|
Komentarz 53 (97/07) 24 grudnia 2007 r. Szanowne Koleżanki i Koledzy! 1. Wigilijne wspomnienia W Wigilię Bożego Narodzenia wypada komentarz poświęcić miejscu, w którym już po raz 97 tekst jest inspirowany, czyli Chorzowowi, a w tymże Chorzowie miejscu szczególnemu: kościołowi górniczej patronki „Barbary“, liczącemu sobie 155 lat, jednemu z piękniejszych zabytków tego miasta. Tenże kościół powstał w 1852 r. , a w 1902 r. wydano książkę „Historya Parafii świętej Barbary w Królewskiej Hucie G.-Szl. z powodu 50-letniego Jubileuszu“ nakładem Drukarni świętego Jacka w Król.Hucie. Przytoczymy z tej książki garść cytatów, które mówią same za siebie: Kawałek ziemi, na którym miasto „Królewska Huta“ i parafia świętej Barbary się znajduje, od Pana Boga nader jest błogosławionym. Albowiem Królewska Huta jest środkiem obszernego okręgu przemysłu górnoślązkiego, żywiącego tysiące ludu pracowitego i pobożnego. Rzućmy okiem na obszar ziemi tutejszej, gdzie dokoła wzgórza się wznoszą! Według mniemania uczonych od początku znajdowała się tu głębizna, w której rosły dzikie rośliny ogromnej wielkości, jakie jeszcze dzisiaj niziny w południowych i ciepłych krajach pokrywają. Tedy bowiem i na Górnym Ślązku było daleko gorącej jak dzisiaj. Owe wielkie i dzikie rośliny pokryte zostały wodami, które od wschodu słońca głębiznę zalały, piaskiem i mułem je pogrzebując. Pod wpływem gorącego słońca nowe rośliny się wzniosły nad grobem poprzedników swoich, jeszcze większe i bujniejsze; te zaś zostały zatopione przez wodę, z wschodnich krajów wylewającą się na nie. Takim sposobem utworzyły się warstwy roślin zatopionych. Wszystkie te rośliny zostały ugniecione przez olbrzymie warstwy piasku i mułu; wskutek gorącości i nacisku warstw piasku i mułu skamieniały i we węgle się przemieniły. Po gorącej porze nastąpiła według badań uczonych ostra zima i lody niezmierne pokryły powierzchnię. Potem zaś stajały i ogromne nawałności połączone z trzęsieniem ziemi nie tylko pokładły na warstwy węgli, które już w głębokości ziemi spoczywały, masę wapna rozpłynionego, lecz też wzniósły cały obszar w górę, jak jeszcze dzisiaj w niektórych krajach nawałności morza i trzęsienia ziemi powierzchnię zmieniają i wznoszą ją w górę. Tedy zaś się stało coś nadzwyczajnego! Z głębokości ziemi wynikły jak z źródeł tajemniczych rozpalone kruszce i przesiąkły powyższe pokłady wapiennego kamienia. Rozpalone kruszce połączyły się z warstwami, przez które się przebiły, i utworzyły owe bogate żyły kruszcowe na Górnym Ślązku, z których pilny i mozolny górnik wydobywa i topi ołów, cynk, srebro i inne metale. Tak Opatrzność Boska sprawiła, że w tej okolicy, gdzie dzisiaj Królewska Huta na wzgórzach ku niebu się wznosi, trzy znakomite skarby spoczywają: węgle, kamień wapienny i kruszce. Fundamentem atoli bogactwa podziemnego są węgle. Obszar węgli obejmuje około 100 mil kwadratowych, z których dziesiątą część posiada państwo Rosyjskie, dwie dziesiąte części państwo Austryackie, a siedm części Państwo Pruskie. Kochany nasz Górny Ślązk na całym świecie słynie z przemysłu i z pobożności ludu. Dzięki Bogu, który w wszechmocności i dobroci swojej ojczyznę naszą tak hojnie ubogacił! Tysiące lat przeminęły i żaden człowiek nie znał skarbów, które w ziemi późniejszego powiatu Bytomskiego spoczywały. Zdaje się, że dopiero na początku dwunastego stulecia lub nieco pierwej odkryte zostały. Najdawniejsze wspomnienie historyczne znajduje się w dokumencie Papieża Inocentego II. z dnia 7. lipca roku 1136. W owym dokumencie potwierdza Papież dochody arcybiskupa Gnieźnieńskiego Jakóba. Tak on pisze: „Item villa ante Biton, quae Zuersov dicitur, cum rusticis, argenti fossoribus, cum duabus tabernis, nonnisi ad archiepiscopi pertinet iuris-dictionem.