|
Komentarz 40 (84/07) 24 września 2007 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 1. List do Pana Ministra Piętaka Szanowny panie Ministrze Piętak! Jeszcze raz dziękuję za list, który ukazał się na Geoforum w dniu 10 września br. Jest to duże wyróżnienie dla Stowarzyszenia, że Pan Minister zechce od czasu do czasu spojrzeć na to, co chcielibyśmy tą drogą Panu przekazać. Tak po prawdzie to wszystkie dotychczasowe komunikaty były pisane z myślą o dotarciu między innymi do Pana, aby w ten dyskretny sposób uzupełnić Pana wiedzę o dziedzinie, za którą jest Pan odpowiedzialny od momentu wygrania wyborów, a nawet wcześniej, od seminarium w Sejmie w listopadzie 2005 r., kiedy to nadał Pan problemowi geodezji wysoką parlamentarną rangę, czy jeszcze wcześniej, kiedy wspomagał Pan proces korygowania nadmiernie scentralizowanego prawa geodezyjnego i kartograficznego. Staraliśmy się budować Panu autorytet, tonując oczywiste błędy i przejęzyczenia, jak np. fragmenty wystąpienia z 11 czerwca br. kontestujące PIS-owych parlamentarzystów i własny Rząd, gdyż cały czas braliśmy pod uwagę fakt, że Pan dopiero wchodzi w temat. Próbowaliśmy zwłaszcza uczulić Pana na pozainformatyczne problemy geodezji, nie związane z modą, technologią i polityką. Swą wypowiedź z 10 września skierował Pan do mnie jako Prezesa Stowarzyszenia, gdyż w rzeczy samej wiele tekstów inicjuję ale kilkanaście osób je ocenia i uzupełnia. Jest to zatem mądrość zbiorowa, którą z racji sprawowanej funkcji firmuję. Po Pana wypowiedzi z dnia 10 września, po opublikowaniu opracowania Zespołu Ekspertów, musimy się jednak uderzyć w pierś i stwierdzić, że tych kilkaset stron rzetelnych opracowań, to była praca syzyfowa, bezpowrotnie stracona, bo nic nie wskazuje na to, aby z czegoś Pan skorzystał. Pozostał pan przy wąskoinformatycznym modelu widzenia świata i żadne racjonalne argumenty o roli i zadaniach geodezji do Pana nie docierają. Proszę wybaczyć, ale chyba nikt inny nie miał dotąd odwagi tego Panu powiedzieć, że opracowanie Zespołu Ekspertów, metodologicznie bez zarzutu, jest nie na temat, choć przypuszczalnie zgodne z zamówieniem. Dotyczy ambitnego zamiaru przyczepienia do geodezji bardzo ogólnej informacji geograficznej, dla twórców której błąd położenia punktu w granicach 100 lub więcej metrów nie odgrywa specjalnej roli. GIS-owcy chcą mieć obraz całości, chcą wykonywać wielkie analizy, a że coś się nie zgadza, że drogi, rzeki, koleje rozjeżdżają się o dziesiątki metrów, to nie ich zmartwienie. To zmartwienie geodetów. Informatycy chcą mieć pełne pokrycie informacjami, a o jakim stopniu dokładności i aktualności, to rzecz wtórna, która w ich ocenie nadaje się do pominięcia. Dla geodetów z racji odpowiedzialności zawodowej - nie. Utożsamił Pan dyrektywę INSPIRE z zadaniami geodezyjnymi, utożsamił Pan infrastrukturę danych przestrzennych z infrastrukturą geodezyjną, ograniczył Pan geodezję do informacji przestrzennej i są to elementarne błędy zaakceptowane nawet przez biorących udział w pracach zespołu geodetów, chyba zauroczonych Pana autorytatywnym wypowiadaniem sądów. Zrobił Pan już geodezji wielką krzywdę, poprzez zaniechanie. Opóźnił Pan o dwa lata regulacje stojące u podstaw wydatkowania ogromnych pieniędzy publicznych. Zrobił Pan krzywdę intencjom swojej partii w aspekcie spraw roszczeniowych. PIS naprawdę chce dobrze, a że nie zawsze z powodzeniem, to skutek spowodowany między innymi zaniechaniami i podrywaniem autorytetu branży, za którą między innymi Pan ponosi odpowiedzialność. Gdyby zsynchronizowano zapisy katastralne i wieczysto-księgowe, tak jak przewidywał to cel 30.9 PPCUE (programu przystąpienia Polski do członkostwa w Unii Europejskiej) problem roszczeń byłby dawno zidentyfikowany i prawdopodobnie zneutralizowany, a o tym w opracowaniu Zespołu Ekspertów nie ma ani słowa. Geodezja jest sztuką misternej rejestracji stanu i zmian w zagospodarowaniu powierzchni ziemi i praw do