Komentarz 31 (75/07)

23 lipca 2007 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne Koleżanki i Koledzy Geodeci Powiatowi, Kierownicy odgik !

1. Wakacyjna kanikuła

Wreszcie przygrzało, jak o tej porze być powinno, w związku z czym, mimo iż obiecaliśmy kontynuować temat cieplarnianych warunków dla korupcji, w jej szerokim poprzednio opisanym znaczeniu, rozpoczniemy od tematów lżejszych.

W PRL-u o tej porze roku obchodzono święto Odrodzenia, z której to okazji przyznawano ordery o tej nazwie.

Przysłowiowemu Kowalskiemu chciano wręczyć taki order ale on odmówił stwierdzając, iż Od rodzenia jest jego żona, a on jest od roboty.

Geodeci powiatowi o tej porze roku obchodzić będą czwartą rocznicę zorganizowania pierwszego Forum Geodetów Powiatowych (na marginesie, gdzie dał się poznać obecny Główny Geodeta Kraju). Przy okazji piątego Forum w ubiegłym roku jego organizatorzy obeszli elementarne zasady partnerskiej współpracy. Przy organizacji forum jak zwykle uczestniczyło stowarzyszenie GISPOL. Zaoferowaliśmy organizatorom materiały konferencyjne w postaci biuletynów z Komunikatami ZSK. Organizatorzy, jak biuletyny były już wydrukowane uznali, że lepsza byłaby książka o TBD. Ostatecznie poszło jedno i drugie za "friko".

Wyszło jak z Kowalskim. Jedni od roboty, drudzy od rodzenia korzyści.

Byłoby to zrozumiałe gdyby impreza była zorganizowana w ramach wolontariatu zwanego swego czasu czynem społecznym, co skażeni poprzednią rzeczywistością kiedyś praktykowaliśmy. Ale okazało się, że impreza była wyjątkowo kosztowna. Daliśmy temu wyraz w piśmie z dnia 31 maja br. skierowanym do przewodniczącego ZPP następującej treści:

Stowarzyszenie GISPOL obserwując niepokojące tendencje zawłaszczania kompetencji samorządowych przez Główny Urząd Geodezji i Kartografii utworzyło w lipcu 2003 r. Forum Geodetów Powiatowych integrujące powiatowe środowisko geodezyjne wokół zwłaszcza odtwarzania katastru nieruchomości i jego synchronizacji z księgami wieczystymi. Po odbyciu dwóch forów w lipcu 2003 i w lutym 2004 r. przekazało zorganizowane struktury FGP do ZPP, współpracując dalej z Radą Forum i jej przewodniczącym R.Staniszewskim, który aż do rezygnacji 15 marca br, był członkiem Zarządu Stowarzyszenia GISPOL.
Współpracowaliśmy również przy organizacji ostatniego forum w grudniu 2006 r., co potwierdzają listy z 16 i 21 października 2006 r. (zał.1 i 2), protokół z obrad 11 Zebrania Zarządu GISPOL-u (zał.3), czy notatka przewodniczącej śląskiego oddziału Stowarzyszenia z 2 grudnia 2006 r. (zał.4), z których wynika kalkulowany koszt materiałów konferencyjnych w wys. 100 zł. od osoby, co przy 300 uczestnikach obrad kreowało wydatek rzędu 30 tys. zł. Stowarzyszenie materiały dostarczyło, personel ZPP rozdał je uczestnikom, Stowarzyszenie 13 grudnia 2006 r. wystawiło fakturę i od tego momentu Biuro ZPP uchyla się od zapłaty, pan Staniszewski zmyśla fabułę (zał. 5) a Komisja Rewizyjna ZPP w oparciu o opinię pana Staniszewskiego oddaliła roszczenia Stowarzyszenia.
Na apel Stowarzyszenia o załatwienie sprawy skierowany do Rady Forum i Geodetów Powiatowych otrzymaliśmy z datą 30 marca e-mail pisma ZPP nr Or.A.0715/85/07 z zapowiedzią, iż pismo jakoby podpisane przez byłego przewodniczącego ZPP Ludwika Węgrzyna przesłane zostanie pocztą. Do dnia 31 maja br. pismo takie nie wpłynęło, dlatego pozwalamy sobie wystąpić do Pana Przewodniczącego z prośbą o sprawdzenie, kto jest autorem poświadczającego nieprawdę pisma ZPP, które znając pana Ludwika Węgrzyna nie sądzimy, aby zostało przez niego podpisane.
Zwracamy się również z prośbą o przyjęcie delegacji Stowarzyszenia dla podjęcia próby ugodowego załatwienia sprawy (przed skierowaniem jej na sugerowaną przez pismo ZPP drogę sądową), w celu rozproszenia wątpliwości, które sygnalizowaliśmy.