“ To znaczy: „Arcybiskupowi ma też należeć wieś przed Bytomiem, która Chorzów się nazywa, z siodłakami, z górnikami srebra, z dwuma karczmami.“ Ponieważ Królewska Huta założona została na gruncie wsi Chorzowa i w obwodzie pobliskim miasta Bytomia, dokument papieski dotycza się też Królewskiej Huty i jest najstarszem świadectwem, że przed wielu wiekami właśnie w okolicy Królewskiej Huty biegli górnicy z głębokiej ziemi wydobywali kruszce. W owych czasach powiaty Bytomski i Pszczyński jeszcze nie należały do Ślązka, lecz do Małej Polski i do biskupstwa Krakowskiego. Ślązk tedy tworzył osobną prowincyę królestwa Polskiego, którego najważniejsza prowincya była Mała Polska z stołecznem miastem Krakowem. Nieco później, to jest roku 1163, Ślązk od królestwa Polskiego został oderwany i rozdzielony na dwa kawały: Dolny Ślązk z miastem Wrocławiem dostały się w udziale pod panowanie księcia Bolesława, Górny zaś Ślązk z Raciborzem i Opolem otrzymał brat jego Mesko. Obydwaj książęta pochodzili z pokolenia Piastów, panujących w Polsce. Kazimierz, król Polski, podarował roku 1179 powiaty Bytomski i Pszczyński, jako też ziemię Siewierską i Oświęcimską księciu Meskowi. Takim sposobem cała okolica Bytomska, więc i okolica późniejszej Królewskiej Huty, odłączoną została od Królestwa Polskiego i wcieloną do Ślązka. Lecz co do biskupa, pozostała aż do roku 1821 pod biskupem Krakowskim. Około roku 1363 zagasło górnictwo, ponieważ woda zalała kruszce... Pokolenia przemijają jak obłoki na niebie! Około roku 1526 Jerzy, książę Krnowski z pokolenia Hohenzollerów, którzy teraz panują jako cesarze w Niemczech, kupił od książąt Górnoślązkich powiat Bytomski i zaczął pod Tarnowicami na nowo już zagasłe górnictwo. Potem zaś upadło i w przeciągu wielkiej wojny trzydziestoletniej (1618-1648) zupełnie zagasło. Powiat Bytomski i okolica obecnego miasta Królewskiej Huty przeszła na własność potężnych hrabi Hencklów z Donnersmarcku. Ci tu i owdzie prowadzili górnictwo, lecz woda robiła niezwyciężone przeszkody. Bogaty kupiec Wrocławski, Jerzy Giesze, wytapiał pod Bytomiem kruszce galmanu. Roku 1742 Fryderyk Wielki, potężny król Pruski, zdobył Ślązk, który z pod korony Polskiej dostał się już w roku 1289 pod koronę Czeską, a z tą nieco później pod koronę Austryacką. Książęta dolnego i Górnego Ślązka wszyscy wymarli i na ich miejsce nastąpił wreszcie król Czeski i cesarz Niemiecki (lub cesarz Austryacki). Fryderyk Wielki toczył z cesarzem liczne wojny i nie mógł się starać o górnictwo. Lecz krótko przed śmiercią swoją, gdy wojny ustały i pokój zapanował w Prusiech, na nowo wskrzesił przemysł górniczy. Zstępując do grobu, założył fundamenta przemysłu i handlu, z których nieco później powstała Królewska Huta, a z niej jeszcze później parafia świętej Barbary. 