Komentarz 42 (86/07)

8 października 2007 r.

Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Szanowne Panie i Panowie Prezydenci i Starostowie, Burmistrzowie, Wójtowie!
Szanowne Koleżanki i Koledzy Geodeci Powiatowi, Kierownicy odgik !

1. Odbijamy się od dna

W ubiegłym tygodniu w nowej formule komentarza wystąpił kolega Piątkowski. Pozwólcie, że dziś ja, jako przewodnicząca śląskiego oddziału Stowarzyszenia GISPOL oraz prezes firmy geodezyjno-informatycznej podzielę się swoimi refleksjami.

Na ogół sprawdza się przysłowie, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, ale w tym komentarzu będę próbowała patrzeć wyłącznie z punktu widzenia interesu społecznego.

Inicjatywę kolegi Piątkowskiego uważam za bardzo cenną, chociaż wykonawcy geodezyjni mogą być innego zdania. Kolega Piątkowski zidentyfikował często spotykane przypadki uchybień procedur prawnych w pracach geodezyjnych. Wszyscy o nich wiemy i je tolerujemy, bo każdy chce żyć. Przymykamy oko na ewidentne błędy popełniane przez władzę, powstałe niestety z inicjatywy lub z braku sprzeciwu służby geodezyjnej, czy zespołów pseudoeksperckich. Myślę tu między innymi o:

  • rozporządzeniu ewidencyjnym z 2001 r. wprowadzającym w § 82 trzymetrową dokładność ustalania linii i punktów granicznych,

  • ewidentnych nonsensach w protokołach pokontrolnych organów nadzoru, w których dla przykładu, nie zalicza się do prac geodezyjnych projektu modernizacji ewidencji gruntów czy projektu korekty granic administracyjnych lub innych opracowań terenowo-prawnych, które nie łączą się z równoczesnym wykonaniem pomiarów (w ramach jednego zlecenia). Jeden z WINGIK-ów czytając w artykule 2 Prawa geodezyjnego i kartograficznego słowa:

„Ilekroć w ustawie jest mowa o:

1) pracach geodezyjnych - rozumie się przez to projektowanie i wykonywanie pomiarów geodezyjnych, wykonywanie zdjęć lotniczych, dokonywanie obliczeń, sporządzanie i przetwarzanie dokumentacji geodezyjnej...“

zinterpretował je w ten sposób, że jeśli w definicji wystąpił spójnik „i“ to praca geodezyjna jest tylko wówczas, gdy występuje projektowanie i pomiar łącznie. Bez pomiaru (zdaniem WINGiK-a) nie ma pracy geodezyjnej.

Uważam, że trzeba czasami upaść na dno, by móc się skutecznie odbić i wypłynąć na powierzchnię. Trzeba czasami wrócić do sensu i korzeni zawodu, aby uwolnić się od skostnienia. Nie wolno jednocześnie zapomnieć o otoczeniu, to jest o sytuacji prawnej, zapotrzebowaniu społecznym czy rozwoju technologicznym.

Trzeba też wykorzystać koniunkturę na rynku, myślę tu o mocno nagłaśnianym problemie roszczeniowym. To ogromna, niedoceniona szansa dla zawodu. Sejm, rzutem na taśmę uchwalił dwie ustawy:

  • z dnia 24 sierpnia 2007 r. o zmianie ustawy o gospodarcze nieruchomościami oraz o zmianie niektórych innych ustaw, a w szczególności jej art. 23 ust.1c

  • oraz z 7 września 2007 r. o ujawnieniu w księgach wieczystych prawa własności nieruchomości Skarbu Państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego, a w szczególności jej art.1 ust.5

Obydwie ustawy regulują sposób integracji ewidencji gruntów i ksiąg wieczystych, a w zasadzie dają podwaliny do budowy zintegrowanego systemu katastralnego (ZSK).

Przekazuję słowa uznania prezesowi E. Mesze, że z takim uporem w dotychczasowych 85 komentarzach przekonywał nas do tego rozwiązania, które aż w dwóch ustawach uhonorował odchodzący Sejm, choć z odczuwalnym brakiem fachowej geodezyjnej konsultacji. Mówi się trudno. Stało się, ale jest jeszcze czas, by w rozporządzeniach wykonawczych skorygować niedopracowania, które przemknęły w ustawach.

