|
Komentarz 36 (80/07) 27 sierpnia 2007 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 1. Czy GUGiK jeszcze istnieje? Czy GGK jeszcze urzęduje? Po sensacyjnych zapowiedziach z czerwca br. o będącym w toku likwidacji Głównym Urzędzie Geodezji i Kartografii, po kilku zapowiedziach odwołania Głównego Geodety Kraju, za to, że jakoby nie chce wdrażać reorganizacji w geodezji (wiadomo, trzeba kogoś ukarać za przeciągający się brak efektów mitycznego zespołu, za dwuletni bezruch legislacyjny w geodezji), obecnie nastąpiła cisza, tak głęboka, że postawienie zadanych na wstępie pytań jest w pełni zasadne. (Chodzą słuchy, że Geodeta Mazowiecki odpuścił już kandydowanie, gdyż poczuł powołanie naukowe; i słusznie, bo tyle już zainwestował środków publicznych w kadrę naukową, że powinno się to zrekompensować, a jego miejsce zajęła bohaterka ubiegłotygodniowego komentarza z ARiMR, co oznaczałoby, że nasza promocja jest skuteczna. Zapewne też słusznie, bo kto nawarzył piwa powinien je wypić, zwłaszcza w aspekcie granic nieruchomości dociąganych do użytków rolnych i w aspekcie darmowych danych dla Agencji i w aspekcie zgodności z księgami wieczystymi i w aspekcie danych o mieszkaniach i garażach wszystkich mieszczuchów, niezbędnych dla założenia ewidencji gospodarstw rolnych, a zwłaszcza w aspekcie tych ogromnych pieniędzy, które poszły na tamten system, przypomnijmy, że na początku 2003 r. jeden z magazynów doliczył się 0.5 mld zł, potem już nie liczył). Jak otworzymy stronę internetową GUGiK, to na wstępie mamy komunikat z 30 kwietnia br. dla użytkowników informacji katastralnej, co oznacza, że przez 4 miesiące nic ważniejszego się nie ukazało. W dziale Aktualności jest kilka bieżących anonsów o wynikach przetargów, co równie dobrze może zamieszczać likwidator, bo w większości dotyczą one Geoportalu, który jak pamiętamy miał być gruntownie przebudowany, ale o tym od listopada ubiegłego roku jest równie cicho jak w innych sprawach. Skierowaliśmy do Głównego Geodety kilka spraw ale bez reakcji. Telefon kolegi Prezesa milczy. W związku z czym narasta niepokój, czy to aby te nasze władze geodezyjne jeszcze istnieją? Do 14 sierpnia br. jeszcze można się było łudzić, że to zapowiedzi nadzorującego ministra o rychłym przedstawieniu założeń nowego prawa, wpłynęły paraliżująco na sztab kierujący polską geodezją, który (wydawało się) oczekiwał na wyniki prac Zespołu Ekspertów, sam widocznie z braku pieniędzy nie podejmując inicjatywy (nie dysponuje zresztą inicjatywą legislacyjną, więc nie mógł się taką inicjatywą wykazać). Czerwcowe informacje stwarzały wrażenie, że coś się dzieje. Był projekt nowelizacji art. 27 i 28 Prawa geodezyjnego i kartograficznego, może niezbyt trafny (patrz komentarz 26 (70) z 18 czerwca br. rozdz. 70.5) i nazbyt naiwny, ale był. Była zapowiedź przedstawienia do końca czerwca wyników prac Zespołu Ekspertów i w oczekiwaniu na to trzęsienie ziemi, podgrzane inspirowanymi publikacjami w "Rzeczpospolitej", kierownictwo GUGiK ograniczało kontakty, wyjazdy zagraniczne, podejmowanie inicjatyw merytorycznych i czekało. Jak to zwykle bywa z dużej chmury spadł mały deszcz i w dniu 23 czerwca Centrum Promocji Informatyki rozesłało zaproszenie do wzięcia udziału w konferencji na temat " Narzędzia informatyczne geodezji i kartografii - nowe regulacje geoinformacyjne". Konferencja zapowiedziana została na 30 sierpnia br. z wykładem inauguracyjnym wiceministra Piotra Piętaka na temat "Systemy ewidencji gruntów i budynków - podstawowy człon infrastruktury informacyjnej państwa. Otwarte oprogramowanie (o ujawnionych kodach źródłowych)". Oprócz tego zapowiedziano w konferencji udział prof. Oleńskiego z wykładem "Model informacyjny państwa w Polsce w świetle