  • Prosiliśmy o wyjaśnienie dlaczego koszt udziału uczestnika w Walnym Zgromadzeniu ZPP był ponad dwukrotnie niższy (290 zł.) od kosztu udziału w Forum GP (450+ 45770/300=602), w tym samym miejscu i przy tej samej liczbie uczestników, mając świadomość znacznie większych kosztów materiałów Walnego Zgromadzenia ZPP.
  • Dlaczego jeden ołówek zwykły i 25 kartek A5 z nadrukiem ZPP kosztowały aż 32 zł (9.552:300)?
  • Co stało się z nierozliczoną kwotą 108,5 tys. zł, o ile usługi gastronomiczne, których efektów w drugim dniu obrad zabrakło dla połowy uczestników, rzeczywiście kosztowały 54.6 tys. zł. (182 zł. na osobę)
  • Zauważamy też potrzebę rozliczenia uroczystej kolacji dla wycieczki z Nowego Sącza, której zdjęcia przedstawimy jak dojdzie do procesu, wprawdzie zbędnego i Związkowi i Stowarzyszeniu, ale jeśli zostaniemy zmuszeni, to na tę drogę wystąpimy.

Udzielaliśmy Związkowi istotnego wsparcia merytorycznego, gdyż przekonani jesteśmy, że oparta na geodezji powiatowej geoinformacja jest narzędziem stabilizującym funkcjonowanie powiatów. Byliśmy i jesteśmy naturalnym sojusznikiem powiatów. W cotygodniowych komentarzach na stronie Internetowej Stowarzyszenia (www.gispol.org.pl) występujemy z przekonania jako rzecznik geodezyjnej służby powiatowej. Uchroniliśmy powiaty przed zakusami scentralizowania zadań powiatowych i uważamy, że partykularne interesy pracowników i serwilistów Biura ZPP nie powinny rzutować na realizację merytorycznych zadań związku. Obecnie zagrożenie dla geodezji powiatowej jest jeszcze większe. Prawie pewna likwidacja funduszu i gospodarstw pomocniczych w obliczu zepchniętej na powiaty synchronizacji z KW i pełnej odpowiedzialności za ogromne różnice w ewidencji mienia Skarbu Państwa powinny skłaniać bardziej do szukania profesjonalnej pomocy geodezyjno-prawnej niż do bezkrytycznego promowania przemysłu informatycznego.

Odpowiedź nosząca datę 12 czerwca, a nadana 22 czerwca w Wielogłowach koło Nowego Sącza, przeleżała na skutek okresu urlopowego u warszawskiego gospodarza siedziby Stowarzyszenia i doręczona została w dniu 20 lipca br. Treść jej załączamy do komentarza i prosimy członków Stowarzyszenia i czytelników komentarzy o opinię: emailem lub na Forum Gispolu, jaki obrać dalszy kierunek działania?

My jesteśmy zaskoczeni oświadczeniem ZPP, iż dwukrotnie w grudniu 2006 r. występował z inicjatywą uregulowania należności. W rzeczywistości miały miejsce dwukrotne odesłania faktury bez słowa wyjaśnienia. Już w roku bieżącym, po naszej kolejnej interwencji odebraliśmy telefon pani Marszałek, pracownika Biura, że mogą dać 30 zł od egzemplarza lub nic. Wynikiem jest tocząca się korespondencja. Poszkodowani są oprócz Stowarzyszenia i autora TBD starostowie i geodeci powiatowi, bo uważni czytelnicy komentarzy zdążyli się zorientować, że my od początku wiemy o co gra się toczy i tworząc FGP staraliśmy się udzielić powiatom merytorycznego wsparcia. Jednak w miarę upływu czasu obserwując wysiłki Biura ZPP zmierzające do podcinania samorządowej racji funkcjonowania systemu katastralnego angażujemy się w temat coraz oględniej a sprawa nieuregulowanej należności jest w mniejszym stopniu problemem finansowym a bardziej papierkiem lakmusowym intencji partnera samorządowego.

Od opinii czytelników uzależniamy stanowisko jakie zajmiemy w przedmiotowej sprawie.

