodzeniu zawodu, który ukochał ponad wszystko i przykładnie go wykonywał. Był niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie prawnej problematyki nieruchomości, specjalistą od prac urządzeniowo-rolnych, scaleniowych, klasyfikacyjnych i wiązaliśmy z nim ogromne nadzieje w nieuchronnych pracach przekształceniowych struktur przestrzennych, jakie będą następstwem przyspieszonej budowy dróg dla odbycia Euro 2012. Niestety, zdrowie nie pozwoliło mu dotrwać do realizacji tych wielkich zadań ale poprzez towarzyszące swojemu odejściu uroczystości dokonał czegoś co było marzeniem jego życia. Skupił nad swoją mogiłą wielkie grono prawdziwych geodetów i przymusił ich do zachwytu nad pięknem Polski, jej historii, nad pięknem Mazowsza poza aglomeracją warszawską, nad dostojeństwem polskiej kultury. Najpierw celebrowana przez Księdza Biskupa msza w Katedrze siedleckiej a potem perfekcyjnie przygotowane przez księdza Józefa uroczystości pogrzebowe w pięciuset-letnim kościele i na cmentarzu w Miastkowie Kościelnym były przykładem ogromnego szacunku jaki żywi mogą okazać sobie i zmarłym. Morze kwiatów w kondukcie pogrzebowym, które zaległy na grobowcu kolegi Mariana były hołdem oddanym człowiekowi, który jak mało kto czuł na czym polega istota geodezji, tłamszonej dziś i upokarzanej przez niemowlęce stadium geoinformacji. Kolega Marian, czy Marek jak go koledzy zwali, swe życie zawodowe związał z Siedlcami, ale pochowany został w rodzinnym mieście swej żony Barbary, znanej malarki. Żeby do Miastkowa Kościelnego dojechać trzeba przemieszczać się krajową „pięćdziesiątką“ znajdującą się w stadium intensywnej modernizacji. Tam obiekty wytyczone przez geodetów widać na każdym kroku. Lustrzano gładki asfalt, mosty, wiadukty, przepusty wytyczone są i zrealizowane z najwyższą dokładnością, bo na to dziś geodetów stać, takim dysponują sprzętem i metodami. A tam gdzie w grę wchodzi oznaczanie największej wartości jaką mamy, z jakiej żyjemy, w której wszyscy kiedyś spoczniemy, „Matki Ziemi“, zachowujemy się jak geodezyjni barbarzyńcy i potrafimy identyfikować punkt graniczny z dokładnością nawet 3 m. Kolega Marian utrzymując koleżeńskie kontakty z otoczeniem umiał egzekwować poszanowanie dla zawodu, osobistym przykładem wymuszał solidność, dokładność. Zrobił to też poprzez swoje odejście. Fakt, iż zgromadził nad swoim grobem takie autorytety geodezyjno-prawne jako koledzy Grzechnik, Marzec czy Zaremba, był bez wątpienia jego marzeniem, jak i to aby koledzy Ci kontynuowali jego drogę życiową. Fakt, iż dla oddania hołdu koledze Marianowi w ofierze eucharystycznej wziął udział Główny Geodeta Kraju, dysponujący równie rozległą wiedzą geodezyjno-prawną, był symbolicznym impulsem dodania geodetom odwagi do przeciwstawienia się wszechobecnej megalomanii GIS-owej. Fakt, iż kazanie księdza Józefa było oprócz czci oddanej Bogu, jednym wielkim hymnem pochwalnym dobrej roboty i przykładnego życia kolegi Mariana, a obok księdza przed ołtarzem wystąpił z przepiękną mową pożegnalną Starosta Siedlecki były sygnałami dla odrodzenia się środowiska geodezyjnego. Wszystko to odbywało się w niezwykle malowniczej scenerii Miastka Kościelnego, do zwiedzenia którego i złożenia kwiatów na grobie kolegi Mariana zachęca Zespół Redakcyjny komentarzy, który w licznym składzie uczestniczył w uroczystościach pożegnalnych. 