Planu Informatyzacji Państwa", wykład Anety Laskowickiej z GUGiK na temat "Projekt.gov.pl - udostępnianie informacji przestrzennej oraz danych georeferencyjnych przez Internet. Produkty portalu dla jednostek administracji" oraz najbardziej intrygującą część konferencji "Dyskusję na temat Potrzeby branżowych zmian strukturalnych i uchwalenia nowych regulacji geoinformacyjnych" moderowaną przez dr hab. Grażynę Szpor, szefa Zespołu Ekspertów. Zapowiedziana konferencja z uwagi na przytoczone nazwiska została przez środowisko odebrana jako faktyczne podsumowanie pracy Zespołu Ekspertów, gdyż jak dotąd żadnej innej formy publicznego udostępnienia pracy Zespołu Ekspertów nie zauważyliśmy. Niby trochę późno, boć to już pół roku upływa od czasu jak pierwsze informacje o powołaniu zespołu zostały rozpowszechnione, ale lepiej późno niż wcale, choć każdy dzień zwłoki w przygotowaniu nie nowych, a jakichkolwiek regulacji w dziedzinie podstawy obrotu nieruchomościami, przynosi nieobliczalne szkody. A przypominamy, że Zintegrowany System Katastralny w dziedzinie geodezji działa bez podstawy prawnej. Trochę krytykowany był koszt konferencji, bo 732 zł. za sześciogodzinne, jednodniowe obrady, to trochę dużo, tym bardziej, że prace Zespołu były opłacane, a za wygłoszenie referatu w godzinach pracy urzędnik publiczny z pewnością wynagrodzenia by nie wziął, zatem organizator chciał za szybko i za dużo zarobić na udostępnieniu do publicznej wiadomości wyników pracy Zespołu Ekspertów, ale ciekawość wyników pracy była większa niż sknerstwo i trochę uczestników się zgłosiło. Szok nastąpił w dniu 14 sierpnia br. kiedy to organizator powiadomił, iż z ważnych powodów służbowych Pan Minister Piotr Piętak zmuszony został do odwołania udziału w konferencji. Organizator zamieścił też nowy program konferencji, z którego wynika, że wypadł także wykład profesora Józefa Oleńskiego, wypadł wykład pani Anety Laskowickiej oraz nie weźmie udziału pani profesor Grażyna Szpor. W zamian za to zamieszczony został materiał reklamowy firmy Wasko SA oraz wykład na temat porównania prawa zagospodarowania przestrzennego w Anglii i w Polsce prof. Huberta Izdebskiego z Uniwersytetu Warszawskiego. Koszt konferencji pozostał bez zmian, chociaż na ogół imprezy reklamowe firm są sponsorowane przez organizatorów. Jedno wydaje się pewne. Żadnego podsumowania pracy Zespołu Ekspertów na tej konferencji nie będzie. Zatem kiedy i gdzie to podsumowanie zostanie przedstawione? Jaka jest szansa na zapoznanie się z wynikami pracy Zespołu? Stowarzyszenie nasze przezornie zamieściło główne możliwe tezy wniosków końcowych prac Zespołu Ekspertów w komentarzu nr 15 (59) z 2 kwietnia 2007 r. to jest tuż po utworzeniu tego zespołu. Chcieliśmy po prostu maksymalnie pomóc. Sądzimy, że niewiele odbiegliśmy od ustaleń końcowych, ale chętnie byśmy je skonfrontowali, tym bardziej, że to my, a nie eksperci mają je realizować. Ale dlaczego zamilkł GUGiK i Główny Geodeta Kraju? Przecież do ewidencji ODGiK składane są tomy dokumentacji powstałe w wyniku przeglądu pól, wektoryzacji i różnych faz projektów Phare, z którymi nie bardzo wiadomo co robić? GUGiK jest tu bardzo potrzebny. Gdzie są standardy geodezyjne? Jak długo jeszcze funkcjonariusze nadzoru geodezyjnego będą traktować instrukcje techniczne jako źródła prawa? Czy zechcą wreszcie funkcjonariusze publiczni zajrzeć do ustawy o normalizacji aby sprawdzić jaki jest charakter standardów (norm) i kiedy ich stosowanie jest obowiązkowe. Jakie warunki trzeba spełnić, aby tak było? Poprzednie kierownictwo GUGiK obrało niewłaściwą drogę ale się nią przemieszczało, a na skutek krytycznych uwag środowiska niekiedy próbowało ją korygować. Nowe kierownictwo nie potrafi się zdecydować którędy pójść i stoi w miejscu. Nie zareagowało nawet na likwidację funduszu. A tu w koło jakby się wszyscy uwzięli na tych geodetów. I odrolnienia, i roszczenia, i wywłaszczenia i jeszcze Euro 2012 na dodatek. 