Panu ministrowi Piętakowi wypada zaś podziękować za tak znaczne opóźnienie prac nad prawem geodezyjnym, (które miało się stać prawem geoinformacyjnym zabezpieczającym wyłącznie potrzeby ochrony środowiska), że nie zdążył zepsuć fundamentu, na którym geodezja się opiera. Miejmy nadzieję, że i eksperci zrozumieją, że geodezja to nie tylko GIS.

2. Nowe zapisy ustawowe

Nie przypuszczałam, że presja społeczna będzie tak duża, iż wymusi stworzenie podstaw prawnych zintegrowanego systemu katastralnego (choć tak się tego nie nazywa). Obserwowałam z zainteresowaniem losy poprawki do ust.1c § 23 ustawy o gospodarce nieruchomościami, która została uchwalona już podczas ostatniego czytania, na sali sejmowej.

Interesowało mnie to z dwóch powodów, po pierwsze jako firma będziemy musieli bardzo szybko zmienić nasz program MIENIE umożliwiający prowadzenie ewidencji gruntów Skarbu Państwa i gminy, po drugie ta zmiana nadała ewidencji nową jakość - uzgodnienie z księgami wieczystymi. Przypomnijmy jej brzmienie:

„1c. Ewidencjonowanie, o którym mowa w ust. 1 pkt 1, obejmuje w szczególności:

1) oznaczenie nieruchomości według księgi wieczystej oraz katastru nieruchomości;

2) powierzchnie nieruchomości;

3) wskazanie dokumentu potwierdzającego posiadanie przez Skarb Państwa praw do nieruchomości, w przypadku braku księgi wieczystej;

4) przeznaczenie nieruchomości w planie miejscowym, a w przypadku braku planu - w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy;

5) wskazanie daty ostatniej aktualizacji opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego nieruchomości Skarbu Państwa oddanych w użytkowanie wieczyste lub daty ostatniej aktualizacji opłaty rocznej z tytułu trwałego zarządu nieruchomości Skarbu Państwa;

6) informacje o zgłoszonych roszczeniach do nieruchomości;

7) informacje o toczących się postępowaniach administracyjnych i sądowych.“

Nic dodać, nic ująć. Tu chodzi wyraźnie o kataster nieruchomości i zintegrowany system katastralny. Nie podejrzewam, aby przy redakcji tego ustępu ustawy uczestniczyli geodeci. Ale jest on zdroworozsądkowy i należy przypuszczać, iż posłowie wierzą, że geodeci mają sprawy katastralne uporządkowane i można je integrować z danymi wieczysto-księgowymi.

Dwa tygodnie później, w tej samej materii uchwalona została kolejna ustawa o ujawnieniu w księgach wieczystych prawa własności Skarbu Państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego. Ustawa jeszcze dalej idąca, bo nakazująca w art. 6 obowiązek poinformowania mieszkańców o potrzebie sprawdzenia zgodności ksiąg wieczystych z rzeczywistym stanem prawnym oraz zobowiązująca do udzielenia pomocy mieszkańcom w zakresie uzyskania tytułu prawnego do zajmowanych nieruchomości oraz ujawnienia ich praw w księgach wieczystych.

To przecież nic innego jak fragment niedoszłej ustawy o Zintegrowanym Systemie Katastralnym, chociaż bez elementarnego powiązania z umocowaniem granic w przestrzeni, bez upoważnienia osób przygotowujących wykazy do „grzebania“ w księgach wieczystych i zbiorach dokumentów, bez upełnomocnienia ich do autoryzowania spostrzeżeń i bez nałożenia na nich odpowiedzialności cywilnej za wykonane wykazy i wnioski o sprostowanie ksiąg wieczystych czy operatów ewidencji gruntów. Tak jakby mieli liczyć kartofle lub jabłka. A tu przecież potrzebna jest ogromna wiedza, której nie posiadają nawet niektórzy WINGiK-owie. Skutkiem źle sporządzonych wykazów będą miliardowe roszczenia, rzutujące na podstawę bytu państwowego.