niej, zawsze z najwyższą możliwą w danym czasie precyzją. Dziś narzędzia pomiarowe i techniki pomiarowe osiągnęły już tak wysoki poziom, że rejestracja stanu zagospodarowania i zachodzących zmian jest możliwa z prawie absolutną dokładnością. Z kolei techniki komputerowe zapewniły zapis i przechowywanie danych z równie wysoką dokładnością i nie można jak słoń w składzie porcelany deptać tę misterną sztukę tylko po to, bo ktoś chce mieć rejestrację straganów na bazarze, co śmiało można wykonać na oko lub na kroki, także z użyciem zdjęcia satelitarnego bo widać, tylko po co. Na pocieszenie wypada powiedzieć, że nie jest Pan pierwszy i nie ostatni, który tak pojęcie informacji przestrzennej prymitywizuje. Ci różni geografowie i budowlańcy od systemów informacji przestrzennej zapatrzyli się na naszych kolegów zza oceanu, którzy nie mając europejskiej historii i kultury „mierniczej“ siłą rzeczy bazują na różnych GIS-ach, bo na bezrybiu i rak ryba. Europa zachodnia ślepo zapatrzona w wielkiego brata też naśladuje amerykańsko-australijskie GIS-y, ale nie zaniedbuje precyzyjnej rejestracji geodezyjnej, szczycąc się 172 letnim ciągłym funkcjonowaniem Vermessungsamtu w Niemczech, 289 letnim odpowiednikiem w Austrii czy 370 letnim w Finlandii. 2. Od GIS-u 3(4)D do GIS-u 4B Wspomniałem w ubiegłym tygodniu, że miałem okazję uczestniczyć w seminarium poświęconym „GIS-owi w Internecie“ u naszych sąsiadów. Oczywiście za własne pieniądze, choć nie cierpię na ich nadmiar. Może i chciałbym być oligarchą i mieć władzę i pieniądze, gdyż oligarchia w słownikowym znaczeniu, to „forma rządów polegająca na sprawowaniu władzy przez niewielką grupę ludzi“, ale mnie to już nie grozi. Nigdy do bogatych nie należałem, bo uczciwą pracą nie sposób stać się bogatym, ale znając języki obce potrafię oszczędnie poruszać się po świecie i zarejestrować to co się dzieje. Otóż zarejestrowałem aktualne trendy GIS-owe bazujące, tak jak i u nas na zdjęciach satelitarnych i starych mapach topograficznych, ale tam gdzie się tylko da, aktualizowanych danymi katastralnymi, zwłaszcza w odniesieniu do granic nieruchomości i punktów adresowych (bez danych osobowych). Nie ma tam jeszcze automatycznej generalizacji i reguł wizualizacji, ale są czynione próby, zwłaszcza zaś położony jest ogromny nacisk na trzeci a nawet czwarty wymiar. Trzeci wymiar uzyskuje się nadzwyczaj wymyślnymi metodami satelitarnymi, lotniczymi i naziemnymi, a sposób prezentacji nie rożni tych GIS-ów od naturalnego widzenia otoczenia. Trochę gorzej z czwartym wymiarem czyli rejestracją przestrzeni w czasie, ale udaje się to metodą sztukowaną poprzez wzbogacanie rejestracji dwuwymiarowej (z reguły opóźnionej) aktualnymi zestawami zdjęciowymi, co skraca czas dojścia do stanu aktualnego. Nie wszędzie jest to oczywiście możliwe, ale w GIS-ie, dyscyplinie bardzo młodej, takie eksperymenty są na porządku dziennym. Wyzwaniem postawionym także przed nami, między innymi poprzez dyrektywę INSPIRE, jest zatem GIS 4D, my zaś raczej osiągniemy GIS 4B. 3. GIS 4B GIS 4B ma szanse powstać w wyniku wdrożenia w życie opracowania Zespołu Ekspertów. 4B to:
Proces ten zapoczątkował poprzedni Główny Geodeta Kraju, poprzez IPE, wektoryzację i obcinanie mianowników w oznaczaniu użytków, pogłębiła go ARiMR poprzez dociąganie granic nieruchomości do granic działek rolnych. Nadwątlono w ten sposób podstawową bazę referencyjną, której w innych krajach nikt przy budowie GIS-u nie odważyłby się dotykać. Historia światowego GIS-u liczy sobie nieco powyżej 20 lat. Nikt w tym czasie nie ujednolicił obiektów, zasad zbierania danych, procedur aktualizacji. W gruncie rzeczy, to jako tako uzgodniono tylko zakres metadanych, przy czym my już wymyśliliśmy polski ich profil. I cały ten groch z kapustą się na siebie nakłada i nawet zaczyna się wymyślać wzory matematyczne po to, aby uśredniać w sposób prosty czy wagowy abstrakcyjne kształty szczegółów terenowych. Światowy GIS