2. Nędza polskiego "katastru" Jednym z ubocznych skutków publikacji komentarzy są prośby obywateli o pomoc w kontaktach ze służbą geodezyjną postrzeganą jako bezduszny potwór nękający obywateli i uprzykrzający im życie. Zgłosiła się pani Lidia K. właścicielka dwóch działek w gminie Jaktorów w woj. mazowieckim, która od 10 lat nie może wykonywać swego prawa własności, gdyż w ewidencji gruntów działki oznaczone są jako Las, chociaż nie ma tam żadnego drzewka, działki wciśnięte są między dworzec kolejowy, dwie drogi i zabudowę jednorodzinną, ale w rozporządzeniu nr 220 Wojewody Mazowieckiego z 2001 r. zaliczone zostały do obiektów przyrody, więc nic jej tam robić nie wolno; może owszem zdaniem wójta pospacerować, ale tylko wtedy jak się tam nie odbywają zawody motocrossowe, a w międzyczasie teren służy do poboru piasku i wysypywania śmieci przez mieszkańców. Nie nam jest oceniać zasadność skargi ale oglądaliśmy "Wypis i wyrys z ewidencji gruntów" z dopiskiem, że nie może on służyć dla celów prawnych, oglądaliśmy zdjęcia, ekspertyzę gleboznawcy, że teren jest gruntem rolnym, oglądaliśmy wnioski kierowane do różnych instancji o sprostowanie oznaczenia użytku, które zdaniem skarżącej się pani jest źródłem wszystkich nieszczęść, a jej zależy głównie na tym, aby ustalić stan faktyczny na gruncie, a przez geodezję nie jest się w stanie przebić. Próbowaliśmy pani wytłumaczyć, co to jest stan faktyczny i prawny w rozumieniu prawa. Że stan prawny wymienionych działek jest klarowny i jednoznaczny jako właściciela uwidocznionego w księdze wieczystej, że w rozumieniu prawa stan faktyczny jest taki, że jest ona posiadaczem, który nie ma możliwości korzystania z posiadania, bo utrudnienia sprawia jej administracja, która dysponuje terenem jak własnym, nie dopełniwszy drobnego szczegółu wypłaty stosownej rekompensaty. Próbowaliśmy pani wytłumaczyć, że w rozumieniu ewidencyjnym, w Europie, stan faktyczny to wszystko to, co widać, słychać i czuć (ograniczenia z tytułu hałasu, czy zanieczyszczeń zapachowych też są rejestrowane, jako ograniczające prawa właścicielskie), u nas na razie rejestruje się co widać i co wynika z ewentualnej analizy gleby. Próbowaliśmy wytłumaczyć, iż ma do dyspozycji całą gamę wnioskowania, odwoływania i skarg w drodze administracyjnej, a o naruszenie posiadania także w drodze sądowej. Czy wyjaśnienia nasze odniosą jakiś skutek nie wiemy, ale zatrwożyliśmy się bezdusznością na jaką pani ta napotyka w załatwianiu swej sprawy. Główne pani pretensje kierowane są oczywiście do geodezji, która choć też nie bez winy, akurat w tej sprawie zademonstrowała bardziej bezradność niż celowe działanie. Przerażający jest natomiast sposób rejestracji praw i ich ograniczeń. Co do oznaczenia użytku nie dopełniono procedur zawnioskowanych przez właściciela. Ale już poza geodezją było oznaczenie terenu, określonego jako chroniony pod względem przyrodniczym. Tak precyzyjne wyliczenie w rozporządzeniu Wojewody wąskiej działki wciśniętej między zabudowę jako chroniony las, którego tam nie ma, jest lekkomyślnością urzędniczą a z kolei operowanie w tym samym rozporządzeniu bliżej nieokreślonymi częściami działek narusza w sposób jawny sens podstawowej bazy referencyjnej dostarczanej przez geodezję. To zresztą nic takiego w porównaniu do tych ogromnych obszarów pozostałych np. po zlikwidowanych liniach kolejowych, które dalej traktowane są jako tereny zamknięte. Raz dokonany w rejestrze wpis ciągnie się wiekami i nikt nie ma odwagi go ruszyć, choć już dawno jest