2. Co geodetów gubi? Gubi nas przede wszystkim nadmierna skromność, podziały wewnętrzne, zastraszenie i nieskoordynowane reprezentowanie interesów zawodowych. Sprawy geodezyjne reprezentowane są przez ludzi znających geodezję tylko ze słyszenia, a przecież zawód jest nadzwyczaj skomplikowany pod względem technicznym, prawnym i organizacyjnym. Niestety i w samym środowisku postrzeganie zawodu jest przedziwne. Docierają do nas coraz częściej słuchy o wysoce dyskusyjnych działaniach WINGIK-ów. Ten organ powołany między innymi do kontroli geodetów sprawia niekiedy wrażenie działania na oślep i zza węgła. Trudno się potem dziwić, iż zawód geodety postrzegany jest tak, jak daje temu wyraz obecny minister nadzorujący geodezję. Jak się sam nie szanujesz, to cię inni szanować nie będą, a geodeci w rozliczny sposób nadstawiają się do bicia. Przyczyną takiego stanu rzeczy wydaje się jest nadmierna fascynacja GIS-em, kosztem geodezji i stosowanych w niej procedur. Jeśli organ kontrolujący stwierdza uchybienia wynikające z nieprzestrzegania instrukcji G-5 i określa je mianem rażącego naruszenia prawa, to powstaje dylemat co to właściwie jest prawo, bo z prawnego punktu widzenia instrukcja G-5 jako źródło prawa nie istnieje. Jeśli interpretacje GUGiK traktuje się jako źródła prawa, to wątpliwości się potęgują. Skądinąd wiemy jak żenujące są pensje i warunki pracy w administracji państwowej. Wszakże starosta, czy nie daj Boże ktoś z ministerstwa po zapoznaniu z tego typu ustaleniami kontrolnymi gotowi są zrobić z tego aferę. O ile wykorzystanie katastru do budowy GIS, a właściwie jego aktualizacji jest czymś oczywistym (nie dla wszystkich!), to wykorzystanie GIS dla budowy katastru ma sens tam gdzie katastru nie ma (Azja, Afryka, Ameryka Południowa). Pozwala on na orientacyjną lokalizację i na uniknięcie błędów grubych. Taki kataster z pewnością spełnia funkcje fiskalne. Wszakże naturalną tendencją katastru (jak już jest) jest jego przekształcanie się w kataster własnościowy, a wtedy potrzebny jest jednoznacznie zidentyfikowany punkt, miara i związane prawo. Do tej świadomości dochodzi się pokoleniami w miarę jak kurczy się zajmowane terytorium, stąd GIS i kataster w obecnym wydaniu będą gnębiły jeszcze nasze wnuki i prawnuki. Jeśli tych oczywistych spraw nie zrozumieją nasi WINGIK-owie, to marzenia kolegi Mariana o porządnej, dokładnej geodezji jeszcze przez długie lata będą oczekiwały na skuteczną realizację. Chyba, że nie chodzi o porządną geodezję i zabezpieczenie rynku nieruchomości, a o informację dla innych celów np. tworzenia ponadgranicznych planów zagospodarowania przestrzennego. Zawsze nas niepokoiło pytanie, czemu to akurat Rząd Dolnej Saksonii wyszedł z ofertą pomocy Polsce w budowie Zintegrowanego Systemu Katastralnego. Wszystko wskazywało na to, że to tylko taki pulchny profesor z Hanoweru chciał zarobić 10 mln zł o czym wspomina protokół NIK. Ale chyba nie tylko, bo w Rzeczpospolitej z 30 czerwca -1 lipca czytamy na stronie A5 iż: „Pierwszy raz od osiemnastu lat spotkanie ziomkostwa odbędzie się w Hanowerze pod patronatem rządu Dolnej Saksonii i jego premiera Christiana Wolfa. Wraca dawna tradycja patronatu tego landu nad Ziomkostwem Ślązaków, którą przerwały poprzednie rządy SPD i Zielonych“. W kolejnym akapicie czytamy jak „widzi to Rudi Pawelka (obecny szef Ziomkostwa). - Każde słowo nieuzasadnionej krytyki z polskiej strony pod naszym adresem pada w Niemczech na podatny grunt - powiedział 'Rz'. - Czyli im gorsze stosunki polsko-niemieckie, tym większe uznanie zdobywają organizacje wysiedlonych. Zapowiedział, że powiernictwo przygotowuje nowe pozwy. Będzie to skarga wysiedlonych ze Śląska Niemców do Komisji Praw Człowieka ONZ, w której domagają się wywarcia politycznego nacisku na polski rząd, by ten umożliwił im przejęcie dawnych majątków.“ Koniec cytatu i refleksji. 3. Część druga Instrukcji Katastralnej Zgodnie z obietnicą publikujemy dziś drugą część instrukcji katastralnej z 1946 r. Dziś o Celach i zadaniach katastru, za tydzień o Operacie katastralnym, ale też o najnowszym wydaniu GEOInformatics, którego okładkę prezentujemy.
Okładka najnowszego wydania GEOInformatics:
|