czy infrastrukturę danych przestrzennych można przyrównać do sieci Mac Donalda, która części nastolatków imponuje, ale szybko im przechodzi. A jeść i tak trzeba, to na co kogo stać i jakie nawyki żywieniowe w danym regionie panują, zaś upartym użytkownikom MacDonalda z racji kalorycznego przedawkowania grozi „elephantiasis“ powszechnie obecny już w USA, a coraz częściej spotykany w Europie. Elephantiasis w GIS-ie będzie skutkował przerostem niechlujnie zbieranych danych, zjawisko zidentyfikowane w Izraelu, kilka razy już przez nas napomknięte. Żeby cokolwiek sensownego w dziedzinie informacji geograficznej zbudować trzeba lat i ogromnych pieniędzy, a i tak powstaje pytanie po co? Rozwala się zaś geodezyjny system zbierania informacji o terenie, który powstaje głównie tam, gdzie się coś dzieje, czyli aktualizuje dane tam, gdzie one faktycznie się zmieniają. Na to jednak potrzeba dyscypliny i procedur, a o tym twórcy Założeń nowego prawa zapomnieli. Będzie się zatem zbierało byle co. Najchętniej informacje ze starych map topograficznych i amatorsko zinterpretowanych zdjęć satelitarnych. Hitem poprzedniej ekipy była VMapa Level2. Niestety VMapa Level2 też ma ograniczoną wartość. Wydany na jej podstawie Atlas drogowy Polski wzorcowo wpuszcza kierowców w maliny, czego sam już nie raz doświadczyłem. Wojskowi po prostu trochę inaczej rozumieją drogi publiczne. Będzie się te dane zbierało byle jak, bo nie ma standardów zbierania danych. Najchętniej oczywiście będzie się wykorzystywać wektoryzowane mapy ewidencyjne, ale dla GIS-u, nie dla katastru. Standardy ISO szybują w sferze abstrakcji, geodezyjne instrukcje (te które są standardami) kłócą się z wytycznymi (które standardami nie są). Przestarzałe normy geodezyjne, kłócą się z resztą i nie ma na razie szans aby dane zbierać w sposób zestandaryzowany. Zbiera się te dane byle gdzie. Każdy marszałek na własnym terenie w swoim standardzie, a na styku niech się martwią użytkownicy. Niektórzy z twórców założeń nowego prawa najchętniej wdrożyliby model francuski, w którym dane stanowią własność geodetów je namierzających i są przechowywane w ich szufladach. Stąd między innymi tak ubożuchny Geoportal francuski, jak nam to IGiK demonstrował podczas konferencji w Wiśle. A wszystko po to, aby wywiązać się z dyrektywy unijnej, która zakłada dość rygorystyczne terminy dla uchwycenia infrastruktury danych przestrzennych dla potrzeb ochrony środowiska, nie dla rejestracji stanów prawnych. Tylko patrzeć jak Unia powoła specjalny komitet koordynujący na koszt oczywiście składkowiczów, czyli nasz, bo Unia żyje ze składek członków, a unijna biurokracja to efekt naszych podatków, z których poprzez wybory i parlament fundujemy sobie rząd i różne policje: zwykłe, skarbowe, polityczne, na własny i unijny użytek, nie wspominając o haraczu dla firm zagranicznych, na ogół zwolnionych z podatków, do których transferujemy nasze dochody wprost, poprzez zakupy w wielkich domach towarowych. Zada ktoś pytanie, skąd takie „wysokie C“ przy zwykłym temacie geodezyjnym? Ano właśnie. Dopóki mowa o zwykłej geodezji, dokładnościach, liniach granicznych, błędach i odchyłkach, można chodzić po Ziemi i o tym nie pamiętać. Jak jednak wchodzimy w sferę GIS, a to nam zafundował Zespół Ekspertów, to trzeba pamiętać, iż GIS to jedno z narzędzi totalnej inwigilacji i maksymalizacji zysków, stąd zasadne staje się pytanie komu ono służy i komu przynosi zyski. Patrząc w tych kategoriach informatyzacja Państwa jest konieczna, bo od tego uciec się nie da, ale musi być zrobiona z głową. A są symptomy, które wskazują na niefrasobliwość w tym względzie. 