nieaktualny. To tak jak ten las u pani Lidii, którego nie tylko że nie ma, ale prawdopodobnie nigdy nie było. To tak jak te koleje między innymi na Śląsku zlikwidowane przed ćwierć a nawet półwieczem, a dalej wykazywane jako teren zamknięty bo przynależny kolei. I to nie PKP, a Kolejom Państwowym sprzed wojny. Potęga biurokracji nie zna granic! I przyczynami tego typu spraw pilnie powinien się zająć GUGiK i GGK, podczas gdy od czerwca 2005 r., kiedy to Sejm odrzucił projekt nowelizacji Prawa geodezyjnego i kartograficznego, nasza główna władza geodezyjna zatrzymała się w miejscu (i ta stara i nowa) i wydaje dalej pieniądze na przedsięwzięcia bez podstawy prawnej ale finansowane ze środków unijnych, które muszą być wydane, nawet bezużytecznie, aby księgowo wszystko było w porządku. To mniej więcej tak, jak z tym meteorologicznym GIS-owym systemem radarowym, który miał ostrzegać przed kataklizmami, a powstał kosztem setek milionów zł po powodzi tysiąclecia. Jak trzeba było ostrzec przed huraganem, który przez cały dzień wędrował nad Polską, to system zamilkł i zginęli zaskoczeni ludzie. Trzeba nam wierzyć, że ktoś ukradł kabel i że jak nie ma zagrożeń, to system jest sprawny. My też od 6 lat tworzymy kataster, który jest tak sprawny jak meteorologiczny system radarowy w feralny miniony wtorek. Trzeba nam wierzyć, że nasz "system katastralny" choć rozbieżny z księgami wieczystymi, nadaje się do zabezpieczenia obrotu nieruchomościami. Zajmuje się też nasza władza tworzeniem infrastruktury danych przestrzennych (dla GIS-ów) i geoinformacjami (czego w prawie nie ma), tylko nie tym do czego została przede wszystkim stworzona, co w prawie jest wyraźnie zapisane, czyli między innymi należytym oznaczaniem nieruchomości. Żeby więc o tym zadaniu nie zapomnieć przytaczamy dziś już ostatnią część instrukcji katastralnej, polskiej, powojennej, ale traktującej dziś o katastrze niemieckim, z którym masowo stykaliśmy się na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych. Czy jest sens o tym wspominać. Myślimy, że tak, zwłaszcza po ukazaniu się w Geoforum informacji z dnia 7 sierpnia br. następującej treści: "W lipcu br. Urząd ds. Geodezji i Katastru Dolnej Saksonii zatwierdził komponent do pozyskiwania i kwalifikacji danych katastralnych i topograficznych w systemie AFIS-ALKIS-ATKIS. Jądrem komponentu jest oprogramowanie LM (Land Management) opracowane na bazie ArcGIS Editora przez niemiecką firmę AED-SICAD w technologii ESRI. Jest to pierwszy w Niemczech przypadek zatwierdzenia tego standardu. Produkcyjne wykorzystanie aplikacji planowane jest na 2008 rok. Docelowo w urzędach federalnych zostanie zainstalowanych tysiąc stanowisk LM do pracy z systemem ALKIS. AFIS-ALKIS-ATKIS to jednorodna baza danych geoprzestrzennych obejmująca obszar Niemiec. Łączy ona urzędowe informacyjne systemy: odniesień przestrzennych (AFIS), katastru nieruchomości (ALKIS) i bazy topograficznej (ATKIS). Takie odnosimy nieprzeparte wrażenie, że prace doświadczalne dla tego eksperymentu przeprowadziliśmy w Polsce na nasz koszt w ramach projektów Phare zainspirowanych przez Rząd Dolnej Saksonii. Różnica polega jednak na tym, że u nich istnieje kataster, taki jak opisany w załączonej instrukcji i zsynchronizowany z księgami wieczystymi, a my poświęciliśmy 6 lat na pogłębienie rozbieżności między tymi dwoma systemami, dostarczyliśmy naszym konsultantom znakomity poligon testowy, identyfikujący możliwe do popełnienia błędy, a przy okazji wskazujemy miejsca gdzie najwięcej rozbieżności się spotyka, co może być wykorzystywane w sprawach roszczeniowych. 