Dobrze się stało, że Sejm sprawy dostrzegł. Jeszcze lepiej, że dostrzegł je w szerokim spektrum, bo nie można zapomnieć o równoległej regulacji własności spółdzielczej, co jest, mam nadzieję, przejawem rzeczywistych intencji, a nie skutkiem doraźnego zapotrzebowania. Ale tu kłaniają się precyzyjne wydzielenia geometryczne, określenie różnego typu służebności, rejestracji ograniczonych praw rzeczowych i praw zobowiązaniowych, a o tym wszystkim odpowiedzialny za geodezję minister posłów nie poinformował, bo chyba o tym nie wie.

Nie ukrywam, że temat synchronizacji ksiąg wieczystych i katastru drążę od 15 lat, zdążyłam poznać niezwykle skomplikowane uwarunkowania tej synchronizacji, zwłaszcza na terenach, gdzie kataster funkcjonował i funkcjonuje, w odróżnieniu od ewidencji gruntów, którą wielu byłych funkcjonariuszy GUGiK uważało za kataster.

Lekkość z jaką w ustawie zawarto sporządzenie wykazów gruntów Skarbu Państwa i samorządowych w okresie pół roku, budzi poważne obiekcje. Dwu, a nawet wielokrotne księgi dla tego samego terenu nie są rzadkością. Identyfikacja takich nieruchomości wymaga ogromnej wiedzy i kompetencji w ujawnianiu i eliminowaniu nakładających się błędów. A jeśli założyć, że prace te nie będą pracami geodezyjnymi, jak interpretuje to przytoczony już WINGIK, to strach pomyśleć co nas czeka. Nie wystarczy dyspozycja, iż trzeba pomierzyć. Trzeba zbadać, co pomierzyć a młodsze pokolenie geodetów, nawet z uprawnieniami, nie ma o tym pojęcia. Stowarzyszenie GISPOL od 2 lat publikuje zasady byłego katastru, a także skutków jakie wywołała radosna twórczość IPE, LIPIS-u. Skutki te ujawnią się obecnie w wykazach nieruchomości Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego i nie mogą tego robić przypadkowi ludzie. Najważniejszym problemem w identyfikacji rozbieżności są kwalifikacje, a raczej posiadane umiejętności osób, a o tym w ustawach nie ma ani słowa.

3. Co robić

Jako prezes firmy wiem, co mam robić, temat jest mi bardzo bliski i pomimo, że w ustawie znalazło się tylko słowo „wykazy“ sądzę, że dobry system informatyczny jest niezbędny, by wykonać zadanie nałożone na starostów, marszałków czy spółdzielnie mieszkaniowe. I tu na pewno będziemy mogli pomóc, już nad tym pracujemy, a jak pomożemy i nasze programy się przyjmą, to pan P. Piętak nas napiętnuje za monopolizację rynku i określi mianem oligarchów, choć chyba nie bardzo zdaje sobie sprawę z tego, co to słowo znaczy.

Ale leży mi na sercu również aspekt społeczny, co może uzyskać branża (nie geodeci powiatowi, na których spadnie zadanie nie do wykonania). A sądzę, że branża powinna wykorzystać koniunkturę na rynku.

Skierowałam do ministra Piętaka specjalny list w maju br., o czym była mowa w komentarzu 38(82) z 10 września br., porównując motywacje uzasadniające likwidację i odtworzenie zawodu notariusza i mierniczego przysięgłego. Pan minister list zlekceważył, jak wszystkie sygnały środowiska, obrażając przy okazji osoby pracujące społecznie nad tym, za co pan minister bierze pieniądze.

Podzielam pogląd zaprezentowany przez uczestników odbytego w czwartek w ubiegłym tygodniu 15 Zebrania Zarządu III Kadencji Stowarzyszenia GISPOL, iż Zespół Ekspertów, złożony z wielu znakomitych nazwisk, tematu nawet nie dotknął, bo eksperci są od wielkiej polityki, a nie od drobnej geodezji. Ekspertom marzą się wielkie systemy infrastruktury danych przestrzennych, prowadzenie polityki europejskiej czy światowej, prawie nikt z nich jednak nie potrzymał w ręku taśmy, czy prawidłowo spionował dalmierz czy GPS na punkcie osnowy geodezyjnej czy znaku granicznym.