4. GIS według MSWiA Od ponad pół roku geodezja reprezentowana przez GUGiK funkcjonuje w resorcie MSWiA. Poza logo GUGiK niewiele o tej geodezji możemy się dowiedzieć ze strony internetowej tego ministerstwa ale udało się znaleźć mały GIS w zakładce „administracja publiczna“ (to jedna z pięciu zakładek pod helikopterem). Jak klikniemy na tej zakładce i jeszcze raz na administracji publicznej, to ukazuje się informacja, iż: „W Polsce jest 16 województw, 314 powiatów i 65 miast na prawach powiatu oraz 2478 gmin“ Ponieważ administracja geodezyjna tkwi głównie w powiatach, to klikamy na danych teleadresowych powiatów i miast na prawach powiatu i ukazuje się właśnie ten mały GIS z województwami. Ze zrozumiałych względów i prostej ciekawości (patrz najświeższe ambicje Gische do odzyskania ogromnych obszarów) sprawdzamy województwo śląskie i dowiadujemy się, że znajduje się w nim powiat bolesławiecki, dzierżoniowski, głogowski, górowski, jaworski, Jelenia Góra, jeleniogórski, kamiennogórski, kłodzki, Legnica, legnicki, lubański, lubiński, lwówecki, milicki, oleśnicki, oławski, polkowicki, strzeliński, średzki, świdnicki, trzebnicki, wałbrzyski, wołowski, Wrocław, wrocławski, ząbkowicki, zgorzelecki i złotoryjski. W województwie dolnośląskim te powiaty też są, czyli uległy cudownemu rozmnożeniu. Najbardziej cieszy Wrocław w woj. śląskim z uwagi na Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Mógł zdarzyć się błąd, więc sprawdzamy pomorskie, wiadomo dlaczego. A tam: powiaty bydgoski i Bydgoszcz, Toruń i toruński, Szczecin i szczecinecki - wszystkie powiaty z 3 województw. Gdańsk zagarnął prawie pół Polski. No to jeszcze województwo opolskie, a tam powiaty bocheński, koniński,, krakowski i Kraków, poznański i Poznań - wszystkie powiaty małopolskie i wielkopolskie zostały przyłączone do opolskiego, powstała zatem druga potęga w kraju i nie wiadomo czy nie należałoby tam przenieść stolicy. Nasi zachodni sąsiedzi mają takie wyrażenie „Schadenfreude“, czyli radość z cudzej szkody. Tu pasujące. No bo jak się tu nie cieszyć, widząc że ambitny Kraków i Poznań zostały przyłączone do opolskiego. Nie ulega wątpliwości, że jest to skutkiem prostego niechlujstwa informatycznego, ale w konsekwencji resort odpowiedzialny za informatyzację kraju wypuścił potężny bubel informatyczno-GIS-y, zmieniający podział administracyjny kraju. Za mniejsze przewinienia premier tracił zaufanie do urzędników. Okazuje się jednak, że to nie tylko zwykły błąd w wyszukiwaniu po rdzeniu, który komu jak komu, ale specjalistom od informatyzacji Państwa nie powinien się był zdarzyć. Z prostej ciekawości kliknęliśmy na jednym z adresów: Starostwa Powiatowego w Aleksandrowie Kujawskim. Zamiast Starostwa pojawiła się reklama sanatorium Modrzew. Reklama na stronie internetowej ministerstwa!!! W aktualnej atmosferze antykorupcyjnej mimo woli kojarzy się z pytaniem „Kto i za ile ją zamieścił?“ Nie mieliśmy już odwagi dalej klikać ale przyszłość GIS-u i geodezji widzimy czarno. Pan Minister zapewne zaprzeczy, że to nie on, że to koledzy. Ale za geodezję i departamenty centralnych ewidencji administracji publicznej, rozwoju rejestrów, czy infrastruktury teleinformatycznej odpowiada konkretna osoba, a to przecież rejestr w czystej postaci, w dodatku wsparty GIS-em. 5. I co dalej? Wydaje się, że stowarzyszenie nasze już swoją misję wypełniło. Nie wpłyniemy na Ministra Piętaka, bo jest niereformowalny. Nie wpłyniemy na Głównego Geodetę Kraju, bo tyle razy go już minister odwoływał, że jest po prostu zastraszony. Pisanie dalszych komentarzy nie ma zatem sensu i w ten sposób spełnione zostanie życzenie Pana Ministra, aby przestać pisać. Jeszcze tylko zaległy komentarz kolegi Piątkowskiego i damy sobie spokój. Chyba, że nasi czytelnicy, a jest ich regularnie ponad 400, będą chcieli przedstawić swoje opinie. Albo zmieni się minister nadzorujący, bo obecny wyspecjalizował się w polityce, a technice nie daje dostępu (aż wierzyć się nie chce, że jest inżynierem, jak podała Rzeczpospolita z 20 września br). I chyba nie rozumie, a przez to i nie lubi geodetów. A szkoda, bo gdyby sensownie wykorzystać ich kwalifikacje, to wiele problemów, takich jak roszczenia, mieszkalnictwo, czy autostrady można by było znacznie zmniejszyć. |