Zarząd Stowarzyszenia na swoim 14 Zebraniu trzeciej kadencji w dniu 26 czerwca br. podjął w tej sprawie następującą uchwałę: UCHWAŁA Nr 4/2007 z dnia 26 czerwca 2007 r. Zarządu Stowarzyszenia Użytkowników Krajowego Systemu Informacji o Terenie GISPOL, w sprawie: dochodzenia roszczeń zapłaty rachunku przez ZPP. Na podstawie § 29 ust.1 Statutu Stowarzyszenia Użytkowników Krajowego Systemu Informacji o Terenie GISPOL, wobec trwającego od pół roku impasu w regulacji należności za materiały dostarczone w grudniu 2006 r. na Forum Geodetów Powiatowych uchwala upoważnienie Prezesa do podjęcia niezbędnych kroków zapewniających pokrycie należności. Uchwałę podjęto jednogłośnie.

Prezes naśladując innych prezesów postanowił zrobić unik i oddać inicjatywę czytelnikom komentarzy. Nawet jakby opinię swą wyrazili tak jak czytelnicy informacji o PESEL-u 2 zamieszczonej na Geoforum. Jedna opinia Romana Maliniaka z 19.07 z trzema skreśleniami dokonanymi przez administratora, druga z 20.07 usunięta w całości.

Choć skancerowane są to opinie i to dające dużo do myślenia.

Naszym zdaniem sprawa niezapłaconej faktury wydaje się grawitować do opisanego w poprzednim komentarzu klientelizmu.

2. Klientelizm

Cóż to takiego jest ten klientelizm, nie mający jeszcze swego objaśnienia w Słowniku wyrazów obcych.

Według Piotra Korysia i Macieja Tymińskiego z Uniwersytetu Warszawskiego "Klientelizm można opisać jako nieformalny związek dwóch osób - patrona i klienta. W relacji klientelistycznej patron jest protektorem klienta, a zatem stosunki między partnerami są nierówne. Z reguły występuje tu różnica w statusie pomiędzy tymi osobami - patron znajduje się na wyższym a klient na niższym szczeblu drabiny społecznej. Fundamentem relacji pomiędzy patronem i klientem jest wzajemna wymiana korzyści".

Osoby mogą być fizyczne ale mogą też być prawne. W naszym przypadku były to dwie osoby prawne a forma klientelizmu była wypaczona, bo korzyść wystąpiła tylko u patrona. Nie po raz pierwszy zresztą. Można oczywiście byłoby ograniczyć kontakty z takim partnerem ale jest to mocno utrudnione, gdyż partner ten reprezentuje jednostki realizujące zadania rządowe, których przedmiot jest statutowym zakresem zainteresowania Stowarzyszenia. Dlatego podejmujemy społecznie inicjatywy mające zapewnić warunki do realizacji przedmiotowych zadań i wyeliminować towarzyszące im patologie. Opisywaliśmy te patologie skrupulatnie najpierw w komunikatach ZSK obecnie w komentarzach, bo pamięć jest ulotna, a kiedyś trzeba je będzie rozliczyć. Miał to rozliczyć na wstępie nowy Główny Geodeta, nie miał jednak śmiałości i na skutki długo nie trzeba było czekać. Mimo, iż prawdopodobnie jest w Urzędzie jedynym, który dysponuje wiedzą pozwalającą ogarnąć przerażające skutki tego co w okresie minionych lat się stało, to się go próbuje w bardzo nieelegancki sposób odsunąć, a w jego miejsce promuje się sprawcę nieszczęść sprzed sześciu lat. Co do tego sprawcy jest w tym jakiś sens, bo wyjątkowo autor rozporządzenia ewidencyjnego z 2001 r. nie będzie mógł zrzucać winy na poprzedników, gdyż cały splendor wyprodukowania kulawego aktu prawnego obciąża go osobiście. Będzie o tym mowa w następnych komentarzach. Instrukcja G-5, która próbowała wesprzeć rozporządzenie w charakterze koła ratunkowego nigdy źródłem prawa nie była, nie jest i w obecnej postaci nie będzie. Poprzednia ekipa miała pełne upoważnienie żeby błędy skorygować, ale z danej sobie szansy nie skorzystała, no to w końcu pozbawiono ją inicjatywy legislacyjnej, a nowemu geodecie jej nie przywrócono.

Bez inicjatywy legislacyjnej to on niewiele może, a zamierza się go upłynnić za sprzeciwianie się reformom w prawie, których nikt do tej pory nie ujawnił, gdyż nie sądzimy, że ma coś z tymi reformami wspólnego, to nieporozumienie z inwentaryzacją powykonawczą uzbrojenia terenu przypisaną do samodzielnego gospodarowania gestorom uzbrojenia. Gęstniejąca atmosfera absurdu zaczyna sięgać zenitu i nadszedł moment, w którym z zainteresowaniem należy oczekiwać chwili, kiedy napinająca się cięciwa łuku pęknie.

Wiele ciekawych spostrzeżeń o skali napięcia cięciwy zarejestrowało lipcowe wydanie magazynu GEODETA.