3. Ostatnia część instrukcji katastralnej To już ostatni dziewiąty fragment instrukcji katastralnej z 1946 r. Żywimy nadzieję, że przyda się to komuś grzebiącemu w Zbiorach dokumentów, zwłaszcza na terenach ziem zachodnich, gdzie w najbliższym czasie czekają nas nowe regulacje prawne. Warto zwrócić uwagę na widoczną w instrukcji głębokość i detaliczność ingerencji państwa w system katastralny, który stoi u podstaw porządku w systemie prawnym. My, jak na razie oparliśmy system ewidencji gruntów i budynków (nadając mu nazwę "katastru") na niespójnym z polskim systemem prawnym rozporządzeniu ewidencyjnym z 2001 r. oraz na zarządzeniu Prezesa GUGiK z 2003 r. i niepublikowanych erratach do tego zarządzenia (chodzi o tak zwaną instrukcję G-5 usiłującą regulować kwestie z zakresu Konstytucji RP) i ze zdziwieniem identyfikujemy błędy i rozbieżności z systemem ksiąg wieczystych. Jak na razie aż huczy w mediach o "bałaganie w księgach wieczystych", choć to żaden bałagan tylko historycznie nakładająca się rejestracja, w warunkach jakie w określonym czasie miały miejsce. Bałagan owszem mamy w geodezji, na skutek prób ujednolicania tego, co nigdy jednolitym nie było, a tylko historycznie rejestrowało stany faktyczne, podobnie jak księgi wieczyste. Księgi wieczyste postanowiły zrobić porządek poprzez przeklepanie do postaci cyfrowej wszystkiego, co zapisano w postaci papierowej. Nie poprawi to jakości zapisów ale ułatwi dostęp i analizy. Geodeci postanowili zrobić to samo i wymyślili SWDE i IPE. Różnica polega na tym, że tekst trudno jest kontrolować, liczby znacznie łatwiej, a liczby doczepione do błędnych lub niejednoznacznych tekstów jeszcze łatwiej, stąd i wiadomo, tam gdzie mają odwagę to zbilansować, że 90% danych ewidencji gruntów i ksiąg wieczystych jest niezgodnych. To jednak nie boli, bo jest ukryte w rejestrach. Niech sobie to obywatel prostuje na swój koszt albo ufa władzy, że wszystko jest w porządku. Posiadamy pismo prezesa Sądu Okręgowego w Katowicach, w którym wyjaśnia, że wypis z informatycznej księgi wieczystej był zły ale zaręcza , że w NKW zapis jest dobry. Trzeba zatem wierzyć władzy! Na domiar wszystkiego bezpośredni przełożony Głównego Geodety Kraju po dwóch latach (pierwszą publiczną deklarację zreformowania geodezji wygłosił 18 maja 2005 r.) postanowił, że geodezję będą usprawniać eksperci z zewnątrz, tacy, co to nie znają specyficznego języka tej dziedziny, a samą dziedzinę znają raczej ze słyszenia, a nie z autopsji, i to znają w dużym stopniu uogólnienia, a nie w detalach. Trochę to przypomina tych konsultantów od IPE, którzy doradzali jak usprawnić polski system katastralny, nie znając ani polskiej specyfiki, ani polskiego języka. Znali natomiast coś podobnego do tego, co jest treścią instrukcji katastralnej z 1946 r. Dlatego warto było tę instrukcję przypomnieć, aby po czasie uświadomić sobie co przez minione lata wdrażaliśmy, a co żeśmy osiągnęli. Uwagi nasze dedykujemy zwłaszcza "uczonym" zajmującym się problematyką katastralną oraz tym, co to pomiary uzupełniające przyjmują do ewidencji odgik, a być może uwagi zainteresują też ekspertów. A oto i ostatnia część instrukcji katastralnej:
Przytoczony w ostatnich dziewięciu komentarzach tekst instrukcji katastralnej z 1946 r. odtworzono metodą skanowania z mocno sfatygowanej kopii białkowej wyrzuconej na śmietnik, bo to na Śląsku, gdzie instrukcja ta obowiązywała w okresie powojennym, używanie języka byłego okupanta a nawet pojedynczych słów było tępione. Sądząc po możliwościach powielacza białkowego wydrukowano kilkadziesiąt egzemplarzy tej instrukcji. Przypuszczamy, że instrukcji towarzyszyły wzory i przykłady. Gdyby ktoś zwłaszcza ze spadkobierców mierniczych przysięgłych wymienionych w komentarzu 24 (68) z 4 czerwca br. dysponował materiałem godnym spopularyzowania zapraszamy do podzielenia się nim z naszymi czytelnikami. |