Tymczasem dla wykonania zadania narzuconego dwoma katastralno-wieczystoksięgowymi ustawami:

  • potrzebna jest przede wszystkim specjalistyczna wiedza, geodezyjna i prawna,

  • potrzebna jest znajomość warunków miejscowych, gdyż nikt np. z Częstochowy nie jest w stanie zrozumieć uwarunkowań własnościowych na terenach Siemianowic Śl. czy Mysłowic, gdzie kontynuowany jest kataster z okresu II RP,

  • potrzebna jest imienna odpowiedzialność za identyfikację błędów i postawione diagnozy,

  • jednym słowem potrzebne są kancelarie miernicze, o czym pisałam do ministra Piętaka, wierząc, że jako światowiec obyty z geodezją we Francji wie, co oznacza „Géomètre-expert“.

Takie kancelarie mogą pomóc zorganizować wielkie firmy geodezyjne, gdyż oprócz wiedzy potrzebne są pieniądze, potrzebna jest organizacja, ale odpowiedzialność musi obciążyć konkretne nazwisko. Jeśli prowadzący kancelarię się raz spali, to po pierwsze nie wypłaci się do końca życia, a po drugie zniknie z rynku.

Niestety o tym w 2 ustawach okołokatastralnych nie ma ani słowa, gdyż twórcy tych ustaw nawet nie podejrzewali, że tworzą kataster, ale uregulowali temat, który od 6 lat demontowały osoby odpowiedzialne za geodezję, jako że IPE bez synchronizacji z księgami było demontażem tego co z katastru pozostało.

Wspomniane ustawy zapotrzebowały istnienie katastru w klasycznej postaci.

Twórcy ustawy nałożyli jednak nierealne terminy, jak swego czasu na komunalizację, która miała być gotowa w 3 miesiące, a toczy się już 17 rok.

Teraz wszystko zależy od ministra właściwego do spraw administracji publicznej, który ma określić wzór wykazu nieruchomości Skarbu Państwa i samorządu terytorialnego.

Pytanie, czy wzór ten przygotują księgowi zakładając szubieniczki: z lewej księgi, z prawej ewidencja, czy na odwrót, co wytraci masę papieru i energii bez efektu.

Czy też wzór ustalą fachowcy, którzy przede wszystkim zbilansują zapisy z ksiąg, a dopiero potem będą przyporządkowywać im dane ewidencyjne, wiadomo bowiem, że nie wszystkie nieruchomości mają założone księgi, łatwiej zatem zidentyfikować księgi istniejące i skonfrontować je z zapisami ewidencyjnymi pokrywającymi całość, niż na odwrót. Z takiego zbilansowania też powstanie wykaz, ale w odpowiednim trybie, który to tryb powinien być uregulowany w rozporządzeniu.

Ustawa w art. 1 określiła cel, wykaz zaś jest końcowym zestawieniem efektów realizacji tego celu, a całe procedury dojścia do celu (kosztowne!), z szeregiem obowiązków także dla ministra sprawiedliwości, w czym utwierdza zapis art.6 ust.4, powinny być rozwinięte w rozporządzeniu. Że tak można i trzeba zrobić, niech zaświadczy rozporządzenie w sprawie ewidencji gruntów i budynków, które z całkiem niewinnej delegacji dobrze zredagowanej ustawy prawo geodezyjne i kartograficzne sformułowało produkt pseudokatastralny, który między innymi spowodował desynchronizację ewidencji z księgami wieczystymi.

Patrząc jednak na tryb w jakim resort przygotował projekt ustawy można się spodziewać raczej szubieniczek, a to by oznaczało jeszcze większe pogmatwanie roszczeń i ostateczne zdołowanie katastru i geodezji. Cała nadzieja w Głównym Geodecie, że uda mu się dotrzeć z wyjaśnieniem sprawy do kompetentnych osób, że uda mu się wyjaśnić, iż kompatybilne treści art.23 ust.1c ustawy o gospodarce nieruchomościami oraz art.1 ust.1 ustawy o ujawnieniu w księgach wieczystych prawa własności Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego, nie sprowadzają się tylko do sporządzenia wykazów, ale do tego wszystkiego co pozwoli te wykazy przygotować. A że może z tego okazać się potrzeba zorganizowania kancelarii mierniczych, to będzie materiał do następnej ustawy, której konieczność podjęcia ujawni się w trakcie sporządzania wykazów.