2. Co znaczy „Pruski“ na Śląsku? Przytoczone cytaty pochodzą z książki wydanej i rozpowszechnianej legalnie w 1902 r. W cytatach zachowano język oryginału. Uwagę zwraca piękny polski język, który wtedy był w tym regionie w powszechnym użyciu. Język niemiecki był używany w administracji publicznej, na równi z językiem polskim, którym posługiwała się miejscowa ludność. Oznacza to, że obowiązujący w tej części Śląska, już w czasie wydania książki od ponad 40 lat, kataster pruski rejestrował polską własność i nawet jak używano gotyku, to opisywano nim polskie nazwy, z dowolnie kombinowanymi polskimi literami, których w alfabecie niemieckim nie było. Własność niemiecka występowała sporadycznie, w postaci wykupów pod cele handlowo-przemysłowe i nielicznych majątków dworskich. Etnicznie polskie posiadanie ziemi sięgało aż po Opole. To było zresztą przyczyną trzech powstań śląskich, jako że Ślązacy chcieli przynależności do Polski, tylko II RP nie bardzo chciała Ślązaków. Mówiąc dziś o katastrze pruskim, czy austriackim (na terenach objętych katastrem austriackim, było dokładnie to samo co na Śląsku, a nawet liberalniej, bo tamtych terenów nie dosięgnął „Kulturkampf“, który w okresie wydania książki dopiero się nasilał) trzeba pamiętać o tym, że katastry te są zarejestrowaną skarbnicą polskiej kultury i ci, którzy walczą z katastrami, walczą z materialnymi dowodami polskości zarejestrowanej w katastrach. Chyba nie taka była intencja twórców rozporządzenia o ewidencji gruntów z 2001 r., w tym formatu SWDE, a jednak to w ich wyniku w procesie konwersji danych zniszczono najwięcej dowodów polskości zawartych w katastrach. Wszystko to odbywało się w ramach ubiegania się o członkostwo w Unii Europejskiej, w której, w dopiero co zreformowanych traktatach o jej utworzeniu, sprawa spójności terytorialnej jest jednym z najbardziej obecnie eksponowanych praw. Miejmy nadzieję, że w ramach świątecznej konsumpcji duchowej, opisane fakty dotrą do świadomości geomatyków, którym wydaje się, że rzeczywistością jest to, co widać ze zdjęcia satelitarnego. Satelita, mimo iż ulokowany bliżej Stwórcy świata, wcale nie oddaje lepiej jego intencji, co z życzeniami wszelkiej pomyślności z okazji świąt i nadchodzącego Nowego Roku kładziemy pod geodezyjną choinkę. Tak jak profesorowi Linsenbarthowi udało się metodami GIS-owymi zilustrować historię biblijną, w tym narodzin Dzieciątka Bożego, tak metodą zapisów katastralnych można zidentyfikować skarbnicę polskiego dziedzictwa narodowego. Wielkiej też mądrości Polaków, zwłaszcza prawników, zawdzięczamy istnienie rejestru akt ksiąg wieczystych, w których zachowanych jest najwięcej zapisów katastralnych, tych zapisów, których nie zdążyli zniszczyć barbarzyńcy geodezyjni od ewidencji gruntów i urządzeń rolnych, a potem Hunowie geomatyczni, wspierani m.in. przez organ medialny byłego ministra ds. geodezji, promujący australijskie, holenderskie i amerykańskie wzorce cywilizacyjne z tej dziedziny. Uczestników seminarium na temat „Ewidencji Mienia Publicznego“ zachęcamy do przestudiowania slajdów kolegi Stanisława Zaremby, które są syntezą inżynierskiego aktu oskarżenia o sposób zdewastowania katastru. Podobne akcenty mieszczą się zresztą w referacie koleżanki Łukowskiej. Pytanie przeciw komu akt ten jest skierowany. Otóż odpowiedź jest taka. Jeśli aborygenowi z buszu powierzymy zadanie dokumentowania europejskiej kultury materialnej, to on to zrobi tak jak potrafi, tym bardziej jak mu dobrze zapłacimy. Dla tego aborygena wykonanie zadania będzie nawet postępem technicznym. Sedno sprawy tkwi jednak w tym, że ktoś mu wykonanie tego zadania zlecił i to z publicznych, czyli naszych pieniędzy i zapłacił jak za pełnowartościowy produkt. |