Obok wartościowej relacji z jednego z ostatnich już miejsc, gdzie poglądy wymieniali fachowcy z prawdziwego zdarzenia, mowa o konferencji nowosądeckiej, znajdujemy tam takie kwiatuszki jak relację z przetargów ARiMR o podpisaniu za 23 mln zł umowy na budowę baz danych Systemu Identyfikacji Działek Rolnych, w tym weryfikację granic działek ewidencyjnych! Znajdujemy tam też wykaz 27 studiów podyplomowych dla ok.1200 osób, z czego 12 studiów GIS-wych i 17 związanych z wyceną, zarządzaniem i pośrednictwem na rynku nieruchomości. Ani jednego studium z zakresu katastru nieruchomości, którego obowiązek stosowania danych wynika wprost z obowiązującego prawa (dla danych GIS-owych takiego obowiązku nie ma), a na dobrą sprawę zdefiniowany jest tylko z grubsza w przepisach wieczysto-księgowych. Imponują jednak ceny studiów, w tym, zwłaszcza ta za 12 tysięcy.

A jaki to ma związek z przytoczonym na wstępie klientelizmem? Ma, a jakże. To już w czystej postaci wzajemna wymiana korzyści między patronem i klientem. I tylko. Klient też chce być patronem dla swoich klientów. Nieistotny jest przy tym efekt użytkowy. Ma się kręcić mechanizm przepływu pieniędzy. I kręci się coraz lepiej, z coraz większą szkodą dla obywatela, który za tę zabawę płaci.

Dekret z 24 września 1947 r. o katastrze gruntowym i budynkowym traktował sprawę krótko i węzłowato:

"Kataster jest to oparty na mapie spis i opis gruntów i budynków mogących być oddzielnym przedmiotem własności" (art.1 ust.2), "służy za podstawę opisów i planów dla oznaczania nieruchomości przy zakładaniu i prowadzeniu ksiąg wieczystych" (art.2 pkt a) oraz "operat katastralny będzie utrzymywany w stałej zgodności z wpisami w księgach wieczystych" (art.7 ust.1).

Wtedy nie do pomyślenia była modernizacja tego spisu bez wiedzy właściciela, co dopuszcza art. 24a Prawa geodezyjnego i kartograficznego. Wtedy też nie do pomyślenia była sytuacja w której "właściciel może stracić działkę przez którą ma biec droga gminna, i nawet o tym nie wiedzieć. O decyzji administracyjnej przeczyta np. w gazecie" (cytat z dodatku do Rzeczpospolitej z 12 lipca br.).

Przy takim nastawieniu nie dziwi brak zainteresowania starostów realizacją powierzonego im zadania rządowego.

Forum Geodetów Powiatowych miało uwrażliwić starostów na zagrożenia wynikające z niestarannie prowadzonej ewidencji gruntów i budynków, w tym zwłaszcza ewidencji mienia Skarbu Państwa i gmin. Temat jednak jest tak trudny do ogarnięcia, że przez długi czas żadnej reakcji nie wywołało zagrożenie likwidacji funduszu gospodarki zasobem geodezyjnym i kartograficznym oraz likwidacja 1/3 ośrodków dokumentacji geodezyjnej i kartograficznej zorganizowanych jako gospodarstwa pomocnicze; w GUGiK-u i nadzorującym go resorcie też zresztą nie. Podobnie nie w pełni wartościowy produkt, jaki w księgach wieczystych był przez długie lata tworzony przez Państwowe Biura Notarialne teraz jest produkowany w starostwach jako pseudokataster, jak określa się ewidencję gruntów i budynków, i informatyzowany, a koszt prostowania błędów obciąży obywateli.

No a ten drobny szczegół, jakim są pieniądze publiczne, z których migracja, konwersja, wektoryzacja i inne mechanizmy klientelizmu są finansowane, to chyba drobiazg, bo co znaczą kilkusetmilionowe wydatki na niezsynchronizowaną rejestrację własności, jeśli roszczenia sięgają setek miliardów. Co to znaczy 600 zł za udział w forum, jeśli za studia podyplomowe płaci się 5 czy 12 tys. zł. Rzeczywiście znaczy niewiele jeśli przepływ ma miejsce z kieszeni prywatnej do publicznej. Gorzej gdy pieniądze publiczne przepływają z lewej do prawej kieszeni.

Ale to skutek lipcowych upałów, które nastrajają do tak pesymistycznych wniosków.

3. Instrukcji katastralnej część IV

Dlatego lepiej wrócić do kolejnej części powojennej instrukcji katastralnej. Dziś część opisowa katastru.


Załącznik:

- Powrót -