I od tego jest Główny Geodeta Kraju, aby metodą „łopatologii“ dotarł do decydentów, którzy geodezyjnego warsztatu znać nie muszą, ale za to bezbłędnie sformułowali cele.

Pora uświadomić decydentom, na czym warsztat geodezyjny polega.

W tym tygodniu odbywa się w Jaszowcu konferencja SGP na temat „Wykorzystania metod geodezyjnych w ocenie stanu geometrycznego budowli“. Panowie profesorowie z różnych dziedzin w ponad 20 referatach przedstawią zagrożenia dla zdrowia i życia, jakie mogą wywołać niestaranne tyczenia czy inwentaryzacje rzędu ułamka milimetra. To też jest geodezja, a właściwie to jest geodezja, z tym, że w tej dziedzinie za błąd odpowiada się cywilnie i karnie, zwłaszcza wtedy, jak zdarzy się katastrofa lub wykryje zagrożenie mogące taką katastrofę spowodować.

Można to podsumować tak:

1/ Jak w GIS-ch ktoś pomyli się o kilkadziesiąt czy kilkaset metrów, to mało kto to zauważy i jest to właściwie domena geografów, za którą nie powinno się obciążać odpowiedzialnością geodetów.

2/ Jak w pomiarach odkształceń budowli ktoś pomyli się o kilka milimetrów czy centymetrów, to bardzo łatwo trafi do prokuratora. Tu wszakże mamy do czynienia z geodezją.

3/ Jak w pomiarach katastralnych ktoś pomyli się o kilka czy kilkanaście metrów, to musi liczyć się z odpowiedzialnością cywilną i w zależności od wartości gruntu z pozwem o odszkodowanie, niekiedy dotkliwe.

I to jest ta geodezja użytkowa, najpopularniejsza, najmniej doceniana, którą na długie lata, z nazwy na wieczność rejestruje się w księgach, dając asumpt do przeróżnych roszczeń.

Zespół ministra Piętaka zajął się tylko fragmentem punktu pierwszego i określił go, chyba przez nieporozumienie „Założeniami nowego prawa geodezyjnego“.

A sedno sprawy tkwi w czymś zupełnie innym, co wychwycili bezbłędnie parlamentarzyści po linii systemu prawnego, a kolega Piątkowski po linii uwarunkowań techniczno-prawnych.

Firma, którą kieruję, przygotowała ogromny warsztat niezbędny do wdrożenia Zintegrowanego Systemu Katastralnego, ale jego realizacja wymaga uzgodnionego współdziałania przede wszystkim, odpowiedzialnego za rejestrację gruntów Skarbu Państwa resortu budownictwa w ścisłym współdziałaniu z resortem administracji oraz sprawiedliwości, przy wsparciu resortów finansów, rolnictwa i środowiska, z których każdy w bardzo poważnym stopniu korzysta z wyników zsynchronizowanych rejestrów. Brak tego współdziałania jest wyraźnie dostrzegalny w obu ustawach. To, czego się nie udało załatwić w 6 lat, posiadając wielkie pieniądze unijne, raczej nie da się załatwić w 6 miesięcy bez pieniędzy.

Jako geodeta, aktywista większości organizacji geodezyjnych i prezes firmy, która nie zawiodła dotąd oczekiwań kilku tysięcy klientów, apeluję do koleżanek i kolegów o otwartą wymianę poglądów. Nie wolno milczeć, jak ktoś demoluje ci dom.

Weronika Borys
Przewodnicząca śląskiego oddziału
Stowarzyszenia GISPOL

PS. Wg strony internetowej MSWiA, mimo sygnalizacji dokonanej przez nasze Stowarzyszenie, w rejestrze administracji publicznej, Kraków i Poznań dalej należą do woj. opolskiego, Wrocław do śląskiego, a Szczecin i Toruń zasiliły imperium gdańskie. Niezmiennie też reklamowane jest Sanatorium Modrzew, AgrolMet i Nieruchomości z Gniezna jako administracja publiczna!

Jeśli w podobny sposób zostanie sporządzony wykaz nieruchomości Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego, to akcja Sejmu zmierzająca do eliminacji roszczeń, może zaskutkować ich zwielokrotnieniem.

- Powrót -